Kisiel – ten, który chciał zabić Gomułkę

pobraneGrzegorz Eberhardt

Po pierwsze, był felietonistą; mistrzem w najtrudniejszej z form pisarskich. Nie będzie przesadą, gdy w sztuce tej umiejscowi się go tuż obok Prusa, Słonimskiego. On, czyli Stefan Kisielewski, zwany potocznie Kisielem.

zobacz:

Był muzykiem, kompozytorem, pisarzem, cyklistą, opozycjonistą (ale także posłem do Sejmu PRL). Ale, po pierwsze, był felietonistą; mistrzem tej jednej z najtrudniejszych form pisarskich.

Nie będzie przesadą, gdy w sztuce tej umiejscowi się go tuż obok Prusa, Słonimskiego. On, czyli Stefan Kisielewski, zwany potocznie Kisielem. W mijającym roku 2011 przypada stuletnia rocznica jego urodzin, ale i dwudziesta śmierci. Bardzo dobra to okazja do przypomnienia jego osoby, dzieła, ale i rzeczywistości w jakiej przyszło mu żyć, często doznawać przykrości, zawodu…

Na początku była muzyka. Wybuch wojny uniemożliwia mu – być może – błyskotliwą karierę kompozytora; w pierwszych dniach września miało nastąpić prawykonanie jego I Symfonii. Zamiast fraka przywdziewa mundur. Jesienią wraca do Warszawy, początkowo zarobkuje rykszą, potem uczy muzyki. Należy do AK, w powstańczych walkach długo nie uczestniczy, rana (w… pośladek) eliminuje go z barykad. Po „wyzwoleniu” usiłuje wrócić do muzyki, publicystyki – zakłada pismo „Ruch Muzyczny”. Ale też pisze do tygodników. Po kilku próbach najwłaściwszym miejscem druku okazuje się „Tygodnik Powszechny”, tam zaczyna wyrabiać sobie markę felietonisty. Jako pisarz debiutuje w 1947 powieścią „Sprzysiężenie”. Pierwszą jej recenzję wystawia szef „Tygodnika…”, ksiądz Piwowarczyk… zawieszając jego współpracę z pismem.
Prywatnie ksiądz ten, jak przekazał potomności sam Kisiel, sformułował jeszcze jedną recenzję: „Że pan pisze pornografię, to rozumiem, ale że taką nudną, to już jest niewybaczalne”. I chyba Kisiel nigdy nie ustalił, czy został ukarany za porno, czy za przynudzanie…

Recenzenci z bezpieki

Recenzują go i inni, najpewniej nieznani mu osobiście krytycy (może czasami domyślani). Ich recenzje, pisane już i w latach 40. minionego wieku, można dziś znaleźć w archiwach IPN. Krytycy ci interesowali się nie tylko tekstami ukazującymi się w prasie. Towarzyszyli jego publicznym wystąpieniom, jak np. w maju 1948, w częstochowskiej Sali Nazaretu, notując: „Odczyt zgromadził mnóstwo osób, ze 150–200 ze sfer inteligencji dawnych ziemian, księży, profesorów itp. kołtunerii drobnomieszczańskiej”. Wcześniej relacjonowali jego krakowskie kontakty z Sodalicją Mariańską (źr. „Ryś”). Towarzyszono mu także w kawiarniach, rejestrując np.: „będąc w porze południowej w kawiarni «Lili» przy ul. Grodzkiej podszedł w pewnym momencie do stolika, przy którym siedzieli Dobrowolski, Kern Ludwik, Brzeziński Bohdan i inni, mówiąc na głos następujący «kawał»: «Czy słyszeliście, że Izrael interweniował w rządzie CSRS, że proces jaki wytoczyli p-ko grupie Slanskiego jest wystąpieniem antysemickim»”.
Z tej samej „Notatki” wynika, iż nie odpuszczano mu nawet i w bufecie: „Około 3–4 tygodnie temu Kisielewski będąc w bufecie Zw. Lit. Polskich, przy ul. Krupniczej wyraził się wrogo odnośnie tow. Stalina. Wypowiedź tę usłyszał tow. Włodek – literat zam. przy ul. Krupniczej. Który będąc członkiem partii poruszał tę sprawę na zebraniu związku, tam jednak postarano się tę sprawę zbagatelizować, chociaż tow. Włodek stawiał o wykluczenie Kisielewskiego ze Związku”.
Groźniej brzmi jednak taka informacja zapisana w ubeckich papierach: „Bardzo ciekawym spostrzeżeniem odnośnie Kisielewskiego jest fakt, że w pewnych okresach czasu przychodzi do niego kilku młodych mężczyzn nie rekrutujących się ze środowiska literackiego – rzucających się swoim wyglądem elementów przestępczych. Wtedy to – zaobserwowano – matka Kisielewskiego [także mieszkanka kamienicy na Krupniczej 22 – uw. G.E.] stoi przez 2–3 godziny w okienku łazienki i ubikacji i obserwuje podworzec i wejście z ulicy. Jest to o tyle charakterystyczne, że matka mieszka osobno i że ubikacja nie jest miejscem do wyglądania z mieszkania”…

Miał szczęście…

Nie tylko tow. Włodka niepokoi ta sytuacja, również prezes krakowskiego Oddziału ZLP, tow. Polewka informuje o owych dziwnych, młodych gościach często odwiedzających mieszkającego piętro niżej Kisiela. Nic więc dziwnego, że jest obserwowany i w roku następnym. Ob. o ps. „Biały” relacjonuje: „Kisiel uważa za największego swego przyjaciela red. Tyrmanda (…). Kisiel wspomina wreszcie o Słomczyńskim jako o sprytnej, ale miernej umysłowo jednostce o niskim poziomie wykształcenia o formacji raczej opartej na tupecie i zewnętrznym polorze. To człowiek bez żadnego oblicza politycznego”.
W sierpniu owego roku inny agent informuje: „W pewnej chwili przyszedł Kisielewski z jakąś książką w ręce, którą błyskawicznie podał Kwiatkowskiemu. Kwiatkowski z książką tą doszedł do biurka przykrywając ją różnymi papierami. Następnie wszyscy trzech rozmawialiśmy o polityce i literaturze. W trakcie tej dyskusji opowiadałem im wiele o swojej osobie o pisaniu książek, o wyrzuceniu mnie z partii, gdzie po wysłuchaniu Kisielewski odpowiedział do mnie «pan jest człowiekiem zachodu, widział pan za dużo, wie pan za dużo, a tacy Partii są nie potrzebni, im są potrzebni głupcy, 20-letni ludzie, którzy we wszystko wierzą i nic w życiu nie widzieli i nie czytali żadnej filozofii poza prymitywnymi wywodami Stalina». To samo powiedział Kwiatkowski”.
Kisiel miał szczęście, jak widać był jedynie obserwowany, a nie np. aresztowany. Dopiero we wrześniu 1955 sformułowano postanowienie o założeniu sprawy ewidencyjno-obserwacyjnej: „jako na endeka uprawiającego działalność dywersyjną na odcinku literackim”.
Obserwatorzy-krytycy oczywiście obecni są i na licznych zebraniach Związku Literatów. Nie zabrakło ich w lutym 1956, jeden z nich zanotował słowa felietonisty: „Nie było u nas książki, która by odzwierciedlała to co się faktycznie działo podczas okupacji, że obraz życia okupacyjnego był fałszywie przedstawiony”.
Pod koniec odwilżowego 1956 „organa” podejmują decyzję o zakończeniu jego sprawy: „Wymieniony jako działacz katolicki przez całe lata bronił pewnych zasad, które w świetle VIII Plenum okazały się w części słusznymi – obecnie jest aktywnym działaczem frontu narodowego”.

Podsłuch w mieszkaniu Cata-Mackiewicza

I faktycznie, w 1957 zostaje posłem na Sejm. Będzie nim do 1965, gdy sam zrezygnuje z tego udziału we „froncie narodowym” (wcześniej, w 1964 podpisał głośny list „34-ech”).
W PRL coraz nowocześniej. „Organa” uczą się elektroniki, komu mogą, to znaczy – komu chcą, fundują podsłuchy. Powoli staje się to normą. Jednym z lepszych tego typu „studiów nagraniowych” jest mieszkanie Cata-Mackiewicza. I to od samego początku jego zamieszkania w PRL, od 1956. Dzięki tym zapisom możemy dziś poznać spory kawałek historii, także i historii literatury. W 1964 i następnym, częstym gościem owego „studia” staje się Kisiel. Goście Cata podejrzewają, że i owszem podsłuch może istnieć. Nie mają jednak wyboru; Cat jest poważnie chory, z trudem się porusza. Kisiel doradza: „Powinniście mieć tutaj kota, bo podobno kot reaguje, jeżeli są instalacje, słyszy jakiś szum, którego nie słyszy człowiek”. Z porady tej widać, iż Cat kota nie ma. Może nie chce się denerwować dziwnymi reakcjami tamtego na szumy, których człowiek nie słyszy…
23 sierpnia 1965 zanotowano: „Kisielewski opowiada o wrażeniach swojego syna, który wrócił niedawno z przeszkolenia wojskowego. W zasadzie w wojsku nic się nie zmieniło poza tym, że oficerowie biją się w kasynach krzesłami”. I w tej samej „Notatce”, Cat pyta Kisielewskiego: „Kliszko to jest dureń czy inteligentny człowiek? K. – Jeżeli nie ma trzeciego wyjścia to powiem, że dureń. Jednak to jest człowiek uczciwy, troszkę obłąkany. On ma szalony strach. Ma takie uczucie jakby patrzył z drapacza chmur, on boi się władzy. Boi się, że tu coś się stanie. On dygoce, że jakiś zamach może być, jakaś intryga, jakaś frakcja tworzy się”.
16 listopada 1965 zanotowano narzekania Kisiela na problemy z paszportem, odmowy zmusiły go do wykonania telefonu do MSW: „Za dwa tygodnie zadzwonił do mnie płk Janic, żebym przyszedł. Wieczorem o 8-ej przyszedłem, postawił mi butlę koniaku, kawę, ciastka. Trzy godziny gadaliśmy o wszystkim, i panu bogu [tak w oryginale – uw. G.E.] i o wojnie, ale nie o tym. Wreszcie na końcu ja się go pytam, co z tym wyjazdem? A on mówi: Proszę pana, od nas to nie zależy, ten wyjazd jest w ogóle ryzykowny, a w ogóle my jesteśmy zdania, że pan powinien sobie jeździć, my nie mamy nic przeciwko temu, ale pan się naraził i my nic nie możemy poradzić. No i poszedłem z niczym, ale to przynajmniej szczerze powiedziane”.
Tego samego wieczoru w „studio nagraniowym” Cata poruszono także ewentualność przyjazdu papieża do PRL. Kisiel krótko stwierdził: „Oni nie mogą się zgodzić na przyjazd papieża, bo jak przyjdzie 5 milionów do Częstochowy, to cały mit o niby zlaicyzowanej Polsce pęknie. Ja byłem w Częstochowie. Tam by można zrobić, tam puścić plotkę wśród pielgrzymów, że chcą wywieźć obraz do Moskwy np. O rany, co by się działo!”.

„Dyktatura ciemniaków”

Oczywiście, nie brakuje w pracy „organów” tradycyjnych metod, np. kontroli listów. Dzięki temu możemy np. dowiedzieć się, iż Kisiel był rogatą duszą nie tylko wobec reżymu.
W 1968 na Kisiela zostają rzucone wszystkie – powyżej opisane – formy inwigilacji stosowane przez „organy”. Sprowokował to wystąpieniem na nadzwyczajnym zebraniu ZLP 29 lutego 1968, a zwłaszcza słowami: „Proszę Państwa, byłoby oczywiście rzeczą śmieszną, gdybyśmy dzisiaj mówili tylko o sprawie «Dziadów» nie rzucając jej na tło szersze. Ja bym tak drastycznie mógł powiedzieć, że jeśli ktoś przez 22 lata dostaje po gębie i nagle w 23 roku się obraził – to jest coś dziwnego”.
Przemówienie kończył: „opowiadam się za rezolucją kolegi Kijowskiego, która stawia sprawę całościowo na tle tej skandalicznej dyktatury ciemniaków w polskim życiu kulturalnym, jaką obserwujemy od dłuższego czasu”.
Obraziły się nie tylko „organa”. Nie dziwota więc, że wkrótce autora powyższej opinii pobili „nieznani sprawcy”. A mogło być gorzej, tu władza okazała się łaskawa. Przepraszam, ale formułuję tę „pochwałę” na serio. Przecież za niedługi czas, w latach 80. władza nie zawaha się przed morderstwami! Np. ksiądz Jerzy Popiełuszko, np. ksiądz Niedzielak, np. ksiądz Suchowolec, np. Piotr Bartoszcze, Grzegorz Przemyk, Stanisław Pyjas i wielu, wielu innych. Wracając do Kisiela…
Nauczka dana mu w ciemnej ulicy skutkuje m.in. – i tak np. TW „Ewa” informuje: „Od soboty mieszka u mnie P. Jasienica. Nastąpiło to na skutek namowy jego córki i mojej po wypadku pobicia Kisielewskiego”.
Efektem wypowiedzi w sprawie „ciemniactwa” jest wprowadzenie przez władzę totalnego embarga na jego twórczość. Pozbawiony możliwości druku odkrywa w sobie na powrót prozaika, i przemienia się w Tomasza Stalińskiego. Bywa również Teodorem Klonem, Mrugaczem a często nawet i kobietą – Julią Hołyńską.
Agenci nie tylko chodzą za Kisielem, także i do niego przychodzą, np. T. Żółciński, młody krytyk literacki, którego środowisko i owszem podejrzewa o pracę w agencji „Ucho” (IPN udowadnia dziś, iż domysły były trafne). Wkrótce Kisiel, w roku 1970, nieświadomie stanie się pretekstem do uzyskiwania przychodów przez owego „młodego krytyka”. Czytamy oto w jednej z esbeckich „Notatek służbowych”: „Tw. poinformował mnie ponadto, że w dniu 2.IX. br. będzie obecny na przyjęciu imieninowym w mieszkaniu prywatnym S. Kisielewskiego. Prosił także o udzielenie mu pomocy materialnej w postaci pieniężnego wynagrodzenia”. Może i prezent imieninowy za to nabył…
Kisiela, który nawiązując do swego słynnego wystąpienia: „stwierdził patrząc złośliwie na Jasienicę: «No tośmy się dali pięknie podpuścić, bracie». «I po co ci to było? Mickiewicz i tak sam się obroni, bo wielki, a my frajerzy w tyłek jesteśmy kopani». Obydwaj zgodnie uznali, że niepotrzebnie dali się ponieść nerwom, bo potem na ich konto załatwiono parę rozrachunków a oni dalej nie znają wszystkich źródeł «napuszczeń»”.
W tej samej „Notatce”: „interesował się [Kisiel] czy u Jasienicy jest podsłuch, bo u niego to chyba tak, na dowód tego przytoczył opowiadanie, że swego czasu bardzo popił u siebie w domu z P. Hertzem i J. Andrzejewskim i w pewnym momencie stwierdził z Hertzem, że jest nudno, że może by tak zabić tow. Gomułkę, to trochę się rozweseli – śmieli się długo z głupiego dowcipu, ale zaskoczyło to Kisiela jak po pewnym czasie w Sejmie tow. Kliszko dał mu wyraźnie do zrozumienia, że słyszał o tym pomyśle «zabić Gomułkę». Od tego czasu Kisiel stwierdził to z niechęcią «przestałem się kłaniać Kliszce bo nie ma nic gorszego jak ludzie bez poczucia humoru». Tu przytoczył, że identyczna historia była na przyjęciu w Pałacu Elizejskim u de Gaulle’a, a mianowicie prezydent podszedł do dwóch szepczących posłów, pytając o czym tak konspirują. Jeden odpowiedział natychmiast «jak pana prezydenta zabić». Na co de Gaulle odparł: «wymyślcie tylko bezbolesny sposób». Kisiel po tej opowieści stwierdził, że smutny, ponury kraj, głupich dowcipów należy unikać”.

Kisiel w paryskiej „Kulturze”

Gomułki nie zabito, zabito kilkudziesięciu robotników, by przejąć jego stołek. Za nowego władcy kraj na trochę poweselał. „Służby” natomiast dalej zachowywały krytyczną czujność. Bo np. skandalem dla władzy był fakt ukrywania się pod pseudonimem autora tak dobrych powieści jak „Cienie w pieczarze” czy „Widziane z dołu”. Wydano je wprawdzie za granicą, w Paryżu, ale to w niczym ciekawości odpowiednich władz nie osłabiało. A nawet jakby przeciwnie.
Po żmudnym śledztwie, potwierdzono, iż autorem jest nikt inny jak Kisiel. Tak zaopiniował literat Kazimierz Koźniewski, czyli TW „33”. Poparł go TW „Stanisław”, także TW „Sylwek”, TW „Marek Dembicki”. A taki TW „Julian” w czasie swego pobytu we Francji pofatygował się aż do Zygmunta Hertza, by w rozmowie stwierdzić kategorycznie, iż autorem „Cieni w pieczarze” jest Kisiel. Hertz „był zaskoczony i wyraźnie zdenerwowany” – jak zeznał, z satysfakcją, „Julian”.
Do Paryża pojechał także i Kisiel, stało się to w roku 1972. Bo jednak co by nie powiedzieć, lata 70. były w PRL czasem względnie swobodnym. Może dlatego MSW mogło zanotować: „Sprawdzone źródło agenturalne podaje, iż zespół redakcyjny paryskiej «Kultury» był rozczarowany postawą Stefana Kisielewskiego jaką zajął podczas ostatniego pobytu w Paryżu. Oczekiwano z jego strony ostrej krytyki sytuacji w Polsce. Kisielewski dał zespołowi pozytywną ocenę. Wypowiadał się dodatnio o działaniu i sylwetce tow. Gierka. Kierowanymi pod adresem „Kultury” żartami i kąśliwymi uwagami redakcja poczuła się urażona. Gość nie skorzystał z przygotowanego dla niego gościnnego pokoju w Maisons Laffitte. Mieszkał u syna”.
Tak, Kisiel bywał czasami adwokatem diabła, czyli przecherny. W papierach esbeckich i na to można znaleźć dowód. Ot, taka „Notatka służbowa” z 20 maja 1976 sporządzona przez TW „Tatra” a mówiąca o scenie, jaka rozegrała się w kawiarni „Ujazdowska”, w której to Antoni Słonimski zwymyślał: „Kisiela z Tygodnika Powszechnego za artykuł w numerze 20 z 16 maja br. (ostatnia strona). Kisiel zamieścił tam artykuł, w którym zaatakował ChSS, nazywając je złośliwie Chrześcijańską Unią Jedności (…) Sł. oburzony był na Kisiela za zamieszczenie tego rodzaju słowa w organie Kardynała, na cenzora za przepuszczenie tego słowa i wreszcie redaktora Turowicza za zamieszczenie tego rodzaju paszkwilu w tygodniku katolickim”.
Władza w latach 70. często nie była konsekwentna. Np. wspomniany powyżej paszport otrzymał wkrótce po zablokowaniu wydawniczego ważnego dla niego tekstu „Konserwatyzm, rewolucja, młodzież”. Esej ten kończył się słowami: „Czasem myślę, że Polska to zbyt poważna rzecz, aby pozostawiać ją młodzieży, i to młodzieży niedostatecznie poinformowanej, sztucznie zbrzydzonej do konstruktywnego konserwatyzmu, a wychowywanej niebacznie i przypadkowo przez zdezorientowanych Mitręgów i Kąkolewskich, przez telewizję czy «Argumenty». Nawet «Tygodnik Powszechny» stara się już bywać antykonserwatywny i rewolucyjny. Więc co robić? Umierać? Hm”.

Umarł po dwudziestu latach, 27 września 1991 roku. „Tygodnik Solidarność”, pismo, z którym w swych ostatnich latach było mu bardzo blisko, zamieścił po jego zgonie kilka wypowiedzi jemu poświęconych. Jeden z zabierających głos, Wojciech Wasiutyński z Nowego Jorku, pisał: „Fuit Kisiel. Ta starorzymska formuła oznacza, że go nie ma już, dokonał się. Ale nie przestał być”.

W cytatach zachowano pisownię oryginalną.

http://www.tygodniksolidarnosc.com/pl/

zobacz: Lista Kisiela

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Lata PRL i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Kisiel – ten, który chciał zabić Gomułkę

  1. Wk.bardzo pisze:

    Jak on umiał opowiadać jaka lekkość opisywania znanych osób. Autoironia to coś czego brakuje tak wielu znanym postaciom. Ocena dzisiejszej władzy też można podciągnąć pod pytanie ,,a oni to inteligentni czy raczej durnie” . Jak nie ma trzeciej możliwości to durnie. Jak by zapytano Kisielewskiego co jest pewne oprócz śmierci i podatków ? Co by odpowiedział ? Ja stawiam na podsłuchy.

  2. emka pisze:

    11 marca 1968 r. Pobicie Stefana Kisielewskiego. Za „dyktaturę ciemniaków”
    „A teraz, sk….synu, za to dostaniesz” – tymi słowami „nieznani sprawcy” zwrócili się do Stefana Kisielewskiego, zaczynając go tłuc i masakrować. Bili pięściami i milicyjnymi pałkami.

    Przyczyną napaści i pobicia była opozycyjna postawa Stefana Kisielewskiego w PRL, a szczególnie słowa przez niego wypowiedziane na zebraniu oddziału warszawskiego Związku Literatów Polskich 29 lutego 1968 r. Nawiązując do decyzji ekipy Władysława Gomułki, ograniczającej możliwości publikacji i działalności ludzi kultury, Kisiel wypowiedział brzemienne dla niego w skutkach zdanie: „Opowiadam się za rezolucją kolegi Kijowskiego, która stawia sprawę całościowo na tle tej skandalicznej dyktatury ciemniaków w polskim życiu kulturalnym, jaką obserwujemy od dłuższego czasu”.

    Słowa o „dyktaturze ciemniaków”, wygłoszone w określonym kontekście, urosły do rangi symbolicznej. W tych dwóch słowach ujęty został opis komunistycznych rządów i całej klasy politycznej, która z nadania ZSRR zawładnęła Polską, cechując się uległością wobec Moskwy i zamordyzmem wobec własnego społeczeństwa.
    Wypowiedź Stefana Kisielewskiego padła w okresie wrzenia 1968 r., wywołanego wokół przedstawienia „Dziadów” w Teatrze Narodowym. 8 marca nastąpiło apogeum protestu studentów, którzy na wiecu w Uniwersytecie Warszawskim upomnieli się o swoich kolegów usuniętych z uczelni. Protesty studencie w Warszawie i innych miastach zostały rozbite przez milicję, ORMO i SB.
    11 marca, na tyłach katedry św. Jana na Starym Mieście Kisielewski dostał się w ręce czatujących na niego ORMO-wców, którzy na inteligencie wytykającym PRL-owskiej ekipie jej ciemnotę wyładowali swój „klasowy gniew”. Jak wspominał później, bity i okładany był fachowo i systematycznie, z zastrzeżeniem, żeby uderzenia nie padały na głowę. Wyraźnie chodziło o to – uznał pisarz – że sprawcy mieli polecenie, żeby nie zabić swojej ofiary. Pobicie było jednak dotkliwe.[…]

    Czytaj więcej na http://nowahistoria.interia.pl/kartka-z-kalendarza/news-11-marca-1968-r-pobicie-stefana-kisielewskiego-za-dyktature-,nId,1695443#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome

  3. emeryt pisze:

    Wczoraj 3 marca 2015 r w TV oglądałam film dokumentalny pod tytułem ” Zwyczajny marzec” reżyserii Zmarz-Koczanowicz w którym żyd Michnik A. przedstawia ze swego punktu widzenia przebieg historii …nie mówi że..
    – jest okupacja sowiecka i zaprowadzany żelaznym butem żydowskiego NKWD-isty Stalinowski nowy ustrój w Polsce,
    -nie mówi o katowniach już Stalinowskich w których katowani są młodzi Polacy przez KGB i NKWD po wojnie , kiedy wszyscy się cieszą końcem wojny i świętują w całej Europie nawet w Niemczech …. my gnijemy w katowniach,
    -nie mówi o tym że krwawa Luna żydówka skazuje na śmierć młodych wykształconych Polaków….,
    – nie mówi że na twarzach zastygłych w napięciu robotników , nieruchomych , nie uśmiechniętych widać grozę tamtych dni, ludzi zduszonych okupacją sowiecką…owszem czyta zupełnie co innego z tych twarzy robotniczych…
    -mówi że nie ma inteligencji Polskiej i ma racje……po wojnie brak inteligencji Polskiej był faktem ….nie było, bo my wiemy dla czego jej nie było, bo została wymordowana, a resztki wymordowano po wojnie, a ci co byli poza granicami kraju nie wrócili… i w szyderczy sposób nie musi nam tego wytykać że ten Polak to z pochodzenia Czech, tamten to Litwin z pochodzenia ….dlatego wnioskuję o stworzenie księgi wspaniałych Polaków synów narodu Polskiego w Internecie…o to proszę młodych Polaków , którzy potrafią stworzyć taką stronę i ją prowadzić…
    -wyśmiewa się , że wszyscy inteligenci to nie Polacy…to ten jest o narodowości Czeskiej, ten Litewskiej itp…..niech doda ….jeszcze to,… że żydowska inteligencja wiodła prym po wojnie , na intratnych stanowiskach w aparacie państwowym i w przemyśle , w rządzie,…i wiodła dostatnie życie wysyłając swą młodzież na najlepsze uczelnie…..młodzi żydzi dopominający się wolności słowa … a my cieszyliśmy się odwilżą stalinowską , że nikt nas nie nachodzi, nie aresztuje, bez powodu że możemy znaleźć prace, choć mamy wilczy bilet, np.. w lasach państwowych ale dobre było i to, dzieciom można było dać jeść,
    – mówi z pogardą o Gomółce ..ale my Polacy wiemy, że wstrzymał rugowanie chłopów z ziemi, wstrzymał kołchozy….i pozwolił odetchnąć Polakom po tych ciężkich latach życia ..
    – kiedy Jakub Bergman kat kobiet w Otwocku działał, żydówka krwawa Luna skazywał młodych wykształconych na kompletach Polaków na śmierć i im podobni żydzi itd. , kiedy w katowniach żydowski NKWD i KGB katowało Polaków i skazywało na powieszenie, na strzał w głowę
    – mówi że poparła antysemicką i antyinteligencką nagonkę …… poparła spora część społeczeństwa …..tak poparła….ale jak miała nie poprzeć …po tak intensywnej pracy żydowskich stalinistów…jak śmie jeszcze Polakom zarzucać ..bezwstydu , bez refleksji, bez empatii…tak działają , tak widzą naszą historie, tacy sąsiedzi jak Michnik i jego rodzina…
    -proszę państwa czekam z utęsknieniem kiedy POLSCY historycy zaczną pisać o Polskim losie polskiego obywatela , będą pisać historie i losy Polaków tak jak MY widzimy , naszymi oczami, nie oczami żydów, ich prawdą objawioną , ich filmami w postaci Pokłosia, i tym podobnych filmów, wzywam inteligencje do pisania o tych latach 1942-1956 kiedy staliniści żydowscy wprowadzali dobrobyt w Polsce….

  4. emka pisze:

    25 rocznica śmierci Stefana Kisielewskiego – „Kisiela” – prozaika, kompozytora, a przede wszystkim publicysty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.