Andrzej Trzebiński

Andrzej TrzebińskiJedna z najwybitniejszych postaci pokolenia wojennego. W listopadzie 1943 roku niemiecki pluton egzekucyjny dokonuje w Warszawie jednego z wielu mordów – tym razem przy ul. Nowy Świat 49. Wśród rozstrzelanych jest 21-letni Andrzej Trzebiński. Student podziemnej polonistyki, poeta, prozaik, autor groteski „Aby podnieść różę”, krytyk literacki i publicysta, …

organizator i bohater konspiracyjnych wieczorów autorskich, redaktor pisma „Sztuka i Naród”, działacz Konfederacji Narodu, twórca Ruchu Kulturowego.

Andrzej Trzebiński, jeden z najzdolniejszych poetów i publicystów czasu wojny, został rozstrzelany przez Niemców w egzekucji ulicznej, w Warszawie, na Nowym Świecie przy Wareckiej, 12 listopada 1943 roku.  Miał zagipsowane usta w momencie egzekucji.

Andrzej Trzebiński, pseudonim Paweł Późny, Stanisław Łomień, był jednym z najzdolniejszych poetów czasu wojny. Miał 21 lat, gdy umierał w piątek, 12 listopada 1943 r., rozstrzelany przez Niemców w egzekucji ulicznej w Warszawie.

Poeta, dramaturg, krytyk literacki, publicysta. Absolwent Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie, zdał maturę konspiracyjnie, studiował filologię polską i slawistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadził działalność konspiracyjną, związany był z Konfederacją Narodu. Redaktor pisma „Sztuka i Naród” – almanachu literackiego, podejmującego także kwestie polityczne.

 

Alina Czerniakowska

Młodzi

70 lat temu, 12 listopada 1943 r., niemiecki pluton egzekucyjny dokonuje w Warszawie jednego z wielu mordów – tym razem przy ul. Nowy Świat 49. Wśród rozstrzelanych jest 21-letni Andrzej Trzebiński.
Przypomina o nim współczesna, świetna poetka Dorota Maria Pieńkowska:

“»Groszku pachnącego przyniosłaś mi w dłoni…« – dźwięczą nam w uszach słowa jednego z niewielu ocalałych liryków tego poety, dramatopisarza (»Aby podnieść różę…«), myśliciela i publicysty, jednego z redaktorów konspiracyjnego pisma »Sztuka i Naród«, które przyjęło za swoje motto wzięte z Norwida słowa: »Artysta jest organizatorem narodowej wyobraźni«. Stawiali sobie za cel »połączenie aktywnej kultury Zachodu z kontemplacyjną kulturą Wschodu, w atmosferze myśli i doktryny chrześcijańskiej«. Trzebiński wprowadzał ideę uniwersalizmu, stawiającą w centrum człowieka, indywidualnie dorastającego do praw wieczności i Boga. Pisał w pamiętniku: »Prawdziwa kultura wymaga twardości charakteru i twórców w pełni dojrzałych. (…) Stworzenie wielkiej kultury kosztuje. Kultura rodzi się w bólu i bohaterstwie«. Zaznaczał, że kultura nie jest sama przez się uniwersalna – staje się taką wtedy, gdy spełnia zadania moralne. Najważniejszym postulatem artystów związanych ze »Sztuką i Narodem«, była jedność sztuki i czynu”. Wierność tej idei wszyscy pieczętowali własną krwią: Bronisław Kopczyński (1916-1943), Wacław Bojarski (1901-1943), Andrzej Trzebiński (1922-1943), Tadeusz Gajcy (1922-1944), Zdzisław Stroiński (1921-1944) i Wojciech Mencel (1923-1944). Myśleli o przyszłej Polsce, o nas. Młodzi, odpowiedzialni, zdolni… »Trzeba podnieść te róże, trzeba je ożywić…«”.

Tu zasadnicze pytanie: kto ma dzisiaj te róże podnieść, kto ma kontynuować zadania i myśli straconych, zamordowanych młodych Polaków i Polki, przez Niemców i Sowietów? Wyniszczanych przez NKWD, UB, SB i inne urzędy tak zwanego bezpieczeństwa (o ironio!). Do tego dochodzą zniszczone dobra materialne, wielowiekowe budowle, miasta całe, dwory, pałace i perfidna grabież dzieł sztuki, drogocenności tysiącletniej naszej kultury.

Gdy dzisiaj mówimy o młodych, nie analizujemy ich sytuacji, wychowania, wiedzy i świadomości historycznej. Młodzi, wpędzeni w wir materialnych zależności, wyścigu, braku pracy, a co najgorsze – braku prawdziwych autorytetów, zatracają najważniejszy sens życia. Często wartościowi, zdolni gubią się w walce o pieniądze, stanowiska, układy, znajomości. Harują, by nie wypaść “z szeregu”, by się przypodobać nie najmądrzejszym szefom, zatracają poczucie czasu, niedziel, świąt, nie mówiąc o zasadach, ideach…

Dochodzą jeszcze ci, którzy wyjechali “za chlebem”, w XXI wieku! Nie są u siebie, podejmują każdą pracę na każdych warunkach, tułają się, nierzadko żebrzą, kradną (jak relacjonują mi znajomi z Londynu). Rujnują zdrowie, psychikę, życie rodzinne. Współcześni niewolnicy. Jak podają statystyki, wyjechało ponad 2 mln młodych Polaków! Dlaczego w ojczyźnie, dużym państwie środkowoeuropejskim, w Polsce, nie mają pracy, środków do życia?! Kto za to odpowie przed Bogiem i historią?

Artykuł ukazał się w tygodniku „Nasza Polska” Nr 48 (943) z 26 listopada 2013 r.
www.naszapolska.pl

 

Wiersze Andrzeja Trzebińskiego

Wymarsz Uderzenia

A jeśli bzy już będą, to bzów mi przynieś kiść
i tylko mnie nie całuj, i nie broń, nie broń iść.
Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł
i ciebie z karabinem do końca będę niósł.

To wymarsz Uderzenia i mój (i mój, i mój).
W ten ranek tak słoneczny piosenka nasza brzmi.
Słowiańska ziemia miękka poniesie nas na bój –
Imperium gdy powstanie, to tylko z naszej krwi.

A jeśli będzie lato, to przynieś żyta kłos –
dojrzały i gorący, i złoty jak twój włos –
i choćby śmierć nie dała, bym wrócił kiedy żyw,
poniosę z twoim kłosem słowiańskich zapach żniw.

To wymarsz Uderzenia…

A jeśli będzie jesień, to kalin pęk mi daj
I tylko mnie nie całuj, i nie broń iść za kraj.
Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł
i ciebie z karabinem do końca będę niósł.

To wymarsz Uderzenia…

Poniosę nad granicę kalinę, kłosy, bzy –
To z nich granice będą – z miłości, a nie z krwi.
Granicę mieć z miłości w żołnierskich sercach –„U”.
Nasz kraj tam gdzieś się kończy, gdzie w piersiach braknie tchu.

To wymarsz Uderzenia…

1942

 

Żołnierzom walczącym za Bugiem

Rozsadź krwią
granice zbyt małe
Podłóż krew – purpurowy dynamit
Później lont
zapal pieśnią i szałem –
Krew rozsadzi najtwardszy granit

Kiedy hełm nakładasz – słyszysz
w skroniach wciąż krew eksploduje.
Kiedy idziesz lasem w szum, ciszę,
w piersi serca eksplozję czujesz.
Rzuć serce i życie jak granat
Rozsadź skamieniałość świata
Tak w śpiewie żywej krwi i w eksplozjach serc
w historię trzeba biec
jak w atak

Kiedy karabin niesiesz – czujesz,
jak zamek, lufa w rytm ramienia
pulsuje
w srebrną grę się zmienia
w srebrnych poślizgnięć marsz
Srebro w księżycu się przelewa
Karabin maszeruje – zielony księżyc maszeruje –
kolegi w księżycu twarz…
Zielono
i dwa, trzy, cztery…
lewa –
Czujesz:
ten rytm ma wejść w krew batalionom
Rytm za pieśń

Batalion –
nie śpiewać!
Koledzy –
ideą walką związani w żywy mur,
żołnierze czarni jak śmierć i jak krew purpurowi
dość złego losu i zastygłego świata.
Wbrew losowi
idzie nasz
uderzeniowy szturm

Zatarg?
Więc niech będzie z losem zatarg

Żołnierze
nie buławę, lecz ideę niesie każdy w tornistrze
Nurt dziejów – to prądy naszej krwi
Więc nie lęk
Kiedy prądy purpurowe rwą wciąż bystrzej,
więc nie łzy
więc nie jęk
ma nas żegnać.
podejmujemy los – Niech krwią nurtują dzieje
krew zwiąże nas z historią jak najcenniejszy sznur

Żołnierze wierzący w krew –
niech
krew
się leje.
W historię trzeba zrywać się
jak w szturm

 

Liryk nr 5

Deszcz już przeszedł – wołały kwietniowe dziewczęta u okien kwitnące. A to przecież przeszedłem tylko ulicą ja – bardzo mokry – nikt więcej.
Uśmiechnąłem się kroplą z kasztana, która jasno opryskała mi twarz.
I witano mnie wszędzie tak samo i co kasztan… – tylko czekać, kiedy wyjdą przez powietrze kwietniowe dziewczęta o nogach szukających innych dróg.
Czy spytają policjanta dokąd poszedłem, by mnie szukać?
– lecz pokażę im pałeczką dwie ulice,
– lecz pokażę im pałeczką tęczę ciemną…
Czy mnie znajdą, gdybym przyszedł i stoję: przed kwiaciarnią, gdzie stoi i kwitnie złoty deszcz – ?

 

Na górze ognia

To ziemi czerń zawiera ogień georginii. I z niej dzwoniące na gałęziach brąz i miedź owoców. I jej głąb wyrzuca wiatry płonące na cztery strony lasów.
Pod kwiatem, owocem i wiatrem leży ziemia chmurna i blada.
I tam odchodzi człowiek.
Czyż nie odkrywa się wtedy spod prochu i czarnych skib dno koloru kwiatów znad ziemi i dno płomieni ludzkich?
Nakładające się na siebie pokłady i kopalnie barw zagęszczonych w destylat, przejrzyste i lekkie góry.
Góry, doliny ognia…
Tam korzenie zapuścić po sok, nieugaszonych gór.
Powiedż, bo wiesz – Umarły:
I tam odchodzi człowiek?
Jakże ukryte oczom przecinających jest to przeznaczenie bliższe stopom niż czaszkom, choć i stopy wędrujące po górach ognia, przechodzą, mijają obok.
To ten raj, którego obecność z latami zarysowuje Ci mózg w deseń myśli…
o śmierci?
Stamtąd wychodzą kwiaty, których nikt za grzech żaden nie wygania, a które tylko są znakiem dawanym.
I nikt nie wygania stamtąd. Tam się wraca
Kiedy włosy, jak pnie drzew obielone zostaną na starość, kiedy źrenice wypełzną niebiesko, jak popiół po życiu wypalonym
Wtedy wraca się tam
Wracają wołani nasturcją.
Bo Bóg niekoniecznie objawia się w krzaku gorejącym: nieraz po prostu w pojedynczej nasturcji, która kwitnie
I to nie jest źle, ta pokora…
Tam idziesz –
Lecz inaczej w ogniu młodości pełnej
Człowiek
Tam spotykamy się zakopani głęboko, wrośnięci korzeniami kości, leżący w ziemi na wznak…
A gdy gwiazdę spadającą z nieba ujrzysz, wiedz – że:
W ziemi są głębokie cmentarze nawet dla gwiazd i meteorów, które także leżą na wznak pod skrzyżowanymi przez wiatr i słońce drzewami sosen.
Tak jak ty i jak oni: Polegli
Tylko nikt nie modli się za nie
Tam leżysz

Z którego wyrastają pod ziemię ciężkie jak żelazo i ogromne, w niebo wbite czyjąś pięścią olbrzymi
— Dęby

za: http://requiem1944.bloog.pl/kat,679793,index.html

 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.