Warszawa 44

pow_01Opowieść o poetach czasów okupacji i Powstania to właściwie apel poległych. W dziejach ludzkości żadne pokolenie nie wydało w tym samym czasie tylu tak znakomitych a tak krótko tworzących artystów. Tragedią naszej literatury stało się to, iż padli najwybitniejsi: w walkach Powstania bądź zamordowani jeszcze wcześniej przez Niemców. – pisze Bohdan Urbankowski

Z dzieciństwa niezbyt dokładnie zapamiętałem legendę, którą opowiadała mi matka. Polscy kapłani udali się do papieża – z prośbą o relikwie. Papież kazał im wrócić do kraju i przywieźć garść ziemi. Gdy zjawili się ponownie w Rzymie, ojciec święty wziął od nich ziemię, podniósł dłoń w górę i ścisnął. Z ziemi zaczęła kapać krew.

Nie pamiętam, dla jakiego kościoła miały być te relikwie – myślę, że nie ma ich w żadnym. A ziemia? – mogła być z któregoś z wielu miast, z wielu pól bitewnych. W Warszawie można by taką ziemię wziąć z każdej ulicy, z każdego podwórka. Wystarczy tylko odrzucić kamienie ułożonych po wojnie chodników.

Holocaust 1944 roku

Powstałe w czasach II wojny Polskie Państwo Podziemne to fenomen, jakiego nie znały wcześniejsze dzieje Europy. Miało armię – ponad 300-tysięczną Armię Krajową, z tego blisko 40 tys. w Warszawie. Miało prasę, szkolnictwo, także wyższe uczelnie; miało też własne sądownictwo i aparat wykonujący wyroki, przynajmniej te najpoważniejsze; za kolaborację czy szmalcownictwo karano śmiercią, za nazbyt poufałe stosunki z wrogiem – obcięciem włosów. Państwo to zatrudniało ponad 30 tys. urzędników, tajnym nauczaniem objęto ponad milion chłopców i dziewcząt. 1 sierpnia 1944 r. w stolicy tego państwa wybuchło powstanie. W pierwszych godzinach do walki stanęło 2,5 tys. powstańców – tylu z nich miało broń. (Pozostali mieli ją zdobyć, lub otrzymać… po zabitym koledze). W pewnym jednakże sensie powstańcami stali się wszyscy warszawiacy: nie było wielkiej różnicy między żołnierzem, który czekał na broń i na razie budował barykady, a pomagającym mu cywilem, między sanitariuszką z opaską AK i kobietą, która wybiega z bramy, by wynieść spod ostrzału rannego powstańca. Różnicy nie robili też Niemcy: całe miasto traktowane było jak buntownik – ostrzeliwane z dział, masakrowane bombami; na całe miasto został wydany wyrok śmierci.

Do dzisiaj nie wiemy dokładnie, ilu warszawiaków zginęło. Na lewym brzegu, przed Powstaniem mieszkało około miliona osób. Około – gdyż trudno policzyć tysiące nielegalnych mieszkańców, ukrywanych po domach Żydów, krewnych, którzy przyczepiali się do rodzin, a zaskoczył ich wybuch walk. Podobno miało zginąć około 200 tys., a przez obóz w Pruszkowie przejść około pół miliona osób. Większość z nich, zwłaszcza jeśli chodzi o mężczyzn, trafiła potem do obozów śmierci. Tych, którzy ocaleli z zagłady Warszawy, śmierć dogoniła w Oświęcimiu, Buchenwaldzie, Leitmeritz… Warszawa, obok Oświęcimia, jest największym cmentarzyskiem świata, największym cmentarzem Polaków. Jedynym w dziejach nowożytnych miastem – mogiłą.

W Powstaniu wzięła udział elita polska – tak nakazywał jej kodeks etyczny. Walczyli i ginęli twórcy wszystkich pokoleń. Symbolem tej ofiary pokoleń jest śmierć rodziny Bandrowskich. Juliusz Kaden, nasz najwybitniejszy pisarz, uważany za następcę Żeromskiego, zmarł z odniesionych ran 8 sierpnia; dwaj jego synowie, Andrzej i Paweł zginęli jako żołnierze Armii Krajowej. Podobnych rodzin, podobnych ofiar były setki. Cóż, podłych ofiar bogowie nie przyjmują. W holocauście Warszawskiego Powstania złożono ofiarę z najlepszych, ofiarę z młodych. To słowo, używane kiedyś przez Norwida, także zostało Polakom odebrane. W przemówieniu (w jęz. francuskim) z 15 listopada 1944 r., poświęconym ofiarom Powstania Warszawskiego Pius XII papież powiedział, iż: „(…) najdzielniejsi z dzielnych mogli zginąć, ale te ofiary przez Boga mile przyjęte w pojednawczym holocauście złączą swe modlitwy z orędownictwem polskich świętych”.
Słowo holocaust znów powróciło do ludzkiego słownika.

CZĘŚĆ PIERWSZA: APEL POLEGŁYCH

Opowieść o poetach czasów okupacji i Powstania to właściwie apel poległych. W dziejach ludzkości żadne pokolenie nie wydało w tym samym czasie tylu tak znakomitych a tak krótko tworzących artystów. Tragedią naszej literatury stało się to, iż padli najwybitniejsi: w walkach Powstania bądź zamordowani jeszcze wcześniej przez Niemców.

pow_02

Pierwszego dnia, kilka minut po godzinie „W”, śmiertelnie ranna została Krystyna Krahelska1. Była sanitariuszką 1108 plutonu w dywizjonie „Jeleń” 7 pułku ułanów Armii Krajowej. Niemcy postrzelili ją śmiertelnie, gdy po ataku powstańców na Dom Prasy (przy Marszałkowskiej 3/5) opatrywała rannego. Zmarła nazajutrz. Wiersze pisała od 14 roku życia. W pamięci Polaków pozostała jako autorka pieśni Hej, chłopcy, bagnet na broń! Również muzyka była jej autorstwa. Napisała ją jeszcze w styczniu 1943 r.

Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Droga długa, daleka przed nami…

Tysiące warszawiaków zna Halinę Krahelską, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Jej twarz i ręka z podniesionym mieczem stały się symbolem. To poetka pozowała Ludwice Nitschowej do pomnika Syrenki, ustawionego w 1939 r. na Wybrzeżu Kościuszkowskim.
Utwór Krahelskiej, choć napisany przed Powstaniem, stał się także symbolem Powstania – wydrukowała go 17 sierpnia „Barykada” nr 6. Wraz z wiadomością o jej śmierci.

***
4 sierpnia na posterunku powstańczym w Pałacu Blanka zginął Krzysztof Kamil Baczyński. Rocznik 1922. Był synem Stanisława Baczyńskiego, krytyka literackiego i legionisty – jednego z najbardziej zaufanych oficerów Piłsudskiego.

pow_03

Krzysztof odziedziczył po ojcu i talent, i patriotyzm. Już w czasie studiów na podziemnej polonistyce wstąpił do Harcerskich Grup Szturmowych, brał udział w ćwiczeniach terenowych i w jednej z pierwszych partyzanckich walk harcerzy – nocą 27/28 kwietnia 1944 – w potyczce, która wywiązała się po wysadzeniu w powietrze niemieckiego pociągu (tzw. akcja Tłuszcz – Urle). Echem udziału w tej potyczce był Pocałunek – trochę wiersz, trochę piosenka…

Dniem czy nocą idziemy wytrwali,
w bitwach ogień hartuje nam pierś,
myśmy dawno już drogę wybrali,
jeśli nawet powiedzie – przez śmierć.

Więc naprzód, niech broń rozdziera,
niech kula szyje jak nić,
trzeba nam teraz umierać,
by Polska umiała znów żyć…

Baczyński pisał też inne pieśni: Maszeruje pluton, Raz dwa, trzy cztery… Dla żołnierzy AK przeznaczona też była piękna Modlitwa do Bogurodzicy. Podczas Powstania popularność zdobyła zadedykowana żonie piosenka O Barbaro… Śpiewający ją żołnierze nie zastanawiali się zapewne, kto był jej autorem ani kim była bohaterka pieśni. Była córką warszawskiego drukarza, na imię miała rzeczywiście Barbara. Z Krzysztofem pobrali się w roku 1942. W Powstaniu była sanitariuszką; odłamek ranił ją śmiertelnie w głowę – zmarła, nie wiedząc o śmierci Krzysztofa.

pow_04

Przyjaciele i czytelnicy wierszy Baczyńskiego długo nie mogli pogodzić się z jego śmiercią. Przekazy na ten temat były niejasne, niepewne. Wiadomo było, że podchorąży „Bugaj” z batalionu „Parasol” walczył w rejonie Placu Teatralnego, że brał udział w zdobywaniu Pałacu Blanka. Potem bronił tego pałacu, strzelając z narożnego okna na I piętrze. O jego śmierci pisał Stanisław Podlewski w Przemarszu przez piekło – książce dziś zapomnianej, a przecież zasługującej na miano arcydzieła literatury faktu:

„Czwartego dnia Powstania poległych chowano jeszcze w trumnach. Baczyński miał pogrzeb wojskowy, kapelan powiedział kilka słów na pożegnanie, ktoś zaintonował Jeszcze Polska. Potem gruzy i leje zmieniły to miejsce nie do poznania. Po wojnie matka Baczyńskiego nie mogła odnaleźć grobu syna. Dopiero w styczniu 1947 r., gdy usunięto ruiny ratusza, odkopano szczątki, które rozpoznała”.

„Ryczące Krowy” – niemieckie pociski rakietowe

„Ryczące Krowy” – niemieckie pociski rakietowe

Polityka dopisała do twórczości Baczyńskiego pointę: w 1949 roku, do domu, w którym mieszkał przed Powstaniem (przy ul. Hołówki 3) przyszli ubecy, chcąc go aresztować. Oni także nie mogli pogodzić się z jego śmiercią…
***
Przyjaciółmi i konkurentami Baczyńskiego byli poeci „Sztuki i Narodu”: Wacław Bojarski, Andrzej Trzebiński, Tadeusz Gajcy i Zdzisław Stroiński. Dwaj pierwsi zginęli przed Powstaniem. Bojarski w wyniku akcji przeprowadzonej 25 maja 1943 r., pod pomnikiem Kopernika, Trzebiński – 12 listopada 1943 r. w ulicznej egzekucji, z ustami zalepionymi gipsem. Wcześniej, na Majdanku, zginął pierwszy redaktor tego pisma, Onufry Bronisław Kopczyński, utalentowany muzyk i kompozytor. Śmierć kolejnych redaktorów pisma obrosła w legendę – przepowiednię: każdy redaktor „SiN-u” musi zginąć. A jednak po kolei przejmowali od siebie tę redakcję i tę legendę.

Panorama spalonej Warszawy

Panorama spalonej Warszawy

Gajcy i Stroiński walczyli w batalionie „Chrobry II”, bronili się w pięciopiętrowej kamienicy przy ulicy Przejazd 1/3 – była to najdalej na zachód wysunięta reduta Powstania. Gajcy miał 22 lata, Stroiński był o rok starszy. Niemcy wysadzili ich redutę w powietrze. Obydwaj poeci zginęli. Chyba przeczuwali swoją śmierć. Stanisław Zadrożny – „Pawlicz” wspominał, że krótko przed śmiercią Gajcy przyszedł na jego placówkę. Przyniósł mu „do przejrzenia” swój dramat Homer i Orchidea – jeden z najlepszych dramatów polskich. Wywiązała się dziwna rozmowa.

Gajcy spytał:

– Czy był pan na wojnie?

– Byłem w 39,. Nad Bzurą.

– Czy może mi pan powiedzieć, jak trzeba umierać? Bo ja się boję. I dlatego pytam, co trzeba zrobić, by – jeśli trzeba zginąć, to tak, żeby nikt nie widział strachu.

Zadrożny nie bardzo wiedział, co odpowiedzieć. Gajcy, chociaż się bał, wrócił na swoją redutę. Kilka dni potem zginął. Miał opinię odważnego i wesołego żołnierza. W chwilach wolnych od walki grywał na znalezionej gdzieś gitarze. Jako poeta uchodził za rywala Baczyńskiego, wielu znawców jemu właśnie przyznaje pierwszeństwo – choćby ze względu na większą wszechstronność. Prócz dramatu o młodym Homerze napisał też groteskowe Misterium niedzielne, oniryczny poemat Widma, a przede wszystkim mnóstwo świetnych esejów. Cóż – bez względu na to, komu historia przyzna palmę zwycięstwa, w każdym przypadku będzie to wyróżnienie pośmiertne.

***
Ostatnim redaktorem „SiN-u” był Wojciech Mencel – „Janowicz”, młodszy nieco od swoich kolegów (rocznik 1923) – też student podziemnej polonistyki. Miał zredagować powstańczy numer pisma, miał nawet tytuł: „Sztuka i Naród w walce”, układał artykuł wstępny, ale nosił go tylko w pamięci. W czasie powstania był dowódcą patrolu megafonowego, składanie pisma odłożył na czas „po zwycięstwie”. Jakiś fragment, odłamek tekstu programowego zanotowała Józefa Radzymińska, łączniczka, także poetka: „przecież wiesz i to, że wiersze mogą i muszą mieć siłę pocisku”. To był jego testament poetycki.

pow_07

Mencel zginął na Marszałkowskiej od kuli niemieckiego snajpera 13 września 1944 r. Zostało po nim tylko kilka wierszy, niedokończone misterium O świętym Franciszku i legenda: zapowiadał się na wspaniałego mówcę, mistrza słowa. Jego przyjaciel, Mieczysław Ubysz poświęcił mu wiersz Sąd Boży:

Z tamtej strony – Przyjacielu, za Przystanią
Będą sady obradzały w boże słowa,
W wiatr błękitny, śpiewnym tchnieniem
zaplątany,
Krągły owoc będziesz pieścił i miłował.

Ucałował Ciebie śpiewny świergot kuli
Aż po trzykroć. Bardzo chciały Cię zaświaty…

***
I najmłodsza: Teresa Bogusławska. Zmarła nie w powstańczej Warszawie, ale w Zakopanem 1 lutego 1945 r. Wiadomo o niej niewiele, informacje są często sprzeczne. Urodziła się 13 lipca 1929 r., była córką poety i oficera WP (odznaczonego krzyżem Virtuti za rok 1920!) – Antoniego Bogusławskiego. Pierwsze jej wiersze datowane są na rok 1941, debiutowała anonimowo w londyńskim tygodniku „Polska Walczy” w roku 1943 – nie miała wtedy jeszcze 14 lat. (Tekst udało jej się przesłać ojcu, który był w Anglii, w sztabie Sikorskiego).

Uczyła się w tajnym gimnazjum im. Cecylii Plater-Zyberk, w 1941 r. wstąpiła do Szarych Szeregów, drukowała w pisemkach, brała udział w małym sabotażu. 23 lutego 1944 r., w czasie nalepiania ulotek na niemieckie afisze, została zgarnięta przez gestapo. Przeszła przesłuchania na Pawiaku, mimo bicia nikogo nie wydała, nie podpisała nawet zobowiązania, że zaniecha „przestępczej” działalności. W więzieniu nabawiła się gruźlicy. Przeznaczono ją do obozu dla nieletnich w Rzeszy, ale ze względu na stan zdrowia zwolniono – 14 marca 1944 r. Pozostawała pod dozorem policyjnym, musiała się regularnie meldować na komisariacie. Do lipca 1944 r. leczyła się w sanatorium w Otwocku; w Powstaniu wzięła jednak udział – szyła mundury i opaski dla żołnierzy AK, opatrywała rannych. Rzeźbiła także ryngrafy z Matką Boską dla powstańców. Zapadła na anginę, potem na szkarlatynę. Chora, przeszła przez obóz w Pruszkowie i przez obóz dla chorych w Tworkach. Potem rodzice umieścili ją w sanatorium w Zakopanem, gdzie zmarła na zapalenie opon mózgowych. Zostało po niej 65 wierszy. Wśród nich List – adresowany do Warszawy i do każdego z nas.

Nie żegnaliśmy Ciebie z rozpaczą,
Nie słuchaliśmy w drodze drzew płaczu –
I odeszliśmy, zda się, pogodnie
Z piosnką o tym żołnierzu-tułaczu. (…)

… My nie będziem tam płakać za Tobą,
Choćby serca nam w strzępy się darły,
Będziem mówić o Tobie w obozach,
Jak o żywej, nie jak o umarłej.

I dopiero po miesiącach… latach…
Kiedy skończy się nasza udręka,
Nadciągniemy, jak ptaki do gniazda,
by przed Tobą w milczeniu poklękać.
19 X 1944

***

Trzeba wspomnieć jeszcze o jednym wierszu. Matka mówiła mi go jako wiersz nieznanego poety. W pewnym momencie podejrzewałem nawet, że to ona jest jego autorką (Matka także trochę wierszy napisała, również powstańczych), ale rzecz jasna myliłem się. Po latach dowiedziałem się, że twórcą wiersza był Jan Romocki – „Bonawentura”. Gdy go pisał, miał 17 lat. Oto fragment wart przemyślenia:

Modlitwa „Bonawentury”
Od wojny, nędzy i głodu,
sponiewieranej krwi narodu,
Od łez wylanych obłąkanie –
Uchroń nas Panie. (…)

Od rezygnacji w dobie klęski,
Lecz i od pychy w dzień zwycięski,
od krzywd, lecz i od zemsty za nie –
Uchroń nas Panie.

Uchroń od zła i nienawiści,
Niechaj się odwet nasz nie ziści,
Na przebaczenie im przeczyste –
Wlej w nas moc, Chryste.

Autor wiersza zginął w Powstaniu. Wiersz przekazywany był z rąk do rąk. Według jednej z wersji młodziutki autor napisał go tuż przed śmiercią, w pierwszych dniach Powstania, według innej – po śmierci ojca, który został rozjechany przez niemiecki samochód. Wiersz miał więc powstać nie w klimacie walk, lecz w drugą rocznicę śmierci ojca, w 1942 roku i przekazany matce. Po latach pani Jadwiga Romocka – w imieniu matek, które straciły dzieci w Powstaniu – przekazała go prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu. W jakimś sensie obydwie wersje są prawdziwe.

CZĘŚĆ DRUGA: FRAGMENTY POPALONYCH KRONIK

Kiedy zaczęła powstawać poezja Powstania? Od razu, anonimowo, pierwszego dnia. Anonimowe pieśni, ballady, nowe strofy narodowego hymnu. Poeci stawali się kronikarzami walk, ich wiersze – fragmentami kroniki dziejów Polski. Jednym z pierwszych „kronikarskich” utworów był Hymn powstańców, który 2 sierpnia napisał Stefan Mierzejewski po zdobyciu Państwowej Wytworni Papierów Wartościowych na Starówce; zadedykował go batalionowi Staromiejskiemu im. Stefana Czarnieckiego. Strofy hymnu zostały mniej lub bardziej dokładnie dopasowane do mazurka, może nie zawsze dokładnie – ale były to już nowe strofy: warszawskie.

Nadszedł wreszcie dzień radosny
Warszawa – przy broni.
Choć już sierpień – podmuch wiosny
Serca nam rozdzwonił

Zwalczymy wroga honorem i męstwem
Skroń Twą Polsko droga umaim
zwycięstwem

Za Palmiry za Oświęcim, za Pawiaka kraty
Będziemy radośnie święcić
wielki dzień zapłaty

3 sierpnia powstał wiersz łączniczki i poetki, Józefy Radzymińskiej Narodzeni z wiary. Dzień później został odczytany w powstańczym radiowęźle – organizowanym przez wspominanego tu już poetę – Wojciecha Mencla.

Wyśniona wolność jest wśród nas,
ta wolność, która brzmi jak rozkaz,
bo z cierpień naszych, z dymu krwi,
znad pobojowisk, z trudnych dni
już wstała Polska.

Poezja towarzyszyła najważniejszym momentom walk. Wiersze uwieczniały ważne bitwy – o PWPW, o Zamek, o Katedrę, o gmach PAST-y; odnotowywały śmierć dowódców i towarzyszy broni. Na prawach kronik odnotowywały także takie fakty, jak zwalenie przez Niemców (nocą z 29 na 30 sierpnia) kolumny Zygmunta. Pisała o tym akcie barbarzyństwa Józefa Radzymińska w wierszu zatytułowanym Z granitu:

Kolumno stara, wieżo Zygmuntowa,
co ponad miastem wieki ciężkie trwałaś,
Symbolu dziejów, o prowadź nas, prowadź,
kolumno święta, kolumno strzaskana…

***
W tych samych dniach pisał swe pierwsze wiersze Zbigniew Chałko, siostrzeniec słynnego Ref – Rena, autora Czerwonych maków. Tego poetę nazwie po latach Wierzyński bardem Starego Miasta2. I trafnie. Czytając wiersze Chałki, można zrekonstruować kawał historii Powstania: walki na Starówce, atak na Zamek, walki w katedrze warszawskiej…

Walki na Powiślu

Walki na Powiślu

Kronikarzem batalionu „Parasol” był Józef Szczepański – „Ziutek”. Rok młodszy od Baczyńskiego, rówieśnik Mencla3); był plutonowym–podchorążym. 5 sierpnia napisał popularny Pałacyk Michla, będący hymnem i zarazem pierwszą kartą kroniki tego harcerskiego oddziału. Utwór ten został zaimprowizowany i wyśpiewany przez autora na melodię popularnej wśród harcerzy piosenki Nie damy popradowej fali. Pałacyk Michlera przy Wolskiej 40 stanowił twierdzę harcerzy do 6 sierpnia.

Ostatni wiersz „Ziutka” też powstał na Starówce – 26 sierpnia. To najsłynniejszy, najbardziej tragiczny wiersz Szczepańskiego i najbardziej tragiczny wiersz Powstania: Czerwona Zaraza.

Czekamy ciebie Czerwona Zarazo
Byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
Byś kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci
Zbawieniem była witanym z odrazą…

Wiersz krążył w odpisach nie tylko podczas Powstania, także kilkadziesiąt lat potem, był to najbardziej tępiony przez cenzurę wiersz polski. Prócz niego poeta napisał wiele innych, nie tak już popularnych utworów: Chłopcy silni jak stal, W Parasolu, Już nie wróci Twój chłopiec i in. Szczepański był jednym z najodważniejszych dowódców Powstania, bił się w obronie Starówki – otrzymał dwukrotnie Krzyż Walecznych – 18 i 21 sierpnia. 1 września objął dowództwo „Parasola”. Tego samego dnia, odpierając atak Niemców na gmach Sądów Apelacyjnych, został ciężko ranny w brzuch. Przyjaciele przenieśli go kanałami do Śródmieścia, gdzie został zoperowany w szpitalu na Czackiego. Kolejną ranę odniósł podczas nalotu na szpital. Po ewakuacji zmarł 10 września w szpitalu powstańczym przy Marszałkowskiej 75. Pośmiertnie awansowany do stopnia porucznika. Również pośmiertnie, 27 września, otrzymał krzyż Virtuti Militari V klasy.

Więcej szczęścia miał kapral – podchorąży „Karnisz” – Mirosław Jezierski (1922–1967). Przeżył. W konspiracji – podoficer Wojskowej Służby Ochrony Powstania, w Powstaniu – zastępca dowódcy kompanii, w batalionie „Karpaty” pułku „Baszta”. Jezierski był autorem kilku pieśni powstańczych, w tym Marszu Mokotowa (Nie grają nam surmy bojowe), do której muzykę napisał jego przyjaciel z „Baszty” por. Jan Krzysztof Markowski. Jeden z egzemplarzy utworu twórcy przekazali przyjacielowi Markowskiego, Mieczysławowi Foggowi, który śpiewał go około 20 sierpnia w auli Politechniki – skromnie dodając, że został jemu dedykowany. Wspominam o tym dokładniej bo… po wojnie utwór ten został ukradziony i autorom, i piosenkarzowi. Wykonywał go Chór im. Żymierskiego w teatrze „Roma” jako utwór anonimowego alowca, który zginął na Mokotowie, muzykę przypisywano Wacławowi Lachmanowi. W 1969 r. na Mokotowie uruchomiono zegar z kurantem, który codziennie o godzinie 17 wygrywał Marsza Mokotowa. Dopiero w roku 1999 odsłonięto tablicę, na której podano nazwiska twórców marsza4.

Przeżył też najwybitniejszy z walczących poetów (no, obok Chałki) Zbigniew Jasiński – „Rudy” (1911–1984). Autor ten już przed wojną wydał dwa zbiorki wierszy, do historii przeszły jednak takie jego wiersze, jak: Żądamy amunicji, Sumienie świata czy Sierpień z początkiem, który „sam się zapamiętuje”:

Gdzie sierpień? Gdzie nasz złoty sierpień?
Kłosy żytnie brzęk pszczoły i cichy szept liści?
Nic prócz trupów i ruin, spustoszeń i cierpień,
Mord. Pożoga. Szaleństwo. Sierpień nienawiści.

CZĘŚĆ TRZECIA: POEZJA POTĘGI DRUGIEJ

Zaczęliśmy od apelu poległych w Powstaniu poetów. Kazimierz Wyka mówiąc o śmierci Baczyńskiego i jego rówieśników, stwierdził, że byliśmy narodem, który strzelał do wroga brylantami. Barokowa nieco metafora, lecz przejmująco prawdziwa. Zginęli – niestety – najlepiej się zapowiadający: Gajcy, Baczyński, Stroiński. Wcześniej nieco Trzebiński, Bojarski, Ewa Pohoska.

Ale przecież poezja żyła nadal. Nigdy chyba w naszej historii nie powstało tak wiele wierszy w tak krótkim czasie. Życie powstańczej Warszawy zostało nasycone patosem poezji, była czymś więcej niż poezją. Była – użyjmy określenia Norwida – poezją drugiej potęgi. Gdy nad nią pochylamy się z namysłem, narzucają nam się dwie cechy: stylistyczny synkretyzm i sakralność. Brzmi to sucho – więc wyjaśnijmy odwołując się do wierszy.

W sierpniu 1944 wystąpili twórcy wielu pokoleń, eksplodowała nagle cała nasza poezja I połowy wieku, wszystkie rodzaje jej rytmów, melodii i metafor. Życie powstańczej Warszawy zostało nią prześwietlone jak światłem.

Przysięga

Przysięga

Wspominałem, że bardem Powstania był Stanisław Ryszard Dobrowolski (1907–1985)5 – legendarny porucznik „Goliard”, reprezentant „Kwadrygi”. Ale przecież nie on był najstarszy. Nestorem powstańczych poetów był Kornel Makuszyński (1884–1953). Powstanie przetrwał na Czerniakowie, współpracował z „Wiadomościami Powstańczymi” na Mokotowie, pisywał jako „Stary kapral”. Napisał między innymi Śpiew Czerniakowa. Następne, ale także dojrzałe pokolenie reprezentował Jan Brzechwa (rocznik 1898) Drukował w „Barykadzie Powiśla” wiersze podpisane J. B.: – Godzina bije, Pieśń o walce i in. Kolejne pokolenie reprezentowali twórcy, którzy niedawno przekroczyli trzydziestkę: Bogdan Ostromęcki (rocznik 1911) ps. „Kowal”, bo urodzony w Kowalu pow. Włocławek6 i „Jan Gor”, czyli Edmund Osmańczyk7. 21 września stracił 4–miesięcznego synka, Łukasza. Jego wstrząsający wiersz Matce, której syn zginął w Powstaniu – to uogólnione epitafium pisane z myślą o własnym dziecku i o wszystkich zabitych dzieciach. Baczyński, Gajcy, Stroiński reprezentowali następne pokolenie i inny rodzaj poetyki. Oni zresztą nie pisali wierszy powstańczych, nie zdążyli. Pisali ich przyjaciele. Późniejszy autor „Kolumbów”, Roman Mularczyk – „Bratny” próbował, niezbyt szczęśliwie, opisać dramat powstańczy jako Dramat w końskiej źrenicy, kilka wierszy podobnych w poetyce do wierszy Baczyńskiego napisał jego kolega z konspiracyjnej „Drogi” – Stanisław Marczak – „Oborski”. On to opisał – wspominany już tutaj – bój o Gmach PASTY. Gdzieś na obrzeżach pojawił się Miron Białoszewski, którego jakoś nie chcemy uznać za rówieśnika Baczyńskiego. Napisał – co zaskakuje – wyważony wiersz Chrystus powstania. Za czas jakiś jego antyheroiczny Pamiętnik z powstania będzie wstawiany do lektur – Przemarsz przez piekło i jego bohaterowie będą skreślani przez cenzurę. Kończąc ten wątek, nie możemy pominąć poezji Teresy Bogusławskiej i wiążącego się z nią paradoksu: najmłodsza z powstańczych poetek właśnie z powodu niedojrzałości prezentowała poezję bardziej uklasycznioną, bliższą pokoleniu ojców, nawet dziadków, niż starszych braci. Ale i tak wzbogacała paletę poetyckich kolorów. Wiersze powstańczych poetów prezentowały różny poziom artystyczny, łączyła je jednak wspólna cecha: siła uczuć. Siła tak wielka, że przenikała wszystkie poziomy wiersza, stawała się rodzajem ponadracjonalnej komunikacji i tym samym unieważniała wychwytywane przez rozum wady formalne wierszy.

Drugą (po synkretyzmie) cechą poezji Powstania jest jej sakralny ton. Jest to sakralność również niezwykle intensywna, bo podwójna: religijna i patriotyczna. Sygnalizowane już wpisywanie wierszy powstańczych w hymn narodowy, wiersze z tytułami takimi jak Msza Powstańców czy Psalm powstańczy Józefy Radzymińskiej, antyfony do Matki Boskiej, modlitwy do Chrystusa. Z braku miejsca podajmy jeden tylko przykład: około 15 sierpnia napisana została pierwsza wersja pięknej miniatury Matka Boska Powstańcza. Jej autorem był żołnierz AK, późniejszy ksiądz – Jan Twardowski.

Bóg Ci słońca na dłonie Twoje nie żałował
ani ciszy na usta Twe zbyt mało dał –
broń bym zdobył dla Ciebie,
o głodzie wędrował,
potajemnie orzechy na ołtarz Ci rwał.

Najświętsza, utracona, z rozkazami spalona –
w barykady równoczarnym strumieniu –
Z Tobą twarz zapłakana,
z Tobą bitwy do rana
i uśmiechy, i sen na kamieniu.

Wierszy tego rodzaju, choć nie na tym poziomie, było więcej. Odwołując się do Chrystusa czy do Matki Boskiej – wszystkie wpisywały historię Powstania w większą, świętą Historię. Do poetów walczących dołączali poeci spoza Warszawy, spoza kraju. Wiersze o Powstaniu pisali Wierzyński i Lechoń, Broniewski i – rzadko przecież piszący o historii – Leopold Staff. Dołączali nie po to, by dodać wiersz do wierszy, po to, by dawać świadectwo pewnej prawdzie, by uczestniczyć w tej prawdzie. Opisując etos Powstania zarazem go współtworzyli, ocalali i przekazywali następnym pokoleniom. Patriotyzm, odwaga, honor przekazane w wierszach przestawały być tylko słowami. Słowo jest czynu testamentem… To nie było pisanie wierszy, to było tworzenie mitu. Poezja Powstania jest od razu tworzoną na żywo mitologią – tym bardziej przejmującą, że opartą na autentycznych wydarzeniach, łączącą sakralny ton z ludzką prawdą wydarzeń i przeżyć. To dało tej poezji siłę. Dzięki niej Powstanie Warszawskie nie zostało zniszczone w zbiorowej pamięci Polaków – mimo lat komunistycznej propagandy.

1/ Ur. 24 III 1914 w Mazurkach, pow. Baranowicze, ukończyła Gimnazjum Państwowe im. Romualda Traugutta w Brześciu nad Bugiem (1932) i studia etnograficzne na UW (1939).

2/ Wciąż nie dość znany w kraju, przypomnijmy: 1922 Warszawa, (siostrzeniec słynnego „Ref – Rena” Konarskiego, autora „Czerwonych maków”), absolwent Gimnazjum im. T. Rejtana (1939), jako ochotnik w batalionie Obrony Narodowej, ranny w obronie Grodna we wrześniu 1939. Po ucieczce ze szpitala – w warszawskiej konspiracji, pocz. w „Szańcu”, od 1942 – w AK. W Powstaniu zastępca dowódcy plutonu „Bończa”, walczył na Starówce, Powiślu i w Śródmieściu Północnym. 14 września odznaczony VM. Wzięty do niewoli niemieckiej, kilkakrotnie uciekał, potem służył w II Korpusie Polskim, u Andersa, następnie na emigracji w Anglii, od 1951 w USA. Imał się różnych zawodów, pracował nawet w stalowni, był redaktorem „Dziennika Chicagowskiego” i tygodnika „Polonia”, w 1971 założył Komitet Odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie. Zmarł w 1994 w Chicago.

3/ Ur. w Warszawie 30 XI 1923, ukończył Gimnazjum im. Władysława IV (mała matura w 1939), potem przebywał na Wołyniu, w Krakowie, Przeworsku, Dębicy i Rzeszowie. Do Warszawy wrócił w listopadzie 1943, ukończył słynną „Agricolę”, był żołnierzem harcerskiego oddziału Agat – Pegaz – Parasol, w Powstaniu – dowódca drużyny w I plutonie kompanii szturmowej „Parasola”.

4/ Prócz tego obydwaj twórcy – Markowski i Jezierski – mają w swoim dorobku popularną piosenkę Sanitariuszka Małgorzatka, poświeconą Janinie Załęskiej, która w „Baszcie” nosiła pseudonim „Małgorzatka”, a która opiekowała się rannym Markowskim.

5/ Student polonistyki i prawa na UW, redaktor pokoleniowej „Kwadrygi” (1927–31) i mniej udanej „Nowej Kwadrygi” (1937); podczas okupacji w ZWZ – AK, od 1942 kierownik referatu literackiego w Podwydziale propagandy Mobilizacyjnej „Rój” BIiP. Po powstaniu w niewoli niemieckiej, od 1945 sekretarz, generaly ZZLP, oficer polityczny LWP (jako kierownik działu kulturalno – oświatowego „Polski Zbrojnej”), potem m. in prezes ZAiKSu, wiceprezes ZLP (1962–1968). Jego matka, Władysława z Jasińskich, również uczestniczka Powstania została zmordowana w obozie w Ravensbrück.

6/ 1911–1979, ps „Kowal” – ur. w Kowalu, pow. Włocławek, kończył gimnazjum w Zduńskiej Woli, studia prawnicze na UW. Student podziemnej polonistyki na Uniw. Ziem Zachodnich, od 1943 w AK, w Powstaniu żołnierz AK, po wojnie założyciel „Progu” – pierwszej grupy poetów katolickich, redaktor, kierownik Redakcji Audycji Poetyckich PR (1956–76); współtwórca idei Duszpasterstwa Środowisk Twórczych (1975)

7/ 1913–1989. Ukończył gimnazjum Marianów (jak Gajcy), relegowany z Berlina ukończył studia w Warszawie; red nacz. pisma „Polak w Niemczech” (1938–39), w 1939 spiker niemieckojęzycznych audycji Polskiego Radia. Podczas Powstania – autor codziennych komentarzy Dzień walki nadawanych od 9 sierpnia do 4 października. Po upadku Powstania przedostał się do Krakowa, potem został korespondentem wojennym przy I Armii LWP. Korespondent zagraniczny PR 1945–1969; w 1989 członek Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie. W 1989 – senator

Nowe Państwo: 6/2006 

zobacz:

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa, Sylwetki, Wiersze i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Warszawa 44

  1. gan pisze:

    Na psubratów
    Dedykuję wszelkiej maści kontestatorom, malkontentom i oponentom polskich zrywów, a także faryzeuszom lejącym krokodyle łzy nad przelaną polską krwią.

    Gdy Staś Naród Polski zdradza,
    gdy carycę na tron wsadza,

    gdy zryw buntem się nazywa,
    kiedy polskość zbrodnią bywa,

    gdy sojusznik cię opuszcza,
    gdy bolszewi rządzi tłuszcza,

    gdy kraj pełen zdrajców, katów
    – cóż zostaje?! Bić psubratów!

  2. Jastrzębiec pisze:

    Przez parę minut byłem na wirtualnej polszy, powalczyłem trochę i znowu wpadłem do Was, jak do siebie. Pozdrawiam.

  3. emka pisze:

    🙂 Również pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.