Pożegnanie śp. Jadwigi Kaczyńskiej i wspomnienia

Jadwiga KaczyńskaUroczystości rozpoczęły się środę, 23 stycznia br o godz. 12.oo w Bazylice Świętego Krzyża w Warszawie, gdzie odprawiona została Msza św. żałobna. O tej samej porze  została odprawiona w Jej intencji Msza św. w Bazylice Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze w Częstochowie. Po Mszy św. odbył się pogrzeb na warszawskich Starych Powązkach. Relacje video.

Paulin z Jasnej Góry o. Dariusz Cichor zapowiedział: „Wraz z uczestnikami Jej pogrzebu będziemy modlić się o życie wieczne dla wspaniałej Polki, uczestniczki walk o wolność narodu polskiego, kobiety wiernej najwyższym zasadom: Bóg-Honor-Ojczyzna.”

Warszawa, Bazylika św. Krzyża i Stare Powązki 

zobacz >ZDJĘCIA i >RELACJĘ TEKSTOWĄ Z POWĄZEK

Zapis transmisji z całej Mszy św.

Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego

 

Homilia bpa Antoniego Dydycza

Szanowny Panie Prezesie, pogrążony w bólu, wraz z Bratanicą Martą, wnuczkami: Ewą i Martyną, ze wszystkimi Krewnymi z Rodziny Kaczyńskich i Jasiewiczów, z Przyjaciółmi i Bliskimi, w ciągu tych ostatnich paru lat przeżył Pan wyjątkowy czas próby i czas świadectwa. W sposób szczególny ma to miejsce teraz po odejściu z tego świata do domu Ojca – świętej pamięci Pani Jadwigi, ukochanej Matki!

Czas próby – to cierpienie, najpierw tragiczna śmierć Brata, Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z Małżonką i 94 pozostałych Osób, dobrze znanych, zasłużonych dla Polski, bliskich też Panu.

Obecny czas próby jest wyjątkowy; najpierw długa i ciężka choroba Mamy, a teraz mimo wszystko niespodziewane Jej odejście z tego świata!

A co ze świadectwem?

Czas świadectwa jako takiego to czas Miłości, Miłość Brata, Małżonki oraz 94 Osób, jakże bliskich i zasłużonych dla Polski, a dzisiaj Miłość Mamy – to z kolei doświadczenie niepowtarzalne. Czas próby i czas świadectwa przemienił się w czas cierpienia i miłości. Niezgłębiona jest miłość. Ona nie może opuścić w tak wyjątkowym doświadczeniu. Wierzę, że miłość odniesie zwycięstwo przez nadzieję. I dlatego, wyrażając współczucie w próbie i świadectwie oraz w cierpie­niu, zatrzymujemy się przy miłości, życząc, aby dzięki miłości zwyciężyła na­dzieja. Módlmy się o to. Niech nadzieja zwycięża mocą, która płynie z Bożego Miłosierdzia i niech pociesza!

Ekscelencjo…,

Drodzy Bracia w kapłaństwie wraz z o. Tadeuszem Rydzykiem na czele,

Szanowni Przedstawiciele Najwyższych Władz Rzeczypospolitej, Urzędu Prezydenckiego oraz Rządu, Dostojni Przedstawiciele Sejmu i Senatu z Marszałkami na czele, Przedstawiciele świata nauki i kultury, Służb mundurowych: Wojska Polskiego, Policji Państwowej, Ochotniczych i Państwowych Straży Pożarnych, Służb Leśnych i Porządkowych, Czcigodni Kombatanci, Druhny Harcerki i Druhowie Harcerze, Działacze „Solidarności” i innych związków zawodowych, Działacze partii politycznych z Prawem i Sprawiedliwością, Przedstawiciele Służby Zdrowia,

Drogie Siostry Zakonne, które tak byłyście blisko śp. Jadwigi,

Przedstawiciele Przedsiębiorców i Pracodawców, Rzemieślnicy, Robotnicy, Bezrobotni i pracujący na uchodźstwie, Rolnicy i Służby rolne, Młodzieży, ucząca się, studiująca, pracująca i bezrobotna, Przedstawiciele organizacji charytatywnych i opiekuńczych, Dostojne Poczty Sztandarowe, Przedstawicielki Organizacji Żeńskich, Słuchacze Radia Maryja i telewidzowie telewizji TRWAM oraz innych mediów tu obecnych,

Wszyscy Uczestnicy, którzy przybyli z Kraju i Zagranicy, Mieszkańcy Warszawy!

1. Jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam?

Często powracamy do tej myśli, wyrażonej przez św. Pawła w Liście do Rzymian. W sposób jednakże szczególny jest ona obecna w nas zawsze wtedy, kiedy stajemy w obliczu śmierci. Wszelkie inne niepokoje, zagrożenia nie mają tej mocy oddziaływania na naszą wyobraźnię i na nasz umysł, jak to spotkanie z rzeczywistością odejścia kogoś z tego świata. Jeżeli tak jest zawsze, to cóż mamy powiedzieć, gdy to odejście dotyczy Osoby niesłychanie bliskiej, znanej i powszechnie szanowanej? A taką Osobą jest przecież Matka.

Matka, która wszystko rozumie,
sercem ogarnia każdego z nas.
Matka zobaczyć dobro w nas umie,
Ona jest z nami w każdy czas.

Tak śpiewamy o Matce Najświętszej, ale też tak myślimy o każdej Matce, tak wreszcie sobie wyobrażamy Matkę, którą dzisiaj żegnamy w tej świątyni.

Mama –

To była ciepła, dobra i mądra kobieta. Dziś dołączyła do syna, do którego tak tęskniła przez ostatnie dwa lata. Znowu mogą być razem.

Tak mówi Syn, który był przy Niej do końca, a w tych słowach odnajdujemy to samo, co w pieśni, dopiero co przytoczonej.

Taką wszakże mogła się stać. To dlatego, bo Jej życiowym drogowskazem były treści zawarte w Kazaniu na Górze, w ośmiu błogosławieństwach. To one, te błogosławieństwa, wprowadzane w życie dają tę moc, że niczego się nie lękamy, ponieważ świadomość obecności Boga jest w nas silna. A Kazanie na Górze, to nic innego, jak wizja człowieka odnowionego w Chrystusie, odrodzonego w Jego miłości. To wizja człowieka nowego. Mijają epoki, różne cywilizacje, ale ta wizja nigdy się nie starzeje, bo jest to wizja zrodzona w wieczności i ku wieczności prowadząca.

2. Cóż to znaczy, że jesteśmy błogosławieni?

Pytamy o to samych siebie. Pytamy Chrystusowych świadków żyjących na przestrzeni wieków. Błogosławieni to znaczy szczęśliwi, to także oznacza tych, którzy przez swoje całe życie podążali do ostatecznego celu. Są różne sposo­by patrzenia na to. Zawsze wszakże, kiedy stajemy przy trumnie, bez obaw wyznajemy, że to Chrystus ma rację, gdyż od dwóch tysięcy lat zawsze się sprawdza­ją Jego nauki. I naprawdę ci są szczęśliwi, którzy są ubodzy w duchu, którzy nieraz smucić się muszą choćby po stracie ukochanego syna; cisi, oraz ci, co poszukują sprawiedliwości, nie mówiąc o miłosiernych, czy też czystego serca; spokojni, gotowi cierpieć. Błogosła­wieni to w końcu ci, którzy cierpliwie znoszą urągania, prześladowania, nie zapominając o kłamstwach. To do nich Chrystus odnosi tę szczególną zapowiedź:

Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.

Panie Prezesie, Droga Wnuczko z Rodziną, „cieszcie się i radujcie”, bo Pani Jadwiga, Mama, Babcia i Prababcia zasłużyła w swoim ziemskim życiu na wielką nagrodę, na zamieszkanie w domu Ojca, obok Męża, obok Rodziców, obok Syna i wielu innych bliskich osób, których może myśmy nawet nie znali.

Św. Paweł przecież wyraźnie usuwa wszelkie wątpliwości, sta­wiając pytanie:

Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? (…) Kto może wydać wyrok potępienia?

i wreszcie:

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?

Nie ma takiej siły, jeśli tylko staramy się, aby życie nasze przebiegało zgodnie z tym, do czego nas zachęca Pan Jezus w Kazaniu na Górze.

3. Przypatrzmy się więc życiu śp. Pani Jadwigi.

A mamy na myśli życie, życie Matki, życie Polki, człowieka nauki i pracy, którego młodość zbiegła się z drugą wojną światową, a następnie przez całe lata trzeba było ratować godność ludzką w sytuacjach, niestety, mało komfortowych. Ale za Psalmistą Mama Pani Jadwiga mogła powtarzać:

„Pan moim światłem i zbawieniem moim,
Kogo miał(a)bym się lękać?”, a następnie:

„O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam,
Żebym Mógł(a) zawsze przebywać w Jego domu,
Przez wszystkie dni życia.”

Do tego domu już dotarła, tego możemy być nawet pewni, bo nie może być inaczej mając na uwadze tych, którzy potrafili na ziemi stworzyć dom. Tragicznie zaś zmarły syn Leszek, za życia mówił, że dom Państwa Kaczyńskich, „To nie był dom surowy. To był przede wszystkim dom starannego wychowania. Dom, w którym się czyta głośno ważne lektury, rozmawia z dziećmi o świecie”. A Jarek dodaje:

Za ten ogromny wysiłek włożony w nasze wychowanie (mama) zapłaciła na przykład własną karierą. Mama wkładała w nasze wychowanie olbrzymią ilość cza­su i energii, (…) i w ogóle zajmowała się nami bardzo aktywnie, niezależnie od tego, czy pracowała, czy nie (była krótka przerwa w pracy w latach 1956-1960).

Skąd czerpała siły, aby tak pięknie wypełniać posłannictwo Matki i Żo­ny? Odpowiedź daje sama Pani Jadwiga:

Mam już 85 lat i jestem naprawdę bardzo chora. Nie będę już długo żyć. I bardzo się z tego cieszę. Natomiast muszę jeszcze trochę pożyć dla Jarka. Codziennie odmawiam różaniec, mam swoje modli­twy. Wydaje się, że one ochraniają Jarka, tu na ziemi.

Być może w tym wyznaniu Matki zaskoczyły nas te słowa: „Nie będę już długo żyć. I bardzo się z tego cieszę.” Niepotrzebnie czulibyśmy się zaskoczeni. Słowa te mówią prawdę, gdyż po licznych zmaganiach z życiem, wychodząc naprzeciw temu, co dobre, mogła i miała prawo tak myśleć. Wiedziała bowiem, że Pismo Święte jest Księgą Życia i Prawdy, a ono przypomina, że kto żyje wiarą, może być spokojny o przyszłość:

Wierzę, że będę oglądała dobra Pana, w krainie żyjących.

Te słowa bywają śpiewane na każdym niemal pogrzebie.

Co więcej, miała też prawo nie zapominać o zaproszeniu Pana Jezusa: „Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego, Weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane dla was od założenia świata” (Mt 25, 34). Skoro tak to wszys­tko wygląda z perspektywy wiary, co w Roku Wiary należy z mocą podkreślić, to wielu z nas chciałoby dowiedzieć się czegoś więcej o życiu Zmarłej.

5. Kim była Pani Jadwiga?

Otóż Jadwiga Kaczyńska z domu Jasiewicz urodziła się 31 grudnia 1926 roku w rodzinie o tradycjach ziemiańskich, wychowana w duchu chrześcijańs­kiego etosu polskiej inteligencji. W domu było wiadomo, że praca i wszelka działalność winny w jakiejś mierze być ukierunkowane na dobro Polski. Taki etos był czymś oczywistym, zwłaszcza od czasu Powstania Styczniowego. Pan Aleksander Jasiewicz, ojciec jako inżynier był przed drugą wojną światową po­mysłodawcą utworzenia Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. To były też lata, kiedy ruch spółdzielczy walnie dopomógł naszym rodakom w wyjściu ze straszli­wego kryzysu gospodarczego początków lat trzydziestych.

Jadwiga mając piętnaście blisko lat, po wybuchu drugiej wojny światowej wstąpiła do Szarych Szeregów. Służyła w zastępie „Złoto”, w drużynie im. Emilii Plater. Pełniąc posługę sanitariuszki znalazła się na Kielecczyźnie, otrzymu­jąc pseudonim „Bratek”. Potem, od 1944 roku pracowała na oddziale chirurgii w starachowickim szpitalu. W Starachowicach też w roku 1946 ukończyła liceum. Podejmuje następnie studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Lubiła książki, wiele czytała, a książki ją polubiły i tak niepostrzeżenie stała się prawdziwą erudytką.

I książki usiłowały zawłaszczać życiem młodej absolwentki polonistyki. Rozpoczęła wkrótce pracę w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. Zajmowała się głównie dokumentacją, a w związku z tym bliskimi i potrzebnymi były zawsze słowniki. W latach 1946-48 działała w Sodalicji Mariańskiej, aż ta została rozwiąza­na przez państwo. Nauczała w liceach warszawskich, nigdy nie rozstając się z literaturą, będąc na bieżąco ze wszelkimi wydarzeniami kulturowymi.

Wszyscy świadkowie mówią, że była piękną kobietą. W roku 1948 wychodzi za mąż, za Rajmunda Kaczyńskiego, żołnierza Armii Krajowej, uczestnika Powstania Warszawskiego, odznaczonego orderem Virtuti Militari. W roku zaś 1949 przycho­dzą na świat synowie: Jarosław i Lech. Od tej pory poświęciła się całkowicie ich wychowaniu, opartemu na chrześcijańskich zasadach, ucząc umiłowania Polski, głównie przez własny przykład i zaszczepienie miłości do książki. Wspierała demokratyczną opozycję, mimo iż słyszała o interesowaniu się Nią ze strony Służby Bezpieczeństwa. Była autorką wielu monografii bibliograficznych; wstą­piła do „Solidarności”, a swoim synom na trwałe zaszczepiła poczucie obowiązku służby dla Kraju. W jednym z wywiadów wyznała: „Istnieje coś takiego jak patrio­tyzm, miłość do Ojczyzny, która każe robić rzeczy nawet niebezpieczne, takie które (komuś) się nie podobają. (…) Można działać z takich pobudek, wyłącz­nie z takich pobudek”.

Łatwo jej było wpajać tego rodzaju przekonania, gdyż miała wspaniały dar opowiadania, co więcej, połączony z dużym poczuciem humoru. Zawsze zaś troszczyła się, aby opowiadać piękną, staranną polszczyzną. Zresztą, tak naprawdę to innej polszczyzny nie ma. Lubiła ludzi, rozmowy i spotkania. Zawsze pogod­na i życzliwa.

Natomiast przez ostatnie lata pobytu na ziemi musiała zmagać się z chorobą. Chorowała przewlekle, ale znosiła cierpienia dzielnie. Miała zawsze zapewnioną pomoc lekarską i obecność syna. W ostatnich latach Jej życia otrzymała duchowe i życiowe wsparcie ze strony zakonnic, Franciszkanek od Cierpiących, zgromadzenia Założonego przez Ojca Honorata. A na podsumowa­nie tej skróconej biografii wypada w Roku Wiary wyznać po prostu: Wierzyła w Boga i była bardzo wdzięczna za dar w postaci Radia Maryja i Telewizji TRWAM.

6. Żegnamy Matkę Polkę.

Żegnamy Ją cały sercem. Jednocześnie trudno w takim momencie nie odwołać się do tych ludzi, którzy szanowali każdą matkę, kobietę, albo którzy żyjąc w tym samym czasie, przynajmniej w przybliżeniu mają coś do powiedzenia o polskiej matce. Pragnę więc w tym miejscu odwołać się do bł. Jana Pawła II i przytoczyć Jego słowa wypowiedziane w czer­wcu 1994 roku.

Pragnę w tym miejscu pochwalić w sposób szczególny wszystkie polskie matki, kobietę polską, która w przeszłości naszego narodu odegrała wielką rolę. Była często cichą, ale jakże ofiarną bohaterką; bohaterką życia rodzinnego, boha­terką wychowania domowego , bohaterką życia społecznego. Dodawała otuchy Mę­żom, synom, wnukom, wtedy kiedy musieli sami okazać swoje męstwo na placu boju. Tak było w roku 1939, tak jest i dzisiaj. Trzeba dzisiaj inne­go męstwa, męstwa – można powiedzieć – w życiu cywilnym. Ale to męstwo w życiu cywilnym, czasem nie mniej kosztuje niż męstwo na placu boju. Pragnę więc oddać cześć wszystkim kobietom polskim, które w ten sposób spełniły swoje posłannic­two apostolskie, apostolat świeckich, który jest udziałem wszystkich ochrzczo­nych – mężczyzn i kobiet, jest w szczególny sposób udziałem kobiet w rodzinie.

Te słowa Bł. Jana Pawła II dedykuję śp. Jadwidze, gdyż wiem, jestem głęboko przekonany, że gdyby Ojciec Święty był tutaj, z pewnością by je wypowiedział. A bł. Jan XXIII, który był papieżem w latach 1958-1963, zakochany w rodzinie ludzkiej pisał w prostocie:

Tam, gdzie jest mama, która ma wiarę, która się modli, która po chrześcijańsku wychowuje dzieci, tam nie może zabraknąć łaski niebieskiej, która sprawia, że dojrzewają owoce poprzez gorycz próby.

Natomiast u św. Augustyna czytamy: „Dajcie mi modlące się matki, a uratuję świat.”

I tak jest z pewnością. O tym przekonuje nas życie i działalność Pani Jadwigi. O tym mówi cała nasza historia. To w sposób szczególny warto podkreś­lić w odniesieniu do Powstania Styczniowego z racji na 150. rocznicę jego wybu­chu. Rozproszone oddziały partyzanckie zawsze bowiem mogły liczyć ze strony kobiet na kurierską posługę, medyczną pomoc, gospodarcze zaplecze i szczerą modlitwę. Kończąc te roz­ważania warto pomyśleć o przyszłości, naszej zwłaszcza, aby miała wszędzie coś z tych ideałów.

7. Coś jak testament i matczyne przesłanie.

Trudno się rozstać ze swoją Matką Synowi. To samo można powie­dzieć o Wnuczce i Prawnuczkach, o Krewnych i bliskich, ale i o nas wszystkich tutaj zgromadzonych. Z pewnością Matka chciałaby nas do czegoś zachęcić, a po­nieważ bardzo lubiła literaturę, niech mi wybaczy, że zacytuję jedną ze strof poematu pt. „Pacierz za matką” pióra OR-OT – Artura Oppmana:

Niech się święcą te wieczorne chwile,
Te za matką mówione pacierze!
Życie złudzeń odbiera nam tyle,
Lecz tych wspomnień sercu nie odbierze.
One pełne tajemniczej siły,
Nęcąc duchy lat dziecięcych snem,
Od kolebki strzegą do mogiły
Naznaczonych tym matczynym chrztem.

O jakże ważny to chrzest. Dziękuję Ci, Mamo Jadwigo, jak dziękuję wszystkim naszym Matkom. Ale Tobie w sposób szczególny. To przecież Ciebie żegnamy. Dziękuję Ci za wspaniałe wychowanie synów: Prezydenta Rzeczypospolitej, już męczen­nika i Premiera. Dziękuję Ci za ten Twój wyjątkowy patriotyzm, za Twoją Miłość do Polski. Za te słowa, które nieraz miałem szczęście usłyszeć w telefonie, zaw­sze ciepłe, pełne zachęty, jakby nie było choroby. Dziękuję za utrwalenie wizerunku Matki Polki w licznych umysłach i sercach, Dziękuję także i za to, że mogliśmy dzięki Tobie i w Tobie często uświadamiać sobie, że największym przeżyciem dla człowieka zawsze jest to, które się łączy ze spotkaniem piękna i miłości. A piękno i miłość najwyraźniej i najczęściej spotykają się w osobie Matki i dzięki Niej docierają do nas.

Dlatego pamiętamy dobrze, że

„Dzisiaj światu potrzeba dobroci,
by niepokój zwyciężyć i zło.
Trzeba ciepła, co życie ozłoci –
trzeba Boga, więc ludziom nieśmy Go, tak jak Ona”,

A Ty, szlachetna Matko, razem z Najświętszą naszą Opiekunką Niebieską wspomagaj nas, otaczaj opieką swego Syna i całą Rodzinę. Pamiętaj w niebie również o Polsce, a my zawsze będziemy wdzięczni za Prezydenta, Premiera i za Twoje wielkie, matczyne serce. Amen!

http://wpolityce.pl/wydarzenia/45403

***

Jadwiga Kaczyńska zmarła 17 stycznia około południa w warszawskim szpitalu przy ulicy Saszerów. W grudniu skończyła 86 lat. Przed Świętami Bożego Narodzenia trafiła do szpitala. Lekarze mieli nadzieje, że będzie mogła wyjść do domu na Nowy Rok. Jednak stan jej zdrowia pogorszył się. Do samego końca przy mamie czuwał Jarosław Kaczyński.

Pożegnalne słowa Jarosława Kaczyńskiego po śmierci Mamy:

Dla mojego śp. Brata Lecha i dla mnie Najwspanialsza, Najukochańsza, Najlepsza i Niezastąpiona Mama, najlepszy nauczyciel, najlepszy przyjaciel i niezachwiane wsparcie. Pozostała nim także w ostatnich, najtrudniejszych latach życia, po smoleńskiej tragedii, w bardzo ciężkiej chorobie. Dzielnie znosiła cierpienie, spokojnie i z godnością przyjęła śmierć. Pozostała po Niej niemożliwa do wypełnienia pustka. Syn Jarosław.

 

Antoni Macierewicz o śp. Jadwidze Kaczyńskiej

Krótkie wspomnienie

 

Jadwiga Kaczyńska pochodziła z rodu Jasiewiczów herbu Rawicz. Była córką inżyniera budownictwa Aleksandra Jasiewicza i Stefanii z Szydłowskich. W czasie okupacji niemieckiej była sanitariuszką Szarych Szeregów na Kielecczyźnie, nosiła pseudonim „Bratek”. W 1948 poślubiła Rajmunda Kaczyńskiego, porucznika Armii Krajowej, uczestnika powstania warszawskiego. W 1949 urodziła synów Jarosława i Lecha. Po ukończeniu studiów polonistycznych od 1953 pracowała w Instytucie Badań Literackich PAN i jako nauczycielka języka polskiego. Jest autorką monografii o Leonie Kruczkowskim i Janie Józefie Lipskim, wyróżniona w 2005 roku tytułem Człowieka Roku przez Życie Warszawy.

W czasie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem w kwietniu 2010 roku matka prezydenta Lecha Kaczyńskiego przebywała w szpitalu. O śmierci syna dowiedziała się kilka tygodni później.

Rok po katastrofie po raz pierwszy publicznie zabrała głos.

„Zginęli ludzie, którzy byli na czele państwa, i państwo się o nich nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma, to znaczy nie ma rządu” – powiedziała w filmie „10.04.10”. Zaznaczyła też, że nie wie, czy to był zamach, ale dodała:

„Gdyby to była zwykła katastrofa, reakcja byłaby inna”. /z filmu Anity Gargas „10.04.10” – wywiad z Jadwigą Kaczyńską/

 

Jadwiga Kaczyńska w kwietniu 2012 roku: “Gdybym była zdrowa pewnie bym prosiła Leszka, by tam nie leciał, ale nie byłam przytomna”- powiedziała w wywiadzie dla magazynu “VIVA”

[Po Smoleńsku Jarosław Kaczyński] Nigdy nie doszedł do siebie, chociaż zachowywał się normalnie. Jakby zapadł się w siebie. Niby żartuje, jest wesoły, ale to nie jest taka radość pełną piersią. Stał się zamknięty. Życie go nie cieszy .
(…)
Jarek mnie zawsze budzi, gdy wraca. Gdybym nie wiedziała, że wrócił, czułabym podświadomie potworny strach o niego. Jest bardzo zajęty. Ciągle coś pisze, sama pensja przecież nie wystarczy, choćby na te moje opiekunki, rehabilitacje. Ciągle mi mówi: “Nie martw się, już wszystkie długi spłacone”.

Wspominała, że kiedy w maju 2010 roku Jarosław opowiedział jej o śmierci Lecha w Smoleńsku, nie uwierzyła mu, chociaż już wcześniej miała złe przeczucia:

Zupełnie to do mnie nie dotarło, chociaż podobno bardzo płakałam. Przyjechała Marta z Gdańska, oboje byli przy mnie. Ale ja tamtego dnia nie pamiętam, wyparłam go.
(…)
Usłyszałam padający deszcz. Ten szmer deszczu będę pamiętać już zawsze. Zapytałam Jarka: “Gdzie jest Leszek”. (…) Tak plastycznie mi opowiadał, obsadził nawet wszystkie kabiny na tym statku, rzucał nazwiskami. A oni już nie żyli…
(…)
Codziennie o tym myślę. Przeżyłam wstrząs, nad którym nigdy nie przejdę do porządku dziennego i nawet nie chcę. Myślę, że już nic gorszego nie może mnie spotkać.
(…)
Ja się tego kraju [Rosji] bałam. Gdybym była zdrowa pewnie bym prosiła Leszka, by tam nie leciał, ale nie byłam przytomna.
Pani Jadwiga dodała, że zanim dowiedziała się o śmierci syna przyśnił się jej dziwny sen:

Leci samolot z Leszkiem i Marylką i na niego napadają, strzelają. Tak jakby nasi czy obcy. To było takie niejasne. Samolot odfruwa i rozbija się. Obudziłam się wtedy roztrzęsiona i opowiedziałam ten sen jednej z pielęgniarek. Okropnie się przeraziła, wybiegła z sali. Druga pielęgniarka zachowała się normalnie, powiedziała: “Kochanie, to jest tylko sen. Damy pani coś na uspokojenie”.”

17.01.2013 http://wpolityce.pl/artykuly/44952

Śp. Jadwigę Kaczyńska wspominają:

 

Jarosław i Lech Kaczyńscy o swojej mamie: „wkładała w nasze wychowanie olbrzymią ilość czasu i energii, czytała nam bardzo dużo”

Fragmenty książki „O dwóch takich… Alfabet braci Kaczyńskich”, rozmawiali Michał Karnowski i Piotr Zaremba, wydawnictwo m, Kraków 2006 rok.

Jarosław Kaczyński o swojej mamie:

Z wczesnego dzieciństwa pamiętam, jak [mama] chodziła do pracy na Uniwersytet. Była bardzo młodą matką. Świeżo po studiach. Potem pracowała w Instytucie Badań Literackich, potem w szkole, wreszcie znów wróciła do IBL. Studiowała z Janem Józefem Lipskim, pracowała z nim w jednym pokoju, i to dzięki niemu trafiłem do KOR.
(…)
Ogromny wpływ wywarła na mnie mama. Jej opisy wojny, konspiracji, walk, w jakich uczestniczyli Jej starsi koledzy, wreszcie Jej własnego zaangażowania w konspirację.
(…)
Jako małe dzieci chodziliśmy też z mamą na spacery do parki przy Placu Wilsona. (…) Mama zabierała nas też czasem na wieczory autorskie dla dorosłych. Pamiętam moje przerażenie po takiej imprezie. Wydawało mi się, że konferansjer zaraz każe mnie wyrzucić, bo byłem tam jedynym dzieckiem.
(…)

1961 12-letni Jarosław i Lech z matką na planie filmu O dwóch takich co ukradli księżyc

biegaliśmy na filmy, na przykład z Fernandelem. Staliśmy w długich kolejkach do kasy. Ale o wiele ważniejszy był zwyczaj mojej mamy głośnego czytania książek. Najpierw były to bajki, ale szybko przeszliśmy do lektur trochę poważniejszych. Od okropnej Janiny Porazińskiej poprzez Kubusia Puchatka, doktora Doolittle, W pustyni i puszczy, aż po Krzyżaków i trylogię. Ten zwyczaj miał jedną wadę – nami nauczyliśmy się czytać dopiero w szkole. Zresztą mamę udawało nam się namówić na głośne czytanie, jeszcze kiedy mieliśmy kilkanaście lat. Po prostu bardzo to lubiliśmy.

– Słuchaliście wszystkiego – łącznie z najokrutniejszymi scenami?

Coś tam pewnie mama łagodziła, na przykład sceny miłosne, ale opisu wbicia Azji na pal wysłuchaliśmy od początku do końca.
(…)
Za ten ogromny wysiłek włożony w nasze wychowanie [mama] zapłaciła na przykład własną karierą. Mama wkładała w nasze wychowanie olbrzymią ilość czasu i energii, czytała nam bardzo dużo i w ogóle zajmowała się nami bardzo aktywnie, niezależnie od tego, czy pracowała, czy nie (była krótka przerwa w latach 1956 – 1960). Czasem wpadała w gniew i zdarzało mi się uciekać przed ścigającą mnie z paskiem mamą dookoła stołu. Kiedyś też, gdy nie chciałem się uczyć angielskiego, dostałem butem. Zacząłem udawać, że straciłem oko, co potwornie przestraszyło mamę.

Lech Kaczyński o swojej mamie:

Mama opowiadała nam wieczorem bajki, które często sama wymyślała.
(…)
To nie był dom surowy. To był przede wszystkim dom starannego wychowania. Dom, w którym się głośno czyta ważne lektury, rozmawia z dziećmi o świecie. Mama wpływała na nasze decyzje, ale tak, że sądziliśmy, że inicjatywa należy do nas. Tak było na przykład z przekonaniem, że trzeba robić karierę naukową, pisać doktorat. Nam to wszczepiono, ale ja to uważałem za własny pomysł, Z wieloma innymi wyborami życiowymi też tak było.
(…)
Zawsze byłem trochę bliżej z mamą. Ojciec całe dnie spędzał w pracy, miał mniejszy wpływ na moje życie. Ale i z nim rozmawialiśmy stosunkowo dużo – porównując z innymi rodzicami. Bardzo o nas dbali – na żoliborskiej ulicy byliśmy wyśmiewani, że codziennie jesteśmy ubrani inaczej.

Jadwiga Kaczyńska przez całe życie towarzyszyła swoim synom. >ZOBACZ PIĘKNE I WZRUSZAJĄCE ZDJĘCIA

 

Jerzy Kubrak

Miałem zaszczyt rozmawiać z Nią w szczególnym momencie. Był rok 2005. W kraju toczyły się dwie kampanie wyborcze – parlamentarna i prezydencka. W niewielkim, szarym segmencie na warszawskim Żoliborzu, w saloniku urządzonym starymi meblami, przyjęła mnie drobna kobieta w skromnej, niebieskiej sukience.

Warszawa 2005 Wybory prezydenckie

 

Fragmenty książki

Jadwiga Kaczyńska. Moja prawdziwa historia

Jadwiga Kaczyńska, matka najsłynniejszych w Polsce bliźniaków, z których jeden miał wkrótce zostać prezydentem RP, a drugi – premierem. Nie rozmawialiśmy o polityce. Jadwiga Kaczyńska opowiadała mi o swoim życiu, rodzinie, wychowaniu synów. Szczerze, ciepło, barwnie. Żegnając Ją przytaczam fragmenty tej niezwykłej relacji.

Leszek i Jarek przychodzą na świat

Urodzenie bliźniaków było dla mnie i dla rodziny wielkim zaskoczeniem. Przez całą ciążę byłam przekonana, że mam jedno dziecko. To miała być dziewczynka – Magdalena. Nie wiem dlaczego tak się nastawiałam. Może przez lekarza, który leczył¸ mojego ojca i często do nas przychodził, również towarzysko. Patrzył na mnie przenikliwie i bez cienia wątpliwości wyrokował: „Będzie dziewczyna”. Nikt z lekarzy nie domyślał się, że urodzi dwóch chłopców. Dopiero pani akuszerka przed porodem dokonała zaskakującego odkrycia. A warto wspomnieć, że była to matka poety Tadeusza Gajcego. O tym co stwierdziła powiedziała tylko mojej mamie. Ja przez kilka godzin nic nie wiedziałam. Pewnie obydwie uznały, że nie potrzebuję dodatkowych wrażeń.

Dzieci przyszły na świat w domu. Najpierw urodził się Jarosław. Była druga w nocy, 18 czerwca 1949 r. Leszek przyszedł na świat 45 minut później. Wiem to wszystko z opowiadań, bo podczas porodu nic do mnie nie docierało. Męczyłam się 24 godziny. Jedno co chciałam to zemdleć żeby mnie nie bolało. Oprzytomniałam po dwóch, trzech godzinach. Dopiero w tym momencie dowiedziałam się, że mam dwóch synów. Czułam zmęczenie, ale szybko zerwałam się do życia. I wtedy już była radość, taka normalna, kobieca, że mam dzieci, dwoje dzieci!

Mama – studentka

Często mnie pytano, jak po urodzeniu bliźniaków mogłam skończyć studia. A mnie nawet przez myśl nie przeszło, żeby przerwać naukę. Gdy ich urodziłam, byłam na trzecim roku polonistyki na UW. Trzeba było chodzić na wykłady, seminaria, zdawać egzaminy.

Czasami przyjeżdżałam na uczelnię z tym moim podwójnym wózkiem, zostawiałam dzieci przed Audytorium Maximum. I tak patrzyliśmy wszyscy, razem z profesorem, czy przypadkiem nie krzyczą.

Skromnie o opozycji

Nie byłam działaczką opozycji. Jan Józef Lipski, jeden z założycieli KOR-u był moim dobrym kolegą i później, od 1975 roku, bywałam jego skromną pomocnicą, jedną z wielu. Ot, coś przenieść, załatwić, przesłać. Ale jeśli człowiek cokolwiek robił w opozycji, nawet malusieńko, to już miał poczucie, że to ma sens, że tak trzeba.

Marzec 1968 był natomiast zaskoczeniem. Wracałam z pracy, był  Dzień Kobiet. I zobaczyłam zamknięte bramy Uniwersytetu, a na ulicy kordony milicji. Pobiegłam do domu, nie zastałam Jarka i Leszka, ogarnęło mnie przerażenie. Bałam się ponieważ nie wierzyłam, że protesty mogą cokolwiek dać poza represjami.

Lata 60. były okresem zniechęcenia, poczucia, że nic się już nie zmieni. Stan mojego ducha wyglądał wtedy tak: podział my-oni istnieje; absolutnie nigdy w życiu nie pójdę na żadne ugody; lepiej nie będzie. Uczyłam w liceum i ciągle byłam wzywana przez inspektorat oświaty z najdziwniejszych w świecie powodów. Pytano mnie na przykład dlaczego mówiąc o „Granicy” Zofii Nałkowskiej nie opowiadam tylko o nędzy proletariatu, a mówię o konstrukcji powieści. Przyzwyczaiłam się do tego i nie przejmowałam się tym. Ale nie wierzyłam, że coś się zmieni. A potem uwierzyłam i już się nie bałam.

W duchu przodków

Wiedziałam, że zaangażowanie moich synów w opozycji jest nieuchronne. Byłabym zawstydzona gdyby był o inaczej. Mój pradziad walczył w powstaniu styczniowym, prapradziad  w listopadowym. Były też w dziejach naszej rodziny strajki szkolne 1905 r. Na wojnie z bolszewikami w 1920 r. zginęli mój wuj ze strony matki i stryj – brat mojego ojca. Pierwszy, Rusław Szydłowski, był harcerzem. Poszedł na wojnę razem ze starszymi braćmi i kolegami z gimnazjum. Zginął mając zaledwie 16 lat, Stryj, rotmistrz Edward Jasiewicz, poległ w wieku 25 lat. Mój przyrodni brat, Jan Fyuth, został zamordowany w sowieckim łagrze za próbę przedostania się na Zachód do polskiego wojska. Mąż był w AK i w Powstaniu Warszawskim, ja w Szarych Szeregach. W tym duchu wychowałam Jarka i Leszka.

Gorący Sierpień

W sierpniu 1980 r. byłam na wakacjach. Niedaleko Wieruszowa był pałacyk Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego – dom pracy twórczej. Mój mąż pracował wtedy na Politechnice Warszawskiej i stamtąd dostawaliśmy wczasy. Z telewizji dowiedzieliśmy się o „przerwach w pracy” w Stoczni Gdańskiej. Nie mogliśmy dodzwonić się do Leszka bo łączność z Gdańskiem była zerwana. Nie mieliśmy też żadnych wieści od Jarka. Nie mogliśmy z tych wakacji dostać się do domu. W końcu ktoś nas przywiózł samochodem. Wchodzę do mieszkania, a na drzwiach kartka: „Koty nakarmione, Jarek w Pałacu Mostowskich”. Wypuścili go 31 sierpnia wieczorem. Już przedtem dzwonił Leszek, który był w stoczni. Ale pełnia szczęścia zaczęła się gdy wrócił Jarek. W domu było parę osób. 31 sierpnia to imieniny mojego męża. Drugie przyjęcie odbywało się w Sopocie u Lecha. To była jedna z najlepszych chwil w moim życiu.

Straszny grudzień

O stanie wojennym dowiedziałam się od męża. Jarka  zabrali dopiero 17 grudnia. Ale wrócił jeszcze tego samego dnia. Na piśmie  odmówił podpisania „lojalki”, ale mimo to go nie internowali. Natomiast zupełnie nie wiedziałam co się dzieje z Leszkiem.

Wywieźli go  do Strzebielinka, ale zanim się o tym dowiedziałam, przeżyłam straszne chwile. To był okropny czas. Chodziłam wszędzie żeby dowiedzieć się gdzie jest Leszek. Ale nikt nic nie wiedział. W Pałacu Mostowskich był taki punkt informacyjny.  Wchodziło się do specjalnych kabin i niewidoczne informatorki mówiły co wiedzą. To były milicjantki. Ale chyba było im przykro, przynajmniej takie miałam wrażenie. Chociaż oczywiście nie jestem pewna. Usłyszałam sympatyczny głos osoby, która wie co czuje matka szukająca wieści o synu. Ale wiadomość nie była dobra. Leszek mógł być w Czarnym, a to było najcięższe więzienie. Dopiero po kilku dniach dowiedziałam się, że jest w obozie dla internowanych w Strzebielinku. (…) Wydało mi się, że w porównaniu z Czarnem to musi być piękne miejsce. Żeby tam pojechać najpierw musiałam pójść do rady narodowej, a potem na komendę milicji po przepustkę. Jeździłam do Leszka raz na miesiąc, potem co 3 tygodnie.

Szczęście w rodzinie

Jarek mieszka z nami. To nasz opiekun, bardzo czuły i kochający. Zawsze uprzedza mnie przez telefon, jeśli ma zamiar późno wrócić do domu.

Leszek też jest na każde zawołanie. Wpada do nas, gdy tylko ma wolną chwilę, choćby na 5 minut. Codziennie o dziesiątej rano dzwoni, żeby zapytać, jak się czuję i czy czegoś nie potrzebuję. Natomiast późnym wieczorem, przed zaśnięciem, Leszek dzwoni zawsze do brata. To są takie nocne telefony, o północy lub jeszcze później. Jarek lubi pracować nocą, nawet do trzeciej nad ranem. Rano wychodzi z domu bardzo wcześnie, kiedy jeszcze śpię. Ale on lubi samotne śniadania (…).

Niezbyt często udaje nam się wszystkim razem zebrać, bo Leszek jest strasznie zapracowany. A  jak tylko ma wolną sobotę czy niedzielę, wyrywa się do córki i wnuczki do Sopotu. Jest kochającym mężem, ojcem i dziadkiem. Jestem bardzo dumna z moich chłopców…

18.01.2013 http://wpolityce.pl/artykuly/45017

***

Sznurowadła i polityka

Wywiad z Jadwigą Kaczyńską ukazał się w „Gazecie Polskiej” w 2005 r. (nr 40).

Zawsze byli szalenie wobec siebie lojalni. Nigdy nie doszło do tego, by jeden wystąpił przeciwko drugiemu. Owszem, kłócili się, bili, gryźli, ale to nic nie znaczyło. Nie było takiego momentu, w którym nie mogliby na siebie liczyć – mówiła Jadwiga Kaczyńska, matka Lecha i Jarosława Kaczyńskich, w rozmowie z Katarzyną Hejke i Tomaszem Sakiewiczem.

 

 

 

W TAJEMNICY PRZED TATĄ

Jak wychowywała Pani synów?

Urodziłam ich na trzecim roku studiów. Byłam zatem bardzo młoda. W tym wieku inaczej podchodzi się do własnych dzieci – bardziej partnersko, koleżeńsko. Gdy uczyłam się do egzaminów, oni bawili się przy mnie. Bardzo dużo im czytałam, nawet wtedy, gdy nieszczególnie mieli na to ochotę. Uwielbiali książeczkę Marii Kownackiej „Cudaczek wyśmiejaczek”. Ja tymczasem nie lubiłam tej lektury, uważałam, że nie jest najlepsza dla dzieci. Chowałam ją przed nimi, ale chłopcy zawsze ją odnajdywali.
Czytałam im aż do czasu, gdy skończyli 13 lat. Oczywiście synowie czytali też samodzielnie, ale wspólne poznawanie książek stało się naszą rodzinną tradycją: czytające popołudnia, czytające niedziele. Przeczytaliśmy razem m.in. „Faraona”, „Trylogię”. Gdy skończyli 9 lat, zapisałam ich do biblioteki. Leszek poszedł po pierwszą książkę. Gdy pani bibliotekarka – nie znając jego czytelniczego stażu – zaproponowała mu „Podróże pchełki”, obraził się śmiertelnie. Uznał, że to niepoważna lektura.

Czy Pani mąż także dawał synom dużo swobody?

Bardzo troszczył się o ich zdrowie. Jego rodzeństwo umarło w dzieciństwie. Pamiętając to, drżał o chłopców. Ja czułam, że należało dać im więcej swobody. Dlatego w tajemnicy przed ojcem zgadzałam się na różne szaleństwa – spływy kajakowe, pływanie tratwą. Do dziś dziwię się sobie, że dawałam się synom na to namówić.

Tata nigdy nie poznał waszych sekretów?

Niektóre poznał – denerwował się, a kiedy indziej śmiał.

PRAWDOMÓWNI DO BÓLU

Nie była Pani nigdy surową matką?

Surową? Nie, nigdy. Śmiać mi się czasami z synów chciało. Byli do bólu prawdomówni. Opowiadali mi o wszystkim. Czasami myślałam sobie w duchu – żeby mi o czymś nie powiedzieli, miałabym trochę więcej spokoju. Nie, przyznawali się do wszystkich psot, dwój, uwag. Prawdomówni są do tej pory.

Bawili się ze sobą czy mieli wielu przyjaciół?

Mieszkaliśmy przy ul. Leopolda Lisa-Kuli na Żoliborzu. Było mnóstwo dzieciaków, moi synowie przyjaźnili się z nimi. Gdy mieli 10 lat, pewna pani oskarżyła Jarka o to, że jest generałem. Dowodził grupą dzieci – bitwy były na porządku dziennym.

Czy synowie zawsze trzymali się razem?

Nie. Mieli swoich przyjaciół. W szkole nie chcieli siedzieć w jednej ławce. Leszek częściej wysuwał się naprzód. W czasie jednego szkolnego przedstawienia bardzo chciał być konferansjerem. Został nim – na przedstawieniu stanął tyłem do publiczności, przodem do chóru. Wszystkich tym rozbawił. Jarek częściej dumał w samotności.

JAREK I POMIDOROWA

Czy łatwo poddawali się obowiązkom domowym?

Tak. Z tym że Jarkowi prace domowe szły łatwiej. Tak zostało do dnia dzisiejszego. Gdy po pracy wraca do domu – najczęściej późno – bierze się do drobnych porządków. Leszek był od kupowania.

A który z nich pomagał w kuchni?

Jarek. Choć nie powiem, by lubił gotować. Robił to, bo uważał za swój obowiązek. Gotował pomidorową i piekł kurczaki. Gdy zachorowałam, opiekował się mną. Właśnie wtedy najczęściej raczył mnie zupą pomidorową. Nie gotuje najgorzej.

Kiedy dowiedziała się Pani o tym, że synowie zaczęli działać w opozycji?

Na samym początku. Przyjaźniłam się z Janem Józefem Lipskim. Pracowaliśmy razem w Instytucie Badań Literackich. Od niego dowiedziałam się o tym, że Jarek wstąpił do KOR.

BUTY BEZ SZNUROWADEŁ

Nie starała się Pani ich powstrzymać? Prosiła, by przestali działać w opozycji?

Bałam się o nich i na początku starałam się ich powstrzymywać. Gdy wiedziałam, że mają wyjść, wyciągałam im sznurowadła z butów. Bez nich chyba nie pójdą – myślałam. Ale zawsze szli. Później pogodziłam się z ich decyzją. Czułam, że postępują słusznie, chyba byłoby dziwnie, gdyby tego nie robili. Ale lęk pozostał. Leszek działał na Wybrzeżu. Pojechałam do niego, długo o tym rozmawialiśmy. Zrozumiałam, że tak po prostu musi być. Marylka – moja synowa – powiedziała do mnie wówczas: „nie gniewaj się na mnie, ale nie potrafię go powstrzymać”. Jak w walizce zamknąć wiatr? Oczywiście, że nie miałam do niej żadnych pretensji, znam swoich synów. Modliłam się za nich, cóż mogłam więcej robić?

Kiedy bała się Pani najbardziej o synów?

W 1968 r. i wówczas, gdy Leszek został internowany. Doszła do mnie wiadomość, że jest w więzieniu w Czarnym. To było bardzo ciężkie więzienie. Na szczęście niebawem okazało się, że osadzono go w Strzebielinku. Uspokoiłam się nieco. Syn bardzo się rozchorował. Internowani odmawiali jedzenia, jedli tylko to, co przysyłały im rodziny. Moja siostra stryjeczna, która wyszła za mąż za Anglika, przysyłała nam paczki. Zawoziłam je Leszkowi.

POGRYŹĆ BRATA

Czy synowie tworzyli zespół braci, czy byli dwiema niezależnymi indywidualnościami?

Zawsze byli szalenie wobec siebie lojalni. Nigdy nie doszło do tego, by jeden wystąpił przeciwko drugiemu. Owszem, kłócili się, bili, gryźli, ale to nic nie znaczyło. Nie było takiego momentu, w którym nie mogliby na siebie liczyć.

Czym Jarosław różni się od Lecha?

Jarek jest typem samotnika. Ma przyjaciół, wypróbowanych od lat, ale nie otacza się tłumami. Odpoczywa, jeżdżąc po Polsce. W lesie, na wsi – spokojnie. Leszek lubi być wśród ludzi. Ma masę przyjaciół. W towarzystwie czuje się najlepiej. Jarek ma ogromne poczucie humoru. Wszystko potrafi przyjąć z dystansem, zawsze zażartuje. Musi naprawdę bardzo źle się czuć, by go opuścił dobry nastrój.

LECH PO JAROSŁAWIE

2005 Jubileusz 5-lecia działalności Centrum Multimedialnego Foksal

Jaką Pani jest teściową?

Chyba poprawną.

Mówi Pani synowej, jak powinna prowadzić dom, jak dbać o Pani syna?

Nie przyszłoby mi to do głowy. Poza tym myślę, że ona ma poczucie własnej wartości. Często doradza mi, jak mam się ubrać, nawet kupuje mi ubrania. Ja jej się poddaję, bo Maryla ma bardzo dobry gust.

Czy wiedziała Pani, że urodzi bliźniaki?

Nie. Dziesięć dni przed porodem akuszerka – matka Tadeusza Gajcego – powiedziała mojej mamie, że będą bliźnięta. Mama zachowała to przede mną w tajemnicy. Nie wiedziałam do końca. Gdy zobaczyłam drugie dziecko, byłam zupełnie zaskoczona. Pierwszy na świat przyszedł Jarek. Pamiętam, że miał sinoniebieską skórę. 45 minut później urodził się Leszek. Pierwszy rok był bardzo trudny. Ale następne już nie – chłopcy bawili się razem, potrafili zająć się sobą. Zaczęli mówić dość późno – mieli ponad dwa latka. Ale od razu pełnymi zdaniami. Domownicy i przyjaciele od dzieciństwa nazywali mnie „Dada”. Chłopcy podchwycili to i mówili tak też o sobie – w domu były przez to trzy „Dady”.

Kto wybrał synom imiona?

Gdy byłam w ciąży, postanowiłam, że jeśli urodzi się chłopiec, nazwiemy go Jarek, dziewczynce damy na imię Magdalena. Imię drugiego syna wybrał mąż z moją siostrą, miało przynosić szczęście. Jarosław to człowiek silny duchem, mocny.

Gdzie Państwo spędzaliście wakacje?

Najczęściej na wsi. Ciotce mojego męża – bardzo obrotnej osobie – udało się we wisi Ołdaki, niedaleko Łap, zachować niewielki mająteczek. Było tam mnóstwo zwierząt. Chłopcy przepadali za tym wiejskim odpoczynkiem, byli w swoim żywiole. Podczas wakacji towarzyszył im cioteczny brat – Jan.

REŻYSER, NIE AKTOR

Jak zostali aktorami w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”?

Mój szwagier zgłosił ich do eliminacji. Ale uczynił to w dość nietypowy sposób – na wyrwanej z zeszytu kartce napisał dane moich synów i przesłał do wytwórni filmowej. Inni kandydaci dostarczali swoje zdjęcia – a tu tylko imiona, nazwisko i adres. Twórców filmu rozbawiła forma zgłoszenia. Postanowili dowiedzieć się, kim są zareklamowani chłopcy. Przysłali mi zaproszenie na eliminacje. Synowie chcieli na nie pójść, więc poszliśmy.

Czy film przysporzył im popularności w szkole? Nauczyciele dawali im fory?

Koledzy przyjęli ich aktorstwo bardzo życzliwie. Nauczyciele gorzej. Niektórzy mówili, że film ich zdemoralizował. Synowie tak się tym przejęli, że poszli do spowiedzi. Trafili na bardzo dowcipnego kapłana. Ksiądz zapytał: „Byłeś amantem? – Nie? To nie masz grzechu”. Po „Dwóch takich” zapraszano nas na eliminacje do innych filmów. Synowie nie chcieli już występować. Mówili, że woleliby być reżyserami niż aktorami.

19.01.2013 http://niezalezna.pl/37448

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Po 1980, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Pożegnanie śp. Jadwigi Kaczyńskiej i wspomnienia

  1. Anna pisze:

    Polskim patriotom
    O Matko-Polko! Jeśli dziecko swoje
    chcesz ciągle jeszcze czynić patriotą,
    nie ucz go ruszać z pieśnią w srogie boje
    ni wprost na wroga nacierać z ochotą.
    Nie ucz godności, nie praw o honorze,
    pluń na uczciwość – bujdy dla ciemnoty!
    Niech i moralność między bajki włoży,
    żelazem wypal wszystkie jego cnoty.
    Ucz je pogardy, co dodaje mocy,
    by na otwartość kłamstwem odpowiadać,
    by trybunałom śmiać się prosto w oczy –
    tarzać się w grzechu i o cnocie gadać.
    Niech jak wąż kąsa wszystkich swoich wrogów,
    niech jak lis kręci, jak małpa tańcuje,
    i niech się kłania wszystkim ciemnym bogom,
    a na uczciwych fałsz i podłość szczuje.
    Lecz Ty nie możesz! Nie będziesz umiała
    stworzyć kaleki, potwora urodzić.
    Więc nas już nie ma. Wokół nas mgła biała
    i Charon woła już do swojej łodzi.
    Wpierw wsiadanego! Pójdziem w bój ostatni!
    Z tym, co dokoła, trzeba wreszcie skończyć.
    Niech drży polactwo, gdy ujdziemy z matni…
    …by się z tamtymi pod Smoleńskiem złączyć.
    6. 04. 2011

  2. emka pisze:

    W środę na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie odbędzie się pogrzeb Jadwigi Kaczyńskiej poinformowali politycy PiS. W środę o godzinie 12.00 w Bazylice Świętego Krzyża w Warszawie będzie odprawiona Msza św. żałobna, potem ciało Jadwigi Kaczyńskiej zostanie złożone w rodzinnym grobowcu.

  3. zbyszek pisze:

    Jarosław jest bardzo dobrym synem – tak oceniam . proszę przekazać wyrazy współczucia jeśli jest to możliwe.

  4. emka pisze:

    Transmisję Mszy Św. żałobnej przeprowadzą Radio Maryja i TV Trwam.

  5. Jerzy pisze:

    Normalna a wielka. Mam Uczucie że kończy się epoka normalnych rodzin polskich. Niech Jej ziemia lekką będzie. Niech tam w Niebie czuwają razem z Lechem i Marylą nad Jarkiem i biedną Polską.

  6. emka pisze:

    16 lutego 2013 roku o godzinie 15 w XXX dzień od śmierci śp. Jadwigi Kaczyńskiej w kościele św. Klemensa w Warszawie, ul. Karolkowa 49 o pokój Jej duszy sprawowana będzie Msza święta REQUIEM w rycie trydenckim.

    Requiem aeternam dona ei,
    Domine, et lux perpetua luceat ei.
    Requiescat in pace. Amen.

    http://niezalezna.pl/38347

  7. emka pisze:

    Msza św. w intencji śp. Jadwigi Kaczyńskiej

    Nabożeństwo odbędzie się 22 lutego 2013 r. o godz. 19:30 w kościele św. Krzyża w Warszawie w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej.

  8. emka pisze:

    Msza św. w I Rocznicę śmierci – 17 stycznia o 19.00 w Archikatedrze św. Jana w Warszawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.