Karol Szymanowski

Karol Szymanowski, ok. 1933 r.ot. Z pamiętników Zofii StryjeńskiejKarol Szymanowski, wielki artysta, którego twórczości i niezwykle malowniczego życia nie daje się zmieścić w żadnych ramach, pozostaje w naszej świadomości jako wspaniały wykwit artyzmu, niepojętych różnorodnych barw talentu. Uznany jest obok Fryderyka Chopina za największego polskiego kompozytora. – pisze Jolanta Wyleżyńska

 

Karol Szymanowski uznany jest obok Fryderyka Chopina za największego polskiego kompozytora.

Urodził się 3 października 1882 r. w majątku Tymoszówka na dalekiej Ukrainie, zmarł 29 marca 1937 r. w sanatorium w Lozannie. Jego muzyka nigdy nie była powszechna, tak jak innych wielkich kompozytorów – np. Bacha, Mozarta, Beethovena. Słuchanie muzyki Szymanowskiego wymaga specyficznej wrażliwości odbiorcy, jak oglądanie np. odrębnego typu malarstwa, rzeźby, czytanie określonej literatury, poezji itd. Obcowanie z tą muzyką może być wspaniałą i frapującą przygodą – powiedział jeden z krytyków muzycznych.

Obywatel świata

Szymanowski był głęboko wrośnięty w Polskę, a zarazem otwarty na cały świat. Miał poczucie patriotyzmu, a nie był kosmpolitą. Jego muzykę uznano wszędzie, rozsławiła imię Polski.
We wczesnym okresie twórczości ulegał wpływom muzyki romantycznej np. Chopina, którego wielbił, a także Ryszarda Straussa. Później kompozytora pochłonęła muzyka impresjonizmu francuskiego, głównie Claude Debussy (1862-1918), który to otworzył muzyce europejskiej nowe drogi rozwoju w zakresie formy i środków wyrazu. Utwory powstałe pod wrażeniem muzyki Debussy’ego oczarowują słuchaczy i wykonawców (m.in. Wandę Wiłkomirską). Dźwiękami malował światło księżyca, dźwiękami wyczarowywał lśnienie połyskliwej wody („Źródło Aretuzy”) itd. Te echa impresjonizmu stają się u Szymanowskiego bardzo liryczne i poetyckie.
Twórczość Szymanowskiego podlega wielu przeobrażeniom; jest to wypracowana w mozole piramida wielu artystycznych dokonań powstałych w różnych środowiskach artystycznych i wielu miejscach liczących się na artystycznej mapie świata (np. Wiedeń, Paryż, Odessa, także Zakopane).
Poprzez bardzo różnorodne dzieje życia kompozytora, chwilami nieprawdopodobnie malownicze i trudne (chociażby z powodu ciężkiej choroby), przewija się motyw wytężonej pracy – muzyka to sprawa, której się powierzył, wbrew pozorom, całkowicie.
Ocalała bardzo obfita korespondencja Szymanowskiego (z przyjaciółmi, rodziną), opracowana przez Teresę Chylińską. Z tej korespondencji, z jej czarującego tonu i pozornie niefrasobliwej narracji rysuje się portret niezwykłego artysty i człowieka wrażliwego, dobrego, ukrywającego często cierpienie.

Dla wielu Szymanowski kojarzy się jedynie z baletem „Harnasie”, którym zasłynął na świecie. Mówi się nawet potocznie – twórca „Harnasi”. W tym utworze wyraża się fascynacja kompozytora muzyką górali tatrzańskich. Czasami nawet używa on tu muzyki góralskiej jako cytatu, ale o bardzo indywidualnej warstwie brzmieniowej. „Harnasie” to także muzyka polska.
Pomysł „Harnasiów” skrystalizował się w Zakopanem na weselu Heleny Gąsienicy-Roj z Mieczysławem Rytardem – kompozytorem. Później scenariuszem zajęli się Rytardowie. Praca nad „Harnasiami” trwała 8 lat. Balet został ukończony w 1931 r., sceniczna premiera miała miejsce w Pradze w maju 1935 r. W 1936 r. wystawi „Harnasie” w Paryżu w Grand Opera sławny tancerz i choreograf pochodzenia rosyjskiego Serge Lifar; sam zresztą zatańczył Harnasia. Spektakl odniósł ogromny sukces. Było to na rok przed śmiercią Szymanowskiego (1937 r. w Lozannie).
Do paryskiej premiery „Harnasi” także przygotowywano się w Warszawie. Konkurs na dekoracje i kostiumy wygrała młoda plastyczka Irena Lorentowiczówna. Opisała ona swoją przygodę z „Harnasiami” w mądrej, uroczej książce „Oczarowania”:
„Kiedy wyjeżdżałam z 1935 r. do Paryża nie wiedziałam, że już pozostanę poza krajem… Wyjechałam z powodu «Harnasiów»… Tam czekał Paryż i Szymanowski… To Leon Schiller (1887-1954) przeczytał nam na wykładzie w Państwowym Instytucie Teatralnym list (poety) Jana Lechonia z Paryża o tym, że sprawa «Harnasiów» się realizuje na scenie Wielkiej Opery Paryskiej. Tylko co robić ze stroną dekoracyjną?…”
Wielu młodych artystów wysłało swoje projekty (z Warszawy) do Paryża, byli wśród nich znani: Teresa Roszkowska, Zofia Stryjeńska, Rafał Malczewski (syn Jacka) i inni. Wygrała Lorentowiczówna. W październiku 1935 r. zjawiła się w Paryżu; później przyjechał Schiller. I zaczęły się szczegółowe rozmyślania nad każdym elementem oprawy plastycznej „Harnasiów”, nad „umuzykalnieniem” rysunku i koloru.
Piszę o tym może zbyt dokładnie, ale właśnie i dzięki oprawie scenograficznej, i kostiumom balet Szymanowskiego miał zabłysnąć całą urodą swojej egzotycznej tam polskiej muzyki, np.wykonano smreki półplastyczne o wysokości 24 m, ramujące scenę, a każdy kolor kostiumu, każda barwa grupy zjawiającej się na scenie musiała odpowiadać kompozycji muzycznej.
Szymanowski takiej koncepcji był bardzo rad, cieszył się, że scenografia unika etnografii: „Bo przecież ja nie chcę Wesela na Kurpiach!” – jak się wyraził (było to popularne wówczas objazdowe widowisko).
Lorentowiczówna opisuje swoje rozmowy z Szymanowskim podczas pracy nad „Harnasiami”; pozostawiły one niezatarte wrażenie wyjątkowej osobowości artysty – czarującej i głęboko intelektualnej.
Szymanowski znowu chory musiał przebywać na południu Francji; wreszcie nastąpiła „harnasiowa wiosna” – gdy przybył do Paryża, był bardzo wzruszony, kiedy zobaczył balet na scenie podczas prób. Premiera „Harnasiów” zgromadziła elitę towarzyską Paryża (był to bowiem tradycyjny abonamentowy spektakl). Egzotyczna, nowoczesna polska muzyka odniosła sukces.
„Niektóre tańce oklaskiwano przy podniesionej kurtynie, po zakończeniu przedstawienia owacje trwały tak długo, że kurtyna musiała iść w górę kilkanaście razy; we wszystkich dziennikach paryskich ukazały się wtedy entuzjastyczne recenzje” – wspominała Lorentowiczówna. „Harnasiami” Szymanowski zasłynął w świecie.

„Stabat Mater”

Bardzo ważnym w twórczości Szymanowskiego utworem jest „Stabat Mater”.
To jeden z tych utworów w muzyce polskiej w ogóle, które oczarowują jakąś monumentalną prostotą, nastrojem misteryjnym, a zarazem są autentycznym przeżyciem religijnym, wyrażonym środkami wysokiej sztuki.
Powodów, które skłoniły Szymanowskiego do napisania tego dzieła, było kilka. Jeden z nich to zamówienie warszawskiego przedsiębiorcy i mecenasa sztuki Bronisława Krystalla, który chciał upamiętnić śmierć swojej żony utworem „Requiem”; Szymanowski proponuje „Stabat Mater”, a na partyturze tej kompozycji pisze: „ Pamięci Izabeli Krystallowej”.
„Stabat Mater” jest napisane na sopran, alt, baryton solo, chór mieszany i orkiestrę, składa się z 6 części:

Stała Matka bolejąca I któż widział tak cierpiącą O Matko Źródło Wszechmiłości Spraw niech płaczę z Tobą razem Panno słoda racz mozołem Chrystus niech mi będzie grobem
Pierwsze wykonanie – 11 stycznia 1929 r. w Filharmonii Warszawskiej; dyrygował Grzegorz Fitelberg.
Szymanowski od wielu lat myślał o polskiej muzyce religijnej. Chciał, żeby tekst był powszechnie rozumiany. Dlatego poeta Józef Jankowski dokonał przekładu sekwencji na język polski. W „Stabat Mater” słychać wpływ polskiej pieśni ludowej w partiach wokalnych i w głosie chóru. Szymanowski odtworzył klimat wiejskiego kościółka z ulubionymi przez niego „Gorzkimi żalami” i litaniami. Litania, jaką możemy usłyszeć na Mazowszu i Podlasiu, jest recytowana męskimi głosami. Nawiązał też do muzyki polskiego średniowiecza – dało to efekt niezapomniany, misteryjny. Sam kompozytor uznał, że ostatnie części „Stabat Mater” to najpiękniejsza muzyka jaką kiedykolwiek napisał. W „Stabat Mater” uzyskał to, czego poszukiwał zawsze – własny styl, muzyczną prawdę.

Dogonił muzykę światową

Aby poszerzyć ogólną wiedzę o wielkim kompozytorze, przypomnę hasło z książki: „Czy wiesz, kto to jest?”, wydanej w okresie międzywojennym w 1938 r. pod ogólną redakcją Stanisława Łozy. Książka ta jest dziś niezmiernie interesującą encyklopedią międzywojnia w Polsce: „Karol Szymanowski – muzyk, kompozytor, ur. 1882 r. w Tymoszówce na Ukrainie, syn Stanisława i Anny z baronów Taube. Studia muzyczne i kompozytorskie odbył w Warszawie. Następnie studiował w Berlinie. Podczas wojny światowej przebywał na Ukrainie. Po przewrocie bolszewickim wraca do Warszawy. Profesor konserwatorium muzycznego, później rektor tamże.
Ogłosił m.in.: pieśni do słów Kazimierza Przerwy-Tetmajera, wariacje na tematy ludowe, etiudę b-moll, preludia, operę «Hagith», «Pieśni miłosne Hafiza», pieśni do słów Tadeusza Micińskiego – jego wierszy zamieszczonych w «Chimerze» 1903 r., operę «Król Roger» do libretta Jarosława Iwaszkiewicza, «Stabat Mater», balet «Harnasie», mazurki, «Słopiewnie» – wg. Juliana Tuwima, «Rymy dziecięce» – wg. Kazimiery Iłłakowiczówny. W 1935 r. otrzymuje nagrodę muzyczną m.st. Warszawy; odznaczony O.P 1”.
Zygmunt Mycielski – pisał w 1957 r., w dwudziestą rocznicę śmierci Karola Szymanowskiego: „…Pisano o Szymanowskim dużo za życia, jeszcze więcej po śmierci. Dzisiaj można już zrobić rodzaj próbnego bilansu. Wieniec niesiony (w dwudziestą rocznicę śmierci, J.W.) na sarkofag na Skałce przez muzyków polskich jest tylko symbolem tego, co jest najistotniejszym dziełem Szymanowskiego, a co określam trzema słowami: polska muzyka współczesna.
… Poprzez natchnienia arabskie, które są samorzutną kreacją, jakimś – wymyślonym przez Szymanowskiego w Pieśniach Hafiza czy Muezzina – Wschodem, dochodzi on zwolna do Polskości, przesianej przez jego czujną myśl.
Ten obywatel świata i czystej krwi Europejczyk hipnotyzuje się najpierw mową naszą, językiem „Słopiewni” Tuwima, rzewnym prymitywizmem przekładu „Stabat Mater” i patetycznym „Veni Creator”, projektuje napisanie mszy do słów polskich (bo tylko tekst polski pobudza w tym czasie jego muzyczną inwencję) – wreszcie kurpiowski i góralski folklor staje się bodźcem kompozycji….”.
Przytaczam te słowa znakomitego krytyka, a zarazem kompozytora, Zygmunta Mycielskiego (1907-1987), aby naświetlić jeszcze raz głębokie poczucie polskości w całym dorobku twórczym Szymanowskiego, budowane konsekwentnie; czasami pojęcie to ulega przykremu spłyceniu, ograniczając się do terminu: „góralszczyzna” – a szczególnie odnośnie „Harnasiów”.
Stefan Kisielewski, także krytyk muzyczny i kompozytor, pisał: „Każdy wielki twórca po trochu jest Don Kichotem, który fantazją i zamierzeniami wykracza poza przyrodzone na pozór warunki i możliwości. Takim Don Kichotem był młodziutki Karol Szymanowski, gdy w majątku swych rodziców Tymoszówce, na dalekiej Ukrainie postanowił «dogonić» muzykę światową jako przedstawiciel nieistniejącej wówczas oficjalnie Polski, jako przedstawiciel polskiej kultury, którą ukochał ponad wszystko. Zamysł był nierealny, bo podjęty samotnie: trudno wygrać batalię wodzowi bez wojska, bez broni, bez sojuszników, zaplecza, bez bazy społecznej wreszcie, której nie mogła, zdawałoby się, dostarczać ówczesna rozdarta między trzema zaborami Polska. A jednak, na przekór wszystkim i wszystkiemu – udało się”.

Polski geniusz muzyczny

Ale wróćmy jeszcze do owej młodzieńczej, ukraińskiej Tymoszówki. Muzykowano tu z zamiłowaniem od najwcześniejszych lat młodości Karola; tradycji nie zabrakło, gdyż muzykalnych ludzi było w rodzinie Szymanowskich mnóstwo. I nie tylko muzyka tutaj kwitła; czytano i deklamowano poezję, wystawiano amatorskie przedstawienia, słowem grono pełnej polotu i skrzydlatych marzeń młodzieży zamieniało ową uroczą ukraińską miejscowość w jakąś bajeczną wyspę sztuki. Była to zarazem oaza polskości i prawdziwe okno na Europę, bo stąd przez długie lata przedsiębrali Szymanowscy podróże w «najróżniejsze świata strony». Celem tych podróży były i Kijów, i Odessa, i miejscowości nadbałtyckie, Warszawa, Zakopane, lecz także Wiedeń, Berlin, Monachium, Lipsk, a dalej Rzym, Mediolan, Wenecja czy Neapol. W ogóle w całym życiu napodróżował się Szymanowski mnóstwo, zawadzając o trzy części świata i poznając wszystkie chyba kraje europejskie. Był podróżnikiem – nigdy nie był kosmopolitą.
Pierwsza podróż Szymanowskiego do Włoch przypadła na rok 1908, druga miała miejsce w 1911, podczas trzeciej – w 1914 zawędrował przez Włochy i Sycylię aż do Algieru, Tunisu i Iskry. Bywał w Paryżu i w Londynie.
Obcował z całym światem ówczesnej muzyki, przyjaźnił się ze światowej sławy wirtuozami: Pawłem Kochańskim, Arturem Rubinsteinem, Harrym Neu-hausem, a przede wszystkim z młodym dyrygentem Grzegorzem Fitelbergiem (którzy zjeżdżali także do dalekiej Tymoszówki – J.W.)”.
Stefan Kisielewski – kompozytor i dogłębny znawca muzyki, określa precyzyjnie klimat Tymoszówki – wyspy sztuki, gdzie narodził się geniusz muzyczny – przedstawiciel POLSKIEJ KULTURY, którą ukochał ponad wszystko.
Karol Szymanowski, wielki artysta, którego twórczości i niezwykle malowniczego życia nie daje się zmieścić w żadnych ramach, pozostaje w naszej świadomości jako wspaniały wykwit artyzmu, niepojętych różnorodnych barw talentu. Zarazem jest w jego życiu jakaś skromność, trud i walka z grozą choroby. Umiera w sanatorium dla gruźlików w Lozannie w 1937 r., w pierwszy dzień Wielkiej Nocy. Ma zaledwie 55 lat. Został pochowany na Skałce w Krakowie, tak jak inni wielcy Polacy.

PS Dla mnie w szczególny sposób jest autorem pięknych pieśni o motywach kurpiowskich.

http://www.niedziela.pl/artykul/81729/nd/Karol-Szymanowski

 

Pogrzeb Karola Szymanowskiego

Głównym orędownikiem sprowadzenia jego zwłok do Polski i pochówku w Krypcie Zasłużonych na Skałce był prof. Zdzisław Jachimecki, wybitny muzykolog i przyjaciel Szymanowskiego.

Trumnę przywieziono najpierw do Poznania a następnego dnia (4 kwietnia) do Warszawy. W kościele św. Krzyża odprawiono mszę żałobną a prezydent RP Ignacy Mościcki pośmiertnie nadał Szymanowskiemu Wielką Wstęgę Orderu Odrodzenia Polski (2 kwietnia). Serce artysty umieszczone w kaplicy Sióstr Sercanek w kościele św. Krzyża, spłonęło w czasie powstania warszawskiego.
Do Krakowa pociąg z trumną kompozytora dotarł 7 kwietnia. Po powitaniu na dworcu – w składzie delegacji byli m.in. siostra zmarłego Stanisława Szymanowska i prof. Zdzisław Jachimecki, zwłoki przewieziono do kościoła Mariackiego, gdzie mszę św. żałobną odprawił sufragan archidiecezji krakowskiej biskup Stanisław Rospond.

W kościele odegrano Requiem Berlioza a zaśpiewał chór pod dyrekcją Bolesława Wallek-Walewskiego. Po egzekwiach trumnę na ramionach wynieśli strażacy i złożyli na rydwanie wykonanym przez krakowskich rzemieślników.

Pogrzeb Karola Szymanowskiego w kościele na Skałce w Krakowie /Reprodukcja: FoKa /Agencja FORUM

Pogrzeb Karola Szymanowskiego w kościele na Skałce w Krakowie /Reprodukcja: FoKa /Agencja FORUM

Na całej trasie, aż na Skałkę, grały orkiestry: przed bazyliką – muzykę Beethovena, na placu Wszystkich Świętych orkiestra Towarzystwa Niższych Funkcjonariuszy Miejskich grała marsz żałobny Chopina, na placu Bernardyńskim orkiestra Pułku Ziemi Krakowskiej grała marsze a chóry szkolne śpiewały przy kościele św. Katarzyny.
Przed złożeniem trumny do krypty przemawiał m.in. prezydent Krakowa Mieczysław Kaplicki: „Kraków, który dumny jest, że w jego murach zamieszka na wieczność królewski duch twórcy, Mistrza tonów, przyjmuje w pełną czci opiekę prochy Karola Szymanowskiego, powierzając je gorliwym strażnikom i kapłanom górującej nad grobami świątyni”.
Minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego prof. Józef Ujejski powiedział: „I oto pieśń skończyłeś… lecz pieśń nie kończy się na progu tej krypty. Po przejściu tego progu wchodzi się w nieśmiertelność”.
Na koniec w krypcie zabrzmiała góralska muzyka kapeli Bartusia Obrochty z Zakopanego.
W rok po pogrzebie Szymanowski spoczął w sarkofagu wykonanym według projektu architekta Stefana Strojka.

nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-7-kwietnia-1937-r-na-skalce-w-krakowie-zostal-pochowany
  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Historia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.