Modlitwa za Jana Lechonia

Jan LechońWojciech Wencel

Ostatnie słowa, jakie zanotował w „Dzienniku”, brzmią: „Można zawsze znaleźć w swej inteligencji, woli, sercu coś, co pomoże nam w walce z życiem, z ludźmi. Ale na walkę z sobą – jest tylko modlitwa”.

60 lat temu na nowojorskim bruku roztrzaskała się lutnia po Bekwarku.

Jego życie było pełne dramatycznych sprzeczności. Był duszą towarzystwa i człowiekiem bardzo samotnym, kapłanem w „narodowym pamiątek kościele” i skrajnym egocentrykiem, romantycznym wieszczem i zimnym snobem, niezłomnym patriotą i rozchwianym emocjonalnie „dużym chłopcem”, praktykującym katolikiem i niewolnikiem psychoanalizy, konserwatystą i nieszczęśnikiem bezskutecznie zmagającym się z problemem homoseksualnym. W poezji dbał o klasyczną harmonię, na przyjęciach opowiadał dowcipy, plotkował i chichotał, w wynajmowanych mieszkaniach wył z bólu i płakał. Ostatnie słowa, jakie zanotował w „Dzienniku”, brzmią: „Można zawsze znaleźć w swej inteligencji, woli, sercu coś, co pomoże nam w walce z życiem, z ludźmi. Ale na walkę z sobą – jest tylko modlitwa”.

W piątek 8 czerwca 1956 roku Jan Lechoń, targany przez mitologiczne Erynie, skoczył z wysokiego piętra hotelu Hudson w Nowym Jorku, a razem z nim runęła lutnia po Bekwarku. Wśród żałobników niosących trumnę ze zwłokami poety był gen. Władysław Anders. Pogrzeb na cmentarzu Calvary zgromadził tłumy. Przemawiający nad grobem przyjaciela Kazimierz Wierzyński nie potrafił powstrzymać łez: „Dziś, kiedy odchodzi od nas ten wielki poeta, bogaty, intuicyjny umysł i nieskazitelny Polak, wydaje się, że odchodzi z nim także część Polski, którą przywieźliśmy z sobą i z którą chcieliśmy wrócić”. W kraju prymas Stefan Wyszyński pisał w liście z Komańczy do Zygmunta Serafinowicza, brata autora „Arii z kurantem”: „Odprawiłem Mszę św. za poetę Jana Lechonia i ufam spokojnie, że dobry Bóg da mu – jak Hiobowi – wszystkiego siedmiokroć. (…) Ufajmy, że z tej strasznej męki życia dusza wyrwała się z tęsknotą za prawdziwym Ojcem”.

W 60. rocznicę śmierci poety i ja modlę się za jego duszę. Za jego Polskę.

hhh2

 

LECHOŃ

1.

Zabrałeś mu Panie strofy kamienne
a dałeś mu wiersze z ciała

daleko za wodą spłonęła marzeniem
i zgasła kochana Warszawa

runęły kolumny trzynastozgłoskowca
dzwonnice i rymy strzaskane

a wewnątrz świątyni na strzępy ktoś rozdarł
ten obraz co bywał sztandarem

2.

z pogorzeliska chciał wynieść pamiątkę
choć różę choć sztych spod Chocimia

lecz przedstawienie już było skończone
w teatrze opadła kurtyna

śmierć weszła w ogrody i dworki z modrzewia
żurawie zamarły przy studniach

walc ustał w pół taktu i dawna poezja
z dnia na dzień wydała się próżna

3.

próbował na nowo opisać z pamięci
tę Polskę pachnącą ziołami

ojczyznę skowronków aniołów i dzieci
i wojsk ze srebrnymi skrzydłami

na pomoc przyzywał herosów plejadę
– uwierzył że w grobach go słyszą

i wziął Matkę Boską na wojnę ze światem
armaty zagrzmiały muzyką

4.

i chodził wśród obcych i bił się z myślami
– to mało to ciągle za mało

więc żeby tchnąć życie w podarte sztandary
zawijał w nie własne ciało

garbate i grzeszne a przez to dość ludzkie
by wiernym dzwoniło na trwogę

legł krzyżem zapłakał i lity pas słucki
przewiązał na czarną stronę

5.

zabrałeś mu Panie strofy kamienne
a dałeś mu wiersze z ciała

daleko za wodą spadała cierpieniem
ta Polska co ciałem się stała

runęły wiązania trzynastozgłoskowca
mózg żebra i serce strzaskane

a wewnątrz świątyni ramiona rozpostarł
ten Chrystus co zbawił Warszawę

Wiersz z tomu „Epigonia”
Posłuchaj relacji radiowej z nowojorskiego pogrzebu Jana Lechonia
za: wojciechwencel.blogspot.com

Zobacz więcej o Janie Lechoniu

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Sylwetki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Modlitwa za Jana Lechonia

  1. emka pisze:

    Książę Niezłomny
    […] Dziś państwo polskie – z tajemniczych względów – nie chce pamiętać o legendzie „księcia niezłomnego”. Zbliżająca się 60. rocznica nowojorskiej tragedii nie skłoniła większości parlamentarnej do proklamowania Roku Jana Lechonia. Po autorze „Arii z kurantem” zostały jednak emigracyjne wiersze, które dla gen. Władysława Andersa (niósł trumnę poety podczas jego pogrzebu) i tysięcy Polaków rozsianych po świecie były prawdziwą świętością: „Pieśń o Stefanie Starzyńskim”, „Legenda”, „Matka Boska Częstochowska”, „Iliada”, „Rejtan”, „Marsz 2-go Korpusu”, „Monte Cassino”, „Przypowieść” czy dedykowany duchowi Piłsudskiego utwór „Do Wielkiej Osoby”. Lechoń, który zaczynał swoją poetycką drogę od buntowniczego zaklęcia: „A wiosną – niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę”, kończył ją jako kapłan w „narodowym pamiątek kościele”. Ojczyzna, której „nie było i nie ma na mapie”, wcieliła się w natchnionego epigona romantycznych wieszczów. [..] – pisze Wojciech Wencel w felietonie w „wSieci” nr 23/2016
    Całość tekstu:
    http://wojciechwencel.blogspot.com/2016/06/ksiaze-niezomny.html

  2. Wk.bardzo pisze:

    Ileż cierpienia potrafi być w człowieku, który potrafi malować słowem umysły ludzi świadomych. Mając świadomość swoich słabości.

  3. emka pisze:

    Piszę tych kilka zdań 8 go czerwca, równo w 60 lat od tamtego, z nowojorskiego hotelu, skoku w ciemność. Strofki tego Poety to wciąż nieprzemijające źródło zachwytu, wzruszenia i zadumy. Nad miłością, wiernością, niepełnością człowieczego losu. Nad umiłowaniem ojczyzny, poczuciem obowiązku. Dysonansem pomiędzy ideałem a realiami. To było życie pełne blasku i zranione. Złamane katastrofą historii i osobistą. Jednak dzieło wyniesione z tego zamętu i niezgody wyłoniło sie piękne i krystaliczne. Czyste jak mickiewiczowskie łzy z liryków lozańskich. Poezja Lechonia jest i pozostanie jednym z najcenniejszych klejnotów polskiego duchowego dziedzictwa. – pisze Leszek Długosz

    Z PRZELOTEM LECHONIA…

    Tygodnik „wSieci” 13.06.2016

    Jan Lechoń (1899 – 1956)

    Piosenka

    Droga Warszawo mojej młodości

    W której się dla mnie zamykał świat

    Chcę choć na chwilę ujrzeć w ciemności

    Dobrej przeszłości

    Popiół i kwiat

    Zanim mnie owa ciemność pochłonie

    Twoich ogrodów chcę poczuć woń

    Niechaj Twych ulic wiatr mnie owionie

    Połóż Twe dłonie

    Na moją skroń

    Jak kiedyś zapach bzowych gałązek

    Wśród kropli rosy i słońca lśnień

    Tak inny z Tobą marzę dziś związek:

    Starych Powązek

    Głęboki cień

    Marzę, że Ty mi zamkniesz powieki

    Lecz choćbym z ciężkich nie wrócił prób

    Będę Ci wierny, wierny na wieki

    Aż po daleki

    Wygnańczy grób.

    http://www.leszekdlugosz.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.