Sierpniowe dziewczęta ’44

pobrane (1)Książka Patrycji Bukalskiej składa się z opowieści ponad 20 uczestniczek Powstania Warszawskiego. Miały zwykle 17, 18 lat, nie więcej niż dwadzieścia parę. Ryzykowały tak samo jak ich koledzy i często płaciły tę samą cenę – życie. Uczestniczki Powstania Warszawskiego mówią o walce, smaku wolności, miłości, śmierci i marzeniach. Fragmenty książki.

Bohaterki udostępniły zdjęcia ze swoich prywatnych zbiorów, a dodatkowo wykorzystano materiały z Muzeum Powstania Warszawskiego.

634158457109369979

„Co to znaczy: kobiety w Powstaniu? Myśmy walczyły jak mężczyźni, przeżyłyśmy to samo co oni. Ja nie widzę powodu żeby szukać w tym jakiegoś kobiecego spojrzenia”. „Gdyby mi powiedzieli, że nie jestem żołnierzem, to bym się oburzyła. Ale znałam swoje miejsce w szeregu”. Kobiety pamiętają i mówią inaczej – więcej w ich opowieściach wspomnień o innych, o bliskich, o kolegach. Ich spojrzenie jest mniej egocentryczne; więcej w nim uważnej obserwacji, szczegółu, a mniej bohaterstwa i fanfar.Trudno powiedzieć ile ich dokładnie było. Łączniczki, sanitariuszki, minerki, peżetki, po prostu żołnierze. Czasem walczyły na pierwszej linii, czasem wykonywały szarą pracę na tyłach: gotowały, prały, opatrywały rannych. Bez nich nie była możliwa ani konspiracja przed Powstaniem, ani samo Powstanie. To jest ich opowieść.

***

Każde spotkanie było ważne. Każde było lekcją. Nie patriotyzmu, bohaterstwa, ale po prostu lekcją życia. Rozmawiałam z uczestniczkami Powstania od wielu lat. Słuchałam ich, patrzyłam na nie i zawsze zadawałam sobie to samo pytanie – jak to możliwe, że wytrzymały aż tyle i wyszły z tego wyprostowane, z godnością. Że można przejść przez ból, cierpienie, stratę, samotność i nie dać się złamać. Nigdy jednak nie udało mi się znaleźć prostej odpowiedzi – prostej to znaczy takiej, którą da się przełożyć w receptę na życie.

Te spotkania, z których kilka dało początek przyjaźni, pokazywały, że niewiele nas różni. Że Powstanie to jedna rzecz, która jest osobna i tylko ich, ale cała reszta: miłości, dzieci, zwątpienia, małżeństwa i rozwody jest dokładnie taka sama. Że wszystkie przechodzimy przez to samo, że niczego nie da się ominąć ani oszukać, i że to od nas zależy jak to przejdziemy.

Pisząc tę książkę nie chciałam opisywać ich życia, choć wszystkie jego aspekty są ciekawe. Chciałam się dowiedzieć, co myślały wtedy, w tym jednym jedynym momencie ich życia – w czasie Powstania. Co myślały jeszcze zanim stały się silne i mądre. Co wtedy czuły, co działo się w ich głowach. Mam nadzieję, że ta mozaika odpowiedzi pokaże obraz Powstania tak jak wyglądało w oczach walczących kobiet.

Pytam je o miłość i śmierć, o zmysły i o sny. Pytam o marzenia – i to jedno pytanie niemal zawsze pozostawało bez konkretnej odpowiedzi. Kobiety w Powstaniu nie miały marzeń.

***

Miały zwykle kilkanaście lat. Dziewczynki raczej, niż kobiety. Często przed pierwszą miłością, przed pierwszym pocałunkiem. Podejmujące decyzje, które dla wielu starszych osób byłyby trudne. Dźwigające za ciężkie pakunki z bronią, obarczane za wielką odpowiedzialnością. Bez nich nie byłaby możliwa ani konspiracja ani otwarta walka w czasie Powstania.

Nie ma dokładnych danych co do liczby kobiet, które wzięły udział w Powstaniu Warszawskim. Sanitariuszek i pielęgniarek było zapewne ponad 5 tys. – taką liczbę podaje Bożena Urbanek w książce “Pielęgniarki i sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim w 1944 r.”

Było więc około 800 patroli sanitarnych, 200 punktów ratowniczo-sanitarnych, 122 szpitaliki i 25 szpitali. A poza tym: łączniczki, sanitariuszki liniowe, dziewczyny z kwatermistrzostwa, minerki (z kobiecych patroli saperskich)… Załóżmy więc, że było ich około 7 tys. Choć zapewne więcej… Nie wiadomo, jak je liczyć, nie ma i nie będzie już żadnej dokładnej listy.

One same zwykle mówią o sobie niechętnie. O kolegach, koleżankach, braciach – już tak, bo mówienie o innych jest obowiązkiem. O sobie – wręcz przeciwnie.

Jeśli już mówią, to ich opowieści o Powstaniu też są inne niż te, do których przywykliśmy. Mało tam akcji i strzelania, liczb, danych, lokalizacji oddziałów. Więcej uczuć, zapachów, kolorów, wspomnienia deszczu i pierwszego papierosa.

Po latach, tych wielu, wielu latach wspomnienia wciąż są żywe, choć ich ocena nieraz się zmienia. Odkrywają nowe znaczenia dawnych wydarzeń. Ich opowieść o Powstaniu ciągle jest żywa.

Dwadzieścia jeden z nich opowiedziało mi o tym, co było najważniejsze. O miłości, śmierci, walce i wolności.

Anna Jakubowska (z domu Swierczewska), „Paulinka”, ur. 1927
Sanitariuszka i łączniczka batalionu „Zośka”.

Danuta Krauze (z domu Pleban) „Niuśka”, ur. 1925 
Sanitariuszka batalionu „Parasol”

Anna Borkiewicz – Celińska, „Hanka Skrzynkowa”, ur. 1921 
Łączniczka i sanitariuszka batalionu „Zośka”

Zofia Świeszcz – Łazor „Zojda”, ur. 1928 
Sanitariuszka i łączniczka batalionu „Parasol”

Teresa Bojarska, (z domu Sułowska), „Klamerka”, ur. 1923
Łączniczka w pułku „Baszta”

Alina Janowska, „Alina”, ur. 1923 
Łączniczka w batalionie „Kiliński”

Danuta Rossman (z domu Zdanowicz), „Danka”
Łączniczka w batalionie „Iwo”

Danuta Winiarska (z domu Gawin)„Słoninka”, ur. 1926 
Sanitariuszka w batalionie Zośka

Teresa Komander (z domu Kujawska)
Pielęgniarka w szpitalu na Chmielnej

Wacława Jurczakowska (z domu Godzisz) „Wacka”, ur, 1925 
Sanitariuszka liniowa w batalionie Parasol

Urszula Katarzyńska (z domu Kurkowska) „Ula”
Łączniczka w batalionie Broda

Jadwiga Grzybowska (z domu Kuk), „Mariola” ur. 1928
Sanitariuszka w obwodzie VI na Pradze

Katatrzyna Kusocińska (z domu Staryszak) ur. 1929 

Pielęgniarka w szpitalu na Złotej 22

Maria Oziewicz (z domu Staryszak), ur. 1925 
Sanitariuszka w batalionie Kiliński

Wanda Grabowska (z domu Szal) ur. 1927
Łączniczka w zgrupowaniu Żaglowiec

Alina Karlikowska (z domu Kucharka), „Zawiejka”, ur. 1930
Łączniczka w pułku „Baszta”

Wanda Okolska-Woltanowska ps. „Mrówka”, ur. 1928 

Łączniczka w Zgrupowaniu „Gurt”

Halina Jędrzejewska (z domu Dudzik), ps.„Sławka”, ur. 1926

Sanitariuszka liniowa w batalionie Miotła

Jadwiga Chuchla, ps. „Pszczółka”
Łączniczka w Zgrupowaniu „Gurt”

Krystyna Zachwatowicz – Wajda, „Czyżyk”, ur. 1930 

Sanitariuszka w Wojskowej Służbie Społecznej

Krystyna Cała (z domu Kulpińska), „Ewa”, ur. 1923 
Łączniczka Komendy Głównej AK

Tylko niech Pani pisze tak jak wtedy się mówiło, proszę tego nie przerabiać na współczesność – prosiła jednak z nich. Postanowiłam więc, żeby w tej książce one same, kobiety z Powstania Warszawskiego, opowiedziały to co zachowały w pamięci. Własnymi słowami. Oddaję im głos.

***

Zaczęło się w połowie sierpnia. Po dwóch tygodniach entuzjazmu, adrenaliny i ślepej wiary pojawiło się znienacka, razem ze świadomością, że Powstanie szybko się nie skończy. Zmęczenie było tak wielkie, że zasypiano w każdym miejscu i w każdej pozycji. Zmęczenie niwelowało czujność, zobojętniało na to, co działo się dookoła. Wyspać się. To była jedyna myśl.

Anna Jakubowska „Paulinka”

Wygoda – ten problem nie istniał. Nie było czasu o tym myśleć. Podam przykład, jak byłam w szpitalu przy Miodowej na Starym Mieście, to spałam na węglu. Szpital był w piwnicy, bo był wcześniej zbombardowany, więc żeby było miejsce dla chorych i rannych, to węgiel w piwnicy przerzucono do jednego pomieszczenia. Tam miałam spać. Pamiętam, że wyciągnęłam brykiet węgla jak najbardziej płaski i podłożyłam go sobie pod głowę jako moją poduszkę. Teraz wydaje się to niemożliwe, spać na węglu – ale wtedy byłam tak zmęczona, że nie stanowiło to żadnego problemu.

Rzeczy ważne w normalnym życiu – jak mycie, spanie – to schodziło na dalszy plan.

Na początku Powstania walczyliśmy na cmentarzach – ewangelickim, żydowskim i na Powązkach. Już nie pamiętam, na którym to było, ale siedziałam razem z kolegą w rozkopanym grobie i byłam tak zmęczona, że zasnęłam. Obudziła mnie dopiero łuska, która oparzyła mi policzek. Nie samo strzelanie mnie obudziło, ale dopiero strzał tuż obok.

Teresa Komender

Kiedyś miałam nocny dyżur, potem cały dzień, potem znowu noc i byłam tak strasznie zmęczona, że położyłam się na wózku lekarskim przed salą operacyjną. Wszyscy spali, nic się nie działo i ja też zasnęłam. W pewnym momencie słyszę szum, że kogoś niosą, i za moją głową stawiają nosze.

To było straszne, bo postawili nosze i wszyscy odeszli, a ja nie miałam siły, żeby się obudzić i wstać. Ten ranny jęczał, charczał i pamiętam, że ja tak przez sen myślałam: „Muszę wstać, muszę do niego iść”, ale zasypiałam znowu. „Człowiek umiera, a ja śpię!” – tak myślałam, ale nie byłam w stanie wstać, tak byłam zmęczona. Gdy w końcu się ocknęłam, już go zabrali.

Inny taki przełomowy dla mnie moment też był związany ze zmęczeniem. Miałam taki straszny dzień, byłam tak zajęta, że dopiero następnego dnia poszłam rano do kuchni po coś do jedzenia. Oczywiście najpierw wszystko koło chorych zrobiłam, zaniosłam im śniadanie i ich nakarmiłam. Jak to w szpitalu. Potem podchodzę do okienka w kuchni, żeby sama coś zjeść. Kuchnię prowadziła pani Laskowska, osoba wielkiej kultury.

Podeszłam i mówię, że chciałabym teraz ja coś zjeść, bo już tak dawno nie jadłam. A ona mówi: „Dziecko, ale ja już nic nie mam, wszystko wydałam…”. Rozumiałam to doskonale i chciałam się uśmiechnąć, że nic nie szkodzi. Zamiast tego zaczęłam się histerycznie śmiać, łzy mi leciały, nie mogłam się opanować. Popłoch się zrobił, zrobili mi zastrzyk, odprowadzili gdzieś na bok i położyli spać. Obudziłam się – jak myślałam – po kilku godzinach. Okazało się, że spałam prawie całą dobę. Zmęczenie było największym problemem.

Wanda Okolska-Woltanowska „Mrówka”

Pamiętam, że szłam ulicą i prawie zasypiałam. Oczy mi się zamykały. Nigdy się jednak nie przewróciłam, budziłam się zawsze w ostatnim momencie. Teraz się dziwię, że można było iść w takim półśnie. Czasem miałam majaki ze zmęczenia – wydawało mi się, że ktoś kiwa na mnie, chowałam się gdzieś, a nic tam nie było. Brak snu, głód, strach – to wszystko na nas wpływało.

Katarzyna Kusocińska „Kasia”

We wrześniu zaczęłam być bardzo zmęczona. Położyłam się kiedyś w piwnicy, jakieś zawszone kołdry były tam składowane. Położyłam się i miałam taki moment załamania, powiedziałam, że nie wstanę.

Moja mama biegała i mówiła: “Wstawaj, masz dyżur, no wstawaj”. A ja nie mogłam wstać. Przyszła jednak siostra przełożona, popatrzyła na mnie i powiedziała: “Proszę ją zostawić, niech ona się prześpi”. Rzeczywiście, trochę się przespałam i mogłam znowu iść na dyżur.

Anna Borkiewicz-Celińska „Hanka Skrzynkowa”

Na Starówce byłam bardzo zmęczona. Pamiętam, że 28 sierpnia przybiegłam do „Andrzeja Morro” z meldunkiem. Usiadłam na chwilkę. W tym momencie zaczęło się bombardowanie, ale ja byłam tak zmęczona, że za nic w świecie nie chciałam się ruszyć. “Morro” musiał siłą mnie zaciągnąć do piwnicy. Uratował mi wtedy życie, bo nasza kwatera została za chwilę zniszczona.

Teodora Wanda Grabowska „Wanda”

Kiedyś zostałam sama na noc w bloku przy Rokitnej. Leżałam na balkonie z naszym peemem i miałam obserwować przedpole. Nie wiem, czy to miało sens, bo gdyby Niemcy zaczęli atakować, to telefonu nie miałam i nie mogłabym nikogo zawiadomić, a peem nie strzelał, chyba był zepsuty.

Na szczęście był spokój. Byłam strasznie śpiąca, leżałam na brzuchu i powieki trzymałam palcami, żeby nie zasnąć. Widocznie jednak na chwilę zasnęłam, bo usłyszałam za sobą: „Wanda, ty śpisz?”. Chłopcy wrócili z patrolu. „Absolutnie nie śpię” – odpowiedziałam, ale chyba zasnęłam, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Nieprzespane noce były najgorsze, bo potem przecież w dzień też się nie spało.

Innym razem byłam na Czarnieckiego. Nasz dowódca por. „Żytomirski” gdzieś poszedł, wrócił i coś do mnie mówił. Ja pamiętam, że on mówił, ale nie wiem co, a ja tylko odpowiadałam: “Proszę mnie nie budzić”.

źródła:
http://prawica.net/35170
http://datapremiery.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, Sylwetki, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.