Ernest Wilimowski, czyli jak zrobić kibicom wodę z mózgu

Ernest Otton Wilimowski, „Ezi” (1916 Kattowitz – 1997 Karlsruhe), piłkarz, wychowanek niemieckiego klubu 1. FC Kattowitz, z którego przeszedł do Ruchu Wielkie Hajduki (Ruch Chorzów). W lidze strzelił 112 bramek w 86 meczach. Reprezentant Polski (1935-39, 21 bramek w 22 spotkaniach ) i Niemiec (1941-42, 13 goli w 8 występach). Na mistrzostwach świata w 1938 strzelił 4 bramki w meczu Brazylia – Polska (6 : 5).

 

Do napisana tego artykułu skłoniła mnie przypadkowe znalezisko w Sieci:

Bartłomiej Krawczyk

Ernest Wilimowski – zapomniana megagwiazda

[…]

Gdy wybuchła II wojna światowa Ernest Wilimowski podpisał volkslistę. Zmuszani do tego byli szczególnie Ślązacy, ale także Kaszubi oraz Wielkopolanie. Nie widzę jednak w tym nic co byłoby godne potępienia i nijako wymazania Eziego z historii Polski, gdyż był to być może jedyny sposób na ocalenie życia, tym bardziej, iż do jej podpisania zachęcał Rząd Polski na Uchodźstwie, w celu zapobiegnięcia zagładzie narodu.

Po wojnie komunistyczna władza uznała Wilimowskiego za zdrajcę, wyrzucano mu to, że grał w reprezentacji Niemiec. To właśnie dlatego dzisiaj jest zapomniany. Choc nie powinien. Przecież Ezi chciał tylko grać w piłkę.

Ku swojemu przerażeniu w googlu znalazłem całe mnóstwo podobnych wypowiedzi, np.:

http://www.igol.pl/

http://www.ithink.pl/

http://przemeke.wordpress.com/

http://www.footballblog.pl/

Ponieważ Bartłomiej Krawczyk powoływał się na „Gazetę Wyborczą”, postanowiłem zajrzeć do źródła. Znalazłem dwa artykuły Pawła Czado.

Pierwszy, na który trafiłem:

Ernest Wilimowski tęsknił za Śląskiem z 2007-05-25

to sentymentalna relacja z wizyty córki Wilimowskiego na Śląsku, pełna sympatii dla tego piłkarza i jego współczesnych wielbicieli.

Drugi:

O występach Ernesta Wilimowskiego w reprezentacji Niemiec z 2003-10-22

kosztował mnie 3 zł (dostęp do archiwum), więc przytaczam jego obszerne fragmenty jako przykład typowej dla GW manipulacji i zwykłych kłamstw.

Już lead zapowiada dalsze emocje:

W 1942 r. na mecz Niemców z Rumunami w Bytomiu przyszło 55 tys. kibiców. Nigdy wcześniej na Śląsku piłkarska impreza nie zgromadziła aż tylu widzów! Tłumy chciały zobaczyć w akcji Ernesta Wilimowskiego. Wśród kibiców byli 15-letni Gerard Cieślik i 10-letni Ernest Pohl. Nie zawiedli się...

W czasach, kiedy polska piłka nożna ledwo dyszy, kiedy żaden z naszych piłkarzy nie gra w znaczącym klubie, autor wyciąga asa, którego występy zelektryzowały tysiące ludzi. W tym wielkich późniejszych piłkarzy. Po takim wstępie trudno mieć jakiekolwiek pretensje do „Eziego”. Zwłaszcza, jeśli na wszelki wypadek dopiszemy mu do biografii epizod nieomal bohaterski.

Mało kto wie, że na początku wojny „Ezi” musiał się nawet przed Niemcami ukrywać. Opowiada o tym katowiczanin Marian Lubina, syn Pawła – byłego kapitana związkowego katowickiego OZPN i jednego z pierwszych śląskich piłkarzy w reprezentacji Polski: – Wśród działaczy związanych z 1. FC Katowice [macierzystym klubem Wilimowskiego – przyp. red.] był niejaki Georg Joschke, kreisleiter NSDAP. Joschke nie cierpiał „Eziego” za to, że w 1934 r. odszedł z FC do Ruchu Wielkie Hajduki. Ruch, zakładany przez powstańców i działaczy plebiscytowych, na Śląsku był symbolem polskości. Joschke groził, że Wilimowski będzie chodzić z literką „P”. Hitlerowcy zarządzili, że Polacy mieli chodzić po ulicach z naszytymi czworobokami na klapie płaszcza. W środku czworoboku znajdowało się duże czerwone „P” na żółtym tle – opowiada.

Warto to skonfrontować z informacjami na temat niemieckiego klubu z Katowic.

Pod koniec lat 20. i na początku lat 30. klub wyraźnie osłabł, a efektem tego był spadek do śląskiej ligi okręgowej w 1929 roku. W 1932 udało się piłkarzom 1. FC wywalczyć w niej pierwsze miejsce, co było równoznaczne ze zdobyciem tytułu mistrza (polskiej części) Górnego Śląska. W barażach o grę w ekstraklasie 1. FC przegrał z Podgórzem Kraków. W 1934 klub sprzedał swojego wychowanka – Ernesta Wilimowskiego do Ruchu Hajduki Wielkie za 1000 zł (odpowiednik 10 pensji listonosza) i rozegranie dwóch meczów Ruchu z 1. FC, z których dochód miał trafić do kasy katowiczan – podaje Wikipedia.

Mamy więc sytuację następującą – 17-latek z klubu II ligi przechodzi do mistrza Polski, jest to normalny transfer, z którego sprzedający odnosi korzyści materialne (na dzisiejsze warunki śmieszne, ale to były jeszcze czasy sportu amatorskiego). Jeden z działaczy, zatwardziały Szkop, nie może mu tego wybaczyć (chyba powinien także znienawidzić tych działaczy, którzy wyrazili zgodę na transfer?). Tenże Szkop jest w 1939 powiatowym szefem NSDAP i jawnie grozi Wilimowskiemu. I co? I nic. Wilimowski gra w niemieckim Ruchu przemianowanym na Bismarckhütter Sport Vereingung, a wkrótce przechodzi… do macierzystego 1. FC Kattowitz.

Niemcy stworzyli tam prawdziwy wunderteam złożony z… polskich Ślązaków. Oprócz Wilimowskiego w 1.FC Kattowitz znaleźli się także inni reprezentanci Polski: Erwin Nyc (ponoć grożono mu obozem koncentracyjnym, gdyby odmówił gry), Ewald Dytko i Paweł Cyganek.

No to znów porównajmy te rewelacje z informacjami o  dwóch piłkarzach:

Edward Piotr Nyc, do 1948 jako Erwin Günther Nytz (1914 Kattowitz – 1988, Piekary Śląskie), polski piłkarz, uczestnik MŚ 38. Grał w Pogoni Katowice i Polonii Warszawa (1935-1939). W reprezentacji Polski 1937-1939 rozegrał 11 spotkań. Podczas II wojny światowej początkowo występował w barwach 1. FC Katowice, później służył w niemieckim wojsku i grywał w klubach takich jak Luftwaffen SV Markersdorf czy LSV Furstenwalde. Po wojnie wrócił do Pogoni Katowice. W latach PRL-u w ramach polonizowania śląskich nazwisk zmieniono Erwin Günther Nytz na Edward Piotr Nyc – to znów Wikipedia.

Ewald Oskar Dytko (1914, Kattowitz – 1993 Katowice), polski piłkarz, zawodnik Dębu Katowice i 1. FC Katowice, uczestnik IO 1936 oraz MŚ 1938. W reprezentacji rozegrał 22 spotkania. Podczas wojny podpisał volkslistę i w 1942 został wcielony do Wehrmachtu. W 1944 pojmany przez Amerykanów i osadzony w obozie jenieckim. Po wojnie powrócił na Śląsk i grał w Dębie do 1950. Jak wielu Ślązaków miał problemy z powodu podpisania volkslisty, ale został oczyszczony z zarzutów po podpisaniu deklaracji lojalności wobec państwa polskiego. Po zakończeniu kariery trenował różne kluby śląskie, jednak bez większych sukcesów – wersja łączona z polskiej i angielskiej Wikipedii.

Życiorysy tylko do 1942 roku zbliżone do losów Wilimowskiego. Kiedy bowiem Dytko i Nyc szli do Wermachtu, Wilimowski debiutował w reprezentacji Niemiec.

W lutym 1940 r. odchodzi z 1.FC.

Odnalazł się w saksońskim Chemnitz. Ponieważ nie chciał służyć w Wehrmachcie, został policjantem. Policyjny etat załatwił mu podobno wuj z Saksonii. „Ezi” został napastnikiem Polizei SV 1920 Chemnitz.

„Ezi” spisywał się w tym czasie znakomicie: w wieku 24 lat był u szczytu formy, strzelał mnóstwo bramek. „Tak ceniono jego umiejętności, że nikt nie wspominał nawet o wstąpieniu do partii faszystowskiej” – podkreśla wydana w latach 90. niemiecka biografia piłkarza (w Polsce „Ezi” książki się jeszcze nie doczekał).

Jednak w kadrze Niemiec „Ernst Willimowski” debiutował dopiero w połowie 1941 r. Okupanci długo nie mogli zapomnieć, że przed wojną nie okazywał proniemieckich sympatii, że odszedł do polskiego klubu. A Wilimowski nigdy nie zajmował się polityką, tylko grał w piłkę.

Skąd ta informacja, autor nie wyjaśnia. Zapewne z niemieckiej biografii napisanej (tego też Czado nie mówi) przez zięcia Wilimowskiego. To ładnie, że zięć tłumaczy teścia, ale jako świadek jest mało wiarygodny. Ja z kolei ze wspomnień ojca wiem, że w meczu z Niemcami w 1938 Wilimowski tylko statystował. A tak w ogóle – skąd to sformułowanie „dopiero w połowie 1941?” Chyba „już”. ” Przypomnijmy ” w 1940 Wilimowski jest zawodnikiem prowincjonalnego klubu z odzyskanych Katowic. Niemcy w tym czasie miały bardzo silny zespół i nie potrzebowały wzmocnień reprezentantami krajów przyłączonych (bardzo podobnie było po zjednoczeniu RFN z NRD). Trener musiał znać możliwości Wilimowskiego już wcześniej, skoro tak szybko powołał go do reprezentacji III Rzeszy.

Zadebiutował w czerwcu 1941 meczem z Rumunią w Bukareszcie. Niemcy byli zachwyceni. Pierwszego gola „Ezi” zdobył już w 3. min gry! Potem dołożył jeszcze jedną bramkę, a Nationalmannschaft zwyciężył 4:1.

Po prostu bajeczna kariera w stylu Messiego. Zachwycamy się nieomal po społu z Niemcami. Ale zaraz! Nationalmannschaft to reprezentacja hitlerowskich Niemiec!

Spokojnie, autor zaraz pokaże nam, jaki z Wilimowskiego antyfaszysta:

Podczas jednego ze zgrupowań niemieccy kadrowicze dojeżdżali z ośrodka na boisko rowerami. Koledzy dla kawału przebili opony w rowerze, którym jeździł Wilimowski. Śmiejąc się, odjechali. Nagle usłyszeli okrzyki – to Wilimowski – jak gdyby nigdy nic – mocno pedałował. Minął ich i pomachał. Przyjechali na boisko, ale trening nie mógł się rozpocząć, bo brakowało Herbergera. Po dłuższym oczekiwaniu wyszło na jaw, że to sprawka „Eziego”. Jak gdyby nigdy nic… zabrał rower trenerowi. Innym razem zdarzyło się, że pokłócił się z pomocnikiem Wilhelmem „Bubi” Soldem z FV Saarbrücken. Wściekły złapał Niemca za głowę i wsadził pod fontannę…

No po prostu skrzyżowanie Rambo z Pelem! A tego Niemca wrzucił do fontanny zapewne wiedziony impulsem patriotycznym.

I tak to idzie dalej – kolejne zachwyty hat trickami, wysokimi zwycięstwami (jakoś umyka, że reprezentacji III Rzeszy), pucharem Niemiec (cztery gole w półfinale)… Do tego, bez nijakiej przyczyny pełny skład reprezentacji Bytomia i BSV (czyli Ruchu) w sparingach z Niemcami.

Zachował się skład Bytomia z tego meczu: Jaworek, Malik, Skwara, Lip, Smialek, Stollorz, Wieczorek, Cyziarek, Scholltysek, Fuss, Mayer.

Fani „niebieskich” z zaciekawieniem przeczytają skład BSV: Andrzejewski, Dziwisz I, Spendel, Panschis, Olsza, Fica, Górka, Wollek, Lasetzki, Dziwisz II (brakuje jednego zawodnika). Czwórka tych piłkarzy – bracia Dziwiszowie, Emil Fica i Hubert Górka – grała w Ruchu jeszcze przed wojną, a w 1945 r. zadebiutuje w nim Józef Olsza – ojciec Lechosława, dziś drugiego trenera GKS Katowice.

Już jasne, po co te nazwiska? „Nie tylko Wilimowski!” – krzyczy Czado. Czy to jego wina, że był najlepszy? Nawet Cieślik i Pol to przyznają.

– Panie! Wilimowski to najlepszy piłkarz, jakiego widziałem w życiu – mówi z entuzjazmem w głosie Cieślik. – Przed wojną specjalnie przychodziłem na treningi, żeby go zobaczyć. Strzał miał nie za mocny, ale ten drybling! A mecz w Bytomiu? Cóż, pamiętam wielkie tłumy na stadionie i ścisk. Wszyscy chcieli podziwiać Wilimowskiego – wspomina Cieślik. Na meczu był także 10-letni wówczas Ernest Pohl. Zachwycony grą imiennika podobno właśnie wtedy postanowił zostać piłkarzem.

I tak dalej, i tak dalej…

Ale wszystko przebija opis bramek Wilimowskiego z meczu Szwajcaria – Niemcy:

Pierwszy gol: Ballabio wychodzi z bramki, a „Ezi” z zimną krwią przerzuca piłkę obok niego.

Drugi gol: Wilimowski dostaje podanie od Waltera i – stojąc tyłem do bramki – błyskawicznie odwraca się i oddaje precyzyjny strzał.

Trzeci gol: Minelli próbuje powstrzymać Wilimowskiego wślizgiem. „Ezi” zatrzymuje się, czeka, aż rozpędzony Szwajcar go minie i strzela lewą nogą w prawy róg bramki Ballabio.

Czwarty gol: Sing rozgrywa piłkę z Walterem. Ten ostatni dostrzega Wilimowskiego i przerzuca mu piłkę nad obrońcami. Rozpędzony Wilimowski strzela zewnętrzną częścią buta. Podkręcona piłka wpada w samo okienko.

To już nie jest artykuł, to relacja z meczu piórem zachwyconego reportera. A jego zachwyt udzieli się czytelnikowi, zwłaszcza młodemu, o czym świadczy tekst przywołanego na początku Bartłomieja Krawczyka.

Całość kończy się łzawo i sentymentalnie:

Następnego genialnego piłkarza o nazwisku Wilimowski już nie będzie. „Ezi” zostawił tylko cztery córki…

Szokujący jest fakt, że gazeta, która wszystkich Polaków obarcza odpowiedzialnością za winy jednostek wobec Żydów, jest równocześnie tak wyrozumiała dla jednostki, która zdradziła Polskę na rzecz Niemiec.

 

Rozpatrzmy dwa argument, którymi szermuje Czado (trzeciego, że Wilimowski był jednym z najlepszych piłkarzy świata. nikt nie neguje).

Pierwszy z nich – „wszyscy tak robili”. Wszyscy Ślązacy grali w niemieckich klubach (i w domyśle: marzyli o reprezentacji  Niemiec). Dysponujemy zestawieniem losów piłkarzy, którzy razem z Wilimowskim szli w 1939 r. po mistrzostwo Polski (przerwane z powodu wybuchu wojny).

  1. Gerard Wodarz (28 meczów w reprezentacji Polski przed 1. 09. 1939) – uczestnik kampanii wrześniowej, 1942-1944 żołnierz Wehrmachtu, od 1944 w polskich siłach zbrojnych w Anglii – wrócił do Polski i grał w Ruchu
  2. Teodor Peterek (9 meczów w reprezentacji Polski) – 1939-1941 grał w BSV, 1942 powołany do Wehrmachtu, podczas pobytu we Francji poddał się wojskom alianckim, a następnie trafił do Wojska Polskiego, wrócił do Polski w 1946, po powrocie przesłuchiwany przez UB. Grał jeszcze w latach 1947-1948 w Ruchu
  3. Edmund Giemsa (9 meczów w reprezentacji Polski) – powołany do Wehrmachtu zdezerterował i poprzez francuski ruch oporu przedostał się do 2. Korpusu Wojska Polskiego we Włoszech, po wojnie zamieszkał w Anglii, nigdy już nie odwiedził Polski (to jest raczej ten piłkarz, którego w PRL skazano na zapomnienie)
  4. Ewald Urban (9 meczów w reprezentacji) – 1939-1941 grał w BSV, powołany do Wehrmachtu nie wrócił do Polski
  5. Eryk Tatuś (1 mecz w reprezentacji) – grał w BSV i działał w konspiracji, za co został skazany w PRL na 1,5 roku więzienia, w 1965 wyjechał do Niemiec
  6. Karol Dziwisz (2 mecze w reprezentacji) – 1939-1945 grał w BSV, 1945-1946 w Ruchu
  7. Emil Dziwisz 1942 –  jako żołnierz Wehrmachtu zginął pod Donieckiem
  8. Henryk Mikunda powołany do Wehrmachtu, pod Monte Cassino przeszedł na polską stronę. Walczył w II korpusie gen. Andersa. Wrócił do Polski w 1947 roku
  9. Fryderyk Skrzypiec Grał w BSV. Po wojnie pozostał w Niemczech
  10. Walter Brom 1940-1944 w BSV, po wojnie w Ruchu od 1945
  11. Jan Przecherka wcielony do Wehrmachtu przeszedł na stronę aliancką, wrócił do Polski w 1947 i do 1952 grał w Ruchu
  12. Emil Fica grał w BSV, w 1946 wrócił do Polski i grał w Ruchu
  13. Zygfryd Czempisz zginął w czasie II wojny światowej

Z 13 kolegów Wilimowskiego 2 zginęli podczas wojny, 2 pozostali po wojnie w Niemczech, 3 przez całą wojnę grali w BSV, a potem wrócili do Ruchu, a 6 walczyło po stronie aliantów.

Ale dziennikarz „Gazety Wyborczej” tak pisze, żeby wyszło na odwrót!

Drugi argument – jakże chwytający za serce – Wilimowski nie mieszał sie do polityki, on po prostu chciał grać w piłkę. Jakby w Polsce wtedy „robiło się politykę”, a nie walczyło o wolność kraju! No to przypomnijmy, jak to wyglądało:

1941

28.05.1941 – do obozu Auschwitz trafia Maksymilian Maria Kolbe

01.06.1941 – Rumunia – Niemcy 1:4, debiut Wilimowskiego, 2 bramki

15.06.1941 -mecz Niemcy – Chorwacja 5:1, 1 bramka Wilimowskiego

26.07.1941- we Lwowie ginie Kazimierz Bartel, matematyk, polityk, premier rządu RP

24.09.1941 – członkowie koalicji antyhitlerowskiej podpisują Kartę Atlantycką

05.10.1941 – mecz Finlandia – Niemcy 0:6, 3 bramki Wilimowskiego

16.11.1941 – mecz Niemcy – Dania 1:1, bez bramki

07.12.1941 – atak Japonii na Pearl Harbor

1942

22.07.1942 – rozpoczęła się likwidacja warszawskiego getta

23.07.1942 – utworzono obóz zagłady w Treblince

16.08.1942 – mecz Niemcy – Rumunia 7:0 w Bytomiu, 1 bramka

12.09.1942 – rozkaz Naczelnego Wodza o powołaniu Armii Polskiej na Bliskim Wschodzie

03.10.1942 – pierwszy udany start i lot pocisku rakietowego V-2

14.10.1942 – powstaje Ukraińska Powstańcza Armia

18.10.1942 – mecz Szwajcaria – Niemcy 3:5, 4 bramki

01.11.1942 – mecz Niemcy – Chorwacja 5:1, 2 bramki

10.11.1942 – formowanie 8 Pułku Artylerii Przeciwlotniczej Ciężkiej na Bliskim Wschodzie

22.11.1942 – mecz Słowacja – Niemcy 2:5, bez bramek

04.12.1942 – powstaje Rada Pomocy Żydom „Żegota”

1943 – 45

Niemcy rozwiązują reprezentację, by wszystkie siły skupić na wojnie, Wilimowski grywa w klubie, w reprezentacjach okręgów (w tym rownież w reprezentacji Generalnej Guberni!)

Zapewne nie był Wilimowski zadeklarowanym hitlerowcem, nie zrobił też pewnie nikomu krzywdy (choć powstaje pytanie, co robił jako policjant – czy nigdy nie musiał nikogo zaaresztować za semicki wygląd na przykład?), ale swoim talentem wspierał propagandową machinę III Rzeszy, dawał hitlerowcom chwile radości i relaksu, w czasie gdy jego koledzy w większości przelewali krew za Polskę.

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

75 odpowiedzi na „Ernest Wilimowski, czyli jak zrobić kibicom wodę z mózgu

  1. Warszawiak pisze:

    w sumie to nie był chyba tak całkiem Polak, ojciec niemiec, wychowanie niemieckie, gadka niemiecka, jakby sie czuł Polakiem ba chociazby Ślązakiem to by jego dzieci nie miały szwabskich imion, a że były to teutońska imiona to nikt nie powinien mieć do tego watpliwości, ciekawe że on dalej grał dla szkopów a jego mama była w Auschwitz?
    Talent nie przeciętny fakt, ale to był szkop i tyle, a gazeta wyborcza niedługo będzie śię zachwycała nad bochaterstwem UPA i jak wspaniali to byli chłopcy.
    Reasumując bardziej wkurza mnie zdrada Kiepury niż Ernesta Ottona Prandelli (Willi-mowski, ciekawe to spolszczone nazwisko, zupełnie jak np. spolszczone nazwiska żydowskie np. ABRAM-owski, no ale mogę się mylić)

    • yuhma pisze:

      Zgadza się, był Niemcem, na dodatek bez cienia lojalności wobec państwa polskiego (bywali lojalni Niemcy, np. Scherfke z Warty Poznań), ale też nie z V kolumny. I ok, jego prawo, jego wybór. Tylko nie róbmy z niego biednego chłopczyka, który po prostu chciał grać w piłkę.
      PS. Wilimowski to nazwisko ojczyma, drugie „l” dodał sobie po przyjęciu niemieckiego obywatelstwa

      • Anonim pisze:

        Po przyjęciu? Przecież takowe posiadał od roku urodzenia do 1922 r., kiedy to w wyniku niezbyt odpowiednich rozporządzeń mieszkańcy terenu tzw. wschodniego Górnego Śląska utracili obywatelstwo de, a w czasie II wojny światowej byli traktowani jako de tylko po to, żeby wyjechać z biurem podróży wehrmacht na krioterapeutyczny urlop na dalekim wschodzie i zapłacili na tą wojnę dużo większą cenę, niż robotnicy przymusowi. Nasi Dziadkowie nie zapisywali się z tego powodu do towarzystwa poszkodowanych przez III rzeszę, zresztą i tak zostaliby wywaleni przez czystorasowców. Podziału na Ślązaków z perspektywy podziału w 1922 roku na pl i de nie ma. To tylko opiniofturczość tych, którzy urodzili się za adolfa bądź za „starej Polski”, bo po w obydwu częściach jedni byli za pl, drudzy za de.

        • yuhma pisze:

          To nie były czasy podwójnych obywatelstw. Czy Polacy w Niemczech mieli prawo do polskiego obywatelstwa? Do dziś Niemcy mają problem z uznaniem istnienia (istnienia!) mniejszości polskiej.

          „Dziadkowie nie zapisywali się z tego powodu do towarzystwa poszkodowanych przez III rzeszę”
          Przez III Rzeszę to nie, za to przez Polskę – od cholery. Ile osób wyjechało do Reichu w latach 70. i 80.?

          • christian pisze:

            Polacy, podobnie jak i Turcy, Chorwaci, Grecy, Włosi, etc. w przeciwieństwie do Sorbów (w Saksonii i Brandenburgii) i Duńczyków (w Szlezwiku) nie mają (i nie mogą mieć, z definicji i prawa międzynarodowego) w Niemczech statusu mniejszości ponieważ nie ma i nigdy nie było w granicach dzisiejszych Niemiec rdzennych terenów ich osadnictwa.

            • yuhma pisze:

              Poważnie? A ja mam takie wrażenie, że w latach 1772-1918 od metra Polaków bez własnej woli zostało obdarowanych obywatelstwem niemieckim.

    • maximus pisze:

      Ja mam na imię Robert Albert- to w/g ciebie też jestem Niemcem? Wszystkie zaś Victorie mają anglosaskie korzenie? Zgodnnie z tą logiką Mariusz musi być Rzymianinem.

      • yuhma pisze:

        Robert Albert to imiona już od wieków spolszczone. Victorii w Polsce nie uświadczysz, co najwyżej Wiktorię, a to też już dobrze zadomowione w polszczyźnie. A tak w ogóle imię jest tu najmniej ważne.

    • christian pisze:

      po co Willimowski miał się czuć Polakiem?
      Proszę też automatycznie NIE utożsamiać Ślązaka z Polakiem!

      • yuhma pisze:

        To po co grał w reprezentacji POLSKI? Trzeba było emigrować do Reichu, jeśli czuł się Niemcem.

        • christian pisze:

          w reprezentacjach państwowych (także w polskiej) grają obywatele danych państw. Willimowski w latach 1922-1939 posiadał TAKŻE obywatelstwo polskie, więc skoro został powoływany (przez selekcjonera repr. Polski, wtedy zwanego kapitanem związkowym) do repr. Polski dlaczego nie miał (mógłby) w niej grać? Chyba swą grą nie przysporzył Polsce wstydu(?)

          • yuhma pisze:

            Wg obecnych przepisów można grać tylko w jednej reprezentacji narodowej. I tak jest OK. Na dodatek przypomnę – z reprezentacji Polski Wilimowski przeszedł do reprezentacji HITLEROWCÓW. Sorry, Szklarski dostał 6 lat więzienia za to, że pisał w satyrycznym pisemku polskim koncesjonowanym przez hitlerowców. O czym my tu dyskutujemy?

    • hajducek pisze:

      No tak bo „Prandela” to takie klasyczne, germanskie nazwisko…

      No, ale jak sie doda „Ernest Otto” no kto by kwestionowal. Wlasciwie to trzeba bylo moze Teodoryk albo Gizeryk – tak dla pewnosci i starszych korzeni.

    • Górnoślązak, Oberschlesier pisze:

      Bo tu masz rację bo on został Polakiem, ale był Niemcem i Ślązakiem, jak większość ludzi mieszkających na Górnym Śląsku nawet do teraz, ale widać że jesteś 100% Polakiem bo masz brak szacunku dla innej narodowości człowieka, chociaż historii jego życia i pochodzenia nikt mu nie wybierał. Nie był Hitlerowcem wielbicielem III Rzeszy, ale jako Niemiec Cesarski i Ślązak nie miał wyboru. Tego ani ty, ani wy w szczególności Warszawiacy,( Warszawa, Kraków, Białystok, Kalisz, Łódź, Rzeszów, Zagłębie Dąbrowskie, (to były tylko i są zawsze Polskie tereny od 996 roku, i ich dzisiejsi mieszkańcy mają czysto Polskie korzenie,ewentualnie Ukraińskie, Litewskie,itd. Ani PiS i żaden Rząd Polski nie potrafi lub nie chce niestety zrozumieć. Dlatego Ślązacy są i będą dla was zawsze dziećmi zaadoptowanymi niestety. Ale Ślązak pozostanie Ślązakiem i będąc w granicach RP ( Autonomia odebrana bezprawnie 1945 się należy ) !!! nie Niemcem ani Polakiem, tak jest najlepiej, bo tak też było w historii (Księstwo Śląskie ) , Wilimowski zawsze powtarzał, był apolityczny że czuł się Ślązakiem( Oberschlesier, Górnoślonzok), A tak do wiadomości Szwabia to region w południowych Niemczech, a nie całe Niemcy . Ignorując głosy swoich obywateli Warszawa dobitnie to pokazuje na każdym kroku, że jest tylko ojczymem i macochą dla Ślązaków, a żąda od nich miłości i oddania ,jak od swojego dziecka względem rodzica, tzn. Narodu Polskiego. To jest niesprawiedliwe, gdy się swojego dziecka nie słucha !!! Ale tak się dzieje niestety, gdy tylko na kasie zależy ( podatki, największe płacone do Warszawy w Polsce.

  2. as pisze:

    „w sumie to nie był chyba tak całkiem Polak, ojciec niemiec, wychowanie niemieckie, gadka niemiecka, jakby sie czuł Polakiem ba chociazby Ślązakiem to by jego dzieci nie miały szwabskich imion”

    Akurat na Slasku a takze Pomorzu nadawanie niemieckich imion dzieciom bylo powszechne i tak nie tylko w rodzinach niemieckich, ale rowniez tych baaaardzo polskich. Na przyklad Wojciech Korfanty urodzil sie jako Adalbert Korfanty, a Wojtkiem stal sie dopiero wiele lat pozniej.

    • Martin Grau pisze:

      Adalbert to właśnie Wojciech.
      Przeglądałem akty urodzenia moich przodków i wszyscy mają wpisy z imionami w brzmieniu niemieckim, np. Johann, Leo, Franz, Hedwig, Paul, Peter itp.
      Zresztą same akty były sporządzane w języku niemieckim – zabór pruski, Wielkopolska. Inna sprawa że większość nazwisk w parafii moich przodków to nazwiska niemieckie ale z opowiadań wiem że to byli w większości porządni ludzie. Część zginęła w czasie II wojny, część wyjechała po zakończeniu działań wojennych, reszta czuła się zasymilowana i pozostała w Polsce.

      • Martin Grau pisze:

        Oczywiście należy wspomnieć tych którzy uciekali przed nadchodzącymi Rosjanami – tych zdaje się było najwięcej.

  3. MoRi95 pisze:

    On nie był ani polakiem ani niemcem! On był tylko i wyłącznie ŚLĄZAKIEM! Możecie to uszanować?

  4. Rumun pisze:

    JEST NARODOWOŚĆ ŚLĄSKA… Gdyby nie Górny Śląsk… to i warszawa… i stocznia… i linie lotnicze LOT… nie „wygladalyby” tak… jak wygladaja teraz! to moim przodkom zawdzięczacie! http://www.youtube.com/watch?v=OkMClfsLW0Q – bardzo ciekawy filmik… polecam… „co polska zawdzięcza Górnemu Śląskowi”…. i jak sie odplacila…;] Dlatego tak jak Pan Ernest… czuje się Górnoślązakiem…. i NIGDY sie tego nie wypre… bo poczucie przynaleznosci do tego regionu przynajmniej w mojej rodzinie jest przekazywane z pokolenia na pokolenie… ale żeby nie bylo… nie mam tak ze Ci co poza Śląskiem to są gorsi… ale jeśli ktoś NAS nie szanuje to my go tez… a ja osobiście to ino nie lubie poznania…xD ale to ze wzgledów piłkarskich…(jestem kibicem Ruchu):)

    • yuhma pisze:

      Wszystko ok. NIKT nie zaprzecza wagi Śląska dla Polski. Ale to nie oznacza, że Śląsk ma mieć jakieś szczególne przywileje. A już na pewno nie oznacza, że Katowice mają się nazywać Kattowitz. Co do Wilimowskiego, może czuł się Górnoślązakiem. Nie zmienia to sprawy, że zdradził POLSKĘ. Uważasz, że Wodarz, Peterek czy Giemsa nie byli Ślązakami? A są polskimi bohaterami.

  5. iza pisze:

    Śląsk przecież nigdy do Polski nie należał, nie był pod zaborami, a od 1763 roku znalazł się w granicach Cesarstwa Niemiec, więc skąd tam mieli być Polacy? Chyba że przyjezdni, piszecie, a nie rozumiecie Śląska w ogóle. Starczyłoby trochę historii poczytać

    • yuhma pisze:

      Nigdy? Ciekawe, skąd się wzięli Piastowie Śląscy… Proponuję się poduczyć.

      • iza pisze:

        ja tobie też proponuję, bo piastowski nie znaczy do końca to samo polski, tym bardziej że akurat ci najbardziej znaczący Piastowie śląscy byli w przeważającej mierze proczescy albo proniemieccy i niemieckojęzyczni. I te dwie linie Piastów mają swoją zupełnie odrębną historię

      • wlasnie pisze:

        Najwiekszym zdrajca dla Niemiec to byl Wojciech Korfanty.On wywalczyl ten Autonomiczny Slask i Polske uratowal idac na ugode rozejmu w Powstaniu Slaskim a za to Narod Wybrany zwany Polska zakatowali go w Brzesciu a potem prawdopodobnie otruli.Tyle znsczy Slazak dla Polakow.Moze tym tematem sie zajmiecie.Jak moze Niemiec zdradzic Polske?Cieszcie sie ze goscinnie zagrali Slazacy dla was bo bez nich zawsze bylo w tym sporcie u was.A moze opiszecie mecz o Mistrzostwo Polski miedzy 1.FC Kattowitz a Wisla Krakow z 1927 roku.Albo o Obozach Koncentracyjnych w Polsce miedzy 1945-1955 i kogo tam mordowaliscie.Dziwne ze was inne Narody nie lubia.Pozdrawiam wszystkich Slazakow.

    • Doktor_Hiszpan pisze:

      „Starczyłoby trochę historii poczytać”.
      To ważna porada. Zatem:
      1. Śląsk nigdy do Polski nie należał. No dobra, to jeśli Śląsk nigdy nie należał do Polski, to ja Ci stawiam piwo w Krakowie na Rynku (może być wino), i ekspres 1. klasy w obie strony
      2. O od 1763 znalazł się (Śląsk) w granicach Cesarstwa Niemiec. No dobra, jeśli zatem w 1763 roku istniało Cesarstwo Niemiec, to zdradź mi, kto był w tym Cesarstwie Cesarzem. Przypominam, że mowa o poddaństwie faktycznym, a nie formalnym. Formalnie to FJIH nosił tytuł króla Jerozolimy…
      3. Na Górnym Śląsku problem obecności Polaków rozwiązały wyniki plebiscytu, w którym uczestniczyło ponad 90% uprawnionych. Zniszczenie polskiej obecności językowej i kulturowej na Śląsku Dolnym czy opolszczyźnie datuje się od czasów Fryca der Grosse. Myślisz, że przywieźli ich w walizkach? A może zajmowali się podróżami krajoznawczymi po I Wojnie? Przywiązanym do swojego prawa państwowego Niemcom nie mieściły się w głowach – i do dziś nie mieszczą – takie rzeczy, że obywatele danego terytorium już nie chcą być pruskimi poddanymi. Czemu Ci obywatele dali wyraz.

      Obejrzyj sobie może jakąś mapę i sprawdź, jakimi to sposobami rozrastała się w historii Europy Rzesza Niemiecka – i czyim kosztem. Rozrastała się prawem silniejszego. A dziś, kiedy żyjemy w Polsce powstałej dzięki prawu innego silniejszego, to Ślązacy są zdumieni, że nie mają narodu.
      Naród to coś więcej, niż tylko istnienie na pograniczu świata słowiańskiego i germańskiego, z czego biorą się mieszane wpływy kulturowe. Allemanie też tak, istnieją (romański i germański) ale nie są nie nie byli narodem na Boga. Próbujecie zrobić z gwary język a widzowie pokładają się ze śmiechu. To tyle o propozycjach czytania książek.
      Autonomię Śląska uważam za ciekawy pomysł, który mało kogo interesuje. Uważam też, że jest nakręcany przez pieczeniarzy, próbujących zrobić karierę na chwytliwych hasłach.

  6. O/S pisze:

    Widac że autor nie zna specyfiki i historiografii rodzin zyjących na Ślasku. Ale to juz niy nosz problym

    • yuhma pisze:

      Autor zna. Pytanie, czy Ty też. Bo żądanie, by być traktowanym jak pępek świata to nie żadna specyfika. Zresztą, pamiętam znajomego hanysa, który w czasach późnego Gierka opowiadał dowcip, że na Śląsku rezerwaty dla Ślązaków powstaną, tylu ich zostało. Ciekawe, ilu z was może się wykazać pradziadkami ze Śląska.

      • iza pisze:

        wiesz co: powiem to dosadnie, ale nie żeby cię urazić, broń Boże, tylko mam już dość ludzi, którzy są wielkimi znawcami naszego regionu, bo ktoś tam coś słyszał czy powiedział. Moja rodzina przeszła swoją gehennę, ale to dzisiaj nie ma nic do rzeczy. Śląsk jest bardzo okaleczony, głównie poprzez odcięcie go o od korzeni historycznych i usilne robienie Polaków ze Ślązaków. Śląsk to zawsze był region wielonarodowy, z silnymi wpływami niemieckimi (pierwsi osadnicy bodajże XII wieku) i z silnymi powiązaniami czeskim. Ślązacy dobrze dogadywali się z Czechami i z Niemcami, wszystkie moje babcie, dziadkowie, wujkowie mówili i po śląsku i po czesku. jak przyszli żołnierze niemieccy, to przyszli przecież na swoje ziemie, więc normalnie z ludźmi rozmawiali. Znam język śląski w jego pierwotnej wersji, dzisiaj w ogóle nieużywanej. Znam dość dobrze historię Śląska, mimo to uważam, że i tak trudno mi jest do końca zrozumieć Ślązaków z pokolenia mojego Opy.Nie chcę Cie pouczać, masz prawo myśleć po swojemu, nie masz jednak prawa wypowiadać się w imieniu wszystkich, pozdrawiam

        • yuhma pisze:

          Widzisz, akurat wiem coś więcej. Część mojej rodziny to hanysy. Inna część to wilniuki, a jeszcze inna – lwowskie batiary. Wiemy, co to znaczy tygiel narodów. Ale od 200 lat stoimy przy Polsce i umieramy za nią. Choć jesteśmy z sudeckich Niemców. Dlatego świetnie odróżniamy mała i wielką ojczyznę. Wiemy, gdzie kończy się sląskość (sudeckość, wileńskość, lwowskość, mazowieckość, pomorskość, małopolskość, wielkopolskość), a gdzie zaczyna polskość.

  7. iza pisze:

    Przepraszam, wkradł się błąd w moim komentarzu, w zdaniu: ” wszystkie moje babcie, dziadkowie, wujkowie mówili i po śląsku i po czesku”. Oczywiście miało być „po śląsku i niemiecku”. Czesi to zupełnie inna historia, Pozdrawiam

  8. Rumun pisze:

    nam chodzi o szacunek dla naszej historii.. A wogóle mam pytanie. Jak postrzegasz Ślązaków? jako brudasów? takich co ojciec robi na kopalni a dzieci to wszystkie som chacharami? Czy uważasz tak jak większość Waszej polski, że ludzie tutaj to same pijoki i menele? Kajś taki tekst jest:”My nie polski, nie niemiecki. TO MY NARÓD ŚLĄSKI.” a postrzegacie nas jako niemców.. Zgodze sie, że o opolu ew. mozna tak powiedziec. ale to juz inna historia.
    Jeszcze z innej beczki… Kuzynka kolegi.. Kierej ino babcia mo cos wspolnego ze Śląskiem… Ona mieszka pod krakowem… Mówi, że bardzo lubi przyjeżdzać na GŚ.. bo tu jest ten klimat… Gdy sie zapytalem o co chodzi dokladdniej… powiedziala mi… że ludzie tutaj są otwarci.. nawet na „gorola”(„lajkonika”, „medalikorza”, itp.) Więc zapraszom do nos…:)

    • yuhma pisze:

      Człowieku, co Ty pieprzysz??? Tak samo mówi się „pijany jak Mazur”, „mazurska bieda” itp. Co wam odwaliło?
      Powiadasz „Wasza polska”. A ja myślałem, że nasza Polska.
      Sorry, możecie być albo z Polską, albo z Niemcami, innej drogi nie ma. Co wam się, do k…nędzy marzy? Księstwo śląskie? To nie te czasy.
      A tak w ogóle przypominam, że dyskutujemy o facecie, który grał najpierw w reprezentacji Polski, a potem HITLEROWSKICH Niemiec. Był HITLEROWCEM. Nie jakimś tam faszystą. HITLEROWCEM. Jego koledzy umierali pod Monte Cassino albo pod Stalingradem, a on sobie grał w piłkę. I teraz z niego robią bohatera. Podałbyś mu rękę 50 lat temu?

  9. Rumun pisze:

    ehh… nie dogodomy sie… każdy radził sobie jak mógł! a tego kim sie było to sie nie wybierało.. wybierano za Ciebie… aaa… i prosze Cie/Pana/Panią… o poczytanie o autonomii Śląskiej… tylko już niewiem gdzie… bo takie „warszawskie” strony.. to nie do konca mowia prawde… ale musiałbyś posluchać o tym od ludzi którzy tu żyli… w tych czasach… od dziadków… których ojcowie walczyli o Śląsk w powstaniach.. i których brano do wojsk hitlerowskich… Ja powiem szczerze… jestem młody.. I to co wiem… to w wiekszosci od dziadka… babci… i stąd wiem, że wtedy nie było wyboru… albo do wojska- na śmierć… albo znajomości- życie… A do Pana Willimowskiego mam szacunek za to co osiągnął.. Czy robił to czyimś kosztem? Miał talent… Chciał go wykorzystać.. Wybrał po prostu ŻYCIE!! pozdrawiam:)

    • yuhma pisze:

      Ech… A co się mamy nie dogadać? Albo się jest Polakiem albo nie. Byli Żydzi-Polacy, Niemcy-Polacy, Ruscy-Polacy, to czemu ma nie być Ślązaków-Polaków?

    • hajducek pisze:

      „każdy radził sobie jak mógł!”

      10/10

      p.s. no i oczywiscie Jan Kobylanski tez (czy to tyz?)

  10. O/S pisze:

    Są też wreszcie tacy Ślązacy, którzy zachowują jednakowy dystans do Niemców i Polaków, bo uznają, że jedni i drudzy często traktowali ich przedmiotowo. W historii, także tej najnowszej, nie brak argumentów na poparcie takich twierdzeń.
    Jak ponad sto lat temu Bismarck, tak teraz Wy próbujecie na siłę przeciągnąć Ślązaków na? jedną, tym razem polską, stronę. Wątpię, by Tobie się to udało.

  11. O/S pisze:

    Owszem, istnieje całkiem spora grupa ludzi, którzy identyfikują się jako polscy Ślązacy. Ale – o czym Ty powinien dowiedzieć się już w szkole – są też i Ślązacy, którym bliżej jest do kultury i języka niemieckiego lub czeskiego. Podczas II wojny światowej Ślązacy ginęli pomordowani razem z innymi polskimi oficerami w Miednoje, ale wielu walczyło w Wehrmachcie. Zdarzało się, że podczas przepustki z frontu odwiedzali ojca lub brata siedzącego w hitlerowskim obozie. Tysiące z nich zasiliło szeregi Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Ci, którzy nie zrzucili do końca niemieckiego munduru, czynili to zaś np. z obawy przed narażeniem na niebezpieczeństwo swoich bliskich.

  12. yuhma pisze:

    Tak się zastanawiam, czy przeczytałeś to, co napisałem. Przeciwstawiam Ślązaków, którzy wiernie stali przy Polsce, HITLEROWSKIEJ maskotce. Ani jednego złego słowa nie napisałem o tych, którzy byli w Wermachcie czy grali w niemieckich klubach.
    Przeciwstawiam się kłamstwu, że biedny Wilimowski czuł się Ślązakiem, tylko nie mógł wrócić na Śląsk, bo by go Polacy zniszczyli. Jakoś Nycz, Dytko, Dziwisz, Brom, Fica mogli wrócić na Śląsk, choć grali w niemieckich klubach.
    Nie mam nic do Ślązaków ani do Niemców. Po prostu nie lubię hipokryzji. Nie możesz być „tylko” Ślązakiem. Państwo śląskie nigdy nie powstanie. Chciał, nie chciał – trzeba się zdecydować. A komu bliżej do Niemców, niech uczciwie o tym powie.

  13. pietrek pisze:

    Nie rozumiem jedenego. Dlaczego jest on uznany za zdrajce Polski? Przecież urodził sie w Niemczech, z ojca Niemca i matki Niemki, wychował się w Niemczech, był obywatelem Niemiec i narodowosci niemieckiej, grał w niemieckich klubach, jego natywnym językiem jest niemiecki, ewentualnie śląski. To kogo on zdradził?

    • yuhma pisze:

      Coś niecoś Ci się pokręciło. Był obywatelem POLSKI, grał w POLSKIEJ reprezentacji, był mistrzem POLSKI, reprezentował nasz kraj na mistrzostwach świata, w naszej reprezentacji zdobył światową sławę. Potem wybrał Niemcy Hitlera. Kopał piłke ku chwale III Rzeszy, gdy inni umierali na frontach po obu stronach. I Bóg z nim. Tylko przestańmy pieprzyć, że jest biedną ofiarą wojny.

      • jonasz pisze:

        yuhma, to chyba Tobie coś się porąbało, albo już żeś sie potraciył całkiym w tym tymacie. Nikt niy godo że Wilimowski jest ofiarą wojny. A losy Wilimowskiego zostały opisane już na samym początku tego tymatu i uzasadniono czymu były takie, a niy inne. Pyrsk chopino.

        • yuhma pisze:

          Chopie, to tobie sie wszystko rąbie. Poczytaj sobie wszystkie komenty, przeczytaj linkowane teksty z GW i nie tylko i wtedy dopiero komentuj. Bo mam wrażenie, że pisałes w ciemno.

      • rabant pisze:

        To był jego jedyny sposób aby mógł przeżyć, takie były czasy. Wielu Polaków, w tym czasie owszem przelewało krew za nasz kraj, ale tez wielu Polaków w tym czasie pracowało w Hitlerowskich zakładach pracy i oni też są zdrajcami? bo pracowali w hitlerowskich zakładach kiedy inni umierali i walczyli za kraj? Gra w piłke to była praca Wilimowskiego, a że był taki dobry do go wzięli do kadry, gdyby odmówił czekał go obóz, podobnie jak ci co musieli pracować do hitlerowców.

        • yuhma pisze:

          Wszyscy komentatorzy nie dostrzegają podstawowej różnicy między niekaraniem a kreowaniem bohatera. Ja nie nawołuję do wymazania Wilimowskiego z historii polskiej piłki nożnej, ale protestuję przeciwko robieniu z niego bohatera, organizowaniu turniejów jego imienia itp. Na to zasługują Wodarz, Peterek, Giemsa, Tatuś, ale nie Wilimowski.

          • SK pisze:

            Obraniak i Olisadebe powinni być bohaterami Polski, wg twojej logiki, a zdrajcami swoich Ojczyzn. Ty po prostu pogrążony jesteś w swojej nienawiści.

            • yuhma pisze:

              A ty nie odróżniasz III rzeszy od państw demokratycznych. I kto jest w czym pogrążony?

              • SK pisze:

                No i właśnie strzeliłeś sobie w kolano.

                Gdybyś ty miał wybór pomiędzy bieganiem podczas wojny za piłką lub bieganiem na froncie z karabinem, wybrałbyś zapewne tę drugą opcję. Rozumiem też, że gdybyś był w stanie pomóc komuś bliskiemu w tamtej rzeczywistości, (Wilimowski pomógł swojej matce wydostać się z KL) to zapewne żaden bliski nie mógłby liczyć na twoją pomoc, ponieważ ty nie zhańbiłbyś się właśnie w taki sposób.

                Powinieneś może spojrzeć szerzej na całokształt.
                Ja się troszkę, przyznam, głowiłem nad tym.
                Zadaj sobie pytanie: A może Wilimowski dzięki „zdradzie” której istotą było kopanie w kopaną, uratował swojej matce życie?
                A najprawdopodobniej dzięki temu, że się zgodził, uratował także siebie.
                Teraz można gdybać, ale wtedy był czas okupacji i nikt nie mógł się sprzeciwić.
                Zapamiętaj jescze jedno, że niektórzy ludzie za, że tak to ujmę, odmowy mniejszej wagi, kierowani byli do obozów, choć z powodzeniem mogli iść na front.
                A obozy te, jak sam wiesz, nie były obozami harcerskimi.

                • rabant pisze:

                  Dokładnie, bohaterem Wilimowski nie jest, historia go pokarała. Nie mniej jednak to znakomity piłkarz z wielkim talentem i nie powinno się go wymazywać z pamięci. Pamiętajmy papież Bnedykt tez służył w Wermachcie, wyboru nie miał.

    • hajducek pisze:

      „To był jego jedyny sposób aby mógł przeżyć, takie były czasy.”

      10/10 – my to verstehen tyle ze, jak Bolek, moralnym herosem to on nie byl

  14. Mahatma pisze:

    Wilimowski w tym dziale, komuś chyba brakuje tematów. To nie groźne, to smieszne zaczyna być

    • yuhma pisze:

      Tu, panie wielonickowy, mniej chodzi o Wilimowskiego, a bardziej o takich, co z niego nieomal bohatera chcą zrobić. Fakt, zdrajca z niego mało szkodliwy był, ale zdrajca. I warto o tym przypomnieć różnym RAŚ-owcom i ich przyjaciołom.

    • patriota pisze:

      kochana polska, mesjasze, prawdziwi polacy, najlepsi, zbawiciele świata, najmądrzejsi,

      • Majka S. pisze:

        Pomijając kwestie ideologiczne, skoro już zabierasz głos, może zgodnie z zasadami ortografii zechciałbyś pisać Polacy z wielkiej litery?

  15. Majka S. pisze:

    A przede wszystkim Polska, tym bardziej, że przypisujesz sobie zaszczytne miano patrioty!

    • yuhma pisze:

      Toteż nie ma i co zaprzątać sobie głowy takimi „patriotami”. Celowo błędna ortografia to pikuś. Sensu zero, ot co.

  16. sęk pisze:

    Yuhma 13 marca 2013 o 14:18 napisał w ostatnim zdaniu: „Sensu zero, ot co.” Właśnie sensu zero! Problem Ernesta Wilimowskiego przerodził się w dyskusję o Śląsku, jego (nie)przynależności do Polski. Sensu w tym brak, ponieważ Śląsk to nie temat na słowne utarczki ze znakomitym piłkarzem w tle. Pragnę jednak zwrócić uwagę na trzy kwestie.
    1. Autor artykułu „Ernest Wilimowski czyli jak zrobić kibicom wodę z mózgu” zastosował stary jak świat sposób na zrobienie ludziom wody z mózgu. Wziął „z przerażeniem” na warsztat stary artykuł Pawła Czado z „GW” (a jakże) i zrobił z niego bigos prawdziwiepolski (nie z Czado, lecz z artykułu). Cytat – komentarz, cytat – komentarz, cytat – komentarz, itd. Zaiste, metoda to znakomita. Już starożytni Grecy zdawali sobie sprawę, że za pomocą odpowiedniej manipulacji językiem można wbić do głowy odbiorcom, że białe jest czarne i na odwrót. Stosując tę metodę, można udowodnić, że np. „Trylogia” jest antypolska, a jej autor kompletnym grafomanem i nieukiem!
    2. Dość dokładnie przestudiowałem „Poczet zdrajców Polski” umieszczony na tym portalu i doszedłem do wniosku, że „Gazeta Wyborcza” z Michnikiem na drugim planie (przepraszam red. Michnika za tę niewątpliwą przykrość) powinna być najbardziej chronioną gazetą w naszej Ojczyźnie. Prawie 80% autorów w „Poczcie zdrajców…” odwołuje się do tekstów zamieszczanych w „GW”. Potworna to gazeta, ale jak inspirująca! Co się stanie, jak zostanie zlikwidowana?
    3. Wiele postaci w tzw. „Poczcie zdrajców” zostało słusznie umieszczonych. Ale brakuje mi przede wszystkim jednej. Kierując się tokiem „rozuma” yuhma niejaki Mickiewicz także powinien być wpisany na rzeczoną listę. Podpisał przecież „lojalkę” z obrzydliwie niskiego zresztą powodu – chciał mieć święty spokój – i… stał się niezwykle popularną osobą w Wilnie – młody poeta, męczennik za sprawę… Prawdziwym problemem jest także list poety do Tadeusza Bułharyna z czerwca 1829 roku. Itd, itd…
    A jednak został bohaterem – zupełnie słusznie! Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby nie podpisał tej nieszczęsnej „lojalki” i, nie daj Boże, wziął udział w Powstaniu?
    Kolejny Święty?
    Konkluzja jest prosta. Dzisiaj, siedząc przed laptopem i podgryzając kanapkę z szynką albo siedząc w bibliotekach, archiwach płacąc 3 zł za dostęp i wiedząc, że włos z głowy nie spadnie łatwo jest „interpretować” i rzucać epitetem: zdrajca. Albowiem to nic nie kosztuje.

    • yuhma pisze:

      Mówiłem, żem nieciekawy twoich wynurzeń. Ale jak już koniecznie chcesz, to:
      1) wskaż uznaną lepszą i uczciwszą metodę polemiki niż cytowanie,
      2) udowodnij, że zmanipulowałem tekst w Wyborczej o Wilimowskim.
      To takie minimum, żebym w ogóle zaprzątał sobie tobą głowę.

    • Majka S. pisze:

      @ sęk
      Szkoda wysiłku. Nie uda się panu zakłócić nam świątecznego nastroju.

  17. SK pisze:

    Ernest urodził się na ziemi niemieckiej. W 1922 roku została ona wcielona do ziem polskich.
    Kogo tak naprawdę zdradził Ernest?

    Powód do podpisania volkslisty był tylko jeden. Ernest już raz zdradził Niemców. Na drugi raz Niemcy nie mogli sobie na to pozwolić.

    Ja osobiście pochodzę ze Ślaska Cieszyńskiego lecz od ponad 20 lat żyję za granica ponieważ tak wybrałem. Nic nikomu do tego!

    Ernest zapewne nie miał wyboru, ale jakiś Megapatriota wie lepiej. Śmiech na sali.

    PS
    Mały pies dużo szczeka. Duży pies nie musi.

  18. marat pisze:

    W pierwszych miesiącach okupacji hitlerowskiej,wszyscy Polacy mieszkający poza
    terenem Generalnej Gubernii,którzy nie podpisali Volkslisty byli natychmiast wysiedlani na teren GG.Pamiętam
    to dobrze bo do Warszawy przyjechali nasi znajomi z Włocławka,Poznania i Katowic z całym dobytkiem niesionym
    w rękach i na plecach.Ja wtedy byłem bardzo młody,ale tego nie zapomnę do końca życia.

  19. yuhma pisze:

    Załamałem się. Od 4 lat jest organizowany w Katowicach Turniej im. E. Wilimowskiego dla trampkarzy. Ostatnio wygrał go klub AP Mazowia z Tomaszowa Mazowieckiego! Młodzi piłkarze z Mazowsza są dumni z sukcesu na turnieju pod patronatem volksdeutscha, reprezentanta HITLEROWSKICH Niemiec:
    http://www.nasztomaszow.pl/sport/zwyciestwo-ap-mazovii-w-iv-turnieju-im-ernesta-wilimowskiego-video/#komentarze-facebook

  20. marat pisze:

    To jest temat bardzo,bardzo trudny do właściwej oceny.I załamanie tu w niczym nie
    pomoże i nic nie wyjaśni.Ten człowiek nie odczuwał przynależności do polskiego narodu.Dla niego nie podpisanie listy volksdeutscha to koniec jego życiowej pasji,bo byłby natychmiast wysłany do Generalnej Guberni.Dobrze wiem jak to wyglądało.
    Ci,którzy nie podpisali listy tracili swoje mieszkania,domy firmy i posiadłości.Musieli uciekać do GG.Można by ten turniej nazwać inaczej,a może nawet imieniem naszego twórcy Orlików.

  21. Guti pisze:

    Po latach tak się fajnie ocenia. Zapewne Wilimowski nie zabiegał o grę w kadrze III Rzeszy. Hitlerowcy wiedzieli że był dobry i albo bedzie grał albo obóz. Sam ówczesny trener kadry Polski doradzał mu wyjazd do Niemiec. To nie były takie proste wybory jak się wydaje, ciekawe jak każdy z nas by postąpił w tamtych czasach? Już lepiej że grał w piłkę, aniżeli byłby wcielony siłą do Wermachtu i miałby strzelać do Polaków. To postać tragiczna, ale facet nie miał wyboru.

  22. marat pisze:

    @yuhma
    Czy w czasach,jakich dzisiaj żyjemy,warto poświęcać taką obszerną polemikę,znakomitemu z resztą Ernestowi Wilimowskiemu?.Dzisiaj sen z oczu ludziom spędza sytuacja,a właściwie sytuacje coraz większych konfliktów międzynarodowych i etnicznych.A grożba narasta,a bezradność obserwatorów staje się coraz większa.
    Można sobie wyobrazić,jak Putin pokłada się ze śmiechu,na wiadomości o nowych sankcjach wymyślonych przez UE.Gdzie jest ONZ i NATO?.W strefie Gazy giną masowo niewinni ludzie – niemal ludobójstwo.W Ukrainie,praktycżnie trwa wojna z terrorystamia a centralne światowe organizacje powołane do zapewnienia bezpieczenstwa ludności siedzą jak myszy pod miotłą.Za co te nieroby biorą pieniądze?.A brak zdecydowanej reakcji rozzuchwala,bo – nie trzeba być złym propokiem – ale może być najpierw Krym, a po tym Rzym.Stare rzymskie przysłowie,”si vis pacem para bellum”,wyraźnie informuje przeciwnika,aby nie wyobrażał sobie,że wszystko mu wolno.A co my widzimy?.Nie trudno sobie wyobrazić.

    • rabant pisze:

      To że Putin robi co chce to wina USA i Europy zachodniej, że przez lata go ugłaskiwały i traktowali jako „partnera”. A już szczytem głupoty jest to że Francja buduje nowoczesne okręty wojskowe Rosjanom. Wojny światowej nie będzie, ale sankcjami w ciągu 3-5 lat idzie Putina załatwić na amen. Jest nadzieja zwłaszcza po ostatnich sankcjach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.