Stefan Żeromski

Eligiusz Niewiadomski Portret Stefana Żeromskiego 1900U stóp góry Radostowej we wsi Ciekoty w Górach Świętokrzyskich jest skrawek ziemi zwany Żeromszczyzną. Tu stał dwór, w którym od czerwca roku 1871 zamieszkali Józefa z Katerlów i Wincenty Żeromski z dziećmi. Dwoma córkami i siedmioletnim synem Stefanem, urodzonym 14 października 1864 roku. – pisze Barbara Wachowicz

 

Barbara Wachowicz

Ciekoty – „cząstka duszy” Stefana Żeromskiego

U stóp góry Radostowej we wsi Ciekoty w Górach Świętokrzyskich jest skrawek ziemi zwany Żeromszczyzną. Tu stał dwór, w którym od czerwca roku 1871 zamieszkali Józefa z Katerlów i Wincenty Żeromski z dziećmi. Dwoma córkami – Olesią i Bolesią – i siedmioletnim synem Stefanem, urodzonym 14 października 1864 roku.

„Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie. To jest ojczyzna duszy…” – mówi bohaterka „Przedwiośnia”. Ojczyzną duszy Stefana Żeromskiego pozostanie do końca życia ta wieś pod Radostową – Ciekoty. „Byłem na kawałku ziemi, gdzie mnie widziano ośmioletnim dzieckiem, gdzie miałem matkę, gdzie ojciec mój przeżył lat jedenaście, gdzie tyle było szczęścia, tyle szczęścia i boleści tyle!” – napisze w młodzieńczym „Dzienniku”.

„Jasne kwiaty mojej doliny”

Niestrudzony badacz biografii autora „Syzyfowych prac” i losów jego rodziny, wieloletni sławny kustosz Muzeum Lat Szkolnych Żeromskiego w Kielcach – Kazimiera Zapałowa, dokonała w 2003 roku rewelacyjnego odkrycia. Odnalazła, żmudnie tropiąc dzieje rodu, nieznane młodzieńcze zdjęcie Józefy i Wincentego Żeromskich. Dotychczas nie mieliśmy żadnego portretu matki autora „Róży” – dramatu, który podpisał panieńskim mianem macierzy: Józef Katerla. Jej wizerunek utrwalił w sylwetkach matek – czułych, wiernych i dzielnych – na kartach „Przedwiośnia”, „Ludzi bezdomnych”, „Syzyfowych prac”.

To ona wprowadziła syna w wielki, zaczarowany świat literatury.

„Pamiętam z miłością to wydanie paryskie, ilustrowane, na którym uczyłem się czytać u nóg matki” – pisze Żeromski o „Panu Tadeuszu”. Takimi lekturami karmiła pani Józefa z ubogiego ciekockiego dworku wyobraźnię dziesięciolatka. „Jak ja zawsze lubiłem czytać książki! To ma jedyna zabawa od dzieciństwa (…). Dziś jeszcze, jak na jawie, słyszę matkę mą czytającą, słyszę, zda mi się, głos jej drżący”.

15 sierpnia 1879 roku, w dzień Matki Bożej Zielnej, gdy dziewczęta ze wsi szły do kościoła, unosząc snopy ziół i kwiatów, piętnastoletni Stefan skoczył w toń stawu. Wtedy usłyszały krzyk przeciągły: „Moja matka umarła”.

Ten dzień będzie doń powracał. Warszawska nędza, zima 1888 r.: „Jestem tak samotny, że nieprzebranym bogactwem wydaje się marzenie, że mam jeszcze matkę… że ona nie pomaga mi, nie ratuje, ale pisze raz na rok: ’Mój synu, bądź wytrwały, pracuj, nie zginaj się nigdy’”. W tej nędzy, głodzie, opuszczeniu powie: „Gdyby mi los dał sławę, zawołałbym – daj mi moją matkę!”.

W kieleckim gimnazjum wszystkie przedmioty były oczywiście wykładane w języku rosyjskim. Chłopcy założyli tajne towarzystwo literackie. „Ideą przewodnią jest patriotyzm (…). Będziemy pielęgnować w naszym kółeczku mowę ojczystą”. „Syzyfowe prace” są wiernym obrazem tamtych lat. Wspaniała scena deklamacji „Reduty Ordona” ukazująca odnowicielską siłę Mickiewiczowskiego słowa przypomina owe noce kieleckie, kiedy Stefan deklamował przyjaciołom wielką romantyczną poezję.

Wyczekiwanym, wytęsknionym był powrót do Ciekot na wakacje. Z uśmiechem powróci do nich w „Puszczy Jodłowej”, utworze, którym będzie się żegnał ze światem: „Byłem największym (bo jedynym) na całe Świętokrzyskie Góry poetą udającym myśliwca i rybaka”.

W prozie młodzieńczych „Dzienników” powracał obraz domu: „staw, w którym łagodnie, sino zarysowana odbija się Łysica. Dworek nasz biały odbił się w tym zwierciadle całkowicie ze swym gankiem, tak prześlicznie dzikim obrośnięty winem, ze swymi błyszczącymi oknami, z lipami, modrzewiami, wierzbami i gruszą… a ja sam byłem nad stawem, sam w ciszy. (…) szczęśliwy jak nigdy”. „Uczułem, jak bardzo to miejsce kocham, uczułem, że miłość do tego gniazda mojego jest niezmierzona”.

To ciekockie „miejsce miłości” zapadnie mu w serce na zawsze. Którąkolwiek z jego książek otworzymy, spojrzy na nas. Głogi z „Ludzi bezdomnych”, Ciernie z „Urody życia”, Gawronki z „Syzyfowych prac”, Niemrawe z „Promienia”, Wyrwy i Wygnanka z „Popiołów” – to zawsze i tylko Ciekoty.

„Nie kochałem tak nic, jak moją wioskę kocham. Mój Boże, ja nic nie chcę – ani sławy, ani walk – daj mi mieszkać w starym naszym pokrzywionym dworku, śród starych, tak dobrze mi znajomych wieśniaków” – pisał rozpaczliwie w „Dzienniku”, gdy musiał swe gniazdo pożegnać.

„Ci ludzie ubodzy, bracia moi” – powie o wieśniakach z Ciekot. Swym bohaterom nada w przyszłości ich nazwiska – Radek, Cedro, Michta, Gała. Od nich poweźmie swój literacki pseudonim – Zych. Do dziś trwają ich potomkowie w Ciekotach.

„Pamiętam, jak raz, po śmierci ojca przyjechałem do Kielc – i poszedłem piechotą dwie mile, aby odwiedzić swoje strony – do Ciekot. Siedziałem na górze Radostowej, skąd widać było całe zapadłe kącisko niegdyś nasze. Nie mogłem pojąć, (…) że w tym starym, opuszczonym, ze sczerniałym dachem dworze mieszka kto inny, że te drogi żółtawe, kręte, kamieniste – to nie moje drogi. Tamta wieś – to mojej duszy cząstka do tej chwili”.

„O, jasne kwiaty mojej doliny…”.

„Żyć godnie w sprawiedliwości i godności”

Po tułaczce guwernerskiej w ziemiańskich dworach Mazowsza, Podlasia, Kielecczyzny – Stefan Żeromski spotyka prawdziwego anioła opiekuńczego – 3 września 1892 roku żeni się z młodą wdową po syberyjskim zesłańcu – Oktawią z Radziwiłłowiczów Rodkiewiczową. Dla zakochanego męża stanie się Joasią „czułą jak płomyk” z „Ludzi bezdomnych”.

„Miłość – to szczęście!” – powie – „Tyle mi dałaś szczęścia w życiu”. Dała mu także najczulszą, ofiarną opiekę i troskę, której wymagał jego organizm nadwątlony okresem warszawskiej studenckiej biedy i głodu, zagrożony gruźlicą.

Będzie jego pielęgniarką, opiekunką, nawet przejmie zeń brzemię prac bibliotekarskich, gdy po kilku latach ciężkiej harówki w Muzeum Polskim w Rapperswilu obejmie Żeromski posadę w warszawskiej Bibliotece Zamoyskich (1897). Przeżywa u jego boku wielki sukces „Syzyfowych prac” (1897), „Ludzi bezdomnych” (1899), „Popiołów” (1902).

Młodzi Polacy odnaleźli w książkach Żeromskiego swoje tęsknoty i marzenia, począwszy od autobiograficznych „Syzyfowych prac”. Wspomina jeden z młodych czytelników z zaboru rosyjskiego: „Pod ławką piastowaliśmy w drżących ze wzruszenia dłoniach wymiętoszone, jedyne w gimnazjum egzemplarze. Wiemy i pamiętamy, ile smutku i bólu wywołało w nas plastyczne uwidocznienie nędzy naszej. Odtąd staliśmy się wyznawcami patriotyzmu”.

Z zesłania syberyjskiego dociera kartka – „Za ’Bezdomnych’ od bezdomnych podziękowanie i pozdrowienia”. „Była to – powie Żeromski – w moim życiu pisarskim najzaszczytniejsza ’recenzja’ i najważniejsza nagroda”.

Młodziutka Maria Dąbrowska po lekturze „Syzyfowych prac” i „Ludzi bezdomnych” napisała: „Krwawiące serce mojego pokolenia – Żeromski staje się naszym ukochanym pisarzem”.

W młodzieńczym „Dzienniku” pisał: „Błąkam się po grobach, pobojowiskach, spalonych chatach, stratowanych polach… Można się zasłuchiwać, gdy opowiadają sceny z powstania – których każdy dworek, każda piędź ziemi, i każde polskie serce pełne…”.

Krytycy po „Wiernej rzece” i „Echach leśnych” stwierdzali poetycko, iż Żeromski „To Polska ostatniego strzału z dubeltówki roku 1863… Przykłada ucho do ziemi i słyszy szlochanie serc, wsiąkanie krwi… Wskrzesza z mogił ludzi, którzy dźwigali na sobie twardy obowiązek zguby”.

Na zjazd młodzieży polskiej w Belgii o przedwiośniu 1910 Żeromski wysłał list: „Wierzyłem w to przez całe życie, co teraz z nową siłą w waszych szeregach jak nowe hasło się rozlega, że niepodległość Polski nie jest chimerą poetów i nie jest punktem partyjnego programu, lecz jest powietrzem żywotwórczym, bez którego płuca polskie nie mogą oddychać”.

Karolina Bielańska, tłumaczka, wspomina: „Trudno opisać, jak uwielbiała autora ’Popiołów’ młodzież ówczesna, skupiająca się w Drużynach i Związkach Strzeleckich. Chłopcy przychodzili do mnie, prosząc o pozwolenie dotknięcia kartki, którą zapisał swym ładnym, wyraźnym, drobnym pismem Stefan Żeromski”.

Z tych Strzeleckich Drużyn powstaną Legiony. Żołnierze Legionów wyznawali, że książki Żeromskiego „wchłaniali jak spragniony pielgrzym wodę źródlaną”.

Leon Wyczółkowski: Stefan Żeromski z synem Adasiem

Leon Wyczółkowski: Stefan Żeromski z synem Adasiem

A wśród młodych śniących o szpadzie jest syn Żeromskiego – Adam – jedynak, który był największą miłością ojca.

Czternastoletni Adaś przyjeżdża do Zakopanego i w jego życiu zaczyna się czas najważniejszy – harcerstwo. Pod Giewontem działa „płomienny drużynowy” – Andrzej Małkowski – ze swoją ukochaną żoną Oleńką, twórcy harcerstwa polskiego powołanego we Lwowie w 1911 roku. Skauting nazwie Stefan Żeromski „wynalazkiem genialnym”, pisząc we wspomnieniach o Adasiu: „Była to istna rozkosz patrzeć, jak rozrastała się, mężniała, i stawała się hartowną dusza chłopca pod wpływem skautingu. Wzniosłe hasła urabiały ich dusze: nie pić alkoholu, nie palić tytoniu, unikać zepsucia i wszelkiego świństwa ziemi, łączyć się w braterskie zastępy, ogarniając młodzież całego kraju”. „Ci młodzi chłopcy ćwiczący się wojskowo, sposobiący się do boju za Ojczyznę mierzyli siły na zamiary. Zdawało im się, że ziemia drży i płonie… Wciąż szli z pieśniami niepodległymi na ustach” – pisze ojciec w przejmującym trenie żałobnym „O Adamie Żeromskim wspomnienie”.

30 lipca 1918 roku żegnał swego ukochanego syna, „złotego skauta” gasnącego na serce i gruźlicę. Tę śmierć nazwie „największym ciosem życia”.

Podnieść się po tym ciosie pozwoliło mu odzyskanie niepodległości. 2 listopada 1918 roku stanął na zakopiańskim rynku pod pomnikiem Władysława Jagiełły. Wokół falował wzruszony i przejęty tłum. Oto powołano Organizację Narodową jednoczącą ludzi wszystkich ugrupowań politycznych. Mianowany jednomyślnie Prezydentem Rzeczypospolitej Zakopiańskiej Stefan Żeromski odbierał przysięgę wojska i władz Zakopanego na wierność odrodzonej Ojczyźnie. Powiedział: „Ten akt, przy którym los szczęśliwy daje mi być obecnym, poczytuję za dostojną chwilę życia. Wierzę gorąco, że jest to zarazem akt najwyższej sprawiedliwości. Polska bowiem – to będzie Sprawiedliwość!”. Oby!

„Gdzie są twoje szklane domy?”

W plebiscycie z 1925 roku – „Kogo wybralibyście do Akademii Literatury Polskiej?” – otrzymał Żeromski pierwsze miejsce. Wiele lat potem – w ankiecie z roku 1999 – na pytanie o największych pisarzy XX wieku czytelnicy „Polityki” przyznali mu drugie miejsce po Sienkiewiczu.

W 1924 roku kandyduje do Nagrody Nobla. Nie otrzymuje jej, bo Akademia Szwedzka uznaje „Wiatr od morza” za dzieło nacjonalistyczne, wymierzone przeciw Niemcom…

W 1924 roku ukazuje się „Przedwiośnie” – książka ostatnia – wielkie rozczarowanie niepodległą Polską. Krzysztof Kąkolewski w olśniewającym eseju, jaki wygłosił na Zamku Królewskim w Warszawie (w mieszkaniu Żeromskiego, który tamże zmarł 20 listopada 1925 roku), powiedział: „Żeromski wiedział, gdzie są rany polskie, znał anatomię jej ukrzyżowania i cierpienia i na niepodległość Polski, na to, jaka się objawiła, zareagował rozczarowaniem graniczącym z rozpaczą. Jego ostrzeżenie przekręcono i przywłaszczono”.

A jak czyta tę książkę młode pokolenie, które wyrasta dziś w nowej, niepodległej Polsce? Uczeń liceum im. Żeromskiego w Warszawie Adrian Wanaks pisze: „Każdy Polak początku lat 90. to Cezary Baryka. Każdy z nas poszukiwał swojego domu, miejsca w nowej rzeczywistości. A teraz wciąż z tą samą goryczą pytamy ’Gdzie są twoje szklane domy?’. Czy przyjdzie taki czas, kiedy wszyscy ruszymy pochodem, nie opowiedziawszy się za żadną ideologią? Żadną oprócz tej – Żyć godnie w sprawiedliwości i wolności!”.

Kiedy zmarł – pożegnano go przesłaniem: „Na serce, które pękło – połóżcie mu Polskę!”.

„Zbudujemy dom!”

Od roku 1905 do 1972 Żeromszczyzna należała do familii Rostkowskich. Marian był żołnierzem 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich, ochotnikiem w Szwadronie Przybocznym Marszałka. Poszli obydwaj z bratem – Antonim. Obydwaj zostali za męstwo udekorowani Krzyżami Walecznych. Obydwaj w czasie okupacji niemieckiej byli żołnierzami Armii Krajowej Okręgu Radomsko-Kieleckiego „Jodła”, obwodu Kielce, podobwodu Bodzentyn.

I pod takim tytułem – „Jodła” – powielano pod wodzą Mariana Rostkowskiego na Żeromszczyźnie konspiracyjne pismo, na którego winiecie widniały hasła: „Polska walczy! Polska zwycięży!”.

Dowódca oddziału AK „Wybranieccy”, który operował w „najściślejszej ojczyźnie” Żeromskiego – Marian Sołtysiak pseudonim „Barabasz” – pisze w książce poświęconej „Chłopcom Barabasza”: „Punkt łączności był w dworku Żeromskiego w Ciekotach, u komendanta miejscowej placówki ’Antka’, członka niezwykle oddanego pracy niepodległościowej”. „Antek” to Marian Rostkowski, komendant placówki AK „Dąbrowa”, która działała na Żeromszczyźnie.

Po wojnie, w latach stalinowskich, gdy zaczęły się aresztowania akowców, „Antek” i jego żona – także żołnierz Armii Krajowej – zniknęli. Na Żeromszczyźnie został brat Antoni (od którego Marian powziął pseudonim) z żoną Stanisławą… Ich także jeszcze poznałam. Mieszkali w oficynie ubożuchnej. Nie było już pięknego stawu opisanego przez Żeromskiego. Nie było modrzewi ani gruszy. Ale „miejsce zostało to samo”.

W 1956 roku Antoni Rostkowski ofiarował pół hektara ze swego ubogiego majątku na (jak zapisano w hipotece) „budowę Domu Społecznego w Ciekotach dla uczczenia pamięci Stefana Żeromskiego”.

Ale nad Żeromszczyzną zawisła groźba zagłady! Postanowiono wybudować tu… elektrownię „szczytowo-pompową” i zalać wodą całą Dolinę Wilkowską – „najściślejszą ojczyznę”. Miłośnicy Żeromskiego zasypywali prasę rozpaczliwymi listami, przypominając jego słowa: „Mój Boże, jakże ta chata drogą i nienaruszalną jest dla mnie. Gdybym miał majątek, dziś bym oddał, ile by chcieli tylko, by mi kąt mój oddali, a ja bym prochu tam ruszyć nie dał”.

Ta wytęskniona „chata” nie istniała już od lat. Dworek biały spłonął jeszcze przed pierwszą wojną i nie ocalił się żaden jego wizerunek poza wyrazistymi obrazami w twórczości Żeromskiego. Szatański pomysł budowy elektrowni szczęśliwie zażegnano i po śmierci męża w roku 1973 Stanisława Rostkowska ofiarowała Żeromszczyznę Kieleckiej Chorągwi Związku Harcerstwa Polskiego imienia Stefana Żeromskiego pod budowę Szklanego Domu.

Jeszcze w filmie „Krajobrazy Żeromskiego” udało nam się utrwalić urodę tego miejsca. Soczystą zieloność traw, kwitnące drzewa.

Dzięki druhnom i druhom z Kieleckiej Chorągwi Żeromszczyzna wypiękniała, ożyła. Powrócił staw. Okolili Żeromszczyznę drewnianym płotem – jak on to opisał. Rozpoczęli akcje – „Harcerskie ręce w służbie Żeromskiego”, „Wiosna Żeromskiego”, „Lato Judymów”, „Szklane domy”.

Fortunna zmiana w roku 2002 władz gminy Masłów, do której należą Ciekoty, dała Żeromszczyźnie bezcenną szansę. Dwóch wspaniałych górali świętokrzyskich (którym rodzice Żeromskiego zawdzięczają piękną tablicę epitafijną na cmentarzu w Leszczynach i działającą w szkole im. Żeromskiego w Mąchocicach Scholasterii – Drużynę im. Adasia Żeromskiego „Ogniki”) – wójt gminy Masłów Włodzimierz Korona oraz dyrektor szkoły i przewodniczący Rady Powiatu Kieleckiego Tomasz Lato – rozpoczęło batalię, by zdobyć apanaże na budowę Dworu Żeromskiego i Szklanego Domu. Wygrali! Przygotowali tak przekonywającą motywację, iż otrzymali dotację z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Unii Europejskiej (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich).

Włodzimierz Korona powiedział: „Dworek – ostoja tradycji i swojskości, pokoju i bohaterstwa, to polski dom. Zbudujemy dom, o jakim marzył autor ’Przedwiośnia’, o jakim śnili bohaterowie jego powieści – ale także my sami.

Gotowy jest projekt odtworzenia dworku Żeromskich w jego dawnym miejscu, na Żeromszczyźnie, w Ciekotach. Wybudujemy tam także ’Szklany Dom’ – nowoczesny budynek, który będzie miejscem spotkań naszej gminy, artystów, pisarzy, turystów i uczniów wędrujących szlakami Żeromskiego”.

Zbudowali! Błyskawicznie! W październiku 2009 poświęcono kamień węgielny, a 23 października roku 2010 odbyło się na Żeromszczyźnie w Ciekotach uroczyste otwarcie Dworu Żeromskiego i Centrum Edukacyjnego „Szklany Dom”.

Mieliśmy nadzieję zaaranżować przepiękne stylowe wnętrza XIX-wiecznego dworu, według olśniewającej i przygotowanej bezinteresownie, a z niezwykłą precyzją i znajomością rzeczy wizji pani kustosz Kazimiery Zapałowej – która przez tyle lat genialnie sterowała pracą Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego w Kielcach.

Na frontonie dworku chcieliśmy dać sentencję, jak to w obyczaju bywało: „Jam jest dwór polski, co walczy mężnie i strzeże wiernie!”. Na razie nasze marzenia się nie spełniły. Żeromszczyzna straciła dwóch potężnych sojuszników: ministra Tomasza Mertę – czołowego inicjatora dotacji, który zginął w katastrofie smoleńskiej – i wójta Włodzimierza Koronę, który odszedł ze swego stanowiska.

Niestrudzona Kazimiera Zapałowa własnym sumptem ufundowała wiele rekwizytów do wyposażenia dworu i całą ikonografię.

Gdy Żeromski żegnał swój świętokrzyski świat „Puszczą Jodłową”, każdą swą pracę, wysiłek każdy porównał do wspinaczki na „górę domową” – Radostową. „Widzę już mój kres i mój cel: rodzinny dom!”.

http://www.naszdziennik.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Czasy zaborów, Eseje, Historia i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Stefan Żeromski

  1. LechGalicki pisze:

    W tym znakomitym tekście jest zdanie prawdziwe i porażające cytuję:
    „Uczeń liceum im. Żeromskiego w Warszawie Adrian Wanaks pisze: „Każdy Polak początku lat 90. to Cezary Baryka. Każdy z nas poszukiwał swojego domu, miejsca w nowej rzeczywistości. A teraz wciąż z tą samą goryczą pytamy ’Gdzie są twoje szklane domy?’. Czy przyjdzie taki czas, kiedy wszyscy ruszymy pochodem, nie opowiedziawszy się za żadną ideologią? Żadną oprócz tej – Żyć godnie w sprawiedliwości i wolności!”.

  2. Majka S. pisze:

    Szanowny Panie Lechu, też czekam na ten czas, kiedy ruszymy razem pochodem już bez lęku o to, że mogłyby taj jak w „Przedwiośniu” wyjść nam naprzeciw uzbrojone oddziały… Pozdrawiam jak zawsze serdecznie.

    • mariamagdalena pisze:

      I nagle nadejdzie czas wiosny wolności,
      ruszymy szczęśliwi w pochodzie radości.
      Tak ciesz się narodzie wytrwały i prawy,
      bo iskra przemiany już krok od Warszawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.