Wacław Iwaniuk: Wygnany – wrócę

rys. Józef CzapskiWypełnił żołnierską przysięgę, z której nikt go po 1945 roku nie zwolnił. Przez prawie dziewięć lat był żołnierzem, potem walczył piórem. Za bezkompromisową postawę wymazano go na dziesiątki lat z kart kultury narodowej. Był twórcą mądrym i niepodległym, który nie poszedł na kompromis. Na nagrobnej płycie umieszczony został cytat z jego wiersza: „Wygnany – wrócę”.

Z każdym dniem…

Z każdym dniem zwalniam kroku
Nie odbywam dalszych spacerów
Nie wierzę w wmówione mi choroby.
Nic mnie właściwie już nie interesuje
Oprócz pamięci.
Pogoda rządzi mną jak Posejdon morzem.

Na przechadzce
Ale zawsze w stronę cichego cmentarza

W zimie rozpalam wyobraźnię by ogrzać słowa
Śledzę tryskające iskry.
Za oknem biel pod ciężarem śniegu
Wygląda jak białe anioły
Zamarłe w powietrzu.

Wacław Iwaniuk – polski poeta, tłumacz, krytyk literacki, eseista, urodzony 17 grudnia 1912 w Starym Chojnie k. Chełma, zmarł 5 stycznia 2001 w Toronto.
Absolwent Państwowego Seminarium Nauczycielskiego, oraz Wolnej Wszechnicy Polskiej w Warszawie. Debiutował w 1933 r, w czasopiśmie „Kuźnica Młodych”. Przed 1939 rokiem zamieszczał swoje wiersze m.in. w Kamenie, Okolicy Poetów, Zwierciadle, Kulturze. Jako stypendysta Funduszu Kultury Narodowej wyjechał na praktykę konsularną do Buenos Aires. Po wybuchu II wojny światowej zgłosił się na ochotnika do wojska polskiego we Francji. Walczył pod Narwikiem w szeregach Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Był żołnierzem 1 Dywizji Pancernej, z którą przeszedł cały szlak bojowy. Odznaczony za odwagę Krzyżem Walecznych, oraz medalami francuskimi i angielskimi. Po zakończeniu wojny został w Anglii i podjął studia w Cambridge. W 1948 r. wyjechał do Kanady. Mieszkał w Edmonton, Ottawie, oraz Toronto, gdzie w 1951 wespół z grupą przyjaciół założył klub literacko-artystyczny „Smocza jama”. Swoje wiersze, artykuły, recenzje literackie oraz przekłady poezji anglojęzycznej publikował m.in. w Wiadomościach, Kontynentach, Oficynie Poetów, paryskiej Kulturze. W prasie krajowej utwory Iwaniuka zaczęto drukować dopiero w latach 80. (XX w.). Publikowano m.in. w Akcencie, Więzi, Kresach, Twórczości, Tygodniku Powszechnym. Wacław Iwaniuk jest autorem ponad 20 tomów poetyckich, książek prozatorskich, licznych artykułów krytycznych, recenzji, opracowań, tłumaczeń poetów amerykańskich i kanadyjskich.
Archiwum Wacława Iwaniuka znajduje się w Archiwum Emigracji w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu.

***

Piotr Lisiewicz

Oszczepnik z Kartaginy

W Kanadzie, do której przyjechał po wojnie, miał zostać na przeszło pół wieku. „Miałem canoe i pływałem dużo po północnych jeziorach. Wędrowałem z moim przyjacielem jeszcze z czasów wojska. Tam były piękne krajobrazy. Pustkowia. Ludzi nie widziało się całymi tygodniami. I tam też był czas na pisanie wierszy” – opowiadał w wywiadzie udzielonym Janowi Wolskiemu. Wiersze – i te z podziemnej kolejki, i te z indiańskiego canoe – złożyły się na ponad dwadzieścia tomików. W PRL za ich wydawanie w podziemiu skazywano z uwzględnieniem „wyjątkowej szkodliwości czynu”. W III RP skazane zostały na zapomnienie.

Nasza Kartagina pod butem Rosji

W 1987 r. ukazał się jedyny w PRL tomik Wacława Iwaniuka. Zbiorek „Kartagina i inne wiersze” wydała podziemna Wolna Spółka Wydawnicza „Komitywa”, która informowała na użytek bezpieki, że działa „gdzieś w Polsce”. Tytułowy wiersz „Kartagina” nabiera dla wielu z nas po 10 kwietnia 2010 r. szczególnego brzmienia:

Dziwny to kraj
Ta nasza Kartagina
Jak medalion wiszący
U szyi Bałtyku
A schowany
Pod butem Rosji
Z niego prowadziły kiedyś
Drogi w Oświecenie
Do Rzymu
Do Florencji
W Norwidowski dom
A dziś
Starym gościńcem
Wiedzie na Syberię
Dziwny to kraj
Smutny to kraj
Ciemny przedsionek
w Azję
W przepaść.

Za wydawnictwem „Komitywa” stał lublinianin Jan Krzysztof Wasilewski, a pomagał mu student Piotr Mordel z NZS-u. Książka została wydrukowana na linotypie we Wrocławiu, a następnie wysłana pociągiem do Lublina jako materiał budowlany, by zmylić czujność esbeków. Na okładce książki był klonowy liść.

Nakład został rozprowadzony, ale wkrótce w swym lubelskim mieszkaniu Mordel zastał kilku smutnych panów, którzy zabrali go do aresztu. „Głównym punktem oskarżenia był fakt wykonania bez pozwolenia tomiku wierszy Wacława Iwaniuka, a kolegium z powodu wyjątkowej szkodliwości tego czynu zastosowało najwyższy wymiar kary” – wspominał Mordel. Jego relację, jak również pozostałe wypowiedzi znajomych i krytyków, zebrane zostały w poświęconej Iwaniukowi książce „W głąb pamięci”, za którą (jeśli nie zaznaczam inaczej) je przytaczam.

Iwaniuk nie krył, że chciał być dla komunistów „wyjątkowo szkodliwy”. Owszem, podziwiał oglądany z indiańskiego canoe kanadyjski krajobraz, ale wśród Kanadyjczyków czuł się obco. Mimo półwiecza spędzonego w Kanadzie czuł się wyłącznie polskim poetą. Pisał o tym w wierszu „Ciemność która nas dzieli”:

Ich kominki płoną bezustannie w wilgotnym klimacie
Ich domy mają wiktoriańskie meble […]
Ja nie wyrosłem pod ich kloszem
Nie byłem ich kolonialnym sprzętem
Wydał mnie mały ale urodzajny kraj
Gdzie mieszkańcy często zstępują do piekła

Miał poczucie, że to zstąpienie do piekła, które spotkało Polaków w XX w., jest czymś innym niż wszystko, co wydarzyło się wcześniej. Pisał w wierszu „Miejsce przez duże M.”:

…to miejsce było tu ale już go nie ma
przenieśli je jak jakąś ruchomość
została po nim na podłodze plama
którą odwiedzamy gdy księżyc jest w pełni […]
najlepiej zmienić czas i tryb
i opisywać je w trzeciej osobie liczby mnogiej:
oni – należy mówić – w trzydziestym dziewiątym
zachowali się jak dzieci, musieli więc odejść
historia im nie pomogła, czas – niestety – zawiódł
i ta dwoistość najbardziej nas boli
pozostało tylko Miejsce które kiedyś było
a dziś już świeci pustką…

Wczorajsze czasy i ludzie wczorajsi

Iwaniuk urodził się 4 grudnia 1912 r. w Chojnie Starym koło Chełma Lubelskiego jako siódme dziecko w rodzinie. W wierszu „Opis miasteczka Ch.” napisze o Chełmie:

Razem z ptakami wspinałem się często
na stromą górę za starym soborem,
żeby zobaczyć jak nasz mały gród
błyszczy, do pasa zanurzony w trawach
Był synem Szczepana Iwaniuka i Józefy z Dyszewskich. Swoich rodziców wspominał:
Mój ojciec od lat pielęgnował ziemię
Matka wierzyła w Biblię i niebo po śmierci –
Ojciec patrzył na Matkę, uśmiechał się pod wąsem
i szedł do karczmy na okocimskie piwo.
Były to wczorajsze czasy i ludzie wczorajsi

Jan Wolski, który rozmawiał z Iwaniukiem o jego młodości, relacjonuje: „Opisywał patriotyczny klimat przedwojennej szkoły. Wspominał, jak uczył jeździć na rowerze swojego przyjaciela z gimnazjum w Siedliszczu i Seminarium Nauczycielskiego w Chełmie, późniejszego znakomitego pedagoga Wincentego Okonia. […] O spotkaniach z Kazimierzem Andrzejem Jaworskim, który odkrył jego talent poetycki i umożliwił debiut na łamach »Kameny«. O znajomości z najważniejszym bodaj dla niego poetą, Józefem Czechowiczem”.

To w Chełmie, na łamach młodzieżowego pisma „Spójnia”, zamieścił swój pierwszy wiersz. W tym mieście w 1936 r. ukazał się jego tomik „Pełnia czerwca”, który zaliczy do „szkolnych wybryków”.

Cyganeria z pokoju pani Rózi

Po szkole odbył służbę wojskową w podchorążówce w Równem. Nie zarzucił tu pisania, publikując wiersz w wydawanym w Warszawie „Podchorążaku”, co wzbudziło kpiny kolegów i dumę zwierzchnika, plutonowego Kliszcza, który stał się w ten sposób jedynym szefem drużyny, mającej w swym składzie poetę. Skutkowało to ulgowym traktowaniem Iwaniuka w czasie ćwiczeń w polu.

Potem przeniósł się do Warszawy, by studiować na Wydziale Prawno-Ekonomicznym Wolnej Wszechnicy Polskiej. W stolicy z dumą wykrył swój tomik w poważnej księgarni Gebethnera i Wolfa na Krakowskim Przedmieściu. Obok stały dwie starsze panie i głośno czytały tytuły książek. Przeczytały też tytuł „Pełnia czerwca”. „O, to na pewno jakaś rolnicza broszura” – skomentowała jedna z nich, sugerując się zapewne zieloną okładką.

Przez jakiś czas mieszkał w opisywanym przez Zbigniewa Uniłowskiego wspólnym studenckim pokoju „u Rózi” przy ulicy Dobrej 9. Jak mówił Iwaniuk, była to „cyganeria wymuszona” – przez fakt, że nie było ich stać na oddzielne pokoje. „Właścicielką mieszkania była pani Rózia. Starsza, miła pani lubiąca młodych ludzi, ale i lubiąca sobie wypić. Rózia rzeczywiście chodziła do kościoła, ale nie stroniła też od butelki i od młodych amantów” – opowiadał.

Sukcesy poetyckie poprzedziły sportowe, których początki sięgały Chełma. Rzucał oszczepem. Wspominał na emigracji:

Byłem kiedyś atletą
trenowałem w olimpijskiej drużynie
ale wybuchła wojna
i do olimpiady nie doszło.

Sportowcem-poetą zachwycił się poeta i kibic Kazimierz Wierzyński, który zgłosił jego kandydaturę do Warszawskiego Związku Literatów. Jak wylicza przyjaciel Iwaniuka Edward Zyman („Przegląd Polski”, 12 stycznia 2001), przed rokiem 1939 Iwaniuk zamieszczał wiersze w czasopismach „Kamena”, „Miesięcznik Literatury i Sztuki”, „Okolica Poetów”, „Zet”, „Kultura”, „Kurier Poranny” i „Zwierciadło”. Wiersze te złożyły się na dwa zbiory – „Pełnię czerwca” (Chełm 1936) oraz arkusz poetycki pod redakcją Czechowicza „Dzień apokaliptyczny” (Warszawa 1938).

W 1939 r. ukończył Studium Migracyjno-Kolonialne na Wolnej Wszechnicy Polskiej. W czerwcu wyjechał na praktykę konsularną do Argentyny.

Z argentyńskiej dżungli pod Narwik

„1 września był we wnętrzu dżungli, w stacji rolnictwa tropikalnego w kolonii polskiej Gubernador Lanusse nad górną Paraną” – pisze o Iwaniuku Zyman. Na wieść o wybuchu wojny postanowił wyruszyć do Europy, aby walczyć z Niemcami. Oczekując w Buenos Aires na statek, spotkał, poznanego jeszcze w Warszawie, Witolda Gombrowicza.

Razem poszli na wino przy nadmorskiej ogromnej ulicy Leandro Alemo. Wino pili też kolejnego dnia. Iwaniuk namawiał Gombrowicza, aby popłynął z nim. Ten zdecydowanie odmówił: „Przecież tam mogą mnie zabić. O nie. Ja tam, gdzie zabijają ludzi, nie jadę”.

Sam popłynął więc do Francji. W Brazylii na statek wsiadły setki Niemców, z którymi grał w kręgle. Okazało się, że to… ochotnicy do armii niemieckiej. We Francji zgłosił się na ochotnika do tworzącej się Armii Polskiej. Jako żołnierz Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich brał udział w walkach pod Narwikiem.

Krótko po zdobyciu Narwiku przyszedł rozkaz wycofania się z Norwegii, bo Niemcy ruszyli na Francję i korpus, w którym służył, miał jej bronić. Nie wspominał dobrze przyjęcia przez Francuzów. Gorliwie wykonywali oni niemiecki rozkaz, by meldować o ich pojawieniu się. Uraz do tego kraju będzie u Iwaniuka wracał, gdy napisze o „Francji niewartej złamanego szeląga”.

Po kapitulacji Francji próbował przedostać się nielegalnie przez Gibraltar do Wielkiej Brytanii. Wraz z Polakiem i trzema Anglikami postanowili dostać się w nocy przez hiszpańskie wody na Gibraltar motorówką. „W pewnym momencie zauważyliśmy takie wielkie światła na brzegu. Oni mówią, że to chyba Gibraltar. […] Okazało się, że wpłynęliśmy do hiszpańskiego portu wojennego” – relacjonował eskapadę.

Aresztowany przez hiszpańską żandarmerię, trafił do więzienia w Figueras, a następnie do obozu koncentracyjnego w Mirandzie. Siedział zarówno z komunistami, jak i kryminalistami. Po dwóch latach Hiszpanie postanowili wypuścić Polaków, którzy chcieli studiować w Madrycie.

Jak wspominał wydawca Edward Dusza, Iwaniuk nigdzie w swoich utworach nie mówił o wielkiej, odwzajemnionej miłości, jaką tam przeżył. Piękna hiszpańska dziewczyna miała na imię Catalina.

Z Hiszpanii zdołał uciec pociągiem do Portugalii. Na granicy Hiszpanie zaczęli do pociągu strzelać, ale ucieczka się udała. Z Portugalii łodzią podwodną przedostał się na Gibraltar, a stamtąd do Wielkiej Brytanii. Przydzielono go do armii polskiej w Szkocji. Po przeszkoleniu dostał przydział jako oficer zwiadowczy do baterii artyleryjskiej.

Z dywizją gen. Stanisława Maczka odbył szlak bojowy przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy. Za udział w walkach pod Falaise otrzymał Krzyż Walecznych. Pomiędzy walkami starał się pisać – kilkanaście jego wierszy z tego czasu ukazało się w czasie wojny w „Polsce Walczącej” oraz „Tygodniku Nowojorskim”, inne trafiły do tomików powojennych.

Uratowani idą naprzeciw wczorajszym ciemnościom

Do 1946 r. przebywał w Niemczech. Potem wrócił na dwa lata do Anglii. Udało mu się otrzymać posadę… szofera w ambasadzie amerykańskiej. W poznańskim antykwariacie udało mi się kupić wydany w 1946 r. tomik Iwaniuka „Czas Don Kichota” z czarną okładką i pieczątką biblioteki kombatantów w Manchesterze. Rozpoczyna go krótki wiersz bez tytułu, w którym Iwaniuk przewiduje nieodwracalność skutków wojny i upadku Europy:

To co z wiatrem szeleści i umiera w wodzie…
Co świątynie kamienne z boginiami wojny –
mówiły rozwieszonym księżycom w ogrodzie […]
Leży dziś… leżeć będzie jak zmiażdżona waza,
rozbita o próg świata ku hańbie narodom!

Poeta i krytyk Bogdan Czaykowski charakteryzował: „Iwaniuk był przekonany […] że czyny, których dokonał jako żołnierz w walce z wrogiem, i czyny, których dokonał na samym sobie, były czynami na marne: jego »wojenne drzewo« nie zaowocowało, »zniszczyli je zwycięzcy«”.

W późniejszym wierszu „Après le deluge” Iwaniuk napisze:

Lecz co po ocaleniu gdy uratowani
idą naprzeciw wczorajszym ciemnościom

W 1948 r. wyjechał do Kanady. Początkowo mieszkał u wuja pod Edmonton. Następnie przeniósł się do Toronto, gdzie rozpoczął wspomnianą pracę rzeźnika. Równolegle pisał do londyńskich „Wiadomości”, zaczął też publikować w paryskiej „Kulturze”.

W końcu dostał pracę w Ministerstwie Sprawiedliwości rządu prowincji Ontario i jako tłumacz przysięgły w sądzie. Stanisław Wcisło, który bywał w tym samym sądzie jako aplikant adwokacki, wspominał, jak tłumacz Iwaniuk starał się pomagać Polakom niemającym adwokata. Doradzał mu: „mów, że ta kobieta nie ma wykształcenia, przybyła wprost z niemieckich obozów, gdzie trzeba było kraść, aby przeżyć, nie rozumie, że tu sytuacja jest inna, ale jeśli się ją potraktuje łagodnie, po ludzku, nie zostanie przestępcą, lecz dobrym obywatelem Kanady”.

Iwaniuk zaczął też działać w Konfraterni Artystycznej „Smocza Jama”, dla której pisał szopki polityczne, wystawiane potem na kukiełkowej scenie. Swój stosunek do Kanady opisywać będzie w liście do Aleksandra Wata: „Ludzie pracują i jeżdżą samochodami. Są okropnie zdawkowi, od urodzenia do śmierci. Okropni ludzie, ale piękny kraj (geograficznie)”.

Wrzody na słowach

Iwaniuk interesował się tak naprawdę tylko Polską i z przerażeniem patrzył na dziejące się w niej wydarzenia. W wierszu „Gdybym był Norwidem” napisze:

Drogą wiodącą w odległą samotność
Do domu starców, do pokoju śmierci
W którym na oczach świata
Odeszła od nas
Ojczyzna.

W tych przemianach kluczową rolę odgrywa kolaboracja pisarzy. W późniejszym wierszu „Golone, strzyżone” napisze o niej:

Jedni jak Ważyk, wdzieli wrogi mundur
Cała Polska biła brawo gdy szedł pijany Broniewski
Gdy Gałczyński wieńczył wierszem Stalina.
Na pytanie skąd się wzięły wrzody na ich słowach
Żaden z nich do dziś nie odpowiedział.
W utworze„Nemezis idzie pustymi drogami” wspominać będzie jak
głowy dyktatorów wieńczono rymami
Ubiegano się o posady agentów od kultury
Syci oddawali się w pacht
Partia ogłaszała konkursy dla poetów

To odchodzenie polskich twórców od historycznej Polski z czasem będzie się nasilać, mimo złagodzenia terroru:

My na grobach umieszczamy daty
Oni piszą pochwalne ody
Czekają na paszporty
Dziękują za paszporty
Cieszą się
Gdy nam jest smutno.
I zauważy:
Dziś gdy motyl przysiada na słowie
Umiera zatruty.

Po śmierci swego przedwojennego mistrza Kazimierza Wierzyńskiego Iwaniuk napisze wiersz „Kazimierz Wierzyński opuszcza Long Island”, w którym porówna jego postawę z nowymi idolami:

Tak oto kończy się twój czas
Jesień wnosi zapowiedź zimy
A ty zasłuchany w jej głosy
Na jej gruzach widzisz gruzy Warszawy.
Odjeżdżasz biorąc w drogę ochronny swój Kufer
Dlaczego. Może ściga się ręka bezpieki
Lub goni oskubany nadwiślański słowik
Który uciekł, zmylił pogonie
A teraz na Zachodzie inne wdziewa piórka
I chciałby zostać orłem.
Tyś to wszystko przeczuł –

Wargi nie mogą zdobyć się na słowo

Wśród Kanadyjczyków Iwaniuk miał także przyjaciół. Razem z dwoma z nich – Johnem Hallem i Arthurem Durhamem kupił dom. Hall wspominał: „Od niego nauczyłem się pić kefir i używać śmietany, co dla Brytyjczyków jest wielkim wyczynem! Pokazał mi też, jak pije się wódkę”.

W wierszach Iwaniuka komunistycznej niewoli Polski towarzyszy upadek zachodniej cywilizacji i deprecjacja sztuki. W wierszu „Apres le deluge” umieszczonym w tomiku z 1965 r. napisze:

Chciałem opisać dzisiejszą planetę
gdzie ocaleni wolno przychodzą do siebie.
Gdzie nie ma miejsca żadnego dla słów
Gdzie już nie można nazywać rzeczy po imieniu
Gdzie nasze kroki idą na spotkanie –
Gdzie żywi nie mogą się spotkać.
W wierszu „Motto” określi swój stosunek do mediów:
Nie chcę by świat mnie dręczył, nie chcę gazet
Nie wierzę dziennikarzom, wróżbitom ciemności.

Żagiel postrzępiony jak szkielet

Z czasem Iwaniuk mógł sobie pozwolić na coraz dostatniejsze życie. Stać go było na podróże do Europy i atrakcyjne wakacje. Jak zauważa poetka i krytyk Maria Magdalena Rudiuk – „wydawałoby się pozytywnych zmian, coraz wyższego standardu i stabilizacji w życiu prywatnym i publicznym skala doznawania cierpienia nie zmniejsza się”.

Będzie pisać o cichym, niezauważalnym odchodzeniu Polski, dla której liczyły się stare wartości, jak w wierszu „Elegia o cmentarzu w Toronto i słowo o śmierci”:

W domach pogrzebowych widzi się te same, ubywające stale
twarze i te same sztandary, gdy umierają weterani.
Wtedy na pluszowej spłowiałej poduszce
Prezes niesie krzyże i odznaczenia, beretki zaś
spoczywają na piersi zmarłego.

Iwaniuk był prezesem powstałego w latach 70. Polskiego Funduszu Wydawniczego w Kanadzie. Pisał przede wszystkim po polsku, choć świetnie posługiwał się angielskim. „Ja tym językiem nie żyję. Używam go. A przeżywam wszystko w języku polskim” – stwierdzał jednak. Jak zauważa Zyman, wydając tomiki po angielsku, udowodnił sobie i innym, że mógłby swobodnie funkcjonować w świecie anglojęzycznym.

„Solidarność” Iwaniuk przyjął entuzjastycznie. Zdecydowanie zareagował na stan wojenny. Na pytanie w ankiecie Związku Pisarzy na Obczyźnie w 1984 r. „Co powinniśmy robić dzisiaj, na co kłaść największy nacisk?” odpowiadał: „Organizować antysowiecką propagandę, wspierać sowieckie podziemie, popularyzować fakt, że bez zbrojnych ruchów w Rosji czeka nas sowiecka okupacja i czekają sowieckie gułagi”.

W tomiku „Nocne rozmowy” z 1987 r. pojawia się „List do Zbigniewa Herberta”. Iwaniuk wzywa księcia polskich poetów (wcześniej nazywano tak Wierzyńskiego), by nie krył się za symbolami, pisał bardziej wprost:

żyj jak dżdżownica
przeżuwając ból Ziemi
Nasz obłęd
musi być czytelny.

Dziś, gdy znamy ostatnie tomiki i postawę Heberta w ostatnich latach życia, nasuwa nam się myśl, że skorzystał z rady Iwaniuka. W „Nocnych rozmowach” jest też inny wiersz, który raczej zyska niż straci na aktualności w Polsce po 1989 r. Iwaniuk pisze do Pana Boga:

Twoi faryzeusze żyją wśród nas
Mają kupione żony
Jeżdżą najlepszymi samochodami do najlepszych hoteli
Ich luksus nie liczy się z niczym.
Niechby już grzęźli po uszy w dostatku
Ale dlaczego polują na nas.
Opamiętaj się, Boże, bo może być za późno.

W latach 80. Iwaniuk zaczął pojawiać się w „Więzi” i „Tygodniku Powszechnym”. Ale potem napisał:

Nie moje pisma w których drukuję wiersze
nie mój Tygodnik który czytam
pisany kropidłem bez święconej wody.
W zakrystiach konsulowie wpisują do paszportów wizy
ale ani to mój konsul ani moja zakrystia

W pół-wolności

Poetka i krytyk Maria Magdalena Rudiuk zauważa, że w postawie Iwaniuka po 1989 r. „nie ma śladów uniesienia, nie ma wielkiej zmiany postawy życiowej czy pisarskiej. Przeciwnie, przybywa rozpaczliwej bezradności, beznadziejności, poczucia osamotnienia czy zdrady”.

Do tych uczuć puentę dopisały wydarzenia, o których Iwaniuk na tym świecie już się nie dowiedział. Profesor Janusz Kryszak z Torunia, który – jak się wydawało – odważnie pisał o jego poezji, okazał się tajnym współpracownikiem SB. Złapany na posiadaniu paryskiej „Kultury” współpracował z SB przez 22 lata, za co pobierał wynagrodzenie – zarówno pieniężne, jak i w postaci… zakazanej literatury emigracyjnej.

Iwaniuk pisał, że zamierza wrócić do Polski. Zobaczył ją tylko raz, w 1991 r. W Chełmie od dawna o przywrócenie go temu miastu zabiegał polonista Henryk Radej. Jak wspominał Radej, po przyjeździe Iwaniuk „chłonął krajobraz” z dzieciństwa, a w swojej dawnej szkole odnalazł stare drabinki, na których ćwiczył. Podjechali też do katedry na Górkę Chełmską. W liście do Radeja pisał, że chełmska „spontaniczność i bezpośredniość reakcji górowały nad oschłym spotkaniem ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego”.

W stolicy wziął też udział w „Spotkaniu Polskich Pisarzy z Kraju i Obczyzny”. Jak odnotowała „Gazeta Wyborcza”, nie był zachwycony tym, co zobaczył, stwierdzając, że wypowiedzi podczas dyskusji za „stereotypowe, dziennikarskie albo pseudonaukowe”.

Po powrocie z Polski dostał wylewu. Przyjaciele dopingowali go, by dalej pisał. Poetka Alicja Iwańska napisała w 1994 r. wierszyk „Dla Wacława Iwaniuka mojego adoptowanego brata”, który miał go zachęcić, by przysyłał do Polski wiersze:

W niewoli
w pół-niewoli,
w wolności,
w pół-wolności
wierszy zawsze
jak chleba trzeba

Iwaniuk, ostry polemista, był jednocześnie dobrym człowiekiem. „Wysyłał bardzo dużo pieniędzy do kraju. […] Gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, zamawiał paczki, wysyłał przekazy pieniężne” – pisał Zyman. Będąc starym kawalerem kochał dzieci: „wywoływały u niego jakiś szczególny nastrój. […] Dotykał głowę dziecka i głaskał z tym niemalże anielskim wyrazem twarzy”.

Z ulicy przygarniał koty, których zdjęcia wisiały na ścianie jego domu. Zyman wspominał, jak pod koniec lat 80. jego pies – „potężny wielorasowiec” – połknął piłkę do golfa. By uratować psa, konieczna była kosztowna operacja. Usłyszawszy o tym Iwaniuk poszedł do swojego pokoju i wręczył zaskoczonemu przyjacielowi kopertę: „Weź, to dla Atosa”.

Wypełnił żołnierską przysięgę

Jego ostatni tomik zatytułowany był „W ogrodzie mojego ojca. Wiersze z lat 1993–1996”. Ostatnim wierszem był prawdopodobnie napisany w 1999 r. utwór „Moja matka Józefina Dyszewska”.

Zmarł w czwartym dniu XXI w. – 4 stycznia 2001 r. w nocy, w North York General Hospital w Toronto. 2 września 2006 r. prochy Iwaniuka, sprowadzone staraniem jego przyjaciół z Toronto, pochowane zostały na cmentarzu w Siedliszczu, u boku rodziców. Przyjaciel Henryk Wójcik mówił nad jego trumną: „wypełnił tekst przysięgi wojskowej, z której nikt go po 1945 roku nie zwolnił. Przez prawie dziewięć lat był żołnierzem, potem walczył piórem. Za tę bezkompromisową postawę wymazano go na dziesiątki lat z kart kultury narodowej. Był twórcą mądrym, niezależnym duchowo, niepodległym, który mimo umizgów totalitarnej władzy, nie poszedł na kompromis”. Na nagrobnej płycie umieszczony został cytat z wiersza Iwaniuka: „Wygnany – wrócę”.

Wacław Iwaniuk

Nie pije z cudzych warg

Mnie żadne dyktando nie splamiło jeszcze
Nie piję z cudzych warg choćby były kwiatem.
W uszach mam własne dzwony, pamięć nimi targa
A słowo powtarza, to co mówi ziemia.

Nie plamiąc się brudnym słowem

Nareszcie mogę powiedzieć wszystko od A do Z
nie plamiąc się brudnym słowem.
Nie mogę wam przyrzec radosnej lektury
ani odpoczynku nad książką moich wierszy.
Chciałbym by zdania te były łagodniejsze
ale nie mogę się zmusić.
Tak bardzo wierzę w to co mówię
że gotów jestem poddać się próbie ognia.

Słowo raz powiedziane pozostanie
i będzie świecić lub kopcić
uzdrawiać lub czadzić całe pokolenia.

Ode mnie przeto zależy jak zakiełkuje i co wyda
apostołów czy zauszników.
Ruchome piaski pod stopą
To żadna dla mnie nowina
choć wśród Kainów i Abel się zdarza.
Usunięte z oczu szkielety pomordowanych
dalej wołają o sprawiedliwość.

Zatruta jest nasza ziemia.

List do Zbigniewa Herberta

Chciałem ci jeszcze przypomnieć
byś pamiętał o sobie;
zapisuj każde słowo
bo może być dla nas łabędzim śpiewem
lub doliną bez wyjścia.

Staraj się mimo agonii
dać życiu pełny kształt.

Nikt dziś nie czyta głośnych Deklaracji

Nikt nie dotrzymuje jałowych Traktatów

W ciemności płomień świecy wydaje się słońcem

Ciało w którym mieszkasz jest konfesjonałem
jego ciszę wypełnia szept tak zwanej wieczności

Wiem –
po obu stronach czekają ukryte pułapki
na pogodzonych z Losem

Masz jeszcze pod dostatkiem pamięci dla Żywych
purpury dla Zmarłych
żyj jak dżdżownica
przeżuwając ból Ziemi

Nasz obłęd
musi być czytelny.

(z tomu Nocne rozmowy, 1987)

Lustro

Przybliżam twarz do lustra ale lustra nie ma
Szukam rysów mych dłonią, ale nie mam dłoni.
Pod turkusowym niebem które nie płowieje
Czysta jak lilia Rózia powraca z kościoła.
Wiem, że się w cnotach zanurza jak paw
Pilnuje własnej dumy jak prządka kądzieli
Jeśli mówi, orkiestra instrumentów gra w niej
Jak w parku na Powiślu w słoneczną niedzielę.
Wspominam tamte czasy zamienione w wiór
Z drzewa które się spóźnia nietoperz ulata.
Pod góre po kamieniach prosto na Krakowskie
Przedmieście, biegnie Tamka wyboistym krokiem.
Chciałbym tam być, ktoś słowo ponagla do ucha
Pragnie istnieć, o lustro, pomóż mi wyjść z siebie.
Niestety, błądzę jak król Lear, palce są mi wzrokiem
I byle wiersz ojczysty przebija mnie na wskroś.
Chwytam, co mam pod ręką. Może sucha gałąź
Połamana wiatrami, wskaże mi kierunek.
O, ślepy królu Learze, z niedołężnym ciałem
Jak długo można być ślepym i nie wiedzieć o tym.

Arka

U stóp moich jest kałuża łez
i wiem że wkrótce nastąpi potop
że zapadnę się
we własną słotę.

Ziemia rozstąpi się pode mną
zejdę w nią klinem swego ciała
plecionką mięśni
gliwicami kości.

Bez busoli wejdę
w kamień
w kolczastą ciemność
arką swego ciała
rozrzuconą po świecie.

Moment

Jest cisza ziemi i szept
spadających liści
gdy żegnają się z drzewem.
Słucham mowy wiatru
bo może ostatnia to już jesień
przeorana krzykiem
odlatujących ptaków
ich lakoniczną mową.
Wiatru nikt nie uwięzi
jego wolność jest inna od mojej
wciąż na bezdrożach
obcych sumień.
Gdy słucham mowy wiatru
słucham własnych słów
a te kryją zasadzkę
bo w każdej sylabie wiersza
jest moja prywatna prawda
o której nic nie wiesz.

Jak blisko jesteśmy boskich praw
i jak daleko od samych siebie.

źródła:
http://pl.wikipedia.org/
Nowe Państwo
http://www.zwoje-scrolls.com/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Po 1980, Wiersze i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Wacław Iwaniuk: Wygnany – wrócę

  1. Rev. Joseph Simson (Pawlowski) pisze:

    Znalem Waclawa Iwaniuka i dzieki niemu zaczalem pierwsze kroki w Kanadzie.

  2. Anonim pisze:

    Jak miał na imię Ojciec Wacława Iwaniuka ?

    • Henryk Wojcik pisze:

      Szczepan Iwaniuk (1852 – 1927). Pochowany jest na cmentarzu w Siedliszczu. Na tym cmentarzu ale w osobnym grobie pochowana jest matka Poety Józefa z Dyszewskich (1872 – 1953).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.