Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Ostatni rycerz

Nieprawdopodobnie barwny życiorys. Pierwszy ułan II Rzeczpospolitej, generał WP, dyplomata. We wrześniu 1939 wskazany jako następca prezydenta Ignacego Mościckiego po jego internowaniu w Rumunii. Chcąc wyrobić sobie opinię o tej barwnej postaci, warto sięgnąć do dwóch pozycji – Tadeusza Wittlina „Szabla i koń” oraz zbioru tekstów samego generała.

strona [2] Bolesław Wieniawa-Długoszowski, „Wymarsz i inne wspomnienia” (fragmenty)
strona [3] Piotr Lisiewicz, Tornister szwoleżera

***

„Wyśmienity bojowy oficer, lubiany ogólnie. Ułani z uciechą na najtrudniejsze akcje z nim szli” – w ten sposób charakteryzował Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego jego towarzysz broni, Janusz Głuchowski, oficer 1. Pułku Ułanów Legionów Polskich.

Bolesław Ignacy Florentyn Wieniawa-Długoszowski urodził się 22 lipca 1881 r. w Maksymówce koło Stanisławowa. Był synem Józefy z domu Struszkiewicz i Bolesława Długoszowskiego, z zawodu inżyniera. Pochodził z rodziny o szlacheckim rodowodzie (herbu Wieniawa) oraz patriotycznych tradycjach. Jego ojciec brał udział w powstaniu styczniowym.

W 1887 r. Wieniawa-Długoszowski przeniósł się wraz z rodziną do majątku Bobowa pod Nowym Sączem. Pobierał nauki w gimnazjum jezuickim w Chyrowie i w Gimnazjum Wyższym w Nowym Sączu.  Po zdaniu egzaminu dojrzałości w 1900 r. rozpoczął studia medyczne na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Zawarł wówczas znajomości m.in. z Leopoldem Staffem, Janem Kasprowiczem i Stanisławem Przybyszewskim. Studia zakończył sześć lat później z tytułem doktora wszechnauk lekarskich.

W 1907 r. wyjechał do Berlina, gdzie przez rok kształcił się na Akademii Sztuk Pięknych. Następnie przeniósł się do Paryża. Tam rozwijał swoje zamiłowanie do sztuki. Był jednym ze współzałożycieli Towarzystwa Artystów Polskich, które powstało w stolicy Francji w 1911 r. W jego skład weszli m.in. Władysław Reymont i Stefan Żeromski.

Działalność artystyczna Wieniawy-Długoszowskiego koncentrowała się na pisaniu wierszy, tłumaczeniu dzieł francuskich pisarzy na język polski, rysowaniu oraz malowaniu obrazów.

W 1913 r. wstąpił do Związku Strzeleckiego. W lutym 1914 r. poznał Józefa Piłsudskiego, który przybył do stolicy Francji z zamiarem wygłoszenia odczytu na temat ruchu strzeleckiego. O tym, że już wówczas Wieniawa-Długoszowski zafascynował się postacią przyszłego Marszałka, świadczy jego list do brata, w którym pisał: „Czuję się żołnierzem, znalazłem Wodza”.

6 sierpnia 1914 r. w składzie I Kompanii Kadrowej wymaszerował (jako piechur) z krakowskich Oleandrów do Królestwa Polskiego. Następnie wstąpił do I Pułku Ułanów Legionów Polskich, którym dowodził rotmistrz Władysław Belina-Prażmowski. Za udział w walkach zbrojnych, m.in. w bitwie pod Kostiuchnówką 4-6 lipca 1916 r., został odznaczony orderem Virtuti Militari.

Po klęsce II Korpusu Polskiego pod Kaniowem, do której doszło 11 maja 1918 r., Wieniawa-Długoszowski próbował przedostać się do Murmańska. Po drodze został aresztowany przez bolszewicką WCzK i osadzony w więzieniu na Łubiance. Wolność odzyskał dzięki wstawiennictwu adwokata Leona Berensona, który w przeszłości był m.in. obrońcą Feliksa Dzierżyńskiego.

W omawianym okresie Wieniawa-Długoszowski był jednym z głównych współpracowników Piłsudskiego. Wchodził w skład Polskiej Organizacji Wojskowej. Brał udział m.in. w zajęciu Wilna w 1919 r., kampanii kijowskiej 1920 r. oraz bitwie warszawskiej, za co uhonorowano go Krzyżem Walecznych.

Oprócz zadań wojskowych Piłsudski powierzał Wieniawie-Długoszowskiemu obowiązki dyplomaty. W 1922 r. wyjechał do Bukaresztu, gdzie – jako attache wojskowy – brał udział w przygotowywaniu polsko-rumuńskiej konwencji sojuszniczej.

 

Bolesław Wieniawa – Długoszowski

Do moich przyjaciół

Co nas ze sobą sprzęgło , poetycka szajko,
Mnie, żołnierza prostaka, z dziećmi Apollina
Czy wspólna silna słabość do wina i kina,
Czy chęć smagania ludzi prawdą jak nahajką?
Razi u boku muzy mój ułański pałasz
Ja wolę półangliki, wam milsze pegazy
Lecz te same zachwyty, te same odrazy
Żyją we mnie, którymi i ty bando, pałasz. (…)

Drży już i maca na łbie kiełkujące rogi
Burżuj, co chciałby życie zdusić pod szlafmycą
Kiedy buńczuczną zgrają suniemy ulicą
Wy, dźwięcząc w rymy złote, ja w srebrne ostrogi
Walimy ławą… dokąd zajdziemy o świcie
Na Wawel, czy na Wawer..Na Pawiak czy Olimp
Nad tą kwestią daremnie głowy nie mozolim
Milsza nam wspólna droga niżeli przybycie.

A jednak nie… Nieprawda, szumnie , hucznie , jurnie
Wy z waszą pieśnią, ja z lancą polecę
I razem zdobędziemy Polskę jak fortecę
Którą opanowali łajdaki i durnie.

Wiersz napisany wiosną 1926 roku adresowany do przyjaciół Skamandrytów

Wiersze Wieniawy-Długoszowskiego

 

Po zamachu majowym pełnił funkcje wojskowe, m.in. w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych. W latach 1932-1938 był dowódcą 2. Dywizji Kawalerii. Od 1938 r. był ambasadorem Polski w Rzymie.

25 września 1939 r. (zarządzenie antydatowane na 18 września), po internowaniu w Rumunii, prezydent Ignacy Mościcki mianował Wieniawę-Długoszowskiego „swym następcą na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju”.

Do decyzji Mościckiego niechętnie byli nastawieni Francuzi, którzy oświadczyli, że rząd polski mianowany przez Wieniawę-Długoszowskiego nie zostanie przez nich uznany. Stanowisko Francji w pełni popierał niechętny piłsudczykom gen. Władysław Sikorski. Wobec tego Wieniawa-Długoszowski wycofał swoją kandydaturę, a pierwszym prezydentem Rzeczpospolitej na obczyźnie został Władysław Raczkiewicz.

Od tego czasu Wieniawa-Długoszowski skupił się na obowiązkach polskiego ambasadora w Rzymie, które pełnił do czasu zerwania stosunków dyplomatycznych z Włochami w czerwcu 1940 r.

Po opuszczeniu Włoch udał się do Stanów Zjednoczonych. Pomimo faktu, że uznał władze emigracyjne Rzeczypospolitej w Londynie, był konsekwentnie pomijany przez Naczelnego Wodza Sikorskiego i prezydenta Raczkiewicza przy obsadzie stanowisk wojskowych.

W czasie pobytu w USA pełnił m.in. obowiązki redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego” w Detroit. W 1942 r. uzyskał nominację na stanowisko ambasadora Polski na Kubie. Wieniawa-Długoszowski propozycji nie przyjął, gdyż uznał, że oferowana funkcja nie umożliwi mu wywierania realnego wpływu na sytuację okupowanej Polski.

Wieniawa-Długoszowski popełnił samobójstwo 1 lipca 1942 roku wyskakując z tarasu 5. piętra domu przy ulicy Riverside Drive 3 w Nowym Jorku. Wśród powodów, dla których odebrał sobie życie, najczęściej wymienia się pogorszenie się jego zdrowia psychicznego spowodowanego ówczesnymi losami ojczyzny oraz złą aklimatyzacją za oceanem.

Ostanie zdanie jego samobójczego listu brzmiało: „Boże, zbaw Polskę!”.

Pochowany został na cmentarzu w Nowym Jorku. W 1990 r. urnę z jego prochami przewieziono do Krakowa i uroczyście złożono na Cmentarzu Rakowickim.

Bolesław Wieniawa-Długoszowski był jedną z najbarwniejszych postaci elit przedwojennej Polski.

„Chyba o żadnym polityku okresu międzywojennego nie krążyło tyle anegdot, co o Wieniawie” – pisał Sławomir Koper, autor książek poświęconych m.in. obyczajowości w II Rzeczpospolitej. („Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945”)

Jak zaznaczył Koper, nazywany „Pięknym Bolkiem” Wieniawa-Długoszowski znał sześć nowożytnych i dwa starożytne języki obce (łacinę i grekę) oraz uchodził za najbardziej honorową osobę w armii. Jednocześnie widziano w nim hedonistę, człowieka „o niezwykłej fantazji i uroku”, który nie stronił od ziemskich uciech, kobiet i alkoholu.

Minister spraw zagranicznych Polski w latach 1932-1939 Józef Beck mówił o Wieniawie-Długoszowskim:

„Miałby mnie niewątpliwie Wieniawa za kpa, gdybym na przykład usiłował twierdzić, że wódki nie lubił, ale ta dziwna jednostronność relacji w zestawieniu z tak piękną i bogatą naturą, jaką losy obdarzyły Wieniawę, z tak doniosłymi pracami, które wykonywał, i z tak szerokim polotem artystycznym, którym promieniował – musi budzić poważne i niemiłe zastrzeżenia”.

Pod wrażeniem osobowości pierwszego kawalerzysty II Rzeczpospolitej był także Marian Hemar.

„W towarzystwie Wieniawy było się w polu magnetycznym jego osoby – w polu magnetycznym jego wdzięku, swady, polotu i humoru, jego niespożytej energii, jego ochoty do życia, głodu życia” – charakteryzował Wieniawę-Długoszowskiego polski poeta.

 

Bolesław Wieniawa-Długoszowski

Ułańska jesień

Przeżyłem moją wiosnę szumnie i bogato
Dla własnej przyjemności, a durniom na złość,
W skwarze pocałunków ubiegło mi lato
I szczerze powiedziawszy – mam wszystkiego dość…

Ustrojona w purpurę, bogata od złota
Nie uwiedzie mnie jesień czarem zwiędłych kras,
Jak pod szminką i pudrem starsza już kokota,
Na którą młodym chłopcem nabrałem się raz.

A przeto jestem gotów, kiedy chłodną nocą
Zapuka do mych okien zwiędły klonu liść,
Nie zapytam o nic, dlaczego i po co,
Lecz zrozumiem, że mówi: „no, czas bracie iść”.

Nie żałuję niczego, odejdę spokojnie,
Bom z drogi mych przeznaczeń nie schodząc na cal
Żył z wojną jak z kochanką, z kochankami – w wojnie
A przeto i miłości nie będzie mi żal…

Bo miłość jest jak karczma w niedostępnym borze,
Do której dawno nie zachodził nikt,
Gdzie wędrowiec wygodne znajdzie czasem łoże,
Ale – własny ze sobą musi przynieść wikt.

A śmierci się nie boję – bo mi śmierć nie dziwna
Nie siałem na nią Bogu nigdy nudnych skarg
Więc kiedy z śmieszną kosą stanie przy mnie sztywna
W dwu słowach zakończymy nasz ostatni targ.

W takt skocznej kul muzyki, jak w tańcu pod rękę
Włóczyłem się ze śmiercią całkiem, za pan brat”
Zdrową głowę wsadzałem jej czasem w paszczękę,
Jak pogromca tygrysom, którym wolę skradł.

A potem mnie wysoko złożą na lawecie
Za trumną stanie biedny sierota mój koń
I wy mnie szwoleżerzy do grobu zniesiecie
A piechota w paradzie sprezentuje broń.

Do karnego raportu przed niebieskie sądy
Duch mój galopem z lewej, duchem będzie rwał,
Jak w steeplu przez eteru przeźroczyste prądy
Biorąc w tempie przeszkody z planetarnych ciał.

Ja wiem, że mi tam w niebie z karku łba nie zedrą,
Trochę się na mój widok skrzywi Święty Duch,
Lecz się tam za mną wstawią Olbromski i Cedro,
Bom był jak prawy ułan: lampart, ale zuch.

Może mnie wreszcie wsadzą w czyścu na odwachu
By aresztem… o wodzie spłacić grzechów kwit,
Ale myślę, że wszystko skończy się na strachu
A stchórzyć raz – przed Bogiem – to przecie nie wstyd.

Lecz gdyby mi kazały wyroki ponure
Na ziemi się meldować, by drugi raz żyć
Chciałbym starą wraz z mundurem wdziać na siebie skórę,
Po dawnemu… wojować… kochać się… i pić.

Na podstawie: http://wpolityce.pl/artykuly/31469

***

Recenzja

Marcin Wolski

Ostatni rycerz

Nieprawdopodobnie barwny życiorys Wieniawy-Długoszowskiego mógłby zapłodnić wyobraźnię niejednego beletrysty. Przystępując w powieści „Wallenrod” do fantazjowania nad alternatywnymi dziejami Polski, musiałem wymyślić godnego następcę Józefa Piłsudskiego. Nawet gdyby Marszałek – jak w mojej opowieści – żył do 1940 r., ktoś musiałby wejść na jego miejsce i dalej prowadzić grę z Hitlerem. „Dziadek” darzył największym zaufaniem dwóch ludzi – Walerego Sławka i Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego (obu pisana była śmierć samobójcza). Wybrałem Wieniawę.

Pierwszy ułan II RP przeszedł do legendy jako dusza towarzystwa, pełen fantazji adiutant Piłsudskiego, wjeżdżający konno do Adrii (co skądinąd jest jedynie plotką). Jako płk. Wacława Waredę portretował go Tadeusz Dołęga-Mostowicz w „Karierze Nikodema Dyzmy”, a sikorszczycy z „Londyniszcza” Stanisława Mackiewicza nie pozostawiali na nim suchej nitki…

Chcąc wyrobić sobie opinię o tej barwnej postaci, warto sięgnąć do dwóch niedawno opublikowanych u nas pozycji – gawędy Tadeusza Wittlina „Szabla i koń” oraz zbioru tekstów samego generała „Wymarsz i inne wspomnienia”. Opowieść Wittlina jest jak garniec przedniego miodu, gęsta, zawiesista, pełna smaków.

Ale krótkie teksty, które wyszły spod pióra samego bohatera, mimo młodopolskiej maniery (zwłaszcza w pierwszej części) nie ustępują pola Wittlinowi.

Wieniawa, pojawiający się w wielu historiach jako postać drugoplanowa, zasługuje na wiele dzieł – jego nieprawdopodobnie barwny życiorys mógłby zapłodnić wyobraźnię niejednego beletrysty.

Mnogość talentów – literackich (w prozie i poezji), aktorskich, towarzyskich – w połączeniu z odwagą, fantazją, powodzeniem u kobiet i mocną głową do trunków, a przede wszystkim honorem, czynią zeń postać zgoła sienkiewiczowską. A przecież do tego był jeszcze lekarzem.

I jego metamorfoza z paryskiego bon vivanta w żołnierza Pierwszej Kadrowej, a potem w legionistę. Jego trudne początki jako kawalerzysty, okupione zamianą siedzenia w befsztyk tatarski. Zauroczenie Piłsudskim już na pierwszym spotkaniu, zauroczenie, które towarzyszyć mu będzie do końca życia. Jego nieprawdopodobne przygody w bolszewickiej Rosji, godne najlepszych filmów akcji – wielokrotne ocieranie się o śmierć zakończone szczęśliwie dzięki wysiłkom zakochanej kobiety i łasce Feliksa Dzierżyńskiego.
A wady Wieniawy? Nie miał zdolności do intryg i politykierstwa.

Wbrew kawiarnianemu stylowi życia swoje obowiązki traktował serio i honorowo. Dyplomacji nie lubił, na placówkach się męczył, choć jako ambasador w Rzymie w pierwszym okresie II wojny światowej zrobił dla swoich rodaków więcej niż ktokolwiek. Był równocześnie patriotą i legalistą – jako jednodniowy prezydent z nominacji Ignacego Mościckiego na skutek sprzeciwu Francji i intryg Władysława Sikorskiego zrezygnował z funkcji, pragnąc służyć Polsce w dowolnym miejscu, choćby na polu walki. Niestety, po 1939 r. było to coraz trudniejsze, nie oszczędzono mu żadnego upokorzenia. „Uważam za największą krzywdę – pisał w niewysłanym liście do przyjaciela – że nie pozwolono mi w tych ciężkich czasach być żołnierzem. Uważałem się zawsze i uważam do końca za żołnierza. Nic innego nie potrafię”.

Zakrawa na ironię losu, że ulubieniec Warszawy kończył życie w izolacji i poczuciu przegranej (swojej i ojczyzny). Z myślami samobójczymi bił się blisko rok, w końcu upokorzony propozycją objęcia placówki na Kubie jako ambasador figurant nie wytrzymał, wyskoczył z okna nowojorskiego hotelu. Ostanie zdanie jego samobójczego listu brzmiało: „Boże, zbaw Polskę!”.
Warto, by Polska o nim pamiętała.

Gazeta Polska: Nr 1 z 2 stycznia 2013

DALEJ

strona [2] Bolesław Wieniawa-Długoszowski, „Wymarsz i inne wspomnienia” (fragmenty)
strona [3] Piotr Lisiewicz, Tornister szwoleżera

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, II wojna światowa, Recenzje, Wiersze, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Bolesław Wieniawa-Długoszowski. Ostatni rycerz

  1. Jerzy pisze:

    Postac barwna i jedyna w sobie. Patriota- piłsudczyk, kochający Polskę całym sercem Bardzo żle, że plotka rozbudowywana przez ludzi Sikorskiego i komunistów do tej pory nie pozwala poznac całej prawdy o gen. Długoszowskim. Wieniawa to doskonała postac do naśladownictwa przez młodzież polską. Doskonale wykształcony erudyta i jednocześnie wierny żołnierz i lojalny polityk o wielkim poczuciu honoru. Człowiek o iskrze bożej artysty, a jednocześnie realnie myślący i działający polityk. Siermiężny Sikorski zazdrościł zdolności i znajomości politycznych Wieniawie i dlatego odsuwał go od bieżącej polityki i walki. Stare uprzedzenia były tak silne , że nawet zdolności i lojalnośc Wieniawy nie pozwoliły Sikorskiemu na współpracę dla dobra Polski. Tak to jest z Polskimi politykami. Sprawy małe przerastają wielkie.

  2. Ludek pisze:

    Sikorski to byla miernota, ktora za biurkiem siedziala, a skrycie zazdroscila Wieniawie….
    wlasciwie wszystkiego. Odwagi, zdolnosci manualnych, powodzenia u kobiet, znajomosci jezykow, szacunku kawalerzystow… dlugo by wymieniac.
    Polska prawie zawsze miala pecha do miernot ktore pchaly sie do wladzy.
    Pilsudski czy Sobieski to tylko chwalebne wyjatki. Ohydne zdradzieckie kreatury pozostaja w przewadze. Dokladnie tak jak i dzis!

    • Anonim pisze:

      Piłsudski… osoba która zrobiła z wojska polskiego przytułek dla miernot i karierowiczów oraz wylęgarnię oszołomów… osoba która praktycznie zamroziła jakikolwiek rozwój armii na poziomie wojny polsko – bolszewickiej, przeprowadzając przewrót majowy, który miał uniemożliwić jej redukcję i modernizację, planowaną (i tak nieśmiało) przez „zabiurkowego” i nie lubianego przez „legunów” Sikorskiego. Osoba która miała głęboko w d… jakikolwiek rozwój państwa, nad którym objęła kierownictwo bo rojenie o mocarstwowości tak nielubianej przez marszałka pracy papierkowej nie wymagało, a zawsze można było strzelić focha… prawica wczoraj i dziś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.