Stalinowski prokurator wzorcem i idolem

Dorota Kania: Wycieczka na Syberię ze stalinowskim prokuratorem. Pisarz Zbigniew Domino uchodzi w środowisku Sybiraków za wielki autorytet i wybitnego pisarza.  Napisał np. „Syberiadę”, na podstawie której został zrealizowany film „Syberiada polska”. Ale nie napisał książki najważniejszej – o swojej działalności w stalinowskim wymiarze sprawiedliwości.

 

strona [2] Leszek Wierzchołowski, Komunistyczne twarze „Syberiady polskiej”

Recenzja Wojciecha Wencla >Domino dancing

***

Dorota Kania

Wycieczka na Syberię ze stalinowskim prokuratorem

Zbigniew Domino, autor książki pt. „Syberiada polska”, na kanwie której powstał film Janusza Zaorskiego, był w czasach stalinowskich prokuratorem wojskowym. Jego metody śledcze były tak represyjne, że zwróciły uwagę jego przełożonych, o czym pisali w swoich raportach.

„W pewnym okresie przeceniał represję karno-sądową, uważając ją za jedyny środek zwalczania przestępstw w wojsku, nawet drobnych, kładąc zbyt mały nacisk na środki wychowawcze i praktykę” – czytamy w opinii służbowej Zbigniewa Domino za okres służby w prokuraturze Marynarki Wojennej od grudnia 1958 do grudnia 1960 r. Opinię podpisał gen. Marian Ryba, naczelny prokurator wojskowy, który sam był absolwentem szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi i od 1945 r. pracował w UB.

Jak ujawnił dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, nie dość że Zbigniew Domino żądał surowych wyroków, to jeszcze był obecny przy egzekucjach „katyńskich” (strzał w tył głowy) w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Pod sowiecką opieką

Zbigniew Domino urodził się w 1929 r. w Kielnarowej, nieopodal Rzeszowa. Kilka lat później jego ojciec kupił ziemię na Podolu, w Zaleszczykach, gdzie przeniósł się z rodziną. Po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r. cała rodzina Dominów: ojciec, matka i dwaj synowie, podobnie jak inny Polacy z terenów zajętych przez Armię Czerwoną, zostali wywiezieni na Syberię. Trafili do Irkuckiego Obwodu. Musieli tam bardzo ciężko pracować. Trudów katorgi nie wytrzymała matka Zbigniewa Domino – umarła w 1940 r. Jego ojciec zgłosił się do I Dywizji Ludowego Wojska Polskiego im. Tadeusza Kościuszki. Sowiecka propaganda zrobiła swoje, co widać w życiorysie pisanym przez 19-letniego Zbigniewa Domino w 1948 r., gdy jako ochotnik zgłosił się do wojska.

„Zacząłem pracować w sowchozie »Sybirak« (miał wówczas 11 lat – przyp. red.). Pracowałem z mymi rówieśnikami końmi na polu, a następnie pasałem krowy i byłem pomocnikiem traktorzysty. Cały czas byłem otoczony opieką miejscowych władz radzieckich i ZPP (związek polityczny, powołany 1 marca 1943 r. przez komunistów polskich w ZSRS, będący w rzeczywistości narzędziem do przejęcia władzy przez komunistów w powojennej Polsce – przyp. red.). Ojciec mój wraz z 1. Dywizją przy boku zwycięskiej Armii Czerwonej przeszedł chwalebny szlak od Leniono do Berlina. Marzeniem moim było zostać oficerem”.

Domino był wówczas członkiem Związku Walki Młodych – młodzieżowej przybudówki komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej, która skierowała go do służby w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Ze znajdującej się w Instytucie Pamięci Narodowej teczki personalnej MON Zbigniewa Domino wynika, że przez rok był on szeregowcem KBW, który zajmował się pacyfikacją niepodległościowego podziemia. Drogę do kariery w wojskowym wymiarze sprawiedliwości otworzyła mu roczna Oficerska Szkoła Prawnicza w Jeleniej Górze, po ukończeniu której trafił do Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Poznaniu, gdzie pracował jako oficer śledczy.

Pupilek Wolińskiej i Zarakowskiego

Młody „prawnik” szybko zdobywał kolejne stopnie wojskowe i awanse. Był bardzo wysoko oceniany przez swoich przełożonych – Stanisława Zarakowskiego, szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej, odpowiedzialnego za udział w mordach sądowych m.in. na członkach WiN, oficerach Wojska Polskiego II Rzeczypospolitej oraz księżach.

W opinii za okres od kwietnia do listopada 1952 r. jego bezpośredni przełożony z III Wydziału NPW pisał: „Por. Domino okazał się pracownikiem niezwykle wartościowym politycznie i fachowo wykwalifikowanym. Szczególnie aktywny i ofiarny był w okresie wyborczym. Por. Domino zajmuje zdecydowanie pozytywne stanowisko wobec Polski i ZSRR. Jest człowiekiem przyszłości. W sposób właściwy sporządza akty oskarżenia, miłośnik literatury i kultury ZSRR”.

Zbigniew Domino został także pozytywnie oceniony przez komisję, w składzie której zasiadali ppłk Józef Feldman, zastępca naczelnego prokuratora wojskowego ds. szczególnej wagi, Henryka Justman oraz Helena Wolińska, która jako stalinowska prokurator żądała kary śmierci dla żołnierzy niepodległościowego podziemia. Brała udział w sfingowanym procesie gen. Emila Fieldorfa ps. „Nil”, którego stracono w celi mokotowskiego więzienia. Miejsce jego pochówki pozostaje nieznane, podobnie jak większości zamordowanych przez komunistów polskich bohaterów.

Pozytywną opinię dla Domino zatwierdził Stanisław Zarakowski, który awansował przyszłego autora „Syberiady polskiej” na stopnień kapitana przed upływem wymaganego przepisami terminu. Za zgodą Feldmana i Wolińskiej został on wytypowany na studia prawnicze w ZSRR.

„Jest młodym, zdolnym i rokującym perspektywy oficerem. W wykonywaną pracę wkłada dużo zapału. W stosunku do wroga klasowego kpt. Domino wykazuje czujność i bojowość. Jako prokurator w Zielonej Górze osobiście szkolił podwładnych mu oficerów” – pisał w 1953 r. w opinii służbowej Zarakowski, podkreślając „bardzo wrażliwy charakter” Zbigniewa Domino.

Nadzorował wykonanie kar śmierci

„Szczególnym okresem w życiu młodego prokuratora był czas delegowania z Zielonej Góry do Naczelnej Prokuratury Wojskowej w okresie 11 marca – 10 grudnia 1952 r. 7 sierpnia 1952 r. wieczorem prokurator Domino udał się do więzienia przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Zgodnie z otrzymanym zadaniem miał nadzorować wykonanie egzekucji. Skazańcami byli wyżsi oficerowie Wojska Polskiego, którzy w wyniku prowokacji Informacji Wojskowej skazani zostali na kary śmierci przez Najwyższy Sąd Wojskowy za rzekomą przynależność do tzw. kierownictwa konspiracji Wojsk Lotniczych: płk Bernard Adamecki, płk Józef Jungraw, płk August Menczak, ppłk Stanisław Michowski, ppłk Władysław Minakowski, ppłk Szczepan Ścibior. O godz. 20.30 prokurator Domino wydał katu polecenie wykonania egzekucji. Wszystkich uśmiercono »strzałem katyńskim«. Zakończenie osobistego udziału w egzekucji potwierdził złożeniem własnoręcznego podpisu na protokołach wykonania kary śmierci. Następnego dnia ciała sześciu oficerów pogrzebano w nieoznaczonych grobach na Cmentarzu Komunalnym na Powązkach. Miejsc pochówku nigdy nie ujawniono rodzinom.

Wyrokiem z 26 kwietnia 1956 r. Najwyższy Sąd Wojskowy uznał, że wyrok z 13 maja 1952 r. przeciwko oficerom lotnictwa oparty został »na fałszywych dowodach« i wydany »z rażącym naruszeniem przepisów prawa procesowego«” – napisał dr hab. Krzysztof Szwagrzyk w referacie poświęconym Zbigniewowi Domino.

W 1956 r. Domino został sekretarzem komisji kierowanej przez prokuratura Mariana Mazura, która miała zbadać działalność wojskowych organów bezpieczeństwa państwa w czasach stalinowskich. Wśród sędziów wojskowych, którzy bezprawnie skazywali żołnierzy niepodległościowego podziemia, znalazł się m.in. Stefan Michnik, przyrodni brat naczelnego „Gazety Wyborczej” Adama Michnika.

Prace tzw. Komisji Mazura zakończyły się wydaniem sprawozdania komisji 29 czerwca 1957 r. Co ciekawe, zastrzeżenia do wiarygodności raportu komisji Mazura w części dotyczącej Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego zgłosili gen. Adam Uziębło oraz płk Zbigniew Domino. Nie ma w tym nic dziwnego – płk Domino w czasach stalinowskich ściśle współpracował z GZI WP, której żołnierze obok cywilnego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego byli odpowiedzialni za okrutne represje wobec żołnierzy Wojska Polskiego, Armii Krajowej (AK), Wolności i Niezawisłości (WiN), Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ) oraz ludności cywilnej. Żołnierze GZI WP byli autorami prowokacji, których następstwem były sfingowane procesy o mordy sądowe, jak opisana przez dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka sprawa kierownictwa konspiracji Wojsk Lotniczych.

W służbie Jaruzelskiego

Zbigniew Domino do końca pracy w NPW zajmował znaczące funkcje. Już po objęciu przez Wojciecha Jaruzelskiego funkcji ministra obrony narodowej w latach 1973–1975 do momentu odejścia z wojska Zbigniew Domino pełnił obowiązki oficera do zleceń specjalnych Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego.

„Jakkolwiek zwolnienie płk. Domino nie jest dla wojska korzystne, to jednak jego praca pisarska skoncentrowana na problematyce wojskowej może przynieść określone efekty w zakresie popularyzacji w społeczeństwie idei i tradycji naszych sił zbrojnych” – pisał 10 lutego 1975 r. do ministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego szef Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego, wiceminister obrony narodowej Włodzimierz Sawczuk, absolwent sowieckich szkoleń wojskowych.

W „Raporcie o zwolnienie ze służby wojskowej” płk Domino zwrócił się do Jaruzelskiego o spotkanie, do którego doszło tuż przed odejściem pisarza z wojska. Pięć lat później Zbigniew Domino został radcą ambasady PRL w Moskwie, gdzie był do 1985 r. i gdzie wrócił na rok w latach 1989–1990.

Zbigniew Domino zrealizował plany komunistów – w jego powieściach przebija propaganda, nic więc dziwnego, że były one rozpowszechniane przez Komitety Wojewódzkie PZPR.

„Bardzo emocjonalnie Z. Domino oceniał istnienie i działalność podziemia zbrojnego po wojnie. W wyróżnionej przez ministra obrony narodowej pracy »Błędne ognie« (Wydawnictwo MON, 1974 r. – przyp. red.) w jednoznacznej formie potępił dowódców partyzanckich istniejących na Podlasiu po zakończeniu II wojny światowej. Ostrze jego krytyki skierowane było przede wszystkim w osoby kierujące podziemiem: mjr. Zygmunta Szendzielarza »Łupaszkę«, kpt. Władysława Łukasiuka »Młota«, por. Kazimierza Kamieńskiego »Huzara«, określanych przez autora »bandyckimi watażkami«. Czytelnik »Błędnych ogni« mógł się dowiedzieć, że posiadali oni nadmierną skłonność do alkoholu i wystawnego życia, objawiającego się piciem francuskiego koniaku i amerykańskiej whisky »White Horse« oraz paleniem amerykańskich »Cameli«. Z kolei brak zasad moralnych popychał ich do szafowania ludzkim życiem; rozstrzeliwania i wieszania. Nie stronili przy tym od kobiet, czego przykładem może być postać »tłustozadej Petroneli«, towarzyszącej dowódcy 6. Brygady Wileńskiej AK.

Istnienie podziemia nie byłoby możliwe bez sieci współpracowników. Meliny partyzanckie w terminologii »Błędnych ogni« to »kłębowisko jadowitych żmij«, w których »córeczki [meliniarzy] gziły się z bandziorami na strychu«” – czytamy w referacie dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka na temat Zbigniewa Domino.

Szkalujący niepodległościowe podziemie i polskich bohaterów narodowych, wobec których sam prowadził śledztwa, Zbigniew Domino został doceniony także w III RP. W 2005 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski przyznał mu Krzyż Zesłańców Sybiru.

W tym samym roku Domino został laureatem Nagrody Literackiej im. Władysława St. Reymonta, przyznawanej przez Związek Rzemiosła Polskiego we współpracy ze Stowarzyszeniem Pisarzy Polskich i Związkiem Literatów Polskich. Były stalinowski prokurator otrzymał nagrodę w kategorii „Książka roku” za publikację „Czas kukułczych gniazd”, wydaną w 2004 r. W uzasadnieniu przyznający nagrodę stwierdzili: „Jedna z tajemnic powodzenia czytelniczego tej prozy tkwi w tym, iż jest ona – wzorem wielkich humanistów, realistów prozy nie tylko polskiej – wolna od wszelkiego typu zacietrzewień i tendencyjności”.

Zbigniew Domino nie chciał rozmawiać z prasą na temat swego udziału w stalinowskich zbrodniach. Mimo obietnicy oddzwonienia nie uczynił tego do czasu oddania do druku gazety.

Dorota Kania

01.03.2013 http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/

***

Tomasz Szymborski

Stalinowski prokurator wzorcem i idolem

Zbigniew Domino napisał wiele książek, jednak do dzisiaj nie napisał tej najważniejszej – o swoim życiu, czasach powojennych i prokuratorskiej działalności w stalinowskim wymiarze sprawiedliwości.

Rzeszowski pisarz Zbigniew Domino uchodzi w środowisku Sybiraków i Kresowiaków za wielki autorytet i wybitnego pisarza. Jednak okłamuje czytelników, bo nie przyznaje się do swojej przeszłości jako stalinowskiego prokuratora.

Zrobili to za niego inni. Krzysztof Szwagrzyk, historyk z wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w swojej książce „Prawnicy czasu bezprawia” kilkakrotnie wymienia nazwisko Zbigniewa Domino. Okazuje się, że znany literat to pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, były prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej, który uczestniczył przy egzekucjach oficerów w latach 50.

Jego biogram w Katalogu IPN (http://goo.gl/k6x72) jest charakterystyczny dla ludzi władzy i partyjnej nomenklatury:

Od 27.09.1949 r. w PZPR. Od 1949 r. do 1973 r. prokurator w Prokuraturze Wojskowej (Gdynia, Poznań, Zielona Góra, Rzeszów, Warszawa). Od 1973 r. do 1975 r. oficer w GZP WP. Od 1975 r. do 1980 r. redaktor naczelny Redakcji „Profile” (Rzeszów). Od 1975 r. do 1980 r. prezes rzeszowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Od 31.12.1983 r. do 24.09.1984 r. I sekretarz, radca ambasady PRL w Moskwie. Od 1985 r. do 1986 r. ponownie pełnił funkcję prezesa rzeszowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Absolwent Wieczorowego Uniwersytetu Marksizmu i Leninizmu. Członek Zarządu Wojewódzkiego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Na sam koniec swojej partyjnej kariery zdążył dochrapać się stanowiska zastępcy kierownika Wydziału Kultury KC PZPR.

83-letni dziś Domino napisał dużo książek, w których wykorzystał historię swego bogatego życia. Tak powstała m.in. „Syberiada”, „Bramy niebiańskiego spokoju”, „Czas kukułczych gniazd” i wiele innych popularnych powieści.

Za kilka dni na ekrany kin wejdzie „Syberiada polska” – duża produkcja o losach Polaków na Syberii podczas II wojny światowej. Reżyserem filmu jest Ryszard Zaorski. Przy okazji zapewne usłyszymy peany na cześć Zbigniewa Domino, jego wojennych przeżyć i patriotyzmu.

Domino powinien opowiedzieć w swoich powieściach nie o tym, jakie warunki życia były na Syberii, ale o tym, jak przeprowadzano egzekucje oficerów WP, w których uczestniczył  stwierdza K. Szwagrzyk.

7 sierpnia 1952 roku Domino został wyznaczony do udziału w egzekucji ppłka Władysława Minakowskiego, lotnika z Dywizjonu 304. Pilot Minakowski powrócił z Wielkiej Brytanii, i został jednym z oskarżonych w procesie tzw. grupy kierownictwa konspiracji Wojsk Lotniczych. Udział w egzekucji był dla młodych prokuratorów wojskowych swoistym „egzaminem ideologicznej lojalności”. 23-letni wówczas Domino go zdał celująco.

Udało mi się z Domino kilka lat temu porozmawiać. Jego numer telefonu znalazłem w książce telefonicznej. Zbigniew Domino jest interesującym rozmówcą. Dużo i barwnie opowiada o napisanych książkach. Jednak pytany o swoją przeszłość, unika jednoznacznych odpowiedzi.

Byłem na Syberii jak miałem niespełna dziesięć lat. Nie znam odpowiedzi na pytanie, kto ma prawo pisać, a kto nie o wywózkach na Sybir. Uważam, że ja takie prawo mam! Mając 18 lat nie znałem innej Polski. Mój życiorys jest typowy dla repatriantów, życia nie da się cofnąć. Wielu Sybiraków dziękuje mi za moje książki, ale każdy czytelnik indywidualnie odbiera książkę. Pochwalę się – moje odbierane są bardzo dobrze

 mówił Domino.

Kiedy wróciłem po wojnie do Polski, to nawet nie znałem dobrze języka, a moje losy były podobne do losów innych repatriantów. Wielu Sybiraków osobiście dziękuje mi za moje książki

– gładko toczył swoją opowieść.

Zbigniew Domino należy do Związku Sybiraków, został odznaczony Krzyżem Zesłańca Syberyjskiego przez Prezydenta RP. Jest również członkiem Związku Literatów Polskich.

Prawnicze uniwersytety

Oficjalny biogram Zbigniewa Domino jest lakoniczny, suchy i typowy dla stalinowskich prokuratorów. Do wojska zgłosił się na ochotnika w czerwcu 1949 roku. Niemal od razu trafił do Oficerskiej Szkoły Prawniczej w Jeleniej Górze. Tam właśnie kształcono na szybkich kursach „sędziów i prokuratorów wojskowych nowego typu”.

Takie „uczelnie” były niezbędne, bo na początku 1946 r. zdecydowano o objęciu jurysdykcją sądów wojskowych również osób cywilnych za tak zwaną przestępczość polityczną. Nagle zaczęło brakować sędziów i prokuratorów do rozpatrzenia olbrzymiej ilości spraw. Musiano szybko uzupełnić wojskowy wymiar sprawiedliwości pracownikami zasługującymi na zaufanie. Zgodnie z rozkazem Ministra Obrony Narodowej przeprowadzono nabór wśród oficerów pochodzenia robotniczego, aktywnych partyjnie, o skrystalizowanym obliczu ideologicznym i zahartowanych w walce klasowej. „Wybrańcy” trafiali na trwające od 6 do 10 miesięcy szkolenie w Oficerskich Szkołach Prawniczych.

Zbigniew Domino szkołę w Jeleniej Górze ukończył jako prymus i w 1950 roku został oficerem śledczym Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Poznaniu, a potem w Zielonej Górze, gdzie awansuje. Oddelegowany do pracy w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej należał do najbardziej dyspozycyjnych i zaufanych pracowników jej szefa, gen. Stanisława Zarakowskiego. Karierę w wojskowym wymiarze sprawiedliwości skończył w 1975 roku jako oficer do zleceń specjalnych Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego i przeszedł do rezerwy w stopniu pułkownika. Zdążył jeszcze w 1958 roku skończyć „normalne” studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim i zrobić doktorat dziewięć lat później.

To tylko historia

Skandalem jest to, że Domino nie milczy i nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. Ba, Domino uchodzi za autorytet w środowisku Sybiraków, występuje w telewizji, na uroczystościach państwowych i kreuje się na autorytet tego środowiska

– stwierdza K. Szwagrzyk.

Literat Domino odpowiadał na zarzuty dotyczące swego życiorysu podobnie, jak inni prokuratorzy stalinowscy. Tłumaczy wszystko historią i skomplikowanymi losami Polaków.

Liczę się z zarzutami na temat tego co robiłem w wojskowym wymiarze sprawiedliwości po 1949 roku, ale swego życiorysu nie zmienię. Po powrocie z Syberii poszedłbym do każdej szkoły. Innej Polski nie znałem, o polityce nie miałem pojęcia

 dodał z naciskiem.

Unikał jednak zręcznie odpowiedzi na pytanie, czy jako prokurator wojskowy w latach 40-50, oskarżając w procesach miał jakieś wątpliwości, czy też wierzył w to, co robił i kogo reprezentował.

Swoją wiedzę, prawdę i przeżycia z tamtych lat mam po dziś dzień. Nie jestem pozbawiony wrażliwości, ale nie będę się z mego życia spowiadał ani w konfesjonale ani w prasie. Giedroyć kiedyś powiedział: „Nie liczy się twórczość, tylko dzieło”. Książki pisałem, piszę i mam nadzieję będę pisać. Będzie ciąg dalszy mojej opowieści po 1948 roku, czyli od chwili wstąpienia do wojska

– uciął rozmowę Zbigniew Domino.

17.02.2013 http://wpolityce.pl/dzienniki/

DALEJ

strona [2] Leszek Wierzchołowski, Komunistyczne twarze „Syberiady polskiej”

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, III RP, Lata PRL, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Stalinowski prokurator wzorcem i idolem

  1. Majka S. pisze:

    Pan Zbigniew Domino ma niezwykle wybiórczą pamięć. Doskonale pamięta i interpretuje swoje dziecięce doświadczenia z Sybiru, natomiast jak gdyby zupełnie”wyciął” z życiorysu swoją haniebną działalność stalinowskiego prokuratora. Jest rzeczą niebywałą, że taki człowiek identyfikowany jest ze środowiskiem Sybiraków, a jego zekranizowana książka stanie się niebawem „źródłem poznania” dla młodego pokolenia. Ten pan ma chyba na sumieniu „paskudne rzeczy”, skoro komunistyczna władza PRL-u „wybaczyła” mu sybiracką przeszłość i pozwoliła mu robić sądowniczą karierę. Mam pełną świadomość, jak byli traktowani zesłańcy, którym udało się przeżyć i wrócić do Polski po 1945 roku. Moi teściowie w 1940 zostali deportowani spod Zbaraża do „Irkuckiej obłasti”, gdzie spędzili 6 lat przy wyrębie tajgi. Milczenie było jednym z warunków powrotu do ojczyzny. Teść przez długi czas nie mógł znaleźć pracy, mimo wybitnego rzeźbiarskiego talentu i wykształcenia. Na każdym kroku towarzyszył im obsesyjny strach, który wcale nie mijał z czasem. Gdy Jaruzelski wprowadził stan wojenny mama męża miała spakowane niezbędne rzeczy, gdyż była przekonana, że historia się powtórzy. Do końca życia prawie co noc śniły się jej syberyjskie koszmary, z których budziła się ze straszliwym krzykiem…

  2. Leszek pisze:

    Droga Pani Majko,
    w żadnym wypadku nie chcę bronić człowieka, który był stalinowskim prokuratorem. Ale niestety jedno nie wyklucza drugiego, był również sybirakiem. Książki, które napisał musimy oceniać obiektywnie, nie przez pryzmat pracy w prokuraturze. Ja ich nie czytałem, ale widziałem wiele ocen, które mówią, że nie są złe, pokazują talent pisarski. Jedno wiemy na pewno, jako urodzony w 1929 roku, był młodym człowiekiem w latach stalinizmu, nie mógł być autorem tego systemu przemocy i zbrodni, choć był jego uczestnikiem. Amerykanie mają takie powiedzenie ‚often things are not what they seem to be’, nie przychodzi mi do głowy odpowiednie polskie przysłowie, ale na pewno mamy podobne. Dlaczego to piszę? Bo znam absolwenta szkoły jeleniogórskiej, który nie chciał zdać egzaminu, który ’23-letni wówczas Domino zdał celująco’. Co nastąpiło później to wilcze bilety jeden za drugim, utrata zdrowia i alkoholizm. Niemniej ten ‚stalinowski prokurator’ jako pierwszą książkę do praktycznie nauki czytania dał swojemu synowi Trylogię Sienkiewicza. Niezupełnie anty-polskie zachowanie.
    Pan Domino powiedział, że pracuje nad książką która poświęcona będzie latom stalinowskim, po roku 1948. Poczekajmy na tę książkę z ostateczną oceną jego postaci.
    PS. Myślę, że dobrze by zrobił gdyby skontaktował się ze mną.

  3. Majka S. pisze:

    Szanowny Panie Leszku,
    mam wrażenie, iż odebrał Pan moją wypowiedź, jako skrajnie subiektywny i krzywdzący dla pana Domino osąd. Nie negowałam jego syberyjskich doświadczeń, które na pewno odcisnęły swoje piętno na jego psychice. Wyrażałam się krytycznie o działalności tego człowieka w wojskowej prokuraturze z czasów PRL-u i znaczących awansach. Nie wierzę, że akurat on był tym jedynym sprawiedliwym wśród stalinowskich bestii, nie potrafię też, a nawet nie chcę w obiektywny sposób analizować jego dokonań w kategoriach: człowiek- pisarz. Dla mnie musi to być całość. Być może napisze mi Pan, że niektórzy wielcy twórcy mieli na sumieniu ciężkie winy, a mimo to ich dorobek zaliczany jest do arcydzieł. Bywało i tak, ale przecież nawet genialny utwór nie rozgrzeszy autora za to, co złego uczynił innym ludziom. Cóż jeszcze mogę napisać-silnie utrwalona „alergia” na wszystko co miało i ma związek z komunistycznym totalitaryzmem nie pozwala mi na pozbawione emocji podejście do takich chociażby życiorysów.
    Serdecznie pozdrawiam.

  4. Richard pisze:

    To jeden z tych skurwysynow, ktory DAWNO powinien byc powieszony.

  5. emka pisze:

    Staliniada za publiczne pieniądze

    „Syberiada” reklamowana jest jako opowieść o Polakach wywiezionych przez NKWD w głąb Rosji. W wywiadzie zamieszczonym na portalu Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej jej reżyser tłumaczy, iż jest to film przede wszystkim dla młodych, by zobaczyli, jak ciężko dorastać w temperaturze minus 40 stopni zimą a plus 40 latem. To w rzeczy samej najlepsze podsumowanie tego dzieła, które omawia niewygodę egzystencji w ciężkich warunkach klimatycznych, a nie losy tysięcy Polaków wywiezionych i niszczonych przez Sowietów. To opowieść bez historii, a dokładnie – bez prawdy historycznej, wciskana pod płaszczykiem wspomnień uczestnika opisywanych zdarzeń. Postać samego uczestnika – autora książki „Syberiada polska” – zdaje się kluczowa. Zbigniew Domino, bo o nim mowa, rzeczywiście przeszedł zesłanie. Ale najwyraźniej na tyle dobrze umiał dopasować się do bolszewickiej rzeczywistości, że w komunistycznym tworze – w skrócie PRL – został prokuratorem wojskowym, dyplomatą (na placówce w Moskwie!) i propagandystą, który w obrzydliwy sposób zohydzał Polakom Żołnierzy Wyklętych. W atmosferze pobłażliwej tolerancji, w której największym nietaktem jest pytanie o prawdę, a znakiem obycia tępy zachwyt nad pokrętnością ludzkiego losu, nawet komunistyczny prześladowca Domino może być nauczycielem historii. I właśnie nim zostaje. A dzieje się tak dokładnie w 60. rocznicę zamordowania generała Emila Fieldorfa „Nila”, którego kaci wychwalali autora „Syberiady polskiej”. I to za publiczne pieniądze, bo do filmu Zaorskiego dołożył się nie tylko PISF, ale dorzuciły się nawet Lasy Państwowe. Tymczasem prawda jest taka, iż jedyne, czego powinniśmy się od pana Domino dowiedzieć, to miejsce, w którym jego towarzysze zakopali ciało generała „Nila”. Trudno o bardziej przejmujące podsumowanie dzisiejszej Polski: Emil Fieldorf nadal spoczywa w bezimiennej mogile, a pupil jego morderców na nowo wynoszony jest do rangi bohatera.

    Katarzyna Hejke
    http://niezalezna.pl/39057

  6. baj60 pisze:

    Był także w x zmianie w Syri i w Egipcie i nic robił tylko jeździł po wycieczkach’

  7. Anonim pisze:

    to człowiek , który zniszczył mojego ojca.posługiwał sie w akcie oskarżenie dokumentami z podrobionym podpisem mojego ojca. Mam dowody na to. W akcie oskarżenie zawarł nieprawqde-mam dowody. Zmuszał swiadkó z Ubekami z WUBP Zielonej Góry. Mój adres: biuro.ad@wp.pl
    krzysiek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.