Panna S.

transparenty17Wreszcie mężczyzn miała potąd już – a przeto/ Rusza w tango z własną płcią – wbrew katechetom;/ Ale Wielkopolski chwała/ Nazbyt wiele wymagała/ Żeby Panna „S” umiała żyć z kobietą./ Czeka ten z pałacem, stanowiskiem, z wanną,/ Z charakterem i z legendą nienaganną -/ Ale pałac wart legendy,/ Stanowisko – walor względny,/ Więc jej chyba przyjdzie zostać starą panną…

 

Jan Krzysztof Kelus

Sentymentalna Panna S.

Oczom zdumionej publiczności 
gdy ukazała się w teatrze 
nie była w pełni w moim typie 
ale lubiłem na nią patrzeć Szczególnie kiedy w pierwszym akcie 
w tej scenie z długowłosym chłopcem 
i młodym w kasku robotnikiem 
– jakbyśmy byli w europie – 
pstrymi barwami swych plakatów 
zdobiła naszych ulic szarość 
– jakbyśmy byli w europie – 
bez krwi szminki makijażu 

Zmęczyły mnie szczególnie próby 
– nie można wiecznie żyć w teatrze – 
myślałem: jutro lub pojutrze 
wpadnę i znowu na nią popatrzę 

Nie była w pełni w moim typie 
– szczególnie raził mnie jej język – 
i żyłem znowu trochę z boku 
i tak jak zwykle bez pieniędzy 

Nie była w pełni w moim typie 
– ale lubiłem to, ze jest – 
trochę złośliwie ją nazwałem 
„Sentymentalna Panna S.” 

* * * 

Gdy zniknął długowłosy chłopiec 
na scenie zjawił się urzędnik 
a na widowni coraz częściej 
chłopcy z resortu spraw wewnętrznych 
i się robiło coraz duszniej 
i się robiło coraz ciaśniej 
i skąd to wpełzła w pierwsze rzędy 
swołocz w mundurach różnej maści 

Panegiryków nie pisałem, 
nie próbowałem się z nią pieścić 
– pisze ballady i piosenki – 
a jej potrzebne były pieśni 

Żyłem jak zwykle trochę z boku 
kiedy najlepsi przegrywali 
mówiłem: cóż nielubią gwiazdy 
tych, którzy ją wylansowali 

I byłem głupi tak jak inni 
wciąż tylko bojąc się jednego: 
– że mogą zerwać przedstawienie 
sąsiedzi z kraju ościennego… 

* * * 

Nie był potrzebny żaden sąsiad 
– rodzimej dosyć jest kanalii – 
by wytłumaczyć nam na zawsze, 
że nie jesteśmy w PORTUGALII, 
żeby przekonać nas raz jeszcze 
że może POLAK do POLAKÓW 
że nie jesteśmy w PORTUGALII, 
że to nie rewolucja kwiatów 

Tak więc… zgwałcono ją w teatrze 
z częścią zdumionej wciąż widowni 
i zostaliśmy bez niej smutni 
i jeszcze bardziej głodni 

I teraz szukam jej na mieście 
i tęsknie za nią jak idiota 
i choć surowo zabronione 
maluje imię jej po płotach 

i listy piszę jej ulotne 
na czarnych bębnach powielaczy: 
„…gdy sztuka wróci znów na afisze, 
zagramy trochę ją inaczej…” 

I piszę: „wracaj jak najprędzej, 
wracaj najprędzej jak się da 
czekam jak zwykle bez pieniędzy” 
    – Sentymentalny JKK –

1982, październik

 

Jacek Kaczmarski 

Powrót sentymentalnej Panny „S”

(za J. K. Kelusem)

Gdy powróciła znów na scenę, z początku nie chciał nikt w to wierzyć,
Widownia była przecież pusta nie licząc stróży i żołnierzy,
Ale rozniosło się po mieście, że znowu jest, że zagra ponoć
Więc się zaczęli schodzić gapie, choć bilet mógł kosztować słono.
Przyszliśmy my – jej wielbiciele, już przerzedzeni, postarzali
I po raz pierwszy znów po latach niektórzy z nas się spotykali,
A ona była trochę inna, choć przecież kostium był ten sam
I takim wzrokiem – jak my jej – zaczęła się przyglądać nam.
Dopiero kiedy się ruszyli ci z biletami darmowymi
Żeby znów ściągnąć ją ze sceny i żeby poszła razem z nimi
Poderwaliśmy się w obronie, choć nie mówiła ani słowa
I zażądaliśmy spektaklu i grać zaczęła go od nowa.
Nie było w nim już tej radości i zaszły w nim widoczne zmiany –
Pojęliśmy, że nowy dramat dopiero będzie napisany,
Ale i tak się stało jasne, jak jej nam bardzo było brak,
Gdy ją zagłuszać jęli wrzaskiem ci, którym było to nie w smak.
Niespodziewanie nam pomogli jej nowi wielbiciele młodzi
Wielbiący ją, jak starą gwiazdę co zamiast spadać – nagle wschodzi
I na ramionach ją ponieśli z tą siłą, której nam nie stało
A ona miała twarz poważną, w której coś jakby odmłodniało.
Wróciły pieśni – lecz bez złudzeń i tylko trochę chyba żal nam
Że panna „S”, choć znowu z nami, już nie jest tak sentymentalna.
A może lepiej to i dla niej i dla tych, których z sobą ma –
Sentymentalnie stwierdza z dala pokorny sługa jej – J.K.

26.08.1988

 

 

Jacek Kaczmarski

Amanci Panny S

Panna „S” do swych amantów nie ma szczęścia,
Chociaż raz po raz o krok jest od zamęścia.
Lecz, co z którym się obejmie,
Ledwie go umieści w sejmie –
Uczuć tyle co w pretensjach, albo w pięściach.

Z intelektualistami żyć nie chciała,
– Tylko rozprawiałaby o ideałach –
Ale, żeby dać jej w rękę
Na mieszkanie i sukienkę –
Nie mieściło się w ich przemądrzałych pałach.

Biznesmeni ją potraktowali krótko,
Jakby wielokrotną była już rozwódką:
Żyj, jak umiesz, nie ma rady!
Sentymenty do szuflady!
Sama tego chciałaś – więc się nie dziw skutkom!

Z sędzią sumień już jej miały ziścić sny się,
Bo się czuła jak Helena – przy Parysie;
Ale panna z mrowiem dzieci
Słuszny w nim wzbudziła sprzeciw
Gdy dokładnie jej pogrzebał w życiorysie…

Wreszcie mężczyzn miała potąd już – a przeto
Rusza w tango z własną płcią – wbrew katechetom;
Ale Wielkopolski chwała
Nazbyt wiele wymagała
Żeby Panna „S” umiała żyć z kobietą.

Czeka ten z pałacem, stanowiskiem, z wanną,
Z charakterem i z legendą nienaganną –
Ale pałac wart legendy,
Stanowisko – walor względny,
Więc jej chyba przyjdzie zostać starą panną…

Dała szansę, co ją niegdyś gnębił,
Bo pokajał się i gruchał, jak gołębnik…
Ale nie dotrzymał słowa
I zarobki przed nią chował,
Dalej więc przygrzewać mu – a on ją ziębić.

Co w niej jest, że każdy zraża się wielbiciel?
Co z imieniem jej się kłóci i pożyciem?
Że uboga? Że pyskata?
Że zbyt posunięta w latach?
Nieuczona? Pochodzenie robotnicze?

Więc karczemnym awanturom nie ma pauzy:
Aż się zbudził niedźwiedź stary, który spał, zły –
Oj, jak złapie babę za kark,
Będzie miała za czym płakać!
Tyle, że za późno już na żal i na łzy!

28.05.1995

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, Piosenki, Wiersze i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.