Tajemnica polskości

Fot. Józef Chełmoński Autoportret 1902Piotr Szubarczyk

Wiek od śmierci Józefa Chełmońskiego to wystarczający czas, by można o nim powiedzieć, że był jednym z najwybitniejszych mistrzów w historii malarstwa polskiego w ogóle. „Zaklął w swoim malarstwie tajemnicę polskości.”

 

Przed stu laty umarł Józef Chełmoński – jeden z najwybitniejszych polskich malarzy 2 połowy XIX w. i przełomu wieków.

Wiek od śmierci Chełmońskiego to wystarczający czas, by można o nim powiedzieć, że był jednym z najwybitniejszych mistrzów w historii malarstwa polskiego w ogóle. Mówi się o nim, że współtworzył kanon polskiego krajobrazu a jego przedstawienia zwierząt w ruchu są niezrównane.

Urodził się we wsi Boczki w Łowickiem (przez miejscowych ludzi nazywanych dziś powszechnie Boczkami Chełmońskimi…), w zubożałej rodzinie szlacheckiej herbu Prawdzic. Jego ojciec (też Józef, tak samo dziadek) był dzierżawcą majątku Boczki. Trudne i niepewne materialnie życie ówczesnych dzierżawców znamy dobrze z powieści Marii Dąbrowskiej Noce i dnie (postać Bogumiła Niechcica) a także z biografii Stefana Żeromskiego (jego ojciec był dzierżawcą) i z jego Syzyfowych prac.

Przypuszcza się, że wrażliwość artystyczna Józefa była wypięlęgnowana przez jego matkę. Izabela z Łoskowskich była osobą o wielkiej kulturze, kochała sztukę i literaturę. Chełmoński zawsze chętnie wracał do swoich stron rodzinnych, tu odnajdywał siły i natchnienie do nowych prac.

W latach 1867-71 kształcił się w klasie rysunku w Warszawie i w prywatnej pracowni wybitnego malarza Wojciecha Gersona.

Jednak droga do sławy – tak jak w przypadku niemal wszystkich znaczących malarzy polskich jego pokolenia – wiodła przez Monachium (1871-74). Tu się związał z liczną polską kolonią artystyczną. Zaprzyjaźnił się ze starszym o kilka lat Adamem Chmielowskim (św. Bratem Albertem), ze Stanisławem Witkiewiczem i z Antonim Piotrowskim. Po powrocie do kraju  otworzyli wspólną pracownię w warszawskim Hotelu Europejskim.

Krytyka polska nie poznała się początkowo na twórczości Chełmońskiego, w roku 1875 wyjechał na 12 lat do Paryża. Tam zdobył sławę znakomitego malarza i osiągnął niezależność finansową.

Po powrocie do Polski (1887) zamieszkał w Warszawie, potem w ukochanym dworku w Kuklówce, gdzie dokona żywota. Dużo malował, Kuklówka przypominała mu rodzinne Boczki. Starał się żyć w zgodzie z naturą. Zafascynowany był na przykład życiem amerykańskich Indian, sam kiedyś nazwał siebie „Indianinem znad Wisły”…

Miał skłonności do mistycyzmu, co jest o tyle ciekawe, że krytyka w Polsce często mu zarzucała w twórczości „gruby realizm”!

Malował osadzone w mazowieckiej lub w kresowej scenerii (dzięki podróżom poznał Podole i Ukrainę) sceny rodzajowe z życia ziemian, chłopów, Kozaków.

Wspaniale podpatrywał naturę, szczególnie zwierzęta. Jest uznanym mistrzem w przedstawianiu dynamicznych zaprzęgów, często w scenerii rozległych stepów.

Mistyk z Kuklówki pozostał realistą w sposobie prezentacji świata, pozostawiając doznania mistyczne wrażliwości odbiorcy na ten świat.

Za najwybitniejsze dzieła Chełmońskiego uznaje się ŻurawieCzwórkęBabie latoOrkęBociany i Krzyż w zadymce.

XX-wieczny historyk sztuki Maciej Masłowski (*1901 †1976), tak jak Chełmoński z Mazowsza, napisał pięknie, że Chełmoński zaklął w swoim malarstwie tajemnicę polskości.

za: wolnapolska.pl

zobacz: Przemysław Dakowicz, Linia i koło [na marginesie tomu „Pastuszek Chełmońskiego” J.M.Rymkiewicza]

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.