Spadkobierczyni wolnej Polski. Zofia Pilecka-Optułowicz

imagesAnna Zechenter

Panna z dworu, urodzona na początku lat 30. w majątku, który przez wieki był ostoją polskości na wschodniej rubieży, nie była wychowywana na „dziedziczkę”. Drobna, z pozoru krucha, mówi przyciszonym głosem …

– nawet gdy opowiada o swojej twardej, niezłomnej walce o pamięć ojca, rotmistrza Witolda Pileckiego. Zaznawszy dzieciństwa w polskim starym majątku Sukurcze pod Lidą, została z dnia na dzień – jako małe dziecko – wyrwana z tej sielanki przez wojnę, która brutalnie odebrała jej dom rodzinny, by rzucić w świat obcy, wrogi, wymagający od niej sił ponad wiek i skazać na wieloletnią poniewierkę.

Gdy słucha się Zofii Pileckiej-Optułowicz, trudno dać wiarę, że walka o przetrwanie w rzeczywistości, która plugawiła przez lata wszystko to, co było jej najdroższe, faktycznie stała się jej udziałem – tak silne jest jej przywiązanie do dawno już pogrzebanych wartości, takich jak szlachetność i szacunek dla ludzkiej godności oraz przekonanie, że człowiek ma obowiązek czynienia dobra. Tego nauczył ją ojciec.

Rzadko mówi o sobie. Pytana o własne życie, podaje tylko najważniejsze fakty, z których większa część i tak dotyczy rotmistrza Pileckiego.

Ojcowski dekalog

Panna z dworu, urodzona na początku lat 30. w majątku, który przez wieki był ostoją polskości na wschodniej rubieży, nie była wychowywana na „dziedziczkę”. Rodzice ciężko pracujący nad wydobyciem ogromnego gospodarstwa z ruiny, ale i poświęcający się działaniom na rzecz miejscowej społeczności, pomni doświadczenia poprzednich pokoleń, wiedzieli, że może nadejść dzień, gdy oni lub ich dzieci – Zosia i Andrzej, znajdą się bez dachu nad głową.

Dlatego w „bajce” – jak mówi o Sukurczach pani Zofia – gdzie aleja lipowa chronić miała od wiatrów ze wschodu, biedronek nie wolno było tknąć, bo „każde stworzenie pełni ważną rolę w wielkim łańcuchu życia”, „woda lecznicza” biła z krynicy nieopodal dworu, a największą przyjemnością były konne przejażdżki. W tej bezpiecznej krainie istniała granica nieprzekraczalna – dyscyplina, nie nazbyt surowa, ale mądra. Ojciec wpajał dzieciom „bardzo różne rzeczy, począwszy od tego, byśmy nie garbili się, siedząc przy stole – opowiadała pani Zofia – po zobowiązanie, byśmy zawsze mówili prawdę”. Ojciec pilnował też, by dzieci rano zmówiły pacierz, umyły zęby i zameldowały mu, że są gotowe do śniadania, na które zawsze była owsianka. Nie było grymaszenia – nałożona na talerz porcja musiała być zjedzona do końca.

Zdarzały się i figle (porysowanie pięknego kryształowego lustra szpikulcem), za które spadały na dzieci kary łagodne, ale nieuniknione. Kłamstwo było przestępstwem największym, więc gdy winowajcy przyznali się do zniszczenia lustra, usłyszeli od ojca: „Zrobiliście źle, ale dla mnie jest ważne, że takie małe dzieci potrafią powiedzieć prawdę, która jest dla nich bolesna”.

Jako niespełna sześcioletnia dziewczynka żegnała ojca ruszającego na swojej klaczy Bajce na wojnę w 1939 roku. Pani Zofia zapamiętała, że ktoś ją podniósł i podał ojcu, który uścisnął córkę i odjechał. Maria Pilecka została sama z dziećmi. Nie na długo jednak – bolszewicy szaleli po okolicy, polując na Polaków. Pomogli wówczas ludzie prości, z którymi rotmistrz wspólnie pracował w polu. Ukryli dzieci w chłopskiej chacie pod stosem poduch, dziurawionych przez sowieckich żołdaków bagnetami w poszukiwaniu ludzi. Pomogła też nauczona przez ojca samodzielność, kiedy matka wypychała dzieci na mróz, by ocalić je przed kolejną rewizją, a zima z roku 1939 na 1940 była wyjątkowo mroźna i śnieżna.

Ocaliła medalik

Gdy życzliwi ostrzegli, że Pileckim grozi wywózka w głąb Rosji, matka wzięła Zosię i Andrzeja, by razem ze swoją siostrą i jej córką uciekać na zachód, pod niemiecką okupację. Tam, w miejscowości Ostrów Mazowiecka, czekała na nich babcia.

Na granicy sześcioletnia dziewczynka przeszła pierwszy wielki egzamin z odwagi. Sowiecka straż zatrzymała ich i zagnała na posterunek. Matkę zamknięto w chlewie, a Zosia z Andrzejem zostali na schodach. Bez jedzenia i picia czekali całą noc, kopani przez przechodzących sołdatów. „Ojciec mówił, że mam być bardzo dzielna, więc wyszłam sama z posterunku, weszłam do ubikacji przylegającej do chlewka i pukałam w ścianę, żeby dać matce znać, że jesteśmy i żyjemy” – wspominała. Rano Sowieci zabrali im wszystko, nawet obrączki, ale córka rotmistrza zbuntowała się, gdy próbowali ją tknąć. Zaczęła krzyczeć tak głośno, że zostawili ją w spokoju. Ocaliła wpleciony w warkocz złoty łańcuszek z Matką Bożą Ostrobramską i wszyte w staniczek sukienki pieniądze.

„Rzeczy najważniejsze”

Przez granicę przeszli szczęśliwie, dotarli do Ostrowi, gdzie odnalazł ich ojciec. Pojawił się kilka razy, bo już wtedy musiał się ukrywać, aż we wrześniu 1940 roku przepadł na ponad dwa i pół roku w piekle, którego nie tylko dziewczynka, ale i dorosły człowiek nie umiałby sobie wówczas wyobrazić. Ale nawet stamtąd oboje z bratem dostawali od ojca listy, a wśród nich obrazek przedstawiający dwa krasnale kołyszące się na belce. I czekali, aż wróci.

Po ucieczce rotmistrza z Auschwitz w kwietniu 1943 roku kontakt stał się łatwiejszy –tak było do Powstania Warszawskiego. Córka chciała sprostać jego oczekiwaniom: intensywnie trenowała, m.in. biegi i gimnastykę, by zaimponować ojcu. Rotmistrz traktował swoje dzieci jak dorosłe osoby – nie tylko dlatego, że wokół szalała wojna. Cały czas przygotowywał Zofię i Andrzeja do tego, że kiedyś może go zabraknąć, a wtedy będą musieli sobie sami dawać radę. „Postrzegałam świat przez pryzmat tego, co przekazał mi ojciec, a starał się przekazać jak najwięcej, tak jakby czuł, że będzie miał mało czasu, by zaszczepić w nas to, co było dla niego najważniejsze, abyśmy lepiej żyli” – przyzna po latach Zofia Pilecka-Optułowicz. W listach pisał do dziesięcioletniej córki o „rzeczach najważniejszych”, które „kiedyś zrozumie”, bo, jak wyjaśniał: „Żyjemy w takich czasach, kiedy nie wiadomo jest, czy będę mógł pisać do Was, gdy będziecie dorośli (a list może się przechować)”.

Spotkania w Ostrowi i wyjazdy do ojca do Warszawy dawały zapewne poczucie, że ojciec jest, że czuwa. W Warszawie odbywały się „lekcje konspiracji”: rotmistrz zabierał córkę ze sobą do tramwaju, jeździli razem po różnych miejscach, kazał jej też chodzić przed sobą i obserwować. Gdyby zobaczyła patrol niemiecki, miała mu dać znać. To nie było wystawianie dziecka na realne niebezpieczeństwo, ale nauka konspiracji – na wszelki wypadek. Była jeszcze cudowna Wigilia w warszawskim mieszkaniu ojca w 1943 roku, z choinką ubraną w biało-czerwone wstążeczki.

Zofia Pilecka-Optułowicz unika mówienia o sobie – i należy to uszanować. Tym bardziej cenić należy to, co zechciała ujawnić: przyzwyczajona do odwiedzin ojca w imieniny matki Marii, obchodzone 12 maja, czekała na niego w 1947 roku do nocy, aż usnęła w fotelu. Zbudziło ją stuknięcie w szybę. W pierwszej chwili poderwała się i otworzyła okno, krzycząc do mamy, że przyjechał ojciec. Maria Pilecka otworzyła drugie okno, ale nikogo nie było widać. Odczytała to jako znak, że z ojcem stało się coś złego. Po latach dowiedziała się, że 12 maja był już po pierwszych ciężkich przesłuchaniach.

Wkrótce potem dostały z mamą wiadomość, że Witold Pilecki został aresztowany. Przyszedł czas, do którego zawsze przygotowywał swoją córkę – została prawie sama.

Napiętnowana

Podczas procesu w marcu 1948 roku całe gimnazjum musiało wysłuchiwać przez szczekaczki relacji z rozprawy. Pod koniec procesu wychowawczyni spytała ją, czy „ten szpieg Pilecki” to jej ojciec. Odpowiedziała: „Tak, to jest mój ojciec i jestem z niego bardzo dumna”.

Nadeszły lata biedy i tułaczki. W Ostrowi wszyscy ich znali, więc szukali innego miejsca do życia. Matki nikt nie chciał zatrudnić jako nauczycielki, chwytała się więc każdej pracy. Żeby jej ulżyć, Zofia przeniosła się w klasie maturalnej do Warszawy. Gdy Marię Pilecką wreszcie zatrudniono – choć na krótko – w Miedzeszynie, przyznano jej klitkę w drewnianym baraku. Zamieszkała w nim razem z córką. Zimą wiatr hulał między deskami. Jedynym źródłem ciepła był mały piecyk zwany kozą. Dopóki się w nim paliło, było ciepło, ale gdy przestawał grzać, od razu robiło się zimno. Do matury Zofia uczyła się więc w palcie i rękawiczkach. W Otwocku, gdzie Maria Pilecka pracowała w Ognisku Wychowawczym dla dzieci, do dziś niektórzy pamiętają ją jako ogniskową „ciocię”.

Wszystkie rzeczy Zofii, w tym pamiątki z Sukurczów, mieściły się w jednej walizeczce. Córce „wroga ludu” i „szpiega od Andersa” niełatwo było żyć w Polsce „ludowej”. Chciała studiować, ale przed córką „zdrajcy” wyższe uczelnie były zamknięte. Przyjęta wreszcie na Politechnikę Warszawską, spotkała się tam z szykanami, które zmusiły ją do rezygnacji z marzeń o dyplomie.

Gorycz III RP

Z czasem jej życie zaczęło się jednak stabilizować: wyszła za mąż, dziś ma dwie córki i pięcioro wnucząt. Latami opiekowała się chorą matką. Zmarłą córeczkę Krysię pochowała na Łączce – nie wiedziała wtedy, że tam właśnie spoczywa jej ojciec.

Datę jego śmierci poznała dopiero na początku lat 90. Od tamtej pory rok w rok 25 maja o godzinie 21.30 zapala świecę pod murem więzienia przy Rakowieckiej. I rok w rok jest z nią tam coraz więcej ludzi.

Gdy nastała nowa Polska, musiała przeżyć jeszcze odmowę rehabilitacji ojca w 1989 roku, niechęć członka Kapituły Orderu Orła Białego Władysława Bartoszewskiego przeciw przyznaniu rotmistrzowi tego odznaczenia w 2006 roku; głosy ponad 20 polskich europosłów, którzy wraz z Parlamentem Europejskim odrzucili w 2009 roku propozycję, by Międzynarodowy Dzień Bohaterów Walki z Totalitaryzmem obchodzić w dniu śmierci rotmistrza, który zostałby tego święta patronem; pełen oszczerstw artykuł Andrzeja Romanowskiego w tym roku i wiele innych, których nie chce pamiętać.

„Prawda o ojcu obroni się sama” – powiada. Prawdę o sobie zostawia najbliższym.

Anna Zechenter, IPN Kraków

http://www.naszdziennik.pl/wp/51648

zobacz:

 

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Aktualności, Eseje, Historia, II wojna światowa, III RP, Lata PRL i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.