Walczyłem pod Lenino…

orzeł-Berlinga-mLech Galicki

A jakby się kto pytał to Pawlak jestem. Tadeusz Pawlak. Na Kresach urodzony 1923 roku. Tam także od dziecka z rodzeństwem pod rodziców opieką troskliwą i baczną, bywało że surową, ale jakże kochaną, dzieciństwo przeżyłem i do szkoły chodziłem.

Ałtajski-Kraj

Położenie Kraju Ałtajskiego na mapie Federacji Rosyjskiej.

W roku 1939 gdy Niemcy, a zaraz potem Rosjanie napadli na Polskę, razem z rodzicami i braćmi wzięty zostałem w wieku niecałych 16 lat w zsyłki sowieckiej niewolę. A była ona straszna i nieludzka. Bo jakże tak: chwil kilka na zabranie podręcznych rzeczy i wywiezienie na koniec świata do Ałtajskiego Kraju? Wszystko to wśród płaczu, bólu, krzyków i pogardy do nas i wszystkiego co polskie. Głód, głód, głód. Zimno, zimno, zimno. No i byliśmy my tam w tym Ałtajskim kraju, choć nie chcieliśmy i źle nam było tak, że słowem nie idzie oddać. Ja tułałem się, ale tak jak wszyscy zesłańcy bacznie obserwowany byłem. W dziurach w ziemi my mieszkaliśmy. A oddalać się nie wolno było, bo zabiliby człowieka, który to zamierzał zrobić. Zatrudniono mnie do pracy niewolniczej w kopalni złota. A czy nie jest to bardziej dziwne niż nadzwyczajne. Dookoła bieda aż piszczy, głód, a ja w kopalni złota urobek zgarniam i zdrowie moje przy tym oddaję. Oj, było, było…

Syberyjska kopalnia złota

Syberyjska kopalnia złota

Mijał czas bolesny i beznadziejny. W roku 1943 rozeszła się wieść, że wojsko polskie jest tworzone, i że ochotnicy mogą przybywać do Sielc nad Oką, gdzie obóz dla nich utworzono. Panie Boże, co to się wśród Polaków wtedy dziać zaczęło. Wszyscy: wychudzeni, w łachmanach, umęczeni zsyłką i ledwie żyjący wędrować zaczęli tam gdzie rodzima armia powstać miała. Jechali poprzylepiani do wagonów kolejowych na dachach, przywiązani do czegokolwiek na poruszającym się po szerokich torach pojezdie byle dojechać do tego Sielska, który to w zlepku państw sowieckich na Białorusi się mieścił.

Orzełek berlingowców

Orzełek berlingowców

I tak ja dzięki opiece Pana dotarłem wraz z innymi do owego Sielska. Jak tam było tak było, ale czuło się Polskę. Choć dali jej flagę z nieznanym mi orłem jak kura, tyle że białym i bez korony. Wielu z nas to bolało, ale przecież my szli dopiero walczyć o wolność Ojczyzny prawdziwej. Tam dowodził generał Zygmunt Berling, a widział ja go przez mgnienie oka. I tyle.

Czytaj o Zygmuncie Berlingu

Tu najważniejsi byli polityczni oficerowie, którzy nas właściwego rozumowania świata uczyć mieli, odróżniania dobrego od złego według bolszewickiego dekalogu i wszystkiego co najważniejsze.

Pogadanka polityczna? Nie widać, żeby cieszyła się zbytnim entuzjazmem żołnierzy.

Pogadanka polityczna? Nie widać, żeby cieszyła się zbytnim entuzjazmem żołnierzy.

Mundury my mieliśmy liche, ale mundury z podobnymi do polskich emblematami. A także wielu było wojennych uczitieli, którzy wcisnęli się w rodzime mundury i nie znawszy języka polskiego Polaków udawali, aby wyszkolić chłopsko-robotniczą armię do walki z Germańcem. No i tak było. I co zrobić. Przygotowywali się my do wojowania za rodinu. Wszystkiego nijak nie opiszesz, a działy się sprawy zastanawiająco dziwne: znikali ludzie, którym nie podobał się orzeł bez korony i głośno o tym mówili i inni mówiący to, co myślą. To i ja milczałem, bo przecież do boju o Polskę czas się zbliżał i chciałem dożyć tej walki, a potem zginąć lub lepiej ucałować ojczystą ziemię.

Dwunastego października 1943 roku pod wsią Lenino na Białorusi rozpoczęła się krwawa bitwa z Niemcami walczącej w składzie trzydziestej trzeciej armii sowieckiej Pierwszej Dywizji Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki pod dowództwem jenerała Zygmunta Berlinga. Byłem tam. Ja, Tadeusz Pawlak.

Szliśmy tam, gdzie nam kazano. Nic nie wiedzieliśmy. Serce, a i dusza i rozum żołnierza, chociaż przed chrztem bojowym wyczuwa, że za chwilę stanie na polu walki. Ale jak tam będzie? Kto pierwszy padnie? A może ja? Nie, nie, nie! I dalej do przodu. I padnij. I powstań. Padnij! Do przodu biegiem.

Szliśmy tam, gdzie nam kazano...

Szliśmy tam, gdzie nam kazano…

Idziemy tyralierą. Kule to jak lecą – słyszysz niby komary. Ale plon obfity te kule zbierają. To idący obok mnie kolega wygląda jak indor. Trafili go w ucho. Krew, krew, krew. Z boku w nos. Krew, krew, krew. Odwraca się do mnie i mówi on, doświadczony w kampanii wrześniowej żołnierz polski- nie patrz, idź… Niemcy mają silne gniazda ciężkich karabinów maszynowych. Jesteśmy ścinani seriami strzałów. Panie Boże…! I widzę niemieckiego żołnierza, który biegnie do mnie z ostrzem bagnetu nagim i ostrym i zaraz mnie zabija. To ja całą moją siłę skierowałem na uderzenie go kolbą w głowę i roztrzaskałem ją…Ale nie patrzałem, bo nie mogłem. Nie mogłem patrzeć. A zabić w obronie musiałem. Zapomnijcie tak jak i ja zapomnieć chcę. Widzę też niezwykły obraz: polski, ogromny, wysoki na ponad dwa metry sanitariusz opatruje pod ostrzałem rannych, ściąga ich z pola bitwy, idzie wyprostowany od jednego żołnierza do drugiego, wszyscy dookoła niego padają, a on nie, tylko chodzi, chodzi, chodzi i niesie pomoc, albo nad zabitymi znak krzyża czyni. Ja biegnę, idę, padam, szszt, szszt, szszt- pociski nadlatują. Nagle nad polem bitwy pod Lenino pojawiły się przedziwne niemieckie samoloty. Wyglądały jak ramy, taki kształt kwadratów miały. Bez skrzydeł były. Zatrzymywały się w powietrzu i tak wisząc wysyłały w naszym kierunku błyski. Żadnych kul ani bomb, tylko błyski. Tak jakby zdjęcia robiono. Patrzyliśmy i dalej do boju. Krew się lała strumieniami. Polska krew. Z boku, gdzieś daleko przyglądali się naszej strasznej i oddanej sprawie Polski bitwie sowieccy sojusznicy.

I wiele jeszcze się zdarzyło pod tym Lenino w 1943 roku. Tylu zesłańców za Polskę zginęło, że strach i cześć im i chwała. Ja, Tadeusz Pawlak przeżyłem. Przeżył także podobno sanitariusz wielki, który kulom się nie kłaniał, tylko niósł rodakom w boju pomoc do utraty tchu… Tak żyję jeszcze, patrzę na wszystko tak, jakby przed chwilą się zdarzyło.

PS. Wysłuchał i ze słuchu i pod wrażeniem wielkim opisał Lech Galicki.

 

Tomasz Leszkowicz

Bitwa pod Lenino – wojskowa masakra, polityczne zwycięstwo?

12 października był od 1950 r. aż do 1992 r. świętowany jako Dzień Wojska Polskiego. Bitwa pod Lenino, którą w ten sposób upamiętniano, przedstawiana była wówczas jako jeden z największych sukcesów wojska polskiego w czasie drugiej wojny światowej i jeden z fundamentów Polski Ludowej. Dzisiaj na wydarzenie to patrzy się tak, jak na inne „komunistyczne mity”, z kpiną i lekceważeniem. A szkoda, bo tak jak wiele wydarzeń z polskiej historii XX wieku jest to opowieść złożona i tragiczna.

Komunistyczne wojsko z patriotyczną otoczką

Zygmunt Berling w czasach PRL-u.

Wraz z zerwaniem stosunków polsko-radzieckich w kwietniu 1943 r. Stalin postanowił stworzyć w ZSRR polski ośrodek polityczny alternatywny do londyńskiego. W ten sposób powstał Związek Patriotów Polskich, na czele którego stanęła Wanda Wasilewska i Alfred Lampe. Następnym krokiem było powołanie polskich oddziałów wojskowych, które walczyłyby obok Armii Czerwonej. Decyzje w tej sprawie podjęto w maju 1943 r. Dowódcą dywizji formowanej w ZSRR został płk Zygmunt Berling (awans na generała otrzymał wówczas z rąk dowództwa radzieckiego), dyplomowany oficer armii II RP, cieszący się zaufaniem NKWD. Taka postać był komunistom potrzebna – będąc dyspozycyjnym wobec ZSRR i ZPP, mógł sprawiać wrażenie patriotycznego, polskiego oficera.

Miejscem formowania oddziałów polskich został w maju obóz w Sielcach nad Oką położony na wschód od Moskwy. Wydaje się, że wybrany został nieprzypadkowo – nazwa ta mogła brzmieć miło dla polskiego ucha. Obóz szybko zapełniał się Polakami, którzy po ewakuacji Armii Andersa nadal pozostawali w ZSRR. Bez wątpienia dla większości z nich przybycie do Sielc było szansą na wyrwanie się z trudnych warunków bytowych w głębi Związku Radzieckiego. W przeciwieństwie do wcześniejszej rekrutacji oddziałów gen. Andersa, do oddziałów polskich mogli na ochotnika zgłaszać się przedwojenni mieszkańcy II RP niepolskiego pochodzenia, a także przedstawiciele Polonii z ZSRR. Do Sielc przybyli też oficerowie Armii Czerwonej pochodzenia polskiego, m.in. płk Bolesław Kieniewicz, płk Wojciech Bewziuk, mjr Gwidon Czerwiński i płk Anatolij Wojnowski. Ostatecznie w pierwszej fazie formowano oprócz dywizji piechoty (w składzie: 3 pułki piechoty i 1 pułk artylerii) także m.in. pułk czołgów, eskadrę myśliwską, batalion kobiecy im. Emilii Plater oraz oddziały pomocnicze. Łącznie (według etatu) było to 16 571 żołnierzy.

Na każdym kroku robiono wszystko, by podkreślać polskość formowanych w Sielcach oddziałów. Wprowadzono polski język komend, polskie umundurowanie, regulaminy, musztrę oraz odznakę z orłem tzw. „piastowskim” (bez korony). Znalazło się też miejsce dla polskiego kapelana wojskowego – został nim ks. mjr Wilhelm Kubsz, duchowny z Polesia, który wcześniej służył w oddziale partyzanckim im. Lenina i był lojalny wobec ZPP. Ksiądz Kubsz zorganizował w Sielcach kaplicę polową i sprawował normalne obowiązki kapelana mimo sprzeciwu komunistów i oficerów z Armii Czerwonej. Według klucza patriotycznego wybrano także patrona nowej jednostki – Tadeusza Kościuszkę. Stanowił on połączenie cech bohatera narodowego i „postępowego”. W dywizji podkreślano też nastroje antyniemieckie – chętnie odśpiewywano „Rotę” Konopnickiej. Zwieńczeniem działań propagandowych była uroczysta przysięga żołnierska, złożona 15 lipca (w rocznicę bitwy pod Grunwaldem) i poprzedzona mszą świętą. Warto dodać, że żywo na powstanie dywizji reagowała Polonia amerykańska.

Plan ofensywy

1 września 1943 r., oficjalnie w wyniku listownej prośby Wandy Wasilewskiej skierowanej do Stalina, 1. Dywizja Piechoty wraz z pułkiem czołgów i batalionem kobiecym (jednostkami 1. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR, istniejącego od sierpnia) wyruszyła na front. Data ta, podobnie jak przysięga z 15 lipca, była symboliczna – w czwartą rocznicę napaści Niemiec na Polskę nowe polskie wojsko ruszało pomścić klęskę wrześniową. Jednostkę ześrodkowano pod Wiaźmą (na południowy zachód od Moskwy), tam też, jako odwód Frontu Zachodniego, miała kontynuować szkolenie bojowe. Okazało się jednak, że front posuwał się do przodu, a dywizja okazała się potrzebna w pierwszej linii.

Berlingowcy w drodze na front

Z końcem września 1943 r. Armia Czerwona oprócz intensywnych działań na południu prowadziła także natarcie w rejonie Smoleńska. Po zdobyciu tego ważnego miasta kolejnym kluczowym zadaniem stało się uchwycenie przepraw na Dnieprze w rejonie Orszy. Gen. Wasilij Sokołowski, dowódca Frontu Zachodniego, 30 września przedstawił Stawce Armii Czerwonej plan uderzenia na tym odcinku, którego dokonać miały 10. Armia Gwardii oraz 21. i 33. Armia. Tuż po rozpoczęciu ofensywy okazało się jednak, że obrona niemiecka na przedmościu orszańskim (tzw. „linia Pantery”) jest zbyt silna, dlatego też postanowiono przerzucić atak na północ od Smoleńska i obejść pozycje niemieckie pod Orszą. 21. i 33. Armia miały w tej sytuacji wiązać znajdujące się tam siły niemieckie.

23 września Dywizja Kościuszkowska rozpoczęła dalsze przegrupowanie na zachód. Dla żołnierzy gen. Berlinga było to pierwsze frontowe doświadczenie – marsz w trudnych warunkach, w większości nocą. Pojawiły się pierwsze ofiary oraz dezerterzy. 1 października dywizja polska została przydzielona w skład 10. Armii Gwardii, zaś kilka dni później, w wyniku zmiany planów operacyjnych, przeniesiona do 33. Armii, dowodzonej przez Wasilija Gordowa. Armia ta była znacznie osłabiona, gdyż musiała oddać część swych oddziałów na potrzeby głównego uderzenia na północy. Jak już wspomniano, jej zadaniem było wiązanie sił niemieckich – 39. Korpusu Pancernego 4. Armii dowodzonego przez gen. Roberta Martinika – poprzez pozorowanie uderzenia.

Gen. Gordow postawił następujące zadania podległym sobie wojskom: 1. Dywizja Piechoty wraz z dwoma dywizjami radzieckimi (42. i 290.) miały zaatakować na odcinku 5 km między wsią Sukino a chutorem Romanowo (Lenino) i przełamać pierwszą linię obrony niemieckiej. Następnie natarcie w kierunku Dniepru kontynuować miał radziecki 5. Korpus Zmechanizowany. Dywizja polska miała atakować w centrum, mając po bokach dwie dywizje Armii Czerwonej, znacznie osłabione – każda z nich liczyła po ok. 4 tys. żołnierzy (przy ok. 12 tys. żołnierzy polskich). Gen. Berling otrzymał tylko wyciąg z rozkazu, informujący o zadaniach oddziałów polskich, i prawdopodobnie nie orientował się w planach gen. Gordowa, przede wszystkim zaś pomocniczej roli działania na kierunku orszańskim.

Przed bitwą

Teren, na którym mieli nacierać kościuszkowcy, bardziej sprzyjał obronie, niż atakowi. Niemcy mogli bronić się na ufortyfikowanych wzgórzach i w trzech wsiach (Trygubowa, Połzuchy, Puniszcze), które można było łatwo przekształcić w punkty oporu. Mieli też dobry wgląd w pozycje polskie położone niżej. Problem stanowiła również płynąca pośrodku rzeczka Miereja, której dolina w czasie jesiennych deszczów stawała się podmokłą przeszkodą.

1. Dywizja miała atakować w dwóch rzutach: najpierw 1. i 2. pułk piechoty, 3. pułk pozostawał zaś w odwodzie. Każdy z nich atakować miał w trzech rzutach, które miały kolejno wchodzić do walki. Między oddziały piechoty rozdysponowano wozy bojowe z 1. pułku czołgów. Ważna rolę w planie bitwy przypadała artylerii: uderzenie poprzedzić miała 100-minutowa nawała ogniowa, następnie zaś przed nacierającymi oddziałami posuwać miał się wał ogniowy, przygotowany przez moździerze. Celem bliższym oddziałów polskich było zdobycie pierwszej linii niemieckiej, kolejnym zaś – wejście 7 km w głąb pozycji nieprzyjaciela razem z radzieckimi oddziałami zmechanizowanymi.

Kościuszkowcy zajęli pozycje bojowe w nocy z 9 na 10 października. W większości byli to nadal słabo doświadczeni żołnierze, którzy przeszli tylko podstawowe szkolenie. Brakowało oficerów i podoficerów, wartość bojową stanowili w zasadzie tylko weterani Armii Czerwonej bądź nieliczni uczestnicy kampanii wrześniowej. Przez wiele lat ukrywano, że tuż przed bitwą na stronę niemiecką przeszło ok. 25 żołnierzy polskich, którzy poinformowali obrońców o przygotowaniu do natarcia. W nocy z 10 na 11 października przeprowadzono także pierwsze rozpoznanie walką, dzięki któremu co prawda zdobyto informacje o obronie nieprzyjaciela, uprzedzono go jednak o planowanym ataku. Wieczorem 11 października z pozycji niemieckich szczekaczki nadały komunikat wzywający do dezercji oraz walki z komunistami i Żydami. Odegrano także Mazurka Dąbrowskiego. Tego samego wieczoru polskich żołnierzy odwiedził ks. mjr Kubsz, podnosząc ich na duchu i udzielając posług kapłańskich.

Hu-r-r-r-a

Wieczorem 11 października gen. Gordow zaczął wprowadzać zmiany w planie bitwy, która miała rozpocząć się następnego dnia rano. Rozkazał, by już o godz. 6:00 (natarcie rozpocząć miało się o 11:00 po zakończeniu nawały ogniowej) wykonać rozpoznanie walką siłami jednego batalionu. Skrócono także czas ostrzału artyleryjskiego. Decyzja ta dyktowana była strachem radzieckiego generała przed niepowodzeniem uderzenia – Gordow bał się, że Niemcy opuszczą pierwszą linię okopów i przygotowanie artyleryjskie pójdzie na marne. Konsekwencje tego były zupełnie inne. Rozpoznanie wykonać miał batalion mjr. Lachowicza z 1. pułku piechoty. Berling wydał rozkaz wykonania zadania dowódcy tej jednostki płk. Franciszkowi Derksowi ok. godziny 20:00, ten jednak przekazał go mjr. Lachowiczowi dopiero o 4:00 12 października, dwie godziny przez początkiem akcji.

Rozpoznanie walką przyniosło mizerny efekt – polski batalion zatrzymał się 150 metrów przed liniami wroga, ponosząc ciężkie straty. Niemcy wiedzieli, że zaraz zacznie się natarcie. O 8:20 miała rozpocząć się nawała ogniowa, jednak z powodu mgły przesunięto ją o godzinę, a po 40 minutach na rozkaz Gordowa została przerwana. Nakazano rozpoczęcie ataku, który według pierwotnych planów miał zacząć się godzinę później, po pełnym ostrzale artyleryjskim. Pierwszy rzut polski z gromkim Hu-r-r-r-a ruszył do ataku i… około godz. 11. opanował pierwszą linię obrony niemieckiej. Gen. Gordow miał podobno powiedzieć Berlingowi: Generale! Gratuluję wam natarcia waszej dywizji. Długo wojuję, ale takiego uderzenia dawno nie widziałem. Pozdrówcie waszych żołnierzy!

Krzyż Bitwy pod Lenino ustanowiony w 1988 r. (autor: Grzegorz Bąk)

Bataliony polskie ruszyły do natarcia na wsie Połzuchy i Trygubowa. Niestety, pierwszy sukces zaczął być niwelowany przez niepowodzenia – przez błotnistą rzekę Miereję nie udało się przeprawić czołgów, które miały wesprzeć uderzenie piechoty. Słabo radziła sobie artyleria, która miała położyć wał ogniowy tuż przed natarciem polskim. Sąsiednie dywizje radzieckie w wyniku osłabienia nie doszły tak daleko jak 1. Dywizja, przez co, nacierając, oddziały polskie odsłoniły swoje skrzydła. Około południa polscy żołnierze rozpoczęli walki o Trygubową i Połzuchy. Niemcy bronili się twardo, solidnie przygotowując własne pozycje. Dochodziło nawet do walki wręcz, Polacy czasowo opanowywali wsie, po czym byli wypierani w czasie kolejnych kontrataków. Zanotowano wysokie straty wśród oficerów, którzy próbowali motywować swoich żołnierzy osobistym przykładem. Wchodzące do akcji bataliony kolejnych rzutów mieszały się ze sobą. Dochodziło do ostrzeliwania własnych oddziałów przez artylerię polską i radziecką. Szwankowała łączność, oparta na łącznikach i sygnałach rakietowych. Jakby tego było mało, po południu rozpogodziło się i ataki rozpoczęło niemieckie lotnictwo. Niemcy z boków ostrzeliwali też zaplecze pierwszej linii, utrudniając dowóz zaopatrzenia, amunicji i wywóz rannych.

Niepowodzenia

Po południu obrońcy zaczęli przejmować inicjatywę. Polacy odpierali ich kontrataki przy pomocy dywizyjnej artylerii oraz nielicznych czołgów, które udało się przeprawić przez Miereję w pasie działań jednostek radzieckich. Jednostki gen. Berlinga ponosiły jednak coraz większe straty, w szczególności zaś 1. pułk piechoty. Jego dowódca, płk Derks porzucił swoje oddziały i zaczął snuć przed swymi zwierzchnikami obraz totalnej klęski. Został aresztowany, a jego miejsce zajął zastępca Berlinga płk Bolesław Kieniewicz. 1. pułk wieczorem zastąpiono drugorzutowym 3. pułkiem piechoty. W nocy 1. Dywizja na całej linii próbowała raz jeszcze atakować pozycje niemieckie, osiągnęła jednak słabe efekty.

Kolejne uderzenie na całym froncie 33. Armii gen. Gordow zarządził na poranek 13 października. Po 20-minutowej salwie artylerii i katiusz żołnierze radzieccy i polscy ruszyli do ponownego natarcia. Niemcy byli już jednak silniejsi niż zwykle, wykorzystywali własne czołgi, artylerie i lotnictwo (nie niepokojone przez myśliwce radzieckie). 42. i 390. dywizja znowu nie osiągnęły sukcesu, w związku z czym gen. Berling nakazał wstrzymać natarcie 1. Dywizji. Była to niesubordynacja wobec decyzji gen. Gordowa, który jednak, widząc marne efekty działania, nie robił tym razem problemów dowódcy polskiemu.

W nocy z 13 na 14 października polska dywizja została zluzowana przez oddziały radzieckie i decyzją Stalina wycofana z frontu. Gen. Berling wydał po bitwie następujący rozkaz:

W ciągu dwóch dni krwawej walki wykazaliście, że kochacie Ojczyznę, że zgodnie z wielkimi celami, jakie przed wami stoją, umiecie ponosić wielkie ofiary. Zadanie postawione dywizji – przerwanie frontu pod Lenino – wypełniliście po bohatersku. […] Wróg przeciwstawił nam wszystkie środki swojej wysokiej techniki wojskowej […] Duch oddziałów nie drgnął ani na chwilę. Jesteśmy silni i pozostajemy silni wolą zwycięstwa. Ono jest i pozostanie nasze. Dokonaliście wielkiego dzieła. Dziękuje wam w imieniu Ojczyzny. Naszych poległych kolegów uczcimy jak bohaterów. Cześć im! Oddali życie za Polskę.

Operacja Frontu Zachodniego zakończyła się 17 października bez sukcesów, Orszę zdobyto dopiero w czerwcu 1944 r. przy okazji operacji „Bagration”. W bitwie pod Lenino 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki straciła 3054 żołnierzy (23,7% ogólnego stanu), w tym 510 zabitych, 1776 rannych, 116 wziętych do niewoli i 652 zaginionych (w dużej części wziętych do niewoli). Spore straty musiała ponieść też druga strona, chociaż bardzo trudno zweryfikować podawaną przez niektórych liczbę 1500 ofiar niemieckich.

Płyta pamiątkowa na polskim cmentarzu wojennym w Lenino

Czas ocen i działań politycznych

Od razu rozpoczęto kreowanie bohaterów. Trójka polskich żołnierzy została pośmiertnie uhonorowanych tytułem Bohatera Związku Radzieckiego. Byli to: szer. Aniela Krzywoń (fizylierka z batalionu im. Emilii Plater, która zginęła ratując dokumenty sztabowe z płonącego samochodu), kpt. Władysław Wysocki (weteran kampanii wrześniowej) oraz kpt. Juliusz Hibner (uczestnik wojny domowej w Hiszpanii). Ten ostatni jednak po kilku dniach odnalazł się w jednym ze szpitali radzieckich. Rozdano także Ordery Virtuti Militari V klasy, Krzyże Walecznych oraz Medale „Zasłużony na Polu Chwały”.

Pomnik-Berlinga

Pomnik Berlinga (proj. Kazimierza Danilewicza) przy zjeździe z Mostu Berlinga w Warszawie. Nikt nie używa oficjalnej nazwy, ale ani pomnik zdrajcy nie został rozebrany, ani nawet nazwy mostu nie zmieniono.

Kościuszkowcy wykonali podstawowy cel, jakim było przełamanie linii obrony nieprzyjaciela. Udało im się wedrzeć na dwa kilometry w głąb silnie bronionych pozycji niemieckich. Mimo to oddziały 33. Armii nie wykonały planów gen. Gordowa, przede wszystkim z powodu słabych osiągnięć oddziałów radzieckich. Można więc stwierdzić, że w skali taktycznej bitwa zakończyła się bardzo umiarkowanym sukcesem, w skali operacyjnej zaś przysłużyła się w pewnym stopniu całej operacji orszańskiej poprzez związanie sporych sił niemieckich.

Ten umiarkowany sukces był jednak okupiony dużymi stratami. Winne jest tu w znacznym stopniu dowództwo radzieckie, przede wszystkim gen. Gordow, który nakazał skrócenie przygotowania artyleryjskiego i wcześniejsze rozpoczęcie ataku. Radziecki dowódca w zbyt dużym stopniu ukrywał przed gen. Berlingiem wiedzę o całym planie bitwy i ingerował w jego dowodzenie w polu. Zawiodła również osłona lotnicza oraz współpraca logistyczna. Duży wpływ na straty polskie miały słabe osiągnięcia wykrwawionych dywizji radzieckich. Krytycznie trzeba też ocenić pracę sztabu 1. Dywizji (na czele z gen. Berlingiem), który źle zaplanował realizację niektórych zadań (logistyka, dowodzenia na polu bitwy, przeprawy przez Miereję), oraz dowódców poszczególnych jednostek – najlepszym przykładem jest tu płk Derks, który nie kontrolował podległych sobie oddziałów i porzucił je w czasie bitwy. Gen. Berling był gotów postawić go za to przed sądem, oficera wzięła jednak pod ochronę strona radziecka. Jednocześnie zaś wielu żołnierzy i oficerów nadrabiało niedociągnięcia odwagą i determinacją na polu bitwy. Sporą odpowiedzialność ponosi też Wanda Wasilewska – z jej inicjatywy nieostrzelana dywizja wyruszyła na front i to od razu do ciężkich walk.

Niezależnie od rzeczywistego znaczenie bitwy Związek Patriotów Polskich rozpoczął akcję propagandową, mającą na celu ukazanie starcia jako sukcesu 1. Dywizji. Rozpropagowano wówczas określenie „bitwa od Lenino”, chociaż miejscowość ta leżała poza terenem działania polskich wojsk. Podkreślano odwagę, patriotyzm i poświęcenie walczących żołnierzy, chwalono polsko-radzieckie braterstwo broni, pokazywano, że to właśnie to wojsko bierze udział w walce z Niemcami, a nie stoi „z bronią u nogi”, tak jak AK czy 2. Korpus. Pewne echa tej propagandy dotarły nawet do Polonii amerykańskiej. Pierwsze starcie kościuszkowców Stalin mógł wykorzystywać jako argument w sprawie rozstrzygnięcia kwestii polskiej na zbliżającej się konferencji Wielkiej Trójki w Teheranie. Wraz z wejściem do boju polskich oddziałów rosło też znaczenie ich politycznego zwierzchnika – ZPP.

Długie trwanie mitu?

O tym, jak bardzo trwały był mit starcia z 12 października 1943 r., świadczyć może poniższy cytat z oficjalnej monografii Dywizji Kościuszkowskiej z 1988 r. autorstwa Kazimierza Sobczaka. Pisał on:

Bitwa pod Lenino stanowiła przełom w dotychczasowym przebiegu wojny wyzwoleńczej narodu polskiego. Włączyła ona do czynnej walki przeciwko hitlerowskim Niemcom Polaków w ZSRR, którzy, kierując się patriotyzmem i wolą walki, gotowi byli do ponoszenia największych ofiar w imię odzyskania niepodległości. Dywizja kościuszkowska i bitwa pod Lenino stworzyły dla tych uczuć ramy organizacyjne i określiły jej miejsce w tej wojnie […] Sojusz bojowy żołnierzy polskich i radzieckich, scementowany wspólnie przelaną krwią na polu bitwy pod Lenino, zapoczątkował przełom w stosunkach polsko-radzieckich, owocował do końca wojny i obecnie stanowi jeden z najważniejszych czynników współczesnej obronności i gwarancję naszej niepodległości […] Pojawienie się 1. Dywizji na froncie wschodnim pozbawiało polskie klasy rządzące monopolu na posiadanie sił zbrojnych. Od tej pory polskie masy ludowe oprócz oddziałów partyzanckich dysponowały regularnymi jednostkami wojskowymi, które wkrótce przekształciły się w ludowe Wojsko Polskie. Ten fakt, oceniany z punktu widzenia naszej rewolucji społecznej, posiada także znaczenie przełomowe.

Bitwa pod Lenino na propagandowym obrazie Michała Byliny z 1973 r.

Bitwa pod Lenino na propagandowym obrazie Michała Byliny z 1973 r.

Wokół bitwy pod Lenino narosło wiele mitów i przekłamań. Dla komunistów był to jeden z kluczowych elementów polityki historycznej, szczególnie w budowaniu tradycji socjalistycznego wojska. Wraz z końcem PRL wydarzenie to znalazło się niemalże na „śmietniku historii”. Na bitwę pod Lenino warto jednak spojrzeć w inny sposób – jako na tragedię ludzi, którzy chcieli wrócić do Ojczyzny z bronią w ręku i niekoniecznie chcieli w Polsce wprowadzić komunizm. Wielu z nich poległo w październiku 1943 r. w walkach nad rzeczką Miereją, w dużym stopniu przez niekompetencję dowodzących nimi oficerów.

http://histmag.org/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, II wojna światowa, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Walczyłem pod Lenino…

  1. Wk.bardzo pisze:

    Polacy zginęli bo mieli zginąć za dużo wiedzieli i widzieli. Straty wpisane były w sens działania polskiego wojska. Ginęli Ci co widzieli zesłania, głód, propagandę i inne zło.
    Armia miała indoktrynować i usuwać elementy niepożądane rękoma żołnierzy niemieckich bądź sowieckich służb.

  2. Majka S. pisze:

    Tragiczne postacie, dla których wstąpienie do armii Berlinga było jedyną szansą na wyrwanie się z zesłania. Chcieli walczyć o Polskę, lecz nie wiedzieli, że celowo zostaną wysłani na śmierć.
    Tekst Pana Lecha Galickiego jak zawsze wzruszająco- piękny.

  3. LechGalicki pisze:

    Drogi Panie Januszu,
    jestem tak niezwykle wzruszony. Pana Tadeusza Pawlaka spotkałem w Domu Kombatanta w Szczecinie przy ulicy Kruczej 17. Ten człowiek to uosobienie polskiego patrioty. Trudno mi pisać w czasie przeszłym. Pan Tadeusz do ostatnich chwil swojego życia na tej ziemi marzył, że Polska będzie wolna. Utwierdzalem Go w tej wierze. Jego wiara była tak mocna, że wielu Polaków powinno słuchać Jego szczerych słów nadziei. Nie było Mu dane doczekać wolnej i niepodległej Polski, ale zapisałem wiele wspomnień Pana Tadeusza, które mogą stanowić dowód czystej wiary Polskiej w to, że Ojczyzna nasza jest najważniejsza. Opowieści Pana Tadeusza spisuję i przedstawię mając głębokie przekonanie, że są natchnieniem dla nas wszystkich w drodze do wolności.

    Panie Januszu – dziękuję.
    Lech Galicki

  4. grot pisze:

    @Lech Galicki
    Szanowny Panie Lechu!
    Wiem, że jeszcze jest bardzo niewielu takich, jak Pan Tadeusz Pawlak.
    Proszę Boga, aby doczekali WOLNEJ POLSKI.
    Dotychczasowe Ich życie to ciągła walka o godność Polaka.
    Teraz już do walki siły nie mają (fizycznie), ale ich mądrość i krzepa duchowa stanowią dla nas wielkie wsparcie i wiarę, że NIGDY nie należy ustępować w walce o dobro największe, jaki jest WOLNY KRAJ.
    Dziękuję bardzo za piękny opis historii.
    Z niecierpliwością będę czekać na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam.

  5. Wk.bardzo pisze:

    Ja miałem szansę na informacje, których nie ma i być może nie będzie w książkach. Świadek lat wojny wykonujący wyroki śmierci na konfidentach został przejechany przez znanego sprawcę na przejściu dla pieszych kilkadziesiąt metrów od domu. Rozmowa na którą czekałem i on i ja już nigdy się nie odbędzie. Minęły lata a ja nie mogę o tym zapomnieć.

  6. LECHGALICKI pisze:

    Pan Tadeusz walczył pod Lenino, tam polska krew się lała, on nie zginął Pan Tadeusz patrzy na wszystko tak jakby przed chwilą się zdarzyło. Zsyłka w głąb Rosji, podroż na dachu wagonu kolejowego do Sielc nad Oką do Wojska Polskiego i na dodatek Ludowego, a przede wszystkim ta bitwa, która pod Lenino miejsce miała. Panie Boże…! A jakby się kto pytał to Pawlak jestem. Tadeusz Pawlak. Na Kresach polskich urodzony 27 lutego 1923 roku. Tam także od dziecka najmniejszego z rodzeństwem pod rodziców opieką troskliwą i baczną, bywało że surową ale jakże kochaną, dzieciństwo przeżyłem i do szkoły chodziłem, choć potem więcej w polu pomagający niż na mądrych rzeczy o tym świecie i dodawaniu i czytaniu strawiłem. Przeżyłem piekło W roku 1939 gdy Niemcy, a zaraz potem Rosjanie napadli na Polskę, razem z rodzicami i braćmi wzięty zostałem w wieku niecałych 16 lat w zsyłki sowieckiej niewolę. A była ona straszna i nieludzka. Bo jakże tak: chwil kilka na zabranie podręcznych rzeczy i wywiezienie na koniec świata do Ałtajskiego Kraju? Wszystko to wśród płaczu, bólu, krzyków i pogardy do nas i wszystkiego co polskie. Głód, głód, głód. Zimno, zimno, zimno. No i byliśmy my tam w tym Ałtajskim kraju, choć nie chcieliśmy i źle nam było tak, że słowem nie idzie oddać. Ja tułałem się, ale tak jak wszyscy zesłańcy bacznie obserwowany byłem. W dziurach w ziemi my mieszkaliśmy. A oddalać się nie wolno było, bo zabiliby człowieka, który to zamierzał zrobić. Zatrudniono mnie do pracy niewolniczej w kopalni złota. A czy nie jest to bardziej dziwne niż nadzwyczajne. Dookoła bieda aż piszczy, głód, a ja w kopalni złota urobek zgarniam i zdrowie moje przy tym oddaję. Oj, było, było… Mijał czas bolesny i beznadziejny W roku 1943 rozeszła się wieść, że wojsko polskie jest tworzone, i że ochotnicy mogą przybywać do Sielc nad Oką, gdzie obóz dla nich utworzono. Panie Boże, co to się wśród Polaków wtedy dziać zaczęło. Wszyscy: wychudzeni, w łachmanach, umęczeni zsyłką i ledwie żyjący wędrować zaczęli tam gdzie rodzima armia powstać miała. Jechali poprzylepiani do wagonów kolejowych na dachach, przywiązani do czegokolwiek na poruszającym się po szerokich torach pojedzie byle dojechać do tego Sielska, który to w zlepku państw sowieckich na Białorusi się mieścił. I tak ja dzięki opiece Pana dotarłem wraz z innymi do owego Sielska. Jak tam było tak było, ale czuło się Polskę. Choć dali jej flagę z nieznanym mi orłem jak kura, tyle, że białym i bez korony. Wielu z nas to bolało, ale przecież my szli dopiero walczyć o wolność Ojczyzny prawdziwej. Tam dowodził generał Zygmunt Berling, a widział ja go przez mgnienie oka. I tyle. Tu najważniejsi byli polityczni oficerowie, którzy nas właściwego rozumowania świata uczyć mieli, odróżniania dobrego od złego według bolszewickiego dekalogu i wszystkiego co najważniejsze. Mundury my mieliśmy liche, ale mundury z podobnymi do polskich emblematami. A także wielu było wojennych uczitieli, którzy wcisnęli się w rodzime mundury i nie znając języka polskiego Polaków

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.