Tuwim

Witkacy - portret Tuwima„Towim” po hebrajsku znaczy „dobry”. Nazwisko to nosili przodkowie Juliana Tuwima. Poeta urodził się w 1894 r. w rodzinie zasymilowanych łódzkich Żydów. Matka Adela pochodziła z rodziny znanego łódzkiego drukarza Leona Krukowskiego. Ojciec Izydor był urzędnikiem bankowym. Znakiem rozpoznawczym Tuwima była myszka – znamię na twarzy.

strona [2] Szymon Babuchowski, Ślad krzyża na trumnie

***

Julian Tuwim (1894 – 1953) był jednym z najpopularniejszych poetów polskich XX wieku, związanym z grupa poetycką Skamander. W 1936 napisał satyryczny poemat Bal w Operze, w którym ostro krytykował władze II RP i ówczesną Polskę, co było m. in. efektem ataków, których w tym czasie pisarz był przedmiotem ze strony literackiej prawicy, krytykującej jego pacyfistyczne wiersze z lat 20. oraz wytykającej mu pochodzenie. Po wybuchu II wojny Tuwim wyemigrował do Rumunii, a następnie do Brazylii, a stamtąd w roku 1942 znalazł się w USA. Tam zbliżył się do komunistów, co umocniło go w decyzji powrotu do kraju po 1946. Kierował Teatrem Nowym, tłumaczył, wydał kilka antologii oraz garść wierszy oraz artykułów afirmujących komunizm i PRL. Równocześnie wstawiał się za więzionymi przez komunistów żołnierzami podziemia antykomunistycznego. Film koncentruje się nad dwoma mniej znanymi, a ostatnio dyskutowanymi elementami biografii Tuwima, a mianowicie jego związków z Żydami i poczucia solidarności z narodem żydowskim, którego kulminacją były wypowiedzi w czasie II wojny, a także stosunku do komunizmu i przyczyn, dla których poparł PRL.  Film>Errata do biografii  można obejrzeć też >TU

 

Piotr Lisiewicz

Stworzony lewą ręką

julian_tuwim„Gdyby tylko miał więcej oleju w głowie! Jakiż to był ograniczony człowiek, można z nim było mówić tylko o myszach, o czarownicach, o różnych dziwactwach – i o wierszach, i wtedy była rozkosz. Czysta wściekłość mnie bierze na myśl, że można być świetnym poetą i bardzo głupim człowiekiem. Irytujące, a jednak prawdziwe. On był wielki i głupi” – tak pisał o Julianie Tuwimie dawny przyjaciel Kazimierz Wierzyński.

Tuwima nazywano księciem poetów, a jego debiut przyrównywano do debiutu Mickiewicza. Jego wiersze śpiewali Hanka Ordonówna, Ewa Demarczyk i Czesław Niemen. Ptasie radio, Lokomotywę, Rzepkę czy Słonia Trąbalskiego zna do dziś każde dziecko. „Ojczyzna-polszczyzna” – to także wymyślona przez niego zbitka. „Są od niego poeci więksi, nawet w tym samym pokoleniu, ale nie ma drugiego, który górowałby nad Tuwimem w rzemiośle poetyckim” – pisał Jan Marx, autor książki Skamandryci.

Między Stalinem a Murzynkiem Bambo

5 marca 1953 r. Julian Tuwim publikuje w „Trybunie Ludu” artykuł Potęga, której nikt nie złamie…: „Wielka jest nasza ziemia – a nie ma na niej, jak długa i szeroka, takiego kilometra kwadratowego przestrzeni, na którym ludzie nie opłakiwaliby śmierci ukochanego nauczyciela, swego brata, obrońcy, nauczyciela, prawodawcy sumień – Józefa Stalina”.

Po 1989 r. przypominanie tego cytatu wielu komentatorów przyjmowało z niesmakiem. „Napisał zaledwie jeden wers, którego mógłby się wstydzić” – broniła Tuwima publicystka „Wprost” Marta Sawicka. To nieprawda. Takich wersów – zarówno tych rymowanych, jak i wygłaszanych urzędową prozą, było wiele.

„Gdzie mieszkał Włodzimierz Lenin,/ Złóż kwiatek. To był przyjaciel prostych ludzi” – to z wiersza Do córki w Zakopanem. „Legionerski upiór” – pisał o swoim przedwojennym idolu Piłsudskim. A dawnym przyjaciołom i byłym żołnierzom Armii Krajowej poświęcił wiersz We mgle: „I rzygają do Tamizy,/ I rzygają do Sekwany,/ I rzygają do Hudsonu./ Dorzygali się do żółci,/ Do dziur w mózgach i krwotoku,/ Wyjce w desperackiej chuci,/ Kościotrupy sprzed potopu”.

Rok 1950 – Polska pogrążona w stalinowskim terrorze. „W ustroju socjalistycznym nie ma, nie będzie miejsca dla ohydnych zbrodni, gwałtów, niesprawiedliwości, krzywdy i dręczenia słabych przez silnych, ubogich przez bogatych, miłosiernych przez okrutnych” – przekonuje Tuwim uczniów szkoły podstawowej w Inowłodzu. Po połączeniu PPR i PPS w PZPR mówi o polskim ogniwie łańcucha, który coraz mocniej opasuje ziemię, „a tym samym gardziele wyzyskiwaczy, materialistów i dolarowych szantażystów”. Przed światowym Kongresem Intelektualistów w Obronie Pokoju apeluje: „Nie wolno nam, ludziom mózgu i serca, trwać w neutralności, która jest wodą na młyn ludziom pięści i noża”.

Gdy do Warszawy przyjechał Aleksander Surkow, sekretarz generalny Związku Pisarzy ZSRR, na zebranie spędzono polskich pisarzy. Jak wspominał Aleksander Wat, nagle „(…) z pierwszego rzędu zrywa się wielki polski poeta, podbiega do grafomana-czekisty i w ekstazie klaszcze”. Nie ze służalczości. Bo Tuwim „(…) był ekstatykiem (…) żył tylko chwilami tych uniesień i tylko dzięki tym chwilom”.

Władza potrafiła odwdzięczyć się Tuwimowi. Nie szczędziła mu odznaczeń. Jak zauważa Bohdan Urbankowski w Czerwonej Mszy, najważniejszymi lekturami szkolnymi czasów stalinowskich były książki O Wielkim Stalinie oraz Soso. „W dalszej dopiero kolejności uwzględniane były takie dzieła, jak: Murzynek Bambo Tuwima, Lenin wśród dzieci Krzemienieckiej czy Kaczka Dziwaczka Brzechwy. Ta mieszanina wytwarzała w młodych umysłach przeświadczenie, iż Stalin jest kimś najważniejszym na świecie, ale już Lenin jest jakimś bytem pośrednim między Murzynkiem Bambo a Kaczką Dziwaczką.

Towim znaczy dobry

„Towim” po hebrajsku znaczy „dobry”. Nazwisko to nosili przodkowie Juliana Tuwima. Poeta urodził się w 1894 r. w rodzinie zasymilowanych łódzkich Żydów. Matka Adela pochodziła z rodziny znanego łódzkiego drukarza Leona Krukowskiego. Ojciec Izydor był urzędnikiem bankowym.

Znakiem rozpoznawczym Tuwima była myszka – znamię na twarzy. W dzieciństwie, jak wspominała jego siostra, czyniło to z młodego Julka „przedmiot drwin i dokuczań w szkole”.

Ale nauczyciele wspominali go jako ucznia wesołego. „A to on nienormalnyj: smiejotsia biez wniesznich priczin” – tak skarżył się matce na Julka rosyjski dyrektor gimnazjum. Uczeń nie przejawiał talentu do przedmiotów ścisłych, przez co powtarzał szóstą klasę.

Gdy miał lat jedenaście, w Łodzi wybuchły rozruchy, zwane potem rewolucją 1905 r. Z balkonu obserwował to, co działo się na Piotrkowskiej. Zobaczył młodego chłopca w granatowej bluzie. Wspominał później: „Kula w czoło. Chłopiec rozkrzyżował się na płocie, zdziwiony, że go zabili – i runął w kałużę własnej krwi”.

Sam Tuwim jako jedenastoletni rewolucjonista nie sprawdził się – na żądanie matki, obawiającej się, by syn nie złamał sobie kariery, nie wziął udziału w trwającym w szkołach strajku. Jeden z uczniów spoliczkował go za to. W gimnazjum Julek zaczął pisać wiersze. Zadebiutował jako autor zjadliwej satyry, atakującej kolegę z klasy o nazwisku Kon.

Wpaść na dzień do Tomaszowa

Po 1905 r. w Łodzi narastały antysemickie nastroje. Mówiono o rzeziach, które mogą czekać Żydów. W końcu napadnięto na dom, w którym mieszkali Tuwimowie. Wyjechali do niemieckiego Wrocławia.

Tuwim w gimnazjum zachwycał się wierszami Leopolda Staffa. W końcu zdecydował się wysłać mu swoje wiersze. Staff odpisał na czterech stronach, które zapisał drobnym maczkiem. Namawiał, by pisać dalej. W 1912 r. 18-latek Tuwim poznał swą przyszłą żonę Stefanię Marchwiównę. Gdy „Kurier Warszawski” wydrukował pierwszy jego wiersz, podpisał go inicjałami „St. M.”. Stefania mieszkała w Tomaszowie Mazowieckim. To jej poświęcił jeden z najpiękniejszych wierszy: „A może byśmy tak, jedyna,/ Wpadli na dzień do Tomaszowa?”.

Cztery lata później (1916) Tuwim zaczął studiować prawo w Warszawie. Tak chcieli rodzice. Studia traktował z przymrużeniem oka. „Poczekam, aż dostanę doktorat honoris causa” – mówił. Ale czas studiów był dla Tuwima przełomowy z pozanaukowych względów. W piśmie „Pro Arte et Studio” poznał przyszłych przyjaciół ze Skamandra, m. in. Lechonia, Wierzyńskiego i Słonimskiego.

W 1918 r. Tuwim wydrukował wiersz Wiosna, co zakończyło się gigantyczną awanturą. „Zdegenerowany p. Tuwim, odsłaniający w najwyuzdańszych wyrazach ohydę brudów miasta i roztaczający przed nimi woń miejskiej kloaki” – głosił jeden z prasowych komentarzy.
Ale Mieczysław Grydzewski, późniejszy redaktor naczelny „Wiadomości Literackich”, po wojnie bardzo surowo oceniający Tuwima, wspominał go zrazu jako wcielenie dobra: „Był człowiekiem szlachetnym. Szlachetność ta ujawniała się m. in. w dobroczynności (jałmużna nie omijała żadnego żebraka), w pomaganiu ludziom, w pomaganiu znajdującym się w ciężkim położeniu pisarzom”.

Tuwim działał już wówczas z przyjaciółmi w kabarecie Pod Picadorem. Poeci uchwalili regulamin kabaretu. Wstęp do niego zabroniony był „osobom w stanie nazbyt trzeźwym”. Rozmowa z poetą, z prawem do podania ręki, kosztowała 50 marek, objaśnienie, co autor miał na myśli – 75 marek, a rękopis wiersza wraz z dedykacją – 500. Za dodanie w dedykacji słowa „kochanemu” żądano kolejnych 100 marek. Panny zachęcano do składania ofert matrymonialnych. Rzecz szybko przestała dotyczyć Tuwima. Ślub ze Stefanią Marchwiówną wziął 30 kwietnia 1919 r.

W sporej części dzięki skandalowi pierwszy tomik Czyhanie na Boga przyniósł poecie sławę porównywalną z dzisiejszą popularnością gwiazd rocka.

Wśród Skamandrytów Tuwim wyróżniał się nietypowymi zainteresowaniami, takimi jak badania nad demonologią, których owocem była antologia Czary i czarty polskie. Kolekcjonował też książki o… szczurach, które fascynowały go swoją inteligencją. W drugiej połowie lat 30. narodził się Tuwim – genialny autor wierszy dla dzieci. Lokomotywa, Ptasie radio czy Słoń Trąbalski ukazały się w „Wiadomościach” Grydzewskiego.

Strzelista fuga uniesienia

Piosenki Tuwima pisane dla kabaretu Qui pro Quo stały się przebojami II Rzeczpospolitej. Miłość ci wszystko wybaczy i Pierwszy znak są popularne do dzisiaj. Utwory te mieli w swoim repertuarze Hanka Ordonówna, Zula Pogorzelska, Mira Zimińska i Adolf Dymsza.

Nie były to jedyne głośne osiągnięcia satyryczne Skamandrytów. Instytucją były wymyślane przez nich primaaprilisowe wydania „Kuriera Polskiego” z ogłoszeniami typu: „BIELIZNĘ DAMSKĄ, starannie wykończoną, mam na sobie” lub „MŁODĄ INTELIGENTNĄ STENOTYPISTKĘ obejmę zaraz”. Byli też twórcami pijackiego słownika. „Dwie rzeczy mogą Polskę zgubić: a) pijaństwo, b) prohibicja” – pisał Tuwim. Słynne były też polityczne szopki Skamandrytów. Jedną z nich Piłsudski kazał wystawić w Belwederze.

Jak oceniał po latach emigracyjny krytyk Juliusz Sakowski, Tuwim „(…) z poetów «Skamandra» był piłsudczykiem najbardziej bezkrytycznym, rozfanatyzowanym. A zamach majowy witał «strzelistą fugą uniesienia»”. Związki Skamandrytów z Piłsudskim, którym patronował generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski, powodowały ostre ataki endecji. Tuwim był dla endeckich publicystów wdzięcznym obiektem krytyki z racji na żydowskie pochodzenie.

Sytuacja Tuwima była nietypowa, bo nie lubili go też żydowscy nacjonaliści. Gdy podczas jednego z wieczorów Picadora ogłosił wiersz Giełdziarze, interweniować musiała policja. Broniła poety przed napaścią… oburzonych Żydów.

Te same wiersze wywoływały ataki polskich nacjonalistów. „Dla antysemitów jestem Żydem, a moja poezja żydowska. Dla Żydów-nacjonalistów jestem renegatem” – pisał.

Po wojnie ataki endeków na Tuwima często przypominano. Miały być dowodem na faszystowski charakter przedwojennej Polski. Jarosław Iwaszkiewicz dowodził, że Tuwim prześladowany był przez endeckich faszystów „pokroju” Adolfa Nowaczyńskiego.

Polemizując z Iwaszkiewiczem, rzecz we właściwych proporcjach ustawiał Grydzewski, także mający żydowskie korzenie: „Na przekór rzekomemu antysemityzmowi, którego ofiarą miał padać Tuwim, był on razem z Boyem największym nazwiskiem literackim przedwojennej Polski, popularnym we wszystkich sferach, endeków i księży nie wyłączając”.

Podobnie widział ten problem Juliusz Sakowski: „Żydowskie pochodzenie poety nie przeszkadzało w dowodach uznania składanych mu przez pisarzy należących do skrajnej prawicy. Pisali o nim z entuzjazmem Grzymała-Siedlecki i Nowaczyński, obaj na pewno nie filosemici”. A Grydzewski przytaczał przedwojenny dwuwiersz Tuwima o Nowaczyńskim: „Chociaż w gazetach Adolf Żydem się brzydzi, bardzo cierpi biedaczek, kiedy Żydów nie widzi”.

Indus kontra trializacja

Liberał Tuwim nie szczędził złośliwości władzy walczącej z komunistycznym zagrożeniem. Jednak stosunek poety do komunizmu najlepiej oddawał wiersz, w którym wspominał rozmowę z Władysławem Broniewskim. „Ostro urżnęliśmy się czystą Władek i ja. Władek jest twardym komunistą, gdy w czubie ma”. „Może nie księżyc? Może rybak z gwiaździstych stron? A Władzio mi o kolektywach! A won!”, „Że industrializacja? Racja. Pożytek z niej. Indus – rozumiem. Trializacja – już mniej”.

Sakowski dodawał, że „(…) ważne sprawy tego świata, polityczne i społeczne, nudziły go śmiertelnie: pacyfizm czy militaryzm, socjalizm czy faszyzm. Rewolucja to była amazonka czerwona (…) bo mu tak się układało w wierszu i tak mu brzmiało barwnie i śpiewnie”.

Gdy z Moskwy zaczęły dochodzić wieści o stalinowskim terrorze, Tuwim atakował fałsze sowieckiej propagandy – np. gdy świętowano rocznicę urodzin Puszkina: „Łączenie nazwiska Puszkina z tym, co obecnie w Rosji się dzieje, to uzurpacja”. Piętnował stalinowski terror, przez który „Bite po pysk ofiary/ Na dodatek biją się w piersi”.

Przyślij więcej kwiatów

„Uciekł. „Słusznie, bo by go Niemcy rozwalili jak jego matkę, której nie zabrał” – napisała w swym dzienniku Maria Dąbrowska o wyjeździe Tuwima we wrześniu 1939 r. Rumunia, Francja, Portugalia, Brazylia, Stany Zjednoczone – to droga, jaką przebył Tuwim w czasie II wojny światowej. W Brazylii zaczął pisać ostatnie ważne dzieło swojego życia – Kwiaty polskie. Miały być dziełem kojącym tęsknotę za krajem, ale stawały się publicystyką oskarżającą winnych klęski Polski.

„Send more flowers” (wyślij więcej kwiatów) – depeszował z Londynu Grydzewski, który drukował fragmenty utworu w „Wiadomościach”. Tego samego dnia redakcję odwiedził brytyjski policjant, który wszczął śledztwo sprawdzające, czy telegram nie był zakamuflowaną szpiegowską wiadomością.

Ale różnice pomiędzy poglądami przyjaciół narastały. Tuwim wycofał z „Wiadomości” następne odcinki Kwiatów, sprzeciwiając się antysowieckiej linii pisma. Kolejne fragmenty miały się ukazać już w PRL – w „Przekroju”, „Życiu” i „Kuźnicy”. „Wszystko między mną i Tuwimem zerwane na zawsze oprócz poezji. W niej będzie jego ułaskawienie” – zapisał w Dzienniku Lechoń.

Tuwim mocno przeżył Holocaust. Napisał manifest My, Żydzi polscy, w którym jak nigdy dotąd podkreślił swoje żydowskie korzenie.
Wyobrażenie Tuwima o sytuacji w Polsce oddawał list, który wysłał w lipcu 1945 r. do przyjaciela, pisarza Józefa Wittlina, namawiając go do wspólnego powrotu: „Możesz być w Polsce tym, czym jesteś, nikt ci w «światopogląd» nie będzie zaglądał. Oczywiście, jeżeli zaczniesz działać przeciw rządowi, jego zarządzeniom politycznym itd. albo jeśli spikniesz się z faszystowskimi sk… synami, którzy ciągle jeszcze prowadzą tzw. krecią robotę – pójdziesz do więzienia. Ale przecież Ty nie jesteś polityk, ale Józio Wittlin, pisarz. (…) I nie myśl, że Cię ktoś będzie zmuszał do pisania tych, a nie innych utworów. To tylko zrozpaczeni durnie i bankruci rozsiewają takie plotki”.

Szczur w miejsce myszki

Z Nowego Jorku popłynął do Londynu, a stamtąd do Warszawy. Jeszcze był na statku, a już Krajowa Rada Narodowa odznaczyła go Orderem Odrodzenia Polski. 7 czerwca 1946 r. statek „Śląsk” przybił do redy w Gdyni. Schodząc na ląd, Tuwim rozpłakał się.

„W 1946 r. gdy wracał do Polski mógł jeszcze mieć złudzenia. Jednak z upływem lat coraz bardziej oczywiste się stawało, że Związek Radziecki Stalina nie jest Rosją Puszkina i Gogola, a język Eugeniusza Oniegina nijak ma się do bełkotu sekretarzy” – pisze Mariusz Urbanek, autor biograficznej książki o poecie.

System legitymizował obecnością na akademiach i kongresach. Czcił 70. rocznicę urodzin Stalina i 60. Bieruta. Wystąpienie Tuwima na Kongresie Satyryków w roku 1948 Marian Hemar skomentował zjadliwą satyrą: „Dalej Tuwim. Niestety zmienił się mistrz pióra./ Bo kiedyś miał na twarzy myszkę. Dziś ma szczura”.

„Znakomity znawca prawa konstytucyjnego Julian Tuwim” – ironizowały londyńskie „Wiadomości” na wieść, że Tuwim poparł konstytucję PRL. Grydzewski odnotowywał wszystkie zmiany w drukowanych w PRL w opasłych tomach wierszach Tuwima. „Usiłuje zatrzeć wszelkie ślady swojej dawniejszej orientacji politycznej. Usuwa z wezwania Poeto czterowiersz, w którym występuje wymienione raczej przyjaźnie nazwisko czarnego reakcjonisty. Usuwa z Protestu szyderstwa z antysanacyjnej opozycji narodowej”.

Ale postawa Tuwima w PRL miała też jaśniejszy punkt. Tadeusz Januszewski opisał w „Gazecie Wyborczej”, jak poeta uratował od śmierci sześciu żołnierzy NSZ. „22 sierpnia 1946 r., dwa i pół miesiąca po powrocie Juliana Tuwima z USA do kraju, złożono mu niezwykłą wizytę. Przyszła nieznajoma kobieta, której mąż, oficer Narodowych Sił Zbrojnych, wraz z pięcioma innymi osobami został skazany na śmierć”. Wstawiennictwo Tuwima odniosło skutek. Bierut karę zamienił na dziesięć lat więzienia.

Kolaboracja dobrego człowieka

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kolaboracja Tuwima budziła w jego dawnych przyjaciołach większe emocje, niż to miało miejsce w przypadku innych. Na tamtych patrzyli z pogardą, ale zdrada dobrego i kochanego przez wszystkich człowieka budziła rozpacz i wściekłość. Na Tuwima i na Pana Boga, za to, że nie dał mu więcej rozumu. „Pan Bóg stworzył nas lewą ręką” – pisał Wierzyński.

Po śmierci Tuwima od napisania epitafium uchylił się nie tylko Wierzyński. Hemar napisał, że poeta „Sławił swoimi strofami Stalina, w plugawym pendant do swoich dawnych wierszy o Piłsudskim”. A Grydzewski spierał się z tymi, którzy rozpaczali nad nagłą utratą przyjaciela. „Ja tego przyjaciela utraciłem osiem lat wcześniej” – mówił ze łzami w oczach.

Poza wszystkim Tuwim umarł w nieodpowiednim momencie. Tuż po śmierci Stalina. Nad jego grobem przemawiał premier Cyrankiewicz, a ciało wystawiono w sali Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Mariusz Urbanek: „Umarł w najgorszym okresie i na długo zapamiętany został właśnie z tego okresu”.

Lechoń pożegnał byłego przyjaciela słowami: „Widzę włosy Twe siwe i twarz Twoją ostrą,/ I rękę, co jak wiosło odbija od jawy./ Snujesz oto się nocą, nieszczęsny Cagliostro,/ Pustymi ulicami nie Twojej Warszawy”.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że niezwyczajna złość zrównoważonego na co dzień Wierzyńskiego i niezwyczajna melancholia porywczego Lechonia były odmiennymi sposobami uzewnętrznienia tego samego uczucia.

Nowe Państwo: 3/2006 NGP

zobacz: Całujcie mnie wszyscy w dupę – Julian Tuwim/Palnick

DALEJ

strona [2] Szymon Babuchowski, Ślad krzyża na trumnie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, Lata PRL, Sylwetki i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Tuwim

  1. emka pisze:

    Chwasty polskie
    Duży tekst Wojciecha Wencla o bolszewickiej inicjacji i służbie Juliana Tuwima – w najnowszym numerze „wSieci”

    Fragment na zachętę:

    […] W 1942 r. Tuwim włączył się w działalność kierowanego przez Geberta komunistycznego Stowarzyszenia „Polonia”. W marcu na wiecu robotniczym w Detroit czytał „Lokomotywę” i „Zosię Samosię”. Na nocleg wybrał mieszkanie pracownika zakładów motoryzacyjnych, żeby przyjrzeć się z bliska życiu rodziny proletariackiej. Wracając z wiecu, zwierzał się na tylnym siedzeniu samochodu swemu protektorowi z NKWD: „To przecież po raz pierwszy w mym życiu ja, dziecko Łodzi, przemawiałem do robotników i oni mnie rozumieją. Ufają mi i cenią moją poezję. To wielka radość”.

    Na komunistyczną ekstazę autora „Kwiatów polskich” najostrzej zareagował Lechoń. W liście napisanym w czerwcu zerwał długoletnią znajomość, zarzucając Tuwimowi „ślepą miłość do bolszewików, katów i morderców narodu polskiego”. Twierdził, że na Zachodzie i w armii gen. Władysława Andersa nie ma Polaka, który by kwestionował równowagę między zbrodniami niemieckimi i sowieckimi. „Tylko prości ludzie – precyzował – oddaleni od wszelkich źródeł informacji i otumanieni przez propagandę sowiecką i tylko agenci bolszewiccy mają ten stosunek do Sowietów, który Ty wyrażasz”.

    Tuwim, który w listach do Słonimskiego podkreślał, że „barykada ma tylko dwie strony”, był jednak głuchy na argumenty. Swoich dawnych znajomych z obozu niepodległościowego określał odtąd następująco: „przyjaciele-faszyści”, „polscy hitlerowcy”, „padlina polityczna”. I liczył już wyłącznie na nowych towarzyszy – jak sam ich określał – „ludzi silnych, szlachetnych i bezkompromisowych, gdy o cel ostateczny walki chodzi”.

    Środowisko to miało swoje struktury: Stowarzyszenie „Polonia”, sekcję polską Kongresu Słowian Amerykańskich, Ligę Kościuszkowską. Jego liderami byli dwaj agenci NKWD: „Ataman” i zwerbowany przez niego profesor ekonomii Oskar Lange, pseudonim „Friend”. Z ambasady w Waszyngtonie kontrolował ich działalność szef rezydentury sowieckiego wywiadu, Wasilij Zarubin, który wcześniej prowadził prace śledcze wśród polskich oficerów w Kozielsku. Jego zadaniem było wówczas oddzielenie kandydatów na agentów od reszty więźniów, przeznaczonych do rozstrzelania w Katyniu. […]
    Więcej w wydaniu papierowym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.