Błogosławiony ksiądz i harcerz Wincenty Frelichowski

Wincenty Frelichowski Był kapłanem – męczennikiem, umierał młodo w piekle kapłanów katolickich – niemieckim obozie zagłady KL Dachau. Był drużynowym w Związku Harcerstwa Polskiego i pracę w harcerstwie uważał za zaszczyt, czuł się zawsze niedostatecznie do niej przygotowanym.
– pisze Piotr Szubarczyk

Błogosławiony ksiądz i druh Wincenty Frelichowski jest dziś Patronem Harcerstwa Polskiego i wzorem kapłana wedle serca Chrystusowego…

Niedaleko miasta Dachau, w Bawarii, istniał od marca 1933 r. jeden z pierwszych i najpodlejszych niemieckich obozów koncentracyjnych, w którym władze niemieckie więziły przeciwników oficjalnej, państwowej ideologii NSDAP. W czasie wojny obóz stał się wielkim przedsiębiorstwem nadzorowanym przez SS, które miało tu swój ośrodek „szkolenia” dla „załóg” podobnych obozów. Niewolnicy z różnych krajów, pozbawieni praw ludzkich, pracowali dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Na ćwierć miliona więźniów, którzy przeszli przez Dachau, przeżyło tylko 40,8%.

Szczególnie dużą grupę więźniów Dachau stanowili duchowni chrześcijańscy – katolicy i protestanci – zamęczani tu morderczą pracą, bici i upokarzani. Samych tylko polskich księży katolickich było tu 1.780! Najwięcej z diecezji pomorskich: chełmińskiej i włocławskiej, nazywanych dziś „diecezjami męczenników”, bowiem w czasie wojny straciły więcej niż połowę księży diecezjalnych!
Obóz został wyzwolony przez Amerykanów dopiero 29 kwietnia 1945 r. Zwiad amerykańskiej VII Armii pojawił się tak nieoczekiwanie, że obozowi mordercy nie zdążyli wykonać ostatniego rozkazu komendanta Eduarda Weitera, który nakazał wymordowanie granatami w zamkniętych barakach żyjących jeszcze więźniów. Amerykanie byli tak zszokowani tym, co zobaczyli (ponad 5 tysięcy martwych ciał przeznaczonych do spalenia), że nie bacząc na rozkazy swoich dowódców, zaczęli biegać po obozie i bez litości zabijać każdego napotkanego esesmana. To był prawdziwy dies irae, sąd sprawiedliwszy niż późniejsze procesy załogi KL Dachau.

Wyzwolenia nie doczekał jeden z najpiękniejszych duchowo więźniów – młodziutki polski ksiądz Stefan Wincenty Frelichowski z diecezji chełmińskiej. Umierał 23 lutego 1945 r. Miał ledwie 32 lata, był silniejszy od innych, w większości znacznie starszych od siebie więźniów. Pewnie dożyłby 29 kwietnia, gdyby dobrowolnie nie poszedł posługiwać umierającym na tyfus współwięźniom.

Bł. Stefan Wincenty Frelichowski urodził się 22 stycznia 1913 r. w Chełmży (w 50 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego…), w rodzinie miejscowego piekarza i cukiernika. Miał pięcioro rodzeństwa. Szkołę powszechną i gimnazjum ukończył w rodzinnym mieście. Był młodzieńcem uduchowionym, typem idealisty o pogłębionej formacji patriotycznej. W czwartej klasie gimnazjum został przyjęty do Sodalicji Mariańskiej. Podjął też pracę w harcerstwie, które traktował niezwykle poważnie, o czym świadczy zapis w pamiętniku z 16 stycznia 1939 r. Są to chyba najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek wypowiedziano o polskim harcerstwie:

Dnie mam teraz zupełnie przeciążone pracą. A do tego te urzędy. W sodalicji kandydat na prezesa, a w drużynie mam objąć drużynowego. Czy ja wiem, co robić? Będę czekał na wypadki. Czuję, że sodalicję bym dobrze poprowadził, co do drużyny, to się obawiam. Czuję bowiem, że harcerstwo to jednak ma idealne zasady i idee. Aby jej poprowadzić i wpoić, trzeba je wpierw dobrze posiadać, tego mi brak. Wprawdzie staram się o to, aby je osiągnąć, ale nie wiem, kiedy będę je miał. A pchać drużynę, aby wegetowała, tego nie chcę, a na wyżyny jej nie dostanę. Oto przyczyna, dla której niechętnie przyjmuję drużynowego. Ja bym miał program dla podniesienia drużyny, ale na to potrzeba trzech lat dobrych. W pierwszym trzeba przygotować do stopni i wycieczki w okolicę. W wakacje porozsyłać ile tylko można na kursy lub obozy innych drużyn, aby się przetarli. W drugim roku to samo, ale więcej gawęd i pogłębiać ducha harcerskiego i wyćwiczyć sobie dobrego harcerza, jako obywatela. W lato na obozy. W trzecim jako zastępowych pousadzać, a resztę znów tak samo i dopiero w trzecim roku urządzić własny dobry obóz. Obecna praca w drużynie to pierwszy rok. Gdyby tak szło dalej, to jest nadzieja, że drużyna stanie się prawdziwą drużyną harcerską, spełniającą swoją powiność względem harcerstwa i Ojczyzny. A taka drużyna dawałaby swym członkom coś więcej niż samą karność, trochę wiedzy polowej i przyjemne obozy, lecz dawałaby im pełne wychowanie obywatela, znającego dobrze swoje obowiązki dla Ojczyzny.

A teraz najpiękniejsze, z tego co napisał, godne zapamiętania:

Ja sam wierzę mocno, że państwo, którego wszyscy obywatele byliby harcerzami, a polskie szczególnie, ma takie środki, pomoce, że kto przejdzie przez jego szkołę, to jest typem człowieka, jakiego nam teraz potrzeba. A już najdziwniejszą, ale najlepszą jest idea harcerstwa: wychowanie młodzieży przez młodzież! I ja sam, jak długo tylko będę mógł, co daj Boże, będę harcerzem i nigdy dla niego pracować i go popierać nie przestanę. Czuwaj!

Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego w Pelplinie. Był jednym z najlepszych alumnów, prowadził też działalność w różnych organizacjach i kołach, w ruchu abstynenckim, w diecezjalnych akcjach misyjnej i charytatywnej Caritas. Był członkiem kręgu kleryckiego, w ramach Starszoharcerskiego Zrzeszenia Kleryków ZHP.
14 marca 1937 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W zapiskach z tego czasu zachował się jedyny w swoim rodzaju akt strzelisty młodego księdza: Boże, chcę być kapłanem!

Przez rok był kapelanem i osobistym sekretarzem księdza biskupa ordynariusza diecezji chełmińskiej Stanisława Okoniewskiego, potem wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Był charyzmatycznym kapłanem, opiekunem chorych, przyjacielem młodzieży, animatorem misyjnym.

Niestety, Niemcy też się na nim „poznali”. Już 11 września 1939 r. został aresztowany i osadzony w toruńskim Forcie VII. Dał się poznać jako kapłan niezłomny, niosący pociechę złamanym na duchu i ciele, umierającym. Tajnie spowiadał i nauczał religii.
Od 10 stycznia był więźniem KL Stutthof pod Gdańskiem. W kapłański Wielki Czwartek celebrował tu tajnie Mszę św. W grudniu 1940 r. trafił do obozu w Dachau, gdzie kontynuował potajemną posługę kapłańską.
Kiedy pod koniec wojny wybuchła w obozie epidemia tyfusu, Niemcy ograniczyli się tylko do odizolowania zarażonych baraków, nikt chorych nie leczył, wsyscy się bali zarażenia, nieszczęśliwi umierali w straszliwych męczarniach. Ks. Frelichowski zorganizował grupę 30 kapłanów, którzy pomagali chorym, sami przy tym się zarażali i umierali.
Tyfus plamisty i zapalenie płuc były przyczyną śmierci ks. Stefana. Więźniowie mieli tak bardzo wyostrzoną świadomość, że odchodzi człowiek święty, że przed spaleniem ciała współwięzień, student medycyny Stanisław Bieńka zdjął z twarzy młodego kapłana pośmiertną maskę, w której zagipsował jako przyszłą relikwię jeden z palców jego prawej ręki.

Proces beatyfikacyjny rozpoczęty w Pelplinie jeszcze w roku 1964, uwieńczył Jan Paweł II 7 czerwca 1999 r. w Toruniu, wynosząc Sługę Bożego Stefana na ołtarze. Dekretem Biskupa Toruńskiego, z parafii Apostołów Piotra i Pawła oraz Najświętszego Serca Pana Jezusa wydzielono nową parafię Błogosławionego Księdza Stefana Wincentego Frelichowskiego.

Trudno sobie wyobrazić piękniejszego patrona dla młodzieży niż tego młodego, uduchowionego kapłana i instruktora harcerskiego. 20 czerwca 1999 r. Rada Naczelna Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej powzięła uchwałę w sprawie ogłoszenia błogosławionego Stefana Wincentego Frelichowskiego Patronem Harcerstwa Polskiego. 20 września 2002 r. kongregacja watykańska do spraw Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów zatwierdziła błogosławionego Stefana Wincentego Frelichowskiego, prezbitera i męczennika, na patrona polskich harcerzy przed Bogiem. Dziś patronat błogosławionego Stefana nad polskim harcerstwem uznaje nie tylko ZHR, także ZHP i inne polskie organizacje harcerskie.

23 lutego pamiętajmy w modlitwie o Błogosławionym, który ucieleśniał najszlachetniejsze cechy polskiej młodzieży czasów II RP. Czy uda się nam kiedykolwiek odbudować raz jeszcze formację młodych Polaków o takim potencjale duchowym i ideowym?

Stefan Wincenty Frelichowski napisał, że chciałby być kapłanem wedle serca Chrystusa. Boże, daj nam dziś w Polsce kapłanów wedle serca Chrystusa.

Wincenty Frelichowski Foto: Książeczka harcerska druha Wicka – bł. Wincentego Frelichowskiego (*22 I 1913 †23 II 1945).

 

 

 

 

za: wolnapolska.pl

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Błogosławiony ksiądz i harcerz Wincenty Frelichowski

  1. Jerzy pisze:

    Był harcerzem i walczył ze złem („Bo myśmy złu wydali bój”..). Był patriotą i kochał Ojczyznę, którą ZŁY zaatakował .Taką postac musimy kochac i stawiac na wzór dzisiejszej, kochającej Boga i Ojczyznę młodzieży polskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.