Zbrodnia nierozliczona (video)

pobrane (1)W grudniu 1970 roku społeczeństwo zaskoczone zostało podwyżką cen prawie wszystkich artykułów spożywczych. Rozpoczął się strajk w Stoczni im. Lenina w Gdańsku. Ludzie wyszli na ulice miasta. Doszło do krwawej konfrontacji. W III RP udało się skazać tylko niektórych funkcjonariuszy urzędów bezpieczeństwa.

 Lista Ofiar

Film „Dni które wstrząsnęły Polską – Grudzień 1970” scenariusz i realizacja Jerzy Eisler i Jacek Sawicki – powstał w 2006 roku. Jest rekonstrukcją wydarzeń z grudnia 1970 roku w Gdańsku i Szczecinie. Odpowiedzialni za tę zbrodnię nie ponieśli kary.

zobacz: Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł

dr Maciej Korkuć

Ukarać zbrodnie

Przez 25 lat, jakie wkrótce miną od roku 1989, udało się skazać tylko niektórych funkcjonariuszy urzędów bezpieczeństwa. Jednak większość zbrodni popełnianych przez przedstawicieli państwa komunistycznego, a przede wszystkim przez eksponowanych członków totalitarnej władzy, nie została i najprawdopodobniej nie zostanie ukarana.

Zadziwiający jest brak determinacji w poszukiwaniu i ściganiu komunistycznych zbrodniarzy, nieporównywalny chociażby z determinacją, z jaką na arenie międzynarodowej są (i słusznie!) ścigani i piętnowani funkcjonariusze nazistowscy, którzy popełniali zbrodnie pod ochroną i w imieniu niemieckiej III Rzeszy. Nawet dziewięćdziesięcioletni starcy są poddawani ekstradycji, stawiani przed sądem i – przynajmniej na koniec życia – nazywani po imieniu. Umierają jako zbrodniarze, a nie szacowni staruszkowie. Ich udział w zbrodniach staje się zasłużonym piętnem – również w oczach często niczego nieświadomych wnuków, sąsiadów i znajomych.

Hańbiąca asymetria

Musi dziwić, że niezależnie od zastraszająco znikomej efektywności polskiego wymiaru sprawiedliwości w odniesieniu do zbrodni komunistycznych upowszechnił się wręcz absurdalny minimalizm w podejściu do sprawców. Ze względu na ich podeszły wiek wielu ludzi „po chrześcijańsku” deklaruje, że przecież nie chodzi o skazywanie ich na wyroki więzienia, a jedynie o nazwanie sprawców i zbrodni po imieniu. Trudno nie zauważyć tu nieuzasadnionej asymetrii w traktowaniu zbrodniarzy komunistycznych i nazistowskich.

Przecież skuteczne karanie – i egzekwowanie tych kar – ma służyć zapobieganiu takim zbrodniom. Determinacja Izraela w poszukiwaniu zbrodniarzy do ostatnich lat ich życia jest ważnym komunikatem dla wszystkich, którzy kiedykolwiek w przyszłości dostrzegliby korzyści płynące z udziału w zbrodniach na ludności żydowskiej czy z wykonywania zbrodniczych rozkazów. I na tej samej zasadzie polskie zaniechania w tym zakresie będą sprzyjać budowaniu przekonania przeciwnego: zbrodnie popełniane na Polakach ujdą bezkarnie, bo ich państwo nie troszczy się o ściganie sprawców, nie dostrzega takiej potrzeby, nie ma takiej determinacji.

Choć przez wiele lat przemian Polacy byli przez polityczne „elity” epatowani problemami gospodarczymi jako najważniejszymi czy wręcz jedynymi, jakie mają znaczenie w życiu społeczeństwa, coraz bardziej widoczne jest, że między innymi brak rozliczenia komunistycznych zbrodni w sensie wielopokoleniowym będzie rzucał cień na jakość życia obywatelskiego w Polsce. Będzie w następnych dekadach podcinał korzenie polskiego państwowego etosu i współkształtował brak politycznej dojrzałości społeczeństwa.

Bezkarni kaci

Uchwalona przez ONZ Konwencja o niestosowaniu przedawnienia wobec zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości z 26 listopada 1968 roku stwierdzała m.in., że skuteczne karanie „stanowi ważny czynnik w zapobieganiu takim zbrodniom, ochronie praw człowieka i podstawowych swobód”.

To samo stwierdzenie można odnieść do przynajmniej formalnie ściganych w Polsce zbrodni komunistycznych, zresztą obejmujących także zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciw ludzkości. Według ustawy z 18 grudnia 1998 roku zbrodniami komunistycznymi „są czyny popełnione przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego w okresie od dnia 17 września 1939 r. do dnia 31 lipca 1990 r., polegające na stosowaniu represji lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności bądź w związku z ich stosowaniem, stanowiące przestępstwa według polskiej ustawy karnej obowiązującej w czasie ich popełnienia”.

Funkcjonariuszami państwa komunistycznego byli „funkcjonariusze publiczni, a także osoby, które podlegały ochronie równej ochronie funkcjonariusza publicznego, w szczególności funkcjonariusze państwowi oraz osoby pełniące funkcję kierowniczą w organie statutowym partii komunistycznych”.

Symbolem bezkarności jest i zapewne już na zawsze pozostanie Wojciech Jaruzelski, którego wymiar sprawiedliwości III RP nie potrafił dotychczas (czy raczej nie chciał) osądzić za zbrodnie, które ten firmował własnym nazwiskiem, pełniąc najwyższe urzędy w komunistycznym państwie. Robiąc wojskową karierę od czasów stalinizmu i korzystając z materialnych przywilejów i zaszczytów, przez całe dekady PRL piął się na szczyty władzy. Awansował nieustannie za Bieruta, Gomułki i Moczara oraz za Gierka i Kani, aby w końcu samodzielnie objąć najważniejsze stanowisko w komunistycznym państwie. Nie poniósł żadnej odpowiedzialności ani za zbrodnie stanu wojennego, ani za masakrę dokonaną przez podległe mu, jako ministrowi obrony narodowej, jednostki LWP na Wybrzeżu w 1970 roku.

Akt oskarżenia w tej ostatniej sprawie został wniesiony w 1993 roku, po czym sprawa różnymi metodami była przedłużana w nieskończoność. „Odnoszę wrażenie, że czeka się, aż wymrze ława oskarżonych przed końcem tego procesu i przed wydaniem wyroku” – stwierdził w jednym z wywiadów mecenas Piotr Ł. Andrzejewski, jeden z najbardziej zaangażowanych w próby rozliczenia komunistycznych zbrodni polityków. „Jak watą zatykano to postępowanie. Jak się nie chce skończyć procesu, to się mnoży wnioski dowodowe w nieskończoność” – dodał.

Tymczasem „oskarżony” Jaruzelski, Kiszczak, podobnie jak tysiące byłych funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki, wciąż korzystają z przywilejów i wysokich uposażeń oficerskich, o których mógłby pomarzyć zwykły polski emeryt. Czyż nie układa się to w jakże bolesny komunikat polskiego państwa kierowany do własnych obywateli, że opłacało się być oprawcą, zbrodniarzem, katem, częścią zbrodniczego systemu? Czyż to nie jest aż nadto niebezpieczny komunikat dla przyszłych pokoleń Polaków?

Autor jest naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Krakowie.

http://www.naszdziennik.pl/wp/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, III RP, Lata PRL, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zbrodnia nierozliczona (video)

  1. emka pisze:

    Czarne dni
    Czarny Wtorek, Czarna Środa, Czarny Czwartek… To szczególny sposób „periodyzacji” historii Polski.

    W środę, 16 grudnia 1970 r., zapłonął w Gdańsku budynek zwany przez Polaków „Reichstagiem” – gmach KW PZPR, podpalony przez uczestników buntu, który przybrał postać powstania narodowego przeciwko sowieckim rządom w Polsce. Jeden z młodych uczestników akcji na „Reichstag” powiedział, że choć wszystkiego nie rozumiał, to czuł, że idzie „drogą ku wolności”! To samo czuli 14 lat wcześniej uczestnicy buntu w Poznaniu piszący na murach: „Precz z ruską demokracją!”.

    Grudniowa tragedia Gdyni przeszła do historii jako Czarny Czwartek. Zanim to nastąpiło, były Czarny Wtorek i Czarna Środa w Gdańsku. 15 grudnia 1970 r. umierali: Andrzej Perzyński, lat 19, Waldemar Rebinin, lat 26, Kazimierz Stojecki, lat 58, Bogdan Sypka, lat 20, Józef Widerlik, lat 24, Marian Zastawny, lat 24. Dzień później Jerzy Matelski, lat 27, i Stefan Mosiewicz, lat 22. Potem były czarne dni Szczecina, gdzie zabito 15 osób.

    W naradzie u szefa kompartii Władysława Gomułki, podczas której postanowiono strzelać do ludzi, uczestniczył szef MON Wojciech Jaruzelski – dziś „pan prezydent”, „pan generał”.

    16 grudnia 1980 r. podczas poświęcenia Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku modliliśmy się, by to się nie powtórzyło. Powtórzyło się w Katowicach. W Czarną Środę stanu wojennego, 16 grudnia 1981 r., od kul zomowców zginęli górnicy kopalni „Wujek”: Józef Czekalski, lat 48, Józef Giza, lat 23, Joachim Gnida, lat 28, Ryszad Gzik, lat 35, Bogusław Kopczak, lat 28, Andrzej Pełka, lat 19, Jan Stawisiński, lat 21, Zbigniew Wilk, lat 30, Zenon Zając, lat 22. O użyciu broni decydowali w Warszawie „ludzie honoru”: Jaruzelski i Czesław Kiszczak. Bez konsekwencji.

    Módlmy się za ofiary czarnych dni. Za Polskę wolną od kłamstwa i oparów komunizmu.

    Piotr Szubarczyk
    http://www.naszdziennik.pl/mysl/62605,czarne-dni.html

  2. Jerzy pisze:

    Tragedia społeczeństwa polskiego polega na tym, że płacąc krwią swoich najlepszych synów za wolnośc, nigdy nie rozliczyła katów i sprzedawczyków. Dzisiejsze dni rządów mafijnej kliki, też nie prowadzą do rozliczenia się z katami. Butni i coraz bardziej pewni siebie komuchy, żądają władzy i zaszczytów. Złodziejska i skorumpowana władza , oszukuje społeczeństwo i gotowa jest dla utrzymania się na stołkach, podzielic się nimi(stołkami) z byłymi katami i ich dziecmi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.