Rycerz Anna

Film dokumentalny Krzysztofa Wojciechowskiego o próbie otrucia Anny Walentynowicz i meandrach śledztwa. Występująca w filmie Ewa Sokół TW „Karol”, podejrzana o próbę otrucia, to zaufana współpracownica KOR, u której w mieszkaniu na zaaranżowanym spotkaniu zawiązała się regionalna struktura Solidarności w Radomiu.

W sierpniu 2010 roku pion śledczy IPN w Warszawie oskarżył trzech byłych oficerów SB: Tadeusza G., Marka K. i Wiesława S. o to, że wbrew przepisom zakazującym m.in. zlecanie tajnym współpracownikom zadań stanowiących przestępstwo uczestniczyli oni w opracowaniu i wdrożeniu operacji, by za pośrednictwem tajnego współpracownika o kryptonimie „Karol” podać Annie Walentynowicz środek farmakologiczny o nazwie furosemidum. Według IPN, SB chodziło „co najmniej” o uniemożliwienie odbywania spotkań z załogami zakładów pracy. Spodziewanego celu SB nie osiągnęło, bo Anna Walentynowicz, wcześniej niż zakładano, wyjechała z Radomia.

Według aktu oskarżenia podanie furosemidum (już w dawce 160-200 mg) mogło narazić Walentynowicz na niebezpieczeństwo uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia – m.in. mogło spowodować objawy zatrucia, spadku ciśnienia krwi prowadzącego do zapaści, zaburzenia rytmu serca.

W filmie wypowiadają się Anna Walentynowicz i odsunięty od sprawy prokurator Andrzej Witkowski

 

Zenon Baranowski

Sąd Okręgowy w Radomiu uznał, że działania funkcjonariuszy SB zmierzające do pozbawienia życia Anny Walentynowicz „nie stanowią zbrodni przeciwko ludzkości i ich karalność uległa przedawnieniu” [24.06.2011]

Próba otrucia to nie zbrodnia

Trzech funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, którzy próbowali otruć działaczkę opozycyjną Annę Walentynowicz, nie popełniło zbrodni komunistycznej – uznał Sąd Okręgowy w Radomiu. Tym samym czyn ten uległ przedawnieniu, a akt oskarżenia skierowany przez pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej został oddalony. Postanowienie nie jest prawomocne. IPN nie wyklucza złożenia zażalenia.

Przed tutejszym sądem zapadło postanowienie o umorzeniu postępowania z powodu przedawnienia karalności zarzucanych czynów – powiedziała Justyna Mazur, rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. – Sąd przyjął, iż czyny te nie stanowią zbrodni przeciwko ludzkości i ich karalność uległa przedawnieniu – stwierdziła, dodając że orzeczenie nie jest prawomocne, a „szczegółowe motywy rozstrzygnięcia sporządzone na piśmie poznamy w terminie późniejszym”.

Na razie IPN nie chce komentować sprawy. – Czekamy na pisemne uzasadnienie tej decyzji. Dopiero po zapoznaniu się z nią zostaną podjęte decyzje w sprawie ewentualnego złożenia zażalenia na postanowienie sądu – powiedział Andrzej Arseniuk, rzecznik prasowy Instytutu.

Skierowany w sierpniu zeszłego roku do sądu akt oskarżenia dotyczył trzech funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa: Tadeusza G., Marka K. i Wiesława S. Jak stwierdził prokurator Bartosz Tymosiewicz z warszawskiego pionu śledczego IPN, akt oskarżenia zawierał dwa elementy. Po pierwsze, byli esbecy są oskarżeni o przekroczenie uprawnień, ponieważ „wzięli udział w opracowaniu i wdrożeniu kombinacji operacyjnej zmierzającej bezpośrednio do podstępnego podania działaczce NSZZ „Solidarność” Annie Walentynowicz środka farmakologicznego o nazwie „furosemidum” za pośrednictwem tajnego współpracownika posługującego się pseudonimem „Karol””. Usiłowali tym samym „narazić ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia”. Pion śledczy IPN zaznacza, że określone dawki tego środka powodują zatrucie, a większe śmierć.

Po drugie, akt oskarżenia dotyczy udziału „w związku mającym na celu popełnienie przestępstwa na szkodę działaczki opozycji antykomunistycznej, funkcjonującym w strukturach organizacyjnych resortu spraw wewnętrznych”. Ten czyn mieli popełnić poprzez podjęcie „pozaprawnych czynności o charakterze przestępczym” wobec działaczki „Solidarności” i tym samym dopuścili się „zbrodni komunistycznej w postaci represji wobec jednostki oraz zbrodni przeciwko ludzkości w postaci poważnego prześladowania osoby z powodu przynależności do określonej grupy politycznej”.

SB miała podjąć próbę otrucia Walentynowicz w październiku 1981 r. w Radomiu podczas spotkania z robotnikami. Działaczka miała się zatrzymać u współpracownika SB o kryptonimie „Karol”, którego bezpieka poinstruowała, w jakiej formie podać specyfik, który miał otruć Walentynowicz. Na szczęście zdecydowała się ona wcześniej opuścić Radom. Dwa lata temu IPN postawił trzem esbekom zarzuty. Nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

24.06.2011 Nasz Dziennik

Dr hab. Sławomir Cenckiewicz: Wciąż liczę na rozliczenie odpowiedzialnych za próbę otrucia Anny Walentynowicz [15.02.2012]

wPolityce.pl: Sąd Apelacyjny zwrócił IPNowi do uzupełnienia akt oskarżenia ws. próby otrucia Anny Walentynowicz w 1981 roku. Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu musi uzupełnić braki formalne. Jak Pan to ocenia?

Dr hab. Sławomir Cenckiewicz: Cieszy mnie, że wciąż istnieje szansa na rozliczenie tych funkcjonariuszy, którzy zaplanowali podtrucie Anny Walentynowicz. Dopuścili się tego przy wykorzystaniu leku, który mógł wywołać poważniejsze komplikacje zdrowotne lub nawet spowodować jej śmierć. Wydaję się, że dokumentacja znaleziona w Instytucie Pamięci Narodowej jasno pokazuje przestępczy, kryminalny charakter działań SB w tej sprawie. Pod tymi dokumentami podpisały się konkretne osoby. W związku z tym jest jeszcze szansa, by te osoby skazać.

Sąd uznał, że IPN musi dołączyć do akt dowody uzasadniające ocenę prokuratora, iż opisane w akcie oskarżenia czyny stanowią zbrodnię przeciwko ludzkości. Czy taki brak podważa wiarygodność prokuratury IPN?

To zbyt daleko idące wnioski. Być może sądowi chodzi o uściślenie kwalifikacji prawnej, jaką jest przestępstwo przeciwko ludzkości. Sąd może nie znać kwalifikacji prawnej, którą kiedyś opracowano w Komisji Ścigania na podstawie prawa międzynarodowego. Sąd mógł tego nie znać i być może prosi o uściślenie tej kwalifikacji IPN. Tak bym interpretował tę decyzję. Oczywiście mogę się mylić.

Czy takimi sprawami warto się wciąż zajmować? Wielu uzna, że już nie ma to sensu w związku ze śmiercią Anny Walentynowicz, upływem czasu itp.

Są również tacy, którzy uznają, że nie należy ścigać hitlerowców. Są tacy ludzie. Tu nie ma znaczenia, co kto sądzi na ten temat. Jest w Polsce ustawa o IPN, która mówi również o tym, że on ma ścigać zbrodnie niemieckie i komunistyczne. To ma Instytut w swojej ustawie i to musi realizować. Tu nie ma miejsca na dyskusję o tym, czy warto to robić czy nie warto. Dopóki jest Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu to musi wypełniać swoje zadania. Inną sprawą jest to, jak to robi.

Dlaczego do tej pory nie udało się rozliczyć takich zbrodni?

To jest szerszy problem, dotyczący tego, jak polski wymiar po roku 1990 rozlicza sam siebie, ale również jak ocenia pospolite, kryminalne przestępstwa ludzi tajnych służb. Mamy wiele przykładów pokazujących, że to idzie bardzo opornie. Ostatnio okazało się, że przejmowanie majątków po osobach bezpotomnie zmarłych, którego dopuszczał się Zarząd II Sztabu Generalnego, się przedawniono i nikogo się nie ściga w tej sprawie. To pokazuje, jak źle funkcjonuje Komisja Ścigania czy polski wymiar sprawiedliwości.

http://wpolityce.pl/ 15.02.2012

 

zobacz >Śp. Anna Walentynowicz. Wspomnienia i dokumenty

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, III RP, Po 1980, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Rycerz Anna

  1. Jerzy pisze:

    Zlecenie otrucia, to w/g prokuratorów POlszewickej Polski nie zbrodnia. Zbrodnią jest jednak na pewno ukrywanie zbrodniarzy i niszczenie państwa. I za tą zbrodnie włodarze III RP odpowiedzą. Tak samo jak za doprowadzenie do rozdzielenia wizyty w kwietniu 2010 r.w Smoleńsku i współudział w spowodowaniu katastrofy na Siewiernym w którym zginęła p. Anna Walentynowicz.

  2. Maria Teresa Gorak pisze:

    Anie Walentynowicz poznalam w Goldapii, gdzie bylam pod nazwiskiem Matjanowska (wrocilam do nazwiska panienskiego).
    Ta historie z Ewa Sobol znam z relacji Anii, gdy dzwonilam do niej juz z Hawajow, gdzie obecnie mieszkam.
    Ewy Sobol nie znalam, bo ona byla w Goldapii po moim „wyrzuceniu” z tej zlotej klatki, czyli od 20 maja do 7 lipca. Ja tam bylam, po 6 poprzednich wiezieniach, od 15 stycznia do 17 marca 1982.
    Anie bardzo cenilam i do dzis oddaje Jej nalezny hold. Niech Pan Bog da Jej zasluzone Niebo.
    Maria Teresa Gorak.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.