Proces

Do_Rzeczy_05_2014_banner-624x371Proces sądowy w sprawie afery marszałkowej rozpoczął się 8 czerwca 2011 roku. Na liście świadków znajdowały się m.in. nazwiska Bronisława Komorowskiego, Krzysztofa Bondaryka, Pawła Grasia, Antoniego Macierewicza oraz znanych postaci życia publicznego.  – Fragment nowej książki Aleksandra Ściosa „Afera marszałkowa”.

Proces sądowy w sprawie afery marszałkowej rozpoczął się 8 czerwca 2011 roku przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Na liście świadków znajdowały się m.in. nazwiska Bronisława Komorowskiego, Krzysztofa Bondaryka, Pawła Grasia, Antoniego Macierewicza oraz znanych postaci życia publicznego i wysokich rangą oficerów służb specjalnych.
Już w grudniu 2009 roku, po opublikowaniu komunikatu o skierowaniu do sądu aktu oskarżenia, Wojciech Sumliński, w wywiadzie udzielonym PR1 wyraził nadzieję, że proces odbędzie się przy otwartej kurtynie. To bardzo ważna okoliczność, ponieważ od początku istniała obawa, iż proces może przebiegać pod dyktando pułkownika komunistycznej bezpieki Aleksandra L. W akcie oskarżenia, ten były szef Zarządu I Szefostwa WSW przyznał się do winy i chciał dobrowolnie poddać karze 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat oraz karze grzywny w wysokości 50 tys. zł. Prokuratura poparła to rozstrzygnięcie. Nietrudno zrozumieć, że decyzja Aleksandra L. o przyznaniu do winy wywarła niekorzystny wpływ na pozycję procesową drugiego oskarżonego, a w powstałej sytuacji można było się spodziewać, iż zeznania oficera WSW będą obciążające dla dziennikarza.
Podczas pierwszego posiedzenia sądu doszło do kuriozalnej sytuacji. Obecni na rozprawie Antoni Macierewicz i Piotr Bączek złożyli wniosek o umożliwienie im uczestnictwa w procesie w charakterze oskarżycieli posiłkowych. Wniosek poparł oskarżony Wojciech Sumliński i jego obrońcy, jednak prokurator wyraźnie się temu sprzeciwił.
Obrońcy dziennikarza wskazali na podstawy prawne, w oparciu o które Antoni Macierewicz i Piotr Bączek powinni zostać oskarżycielami posiłkowymi. Wypowiadając się na temat sprawy Antonii Macierewicz wielokrotnie podkreślał, że jego zdaniem na ławie oskarżonych powinien zasiąść nie Wojciech Sumliński, a były oficer WSI ppłk Leszek T. oraz obecny prezydent, Bronisław Komorowski. Antoni Macierewicz złożył w tej sprawie odpowiednie wnioski do prokuratury, nie zostały one jednak uwzględnione.
Do dziś odbyło się kilkadziesiąt rozpraw, podczas których zeznawali m.in. Paweł Graś, Krzysztof Bondaryk, Leszek Pietrzak, Antonii Macierewicz, Sławomir Cenckiewicz.
Zeznań przed sądem nigdy już nie złoży główny i jedyny świadek oskarżenia, ppłk. Leszek Tobiasz. Przez wiele miesięcy Tobiasz skutecznie unikał stawienia w sądzie. Wojciech Sumlinski twierdził: „Tobiasz nie był przesłuchany na żadnej rozprawie – był wzywany na rozprawy i nigdy się nie stawiał – nie wiadomo dlaczego. Na ostatniej rozprawie był nawet sen. Romaszewski, który pytał: „czy można tak nie stawiać się bez końca”.

Podczas rozprawy sądowej w dniu 30 stycznia 2012 roku oskarżony Aleksander L. zapowiedział, iż podczas kolejnego posiedzenia wyznaczonego na dzień 1 marca 2012 ujawni kulisy prowokacji dokonanej przez płk Leszka Tobiasza. W związku z tą zapowiedzią, sędzia Stanisław Zdun oczekiwał od oskarżonego i jego obrońcy ewentualnego wniosku o utajnienie rozprawy i przeprowadzenia jej w sali Sądu Najwyższego wyposażonej w odpowiednie urządzenia antypodsłuchowe. 30 stycznia 2012 sąd zdecydował także o wystosowaniu kolejnego wezwania do Leszka Tobiasza. Również Wojciech Sumliński deklarował, że będzie chciał zadać Tobiaszowi szereg pytań i wykaże, iż główny świadek prokuratury jest kłamcą, zaś sprawa oskarżenia została spreparowana przez ludzi służb specjalnych. W oświadczeniu opublikowanym tuż po rozprawie, Sumliński informował:
„Gdyby udało się przesłuchać płk. Tobiasza, gdybym zadał mu przygotowane przeze mnie pytania, to myślę, że nikt by… Zresztą tak powiedziałem podczas ostatniej rozprawy, że nie mogę się doczekać spotkania w sądzie z płk. Tobiaszem i tego momentu, w którym zadam mu te pytania i jestem ciekaw jego odpowiedzi na te pytania – to jest w aktach sprawy. I mówiłem o tym, że gdy padną te pytania, to wtedy każdy zobaczy, „jaki koń jest”. Tak, jak udało się wykazać, że Lichocki kłamał, tak samo bez problemu wykazałbym to odnośnie Tobiasza.”
Sumliński zapowiadał także, że po zeznaniach pułkownika będzie chciał ewentualnie uzupełnić swoje zeznania oraz złożyć nowe wnioski dowodowe.
Dwa tygodnie przed wyznaczonym przez sąd terminem przesłuchania Tobiasza (tj.1 marca 2012r.) pułkownik WSW/WSI zmarł w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Prokuratura poinformowała, że „Tobiasz uczestniczył w imprezie integracyjnej pracowników Mazowieckiej Wojewódzkiej Komendy OHP. Po zakończeniu tańca upadł na podłogę, stracił przytomność i mimo podjętej reanimacji nie udało się go uratować.”
O wyjaśnienie przyczyn śmierci Tobiasza apelował do prokuratora generalnego poseł PiS Antoni Macierewicz. „W tej sprawie nie może być cienia wątpliwości – podkreślał Macierewicz podczas konferencji prasowej w Sejmie:
– „Zmarł jeden z najważniejszych świadków w procesie tzw. afery marszałkowej, mającej na celu skompromitowanie Komisji Weryfikacyjnej WSI. Płk Leszek Tobiasz miał być w tym tygodniu po raz pierwszy przed sądem przesłuchany”.
Bez wątpienia ppłk Tobiasz był najważniejszym świadkiem w całej sprawie. To na podstawie jego zeznań wszczęto śledztwo i dokonywano szeregu czynności procesowych, m.in. przeszukania domów członków Komisji Weryfikacyjnej. To na jego zeznaniach opierał się akt oskarżenia i cała konstrukcja zarzutów wobec Wojciecha Sumlinskiego.
Zeznania Tobiasza, w wielu miejscach sprzeczne z wersją Komorowskiego, mogły mieć kluczowe znaczenie dla sprawy i być może pozwoliłyby usunąć liczne wątpliwości związane z rolą ówczesnego marszałka Sejmu.
Wojciech Sumlinski podkreślał, że „jak udało się wykazać, że Lichocki kłamał, tak samo bez problemu wykazałbym to odnośnie Tobiasza”. Obrońcy dziennikarza planowali złożenie wniosku o przeprowadzenie konfrontacji, pomiędzy płk. Tobiaszem, płk. L. i przede wszystkim Bronisławem Komorowskim.
Na wieść o śmierci głównego świadka, Sumlinski powiedział: „W swoich zeznaniach w prokuraturze zupełnie co innego mówił pan Tobiasz, a zupełnie co innego pan Komorowski. Przypomnę tylko, że na początku pan Tobiasz w ogóle „zapomniał” powiedzieć, że w ogóle się spotykał z panem Komorowskim, że najpierw złożył zeznania jemu, że coś sobie ustalali przez 2 miesiące podczas tajnych spotkań – w ogóle o tym nie wspomniał. Dopiero później wyszło to w toku postępowania, później te materiały częściowo wyciekły do internetu. No i okazało się, że zupełnie inaczej wyglądają zeznania Tobiasza, a zupełnie inaczej Komorowskiego. One są w wielu punktach wręcz sprzeczne. I dlatego miało dojść do konfrontacji – to także było naszym celem, by weryfikować wiarygodność Tobiasza poprzez jego konfrontację z prezydentem kraju. I do tej konfrontacji miało dojść, jak to planowaliśmy, po przesłuchaniu Tobiasza.”
Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną okoliczność. Oficerowie komunistycznej bezpieki często „zabezpieczali” swoje interesy i nagrywali prowadzone przez siebie rozmowy. Tak działał płk. Aleksander Lichocki i w identyczny sposób postępował ppłk. Tobiasz. Zachowywał się tak wcześniej w sprawie o kryptonimie „Anioł” – nadzorowanej przez niego operacji WSI dotyczącej arcybiskupa poznańskiego Juliusza Paetza.
WSI gromadziły wówczas nagrania i preparowały dokumenty, które miały kompromitować hierarchów Kościoła. Z informacji zawartych w Teczce Nadzoru Szczególnego Kryptonim „Anioł” wynika, iż Tobiasz (wykorzystując Jerzego Wójcickiego, peerelowskiego ministra energetyki) przekazał zaprzyjaźnionym dziennikarzom dokładne dane dotyczące biskupa i użył wcześniejszych nagrań w celu skompromitowania kościelnego hierarchy. Wcześniej też ppłk Tobiasz wykorzystywał zgromadzone przez siebie materiały do pozyskania tajnych współpracowników w środowisku polityków. Po śmierci Tobiasza zwracano uwagę, że nagrywał on wszystkie rozmowy z ważnymi osobami. Natomiast w prokuraturze znalazły się tylko niektóre z tych nagrań, pozostałe zaś trafiły prawdopodobnie do prywatnego archiwum pułkownika. Nie można wykluczyć, że w poczuciu zagrożenia lub działając we własnym interesie Tobiasz miał zamiar upublicznić te nagrania.
Gwałtowna śmierć głównego świadka poważnie skomplikowała sytuację procesową. Niemożliwe będzie przesłuchanie Tobiasza i ustalenie przebiegu wydarzeń, które doprowadziły do procesu sądowego. Niemożliwa będzie weryfikacja jego zeznań złożonych w trakcie śledztwa oraz wykazanie istotnych rozbieżności z zeznaniami Bronisława Komorowskiego. Niemożliwa też będzie realizacja wniosku Wojciecha Sumlińskiego o przeprowadzenie konfrontacji pomiędzy płk. Tobiaszem, płk. Aleksandrem L. i Bronisławem Komorowskim – w celu wyjaśnienia rozlicznych rozbieżności istniejących w zeznaniach tych osób.
Proces w sprawie afery marszałkowej jest zjawiskiem wręcz niezwykłym, jak na standardy cywilizowanego państwa.
Mogłoby się wydawać, że przewód sądowy, w którym rozstrzygają się tak ważne kwestie dotyczące działalności służb specjalnych, udziału najważniejszych polityków i dziennikarzy, będzie budził szczególne zainteresowanie mediów i opinii publicznej. Zarówno kontekst wydarzeń, które doprowadziły do procesu, jak też nazwiska świadków, w tym urzędującego prezydenta, powinny sprawić, że proces ten będzie znajdował się w centrum zainteresowania, stanie się przedmiotem wielu analiz, artykułów prasowych i programów telewizyjnych.
Tymczasem nad sprawą panuje kompletna cisza. Sala sądowa Sądu Rejonowego Warszawa Wola świeci zwykle pustkami, nie ma na niej dziennikarzy ani obserwatorów. Gdyby nie praca kilku blogerów (głównie blogera o ps. ander) nie znalibyśmy nawet przebiegu rozpraw i treści zeznań świadków.
Proces nie wzbudza żadnego zainteresowania głównych mediów, bardzo niechętnie lub zdawkowo informują o nim również media zwane niezależnymi. Nie powstało dotąd ani jedno całościowe sprawozdanie, nie wypowiedział się żaden „autorytet” prawniczy, milczą telewizje i znani publicyści.

Powyższy tekst jest fragmentem rozdziału mojej nowej książki „Afera marszałkowa”. Książka została wydana przez wydawnictwo Bollinari Publishing House i w najbliższych dniach ukaże się w sprzedaży.

Zapraszam do komentarzy na blog Autora: bezdekretu.blogspot.com

zobacz:

 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Historia, III RP i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Proces

  1. Jerzy pisze:

    Ta zasłona przemilczania jest oznaką tego, że coś nie gra pod Żyrandolem.

  2. marat pisze:

    W naszych granicach nic nie gra,albo jak kto woli, gra nie tak jak należy.Wszyscy wiemy,że u nas panuje od 2010 roku dziwna choroba,dotykająca ludzi,którzy wiedzą coś czego nie powinni wiedzieć.Natomiast po aferze „taśmowej” odczuwa się coraz wyraźniej pewien charakterystyczny obraz: „zielona wyspa”.A na tej wyspie pasą się „święte krowy”.Każdy wie,że święte krowy żyją w Indiach,a tu niespodzianka,widać te zwierzątka codziennie.”Święte krowy” wybudowały sobie złocone obory i nie trudno się
    dziwić,że nie wyobrażają sobie zmiany swojej osobowości na żyjące obok grzeczne osiołki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.