Śmierć pięknej Polski

2757-40301380896326Bohdan Urbankowski

Ktoś powiedział, że państwo jest wspólną imprezą. Narody, które państw nie organizują, mają się gorzej i istnieją krócej. Wynalazkiem Polaków – i to na skalę światową – była Rzeczpospolita.

Ktoś powiedział, że państwo jest wspólną imprezą. Uwzględniając system podatkowy, trzeba dodać: składkową i nie całkiem dobrowolną. Niemniej narody, które państw nie organizują, mają się gorzej i istnieją krócej. Wynalazkiem Polaków – i to na skalę światową – była Rzeczpospolita.

Polacy kilkakrotnie wymyślali swoje państwo. Za pierwszych Piastów było ono scentralizowane z silną kastą rycerską (drużyną), potem – nieudany eksperyment ze zdecentralizowaną Polską Dzielnicową, która wyprzedzała historię jedynie w tym sensie, że przypominała XX-wieczny bajzel. Przejściowym pomysłem była unia dwóch państw połączonych osobą władcy: polsko-czeska i polsko-węgierska. Aż wreszcie wynaleziono Rzeczpospolitą Obojga Narodów, jednoczącą Wielkie Księstwo Litewskie i Koronę Polską, z której po Unii Hadziackiej (16 września 1658 r.) wyodrębniono jeszcze Wielkie Księstwo Ruskie. Unia Hadziacka przekreślała tzw. ugodę perejasławską, została zatwierdzona przez sejm i zaprzysiężona przez Jana Kazimierza. Przetrwała krótko, lecz wspaniałą jej manifestacją było zwycięstwo armii kozacko-polsko-tatarskiej Jana Wyhowskiego pod Konotopem – 8 lipca 1659 r. Rocznica tej bitwy obchodzona jest dziś na Ukrainie jako dzień największego triumfu nad Moskalami. Ten okres skończył się spontanicznym, to znaczy zorganizowanym przez Rosję buntem „czerni” (ówczesny lumpenproletariat), której z braterską pomocą przyszły wojska carskie. Ten pomysł Rosja powtórzy jeszcze nie raz… Pięknym i rozpaczliwym echem Unii Hadziackiej było przyjęcie przez powstańców 1863 r. nowego herbu, który oprócz Orła i Pogoni przedstawiał postać Michała Archanioła, patrona Rusi.

Rzeczpospolita łączyła zalety monarchii (sakralizacja władzy, sprawny aparat wykonawczy) z demokracją, która wyrażała się nie walką partii, a uzgadnianiem opinii wszystkich ziem, co skutkowało nadużywaniem liberum veto. Zasada elekcyjności pozwalała wybrać na najwyższy urząd najlepszego z potencjalnych kandydatów; kastą rządzącą było rycerstwo uprawiające ziemię i zobowiązane do posług wojskowych (pospolite ruszenie). Na wzorzec tej kasty wysuwany był, chociaż z trudem, wódz i rolnik Cyncynat. Wspominał o nim Kochanowski w jednej z elegii, pisał też Wacław Potocki, jednakże ogół wiedział o nim tyle, ile współcześni Polacy. Guzik.

Bazę ekonomiczną Rzeczypospolitej stanowił eksport płodów rolnych, szybko też powstawały manufaktury. Jako przykład cywilizowania Kresów podać trzeba działalność Jaremy Wiśniowieckiego, który znany jest jako rycerz, mniej – jako gospodarz. W ciągu 10 lat założył 3 tys. wsi, liczba gospodarstw wzrosła z 750 do 37 tys., że o mostach i drogach nie wspomnę. Polska organizacja gospodarki doczekała się teorii w pismach Andrzeja Fredry, który akcentował związek dobrobytu i siły. Fredro był zwolennikiem merkantylizmu przed merkantylizmem, uważał, że państwo nie powinno eksportować surowców ani używać obcych pośredników. Był zwolennikiem własnej floty i własnej, silnej monety. Jego poglądy można uznać za łagodną postać nacjonalizmu ekonomicznego. (Skrajną postacią będzie zamknięte państwo handlowe – Der geschlossene Handelsstaat Fichtego). Wyprzedaż banków niszczenie własnej floty i transportu uznałby Fredro za zbrodnię domagającą się banicji.

Ciułanie tożsamości

Mimo używania łaciny i oparcia praw na kodeksach rzymskich, a może właśnie dlatego, Polacy szukali innych, różnych od Rzymu podstaw swej tożsamości. Od XVI wieku tworzony jest imponujący rozmachem i nowoczesnością projekt zwany z czasem sarmatyzmem. O Sarmacji europejskiej i azjatyckiej pisał już Ptolemeusz; po wiekach przypomniał o tym Maciej Miechowita, autor traktatu De duabus Sarmatiis („Traktat o dwóch Sarmacjach”), który został wydany w 1517 r., a do 1582 r. doczekał się aż sześciu wydań. Miechowita polemizował z Eneaszem Piccolominim, przypisującym Słowianom pochodzenie od Scytów – ludu tak barbarzyńskiego, dzikiego i plugawego, że nikt nie chciał od niego pochodzić. Z wyjątkiem, o którym będzie jeszcze mowa… Ideę sarmackiego pochodzenia Polaków podtrzymywali też dwaj wybitni Marcinowie: Marcin Bielski w „Kronice wszytkiego świata” (1551 r.) i Marcin Kromer w wydanym cztery lata później dziele De origine et rebus gestis Polonorum („O pochodzeniu i czynach Polaków”); wspomnieć też trzeba o pochodzącym z Prus Książęcych Reinholdzie Heidensteinie, autorze dzieł o Zamojskim i o wojnie moskiewskiej. W jego łacińskich księgach Batory i Zamojski zostali uwiecznieni jako wzorce sarmackiej Rzeczypospolitej.

Rzeczpospolita dwojga języków

Wbrew późniejszym opiniom sarmatyzm był otwarty na Europę, której elity dość długo posługiwały się w nauce i literaturze łaciną i jednocześnie rozwijały języki narodowe. Przypomnieć w tym miejscu starczy, iż Kochanowski był znany w świecie jako poeta łaciński i z Ronsardem rozmawiał po łacinie. Horatius Christianus – jak zwano Macieja Sarbiewskiego – został w 1622 r. przez Urbana VIII uwieńczony (taki dawny Nobel) za poezje łacińskie; okładkę jego Lyricorum libro rum projektował sam Rubens. Teoretyczne rozprawy Sarbiewskiego De perfecta poesi („O poezji doskonałej”) czy De acuto et argotu („O poincie i dowcipie”) czytane były przez Europę jako lektury obowiązkowe jeszcze 200 lat po jego śmierci. Rzadko któremu z autorów to się trafia! Miarą znaczenia jest też zajadłość wrogów. Po powstaniu 1830 r. Rosjanie wynieśli szczątki Sarbiewskiego z kościoła, w którym spoczywały, i zagrzebali w nieoznakowanym dole na Powązkach.

Poetą laureatem był też Klemens Janicki, którego uwieńczył papież Paweł III (1540 r.). Zmarł, mając 27 lat, co każe go zestawiać z pokoleniem Baczyńskiego i Borowskiego.

Do prawodawców sarmatyzmu należał też późniejszy prymas Andrzej Krzycki, o którym mówiono, że znał się z doktorem Faustem. Z Faustem się nie znał, za to znał się z Lutrem (z którym zresztą polemizował i to tak, że sam trafił na indeks zakazanych!). Erazm uznawał Krzyckiego za księcia polskich poetów – tak zaczęła się moda na ów tytuł. (Jako ostatni otrzymał go ks. Jan Twardowski). Serca wielu Sarmatów winien też łechtać fakt, iż Krzycki był inicjatorem i członkiem Towarzystwa Ożralców i Opilców rozrabiającego na dworze Zygmunta Starego, a także praojcem polskiej (właściwie polsko–łacińskiej) liryki pornograficznej.

Do towarzystwa bibones et comedones należał też Jan Dantyszek – uwieńczony z kolei przez cesarza Maksymiliana I (1517 r.); poeta, biskup, dyplomata. Jako ciekawostkę odnotujmy, że Karol V nadał mu hiszpańskie szlachectwo i na jego cześć wybił medal. Wiele dzieci naszego księdza biskupa zrobiło potem karierę na hiszpańskim dworze.

Stosując współcześniejsze, więc bardziej barbarzyńskie określenia, możemy powiedzieć, że sarmatyzm osiągnął to, co się samym barbarzyńcom nie udało: złoty środek między okcydentalizmem a narodnictwem. Likwidacja łaciny w szkołach odcięła nas od łacińskich źródeł kultury. Likwidacja lektur staropolskich i Sienkiewicza odcina nas od źródeł polskich.

Kresy. Pole walki i miejsce spotkania

Inaczej niż na Zachodzie (z racji kulturowego opóźnienia) w Polsce nie doszło do wyniszczającego przeciwstawienia greckopogańskiego i reformacyjnego renesansu ortodoksyjnemu średniowieczu ani kontrreformacyjnego baroku – renesansowi. Te nurty się nałożyły, by kulminować w projekcie sarmatyzmu. W sferze kultury materialnej sarmatyzm łączył elementy zachodnie z orientalnymi, skrótowo mówiąc – włoską architekturę ze wschodnimi ciuchami. Przykładem choćby strój obejmujący żupan, kontusz, kołpak i pas, przykładem szabla – nawiasem mówiąc, jedyna w Europie, która mogła się zmierzyć z tureckimi. Orientalizacja kultury docierała do serca Polski, czego dowodem, iż „persjarnie” (manufaktury pasów „perskich”) były w Słucku, ale i w Kobyłce. Wraz z przedmiotami przywędrowały z Turcji ich nazwy: kontos, czekman, kalpak, których przeróbki cytowałem. Z innych zapożyczeń warto wspomnieć spolonizowane do niepoznaki słowa, takie jak majdan czy kutas (po polsku chwost). Stąd jeden z bohaterów Pana Tadeusza: „Fryzował sobie czubek, kołnierzyk, a czasem/Bawił się z pływającym u buta kutasem”.

Warto dodać, że dzięki przejściowej, transmisyjnej roli polszczyzny Kresów w polszczyźnie pojawiły się elementy ruskie, takie jak hałas i hołysz, a także zdrobnienia w rodzaju wiatrek, deżdżyk, a nawet… zadek. Na kresach słowo kiep znaczyło tylko dureń, w Koronie… było gorzej. Polszczyzna Kresów była śpiewna, zbliżona do dialektów ruskich – traktowała je jako pokrewne; tym samym jako krewniaków traktowała posługujących się nimi ludzi. Była niejako naturalnym językiem tolerancji. Taką polszczyzną pisał ojciec polskiej literatury Mikołaj Rej z Żurawna, doskonalili ją tacy mistrzowie, jak wcześnie zmarły geniusz Mikołaj Sęp-Szarzyński spod Lwowa czy Wacław Potocki spod Łużnej – bohater Beresteczka, autor „polskiej Iliady” (tak zwano „Wojnę chocimską”). Na prawach dygresji odnotujmy, że Rej przechodził z katolicyzmu na luteranizm, a z luteranizmu na kalwinizm; protestantem był też początkowo Sęp. Potocki zaś arianinem.

Akt Konfederacji Warszawskiej z 1573 r. był naturalnym dopełnieniem tej tolerancyjnej, wieloźródłowej kultury. Sygnatariusze aktu ogłaszali: „obiecujemy to sobie spólnie za nas i potomków naszych na wieczne czasy […] iż którzy jesteśmy różniący się w religii chrześcijańskiej pokój między sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w Kościele krwie nie przelewać”. Tekst Konfederacji został w 2003 r. wpisany na listę UNESCO Pamięć świata.

Inicjatorem, a wedle niektórych też głównym autorem aktu, był wspominany już Jan Zamojski. Katolik, ba, fundator jezuickich kolegiów, który zapisał się w kulturze myślą na wagę złota: „Dałbym sobie rękę uciąć za to, żebyście się nawrócili, ale oddałbym drugą w waszej obronie, gdyby was miano prześladować za wiarę”.

Wspólne dzieło pokoleń rzemieślników i artystów

Z miast Rzeczypospolitej najlepiej wybudowane były miasta Korony, lecz tym samym były one… gotowe. Miejsce było na niezagospodarowanych bądź zniszczonych najazdami Kresach, one stanowiły wyzwanie.

Sarmatyzm spełniał się w architekturze głównie w formach barokowych. Barok północny budował Jan Krzysztof Glaubitz ze Świdnicy, twórca kościołów arcydzieł Wilna i Berezwecza. Na południu
działała para lwowskich mistrzów Bernard Meretyn i Jan Jerzy Pinsel, dziś czczony u sąsiadów jako „ukraiński Michelangelo”. Pierwszy Włoch, drugi nie wiadomo skąd, obaj zresztą spolonizowani. Pierwszy projektował świątynie (i jeden ratusz – w Buczaczu), drugi ozdabiał je rzeźbami. Dziełem Meretyna jest sobór św. Jura i kościół św. Trójcy we Lwowie. Pamiętając o rzeźbach Pinsla, wspomnieć też należy o 40 uczniach, których wyszkolił. Był wśród nich architekt i rzeźbiarz Piotr Polejowski, który wedle niektórych swego mistrza przeskoczył.

Na liście pomników sarmatyzmu nie może zabraknąć Ławry w Poczajowie – największej świątyni Kresów, też w stylu sarmackiego baroku. Niewiele brakowało, by była to świątynia także wyznaniowo katolicka. Zawinił ksiądz, który odmówił rozgrzeszenia równie rozpustnemu jak szczodremu fundatorowi – Mikołajowi Bazylemu Potockiemu. Dał pop – i Poczajów dostali bazylianie… Po powstaniu listopadowym carat oddał Ławrę prawosławnym. Arcydzieło to projektował śląski architekt Jan Hofman, ale kończył wspominany już Piotr Polejowski ze Lwowa. On także przebudował wiele lwowskich kamienic.

Wspomnieć trzeba także Podhorce Wacława Rzewuskiego – tak, tego, który w 1758 r. został przez Rosjan porwany do Kaługi! Projektował te Podhorce Andrzej dell’Aqua – przybysz z Włoch, który wybrał na ojczyznę Polskę i ozdabiał ją swymi pracami 50 lat. Mówił i pisał po polsku, dostał nawet indygenat szlachecki. Podhorce były arcydziełem architektury, ale też i swoistym ośrodkiem wychowania przez sztukę. Tu była wspaniała biblioteka, tu największa w świecie kolekcja zbroi husarskich, a z rzeczy delikatniejszych – zbiór ponad 100 obrazów Szymona Czechowicza. Podhorce to także teatr, w którym Rzewuski wystawiał arcydzieła dramatu światowego, ale i własne sztuki. A był autorem takich, jak „Władysław pod Warną” i „Żółkiewski”. Na salony w Podhorcach wprowadzano też kulturę francuską. Łacina nie została wyrugowana przez język polski, musiała jednak zrobić miejsce francuszczyźnie. Pierwsza łączyła z przeszłością, druga z nowoczesnością.

Podobnie promieniujących kulturą przestrzeni było więcej. Brak miejsca nie pozwala opisać Grzymałowa Sieniawskich, Nieświeża Radziwiłłów, Dowspudy Paców, Tulczyna i Zofiówki Potockich oraz kilkuset innych miejscowości. Większość z nich zostanie zniszczona przez najazdy nowożytnych Scytów…

Idealni ludzie w idealnych miastach

Idealny mąż stanu, jakim wedle Heidensteina był Zamojski, wsławił się też jako mecenas. Opiekował się Klonowicem i Szymonowicem, na jego weselu wystawiono pierwszy nasz dramat – „Odprawę posłów greckich” Kochanowskiego. Zamojski był też projektodawcą idealnego miasta sarmackiego: Zamościa. Prace pod kierunkiem Barnarda Morando rozpoczęto w 1579 r. Wbrew pozorom miasto nie zostało zaprojektowane mechanicznie, lecz wedle oryginalnej koncepcji antropomorficznej. „Głową” był pałac Zamojskich, kręgosłupem – ulica Grodzka, przecinająca serce miasta – Rynek Wielki. Rynek Solny i Rynek Wodny porównywano do żołądka, może nawet do dwóch. Bastiony to ręce i nogi idealnego miasta, którego trzeba było bronić przed barbarzyńcami.

Drugim takim miastem dziełem sztuki był Stanisławów. Andrzej Potocki wymyślił go w 1662 r. dla swego syna Stanisława, by żyło mu się pięknie w pięknym mieście; kolejne arcydzieło – Żółkiew – ufundowana została przez hetmana Żółkiewskiego w 1603 r. Miasto wraz z zamkiem zaprojektował Paweł Szczęśliwy, on także wznosił kolegiatę św. Wawrzyńca, we Lwowie zaś – synagogę. Skoro zaś mowa o Lwowie, to wspomnijmy, że Ambroży Przychylny wznosił tu kościół Bernardynów i cerkiew wołoską. Zarówno Szczęśliwy, jak i Przychylny z pochodzenia byli Włochami, drugi ponoć szwajcarskim. Umierając, zapisał majątek na budowę szpitala św. Łazarza. Jeśli dodamy, że kaplica Boimów to arcydzieło mistrzów ze Śląska – będziemy musieli uwierzyć w magię Kresów: polonizując te ziemie, twórcy stawali się Polakami. Już w drugim pokoleniu wyrastały im sarmackie wąsy. Kreacja jest autokreacją.

Ta sarmacka Rzeczpospolita kształtowała duchowość, to znaczy tożsamość Polaków przez kilkanaście pokoleń. W miastach wyrastały uczelnie i drukarnie, w Polskę płynęły dzieła. Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, ilu twórców pochodzi z Kresów. Ludzie pióra: Mickiewicz, Słowacki, Fredro, Orzeszkowa; muzycy: Moniuszko, Szymanowski, Paderewski, Orda, który był i muzykiem, i rysownikiem, Grottger, Fałat… Spod Lwowa pochodził jeden z wynalazców polskiego romantyzmu Maurycy Mochnacki, spod Lwowa – Józef Supiński – ekonomista, twórca socjologii, za pomocą której chciał przywrócić Polsce niepodległość. A z dalszych nieco Kresów – Abramowski, „ojciec chrzestny »Solidarności«” etc. Z ich dzieł promieniowało piękno będące przetworzonym pięknem tej ziemi i etos będący etosem Kresów. Etosem rycerskim, którego kodeksem była poezja Potockiego, ale też „Trylogia” Sienkiewicza. Wspomnijmy, że choć ledwie z Woli Okrzejskiej, przyszły pisarz już w szkole dostał nagrodę za pracę „Mowa Żółkiewskiego do wojska pod Cecorą” – a stąd już prosta droga prowadziła na Kresy i do Nobla. Nie należy przypisywać Sienkiewicza do przyziemnego pozytywizmu. Był twórcą wielkiej prozy romantycznej, należał do późnych, lecz największych architektów sarmatyzmu.

Przedpole Zachodu

Kiedy powstanie wreszcie polski Plutarch, większość kart wypełnią życiorysy ludzi Kresów. Żółkiewski, Sobieski, Chodkiewicz, Kościuszko, Traugutt, Piłsudski, ale także obrończyni Trembowli Zofia Chrzanowska, która osobiście prowadziła wycieczkę na szańce Turków. Wiek XX dopisze do tej listy Orlęta Lwowskie i obrońców Zadwórza zwanego polskimi Termopilami; potem obrońców Grodna, wśród nich 13-letniego Tadzia Jasińskiego przytroczonego do sowieckiego czołgu. Kresy były kresami zachodniej kultury, także kresami pewnego typu etosu – opartego na kodeksie rycerskim i religii chrześcijańskiej.

Zagłada Kresów postępowała wraz z marszem Rosji w głąb Europy. Kresy niszczono razem z ludźmi – głodem, kulą w tył głowy, wywózkami na Sybir. Represje po powstaniach 1830 i 1863 r. obejmowały po około 30 tys. Polaków, pierwszy holocaust z lat 30. – co najmniej 110 tys., wliczając zamordowanych i deportowanych z Marchlewska, Dzierżyńska, Żytomierza; drugi holocaust, ten z 1940 r. – deportacje wraz z „normalnymi” łapankami i więzieniami – wykończył ponad milion Polaków. A przede wszystkim: odcięto najbardziej polską część kraju.

II Rzeczpospolita była ostatnim wcieleniem sarmackiej Polski. COP i architektura dworkowa, Żeromski, Kaden-Bandrowski i Skamandryci, Ruszczyc i Szukalski… Po 17 września zaczął się trwający do dzisiaj najazd barbarzyńców. Mordowano ludzi i zabytki, rabowano fabryki i wywożono jako łup. Do niewoli Rosjanie wzięli 250 tys. żołnierzy i oficerów, z tego ponad 20 tys. oficerów zamordują w Katyniu i innych miejscach straceń. O barbarzyństwie najeźdźców świadczy i masakra w Mostach Wielkich, i rozstrzelanie 280 jeńców w rejonie Sarn. Oskarża Rosjan Niemirówek, gdzie jeńców związano drutem kolczastym i obrzucono granatami, oskarżają zapomniane przez historię osady wojskowe: Budowla, Lerypol i Rokicie. Ich mieszkańcy – dawni legioniści – zostali z premedytacją zlikwidowani: znalezione po przejściu Rosjan trupy miały obcięte uszy i nosy, wyszarpane języki, porozpruwane brzuchy. Po barbarzyńsku traktowano jeńców. Po bitwie pod Wytycznem polskich rannych zniesiono do Domu Ludowego we Włodawie i… zamknięto na klucz, by umarli. Zwłoki spalono – obdarłszy wcześniej z odzieży.

Spotkanie z Rosją było szokiem kulturowym. Wychowani w tradycji rycerskiej i w poszanowaniu prawa polscy oficerowie byli bezradni niczym dzieci. ZSRS był związany traktatem ryskim i paktem o nieagresji – okazało się, że nie są ważne. Obietnice, słowo honoru – wszystko fraszki. Doszło do tego, że Rosjanie chcieli w Moskwie aresztować polskich dyplomatów i obronił ich… ambasador Rzeszy, Schulenburg. W Kijowie takiej obrony zabrakło, konsul Jerzy Matusiński po prostu został uwięziony przez NKWD, potem – po prostu zabity. Generał Langner otrzymał zapewnienie swobodnego wymarszu oficerów ze Lwowa. Dziwił się, że zostali aresztowani, że ich zwłoki znaleziono w katyńskich dołach. Tak samo naiwni okażą się potem przywódcy Państwa Podziemnego jadący na rozmowy do Moskwy… Kultura oparta na wartościach okazała się nieprzydatna, zamiast niej zaczął się kult siły. I pasujący do niego materializm.

Inteligencja kompradorska

W socjologii przyjęło się określenie burżuazja kompradorska. Oznacza ono nie tyle autentyczną burżuazję kraju podbitego, ile „burżuazję z nadania” – pośredników, kolaborantów. W PRL burżuazji nie było – postarali się o to zgodnie Niemcy i Rosjanie. Rolę zarządców „bazy” przejęli dawni agenci z KPP, rolę pośredników ideologii, która miała zniszczyć tożsamość Polaków – lewicowi inteligenci i twórcy. Też nie ci najwybitniejsi, najbardziej autentyczni, tylko raczej ci spsieni. Nie Wierzyński z Lechoniem – ci zostali na emigracji, tylko dziennikarz Grosz i nauczyciel Jaroszewicz. Ci zostali politrukami LWP. Kompradorskie „przywileje” otrzymali aparatczycy PPR i różnego rodzaju pół-inteligenci wiejscy i robotniczy po kursach. Masowo zgłosili się do służby „uciekinierzy” z getta – przeważnie ocaleni przez Polaków. Inteligencja kompradorska była nie tylko drugorzędna intelektualnie, lecz także drugorzędna moralnie. Nie potrafiła tworzyć, jej zadaniem było niszczenie dawnej wielkiej kultury. Jeśli po przejściu czerwonych barbarzyńców kultura polska dawała jakieś znaki życia – oni mieli wypatrzeć, dobić. W zamian otrzymywali – jak mówiono po sarmacku – jurgielt. Mogli cieszyć się względnym bogactwem i wychowywać następców. I to właśnie zrobili.

Nowe Państwo: Numer 9 (91)/2013

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Czasy zaborów, Eseje, Historia, Lata PRL, Polska Jagiellonów, Polska Piastów i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.