Wałęsa. Człowiek z teczki

Fragmenty książki

Skąd wzięły się we mnie myśl i poczucie, że powinienem napisać nową książkę o Lechu Wałęsie? Dlaczego podejmować trud ponownego grzebania w niekończących się łańcuchach kłamstw? Po co wracać do ponurych katalogów zdrad, cynicznych kombinacji, przewrotnych manipulacji człowieka, którego fałszywy mit stał się fundamentem społecznego i państwowego kłamstwa? Na pewno nie z obsesji czy osobistej chęci rewanżu wobec człowieka, który niemal w każdym miesiącu, a w zależności od aktualnej sytuacji i kondycji nawet częściej, obraża mnie w swoich wypowiedziach i emocjonalnych wpisach na internetowym „blogowisku”. Jeśli już miałbym kogoś bronić przed nieustanną agresją, wyzwiskami i nienawiścią tego człowieka, to byłyby to przede wszystkim ofiary jego własnej działalności donosicielskiej – Henryk Lenarciak, Henryk Jagielski, Jan Jasiński, Józef Szyler, Kazimierz Szołoch… Niektórzy z nich już nie żyją i nikt za nimi się nie ujmuje, kiedy „nasza ikona” ciska wyzwiskami na lewo i prawo, dodając prowokacyjnie, że łaskawie „może im wybaczyć” to, że rzekomo „zaszkodzili mu maksymalnie” po Grudniu ’70. Symbolem wszystkich tych, których Wałęsa bezkarnie i permanentnie obraża – nawet po śmierci – pozostaje Anna Walentynowicz. […]

Nieprzebierający w środkach agresywny laureat Pokojowej Nagrody Nobla reklamowany jest przez obecnego prezydenta, premiera, rząd, polityków, samorządowców, prorządowych edukatorów i pseudohistoryków oraz przemożne lobby medialne jako „nasza ikona” i „dobro narodowe”. Owo „dobro narodowe” co jakiś czas pokrzykuje na wszystkich Polaków, poucza, naucza i obwieszcza kolejne życiowe mądrości jako wszechwiedzący ekspert. A dominujące media niemal codziennie przywołują postać Wałęsy, dawnego ulubieńca i „mędrca Europy”, jako człowieka powszechnego zaufania i autorytet moralno-polityczny. Oglądając TVN lub czytając „Gazetę Wyborczą”, można odnieść wrażenie, że noblista jest dobry na wszystko. W tej propagandowej nachalności do perfekcji doszli „platformerscy” samorządowcy Gdańska, którzy w zimie urządzają konkurs na najlepszego Lecha ulepionego ze śniegu i lodu, stawiają jego biust na cokole restaurowanego Neptuna na Długim Targu, latem zaś organizują zawody na piaskowy pomnik Lecha na gdańskiej plaży. Dzieł tych musi strzec jednak straż miejska, bo miłość do Wałęsy nie zna granic…

[…]

„Porzućcie wszelką nadzieję” – ten wers z „Piekła” Dantego powinien być umieszczany przed wejściem do wszystkich kinowych sal, w których film „Wałęsa. Człowiek z nadziei” Andrzeja Wajdy będzie wyświetlany. Nie ma nadziei ani dla Wałęsy, ani dla twórców obrazu, którzy z piekielną zaiste zajadłością przez sto minut zmuszają widza do uwierzenia, że hulaj dusza, piekła nie ma. Z konfidenta SB można zrobić bezinteresownego ofiarnika, nieposiadającego nic poza roboczą kufajką. Z tchórza, który zawsze stawał po stronie silniejszego – jedynego, który wbrew uciekającym tłumom samotnie rzuca się na oddziały ZOMO. Z kapusia naprowadzającego SB na jej ofiary – bohatera skaczącego na pomoc miażdżonemu przez gąsienice czołgu koledze.

Ale czy to jest pierwsze takie kłamstwo misternie utkane w obronie postaci symbolizującej trwanie w Polsce układu władzy, zbudowanego przez komunistyczną nomenklaturę i jej solidarnościowych sprzedajnych wspólników? Czy warto prostować, wyjaśniać, przeciwstawiać się kłamstwu tak nieporadnie podanemu i samokompromitującemu się? Tu zawarta jest właściwie całkowita pogarda nie tylko dla „Solidarności”, ale w ogóle dla Polaków.

[…]

Wieczorem 14 listopada 1982 r. przez kilka godzin stałem w wielkim tłumie pod olbrzymim blokiem przy ulicy Pilotów na Zaspie. Pod oknami mieszkania Wałęsów czekałem na jego zapowiedziany powrót z Arłamowa. Przeprawiałem się tam z kolegami przez były pas startowy (nasze osiedle wybudowano na dawnym lotnisku), obstawiony przez ZOMO. Było zimno i wietrznie, ale mnie, dwunastoletniego chłopaka mieszkającego niemal po sąsiedzku, i tysiące dorosłych kobiet i mężczyzn wszelkiego wieku i zawodu, rozgrzewała radość z powrotu na wolność naszego bohatera. Byłem jednym z milionów, którzy niewiele rozumieli z wielkiej polityki, ale wierzyli w uczciwość „Lecha”. Był komunizm i był naprzeciw Naród. Był „Jaruzel” i „Lech”. Stałem pod jego mieszkaniem i krzyczałem: „So-li-dar-ność! So-li-dar-ność!”, i trwałem w przekonaniu, że teraz Wałęsa od razu podejmie twardą walkę ze znienawidzonym WRON.

W ciągu następnych lat, im byłem starszy, tym bardziej malał mój podziw dla „Wodza” i narastała krytyka jego postępowania. Byłem – jak wiele dziewcząt i chłopaków z Zaspy – szeregowym działaczem Federacji Młodzieży Walczącej. Przełomem i jednocześnie utratą wiary w przywództwo Wałęsy był dla mnie strajk sierpniowy 1988 r., ale także sposób zakończenia przez niego strajku i decyzja o rozmowach z Kiszczakiem „bez warunków wstępnych”. W czasie Okrągłego Stołu i po jego zakończeniu kontestowałem kierunek ugody, brałem udział w demonstracjach, antyterrorystycznej MO, w niezliczonych kłótniach z Wałęsą na plebanii parafii św. Brygidy…

Był nami mocno zirytowany. Po jednej z manifestacji FMW Wałęsa wybuchł i zaczął nam grozić śmiercią: „Mamy filmy, mamy zdjęcia i jeśli nawet ukryliby się, znajdziemy ich i naród ich powiesi”. Wiele lat później odnalazłem w gdańskim IPN wyjątkowy zapis wideo ze spotkania Wałęsy z funkcjonariuszami WUSW w Gdańsku na początku 1990 r. Okazało się, że dokładnie w czasie, kiedy groził niesfornej antykomunistycznej młodzieży, poszedł złożyć hołd milicji i esbecji. Kiedy jeden z bezpieczniaków zabrał głos i narzekał na „ekstremistów” z FMW, Wałęsa zaczął wychwalać akcje prewencyjne milicji i kontynuację działań operacyjnych wobec środowisk kontestujących Okrągły Stół! Wywołując aplauz sali, mówił: „Polska jest wszystkich, nie damy zniszczyć jej i nie damy, żeby prawo było łamane. Jeśli będzie łamane, jestem gotów wziąć pas w rękę i w dupę wlać”. Ale pomimo tych doświadczeń moja książka nie jest efektem osobistego rozczarowania postacią, którą niegdyś jako młodzieniec podziwiałem, a później otwarcie krytykowałem. To nie jest ani skarga, ani zemsta. To jest wynik pracy zawodowego historyka, który może więcej niż inni badacze poświęcił czasu i uwagi na zbadanie skądinąd ogólnie dostępnych źródeł. Jest jednak pewna różnica pomiędzy mną a grupą historyków, którzy opisywali postać Wałęsy. Polega na tym, że oni oszczędnie dawkują znaną sobie prawdę (z braku odwagi i oportunizmu niekiedy ją – niestety – fałszując), a ja, wypchnięty z instytucji naukowych z powodu pisania prawdy, nadal gotów jestem ten sposób uprawiania nauki podtrzymywać.

[…]

Jedynym rodzajem nadziei, którą można wiązać jeszcze z Lechem Wałęsą, jest możliwość jego przyznania się do agentury. Ale ta nadzieja jest dziś mniejsza niż kiedykolwiek. Już 14 grudnia 1970 r. podjął rozmowy z SB, będąc doświadczonym członkiem stoczniowego „aktywu”. Historia całego gdańskiego Grudnia ’70 to udział Wałęsy (potwierdzony przez wszystkie dostępne źródła historyczne) w realizacji zadania „rozładowania napięć społecznych”. Czy nie to miał na myśli Janusz Głowacki, scenarzysta filmu Wajdy, kiedy prawidłowo portretował Wałęsę w „Moc truchleje” w 1981 r.: „ciąży na nim krew z grudnia ’70 roku” (sic!). Dziś Głowacki zdaje się już tego nie pamiętać, choć zastrzega, że żadnej z obserwacji zawartych w „Moc truchleje” nie odwołuje.

Film Wajdy jest ostatnią próbą przygniecenia prawdy kamieniem nie do ruszenia, zabetonowania Wałęsy w jego zakłamaniu. Prezentując Wałęsę jako bohatera, Wajda wymusza na nim zobowiązanie do podtrzymywania kłamstwa – zgodnie z instrukcją pracy operacyjnej SB, że nigdy, w żadnych okolicznościach i nawet wobec niezbitych dowodów nie może przyznawać się do współpracy z SB. Reżyser zna te dowody, wie, że agenturalność, dobrowolna, płatna i wieloletnia, jest udowodniona ponad wszelką wątpliwość, ale nadal nakazuje Wałęsie – nie przyznawaj się! Możesz wychodzić na durnia, ale nie wolno, nigdy, przenigdy nie wolno się przyznać.

[…]

Nie warto byłoby zawracać sobie głowy „Bolkiem”, gdyby w tej aferze chodziło tylko o brudne interesy byłego konfidenta z Wydziału W-4 Stoczni Gdańskiej im. Lenina, który w ciężkim trudzie i z duszą na ramieniu, ze strachu przed wykryciem przez kolegów, spisywał na świstkach zasłyszane w pakamerach spiski rzekomych stoczniowych wspólników „Niemców i Żydów”, których śledzić kazał mu kpt. Graczyk. Wałęsa pozostaje jednak nadal niewolnikiem sieci układów i zależności, skierowanych przeciwko Polsce, zorientowanych na utrzymanie Polski jako przedmiotu, a nie podmiotu, międzynarodowej gry.

Przy całej przenikliwości wielu historyków i publicystów, od lat ostrzegających o szkodliwych skutkach mitu „naszej ikony”, mam poczucie, że nie opisali oni problemu najważniejszego – ustawienia „złotego cielca” Wałęsy na miejscu będącym własnością Solidarności, własnością narodu. Zastąpienia istoty ostatnich dwustu lat narodowych dziejów bzdurą o „elektryku, co sam obalił komunizm”. W polskie, narodowe uniwersum wpisany został agent „Bolek” – człowiek z teczki, produkt SB.

To nie w polskości, symbolizowanej samotną walką we Wrześniu 1939 roku, cierpieniami zadanymi przez oba totalitaryzmy, prawie półwiekową okupacją sowiecką, heroizmem Powstania Warszawskiego, ale właśnie w „chytrości” „Bolka” mamy odnaleźć swój narodowy punkt odniesienia i wzorzec. Takie określenie roli Polaków w najnowszej historii może mieć realne i bardzo niebezpieczne skutki nie tylko dla powszechnej opinii o Polsce, ale i dla bezpieczeństwa państwa. To dlatego zdecydowałem się na ponowne zajęcie „sprawą Lecha Wałęsy”.

http://niezalezna.pl/47339

DALEJ

strona [4] Recenzje Anny Zechenter i Marcina Wikło

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda, Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Recenzje, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 odpowiedzi na „Wałęsa. Człowiek z teczki

  1. Jerzy pisze:

    Nie czytałem jeszcze. Trzeba jednak zauważyc, że Cenckiewicz gra teraz bardzo ostro. Dobrze żeby miał dokładne wiadomości i dokumenty, bo szkoda by było całego zachodu z wydaniem książki. Manipulacja i zdrada powinna byc napiętnowana, a cała III RP, to jednak popłuczyny rozmów w Magdalence. Komuchy rozegrali tak jak chcieli i do tej pory nikt ich nie rozliczył w Polsce. Brak ustawy antykomunistycznej jest przyczyną panoszenia się tej całej lewackiej i różnokolorowej zarazy.

  2. Majka S. pisze:

    Przeczytam na pewno!

  3. Elzbieta pisze:

    Chyle czola przed osobami ujawniajacymi prawde of zdradzie narodu I obecnej sprzedazy kraju za stanowiskach I srebrniki. Takie informacje powinni dotrze pod strzechy aby kazdy obywatel zaczal myslec of dobrze swoim, rodakow I kraju.

  4. Jan pisze:

    Przestrzegam państwa przed zbytnim optymizmem. Cenckiewicz to obrońca (przyjaciel?) rewizjonisty Zychowicza. Dość lekko przychodzą mu badnia i publikacje książek o Wałęsie. Strona rządząca może być zainteresowana obroną Wałęsy, ale nie jako ‚bohatera’, a właśnie małego cwaniaczka, donosiciela, któremu udało się ‚wślizgnąć’ na fotel prezydenta. Jeśli celem byłoby pozbawienie młodzieży pozytywnych wzorów to praca Cenckiewicza mogłaby pasować. Jak by na to nie patrzeć obrona Zychowicza jest niewytłumaczalna.

  5. Majka S. pisze:

    Panie Janie, osobiście nie przyswajam tez Piotra Zychowicza, ale nie widzę związku pomiędzy jego wypowiedziami odnośnie II wojny światowej a książką Cenckiewicza o Wałęsie. Nie wierzę też w przyzwolenie władzy na „deprecjację ikony”, osoby z tej opcji nie broniłyby tak zażarcie mitu Wałęsy, nie fetowałyby z takim oddaniem jego urodzin, a Wajda nie dostałby pieniędzy na film. Czy naprawdę uważa Pan, że Wałęsa może stanowić pozytywny wzór dla młodzieży?

    • Jan pisze:

      Pani Majko, związek między popieraniem Zychowicza a książką o Wałęsie istnieje i jest ważny. Postaram się to wyjaśnić. W sprawie Wałęsy najlepszą odpowiedź dał Orban wysyłając mu życzenia na 70-te urodziny. Wałęsa jest widziany w świecie jako bohater wojny z komuną, wojny, która przywróciła wolność wielu narodom, m.in Węgrom. Był twarzą i przywódcą Solidarności, w stanie wojennym nie podpisał lojalki i nie występował w telewizji. Czy może pani temu zaprzeczyć? Oczywiście wiemy jaką rolę odegrał po 1990 i kim był wcześniej. Z kolei on tłumaczy że gdyby nie był agentem bezpieka nie pozwoliłaby mu grać rolę przywódcy Solidarności i że on ich wykiwał. Myślę, że nie jest to całkiem niemożliwe. Na pewno nie jest postacią czarno-białą. I w związku z tym stanowi potencjalne zagrożenie dla rządzących. W jednym przemówieniu mógłby przyznać się do donoszenia, przeprosić za ‚nocną zmianę’ i stałby się nawróconym patriotą. Bat Cenckiewicza ma przypominać mu, że musi być ‚grzeczny’, bo jak nie to koniec z nim. Dodatkowo zdejmuje z władzy obowiązek propagowania Wałęsy w szkołach w Polsce i na świecie. Dla dzieci mógłby być pozytywnym bohaterem w podstawowej nauce historii. Przecież nie wykreślimy go, tak jak komuniści zmieniali zdjęcia by usunąć ludzi. Jak pani wytłumaczy 10 latkom, że Lech Wałęsa był przywódcą Solidarności ale zdrajcą? Nie da się, na początek musi być tylko przywódcą Solidarności.

      • Emir pisze:

        „w stanie wojennym nie podpisał lojalki i nie występował w telewizji. ”
        ale pozwalao mu to w stanie wojennym w Arlamowie zlopac wodke i SZAMPANY a Arlamowie?
        Tam w Arlamowie opracowywali biesiadujac strategie.
        Niestety Boleslaw zdradzil Polakow, Polski interes – pomogl wyprzedac Polske, byl potem glownym autorem Nocnej zMIANY, gdzie dogadal sie z komuchem Kwasniewskim a Tusk tylko „Panowie policzmy glosy” – tak je POliczyli, ze obalili legalny Rzad Olszewskiego i zaczeli wyprzedaz !

  6. Majka S. pisze:

    Panie Janie, to, co Pan proponuje w kwestii traktowania osoby Lecha Wałęsy, jest dla mnie zwyczajnym zakłamywaniem historii. Czemu ma służyć udawanie przed całym światem, że Wałęsa był i jest cacy? Proszę nie pisać mi o obaleniu komunizmu przez Lecha, żyję na tym świecie już dosyć długo i byłam świadkiem tamtych wydarzeń. Wolność wywalczyli prości ludzie, często za cenę życia. Chyba doskonale Pan wie, jaki ma Wałęsa stosunek właśnie do nich. Kogo tylko może dyskredytuje i obrzuca błotem, kreując się na jedynego „ojca” Solidarności. W stanie wojennym jeździłam z paczkami do obozów internowania i wiem w jakich warunkach byli przetrzymywani działacze. Pan Wałęsa, Mazowiecki, Komorowski, Michnik nie zaznali w specjalnych ośrodkach bicia, głodu i szykan w przeciwieństwie do tych, którymi teraz gardzą. Viktora Orbana szanuję za to, co robi dla swego narodu, ale przecież nie żył w Polsce i może nie mieć świadomości, w jaki sposób powstał mit Wałęsy. Czy życzenia węgierskiego męża stanu mają wywołać u mnie amnezję tego wszystkiego, co mnie bulwersuje w przeszłym i teraźniejszym zachowaniu Wałęsy? Czy może według Pana nie ma też znaczenia nagła pookrągłostołowa sympatia do ludzi takich jak Kiszczak, Jaruzelski, Urban? Jeżeli był to wyraz „miłości bliźniego”, to czemu takie uczucie jest obce Wałęsie w stosunku chociażby do Anny Walentynowicz czy Krzysztofa Wyszkowskiego? Co do edukacji historycznej dzieci, po co okłamywać je od małego? Przecież ci obecni 10 latkowie kiedyś dorosną i co sobie pomyślą o tych, którzy wtłaczali im do głów te bzdury. Budowanie fałszywych”pomników” było właśnie domeną czasów komunistycznych, a to już przerabialiśmy i do dzisiaj mamy z tym problemy…

    • Jan pisze:

      Nie zrozumiała mnie pani. Ja asolutnie nie bronię Bolka i nie chcę zakłamywać historii. Ona już jest zakłamana. Jak ją odkłamać kiedy nie mamy władzy w własnym kraju? Co zrobić ze zdjęciami Wałęsy podpisującym układy sierpniowe, wyrzucić z historii? Tak jak napisałem komuniści tak robili, zmieniali zdjęcia by np. wyrzucić Trockiego stojącego obok Lenina. My mamy być tacy sami? Wałęsy nie da się obronić, ale przecież był prezydentem, a w wyborach popierali go ludzie, którzy go dobrze znali. Dlaczego? Ja nie znałem go tak dobrze. Co mamy zrobić, że mamy taką historię, odrzucić ją? Nie. Należy Wałęsę ignorować lub traktować jak dziecko (mentalnie nie za bardzo się różni), ale nie walczyć z nim. Dla ludzi spoza Polski (nawet Orbana) Wałęsa jest pozytywnym symbolem Polski. Jak to odrzucić? Ludzie poza Polską będą się na nas patrzeć dziwnie, nie zrozumieją dlaczego nie doceniamy Wałęsy. Wiem, bo mieszkam za granicą. Ich logika jest prosta, był przywódcą Solidarności, był prezydentem, a wy mówicie, że jest zły? To kim wy jesteście, że złych ludzi wybieracie na przywódców? Nasza historia jest za skomplikowana dla świata. Dlatego musimy być mądrzy, dać spokój Bolkowi. Dlatego też myślę, że rola Cenckiewicza jest niejasna.

  7. Majka S. pisze:

    Panie Janie, „świat” akceptuje Wałęsę wtedy, gdy jest mu to potrzebne do własnych celów, natomiast, gdy trzeba podkreślić znaczenie Solidarności- milczy. Najlepszym dowodem na to, jest dla mnie upowszechniona na Zachodzie teza, że do upadku komunizmu najbardziej przyczyniło się zburzenie muru berlińskiego. Dysponuję dosyć bogatym zbiorem wycinków z niemieckiej, brytyjskiej, amerykańskiej i kanadyjskiej prasy, które w jednoznaczny sposób drwią sobie z Polaków i z samego Wałęsy, więc trudno jest mi uwierzyć, że traktują go poważnie.

  8. emka pisze:

    Cenckiewicz: To książka o konsekwencjach współpracy Wałęsy z SB. Na spotkaniu pt. „Agenci komunistyczni PRL i III RP”, historyk skupił się na osobie Lecha Wałęsy i swojej najnowszej książce. >RELACJA

  9. emka pisze:

    Krzysztof Wyszkowski o ultimatum, jakie Wałęsa postawił wydawnictwu Zysk i S-ka: „To jest miotanie się człowieka chorego na ambicję”. >WYWIAD

  10. Majka S. pisze:

    Panu Wałęsie wciąż się wydaje, iż jest dyktatorem, który może rzucać wyzwania całemu światu… A tymczasem jest jedynie człowiekiem chorym na przerost niczym nieuzasadnionej ambicji i osobą pozbawioną poczucia przyzwoitości.

  11. emka pisze:

    Wałęsa: To musi być zmielone, wycofane, a każdy musi być odpowiedzialny za czyny!”
    Pomówień i kłamstw o mnie nie mogę tolerować!
    – złościł się na antenie Radia Gdańsk b. prezydent Lech Wałęsa. […]
    Wałęsa podkreślił, że w tym wypadku powinien zadziałać mechanizm podobny do cenzury:
    Takich bzdur, takich kłamstw, takich pomówień – tego tolerować nie wolno. To musi być zmielone, wycofane, a każdy musi być odpowiedzialny za czyny. Wszystko, co w tej książce napisane, jest wymyślonym kłamstwem – mówił.
    Były prezydent skomentował też postawę premiera Donalda Tuska:
    I na razie ten Tusk biedny… (…) Współczuję Tuskowi, jak ciężko ma. Na razie trzyma się dzielnie, mam nadzieję, że wytrzyma – ocenił.
    Wałęsa odniósł się też do innych materiałów poświęconych jego postaci:
    Perfidną Gebelsowską metodą obrzydliwych zmyślonych kłamstw wygłaszanych często w rozgłośni w Toruniu jak naprzykład w dniu 27-01-2014 r o godzinie 24 tumani się słuchaczy – irytuje się prezydent Lech Wałęsa w ostatnim wpisie na swoim blogu (cytujemy w oryginale).
    Były przewodniczący „Solidarności” zbulwersował się jedną z nocnych audycji, w której najwyraźniej zasugerowano nieformalne spotkania na linii Czesław Kiszczak – Lech Wałęsa.
    Prostując kłamców oświadczam Nigdy nie spotkałem się w tamtym czasie z Panem Kiszczakiem by cokolwiek uzgadniać czy ustalać , natomiast rozmowy dotyczyły możliwości odbycia takich spotkań w gronie kompetentnym i przy rozmowach zawsze był obecny ksiądz – zapewnił Wałęsa.
    A na słowie byłego prezydenta – jak na Zawiszy! Co ciekawe i charakterystyczne, większość komentarzy pod notką Wałęsy jest tych z gatunku „niedowierzających” przywódcy „Solidarności”. Jeden z użytkowników dodał zdjęcie, które „wyraża więcej niż tysiąc słów”.
    http://wpolityce.pl/artykuly/72796-lech-walesa-oburzony-na-radio-maryja-nigdy-nie-spotkalem-sie-w-tamtym-czasie-z-panem-kiszczakiem-by-cokolwiek-uzgadniac

  12. Emir pisze:

    Wystarczy spojrzec na gebe wypasiona pom „internowaniu” czyli wczasch-wyzrece w Arlamowie
    http://wpolityce.pl/polityka/146489-walesa-niezlomny-pijak-niekonsumujacy-wydaje-mi-sie-ze-nadchodzi-juz-czas-wyjasnienia-niektorych-spraw-i-dzialania-w-kierunku-porozumienia
    W stanie wojennym wodka byla na kartki – ile przypadalo na doroslego miesiecznie?
    Z kim WaLESA W ARLAMOWIE WYPIJAC SZAMPANY I PO CO?
    http://niepoprawni.pl/blog/2833/wczasy-w-arlamowie-preludium-magdalenki

  13. emka pisze:

    Filmy:
    1. Grzegorz Braun i prof. Sławomir Cenckiewicz o książce „Wałęsa – Człowiek z teczki” 23.11.2013
    2. Wieczór autorski Sławomira Cenckiewicza – „Lech Wałęsa. Człowiek z teczki” (15.10.2013)
    3. „Znalazłem klucz do biografii Lecha Wałęsy…”. Z historykiem dr hab. Sławomirem Cenckiewiczem rozmawia Rafał Dudkiewicz. 08.05.2014.
    Na portalu:
    http://vod.gazetapolska.pl/12485-walesa-czlowiek-z-teczki

  14. emka pisze:

    Trwają końcowe badania teczki TW „Bolka”

    Do 15 listopada Instytut Sehna ma zbadać dokumenty z teczki TW „Bolka”. Termin taki wyznaczyła prokuratura Instytutu Pamięci Narodowej w Białymstoku prowadząca śledztwo w tej sprawie.

    Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie prowadzi badania w tej sprawie od maja br. W teczce jest m.in. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy z SB podpisane: Lech Wałęsa „Bolek”.

    Były prezydent zanegował autentyczność przejętych przez IPN dokumentów.

    Krzysztof Wyszkowski, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, nie ma jednak wątpliwości, że są one autentyczne.

    – Samo pochodzenie teczki – przekazanie zasobów Służby Bezpieczeństwa przez żonę Czesława Kiszczaka – dowodzi, że są to prawdziwe dokumenty. Cała praktyka Instytutu Pamięci Narodowej potwierdza, że SB nie fałszowało dokumentów. Sama reakcja Lecha Wałęsy potwierdza, że zasoby są prawdziwe. Jego zaprzeczenia są niewiarygodne. Zerwanie współpracy czy stosunków z IPN-em ma tylko tę przyczynę, by nie dostarczyć próbek pisma na użytek badań. Instytut Pamięci Narodowej zwrócił się do Lecha Wałęsy z wezwaniem, a on odmówił dostarczenia tych próbek, wiec badania musiały trwać o wiele dłużej – wyjaśnia Krzysztof Wyszkowski.

    16 lutego br. prokuratorzy IPN-u dokonali przeszukania w domu wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku. Zabezpieczono tam sześć pakietów dokumentów, w tym teczkę personalną i pracy TW „Bolka”.

    W teczkach znajdują się m.in. liczne doniesienia „Bolka” wobec poszczególnych osób, notatki funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa ze spotkań z nim z lat 1970-1976 r. oraz pokwitowania odbioru pieniędzy od SB. Większość tych dokumentów napisana jest odręcznie.
    http://www.radiomaryja.pl/informacje/trwaja-koncowe-badania-teczki-tw-bolka/

  15. emka pisze:

    Prof. Zybertowicz: „Są liczne oznaki, że Wałęsa był uwikłany we współpracę z SB także w latach 80. i 90. Nie wiemy, jak wiele z jego przedsięwzięć lat 80. było elementem manipulacyjnej gry tajnych służb, być może sowieckich” – mówi Gość Radia ZET, doradca prezydenta Andrzeja Dudy prof. Andrzej Zybertowicz. Jego zdaniem należy dokładnie zbadać przeszłość byłego prezydenta. „Szalenie opłaciłoby się, gdyby Wałęsa urwał się z uwięzi. Ale są wskazówki, że wielokrotnie spotykał się z komunistami i uzgadniał różne rzeczy. Był sterowalny” – ocenia. „Nie wykluczam, że jak spokojnie zbadamy sprawę, to historycy powiedzą, że faktycznie Wałęsa ogrywał komunistów. Że dzięki temu, że był ‘Bolkiem’, pomógł ruchom niepodległościowym pokonać komunistów” – dodaje. […]
    DALEJ:
    http://www.radiozet.pl/Radio/Programy/Gosc-Radia-ZET/Artykuly/Gosc-Radia-ZET.-Prof.-Andrzej-Zybertowicz.1.02.2017-r.-00036156

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.