Wacław Grubiński między młotem a sierpem

waclaw_grubinski__1Wacław Grubiński (1883-1973), dramaturg, krytyk i nowelista, znany głównie jako autor utworów komediowych. Aresztowany w styczniu 1940 roku we Lwowie, skazany na śmierć za „kontrrewolucyjną działalność i bluźnierczą sztukę o Leninie”. Po kilkumiesięcznym oczekiwaniu i odwoływaniu wyrok został zamieniony na 10 lat zamknięcia i 4 lata pozbawienia …

praw obywatelskich. Najdłużej przebywał w obozie na Syberii nad rzeką Sośwą. Po układzie Sikorski-Majski zwolniony z obozu przedostaje się do miejsca formowania armii polskiej przez generała Władysława Andersa. Po wojnie mieszkał w Londynie, współpracował z Wiadomościami, pisał eseje i dramaty.

strona [2] „Między młotem a sierpem” (fragmenty)

***

 

Piotr Lisiewicz

Nie strzelać do Komendatna

Wacław Grubiński napisał w 1921 r. komedię „Lenin”. Niemal w dwadzieścia lat później komediopisarza aresztowało lwowskie NKWD. Za wyszydzanie wodza rewolucji dostał karę śmierci. Po 86 dniach i nocach w celi śmierci Sąd Najwyższy ZSRR zamienił mu ją na dziesięć lat łagru.

Sprawa Grubińskiego to chyba jedna z najbardziej absurdalnych opowieści w całej historii komunizmu.

„Mój Lenin!” – wykrzyknął radośnie aresztowany Wacław Grubiński, wyciągając – niczym obdarowane dziecko – rękę po książkę trzymaną przez śledczego z NKWD, który nabrał zapewne wątpliwości co do poczytalności rozmówcy. Odpowiedzi mistrza ironii na kolejne pytania wprawiały go w coraz większe osłupienie.

„– Jak by pan pisywał w Polsce komunistycznej?

– Tak samo, jak dotąd. Czytałem konstytucję sowiecką: wolność słowa, wolność druku, wolność prasy. W Polsce komunistycznej byłaby chyba jeszcze większa wolność słowa drukowanego niż w Polsce dotychczasowej, bo ustrój komunistyczny jest, jak słyszę, najbardziej wolnościowym ustrojem na świecie.

– I swoją sztukę o Leninie napisałby pan tak samo, będąc obywatelem państwa komunistycznego?

– Oczywiście”.

Nie dla młodzieży płci żeńskiej

„Demoralizator” – tak zatytułowany jest tekst Edwarda Słońskiego z „Tygodnika Ilustrowanego” ze stycznia 1913 r. Czytamy w nim: „W towarzystwach mieszanych, w których przeważa młodzież płci żeńskiej, gdy rozmowa, prowadzona na tematy literackie, przyjdzie do tego miejsca, w którem pada imię Wacława Grubińskiego, panie zamężne, a przeważnie starsze, mówią o tym utalentowanym pisarzu, jak się zwykło w przyzwoitym domu mówić o grzechu. […] »Moja pani, to skończony demoralizator« – skarżą się matki i chowają jego książki przed córkami po to jedynie, by tym skwapliwiej wydobyły je ze schowanka”. Ale Słoński broni twórczości 26-letniego Grubińskiego: „Jest tam myśl głębsza, jest jakiś jeden wszędzie krok naprzód w krainę psychiki ludzkiej”.

„Bunt”, „Pijani”, „Kochankowie”, „Taniec”, „Uczta Baltazara”, „Pocałunek”, „Zabawa”, „Niewinna grzesznica”, „Niewierna” „Księżniczka żydowska” – te tytuły przedwojennych utworów scenicznych i nowel Wacława Grubińskiego wskazują, jaką tematyką popularny komediopisarz zajmował się przed wojną.

„Lenin” był więc w jego dorobku sztuką wyraźnie nietypową. Pożółkła książeczka z 1921 r. jest dostępna w warszawskiej Bibliotece Narodowej. Okładka w kolorze brudnej zieleni. 80 stron. Na okładce tytuł: „Lenin. Komedja”. Wydawca: E. Wende i s-ka.

Polskie żarówki na Kremlu

Noc. Elektryczność źle funkcjonuje, przez chwilę zachodzi obawa, że lampy zgasną – w takiej scenerii zaczyna się akcja komedii. Przed katastrofą energetyczną ratują Kreml…, w tym i w gabinet Lenina,… polskie żarówki.

Sztuka przypomina autentyczne wydarzenia – w 1919 r. wybuchł w Moskwie strajk zecerów przeciwko komunistycznej władzy. Zapoczątkował on zamieszki, które omal nie zakończyły się przewrotem. W sztuce Grubińskiego protestujący tłum Lenin przekonuje swym demagogicznym przemówieniem. Na tyle skutecznie, że protestujący przyznają mu rację i zaczynają bić brawo. Ale wtedy na plac wpadają niedoinformowani czekiści z Trockim na czele i zaczynają – niepotrzebną już – masakrę.

waclaw_grubinski__2W komedii pojawia się kilka historycznych postaci. Anatolij Łunaczarski, ludowy komisarz oświaty, tłumaczy: Bardzo łatwo dowieść, że Heraklit, ten starogrecki mityczny mędrzec, był ojcem powojennego komunizmu. Na Kreml przybywa też Georges Sadoul, francuski marksista, historyk, publicysta „L’Humanite”, zachwycony łagodnością władzy, która w wyjątkowo delikatny sposób… zgładziła znaną aktorkę. Postanowiono oszczędzić wrażliwej artystce niemiłych wstrząśnień związanych z aresztowaniem, wyrokiem śmierci i oficjalną egzekucją. Zgładzono ją najniespodziewaniej, gdy myślała tylko o scenie i o swoim wyglądzie. Pięknie! A zagranica trąbi o nieludzkich okrucieństwach bolszewików!. Jest także pisarz Maksym Gorki, ideologiczny komunista, któremu przestaje się podobać praktyka działania władzy: Wasza armja proletariacka, cała wasza pracująca Rosja, to także burżuje, to także kapitaliści, choć bez kapitału, to jest to samo nikczemne robactwo burżuazyjne, tylko że przemalowane na czerwono.
Jest też postać fikcyjna – sekretarz Lenina Gotorpow. Pod tym pseudonimem kryje się oszczędzony przez wodza rewolucji car Mikołaj. Toczy on dyskusje z Leninem, usiłując dociec, jak doszło do tego, że on sam stracił władzę. Mamy np. taki dialog na tenże temat:

Lenin (z uśmiechem)
Ponieważ pod twoim panowaniem nie było ani wolności, ani bezpieczeństwa
Gotorpow (gorąco):
A teraz?
Lenin
Teraz ludzie nie mają czasu myśleć o takich głupstwach.
Gotorpow
O jakich?
Lenin
O wolności, lub o bezpieczeństwie.
Gotorpow (znów zdumiony)
Więc o czym teraz myślą?
Lenin
O jedzeniu. Tylko jedzeniu.
Gotorpow
Ależ jedzenia także nie ma!
Lenin
Właśnie dlatego o nim myślą.

„Lenin” to sztuka napisana zaledwie

w cztery lata po rewolucji październikowej. Pada w niej jednak – jako bodaj w pierwszej – kilka prekursorskich zdań, które powtarzać się będą w książkach pisarzy, którzy poznają komunizm na własnej skórze. Lenin mówi: Aby zostać bolszewikiem, trzeba zrozumieć, jak bezgranicznej pogardy warci są ludzie.

Niektórzy ówcześni recenzenci krytykowali użycie groteski do opisywania zbrodniczego ustroju. Jak słusznie pisze Joanna Raźny: „Z perspektywy czasu wydaje się jednak, że intuicja […] Grubińskiego nie zawiodła, zaś mówienie o mechanizmach rodzącego się państwa totalitarnego za pomocą ironii, satyry i groteski miało się okazać zabiegiem niezwykle produktywnym literacko, o czym świadczą sztuki Antoniego Słonimskiego czy Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, a współcześnie – dramaty Sławomira Mrożka” („Zapomniany mistrz słowa”, Prace Polonistyczne, Ser. 54, 1999. Z powyższej pracy oraz z innego artykułu Raźny – „Modernistyczny okres twórczości Wacława Grubińskiego” w Acta UL, Fol. Lit. Pol., z. 6., 2003 – korzystam często w niniejszym tekście. Należą one do nielicznych współczesnych publikacji na jego temat).

O podobieństwie rozpustnika do Jego Cesarskiej Mości

Gdy Wacław Jerzy Alojzy Grubiński pisał sztukę „Lenin”, był już postacią popularną. Urodził się 25 stycznia 1883 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny o artystycznych tradycjach. Ojciec Henryk był znanym przed I wojną światową reżyserem, aktorem oraz dyrektorem teatrów w Warszawie, w Łodzi i w Kijowie. Wykładał też dykcję i deklamację w szkole działającej przy warszawskim Teatrze Muzycznym. Matka, Gabriela Maria z Meunierów, występowała podobnie jak jej siostry na scenie baletowej Warszawskich Teatrów Rządowych. Nazwisko panieńskie matki związane był z jej francuskimi korzeniami. Dziadek od strony matki był tancerzem, choreografem, a także kierownikiem warszawskiej szkoły baletowej. Francuskie pochodzenie będzie dawać o sobie znać w twórczości zafascynowanego tym krajem pisarza. „Francya – między narodami – jest cudownem dzieckiem” – pisał w „Tygodniku Ilustrowanym” (12/1913).

Po ukończeniu szkoły średniej Grubiński kilka lat podróżował po Europie, studiując literaturę, filozofię i nauki społeczne. Dzięki ojcu 18-latek Grubiński poznał w 1901 r., w czasie próby w teatrze, Stanisława Przybyszewskiego. Przybyszewski stanie się wkrótce jego nauczycielem, a z czasem przyjacielem. We wstępie do debiutanckiego dramatu Grubińskiego „Na rubieży” z 1906 r. Przybyszewski zaznaczy, że pierwszy raz zdarza mu się wspierać w ten sposób młodego twórcę: „Twierdzę z całą pewnością, że imię Wacława Grubińskiego przejdzie chlubnie do literatury polskiej”.

W 1907 r. carskie władze wytoczyły Grubińskiemu pierwszy w życiu proces za publikację opowieści rewolucyjnej „Uczta Baltazara”. Postawiono mu zarzut agitacji na rzecz obalenia porządku państwowego. Pisarz oskarżony też został o bezbożność i obrazę majestatu, zaś nakład skonfiskowano. Ale carska Rosja była znacznie mniej sprawna, gdy chodzi o represje, od sowieckiej. Dzięki niekonwencjonalnej obronie adwokata Kułakowskiego Grubiński wygrał proces. „To ja pana oskarżam, panie prokuratorze, że w Baltazarze Sto Pierwszym, w tym rozpustniku i despocie, dopatruje się pan podobieństwa do Jego Cesarskiej Mości, którego czyste życie rodzinne nam wszystkim jest tak dobrze znane”.

W opublikowanym już na emigracji szkicu „O literaturze i literatach” Grubiński wspominał będzie tamte czasy: „W Polsce, jak nigdzie indziej, teatr odgrywał rolę polityczną, i to nie tylko przez dramat, sztuki ideowe lub historyczne. Cudzoziemska farsa, zwariowana operetka umiały najniespodziewaniej mieć akcenty polityczne! Posiadaliśmy aktorów umiejących tak mówić najniewinniejsze zdania w krotochwili, że te błahe zdania stawały się aluzjami politycznymi i narodowymi deklaracjami. Cenzor rosyjski nie rozumiał, dlaczego w pewnej chwili publiczność wybuchała oklaskami”.

W sprzeczności z moralnością publiczną

Jak pisze dalej Joanna Raźny, sławę Grubińskiego jako skandalisty ugruntowała warszawska prapremiera „Kochanków”: „Powodem powszechnego zgorszenia było amoralne potraktowanie przez autora motywu kazirodczej miłości matki i syna, a także fakt, że pisarz pozbawił temat tragizmu”. Władze zabroniły wystawiania sztuki na prowincji, uznając, że stoi to w sprzeczności z moralnością publiczną. Po pewnym czasie na wyjazdowe występy zezwolono, ale „zastrzeżono sobie ich warszawską obsadę, dając w ten sposób wyraz przekonaniu, iż tylko w mistrzowskiej interpretacji Marii Przybyłko-Potockiej, Juliusza Osterwy i Wojciecha Brydzińskiego »niemoralna« sztuka stanie się mniej »szkodliwa«”. Rozgłos pomógł uzyskać „Kochankom” sukces za granicą – sztukę wystawiono m.in. w Paryżu i w Pradze.

Także „Lenin” osiągnął sukcesy zagraniczne. W 1929 r. sztuka została wystawiona na prestiżowej scenie londyńskiego International Theatre. „Publiczność i prasa londyńska przyjęła przedstawienie z uznaniem. Przyczyniła się do tego, być może, obecność na premierze Bernarda Shawa, o którym wiedziano, że unika premier – cudzych” – wspominał po niemal półwieczu „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” z 1973 r. nr 41 Wiesław Wohnout.

Do sztuk przyjętych przychylnie należała „Piękna Helena”. Kornel Makuszyński pisał: „Komedia ta jest przemiłym drobiazgiem, bibelotem zrobionym przez czułego artystę, który swój fach doprowadził do doskonałości. Nie wyrzeźbi pomnika, bo nie umie się parać z kamieniem, ale wyrzeźbić potrafi ze słoniowej kości” („Rzeczpospolita”, 1921, nr 303). Podobnie ocenił sztukę Jan Lechoń, który na łamach pisma „Pro Arte” z 1919 r. nazwał ją „prześlicznym kaprysem”, wśród literackich poprzedników pisarza wymieniając wspomnianego Bernarda Shawa oraz librecistów operetek Jakuba Offenbacha – Henriego Meilhaca i Ludovica Halevy’ego. Przedwcześnie zmarłej żonie Janinie Szymbortównie poświęcił sztukę „Taniec”.

Przez cały czas doradcą Grubińskiego pozostawał Przybyszewski. Gdy widział, że młodszy pisarz zanadto kieruje się gustami warszawskich elit, namawiał go w liście: „Wyjedź z Warszawy, zerwij wszystkie stosunki, które Cię z nią łączą, wypleń doszczętnie z swej duszy ten ohydny warszawski kabotynizm, zaszyj się gdzieś na wsi, albo wyjedź za granicę, a będziesz tym dla swojej generacji, którym ja przy innych warunkach byłbym mógł zostać dla mojej, gdyby mnie nie był kabotyński Kraków zaprzepaścił”.

Gołe kobiety, o ile się trafią ładne

Grubiński nie wyjechał. W latach 1928–1931 redagował czasopisma „Teatr i Życie Wytworne” oraz „Echa Tygodnia”. Pierwsze z nich, bogato ilustrowane, to dziś niezastąpione źródło wiedzy o codziennych rozrywkach warszawskich elit.

Zdzisław Kleszczyński, którego Grubiński zaprosił do współpracy z „Teatrem i Życiem Wytwornym”, tak wspomina wstępną rozmowę z nim:

„– Będą gołe kobiety?
– O ile się trafią ładne…
– Słusznie, ale nie na wszystkich stronach numeru?
– Nie zamierzamy wydawać prospektu łaźni.
– Będziecie pisali wyłącznie o aktorkach… czy też i o aktorach?
– W ogóle o teatrze.
– Więc i o autorach?
– Oczywiście. […]
– No to… Panie Boże dopomóż…
– Panie Boże zapłać”.

„Teatr obraliśmy za ostoję pisma, albowiem dookoła teatru skupia się elita umysłowa społeczeństwa” – czytamy w odredakcyjnym wstępniaku w pierwszym numerze pisma. I dalej: „Życie zaś wytworne nie zamierzamy wtłaczać w ciasne ramki kosztownych perfum i lśniących limuzyn”. Kleszczyński formułował tytułową ideę tak: „Zawsze – i we wszystkiem – należy dążyć do zachowania umiaru”.
Lektura pisma Grubińskiego mówi wiele o jego odbiorcach. Bodaj najbardziej obrazowo – zamieszczane w nim reklamy. Mamy więc zachętę do zakupu wspomnianych samochodów i perfum, a także: dywanów, tapet, farb do włosów, alkoholu i czekolady. Oraz – maszyn do pisania.

Citroen to „idealny samochód dla pań, premjowany w roku bieżącym na konkursach piękności i elegancji w Paryżu, Rzymie, Medjolanie i Berlinie” – głosi jedna z reklam. Inni mogą wybrać „wszędzie podziwiany samochód Peugeot”. Siostry Loda i Zizi Halama reklamują w obcisłych skąpych strojach szampana. A autor reklamy mydła „Elida” pyta: „Po cóż więc kupować drugorzędne lub nieznane mydła toaletowe?”. Podpis pod innym zdjęciem głosi: „W buduarze p. Janiny Sokołowskiej uroczej artystki teatru Nowości widzimy wyłącznie kosmetyki Pulsa, gdyż posiadają one niezwykle subtelny zapach i znakomicie konserwują cerę”. Dzięki zdjęciom w piśmie możemy dowiedzieć się też, jak wyglądała słynna „Oaza”, w której rozrabiał Wieniawa-Długoszowski.

Za odpowiednią dbałością o wytworność w życiu codziennym agitował zawzięcie sam Grubiński. Choćby tłumacząc: „Słowacki pisał do matki, że źle ubranego Mickiewicza nie wpuszczono do jakiegoś nocnego lokalu w Paryżu. Stąd wniosek, że i geniusz dbać musi o ubranie”.

Przyjaciele Grubińskiego wspominali zgodnie, że „ideologię” wytworności pisarz wprowadzał w życie z żelazną konsekwencją. We „Wspomnieniach starego księgarza” Ludwika Fiszera czytamy: „W przeciwieństwie od większości literatów polskich był on zawsze wytwornie ubrany i nigdy nie pozwalał płacić za siebie rachunków. Nie pił i nie palił, twierdząc, że przeszkadzałoby mu to w uwodzeniu kobiet, czemu się z pasją poświęcał”.

Dorobek Grubińskiego przyniósł mu w przedwojennym polskim i europejskim życiu kulturalnym wysoką pozycję. Od 1931 r. stał na czele Związku Autorów Dramatycznych. Był też wiceprezesem Międzynarodowej Konferencji Autorów Scenicznych i Kompozytorów Operowych z siedzibą w Paryżu.

Na uznanie pisarskiej rangi Grubińskiego jako prozaika wpływ miały wydane w 1938 r. „Listy pogańskie”, apokryficzne opowieści z czasów Chrystusa. W 1939 r. pisarz został za nie wyróżniony nagrodą Polskiej Akademii Literatury.

Mamy różne sposoby na kłamiących

Po wybuchu II wojny światowej Grubiński trafił jako uchodźca do Lwowa, który zajęty został przez Sowietów. Bohdan Urbankowski w „Czerwonej mszy” pisze: „We Lwowie znalazł się w sytuacji równie trudnej, jak inni »bieżeńcy«, np. Wat czy Putrament. Tylko Wat od razu zgłosił się do »Czerwonego Sztandaru«, wygłosił samokrytykę potępiającą młodzieńcze odchylenia i chwalącą ustrój Sowietów i został sekretarzem Komorgu… Putrament, którego ojciec był oficerem KOP-u, też podpisywał wszelkie możliwe listy lojalności. Grubiński takie postępowanie uważał za niesmaczne, powtarzał, że trzeba »trzymać fason«. Czekał. Z ironii i pogardy uczynił sobie lekki, ale dobrze chroniący pancerz”.

Czekanie trwało do 23 stycznia 1940 r. nad ranem. Wówczas to do domu przyjaciół pisarza, w którym spał, zapukało NKWD. Jedno z przesłuchań opisał tak:

„– My jesteśmy wywiad. Czerwony wywiad! Pan rozumie?!
Odpowiedziałem z uśmiechem, który z pewnością także był ironiczny.
– Rozumiem.
– Gdyby pan skłamał… Mamy różne sposoby na kłamiących. Guma…
Wysunął szufladę, sięgnął do jej wnętrza, powstrzymał się jednak i powiedział:
– Nie, my nie bijemy. To u was, wasza polska policja biła podczas badania. My mamy właśnie polskie pałki gumowe. I bijemy nimi tylko polskich policjantów. Trudno! Tak się należy.
– Och, to bardzo przykre! Przykre dla panów – powiedziałem współczująco”.

Z podobnych fragmentów składają się łagrowe wspomnienia Grubińskiego, który ujął je po części w formę wiernie spisywanych dialogów, tak, jakby pisał kolejną komedię. Złożyły się one na bodaj najważniejszą w jego twórczości książkę – „Między sierpem a młotem”.

„Siedziałem na stołku bez oparcia pod ścianą, mój śledczy jadł śniadanie, pił białą kawę z białymi bułeczkami, potem zapalił papierosa i chodził po pokoju” – wspominał Grubiński. „Rzadko na mnie patrzył wprost. Pytania cedził, słowom nadawał wielkie znaczenie, ale wszystko razem było bez znaczenia. Zaczynałem się nudzić”.

„– O polityce pan pisywał?
– Nie.
– Przeciwko ZSRR pan nie pisał?
– Nie przypominam sobie. Nie jestem politykiem. Jako felietonista poruszałem najrozmaitsze tematy, możliwe, że i ten poruszałem również. Napisałem setki felietonów.
– W jakim duchu pan pisał?
– W każdym razie nie w komunistycznym.
– Jest taki sposób pisania, że pisze się biało, a wychodzi zielono albo pisze się niebiesko, a wychodzi czerwono.
– Owszem, ale tak się pisze w krajach, gdzie nie ma wolności prasy. W Polsce mogłem pisać wszystko, co chciałem. Nigdy nie miałem zatargów z cenzurą, mimo, że uchodzę za pisarza śmiałego, bardzo postępowego”.

Wreszcie przesłuchanie skręciło ku sednu sprawy:

„– Napisał pan sztukę o Leninie.
– Napisałem.
– A mówi pan, że nie pisywał na tematy polityczne.
– To nie jest sztuka polityczna.
– A jaka?
– Filozoficzna.
Śledczy pokręcił głową.
– Lenin był politykiem – rzekł.
– W mojej sztuce nie rozpatruje się programu komunistycznego.
– Więc co jest treścią pańskiej sztuki?
– Rewolucja. Każda rewolucja. Fizjologia rewolucji. Jak ma się odbywać rewolucja, żeby była uwieńczona zwycięstwem. Jakich elementów wymaga rewolucja, żeby mogła zwyciężyć.
– Pan pokazuje Lenina jako dyktatora?
Z tonu, jakim był wypowiedziany wyraz »dyktator« zrozumiałem, że być dyktatorem byłoby dla Lenina obelgą. Kategorycznie zaprzeczyłem:
– Nie!
– A czym jest Lenin w pańskiej sztuce?
– Silnym wodzem, prowadzącym rewolucję do zwycięstwa.

Epikur, wie pan, starożytny filozof grecki

Ironia Grubińskiego w zderzeniu z zadaniem udowodnienia mu „winy”, jakie stanęło przed śledczymi, obfitowała w nieporozumienia. Podejrzany zeznawał: „Komunistą nie jestem, tego panu mówić nie potrzebuję, ale też nie należę do żadnej partii politycznej, idąc za radą Epikura, wie pan, starożytny filozof grecki, który uważał, że zajmowanie się polityką nie dowodzi rozumu”. Notował później: „Ugryzłem się w język, ale za późno. Śledczy przemilczał jednak ten mój kontrrewolucyjny argument”.
Kiedy indziej było tak:

„– Pan Grubiński się przestraszył, że będzie bolało?
Odpowiedziałem chłodno i z impertynencką uprzejmością:
– Pana Grubińskiego może boleć, ale bez przestrachu”.

Tymon Terlecki w tekście „Czterej nagrodzeni” w londyńskich „Wiadomościach”, z 1950, nr 50, pisał: „Warszawski dandys, kokieteryjny gorszyciel filistrów, uśmiechnięty dowcipniś wytrzymał ze spokojem i godnością […] ponure barbarzyństwo i ponurą katorgę łagrów. W tej próbie okazało się, że lekkomyślna i lekkoduchowska, frywolna, żartobliwa postawa wobec życia jest męstwem wstydliwym, męstwem, które wstydzi nazywać siebie po imieniu i wystawiać na pokaz publiczny”. A także, w eseju „Literatura na emigracji” z 1951 r.: „swymi pojęciami bliższy XIX stuleciu niż naszej konwulsjami wstrząsanej epoce, we wspomnieniach o Rosji »Między młotem a sierpem« dał świadectwo, które jest zwycięskim sprawdzeniem i uwierzytelnieniem jego postawy wobec świata”.

Polscy pisarze potępiają walczącego burżuja

Wyrok skazujący na karę śmierci Grubiński zawdzięczał także po części polskim pisarzom, którzy sporządzili ekspertyzę oceniającą jego sztukę. Prawdopodobnie to któryś z nich poinformował NKWD o komedii sprzed dwu dziesięcioleci. Urbankowski pisze w „Czerwonej mszy”: „Spośród sześciu nazwisk Grubiński zapamiętał dwa: Putramenta i Machniewicza. Nie byli to jednak jedyni eksperci do wynajęcia. Opierając się na wspomnieniach także innych pisarzy-łagierników, Czuchnowski zrekonstruował listę, która obejmowała także Szenwalda, Piacha, Pareckiego, Pasternaka i jako najważniejszego – Borejszę” (chodzi o maszynopis Mariana Czuchnowskiego „Z Moskwy do Moskwy” – przyp. PL). Eksperci potępili sztukę, autora nazwali »wrogiem proletariatu« i »walczącym burżujem«”.

Po pół roku pobytu w więzieniu zamarstynowskim Grubińskiego przewieziono do Horodni, gdzie wydany miał być wyrok. Pisarz odniósł wrażenie, że sztuka znana jest sędziemu jedynie z „ekspertyzy” Polaków. Konkluzja prokuratorskiej mowy mówiła o „agitacji kontrrewolucyjnej w czasie działań wojennych”. Po długiej mowie prokuratorskiej głos zabrał przyznany z urzędu obrońca, który wygłosił: „Według mnie, na podstawie paragrafu (takiego a takiego) Grubińskiego nie należy skazywać na najwyższy wymiar kary”. Pisarz odnotował: „Mowa nie była długa – pomyślałem”. W ostatnim słowie stwierdził: „Chciałem tylko powiedzieć, że mi się bardzo podobało przemówienie obywatela prokuratora. Co prawda, nie dotyczyło ono mojej osoby, ale podobało mi się jako dramaturgowi. I chciałem podziękować obywatelowi obrońcy za jego mowę obrończą”. „Usiadłem” – wspominał później. „Usiadłszy, pomyślałem zaraz: „Po co ja ich drażnię” – ale już się stało”.

Siedział w kolejnych obozach i więzieniach, m.in. w Magnitogorsku, Wierchnieuralsku, Swierdłowsku i Soświe. Maria Danilewicz-Zielińska w „Szkicach o literaturze emigracyjnej” tak pisała o postawie Grubińskiego: „Właściwie nie uwięziono go i nie ujarzmiono: przez cały czas fizycznej utraty wolności był widzem obserwującym ze stoicką wyrozumiałością i ogromnym poczuciem humoru jakieś surrealistyczne widowisko. Był stuprocentowo niezdolny do uczestnictwa w walce o lepszy kąt w celi, większą pajdę chleba czy dolewkę zupy. Bronił tylko zawzięcie i konsekwentnie palta z futrzanym kołnierzem, które ocaliło mu życie”.

Gdy pomimo amnestii ogłoszonej po zawarciu paktu Majski–Sikorski NKWD nie chciało wypuścić Polaków z łagru, ogłosił głodówkę. Nie tylko we własnej sprawie, którą dałoby się pewnie załatwić, ale także kolegów. Wyszedł ostatni, poważnie chory. Wraz z armią Andersa, by przez Kujbyszew, Persję, Indie afrykański Durban i Capetown dotrzeć do Szkocji i Anglii.

Przeciw publikowaniu w kraju

Po przyjeździe do Londynu Grubiński włączył się w życie emigracji. Jak twierdziła Danilewicz-Zielińska, Grubiński „należał do tych nielicznych, którzy potrafią zrzucić z siebie ciężar koszmarnych wspomnień i wrócić do normalnego życia i pracy. Napisanie „Między młotem a sierpem” było dla niego odpowiednikiem spowiedzi. Wyrzuciwszy z siebie ciężar wspomnień – uwolnił się od ich władzy”.

Tymon Terlecki w zbiorze „Spotkania ze swoimi” wspominał: „W szczupłym gronie: Wacław Grubiński, Stanisław Baliński, Marian Hemar, Zahorska i ja – schodziliśmy się regularnie co tydzień na 86 Avenue Road koło stacji podziemnej Swiss Cottage, w staroświeckim białym domu wśród wysokopiennych drzew, w którym mieściło się także Ministerstwo Informacji i Dokumentacji już nieuznawanego rządu Rzeczypospolitej. Zabezpieczyliśmy rozproszone i zagrożone zatratą księgozbiory. Przez pewien czas firmowaliśmy »Wiadomości«. Urządzaliśmy cykle odczytów i wieczorów literackich”.

Podpis Grubińskiego znajdujemy pod uchwałą Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie z 1947 r., uznającą za „niezgodne z sumieniem narodowym i powołaniem pisarskim ogłaszanie w pismach kierowanych i nadzorowanych przez władze narzucone utworów swoich, dawnych i nowych”.

Sprawa jego perypetii stała się argumentem przeciwko tym, którzy chcieli szukać z komunistami kompromisu. Terlecki pisał o takich koncepcjach: „Zdążają one ni mniej nie więcej – tylko do jakiejś samoreglamentacji, do totalnego planowania literatury poza Krajem z punktu widzenia tego, co wolno, a czego nie wolno w Kraju […] Grubińskiemu nie wolno pisać o procesie i wyroku śmierci za »Lenina«, o pobycie w łagrze, o tym wszystkim, co przetrzymał godnie i jakby na przekór wrodzonym granicom swego temperamentu i uzdolnienia pisarskiego”.

Lokaj jest zażartszym arystokratą niż hrabia

PRL nie chciała mieć z pisarzem, mimo jego „postępowości”, nic wspólnego. W liście do Juliusza Sakowskiego z 7 stycznia 1965 r. pisał: „W Polsce jestem autorem zakazanym przez rząd komunistyczny, czyli rozstrzelanym cichymi kulomiotami Bieruta. Rosja za napisanie »Lenina« skazała mnie na śmierć, chociaż tam grają inne moje sztuki. Grano je za caratu i za Stalina. Polska jest sroższa: za jednego »Lenina« polska cenzura […] potępiła wszystkie moje komedie, nawet »Niewinną grzesznicę«, »Lampę Aladyna« i »Taniec«. Lokaj jest zawsze zażartszym arystokratą niż hrabia”.

Polska Ludowa nie tolerowała go zresztą z wzajemnością – do końca nie zgadzał się na publikowanie w kraju swoich dzieł. W porównaniu z bogatą twórczością przedwojenną, na emigracji Grubiński pisał stosunkowo niewiele. W 1944 r. ukazał się scenariusz „Bajki Ulissesa a rzeczywistość Agamemnona”. W 1948 r. wydał zbiór szkiców „O literaturze i literatach”. W 1953 r. napisał powieść filmową „Pani Sapowska”. W 1963 r. ukazała się poszerzona wersja „Listów pogańskich”. Oprócz tego sporo pisywał do emigracyjnych pism, a także parał się działalnością edytorską, zajmując się wydaniem nowel Prusa czy zbioru „Literatura a polityka”. Według Danilewicz-Zielińskiej był „przykładem epigona, który przeżył sam siebie” i „do późnej starości zachował wygląd pięćdziesięciolatka, przy kompletnej ruinie warsztatu pisarskiego”. Ale czytelnicy wciąż cenili jego dorobek. Wybrali go do tzw. Akademii Grydzewskiego, przyznającej emigracyjne nagrody literackie.

Przeżył nie tylko wyrok śmierci, ale i niemal wszystkich rówieśników. Jak wspominała Danilewicz-Zielińska, „ostatnie 30 lat życia spędzić mu wypadło w Londynie w bardzo skromnych warunkach, w oparciu o doraźne subwencje, nagrody i angielskie ubezpieczenie dla starców. Przesypiał ponoć dla oszczędności śniadania i dopiero koło południa przygotowywał sobie niezdarnie skromny posiłek – i dopiero wieczorem budził się w nim dawny elegant warszawski i wyświeżony ruszał na kolację do Srebrnej Ostrogi i spotkania z wiernymi przyjaciółmi. Długie kawiarniane rozmowy obracały się dookoła wydarzeń politycznych” („Kresy”, 1/94).

Zmarł w 1973 r., mając 90 lat. Juliusz Sakowski pisał po jego śmierci w londyńskich „Wiadomościach”: „Zamiast patosu miał półuśmiech, zamiast grandilokwencji – zwięzłość, zamiast nadmiaru – umiar”. Józefa Radzymińska w „Książkach i przyjaźniach”, zapamiętała go tak: „Ten stary pan […] umiał w najsmutniejszych chwilach swego życia zachować pogodę i zachwyt dla świata”.

Nowe Państwo Nr. 13/2007 NGP

DALEJ

strona [2] „Między młotem a sierpem” (fragmenty)

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, II wojna światowa, Opowiadania, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.