Prorokini Anna

Anna-Kamieńska fot. naszgarbow.plSzymon Babuchowski

W jej dorobku znajduje się blisko 100 książek. Była nie tylko poetką, autorką opowiadań czy twórczości dla dzieci, ale także wybitną tłumaczką z niemal wszystkich języków słowiańskich.
Anna Kamieńska – jedna z najciekawszych poetek religijnych.

 

„Proszę o taki nekrolog: z radością przyjęła śmierć. Prosi bliskich o przyjęcie jej śmierci z radością” – zapisała w swoim „Notatniku”.

W jej dorobku znajduje się blisko 100 książek. Była nie tylko poetką, autorką opowiadań czy twórczości dla dzieci, ale także wybitną tłumaczką z niemal wszystkich języków słowiańskich. Jeśli dodamy do tego jej przekłady z hebrajskiego i łaciny, zacznie nam się rysować obraz osoby wszechstronnej, o ogromnej rozpiętości zainteresowań.

 

Wierzyć do końca

I Anna Kamieńska była też, jak często dzieje się u tak wrażliwych dusz, targana licznymi niepokojami. Najlepiej oddają to chyba słowa jej przyjaciółki ze szkolnych lat, również poetki, Julii Hartwig: „Była duszą zbuntowaną, poszukującą. Trapiło ją wiele kompleksów, głęboko przeżywała wszystko, co uważała za krzywdę. Ludzie najczęściej nic sobie nie robią z poczucia, że coś jest nie tak, a Anna z wieloma rzeczami nie potrafiła się pogodzić. (…) Musiała w coś wierzyć, i to do końca”. Podczas uroczystości pogrzebowych prymas Józef Glemp wyraził się o niej nawet: „prorokini Anna”. W swoim „Notatniku” zapisała: „Proszę o taki nekrolog: z radością przyjęła śmierć. Prosi bliskich o przyjęcie jej śmierci z radością”. Nim jednak doszła do tak żarliwej wiary, musiała przejść długą drogę. Jej wczesne wiersze bliższe są raczej socrealizmowi niż poezji religijnej. Jednak osobiste wstrząsy, takie jak śmierć matki w 1956 roku i – 11 lat później – męża Jana Śpiewaka powodują przemiany jej twórczości. Pierwsza śmierć zaowocowała cyklem trenów „Dobranoc matce”, druga tomikiem „Biały rękopis”, którego bohaterka godzi się na własną małość:

pora zmieścić się w małości
w łupinie orzecha
w pestce jabłka
w ziarnie maku
skulić się
do geometrycznego punktu
łzy przestrzeni.

 

Rozmowy nad grobami

Gdy ks. Jan Twardowski w 1955 r. poznał poetkę, oboje z mężem uważali się za ludzi niewierzących. Jednak podczas kolejnych spotkań coś zaczęło się zmieniać. To właśnie ks. Twardowski udzielił namaszczenia jej choremu mężowi. Anna wspomina w swoim „Notatniku”: „Janek leżał na łożu śmierci, już nieprzytomny. Ksiądz Jan Twardowski modlił się przy nim półgłosem. Gdy ksiądz wyszedł, Janek obudził się i powiedział nagle wyraźnie: – Ksiądz się modlił. Jestem szczęśliwy. Teraz, gdy rozpamiętuję ten czas, jego słowa wydają mi się istotne. Było to wyznanie wiary. W przeciwieństwie do mnie, Janek zawsze był naturalnie wierzący. I może czasem tyle tylko trzeba, by wraz z całą męką konania człowiek został zbawiony”. Wstrząs związany ze śmiercią męża stał się początkiem nawrócenia poetki. „Pamiętam, jak ogarnięta ciemnością przychodziła do kościoła sióstr Wizytek. Potrzebowała rozmowy i właśnie w tym czasie zaprzyjaźniliśmy się. Często jeździliśmy na grób Jana na Powązki. Wędrując od grobu do grobu, rozmawialiśmy o wierze, Bogu, fragmentach Pisma Świętego, o liturgii, a także o literaturze. Nigdy nie zabrakło nam tematów. Było w tym coś niezwykłego. Odwiedzaliśmy nie tylko groby bliskich, znajomych czy pisarzy, ale także te zapomniane i opuszczone” – wspominał po latach ks. Twardowski. „Byłem świadkiem jej nawrócenia i wzrostu w wierze” – pisał.

 

Poetycka spowiedź

Po nawróceniu zmienia się podejście Anny do sztuki. Zaczyna coraz bardziej ważyć słowa. Jej twórczość stała się świadectwem tego, co działo się w jej duszy. W świetle Ewangelii, z taką miłością teraz poznawanej, ze wstydem patrzyła na swoje stare wiersze. Dobrze oddaje to wiersz-spowiedź „Spotkanie z Bratem Albertem”:

Wyznaję chciałam być pisarzem
nie wiedząc co to znaczy
zuchwalstwo graniczące z głupotą
albo odwrotnie
nie mogłam wiedzieć że wśród tylu słów
brak tych najprostszych i prawdziwych
zatrzymywałam się na migotliwej skórze świata
zadowalając się czasem błyskotką
(…)
mogąc wybierać wybierałam rozpacz nie ironię
choć nikt nam nie dał do nich obu prawa
nie dość strzegłam litości na dnie słowa
i mnie czasami zwiodło tak zwane piękno
z którego zawiść i pycha

 

Przyjaźń nadprzyrodzona

Ksiądz Jan stał się teraz nie tylko jej przewodnikiem, z którym czytała Pismo Święte, ale także przyjacielem. Wspólnie brali udział w Tygodniach Kultury Chrześcijańskiej w Warszawie. To jej zadedykował swój najpopularniejszy wiersz „Śpieszmy się”. Wbrew legendom, nie zrobił tego po jej śmierci. Anna zdążyła nawet na ten wiersz odpowiedzieć tekstem „Puste miejsca”:

Nikogo nie zdążyłam kochać
choć się tak śpieszyłam
jakbym musiała kochać tylko puste miejsca
zwisające rękawy bez objęcia ramion
puszczony przez głowę beret
fotel który powinien także wstać i wyjść z pokoju
książki już nie dotykane
grzebień z pozostawionym srebrnym włosem
łóżeczka z których niemowlęta wyrosły i poszły
szuflady niepotrzebnych rzeczy
fajkę z ustnikiem pogryzionym
buty zachowujące kształt stopy
co odeszła boso
słuchawkę telefonu gdzie ogłuchły głosy
tak się śpieszyłam kochać
i oczywiście nie zdążyłam

A jednak ks. Twardowski zaświadcza, jak wiele miłości ofiarowała swoim bliskim: „Anna była człowiekiem niezwykle wrażliwym na potrzeby ludzkie. Była dobrą i czułą matką. Dbała o to, żeby »wydobyć na powierzchnię« zapomnianych poetów. Ożywiała pamięć o umarłych. Była niezwykłą i świętą kobietą. Mogę powiedzieć – taki murowany człowiek, a jakże subtelny w przyjaźni. Takich ludzi już nie ma”. O swojej przyjaźni z nią mówił krótko: „To była przyjaźń nadprzyrodzona. Jedyna i najważniejsza przyjaźń w moim życiu, taka szlachetna, duchowa”.

za: gosc.pl

 

Anna Kamieńska

Jest dobroć

Jest dobroć
która niczego nie pragnie
i jest mi odmówiona

Jest miłość
która pragnie wszystkiego
i jest mi odmówiona

I jest czułość
której wszystkiego za mało
to ja jestem tą czułością

 

Chwila

Dana jest tylko chwila
a teraz rzuć się w jej bezdenną głąb
krąż wokół niej jak wskazówka zegara
jak ramię cyrkla bierz z niej miarę

Ciągle mówimy by nic nie powiedzieć
a chwila i tak zaskakuje naszą krew bez zwiastowania
komórki ciała przekazują ją sobie jak ból

Wieczne odpoczywanie nam
w chwili

 

Prośba

Boże przywróć rzeczom blask utracony
oblecz morze w jego zwykłą wspaniałość
a lasy ubierz znowu w barwy rozmaite
zdejm z oczu popiół
oczyść język z piołunu
spuść czysty deszcz by zmieszał się ze łzami
nasi umarli niechaj śpią w zieleni
niech żal uparty nie wstrzymuje czasu
a żywym niechaj rosną serca od miłości.

 


Porównanie

Piszę ziemia
a mówię morze
mówię ja
bo myślę o tobie

Słońce przecieka w owoc
wszystko przelewa się we wszystko
wiatr jakiś miesza rozmaitość rzeczy
strumień jedności zaciera granice
jedna jest krew

Tworzyć to znaczy
nagle
ujrzeć całość
Tak tworzy Bóg
nam dana
iskra

Rzecz z rzeczą sczepia się
pazurem podobieństwa
rzecz rzeczy szuka i gdzieś na ich styku
rodzi się światło sensu.

 

Emaus

Nie poznajemy
nigdy do końca
nigdy na pewno
Wydaje się
ale już nie
Serce pałało
ale ochłodło
Czy to On
milczy
Czy to Ty
Znika
Zawsze jest tylko chleb
ręce i gest
Twarz coraz inna
coraz nowa twarz
Ma się ku wieczorowi
a dzień się nachyla
pora spoczynku
woda wino chleb
Czemuście nie spytali wprost
nie pochwycili Go za nogi
rąk nie trzymali
cienia nie przywiązali do ławy
Stoimy tak uczniowie
którzy nie doszli do Emaus
a ręce ciążą
od zdumienia
Czy to On
był
na pewno
gdzie
Siady zamiotła noc
czym prędzej
nieśmy innym
pewność niepewności.

 

Droga

Panie nasz
Jak szedłeś sam
przez ciasto życia
przez Matkę i Józefa
Annę Symeona
Jana Szymona
Martę Marię Łazarza
przez ślepych opętanych
trędowatych
przez Nikodema
Judasza
Piłata
łotrów obu
Szawła
Jak idziesz wciąż
przez nasze ciała
Tak ja niech pójdę
Przez spotkanego na wąskiej kładce
przez tego co biegł za mną brzegiem morza
tego co pryskał śliną gadulstwa
i nieśmiałego który mówił nic nie mówiąc
przez czyste oczy małego chłopca
przez babkę obok której klękam
nawet przez tego pana na ulicy
który nieznacznie sięga ręką w śmietnik
szukając niedopałków
przez tego co pożycza pieniądze na wódkę
tego któremu się ręki nie podaje
także któremu wszystkie ręce klaszczą
przez niemądrą dziewczynę o fioletowych paznokciach
przez kłótliwą zacietrzewioną urodę
i przez cienistą brzydotę
przez matkę
matkę matki
i przez syna
Do Ciebie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Sylwetki, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.