Ks. Józef Teodorowicz. Wielki Polak i Ormianin

Teodorowicz2Wywodził się z galicyjskich Ormian, ale jest jednym z najznamienitszych Polaków. Jego pasją była polityka. Nie byłby tak bardzo znany, gdyby zajmował się jedynie potrzebami duchowymi niewielkiej społeczności Ormian-katolików. Sławny stał się jako polski polityk. – Sylwetka i archiwalne nagranie kazania wielkopostnego z 1938 roku.


Wielkopostne kazanie wygłoszone w III Niedzielę Wielkopostną 20 marca 1938 roku, transmitowane przez Polskie Radio na antenie ogólnopolskiej. Abp Teodorowicz, kazanie rozpoczyna od rozważań nad scandalum Crucis – „zgorszeniem Krzyża”, na którego mocy Chrystus domaga się całego serca ludzkiego. >POSŁUCHAJ

 

Grzegorz Pełczyński

Wielki Polak i Ormianin

W 75. rocznicę śmierci arcybiskupa Józefa Teodorowicza (1864-1938)

W każdej społeczności, która w okresie międzywojennym miała status mniejszości narodowej, byli też tacy, którzy nie chcieli jej współtworzyć, a jako swoją wspólnotę wybierali naród polski. Były także osoby, które, jak się zdawało, posiadały wszystkie kulturowe cechy Polaków, lecz mimo to, wybierały zupełnie inną przynależność narodową. Takie zjawiska określa zwykle termin asymilacja, czyli zmiana identyfikacji narodowej, której na ogół towarzyszy przyswojenie sobie obcych cech kulturowych. Asymilacja może być całkowita lub tylko częściowa. Ta druga nie zawsze uniemożliwia uczestniczenie w wybranej wspólnocie narodowej. Tak czy inaczej w narodzie polskim były (i są) osoby obcego pochodzenia całkowicie w nim zasymilowane, a także takie, które w mniejszym lub większym stopniu czuły się jeszcze związane z inną grupą etniczną. Zwraca się na nie uwagę, zwłaszcza gdy są to postacie historyczne.

Wśród licznych grup obcego pochodzenia, żyjących od wieków na ziemiach polskich, za wyjątkową uznać trzeba Ormian. Ich wyjątkowość polega między innymi na tym, że ulegli w dużej mierze asymilacji. Osiedlali się już w średniowieczu na ziemiach ruskich, które z czasem zostały wcielone do Rzeczypospolitej, gdzie parali się głównie handlem i rzemiosłem. Owych przybyszów ze Wschodu bardzo wiele dzieliło od mieszkańców grodów południowo-wschodniej Polski, toteż raczej nie asymilowali się w nowym otoczeniu. Przede wszystkim byli innego wyznania, należeli do Armeńskiego Kościoła Apostolskiego. Jednak w 1630 r. zawarli unię z Kościołem Katolickim, w wyniku czego stali się katolikami, aczkolwiek obrządku ormiańskiego. Jako katolicy mieli już o wiele mniej barier na drodze do asymilacji. Najbogatszych i najbardziej zasłużonych dla Polski przyjmowano do stanu szlacheckiego. Kiedy ziemie południowo-wschodniej Polski jako Galicja Wschodnia na skutek rozbiorów przyłączono do Austrii, Austriacy próbowali skaptować ormiańskie elity, ale bez skutku, gdyż Ormianie byli na ogół polskimi patriotami.

Rodem z Galicji

Galicja, w której mieszkała większość Ormian polskich, stanowiła dość specyficzną część monarchii austro-węgierskiej, a następnie też II Rzeczypospolitej. Był to bowiem obszar mieszany pod względem etnicznym. Zamieszkiwała go ludność polska i ukraińska oraz żydowska, a także inne drobne grupy etniczne. Wiele nacji żyło również na pobliskiej Bukowinie, gdzie spotykało się nadto duże skupiska Rumunów. Takie zróżnicowanie prowadziło czasami do konfliktów. Jednakże te największe były inspirowane przez siły polityczne spoza tych krain.

Spośród galicyjskich Ormian wywodził się Józef Teofil Teodorowicz, wybitna osobistość w całych jej dziejach, ale również jeden z najznamienitszych Polaków. Urodził się 25 lipca 1864 r. w majątku Żywaczów koło Horodenki na Pokuciu. Jego ojciec Grzegorz i matka Gertruda z Ohanowiczów, należeli do rodów szlacheckich. Teodorowiczowie przybyli do Polski w połowie XVII w., prawdopodobnie z Krymu. Rozmaite koleje losu podzieliły ród, ta jego część, z której pochodził Józef Teodorowicz osiadła wokół Stanisławowa i pieczętowała się herbem “Serce”. Jej szlachectwo potwierdził Wydział Stanów Galicyjskich w 1792 r., czyli już za panowania Austriaków.

Grzegorz Teodorowicz wcześnie zmarł na gruźlicę. Ta choroba zabrała także dwoje z czworga jego dzieci. Józefowi udało się z niej wyleczyć. Gertruda Teodorowicz po śmierci męża przeniosła się do Stanisławowa, pewnie w związku z edukacją swoich dzieci. Tutaj Józef ukończył gimnazjum w 1882 r. Podobno miał niemałe zdolności plastyczne, szczególnie zachwycano się jego karykaturami. Po maturze podjął jednak studia prawnicze na niemieckojęzycznym uniwersytecie w Czerniowcach.

Młody student prawa przeżył kryzys religijny. Stracił on wtedy wiarę, co wśród wykształconej młodzieży niekiedy się zdarzało. Jego matka żarliwie modliła się o nawrócenie syna przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej w kościele ormiańskim w Stanisławowie. Józef wkrótce odrzucił niewiarę. Zrezygnowawszy ze studiów prawniczych, przeniósł się do Lwowa, gdzie z kolei podjął studia teologiczne w Uniwersytecie im. Jana Kazimierza. Po ich ukończeniu, 2 stycznia 1887 r. arcybiskup Izaak Mikołaj Isakowicz wyświęcił go na kapłana.
Archidiecezja Lwowska Obrządku Ormiańskiego (AOL), której księdzem został Teodorowicz, była dość nietypową cząstką Kościoła katolickiego na ziemiach polskich, nie tylko dlatego, że w jej świątyniach sprawowano liturgię w języku staroormiańskim (grabar) i zachowywano pewne odrębności nieznane obrządkowi łacińskiemu. Przede wszystkim była to bardzo niewielka archidiecezja, bo należało do niej zaledwie kilka tysięcy osób w Galicji i na pobliskiej Bukowinie. A w związku z tym kariera kilkunastu jej kapłanów przebiegała inaczej niż kariera księży w zwykłych kościelnych jednostkach administracyjnych. Przede wszystkim szybko awansowali: obejmowali urząd proboszcza, dziekana, otrzymywali godność kanonika czy prepozyta. Jednakże z powodu małej liczby wiernych wszystko to miało specyficzną wagę. Poza tym księża ormiańscy, nie mając zbyt wielu obowiązków duszpasterskich, poświęcali się działalności charytatywnej, naukowej czy politycznej. Tak właśnie postępował Teodorowicz.

Po święceniach przez krótki czas pracował jako wikariusz w parafii archikatedralnej we Lwowie, a potem przez trzy lata w swym rodzinnym Stanisławowie. Z kolei objął stanowisko proboszcza w Brzeżanach. W każdym z tych miejsc, oprócz pracy duszpasterskiej, oddawał się z zapałem działalności społecznej i patriotycznej. Trudno opisywać szczegółowo jego rozliczne poczynania. Wystarczy wspomnieć, że w Brzeżanach założył szkołę dla analfabetów, że organizował pomoc charytatywną dla najuboższych. A w swoich kazaniach zawierał częstokroć treści narodowe. Kazanie wygłoszone z okazji setnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja stało się nawet osobną publikacją, z której dochód autor przeznaczył na potrzeby swojej parafii. W 1897 r. opuszczał Brzeżany z tytułem honorowego obywatela miasta.

Następnym miejscem jego pracy był Lwów, gdzie otrzymał godność kanonika gremialnego kapituły ormiańskiej. W stolicy Galicji Wschodniej również nie ograniczał się do działalności duszpasterskiej. Ponieważ w tamtym czasie za jedno z najważniejszych zadań Kościoła uważano rozwój prasy, młody ksiądz kanonik podjął się go z wielką gorliwością, chociaż ta dziedzina była mu całkiem nieznana. Założył więc Bractwo Wydawnicze Świętego Józefa, dzięki czemu z czasem stało się możliwe utworzenie nowych pism: w 1897 r. “Ruchu Katolickiego”, a w 1900 r. jego kontynuacji pod tytułem “Przedświt”. Teodorowicz był redaktorem tych periodyków i często zamieszczał w nich swoje artykuły. Jego teksty przykuwały uwagę wysokim poziomem literackim. Nie zapomniał też ksiądz Teodorowicz o ludziach ubogich, o czym świadczy między innymi utworzenie przezeń kolejnej szkoły dla analfabetów. Nic dziwnego, iż mając tak wielkie pasje społecznikowskie, Teodorowicz rychło stał się członkiem Rady Miejskiej.

Arcybiskup lwowski

W 1901 r. umarł arcybiskup Isakowicz. Duchowieństwo Archidiecezji Lwowskiej Obrządku Ormiańskiego na jego następcę wybrało Teodorowicza. Wybór ten zatwierdził papież oraz cesarz, a 2 lutego 1902 r. odbyła się jego konsekracja.

Przed nowym arcybiskupem stało wiele problemów. Kler ormiański starzał się, a brakowało wśród Ormian kandydatów do stanu kapłańskiego. Niektóre kościoły wymagały remontów, zwłaszcza czternastowieczna katedra we Lwowie. Nieustannej troski wymagały instytucje związane z AOL: benedyktynki ormiańskie, mające swój klasztor we Lwowie i tamże prowadzące szkołę dla dziewcząt. Zakład Naukowy im. Józefa Torosiewicza, czyli bursa dla młodzieży męskiej, uczącej się we Lwowie. Publiczny Zakład Zastawniczy “Mons Pius”, będący bankiem zastawniczym pod patronatem Kościoła, wzorowanym na podobnych instytucjach we Włoszech. Szczególnie ten ostatni wymagał pilnej interwencji, gdyż był związany z nim skandal. Otóż jego dyrektor, ksiądz Jan Mordyrosiewicz, sprzeniewierzył znaczną część kapitałów bankowych, lokując je potajemnie w różne przedsięwzięcia finansowe, które nierzadko przynosiły poważne straty. Będąc zaś owładnięty pasją wynalazczą, wydał spore sumy na opatentowanie swoich wynalazków. Arcybiskup Teodorowicz musiał więc jak najszybciej postarać się o pieniądze, które z “Mons Pius” wykradł nieuczciwy dyrektor.

Sprawy archidiecezji zaczęły się pomyślniej układać dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym. Nie brakowało już księży, bo arcybiskup pozyskał kilku kapłanów obrządku łacińskiego, a nawet z Armenii. Zakończono remonty w kościołach parafialnych. Zakończono też trwającą kilkadziesiąt lat restaurację katedry lwowskiej, będącej jedynym przykładem średniowiecznej, ormiańskiej architektury sakralnej w tej części Europy. Poza tym mimo kłopotów przetrwała szkoła benedyktynek ormiańskich, która jako szkoła powszechna i gimnazjum dostosowała się do systemu szkolnictwa obowiązującego w kraju. Instytucja ta, choć związana z ALO, służyła raczej społeczności polskiej, gdyż kształciły się w niej zazwyczaj panienki z polskich rodzin. Zaś do Zakładu im. Torosiewicza, którego utrzymanie nastręczało wielu kłopotów, przyjmowano prawie wyłącznie chłopców obrządku ormiańskiego. Poza tym nadal prosperował bank “Mons Pius”, przezwyciężając kolejne kryzysy.

Dobre funkcjonowanie Archidiecezji Lwowskiej w latach dwudziestych i trzydziestych było możliwe dlatego, że metropolitę wspierało wiele osób świeckich, nader często majętnych i wpływowych. To z ich inicjatywy powstał w 1927 r. “Posłaniec św. Grzegorza”, pierwsze czasopismo Ormian polskich. A w 1930 r. utworzono Archidiecezjalny Związek Ormian, organizację stawiającą sobie za cel integrację społeczności ormiańskiej w Polsce. Mając w swej archidiecezji tak aktywny laikat, Teodorowicz mógł poświęcać się działalności nie tylko religijnej.

Największą pasją arcybiskupa była polityka. Zapewne nie byłby on tak bardzo znany, gdyby zajmował się jedynie potrzebami duchowymi niewielkiej społeczności Ormian-katolików, sławny stał się bowiem jako polityk – polityk polski. Autonomia posiadana przez Polaków w Galicji umożliwiała podejmowanie różnych akcji zmierzających do utrzymania ich odrębności narodowej, a w konsekwencji odzyskanie niepodległości. Trzeba przyznać, że potrafili korzystać z tych możliwości, skoro udało im się nawet pod koniec wieku XIX objąć najważniejsze funkcje w państwie. Galicyjski Ormianin, Dawid Abrahamowicz był wtedy przewodniczącym Izby Posłów w austriackiej Radzie Państwa. Teodorowicz zajął się polityką nieco później i chociaż nigdy nie sprawował władzy wykonawczej, na scenie politycznej bynajmniej nie był statystą.

Polityk narodowo-katolicki

3 grudnia 1905 r. papież Pius X ogłosił list “Poloniae populum”, w którym zwracał się do wiernych żyjących w zaborze rosyjskim. W piśmie tym krytykował ruchy rewolucyjne i wszystkie poczynania wywołujące zamieszki, a zalecał rozwagę i umiar. List ten został bardzo źle przyjęty przez wielu Polaków. Arcybiskup Teodorowicz pojechał więc do Rzymu, aby omówić tę sprawę z autorem “Poloniae popolum”. Uzyskawszy odeń stosowne wyjaśnienia, opublikował w licznych czasopismach polskich artykuł, w którym dowodził, iż list jest w rzeczywistości wyrazem szczerego zatroskania o los wiernych narodowości polskiej.

Podczas wizyty w Rzymie Teodorowicz zasugerował papieżowi utworzenie w Watykanie polskiego biura informacyjnego, dzięki któremu najwyższe władze Kościoła otrzymywałyby wiadomości z ziem polskich. Oczywiście oficjalnie takie biuro nie mogłoby funkcjonować, Polski nie było przecież na mapie politycznej świata. Jednakże mógłby w otoczeniu papieża przebywać ktoś specjalnie powołany do referowania spraw polskich. Teodorowicz wskazał wtedy prawdopodobnie na ks. kanonika Adama Sapiehę, jako na osobę szczególnie predysponowaną do takich zadań. On też wkrótce zaczął je pełnić. Polacy zatem, mimo braku własnego państwa, zyskali swego reprezentanta w Watykanie.

Z pewnością aktem politycznym było uczestnictwo Teodorowicza w pogrzebie arcybiskupa Floriana Stablewskiego, prymasa Polski w 1906 r. Przyjechawszy do Poznania na ten pogrzeb, wyrażał poniekąd poparcie dla patriotycznych działań zmarłego. Demonstrował także jedność episkopatu polskiego, którego nie dzielą zaborcze granice. Pobyt w Wielkopolsce posłużył nadto do nawiązania kontaktów z jej polskimi mieszkańcami, o prawa których później niejednokrotnie się upominał w swych kazaniach i publikacjach.
W Galicji przeciwstawił się poczynaniom Michała Bobrzyńskiego, namiestnika Galicji w latach 1909-1913. Z wielką żarliwością poddawał krytyce jego reformę prawa wyborczego, ponieważ dzięki niej zbyt wiele władzy zyskałyby ugrupowania reprezentujące ludność ukraińską. Pewnie nie tylko anonimowa broszura “Stańczyk bez teki”, ale przede wszystkim talent dyplomatyczny arcybiskupa przyczyniły się do upadku Bobrzyńskiego.
Arcybiskup uczestniczył aktywnie we wszystkich ważniejszych przedsięwzięciach patriotycznych ostatnich kilkunastu lat zaborów. Coraz uważniej słuchano go w różnych częściach ziem polskich i to nie tylko dlatego, że był wytrawnym oratorem, lecz także z powodu mądrości w jego słowach.

Zasiadał w Sejmie Krajowym galicyjskim. Był także posłem Izby Panów, a więc wyższej izby parlamentu austriackiego, w której zasiadali biskupi oraz osoby nominowane przez cesarza, głównie z arystokracji. 30 czerwca 1917 r. wygłosił słynną mowę o sprawiedliwości dziejowej, która domaga się rekompensaty za krzywdy wyrządzone Polsce. Tą rekompensatą mogła być jedynie niepodległość.

Chociaż w wyniku pierwszej wojny światowej upadły państwa zaborcze, Polska nie mogła wrócić do swych granic sprzed 1772 r. Musiała walczyć z Niemcami o Wielkopolskę i Śląsk, z Litwinami o Wilno, z Ukraińcami o Lwów, z Czechami o Cieszyn, z bolszewikami o wszystko. Teodorowicz był w każdym z tych działań w jakiś sposób obecny. Okoliczności zmusiły go do zajęcia się szczególnie sprawami śląskimi. Nabrawszy przekonania, że nuncjusz papieski, Achilles Ratti sprzyja Niemcom, wraz z biskupem Adamem Sapiehą powoduje jego odwołanie.

W Sejmie Ustawodawczym, pierwszym zwołanym po odzyskaniu niepodległości, nie mogło więc go zabraknąć. On właśnie, 10 lutego 1919 r. wygłosił w katedrze warszawskiej kazanie inaugurujące jego obrady. Pośród licznych stronnictw, które wiodły spory w polskim parlamencie, Teodorowicz zachowywał pewną niezależność, aczkolwiek jego sympatie polityczne lokowały się zazwyczaj po stronie narodowej demokracji. Z jej poparcia w latach 1919-1921 był posłem ziemi siedleckiej. W latach 1922-1923 zasiadał w Senacie. Później jednak musiał przerwać karierę polityczną – zażądał tego nowy papież, Pius XI, czyli niedawny nuncjusz w Warszawie Achilles Ratii. Nie mogąc zajmować oficjalnych stanowisk, nie przestał jednak uczestniczyć w życiu politycznym, wspierając swym autorytetem i radą rozmaite przedsięwzięcia.

W służbie Kościołowi

Ale w kolejnych latach Teodorowicz coraz bardziej poświęcał się pracy naukowej i pisarskiej. Już wcześniej się jej imał, o czym świadczą artykuły w poważnych czasopismach, a także dwa tomy medytacji: “Mnie żyć jest Chrystus” z 1919 r. i “Okruchy ewangeliczne” z 1923 r. Jego celem było napisanie obszernego dzieła poświęconego osobie Jezusa z Nazaretu. Zbierał do niego materiały właściwie przez całe życie. W 1911 r. w tym celu odbył podróż do Ziemi Świętej.

Swoje dzieło życia Teodorowicz zaplanował na dwanaście tomów. Zdołał wydać tylko trzy w księgarni św. Wojciecha w Poznaniu, rozdziały składające się na czwarty tom w większości ukazały się w postaci artykułów pod koniec lat trzydziestych w ormiańskim kwartalniku “Gregoriana”, reszta pozostała w rękopisach – niestety niedokończonych. Pierwszy tom, wydany w 1932 r., “Od Betlejem do Nazaretu”, jest pogłębioną refleksją nad Ewangelią Dzieciństwa. Drugi tom, który ukazał się w 1936 r., pod tytułem “Od Jahwe do Mesjasza”, stanowi w dużej mierze studium apologetyczne, w którym autor broni wyjątkowości chrześcijaństwa, podważonej w książce Tadeusza Zielińskiego “Hellenizm i judaizm”. Z kolei tom trzeci, opublikowany w 1937 r., “Herold Chrystusa na tle epoki”, został poświęcony Janowi Chrzcicielowi. Niewątpliwie ukończone części dzieła świadczą o wielkiej erudycji i talencie literackim jej autora. Ponieważ pozostało ono nieukończone i ponieważ z powodu rychłego wybuchu drugiej wojny światowej nie zdążono wydanych tomów należycie poznać, dorobek chrystologiczny Teodorowicza wciąż czeka na wnikliwego interpretatora.

W pierwszej połowie lat trzydziestych arcybiskup odbywał kurację w Marienbadzie i wtedy zainteresował się mistyczką Teresą Neumann z pobliskiego Konnersreuth, a w konsekwencji zjawiskami mistycznymi. Osobne studia na ten temat zakończyły się opublikowaniem w 1936 r. książki pod tytułem “Konnersreuth im Lichte der Mystik und Psychologie”. Do poruszanych przez niego kwestii zawsze w Kościele odnoszono się z mniejszą lub większą ostrożnością, stany mistyczne są bowiem przeżyciami nader subiektywnymi i niełatwo je jednoznacznie oceniać. Także ci, którzy je badają, mogą być opacznie zrozumiani. To właśnie przydarzyło się Teodorowiczowi, którego książkę potępiło Święte Oficjum i nakazało wycofać ze sprzedaży. Wprawdzie dzięki interwencji sprzyjających autorowi hierarchów kościelnych udało się zmienić tę decyzję, lecz całe zajście mogło źle świadczyć o jego kompetencjach naukowych.

W 1937 r. minęło pół wieku od święceń kapłańskich arcybiskupa Teodorowicza i trzydzieści pięć lat jego biskupstwa. Ten podwójny jubileusz obchodzono nader uroczyście. Rozmaite środowiska, z którymi był związany jubilat, chciały go w jakiś sposób uczcić. Główne uroczystości odbyły się 30 maja w Stanisławowie z udziałem episkopatu z prymasem Augustem Hlondem na czele oraz przedstawicielami najwyższych władz państwa.

Przeżyte lata, podczas których nie szczędził ani trochę swoich sił, niewątpliwie osłabiły go. Będąc już w podeszłym wieku, nie zmienił jednak trybu życia. Nie zaniedbywał swych obowiązków wobec społeczności ormiańskiej. Aczkolwiek chyba najbardziej skupia się na pracy nad czwartym tomem swego dzieła. W końcu choroba uniemożliwiła mu jakiekolwiek działanie. Umarł 4 grudnia 1938 r. Pogrzeb arcybiskupa na Cmentarzu Orląt Lwowskich stał się wielką manifestacją patriotyczną, ostatnią przed wybuchem drugiej wojny światowej.

Przywrócony pamięci

Pierwsza okupacja sowiecka Małopolski Wschodniej zaczęła się mniej więcej na przełomie września i października 1939 r. Zaraz na jej początku do rezydencji arcybiskupa ormiańskiego we Lwowie przyszli funkcjonariusze NKWD z zamiarem jego aresztowania. Zdziwili się, że już nie żyje. Z pewnością w systemach totalitarnych, jakie zawładnęły Europą środkowowschodnią na kilkadziesiąt następnych lat, nie było miejsca dla takiego Ormianina i Polaka. Nie było miejsca na pamięć po nim.

Jednak pamięć o nim przetrwała. Wciąż pamiętali o nim Ormianie, których po wojnie wraz z ludnością polską przesiedlono na terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Społeczność ta uległa w PRL-u niemal zupełnej dezintegracji, jej renesans nastąpił dopiero w latach osiemdziesiątych. Jednym z pierwszych przedsięwzięć odrodzonej wspólnoty ormiańskiej była sesja naukowa poświęcona zasłużonemu arcybiskupowi, zorganizowana w Krakowie w 1983 r., a więc w 45. rocznicę jego śmierci.

W samym Lwowie, gdzie pozostało sporo miejsc związanych z metropolitą, też wciąż o nim pamiętano, choć władze próbowały te miejsca zniszczyć. Piękną katedrę ormiańską zamieniły na magazyn. Jeszcze większe represje spadły na Cmentarz Orląt Lwowskich, bo zamieniono go częściowo na wysypisko śmieci. Okazałe miejsce pochówku młodocianych obrońców Lwowa z 1918 r. z pewnością rozsierdzało władze sowieckie, a także nacjonalistycznie nastawionych Ukraińców. W 1971 r. wydano rozkaz likwidacji tej nekropoli. 25 sierpnia czołgi rozjechały groby. Ale przedtem grupa czterech Polaków potajemnie przeniosła trumnę ze zwłokami arcybiskupa i umieściła ją w jednym z grobowców na Cmentarzu Łyczakowskim.
Gdy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych upadł komunizm, zaczęła się kolejna refleksja nad sprawami narodowymi. Należało ocenić minioną, nierzadko tragiczną przeszłość. Wyjaśnić, kto zasługuje na cześć, a kto na potępienie. I choć częstokroć o jednoznaczne oceny bardzo trudno, to z pewnością arcybiskupa Teodorowicza zaliczono do postaci, które z powodu swych zasług dla narodu, powinny być obdarzone należytym szacunkiem. Wprawdzie niektórzy Ormianie zarzucają mu, że zbyt mało zajmował się obrządkiem ormiańskim, poświęcając głównie polityce, przez co procesy asymilacyjne w społeczności ormiańskiej za jego czasów uległy przyspieszeniu. Jednakże to w dużej mierze z inicjatywy senatora Łukasza Abgarowicza, który był Ormianinem, Senat Rzeczypospolitej Polskiej 4 grudnia 2008 r. przyjął uchwałę poświęconą zmarłemu przed siedemdziesięciu laty arcybiskupowi, chcąc w ten sposób go upamiętnić. To dzięki usilnym zabiegom środowiska ormiańskiego, 7 czerwca 2011 r. ponownie pochowano jego szczątki na odrestaurowanym Cmentarzu Orląt Lwowskich. A zatem to grupa etniczna, z której się on wywodzi, przechowawszy pamięć o nim, w sprzyjających okolicznościach przywróciła ją całemu narodowi.

Artykuł ukazał się tygodniku „Nasza Polska” Nr 51 (946)

naszapolska.pl

 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Czasy zaborów, Historia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.