Portrecista więźniów KL Auschwitz-Birkenau

portrecistaHistoria Wilhelma Brasse (1917-2012) – fotografa więźniów w Auschwitz. Do tej pracy był zmuszany. O swoich przeżyciach opowiada w filmie dokumentalnym „Portrecista”. Po wojnie nie wziął już nigdy do ręki aparatu. Fotografia była jego życiową pasją a jej tajniki poznał przed wojną. Pracował w dużym atelier przy głównej ulicy Katowic, gdzie słynął z pięknych portretów.

Wtedy nawet nie przypuszczał, że niebawem będzie robił po kilka tysięcy portretów miesięcznie.
Brasse trafił do specjalnego komando rozpoznawczego Wydziału Politycznego, zwanego obozowym gestapo. Tu pod okiem SS prowadził fotograficzną dokumentację obozu od jego powstania do ewakuacji. Fotografował to, co mu kazano: pracę więźniów, prywatne spotkania oficerów SS z ich rodzinami, doświadczenia medyczne, a przede wszystkim robił policyjne portrety więźniów do kartotek. Wilhelm Brasse jest autorem wielu zdjęć znanych z podręczników historii na całym świecie. Zmarł 23 października 2012 roku w Żywcu. Dokument został nagrodzony na kilku festiwalach.

Produkcja: TVP 2005
Scenariusz i reżyseria: Ireneusz Dobrowolski

W filmie bohater opowiada o kilku, wybranych zdjęciach i opisuje związane z nimi historie. Mówi o oprawcach, którzy wsławili się bestialstwem, i o zwykłych ludziach, z którymi zetknął się w pracowni fotograficznej w ich drodze na śmierć. Młody Brasse, utalentowany fotograf, nie przypuszczał przed wojną, że cokolwiek zmusi go do zerwania z jego pasją. Doświadczenia obozowe wyryły jednak w jego pamięci obrazy, których nigdy potem nie potrafił zapomnieć. Najbardziej pamięta oczy. Setki tysięcy oczu wyrażających niedowierzanie w to, czego są świadkami, strach, przerażenie i beznadzieję. Do dziś widzi je wszędzie, nawet we śnie. Nigdy po wojnie nie był w stanie wziąć aparatu do ręki.
W warstwie formalnej na film składają się wypowiedzi bohatera, uzupełnione materiałami ikonograficznymi i archiwalnymi. Sekwencje fotografii archiwalnych pokazane są przy wykorzystaniu najnowszych technik animacji komputerowej.

za: http://vod.tvp.pl/dokumenty/

 

Aleksandra Pietryga

Widziałem tylko te oczy

Nazywam się Wilhelm Brasse. Jestem fotografem. Od września 1940 roku byłem więźniem w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. Wykonałem ponad 50 tys. zdjęć do obozowych kartotek oraz dokumentację eksperymentów doktora Mengele.

To wstrząsająca opowieść o człowieku, który przez 5 lat dzień w dzień fotografował więźniów Auschwitz. Wykonał ponad 50 tys. zdjęć do „policyjnej kartoteki” SS. Z przodu, z profilu, z nakryciem głowy. Kto dziś wchodzi w korytarze Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, mija po drodze setki takich czarno-białych fotografii. – Widziałem tylko oczy więźniów, godzina za godziną, jedne za drugimi… – wyznawał W. Brasse.

Starałem się nie dotykać

Te wspomnienia go prześladowały. Po wojnie już nigdy nie wziął do ręki aparatu fotograficznego. Przez obiektyw widział ciągle twarze więźniów. – Te oczy były rozsadzone przerażeniem – wspominał.

Urodził się w 1917 roku w Żywcu w rodzinie polsko-austriackiej. Znał dobrze język niemiecki i ta umiejętność pozwoliła mu przeżyć obóz. I to, że był zdolnym artystą fotografem. Terminował w znanym atelier „Foto-Korekt” w Katowicach. Właścicielką była jego ciotka. Nauczył się tam m.in. sztuki wykonywania zdjęć portretowych, pracy laboratoryjnej, retuszu. Po trzech latach praktyk został czeladnikiem. – Miałem pieniądze. Chodziłem na dancingi. Spotykałem się z dziewczynami, które nosiły medaliony z Hitlerem – opowiadał.

Beztroską młodość przerwała wojna. Schwytany podczas próby przedostania się na Węgry, został osadzony w więzieniu w Tarnowie, a następnie w drugim transporcie trafił do obozu w Oświęcimiu. Otrzymał numer 3444. Przeżył tu 4 lata i 8 miesięcy. Po kilku miesiącach, jako jednego z pięciu więźniów, wybrano go na fotografa obozowego. To było „dobre” komando: ciepło, więcej jedzenia, kąpiel dwa razy w tygodniu, normalne ubranie…

Największą traumą było robienie zdjęć dzieciom. – Poznaję, to moja robota. To jest wstrząsający powrót do przeszłości, o której starałem się zapomnieć – mówił na widok zdjęcia czterech nagich dziewczynek stojących obok siebie, przygotowywanych do eksperymentów medycznych. To były 13-, 14-letnie dziewczynki, zawstydzone swoją nagością przed nim, młodym mężczyzną, z rozszerzonymi ze strachu oczami. – Starałem się nie podchodzić, nie dotykać tych dzieci. Wszystkie polecenia przekazywałem przez pielęgniarkę – wspominał.

Widział ofiary eksperymentów medycznych. Fotografował narządy kobiece, które lekarze wyciągali z więźniarek na fotelach ginekologicznych. Fotografował z bliska przerażające doświadczenia doktora Józefa Mengele. Anioła śmierci. Bestii w ludzkim ciele. Wykonał około 500 takich fotografii.

Czasem przychodzili do niego oficerowie SS, by zrobił im zdjęcie portretowe, które potem wysyłali w liście do rodziny. – Dla mnie byli zawsze grzeczni, uprzejmi. Pytali: „Czy mógłby pan? Czy dałoby się?”.

Precz!

Pewnego dnia do zakładu przyszedł szef Bernhard Walter z informacją, że czeka ich robota na całą noc. Przyjechał cały transport żydowskich więźniów z Francji. Brasse wykonał wówczas 1100 fotografii w jedną noc. – Pracowałem jak automat. Wydawałem komendę: „Mütze ab und gerade schauen, Mütze auf”, a na koniec: „Weg!” (Zdjąć czapkę i patrzeć przed siebie, Założyć czapkę, Precz!). Formułki wypowiadałem zgodnie z narzuconą procedurą. Czasem więźniowie byli tak przerażeni, że nie nadawali się do zdjęcia…

Stracił wiarę w Boga. Puściło dopiero kilka lat po wojnie. Po spowiedzi. – W obozie przekląłem Boga. Przekląłem matkę, że mnie urodziła – powtarzał to często i zawsze płakał…

Podczas ewakuacji obozu otrzymał nakaz zniszczenia wszystkich zdjęć. Z narażeniem życia Wilhelm Brasse i drugi fotograf Bronisław Jureczek, zabezpieczyli materiały. Wrzucili do pieca zbyt duże ilości niepalnych materiałów i tym samym zatkali odpływ dymu. Dzięki temu uratowali około 40 tys. fotografii identyfikacyjnych i innych dokumentów. Brasse został ewakuowany do innych obozów na terenie III Rzeszy. Ostatecznie został wyzwolony w maju 1945 r. przez żołnierzy amerykańskich w obozie Ebensee. Zmarł w 2012 roku.

Długo nie potrafił mówić o swoim Auschwitz. Milczał sześćdziesiąt lat. Ale obrazy zbyt mocno wżarły się w jego pamięć. – Całe życie się to za mną wlecze. Przechodziłem okropne rzeczy. Nie mogę tego zapomnieć i z tym już umrę…

Wypowiedzi Wilhelma Brasse zaczerpnęłam z filmu dokumentalnego „Portrecista” w reż. Ireneusza Dobrowolskiego i książki „Fotograf z Auschwitz” autorstwa Anny Dobrowolskiej.

za: katowice.gosc.pl
  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Sylwetki, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.