Powstanie Warszawskie 1944 GLORIA VICTIS

Prof. Witold Kieżun

Przedmowa

Powstanie Warszawskie 1944 roku było największym w historii świata buntem ludności milionowego miasta przeciwko okrutnej niewoli, walką o jedną z najwyższych wartości, jaką jest Wolność. Fenomenem historii jest również fakt, że polska podziemna armia, słabo wyposażona, w znaczniej mierze składająca się z ochotników bez wojskowego przeszkolenia, walczyła przez 63 dni z armią niemiecką – jedną z najlepszych armii świata.

Dla pełnego zrozumienia istoty fenomenu Powstania Warszawskiego 1944 roku konieczna jest świadomość okrucieństwa okupacji niemieckiej w Warszawie. Ludzie, którzy nie przeżyli tej okupacji nie mogą wprost wyobrazić sobie jak wyglądała ta niewola.

Godzina policyjna, nieraz nawet od 6 wieczorem, a z reguły od 20 do 6 rano. Nieustanne nocne patrole Niemców, nieraz reagujące strzałem, jeśli na rozkaz „HALT” ktoś niezbyt szybko się zatrzymał. Oczywiście niezwykle ostro egzekwowany, grożący karą śmierci zakaz posiadania radia, broni, także sztyletów czy szabli. Zamknięte uczelnie wyższe i średnie – jedyną funkcjonującą pomaturalną szkołą były dwuletnie studia techniczne dla przygotowania kadry do pracy w Niemczech, stałe nocne aresztowania według listy sporządzonej przez tajną policję „Gestapo” i zbiorowe rozstrzeliwania w lesie w Palmirach pod Warszawą. Każde wyjście na ulicę mogło skończyć się tragicznie. Stałe „łapanki” na ulicach: szereg ulic otoczonych żandarmerią i policją niemiecką, kontrola dokumentów wszystkich przechodniów. Akceptowano tylko „dobre dokumenty” poświadczające pracę w firmach niemieckich i polskich pracujących dla Niemiec. Młody mężczyzna miał jednak małe szanse na zwolnienie. Regularnie o godzinie 4-5 rano otaczano jakąś dzielnicę oddziałami wojskowymi (z reguły lotnikami ) z karabinami maszynowymi, a następnie patrole niemieckiej policji wchodziły do każdego mieszkania. Przeprowadzano rewizję wszystkich pomieszczeń i kontrolowano dokumenty. W ten sposób w czasie kontroli dzielnicy Żoliborz aresztowano mego ciotecznego brata i dyrektora gimnazjum im Józefa Poniatowskiego. Obaj zmarli trzy miesiące później w Auschwitz. Demonstracyjne publiczne rozstrzeliwanie na ulicach Polaków ubranych jedynie w długie koszule i z zakneblowanymi ustami, żeby nie mogli wznieść okrzyku: „Niech Żyje Polska !”…

Kina i teatry miały tylko programy niemieckie, stąd też i ich bojkot: „Tylko świnie siedzą w kinie” i okresowe odpalanie przez nasze podziemie pocisków ze żrącym dymem w kinach. Do tego powszechna nędza: rabunek zbiorów na wsi poprzez nakaz olbrzymich dostaw obowiązkowych, tragiczny niedobór żywności, niezwykle małe przydziały żywności na kartki. To wszystko budziło uczucie nienawiści, chęć srogiej zemsty. Piękny, cytowany w niniejszej książce wiersz powstańca „Bonawentury”, kończy się autentycznie katolickim apelem:

Uchroń nas od zła i nienawiści,
Niechaj się odwet nasz nie ziści,
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc, Chryste

nie stał się upowszechnionym hasłem, jednak w czasie Powstania 1944 roku nie mordowaliśmy niemieckich jeńców, którzy, drżąc ze strachu, prosili : „Towarzysze, nie mordujcie nas” . Odpowiadaliśmy: „Jeńców nie mordujemy”. Po kapitulacji duża grupa jeńców niemieckich wróciła do swoich oddziałów.

Nic więc dziwnego, że gdy od 21 lipca 1944 przez Warszawę uciekała rozbita niemiecka armia, z żołnierzami na chłopskich wózkach – brudnymi, często już bez broni, to tylko czekaliśmy na rozkaz rozpoczęcia walki – tym bardziej, że radio Moskwa i polskie komunistyczne radio Kościuszko ze Związku Radzieckiego zaczęły nadawać apele gorąco wzywające do rozpoczęcia walki w Warszawie. „Armia Czerwona jest już tuż, tuż i trzeba szybko jej pomóc zająć bez walki Warszawę.” 25 lipca ukazały się też ulotki Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z Lublina z podobnie gorącym apelem i zapewnieniem, że Polska Armia, razem z Armią Czerwoną liczą na pomoc wszystkich mieszkańców Warszawy we wspólnej walce w Niemcami.

Tymczasem, niestety, widać było, że Niemcy już opanowują szał ucieczki, wracali nawet cywilni niemieccy urzędnicy. Dnia 27 lipca ogłoszono przez megafony komunikat gubernatora Fischera, że Warszawa zostaje ogłoszona fortecą, „Festung Warschau”, to znaczy, że będzie się bronić do ostatniego żołnierza i dlatego rozkazuje stawiennictwo dnia 28 lipca o godzinie 8 rano na wymienionych placach 100 tys. mężczyzn od 16 do 65 roku życia, do robót fortyfikacyjnych. Niewykonanie rozkazu będzie karane – oczywiście karą śmierci. Warszawiacy nie wykonali tego wojennego rozkazu, zgłosiło się tylko kilkadziesiąt osób. Był to jedyny przypadek w całej historii okupowanej Europy zbiorowego niewykonania niemieckiego rozkazu wojennego. Dowództwo AK w tej sytuacji wydaje rozkaz: 28 lipca godzina 20 mobilizacja, wszyscy akowcy meldują się w zaplanowanych wcześniej lokalach kontaktowych, gdzie będzie przygotowana broń. Czekamy z bronią całą noc, rano rozkaz: „Broń ukryć w punktach zbiórki, wracać do domu i czekać na rozkazy”. Okazało się, że jeszcze nie wszystkie służby niemieckie wróciły, że nie mają jeszcze siły do wykonania wyroku śmierci na 100 000 Warszawiaków, a Armia Czerwona jeszcze nie wkroczyła na przedmieścia Pragi, prawobrzeżnej Warszawy.

Premier polskiego rządu w Londynie, Stanisław Mikołajczyk, mający ustalić w Moskwie ze Stalinem formy współpracy z polskimi komunistami, dopiero odlatuje do Moskwy. 30 lipca nasz wywiad dowiaduje się, że 2 sierpnia jest zarządzona ewakuacja niemieckiej cywilnej służby, mają mieć żywność na dwa dni. Sprawa jest już jasna, akcja likwidacji już zdemaskowanej AK ma nastąpić prawdopodobnie 3 sierpnia, zaraz potem ma być zarządzona ewakuacja całej polskiej ludności, tak jak to już zrobiono w twierdzy Mińsk Litewski (miasto zostało zniszczone w 92 %, a 40 % jego mieszkańców zginęło w czasie ewakuacji). 31 lipca okazuje się, że patrole czołgowe Czerwonej Armii zbliżają się do Pragi.

Tak więc początek Powstania to 28 lipca – i to nie na rozkaz dowództwa AK, lecz decyzją ludu Warszawy, niewykonania pod grozą kary śmierci rozkazu gubernatora Fischera. Ciąg dalszy to już logiczna konsekwencja – z poważnymi pozytywnymi perspektywami – porozumienia w Moskwie: Mikołajczyk – Stalin – Bierut, Wasilewska, Osóbka-Morawski, z okresu 1-7 sierpnia 1944 r. w Moskwie. Wizyta premiera Mikołajczyka została zaaranżowana przez Churchilla. Już wtedy padła jednoznaczna, okrutna odpowiedź polskich komunistów rezydujących w Moskwie: „Nie, żadnych porozumień z Londynem, żadnej pomocy dla ‘awantury’ w Warszawie. Tak więc niech ginie Warszawa w nierównej walce, niech ginie 200 000 Warszawiaków, ale dla nas ważniejsza jest nasza pełna komunistyczna władza. Można było liczyć, że Wasilewska, której przyjaźń ze Stalinem była powszechnie znana, zasugeruje Stalinowi pomoc, bo i tak Armia Czerwona w Warszawie to pewna władza komuny. Warto to zapamiętać, także dla zrozumienia faktu dlaczego wszyscy postkomunistyczni autorzy tak krytycznie oceniają Powstanie Warszawskie. Premier Mikołajczyk jak zmyty wraca 7 sierpnia do Londynu. Niestety, Mikołajczyk nie wiedział wówczas o zdradzie Roosevelta, który w tajemnicy zawarł ze Stalinem w 1943 roku w Teheranie umowę, że Polska odda Stalinowi całe Kresy z Lwowem i Borysławiem, ale z zastrzeżeniem że Stalin nie ujawni tej umowy, żeby Polacy w Ameryce nie przeszkodzili w wyborze Roosevelta na trzecią kadencję. Nie wiedzieliśmy też, że Roosevelt planuje po wojnie zlikwidowanie światowego systemu kolonialnego w porozumieniu z ZSRR. Dlatego po pokonaniu niemieckiej armii gen. Rommla w Afryce, kategorycznie nie zgodził się na plan Churchilla, zakładający zaatakowanie Niemiec przez Grecję, Jugosławię, Węgry i w ten sposób w ciągu kilku miesięcy wyzwolenie Polski z okupacji niemieckiej. ZSRR bez całej Europy Środkowej i połowy Niemiec nie byłby wystarczająco potężny jako partner do likwidacji Imperium Brytyjskiego i innych państw kolonialnych.

Roosevelt ujawnił swoją koncepcję amerykańskiemu kardynałowi, arcybiskupowi Nowego Yorku, Francisowi Josephowi Spellmanowi w 1941 roku, po podpisaniu umowy pomocy dla ZSRR, z zastrzeżeniem utrzymania jej w tajemnicy przez 25 lat po jego śmierci. Wyjaśnił mu też, że Stalin pozwolił prawosławnym popom dołączyć do oddziałów wojska i dał możliwość kształcenia nowych popów, obiecując wprowadzić po wojnie system demokratyczny. Roosevelt z wielkim zaangażowaniem emocjonalnym stwierdził, że likwidacja kolonializmu jest moralnym obowiązkiem Stanów Zjednoczonych, jako pierwszego kraju, który w 1775 roku rozpoczął walkę o wolność przeciwko Imperium Brytyjskiemu.

Tak więc Powstanie 1944 roku to przykład typowej dla greckiego dramatu sytuacji tragicznej – każda decyzja doprowadza do tragicznego efektu, zniszczenia miasta i jego zabytków, olbrzymiej liczby ofiar. Jednak to wszystko, począwszy od 1939 roku, rodzi się ze zdrady aliantów, którzy wykorzystali nasz potencjał ideowy, naszą bojową postawę, a ostatecznie zgodzili się na pozbawienie nas niepodległości. Uzależnienie Związku Sowieckiego od dostaw broni i wszelkiego rodzaju sprzętu wojennego ze Stanów Zjednoczonych było tak olbrzymie, że np. doprowadzenie do zgody na lądowanie na lotniskach radzieckich 104 samolotów amerykańskich z zaopatrzeniem bojowym w dniu 18 września mogłoby być wymuszone na początku Powstania. Autorka książki cytuje tu opinię generała Bora, który twierdził , że przy tak wielkim „zastrzyku” broni były szanse na zdobycie i utrzymanie całego miasta. Podobnie ogłoszenie Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii (w końcu naszych sojuszników) dotyczące praw kombatanckich dla nas, Akowców, z konsekwencją restrykcji w przypadku ich nie uwzględnienia, miało miejsce dopiero 30 sierpnia, a nie na przykład 2 sierpnia. Ilu naszych jeńców by ocalało, a być może ocalałaby Wola i Ochota. Była to walka Polskiej Armii, a nie „rewolucjonistów”. Doskonale widać, jak znowu zostaliśmy zdradzeni przez wiarołomnych aliantów.

image002Autorka niniejszej książki bardzo starannie wybrała fragmenty epopei Powstania, niezwykle trafnie charakteryzując niesamowitą atmosferę jedności, miłości, braterstwa, fenomenu ukształtowania się jednej wielkiej rodziny, pełnej radości z odzyskiwanej wolności w pierwszych dniach Powstania . Ta atmosfera coraz bardziej bladła w miarę ponoszenia coraz większych strat i pogromów, ale to ona była najbardziej charakterystyczną cechą tego okresu, tak pięknie scharakteryzowanego przez kardynała Wyszyńskiego.

Wyczerpująco przedstawiono tu tragedię Woli i Ochoty, wymordowanie jezuitów i redemptorystów. Wydaje mi się, że Niemcy tak okrutnie postępowali tylko w Polsce, tu zamordowali większość Żydów, głodzili na śmierć jeńców sowieckich. Czytając opisy tych morderstw i gwałtów, a jednocześnie informacje o ucieczce od odpowiedzialności i znając obecne światowe tendencje pisania tylko o zbrodniach „jakichś nazistów”, którzy ostatecznie okazują się Polakami w „polskich obozach koncentracyjnych”, zastanawiamy się, ile jest warta idea sprawiedliwości w demokratycznych krajach Unii Europejskiej i jej kierowniczej siły – Niemiec.

Cennym wątkiem książki jest zdemaskowanie negatywnej postawy wobec Powstania większości angielskiej prasy, znajdującej się pod jednoznacznym wpływem lewicy dyrygowanej przez agentów Moskwy. Skoro kierownictwo brytyjskiego wywiadu było opanowane przez radzieckich agentów (Kim Philby) to oczywiście i prasa brytyjska była pod ich wpływem.

Autorka trafnie koncentruje się na tych akcjach bojowych, które odegrały istotną rolę w pierwszym zwycięskim etapie Powstania. Wzruszającym fragmentem książki jest też opis świata kultury, tragizmu losów jej twórców, poświęcenia i odwagi zespołów filmowych.

Mnie, jako jednemu z już nielicznych żyjących żołnierzy Powstania, wypada wyrazić serdeczne podziękowania autorce za tak staranne i trafne uchwycenie głębszej istoty naszego bojowego trudu, który, niestety, zbyt często jest szkalowany zarówno z wrogich pozycji politycznych, jak i ze względu na zbyt ubogą znajomość całej aparatury politycznej tego okresu wojny. Mając stale w pamięci, podobnie jak większości moich towarzyszy broni, ten chyba najwspanialszy okres w naszym życiu, czytając tę pracę znalazłem się w atmosferze oceny tych dni, dokonanej przez ks. kardynała Wyszyńskiego: „Straszne to były dni, ale jakże wspaniałe”. To była realizacja marzenia poety z Wesela Stanisława Wyspiańskiego: „A tak by się dusza rwała do wspaniałych wielkich rzeczy”. Mogę tylko serdecznie podziękować autorce, że właśnie w taki sposób przedstawiła nasz epos – powtarzam – największego zrywu walki o wolność w historii ludzkości. Sądzę, że liczne, wręcz ordynarne i negatywne oceny Powstania, w świetle trafnie dobranych opisów stają się odpowiednikiem dalszej partii wiersza Wyspiańskiego: „a tu pospolitość skrzeczy, a tu pospolitość tłoczy, włazi w usta, uszy, oczy”.

Witold Kieżun,
kapral podch. „Wypad” V.M. K.W.

[…]

Pułkownik „Radosław” powiedział o nim, że „był najbardziej utalentowanym dowódcą kompanii, jakiego w swej karierze spotkał”. Por. Andrzej Romocki „Morro”, dowódca kompanii „Rudy” w Batalionie „Zośka”, zginął, trafiony w serce, 15 września 1944 roku na Solcu, gdy prowadził swoich żołnierzy do natarcia, „które – jak miał prawo przypuszczać – mogło okazać się decydujące. Zginął więc śmiercią najszczęśliwszą dla żołnierza” – pisała łączniczka „Morro” ze Starówki, Anna Borkiewicz-Celińska, autorka monografii Batalionu „Zośka”, dodając, że po śmierci Andrzeja wśród resztek jego żołnierzy zgasły ostatnie iskierki nadziei.

W „Zośce i Parasolu” Aleksander Kamiński opisał Andrzeja jako wysokiego, postawnego chłopca o jasnych blond włosach, niebieskich oczach i podłużnej, regularnej twarzy. Jak wspominała matka, Jadwiga z Niklewiczów Romocka: „Imię dostał Andrzej po siostrzeńcu Pawła, Andrzeju Wasiutyńskim. Bardzo kochał Paweł tamtego Andrzeja. Zdolny, piękny, miał dwadzieścia cztery lata, jak zginął w 1920 roku”. Andrzej Romocki ochrzczony w kościele Zbawiciela miał za patrona św. Andrzeja Bobolę. Imieniny obchodził 16 maja, razem ze swoim młodszym bratem Janem Bonawenturą.

„Morro” przyjaźnił się z Jankiem Bytnarem „Rudym”, Aleksym Dawidowskim „Alkiem” i Tadeuszem Zawadzkim „Zośką”. To on dowodził akcją na strażnicę niemiecką w Sieczychach, w której, jako jedyny, zginął „Zośka”. Potem powtarzał: „musimy Zośkę i Rudego zastąpić, muszą trwać w naszej pracy”. Z jego m.in. inicjatywy Oddział Szturmowy „Wisła” vel „Jerzy” przemianowano na Batalion „Zośka”, w którym dowodził najpierw plutonem, a potem 2. kompanią „Rudy”. W maju 1944 roku Romocki ukończył tajną Szkołę Podchorążych „Agrykola” z trzecią lokatą.

„I tylu ich znowu zostanie”

„Morro” walczył na Woli. Jego plutony zdobyły drugiego dnia Powstania dwie niemieckie Pantery. Atakował Szpital św. Zofii oraz Gęsiówkę. Za dowodzenie „Rudym” na Woli i błyskawiczne uderzenie z rejonu ulicy Sołtyka podczas natarcia Niemców na cmentarz ewangelicki dostał Order Virtuti Militari. 11 sierpnia przeszedł z „Zośką” na Stare Miasto. Następnego dnia w natarciu na niemieckie magazyny przy Stawkach został ranny młodszy brat Andrzeja, Jan Bonawentura. Bracia widzieli się po raz ostatni 17 sierpnia w szpitalu przy Miodowej 23. „Andrzej ’Morro’ wniósł zapach dymu. Miał twarz osmaloną przez wybuch ’szafy’, spalone brwi, obandażowaną głowę” – napisał Kamiński w „Zośce i Parasolu”. Nazajutrz szpital został zbombardowany i Janek zginął.

A Andrzej walczył dalej i wyróżniał się swoją postawą: „jednakowo spokojny, stanowczy, zawsze podejmujący błyskawiczne decyzje, panujący nad sytuacją. Wśród hałasu motorów, czołgów, goliatów, wybuchu pocisków umiejący zadbać zarówno o to, w którym kierunku wzmóc ogień, jak i o to, który posterunek zmienić ze względu na wyczerpanie żołnierzy” – stwierdzała jego łączniczka Anna Borkiewicz.

„Za wykazane walory dowódcze w okresie 4-tygodniowych walk” generał „Bór” mianował Romockiego 30 sierpnia podporucznikiem czasu wojny. Z 30 na 31 sierpnia w czasie przebijania się do Śródmieścia „Morro” dostał postrzał w nos, ale jego kompanii, jako jedynej, udało się nie wchodzić do kanałów i przejść przez Ogród Saski wśród pozycji wroga, udając niemiecki oddział. Dostał za to drugi Krzyż Walecznych i 5 września przeszedł na Czerniaków. Gdy dowódca „Zośki” kpt. Ryszard Białous „Jerzy” objął „Brodę 53”, Andrzej został jego zastępcą. Do kompanii „Rudy” dołączono resztki „Maćka” i „Giewonta”. Na Powiślu Czerniakowskim walczyły jeszcze bataliony: „Czata 49” i „Parasol” oraz Zgrupowanie „Kryska” kpt. Zygmunta Netzera, w składzie którego znajdował się 535. pluton Słowaków pod dowództwem ppor. Mirosława Iringha „Stanki”.

Zadanie obrony przyczółków na Czerniakowie Andrzej przyjął z entuzjazmem: „To może być punktem zwrotnym całego powstania! Tylko że znowu my! Chłopcy są tacy przemęczeni… I tylu ich znowu zostanie”. Do dowódców plutonów, m.in. Andrzeja Samsonowicza „Księcia” i Jerzego Gawina „Słonia”, powiedział: „Koledzy! Zostało nam powierzone zadanie utworzenia przyczółka na Wiśle. Łączność z drugim brzegiem została nawiązana i może dziś w nocy wyląduje u nas armia Berlinga. Utworzenie przyczółka jest rzeczą bardzo trudną i dlatego powierzono to zadanie nam. Bo my musimy tego dokonać! I kto wie? Może właśnie nam przypadnie chwała ocalenia Warszawy?”.

Żołnierze „Zośki” zajęli stanowiska na brzegu Wisły o północy z 14 na 15 września – „pod silnym ostrzałem Niemców, idącym od portu czerniakowskiego i od mostu Poniatowskiego, z którego ocalało jedno przęsło. Chłopcy odpowiadają ogniem i udaje się nieprzyjaciela odepchnąć – pisze Barbara Wachowicz w „To ’Zośki’ wiara!” – Niebo jaśnieje późnym wrześniowym świtem. Słońce wzejdzie o 6.26 i uczyni się złoto-jesienny dzień 15 września roku 1944. Tuż przed wschodem Andrzej grupuje swoich chłopców w okolicy białego, parterowego domku u wylotu ulicy Wilanowskiej”.

Ostatnia łączniczka „Morro”, Krystyna Musiatowicz, zapamiętała, że „Andrzej chwilę naradzał się z Witoldem; za chwilę z jakiejś narzuty i podszewki przygotowują sztandar biało-czerwony. ’Kto ze mną na ochotnika?’. Zrywa się trzech, wśród nich Wojtek Burek. Pierwszy przez dziurę w murze przechodzi Andrzej, za nim pozostali chłopcy”. Wtedy Krystyna ostatni raz widziała Andrzeja i Wojtka. „Wściekła strzelanina, ale już dopadli do białego domku po drugiej stronie. Cisza. A potem pojedyncze strzały. I krzyk: ’Sanitariuszka, prędzej! Andrzej ranny!’. Najbliżej była Zosia Sadowa – zrywa się i przeskakuje ulicę. Znowu straszna strzelanina; po chwili Zosia wraca zapłakana: ’Andrzej nie żyje! I drugi też dostał, ten Burek’. […] Zbliża się Witold i rozkazującym tonem mówi: ’Biegnij do pułkownika Radosława i zamelduj: łączność z Berlingowcami nawiązana, Andrzej ’Morro’ nie żyje. Spytaj, kto ma objąć dowództwo’”. Wiadomość o śmierci Andrzeja bardzo poruszyła płk. „Radosława” i kpt. „Jerzego”, a także wszystkich żołnierzy. Aleksander Kamiński stwierdził: „Każde życie jest bezcenne. I każdy z poległych towarzyszy Andrzeja ’Morro’ ofiarował życie narodowi. Ani mniej, ani więcej niż Andrzej. Ale śmierć Andrzeja była także ciosem w zespół. Andrzej ’Morro’ bowiem stał się w toku walk powstańczych uosobieniem ’Rudego’, nadzieją ’Zośki’, wcieleniem ideałów szaro-szeregowych”.

„Kiedy się teraz wszyscy zobaczymy?”

Matka, Jadwiga Romocka, wróciła do zrujnowanej Warszawy w lutym 1945 roku: „Widocznie musiałam żyć, aby Was pochować. I odnalazłam Was, Jasieńku, tego samego dnia Obydwóch – tam na Miodowej na cmentarzyku i na Solcu przy domku i rowie…”. Na grobie Janka Bonawentury przy Miodowej zachowały się nagrobne tabliczki, miejsce pod drzewem zapamiętał ostatni dowódca „Rudego”, Witold Morawski „Czarny”, który pomógł w odszukaniu grobu. Andrzeja znaleźli na Solcu, w miejscu gdzie zginął, jego przyjaciele i podwładni. Jadwiga Romocka zapisała w swoim pamiętniku: „Chłopcy odkopali do połowy Andrzeja, wręczyli mi krzyż harcerski, odcięli koalicyjkę z odznaką ’Agricoli’ – pokazali ryngraf z Matką Boską Ostrobramską, którego nie wzięłam – zostawiłam. Podali mi płócienną torbę, z której posypały się zupełnie świeże cukierki Wedla… Żadnych dokumentów, ale tożsamość najzupełniej stwierdzona”.

Pogrzeb Janka odbył się 13 marca 1945 roku i był pierwszym na kwaterze Batalionu „Zośka”. Andrzeja pochowano obok brata 31 października 1945 roku. Trumnę „Morro” owinięto biało-czerwoną flagą ze znakiem Polski Walczącej. Położono na niej jego hełm ze znakiem Grup Szturmowych, w pokrowcu z panterki, podziurawiony odłamkami. Trumnę niósł m.in. Jan Rodowicz „Anoda” i Bogdan Celiński „Wiktor”. Kondukt szedł od Wisły, poprzez Czerniaków, Śródmieście, koło kościoła Świętego Antoniego, ulicą Senatorską, przez ruiny getta, do Okopowej – przez całą Warszawę na cmentarz wojskowy – tak jak prowadził szlak bojowy Andrzeja – tylko w przeciwnym kierunku.

za: naszdziennik.pl

Kazimierz Wyka rozmawiając ostatni raz z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim, w czerwcu 1944 roku, zapytał go czy naprawdę jest rzeczą potrzebną, ażeby on z bronią w ręku szedł do Powstania, że może lepiej by siebie przechować, nie wiadomo, jak to będzie. Baczyński się bardzo żachnął, jak był opanowany, tak żachnął się wręcz gniewnie, i oto powiedział mi wprost: „Proszę pana, kto jak kto, ale pan to powinien wiedzieć, dlaczego ja muszę iść, jeżeli będzie walka. Kto jak kto, ale człowiek, który tak zna i rozumie moje dzieło, musi zrozumieć mnie!”

Gdy potem Wyka rozmawiał o decyzji Baczyńskiego z profesorem Stanisławem Pigoniem, ten stwierdził „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”. W czasie Powstania Warszawskiego zginęło wielu znanych i wybitnych poetów oraz pisarzy. Wśród nich, oprócz Baczyńskiego, m.in.: Włodzimierz Pietrzak, Juliusz Krzyżewski, Jan Miernowski, Stanisław Miłaszewski, Tadeusz Gajcy, Zdzisław Stroiński, czy Juliusz Kaden-Bandrowski.

„Po stronie nadziei”

Baczyński napisał swój pierwszy wiersz Wypadek przy pracy gdy miał 15 lat, w 1936 roku. Chodził wtedy do sławnego warszawskiego Gimnazjum im. Stefana Batorego, do jednej klasy z przyszłymi bohaterami Kamieni na szaniec Rudym, Alkiem i Zośką. Był też harcerzem w zastępie „Jeleni” niemniej słynnej 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej „Pomarańczarnia”, razem z Alkiem Dawidowskim i Czarnym Jasiem Wuttke. W Andrzejki 1938 roku Krzysztof, u bliźniaków Andrzeja i Pawła, synów znanego pisarza i legionisty Juliusza Kadena-Bandrowskiego, lał wosk i na cieniu rzucanym przez powstałą figurę zobaczył siebie na koniu walczącego z płomieniami. Po maturze chciał iść do Akademii Sztuk Pięknych, ale wybuchła wojna.

Na tajnym wykładzie z logiki, w mieszkaniu Emilii i Tadeusza Hiżów, 1 grudnia 1941 roku, Baczyński poznał Barbarę Drapczyńską i po trzech dniach, w jej imieniny, poprosił ją o rękę. Pobrali się pół roku później, 3 czerwca 1942 roku, w kościele św. Trójcy na Solcu, nad Wisłą. Jarosław Iwaszkiewicz przyjechał ze Stawiska z wielkim bukietem bzu i powiedział, że nowożeńcy wyglądali przy ołtarzu jak para pierwszokomunijnych dzieci. Basia pochodziła z rodziny warszawskich drukarzy „o pięknych tradycjach dobrego rzemiosła, postawy obywatelskiej i wysokich ambicji kulturalnych”. Była harcerką, a w swoim pamiętniku w 1937 roku zapisała: „Czasami teraz mocno, mocno, bardzo mocno (nie tak jak zwykle codziennie) czuję się Polką! Tak zdaje mi się, że bardzo, bardzo kocham Polskę! Ojczyznę! Tylko żeby dużo dobrego dla niej zrobić. Jak najszybciej!”.

Od września 1941 do lata 1942 roku Baczyński napisał około stu wierszy. Jesienią 1942 roku ukazał się pierwszy tomik jego poezji, wydany pod pseudonimem Jana Bugaja, pochodzącym od nazwy ulicy Starego Miasta. Potem zbiór został nagrodzony w podziemnym konkursie, w 1943 roku, a Kazimierz Wyka napisał entuzjastyczną recenzję – sławny List do Jana Bugaja. „(…) Kształt historii, kształt religii. Kształt niepokoju, który pyta o sens doli ludzkiej, poczętej z ziemi, smutnej i współczucia godnej. Myślę, że jest to drugi, od nurtu historii nie mniej ważny, nurt liryki Pana… Na pewno jest bardzo chrześcijański, w tym podwójnym obliczu chrześcijaństwa: prawda egzystencji ludzkiej, której nie wybielisz, nie wyłagodzisz i prawda modlitwy, prawda zaświata. Obydwie prawdy żyją w liryce Pana. (…) Katastrofizmu nie widzę ani śladu, to piętno wybite na uczuciach lat przed burzą, w te wiersze już nie sięga, chociaż poczęte wśród burzy. Z katastrofizmu wyłoniło się męskie zrozumienie historii, jej przebiegów i praw. Z pesymizmu pozostał jedynie nurt czystości i religijności. Pan już jest po stronie nadziei”. Wyka stwierdzał, że „Nie każdemu tak wcześnie jest dana pełna dojrzałość artystyczna”. Po jednym z konspiracyjnych wieczorów poezji, na którym Baczyński czytał swoje wiersze, Czesław Miłosz (o 10 lat starszy od młodego poety) powiedział: „Słuchaj, ty będziesz większy ode mnie!” – Krzysztof odpowiedział: „Ja już jestem większy od ciebie!”.

„Pochylony nad śmiercią”

Baczyński był sekcyjnym w plutonie „Alek” kompanii „Rudy” Batalionu „Zośka”, a w maju 1944 roku ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Piechoty Szarych Szeregów, czyli „Agricoli”. Miesiąc przed wybuchem Powstania, Krzysztof przeniósł się do Batalionu „Parasol”. Dowódca kompanii „Rudy” Andrzej Romocki „Morro” napisał w rozkazie: „Zwalniam z funkcji w kompanii 2: st. strz. pchor. Krzysztofa Zielińskiego [jeden z pseudonimów K.K. Baczyńskiego] z powodu małej przydatności w warunkach polowych i proszę, aby objął nieoficjalne stanowisko szefa prasowego kompanii”. Próbowano chronić Baczyńskiego-poetę, ale on, mimo że był fizycznie raczej słaby, chory na astmę i serce, zawsze uważał się za żołnierza i nie unikał walki.

Ostatni znany wiersz, Krzysztof napisał 13 lipca 1944 roku, mówił w nim o kimś kto „pochylony nad śmiercią, zaciska palce na broni” i o tych, co „budzą się płacząc, bo strzały pękają z daleka, bo śnili, że dziecko poczęli całe czerwone od krwi”. Krótko przed Powstaniem, Baczyński przekazał czystopisy wszystkich swoich utworów poetyckich Juliuszowi Garzteckiemu, redaktorowi wojennego miesięcznika literacko-społecznego „Droga”, który ukrył je w schowku pod podłogą w konspiracyjnym mieszkaniu przy ulicy Kaniowskiej 20 na Żoliborzu. Ocalały tam szczęśliwie i w lutym 1945 roku zostały przekazane matce poety, Stefanii Baczyńskiej, która także przechowała wiele utworów swojego syna.

Godzina „W” zaskoczyła czterech żołnierzy „Parasola”, w tym Krzysztofa, w Śródmieściu, na ulicy Focha, przy placu Teatralnym, w małym sklepiku z wózkami dziecinnymi, który był konspiracyjną „skrzynką”, gdzie chłopcy mieli odebrać buty dla drużyny. Na miejsce koncentracji „Parasola” na Wolę nie mogli już dotrzeć. Następnego dnia przyłączyli się do powstańców z ratusza i walczyli o pałac Blanka, siedzibę niemieckiego burmistrza. 3 sierpnia Baczyński o mało nie zginął w wieży ratuszowej. Następnego dnia, w piątek, 4 sierpnia, pełnił służbę obserwacyjną w pokoju na pierwszym piętrze pałacu Blanka, na wprost kolumnady Teatru Wielkiego. Około godziny 16-tej został trafiony przez snajpera w głowę.

Ale jeżelim spalił młodość,
jak palą kraje w wielkim hymnie,
to nie zapomni czas narodu,
a Bóg jak płomień stanie przy mnie.

Wieczorem pogrzebano go na dziedzińcu ratusza. W styczniu 1947 roku został ekshumowany i pochowany na cmentarzu Powązkowskim w grobie ze swoją żoną. Basia nie zdążyła pożegnać się z mężem i od początku Powstania nie miała o nim żadnej wiadomości. Nie wiedziała, że zginął. W dwudziestym czwartym dniu walk, na podwórku domu swoich rodziców, przy ul. Pańskiej, została, po wybuchu pocisku, trafiona odłamkiem szkła, który utkwił w głowie i uszkodził mózg. Przeprowadzona w piwnicy operacja nie uratowała jej życia. Zmarła w piątek, 1 września trzymając w ręce dyplom „Agricoli” Krzysztofa.

W czerwcu 1943 roku Baczyński napisał w jednym ze swych wierszy (śpiewanych po latach przez Ewę Demarczyk)

…Jeno wyjmij mi z tych oczu
szkło bolesne – obraz dni,
które czaszki białe toczy
przez płonące łąki krwi.

Jeno odmień czas kaleki,
zakryj groby płaszczem rzeki,
zetrzyj z włosów pył bitewny,
tych lat gniewnych
czarny pył.

Po wojnie, po nieżyjącego Baczyńskiego przyszło UB, tak samo jak w październiku 1939 roku gestapo przyszło po zmarłego w lipcu ojca Krzysztofa, Stanisława Baczyńskiego, pisarza, legionistę i uczestnika III powstania śląskiego.

[…]

Śmierć Kadena

Dwa dni po śmierci Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, w niedzielę 6 sierpnia, w 30. rocznicę wymarszu Pierwszej Kompanii Kadrowej z Oleandrów, w pokoju przy ulicy Kaliskiej, odłamek granatu ranił w brzuch kronikarza Pierwszej Brygady, adiutanta Piłsudskiego, autora cenionych powieści, w tym Generała Barcza, Juliusza Kadena-Bandrowskiego.
Pozbawiony natychmiastowej pomocy lekarskiej pisarz zmarł 8 sierpnia. Ukochani synowie Kadena, rówieśnicy i koledzy Baczyńskiego, oficerowie AK, także nie przeżyli wojny. Andrzej zginął 3 czerwca 1943 roku w walce przy pl. Napoleona, a Paweł, ppor. w Batalionie „Czata 49” poległ w Powstaniu Warszawskim, 15 września, w czasie walk na Czerniakowie, na ul. Okrąg 2. W Powstaniu spłonęła również większość najnowszych rękopisów Kadena-Bandrowskiego.

We Włochach, wybuch Powstania zaskoczył Jana Miernowskiego, poetę, prozaika oraz nauczyciela w warszawskich szkołach i na tajnych kompletach. Razem z najbliższymi został aresztowany 7 sierpnia i rozstrzelany następnego dnia.

Znany w przedwojennej Warszawie senator RP i prezes Zjednoczenia Polskich Pisarzy Katolickich Stanisław Miłaszewski był także poetą i publicystą, tłumaczem sztuk francuskich oraz dyrektorem artystycznym Teatru Narodowego. Jego żona Wanda z Jentysów, absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, uczyła rysunku w warszawskich liceach, a w latach dwudziestych redagowała dział teatralny w kobiecym piśmie kulturalnym „Bluszcz” i sama pisała. W 1930 roku za powieść Młyn w Bożej Woli otrzymała nagrodę w konkursie literackim „Przewodnika Katolickiego”. Przed wojną napisała czternaście powieści, m.in. Księżniczka Dagny, Stare kąty, Święty wiąz oraz Bogactwo. Po wojnie wznowiono Zatrzymany zegar i Czarną Hańczę. Miłaszewscy prowadzili w swoim mieszkaniu przy Koszykowej znany salon literacki. W czasie wojny spisali kronikę oblężenia Warszawy, która jednak zaginęła. Zaangażowani w tajne życie kulturalne miasta współpracowali m.in. przy wydaniu konspiracyjnej antologii poezji wojennej. W Powstaniu Warszawskim prowadzili punkt werbunkowy w budynku przy ul. Focha 4 (dziś Moliera). Zginęli w nim oboje 10 sierpnia, od wybuchu granatu. Zostali pochowani w kwaterze powstańczej na Wojskowych Powązkach.

 

„O wojence nie myśl źle”

Tadeuszu Gajcym Leopold Staff powiedział, że był „poetą największych nadziei”. Urodzony w Warszawie w rodzinie kolejarza – głęboko religijnej, wykształcony i wychowany w gimnazjum księży Marianów na Bielanach, maturę zdał już w czasie okupacji i na podziemnym Uniwersytecie Warszawskim studiował polonistykę. Należał do Konfederacji Narodu – prawicowej organizacji konspiracyjnej i do Armii Krajowej. Swojemu młodszemu bratu, na początku wojny, napisał w dedykacji na fotografii:
„Pacierza nauczyła Cię Matka. Ojciec nauczył patrzeć śmiało w Jutro. Cóż wziąłeś ode mnie? Mówiłem Ci wiele o bohaterstwie ludzi ogarniętych Światłem pewnych idei. Mówiłem Ci wiele o pięknie własnego domu. Uczyłem Cię oceniać bliźnich. Bądź wierny tym myślom, a zrozumiesz mnie”.

Gajcy współtworzył, jedno z najwybitniejszych konspiracyjnych czasopism kulturalnych „Sztukę i Naród”. Ukazywało się ono z mottem, parafrazą słów Cypriana Kamila Norwida z Promethidiona: „Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej”.

Gajcy był jego czwartym redaktorem naczelnym, po tragicznej śmierci swoich trzech poprzedników: Onufrego Bronisława Kopczyńskiego, który zginął w obozie na Majdanku, Wacława Bojarskiego, który został ranny i zmarł po akcji pod pomnikiem Kopernika, w maju 1943 roku oraz Andrzeja Trzebińskiego, rozstrzelanego z zagipsowanymi ustami, z innymi zakładnikami na Nowym Świecie w Warszawie, w listopadzie 1943 roku.

Pod pseudonimem Karol Topornicki, Gajcy, wydał w latach 1943-1944 dwa tomiki poezji: Widma i Grom powszedni, groteskę poetycką Misterium niedzielne oraz dramat Homer i Orchidea. Piękne liryki pisał dla swojej ukochanej Wandy Sucheckiej, do której poza tym wysyłał listy – codziennie. Dla niej też powstała znana piosenka żołnierska z refrenem: „Moja mała, otrzyj łzy, / będę listy pisał ci. / O wojence nie myśl źle, moja mała, moja mała / Mój ty śnie”. W uznawanym za testament poetycki poemacie Do potomnego pisał:

W tym kraju smutnym pełnym gwiazd
samotne trwanie, młodość chrobra
i sen pod pługiem, co jak orła
złamane skrzydło idzie nisko.
(…)

Niewiele wiem jak ty zapewne:
idziemy razem patrząc czujnie:
ty – na gwiaździstym, prostym niebie
szukasz płomienia i mnie w łunie,
ja – odwrócony – serce pełne
miłości smutnej niosę jak
żołnierz mogiłę pod swym hełmem
niesie przez czas.

Pod koniec swojego pamiętnika nakreślił w poprzek strony, dużymi literami: „Zaczęło się. Boże, od Ciebie zależy wszystko!…”. Przed samym wybuchem Powstania razem z Wandą przeszli z Pragi mostem Kierbedzia na Stare Miasto. Odwiedzał ją potem jak często mógł przy ulicy Bonifraterskiej, gdzie mieszkała. O godzinie „W” Gajcy razem ze swoim przyjacielem, też poetą, kapralem pchor. Zdzisławem Stroińskim, uzbrojeni w pistolet bez nabojów i filipinkę, czyli granat domowej roboty zameldowali się przy Długiej 27, w punkcie zbornym swojego oddziału – Dywizjonu Motorowego. Ze względu na ten właśnie stan uzbrojenia nie zostali jednak przyjęci. Dopiero po kilku dniach, gdy zdobyli esesmańskie mundury, hełmy oraz buty żołnierzy Wehrmachtu, z fałszywymi dokumentami jako Karol Topornicki i Marek Chmura zasilili szeregi Dywizjonu Motorowego. Oddział bronił barykady Leszno-Rymarska, gmachów przy ulicy Przejazd oraz pałacu Radziwiłłów. Obaj poeci, 15 sierpnia wieczorem przeszli na wysuniętą placówkę w pięciopiętrowej, przechodniej kamienicy przy ulicy Przejazd 1/3 (dziś w tym miejscu biegnie ulica Andersa). W nocy, do piwnic budynku dostali się niemieccy saperzy i założyli ładunki wybuchowe. Wybuch wstrząsnął kamienicą następnego dnia w południe. Pod gruzami domu zginęli także młodzi poeci. Strzelec Gajcy „Topornicki”, „Topór” został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Walecznych, a plutonowy Stroiński „Marek Chmura” Krzyżem Kawalerskim Virtuti Militari. Ciało Gajcego ekshumowano wiosną 1945 roku, na zwłokach nie było śladów krwi, prawdopodobnie zginął na skutek uduszenia pod zwałami gruzu. Jego pogrzeb odbył się 6 czerwca roku w kwaterze powstańczej na wojskowych Powązkach. Stroiński spoczął tam dwa lata później.

 

„Halo, tu stacja megafonowa powstańczej Warszawy!”

Najmłodszym współpracownikiem „Sztuki i Narodu” był utalentowany poeta i żołnierz Wojciech Mencel. Syn rzemieślnika z Pabianic, uczeń Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie, gdzie polskiego uczył go futurysta Stanisław Młodożeniec, słuchał też wykładów Irzykowskiego, Matuszewskiego, Pietrzaka, Kotta czy Łaszowskiego. Był zawsze pogodny i miły, ale charakter miał dojrzały i mimo wojny przygotowywał się do służenia wolnej ojczyźnie. Uczył się języków obcych, chodził na konspiracyjne koncerty, przedstawienia i dyskusje, niektóre z nich odbywały się w jego mieszkaniu w centrum miasta, grał w piłkę z dużymi sukcesami. Został podchorążym, a przed samym Powstaniem zaliczył specjalny kurs przygotowujący do pracy prasowo-propagandowej w czasie walki.

Większość jego utworów zaginęła. Te zachowane świadczą o prawdziwym talencie i indywidualności, jak choćby Księga Miraży, wiersz dedykowany szkolnemu koledze, Stanisławowi Ziembickiemu:

(…)
patrz! – złote kaplice ptaków
w kompozycjach cieni na witrażach
światłocieniem przesuwają się z wolna.
Melodia, której nie słuchasz,
zaraz umilknie w organach –
nie odwracaj myśli od serca,
kościoły najpiękniejsze są rano.
Linia życia łagodnie
na twej dłoni wygięta ku światłu
(…)
A pola były jak miłość
i miedze krokiem szerokie
– kolumbiadami snów, wpław, przeciw prądom –
na zboczach kwietnych gór,
na krawędziach mistycznych ołtarzy
– odpoznasz ciepło rąk drogich
znalezione w Księdze Miraży.
(…)
my
na powiekach rzęsami
jak do modlitwy przymkniętych
wstrzymamy przeciekającą młodość.

Mencel był bardzo głęboko religijny, przyjaźnił się z ojcem Tomaszem Rostworowskim, jezuitą, powstańczym kapelanem, który zaszczepił w poecie żywy kult św. Franciszka z Asyżu i św. Klary. Zainspirowany życiem Świętego, Mencel napisał dramat liryczny Przedświtem. Pisał w nim: „Ukochaj wszystkich ludzi. Miłością zwyciężysz nienawiść. Uśmiechem – zło, modlitwą – grzech, wiarą niezłomną w Prawdę – niepokój śmierci, a Bogiem – siebie”.

W Powstaniu był dowódcą 6 lotnego patrolu megafonów, należącego do Biura Informacji i Propagandy (BiP) AK. Razem ze swoimi ludźmi, zaopatrzony w odpowiednie urządzenia, docierał do każdego prawie miejsca walczącego miasta, tam gdzie nie była słyszana powstańcza radiostacja „Błyskawica”. Redagował i nadawał okolicznościowe programy, sprawozdania z walk, audycje literackie i muzyczne. Zaczynał zwykle sygnałem: „Halo, tu stacja megafonowa powstańczej Warszawy!”.

W 44 dniu Powstania, 12 września, został ciężko ranny pod barykadą na Marszałkowskiej. Zmarł po kilkunastu godzinach, w powstańczym szpitalu u zbiegu ulic Lwowskiej i Koszykowej. Do końca czuwała przy nim matka i sanitariuszka Janka Jędrykówna, jego dziewczyna. Rano, 13 września, pożegnano go modlitwą oraz salwą kompanii honorowej i pochowano na podwórzu jednego z domów przy ul. Śniadeckich. Po wojnie został przeniesiony na cmentarz Powązkowski.

„Rodzimy się jak bogi maleńkie – potem w zetknięciu z życiem tracimy swoją boskość. Ci, którzy zwyciężają życie, nie tracą cech swej boskości. Takim – myślę – było życie Chrystusa, człowieka, który tylu świętych – boskich ludzi – wywoływał swym pojawieniem się (…) Ilekroć gubię siebie, z jeszcze większą wiarą zaczynam od nowa. Z każdym świtem (…) Bo miłość musi być większa niż życie (…) Z Boga wyszliśmy (…) Miłością dociera się wszędzie. A źródło jej znalazłem jak morze (…) Dopóki miłość będzie, dopóty wiara będzie zwyciężać świat. A miłości wystarczy – bo z Boga” – pisał w swoim poemacie Wojciech Mencel.

 

„Ja się śmierci nie boję”

Związany podobnie jak Tadeusz Gajcy z Konfederacją Narodu, poeta, prozaik i krytyk literacki Włodzimierz Pietrzak „Balk” także współtworzył „Sztukę i Naród”, poza tym redagował „Pobudkę” i „Nową Polskę”. Walczył w plutonie „Mieczyków” Batalionu „Czata 49”. Jak wspominała łączniczka „Dalecka” – Halina Andrzejewska, 21 sierpnia „Balkowi” nie udało się odnaleźć i uratować z płonącego budynku żony Ireny. Przed południem 22 sierpnia, siedział z por. Antonim Słapskim „Andrzejem” na klatce schodowej domu na Świętojerskiej. „Akurat mieli chwilę odpoczynku. „Balk swoim zwyczajem zdjął hełm i czytał książkę Huxley’a. W tym momencie jakiś zbłąkany pocisk – bo to nie była linia – uderzył go w wierzch czaszki”. Mimo beznadziejnego stanu Andrzejewska razem z por. Janem Ciecierskim „Jankiem Dąbrowskim” wybłagali u chirurga operację. „,Balka położono na stół operacyjny późno, w każdym razie było ciemno. (…) Chirurg mówił, że nawet nie ma narzędzi, będzie otwierał bormaszynką ślusarską. I tak zresztą zrobił”. Ale operacji nie dokończono, „Balk” zmarł po 10-15 minutach. Pochowano go na Ciasnej, pod murem hali. Pogrzeb prowadził o. Józef Warszawski „Paweł”. „Jedyna satysfakcja, jaka była – stwierdza Andrzejewska – to fakt, że grób kopało dwóch jeńców niemieckich”.WlodzimierzPietrzak_Powazki

W jednym ze swoich wierszy Włodzimierz Pietrzak pisał:

Tędy jutro odejdę
Błękitny zalew
zachodu wsiąka w dotkliwą zieleń lasu,
krew się nad horyzontem cynobrem podniosła-
poczekam, jeszcze może poczekam, a potem –
przez gwiazdy przesypię białomleczną drogę
może to już i czas-
tędy jutro odejdę, otulony chłodem,
ślad moich stóp zostanie na piasku gwiazd.

 

Juliusz Krzyżewski, poeta i radiowiec, który 1 września 1939 roku odczytał w Polskim Radiu orędzie Prezydenta Ignacego Mościckiego do Narodu, w Powstaniu Warszawskim był zastępcą dowódcy plutonu w Batalionie „Łukasiński”.

Nie straszcie mnie śmiercią. Ja się śmierci nie boję,
gdy zasypiam co nocy rozdarty na dwoje;
kiedy jedno daleko i drugie daleko,
oczu mych odbicia noc przykrywa powieką.

Ale życia mojego, gdy błądzę po ciemku,
bez nadziei spoczynku najwięcej się lękam;
kiedy klęka nad moim wypełnionym grobem
moja żywa nad moją umarłą osobą.
Więc nie straszcie mnie śmiercią, bo im więcej umrę,
więcej doznam spokoju i miłości w trumnie…

Podobnie jak Krzysztof Kamil Baczyński został trafiony w głowę przez snajpera. Zginął w 26 dniu Powstania, w czasie walk o kościół Kanoniczek przy placu Teatralnym. Pochowany najpierw w ruinach ratusza, w 1945 roku został przeniesiony na Stare Powązki, gdzie spoczywa obok symbolicznego grobu swojego ojca podchorążego Bohdana Krzyżewskiego, który zginął w wieku 27 lat, 17 maja 1919 roku, w szarży 8 Pułku Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego pod Ołyką.

Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, 80-letni Zenon Przesmycki „Miriam”, poeta, tłumacz i krytyk – legenda Młodej Polski, ukrył w piwnicy swego domu przy ulicy Mazowieckiej 4 skrzynię z rękopisami Norwida. Podobnie zrobił już we wrześniu 1939 roku. Dopiero 7 września 1944 roku rodzina zabrała Przesmyckiego na Kruczą, wcześniej konsekwentnie odmawiał opuszczenia mieszkania. Niedługo po Powstaniu, 10 października, znaleziono go, prawie nieprzytomnego na schodach jednego z domów. Został odprowadzony do szpitala przy ulicy Żurawiej 31, gdzie tydzień później zmarł. Skrzynia z norwidianami ocalała, wydobyta z gruzów domu przy Mazowieckiej, który spłonął doszczętnie, w styczniu 1945 roku. Wśród uratowanych rękopisów był m.in. autograf Vademecum Cypriana Kamila Norwida, a w nim Fortepian Szopena.

Nie ocalił swoich zbiorów inny znany krytyk literacki, poeta, dramaturg i tłumacz, 70-letni Karol Irzykowski, który mieszkał na oryginalnie zaprojektowanym, wybudowanym w latach dwudziestych na Ochocie osiedlu Kolonia Staszica. Piękne domy, wzorowane na polskich barokowych dworach szlacheckich zostały zbombardowane we wrześniu 1939 roku, spłonęła wtedy kolekcjonowana od lat biblioteka Irzykowskiego. W Powstaniu Kolonię Staszica opanowały oddziały RONA. Chory na serce, pisarz postanowił wówczas opuścić mieszkanie przy ulicy Filtrowej. Ranny w nogę, dostał się do szpitala urządzonego w willi „Perełka”, w Milanówku. Potem przeniesiono go do szpitala w Żyrardowie, gdzie leczono też młodych powstańców. Irzykowski zmarł tam 2 listopada 1944 roku z powodu zakażenia rany. Pochowano go na cmentarzu żyrardowskim, z którego został w 1981 roku przeniesiony do rodzinnego grobowca na Cmentarz Rakowicki w Krakowie.

O pokoleniu walczącym w Powstaniu Warszawskim pisał Juliusz Krzyżewski:

O pokolenie moje, mądre i bolesne,
cierpiące nie za siebie, walczące dla innych,
pamięć twoja przeminie, ale nasze dzieci
będą miały dzieciństwo prawdziwie dziecinne…

źródła:

naszdziennik.pl
ewastankiewicz.wordpress.com

DALEJ

strona [3] Rozmowa z Joanną Wieliczką-Szarkową, autorką książki
strona [4] Alfabet Powstania Warszawskiego

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, II wojna światowa, Wywiady i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Powstanie Warszawskie 1944 GLORIA VICTIS

  1. Wk.bardzo pisze:

    Wartości, którymi kierowali się Powstańcy Warszawscy są wieczne. Bo wolność to wartość związana z Polską jak skrzydła z orłem. Środowisko ,,resortowych dzieci” i ich elektorat widzą to inaczej. Definicja ich wolności to dowolna interpretacja według, której nie ma różnicy pomiędzy kurą i orłem. Są z jednej ptasiej rodziny i mają skrzydła. Na dodatek wielki łowczy z ,,Ruskiej Budy”, robi święto kury z czekolady i dla niepoznaki nazywa ją ,,orzeł może”. Ich ptak szybuje niczym ich wolność.

  2. emka pisze:

    Prof. Roszkowski: Powstanie miało wpływ na całą Europę

    Czytaj oryginalny artykuł na: http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/prof-roszkowski-powstanie-mialo-wplyw-na-cala-europe,11297674538#ixzz395U8jzPQ

  3. emka pisze:

    Tadeusz Płużański o niszczeniu obrazu Powstania w PRL-u i dzisiaj.
    W wigilię 70 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w siedzibie SDP odbyło się spotkanie z Leszkiem Żebrowskim, Tadeuszem Płużańskim i prof. Markiem Chodakiewiczem. Przedstawiamy relację wideo z wypowiedzi Tadeusza Płużańskiego poświęconej współczesnemu kontekstowi Powstania Warszawskiego.

    „Skupię się na tym, jak w PRLu opluwano Powstanie Warszawskie i jak jest dzisiaj, czy przypadkiem nie jest tak, że ta komunistyczna propaganda, która niszczyła bohaterów, niszczyła naszych Powstańców nadal nie obowiązuje, bo widzimy szereg elementów, zachowań naszej obecnej władzy, które jednak wpisują się w ten plan niszczenia Powstania i Powstańców Warszawskich.”

    Tadeusz Płużański zacytował ówczesne wypowiedzi Zenona Kliszki, oraz byłego bezpieczniaka, a później propagandysty Ryszarda Nazarewicza i postawił tezę czy nie korespondują z dzisiejszą antypowstaniową propagandą. >Pełna relacja ze spotkania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.