Znowu sunie, wkracza, obejmuje…

strukturaLeszek Długosz

…Świat w pożodze października stanie
Będą straty, pożegnania
Egzekucje, sądy będą
Kasacyjne Kapturowe…

 

Z galerii jesiennej…

Jesień na przedpolach Wilanowa
Myszy do pałacu już wysyła
Przemykajcie, rwijcie kłusem
Mysie rody liczne
– Zgromadzenia habitowe, szare
– Rwijcie chyłkiem pojedyncze
Temu Państwu co w pałacu, zachroboczcie
Zagrypsujcie spod podłogi:
– Żagwie w parku podłożone
Wrzesień w łunach dyszy
Wnet zaszumi i zaskrzypi wśród alei
Rydwan złoto purpurowy
I wysiądzie – Ona Ruda, Passjonaria Sezonowa
I rozkaże: Wszystkim równo!
I po wszystkich – OGNIA, OGNIA!

Świat w pożodze października stanie
Będą straty, pożegnania
Egzekucje, sądy będą
Kasacyjne
Kapturowe

Pałac?… No cóż, pałac westchnie
Mgiełką lekką się osrebrzy
Rzewne tanga w kosmos pośle z patefonu
Ona – Ruda (niczym Lautrec na płótnach)
Na pokoje wejdzie: moi Państwo
– Do portretów i do żywych, tak przemówi:
Moi państwo, się umówmy
– Cóż jest władza?
– Kto tu rządzi?

Z szumem przez komnaty przemknie
Astry w żardinierach zmieni, na stylowe bardziej
Dalie
Wizytówkę – kasztan gdzieś na tacę rzuci…
Załopoce sztandar złoto purpurowy
Rydwan ruszy i pociągnie
Tradycyjnie na Nieborów
– W pejzaż jeszcze jesienniejszy
W stronę Żelazowej Woli
Gdzie zagłębie o tej porze najśpiewniejsze
Mazowieckiej sławnej melancholii…

 

Znów mija lato w Nałęczowie

Znów w parku w Nałęczowie
Siedzimy jakby wczoraj
– Lecz wczoraj, ile to już dzisiaj lat?
Goreją szałwie, szumi listowie
W wysokich nawach wiatr złote cienie goni
Wiewiórka wśród gałęzi tym samym ściegiem
Nieodmiennie
Znacz rudy haft…
I nawet akordeon nam poddaje
Melodię dawną, słyszysz?
– Jakby niedziela tamta światem szła?
Dzień się przesnuwa z pogodą Prusa
– Fala za falą ginie u powiek…
I co już w sepii, jedna się z tym co obok
– Co jeszcze woła nas?

Znów latem w parku w Nałęczowie
Wszystko jak było
– I dzień i czas
I w parku dookoła i za parkiem świat…
– Fantomy i turyści sezonowi
Siedzimy na kamiennej ławce
Pod niepewnym niebem
Wśród zmiennych pogód
Pośród ruchomych dat

– Znów mija lato w parku w Nałęczowie
I nie chwilowo, tymczasowo…
– Na zawsze, na niepowrót

 

Jesiennieje nam…

Przy porannej kawie
Rozmowa wczesno jesienna…

Spójrz, jesiennieje nam?…
O popatrz, miedzy jesionami, modrzewiami?
Jakie połacie nieba już dobrze wrześniowego?
Jakie tam srebrno mgliste suną od gór
obszary powietrza
-Szumno szmerliste?
– Znów… Całkiem Nowa Jesień?!
No i co Ty
-Świat?
– My co na to?…
Noooo…
– No, nie tak, nie tak jak na lato, ale…
– Ale skoro wynika tak z ziemskich kalendarzy
Z wszelkich na niebie gwiazd i planet konstelacji
Z tego co tam w koronach drzew
I w głębi jezior,
Wśród ptaków, zwierząt, mrówek, pośród
Roślin i innych wszelkich życiowych przypadków
Słowem i w sumie
Gdzie tylko Kongres Najwyższy, czy Najgłębszy, jaki tam
Gwarzy i tak ugwarzy…
No to cóż my?
– Niech się tak darzy!
– Ten cały spadek (złota po lecie)
Niech nie smuci…
Z tą ulotnością światu – niebu i ziemi i nam
widać po drodze
i do twarzy?
A z liści strugą, tą na tarasie
o poranku
Kawa, z kasztankiem rudym
przy filiżance
Z pogodnym oczu twoich uśmiechem
Ze złotym listkiem na bluzce bordo
– na przyczepkę i na uciechę
Jakże to w smak!
Całkiem do rzeczy i po drodze
Więc niech nam tak
I z nami nawet (się też wliczając)
Niech świat jesiennieje…
– Po lecie jesień zawsze wszak nastaje…
Jakby powiedział Szekspir za plecami :
– Ale co tam! Niech jesiennieje!
– To są zwyczajne dzieje…

 

Kieliszek Racheli

Na Złotej Górze u wejścia do Ojcowskiej Doliny
Jest dom
– Sad przy nim
(Raczej pusty)
– Kilka jabłoni
Na zielonej murawie róż parę krzaków
-Mały salonik
Od pospolitej ciżby leśnego chaosu
Enklawa elegancji oddzielona płotem …

W październikowe popołudnie
– Niczym w młodopolsko brononowickich
czasach
Piliśmy wino na tarasie…

Patrzyłem jak w zmierzchającym świetle
Herbaciane dopalały się róże…
(U Weissa, u Pankiewicza – tak na płótnach
Kwitną)
Rozmowa szła o drobiazgach
I o tym co będzie …
Krzyżowały się głosy męskie i kobiece
Sentymentalne porozumiewały się pointy
– Czułem jak się rozmijamy
– Jak siwieją me skronie
Tymczasem, sprawy świata
Jak skręcają
I w swoim tempie biegną
Niezależnie i nieuchronnie

I wszystko było – jak się wydawało
I wszystko było – jak inaczej
Skorom wiedział , że piję wino z kieliszka
Który kiedyś
Własnością był Racheli Singer

Ach i uwierzyć, że i przedmioty
Nie posiadają władzy?
– O zaplątany błysku dalekiej legendy…

za: leszekdlugosz.com

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.