Pierwszy Słowik RP

174367_stuligrosz_GN25_7Szymon Babuchowski

Uczył swoich podopiecznych, że natchnienie nie przychodzi od człowieka, tylko od Boga. Profesor Stefan Stuligrosz zostawił po sobie kilka pokoleń wychowanków. Niedościgniony mistrz, człowiek renesansu, wychowawca, niemal ojciec …

dla swoich chórzystów – tak określają profesora ci, którzy znali go najlepiej. – Wytyczał bieg polskiej chóralistyki chłopięcej od wielu lat – twierdzi poznański kompozytor i dyrygent Jacek Sykulski. Trudno sobie wyobrazić świat chłopięcych chórów bez Stefana Stuligrosza. Twórca Poznańskich Słowików zmarł 15 czerwca 2012 roku w Puszczykowie. Miał 92 lata.

Niedoszły kupiec

Swoje przyjście na świat oznajmił przeraźliwie donośnym głosem. We wspomnieniach, zatytułowanych „Piórkiem Słowika”, pisał, że ojciec początkowo chciał zrobić z niego kupca. Aż do wybuchu wojny młody Stefan uczył się kupiectwa w Domu Handlowym Woźniaka. Wiedział już jednak, że woli muzykę. I nawet zobowiązujące nazwisko – Stuligrosz – nic tu nie zmieniło. Skoro jako mały szkrab wzruszał się brzmieniem organów w parafialnym kościele, trudno, by w dorosłości zajmował się handlem. 
– Moją pierwszą nauczycielką muzyki była babcia. Mądra wiejska kobieta, która prowadzała mnie na nieszpory.

Później, na początku wojny, po aresztowaniu ks. Gieburowskiego przejąłem po nim niedobitki chóru katedralnego. Ksiądz Gieburowski – mój drogi mistrz – wszczepił mi bakcyl muzyki polifonicznej a cappella – wspominał Stefan Stuligrosz.
Z owymi „niedobitkami” młody chórmistrz rozpoczął konspiracyjne próby. Występy chóru podczas Mszy św. w kościołach poznańskich – Wszystkich Świętych na Grobli i Matki Boskiej Bolesnej na Łazarzu – były dla mieszkańców Poznania ważną manifestacją polskiego ducha. Stały się też zalążkiem Chóru Chłopięco-Męskiego im. Wacława Gieburowskiego, założonego oficjalnie w 1945 roku. Już cztery lata później muzycy osiągnęli ogólnopolski sukces – zostali zaproszeni na gościnny występ do warszawskiej filharmonii. Poznaniacy, dumni z osiągnięć zespołu, zaczęli go wówczas nazywać Poznańskimi Słowikami. Chór trafił pod skrzydła Filharmonii Poznańskiej. I tak jest do dziś – jego oficjalna nazwa brzmi: Chór Chłopięcy i Męski Filharmonii Poznańskiej „Poznańskie Słowiki”.
II wojna światowa uniemożliwiła młodemu chórmistrzowi zdobywanie wyższej edukacji muzycznej. Te braki nadrabiał po wojnie w błyskawicznym tempie. Najpierw w 1951 r. obronił dyplom z muzykologii, a dwa lata później zdobył dyplomy z dyrygentury symfonicznej, śpiewu solowego, fortepianu i teorii muzyki. W tym czasie chór Stefana Stuligrosza liczył już 80 śpiewaków.

Dylematy PRL-u

Dyrygent wspominał, że okres PRL-u był dla niego pełen dylematów. Profesor stale musiał zadawać sobie pytanie: kiedy trzeba zachować niezłomność, a kiedy możliwy jest kompromis, pozwalający ocalić dobro, jakim jest chór? Stuligrosz nieraz musiał walczyć o charakter zespołu, a nawet o jego istnienie. Jednak wyborów, których dokonywał, nie musiał się później wstydzić. Pomogła mu w tym wiara, którą nie tylko manifestował (także w najtrudniejszych czasach stalinowskich), ale którą żył na co dzień. Wiele przykładów takiej postawy znajdujemy we wspomnianej książce „Piórkiem Słowika”. Gdy groziły mu niemałe konsekwencje za to, że jeden z jego podopiecznych boksował portret Stalina, on po prostu modlił się „Pod Twoją obronę”. A potem… wychodził z opresji w taki sposób, że partyjni urzędnicy nie mogli się nadziwić jego przebiegłości.
Prowadząc chór, równocześnie przez wiele lat oddawał się działalności dydaktyczno-wychowawczej w Akademii Muzycznej im. I.J. Paderewskiego w Poznaniu. Był kolejno: asystentem, wykładowcą, docentem profesorem, a w latach 1967–1971 rektorem tej uczelni. Wykształcił wielu znakomitych dyrygentów i chórmistrzów, m.in. Grzegorza Nowaka, Janusza Dzięcioła, Jana Szyrockiego, Kazimierza Górskiego, ks. Kazimierza Szymonika, Mieczysława Dondajewskiego, Antoniego Grefa, Macieja Wielocha.
Jako prawdziwy człowiek renesansu poświęcał się równolegle wielu zajęciom. Kierował m.in. Redakcją Muzyczną Rozgłośni Poznańskiej Polskiego Radia i szefował Poznańskiemu Towarzystwu Muzycznemu im. Henryka Wieniawskiego. Skomponował około 600 utworów na chór a cappella, z towarzyszeniem fortepianu, organów i orkiestry. Opracował też dziesiątki kolęd i pieśni.

Ambasador polskości

Łączył tak wiele aktywności i prowadził okresowo kilka innych chórów, jednak przede wszystkim koncentrował się na swoim ukochanym dziecku – Poznańskich Słowikach, z którymi nagrał dziesiątki płyt i zarejestrował setki nagrań radiowych i telewizyjnych. Przez zespół, w którego repertuarze jest ponad 1000 utworów wszystkich epok, przewinęło się około 2000 śpiewaków. – To nie jest chór, to jest szkoła życia, prawdziwa szkoła życia. Uczę chłopców szacunku do starszych, uczę wrażliwości muzycznej. Z jednej strony uczę ich koncentracji na temacie pracy, ale z drugiej strony pokazuję im, że w każdym utworze tkwi chwila życia jego kompozytora, który otrzymał natchnienie. A natchnienie nie przychodzi od człowieka, ono przychodzi od Boga – mówił o swoich wychowankach. Przy wielu okazjach podkreślał wdzięczność Bogu za talent, jakim go obdarzył, za „czerstwe zdrowie”, za to, że wypełnia go „niewygasłym jeszcze płomieniem twórczego działania”.
Praca ze Słowikami przyniosła Stuligroszowi międzynarodowe uznanie. Jego chór śpiewał m.in. dla prezydentów Kennedy’ego i Chiraca, królów Gustawa Adolfa VI i Juana Carlosa, premier Margaret Thatcher, papieży Pawła VI i Jana Pawła II. Trudno zliczyć wszystkie wyróżnienia, jakie spotkały dyrygenta. Są wśród nich m.in. Order Orła Białego, Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Wielki Krzyż ze Srebrną Gwiazdą Komandorii św. Sylwestra Papieża, Order Uśmiechu, a także symboliczne klucze do Nowego Jorku, Filadelfii, Cleveland i Chicago. W 2008 r. profesor otrzymał tytuł „Mistrza mowy polskiej” za troskę o język używany przez dzieci i młodzież wykonującą sztukę wokalną oraz za znakomite umiejętności używania języka opowiadającego o sposobie kształtowania dźwięku w wykonaniach muzycznych. 
Cieszyło go to, że może krzewić polską kulturę muzyczną „na niezliczonych estradach kraju i świata i na licznych międzynarodowych festiwalach muzycznych”. Stał się ambasadorem polskości na wszystkich kontynentach. A nam zostawił piękną muzykę i kilka pokoleń wychowanków, którzy z pewnością będą kontynuować jego pracę.

za: gosc.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.