Antoni Baraniak. Biskup niezłomny

O arcybiskupie, który powinien być wzorem dla polskiego duchowieństwa, pamiętają dziś nieliczni historycy zajmujący się dziejami Kościoła. Upór poznańskiej dziennikarki Jolanty Hajdasz, która poświęciła kilka lat na nakręcenie filmu o arcybiskupie „Zapomniane męczeństwo”, ma szanse przełamać tę zmowę milczenia.

 

Artur Dmochowski

Zrywanie paznokci, trzymanie przez wiele dni bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi, 145 przesłuchań, niekiedy kilkunastogodzinnych – tak komunistyczne służby potraktowały arcybiskupa Antoniego Baraniaka. Nie dał się złamać i nie obciążył prymasa Stefana Wyszyńskiego. O jego zamilczanym w III RP bohaterstwie opowiada film Jolanty Hajdasz.
O arcybiskupie, który powinien być wzorem dla polskiego duchowieństwa, pamiętają dziś nieliczni historycy zajmujący się dziejami Kościoła. Upór poznańskiej dziennikarki Jolanty Hajdasz, która poświęciła kilka lat na nakręcenie filmu o arcybiskupie „Zapomniane męczeństwo”, ma szanse przełamać tę zmowę milczenia. Film ten został właśnie jednym z głównych laureatów Nagród Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich za rok 2012.

Antoni Baraniak urodził się na początku XX w. w biednej rodzinie na wielkopolskiej wsi. Był wybitnie uzdolniony – opanował pięć języków i w młodym wieku zrobił dwa doktoraty. Gdy miał 29 lat, dostrzegł go ówczesny prymas kard. August Hlond, który mianował go swym osobistym sekretarzem. To jemu umierający w 1948 r. prymas powierzył delikatną misję przekazania Watykanowi nazwiska następcy, którego widział na czele polskiego Kościoła w tym niezwykle trudnym czasie przejmowania władzy nad krajem przez komunistów. Ks. Baraniak wykonał zadanie skutecznie, a jednocześnie w tak dyplomatyczny sposób, że nowy prymas, abp Stefan Wyszyński, nie wiedział, jaka była jego rola przy tej nominacji. Niezależnie od tego, doceniając jego zdolności i pracę dla swojego poprzednika, zatrzymał go na stanowisku szefa kancelarii.

W 1951 r. Antoni Baraniak otrzymał święcenia biskupie. Nie wiedział zapewne, że wkrótce przejdzie drogę prawdziwego męczeństwa, utrwaloną w tradycji Kościoła w kolorze kardynalskich, purpurowych szat.

Via crucis

We wrześniu 1953 r. został aresztowany wraz z kard. Wyszyńskim. O ile jednak prymasowi oszczędzono pobytu w więzieniu i fizycznych tortur, o tyle bp. Baraniaka uwięziono w ubeckiej katowni na warszawskim Mokotowie na 27 miesięcy i poddano niezwykle okrutnemu śledztwu trwającemu ponad dwa lata. Reżim Bieruta chciał bowiem doprowadzić do pokazowego procesu prymasa Wyszyńskiego, podobnie jak stało się to na Węgrzech, w Czechach czy Chorwacji, a bp. Baraniakowi wyznaczono w nim rolę kluczowego świadka.

Biskup był wielokrotnie katowany. W aktach IPN i napisanej na ich podstawie książce abp. Marka Jędraszewskiego jest mowa o 145 przesłuchaniach, niekiedy kilkunastogodzinnych. Na 50 przesłuchań zabierano go z więziennego szpitala…

To, co przeszedł, było tak straszne, że nie chciał nigdy o tym mówić. W roku 1977, śmiertelnie chory m.in. na nowotwór, wspomniał jedynie opiekującej się nim siostrze, że cierpienia powodowane przez chorobę to nic w porównaniu z tym, czego doznał z rąk ubeckich oprawców. Tylko raz, w Rzymie, w towarzystwie kilku znajomych księży, opowiedział o niektórych torturach: zrywaniu paznokci czy trzymaniu przez wiele dni bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi… W wyniku tortur biskup miał chory żołądek, odbite nerki, a całe plecy pokryte kilkucentymetrowymi bliznami.

Pomimo to biskup się nie załamał i nie zgodził na obciążenie prymasa. Dzięki temu do pokazowego procesu nie doszło, a wkrótce wybuchł poznański Czerwiec i stalinizm się skończył.

Arcybiskup Baraniak kierował Kościołem w Wielkopolsce jeszcze 21 lat, choć zgodę rządu na objęcie archidiecezji otrzymał głównie dlatego, że komuniści liczyli, iż jego wycieńczony organizm nie pozwoli mu długo piastować tej funkcji.

Nigdy nie znajdował się na pierwszym planie, ale kard. Henryk Gulbinowicz, oceniając jego rolę w polskim Kościele, stwierdził: „To była ta wielka trójka, mianowicie: Prymas Wyszyński, kard. Wojtyła i abp Baraniak”.

A kard. Karol Wojtyła, który odwiedził arcybiskupa w szpitalu niedługo przed jego śmiercią, pożegnał go słowami: „Kościół w Polsce nigdy nie zapomni tego, co Ekscelencja uczynił dla niego w najtrudniejszym dla tego Kościoła czasie”.

Emerytowani oprawcy

Tak zwane śledztwo przeciw biskupowi toczyło się pod bezpośrednim nadzorem Julii Brystygierowej (wł. Luny Prajs), dyrektor Departamentu V MBP, kierującej m.in. prześladowaniami Kościoła, i Jacka Różańskiego (wł. Józefa Goldberga), dyrektora Departamentu Śledczego, czołowego kata z Rakowieckiej.

Autorka prezentuje w filmie także przebieg postępowania prowadzonego przez IPN przeciwko pięciu spośród 31 funkcjonariuszy UB, uczestniczących w próbach złamania biskupa. Wszyscy zasłonili się brakiem pamięci.

Wincenty K., jeden z dwóch głównych oficerów śledczych odpowiedzialnych za „sprawę bp. Baraniaka”, który osobiście przeprowadził 113 ze 145 przesłuchań biskupa, sporządzał tzw. plany pracy do sprawy i składał wnioski o przedłużanie dlań tymczasowego aresztu aż do 27 miesięcy, zeznał, że „nie pamięta”, kto mu przydzielił sprawę, że tylko „wykonywał polecenia”, i „nie wie”, kto podpisywał protokoły przesłuchań.

Inni emerytowani ubecy, pytani przez prokuratorów IPN o bp. Baraniaka, zeznawali pod przysięgą np. tak: „Pierwszy raz słyszę nazwisko tej osoby”; „Nie pamiętam, żeby taki Baraniak siedział”; „Jestem zupełnie zaskoczony, że moje nazwisko jest w tym dokumencie”.

IPN umorzył trwające osiem lat dochodzenie w ubiegłym roku.

„Trudno się z tym pogodzić, że ci, którzy prześladowali w tamtych czasach nie tylko księży, ale wszystkich, są bezkarni, że w naszym kraju na ubowców nie ma paragrafów” – mówi w filmie kard. Józef Glemp. – Oni przeżyli dość wygodnie starość, byli poza prawem, umieli się wygodnie urządzić i cały czas byli jakby pod jakąś osłoną”.

Autorytety III RP

O ile uwięzienie prymasa Wyszyńskiego zostało stosunkowo dokładnie zbadane i opisane w wielu publikacjach oraz filmach, o tyle inne represje wobec Kościoła w okresie stalinowskim, w tym uwięzienie abp. Baraniaka i proces kurii krakowskiej, pozostają wciąż mało znane. Co poniekąd w III RP nie dziwi. Ich pełne ukazanie pomogłoby przecież zrozumieć atmosferę tamtych lat, mechanizm niszczenia resztek polskich elit, które przetrwały hekatombę wojny i zastępowania ich warstwą pseudoautorytetów, wykreowanych przez komunistów, rządzących z nadania Moskwy. Pseudoautorytetów, które miały – niestety skutecznie – zdominować polskie życie przez wiele następnych dziesięcioleci.

Nikt lepiej nie uosabia tego zjawiska niż Tadeusz Mazowiecki. Przecież kariera jednego z najważniejszych twórców i pierwszego premiera III RP zaczęła się właśnie wtedy, gdy w ubeckich lochach ginęli żołnierze wyklęci i torturowano pasterzy Kościoła katolickiego. Właśnie wtedy Mazowiecki, z łaski władz obsadzony w roli koncesjonowanego katolika (jako 25-latek otrzymał w 1953 r. stanowisko redaktora naczelnego dziennika „Słowo Powszechne”), atakował z wygodnego redaktorskiego gabinetu aresztowanych i katowanych m.in. bp. Czesława Kaczmarka, skazanego po 1,5-rocznym okrutnym śledztwie za „szpiegostwo na rzecz USA i Watykanu”.

„Odcinamy się od błędnych poglądów ks. bp. Kaczmarka, które doprowadziły go do akcji dywersyjnej wobec Polski Ludowej” – napisał Mazowiecki – dokładnie w tym samym dniu, w którym na ul. Miodowej aresztowano Prymasa Wyszyńskiego i rozpoczęła się gehenna bp. Baraniaka.

Film Jolanty Hajdasz wypełnia niezwykle ważną białą plamę w naszej najnowszej historii, jednak żadna telewizja nie planuje jego emisji. Autorka ma zamiar pokazywać go na razie w drugim obiegu.

 

Obraz bohatera

Arcybiskup Baraniak zasługuje na godne miejsce w naszej historii. Nie możemy pozwolić na to, by o nim zapomniano – z Jolantą Hajdasz rozmawia Artur Dmochowski.

Skąd pomysł filmu i osoba bohatera?

Kiedy trzy lata temu musiałam przemeblować swoje życie zawodowe, bo straciłam pracę w TVP, uruchomienie własnej firmy producenckiej wydawało mi się optymalnym rozwiązaniem, bo spełniało marzenie o realizacji własnych pomysłów. W tym czasie ukazała się książka bp. Marka Jędraszewskiego, która mnie zafascynowała.
Opublikował on zestaw dokumentów znajdujących się w archiwach IPN, dotyczących jednego z najbliższych współpracowników Prymasa Wyszyńskiego, abp. Antoniego Baraniaka. Z dokumentów wyłaniał się obraz prawdziwego bohatera: Rakowiecka, nadzór Brystygierowej, tortury i 27 miesięcy więzienia nawet bez postawienia zarzutów, a z drugiej strony wciągający życiorys: chłopak ze wsi, biedna wielodzietna rodzina i dwa doktoraty, znajomość najbardziej poufnych spraw dotyczących polskiego Kościoła. Kim był ten człowiek, dlaczego trzymano go w więzieniu tak długo, co działo się w śledztwie, skoro przesłuchań było tak wiele? Abp Baraniak zmarł nie tak dawno, w 1977 r., żyją przecież jeszcze ci, którzy go znali i z nim pracowali – myślałam – dlaczego tak mało o nim wiemy? Postanowiłam swój pierwszy samodzielny film zrobić właśnie o nim, by utrwalić jakąś cząstkę naszych dziejów.

Obraz bohatera

Jak udało się sfinansować produkcję? Czy miała Pani wsparcie TVP lub innych stacji?
Nie udało się uzyskać dotacji żadnej instytucji publicznej, choć starałam się w PISF-ie i Wielkopolskim Funduszu Filmowym. Bez powodzenia. Bez echa pozostały także prośby kierowane do Telewizji Publicznej. Udało mi się tylko znaleźć jednego sponsora, Wielkopolską SKOK. Dotacja ta wystarczyła na prace dokumentacyjne i pierwsze zdjęcia. Reszta to po prostu moje oszczędności i praca wykonywana za darmo, nie tylko przeze mnie, ale też przez wiele życzliwych temu filmowi osób.

Co najbardziej uderzyło Panią w tej historii?

Skromność i pokora bp. Baraniaka zestawiona z jego zasługami. Zdaniem historyków, gdyby nie jego postawa w więzieniu, nie byłby możliwy powrót prymasa Wyszyńskiego do Warszawy po okresie internowania, a bez prymasa Wyszyńskiego nie byłoby Jana Pawła II, a więc dzieje Polski i wielu innych państw potoczyłyby się zupełnie inaczej. A za tym wszystkim stoi cicha postać bp. Baraniaka, który się nie ugiął i nie załamał w najtrudniejszym dla Kościoła czasie. Powinniśmy robić wszystko, by takich jak on ocalić od zapomnienia, bo jak mówi w filmie abp Jędraszewski – żeby pokazać prawdę o jakichś czasach, trzeba pokazać bohaterów.

Dlaczego abp Baraniak, niewątpliwie jeden z największych bohaterów najnowszej historii Polski, jest zapomniany i mało znany?

Kościół i media katolickie starały się ocalić pamięć o nim, jednak trudno im było z tym przekazem dotrzeć do powszechnej świadomości. O 27 miesiącach swojego uwięzienia abp Baraniak prawie nigdy nie mówił, nie zostawił żadnych spisanych wspomnień na ten temat. Najistotniejsza jest jednak postawa mediów i polityków kształtujących taki klimat debaty publicznej w naszym kraju, w którym nie ma miejsca na bohaterów, przede wszystkim bohaterów Kościoła. Opowiadając historię abp. Baraniaka, trzeba przecież przypomnieć postawę komunistów i ubeków, którzy zwalczali Kościół, także torturując i mordując wielu. Trzeba przypomnieć tych, którzy ich popierali. Widocznie nawet po tylu latach jest to temat niewygodny.

Czy może dlatego, że jego postać to wyrzut sumienia dla tych, którzy robili wtedy kariery dzięki udziałowi w propagandowych nagonkach?

Pewnie tak. Nie mnie ich osądzać, minęło już tyle lat, ale nie wolno nam stawiać po tej samej stronie tych, którzy osądzali, i tych, których sądzono. A póki co, abp. Baraniak w świetle przepisów nie jest nawet ofiarą systemu komunistycznego, a jego oprawcy korzystają lub korzystali z wielu przywilejów przysługujących emerytowanym funkcjonariuszom. To nie jest sprawiedliwe, nie wolno się z tym godzić.

Co będzie dalej z filmem? Czy dostała Pani jakieś oferty pokazania go w tv?

Nie, nikt z telewizji nie odezwał się, nawet po otrzymaniu głównej Nagrody Wolności Słowa SDP, ale staram się być optymistką i jeszcze wierzę, że może uda się znaleźć stację, która ten film pokaże szerokiej widowni. Arcybiskup Baraniak zasługuje na godne miejsce w naszej historii. Nie możemy pozwolić, by o nim zapomniano.

Jolanta Hajdasz – dziennikarka, reżyser i historyk, doktor nauk humanistycznych. Publicystka tygodnika „Przewodnik Katolicki”. W latach 2007–2009 dyrektor TVP Poznań, pozbawiona pracy z przyczyn politycznych. Wykładowca dziennikarstwa w Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych w Poznaniu i UAM. Autorka pierwszej monografii Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa pt. „Szczekaczka”.

Gazeta Polska: Nr 1 z 2 stycznia 2013

23.09.2013 Jolanta Hajdasz w Klubie Ronina – projekcja filmu „Zapomniane męczeństwo”

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Antoni Baraniak. Biskup niezłomny

  1. Majka S. pisze:

    Przejmująca historia biskupa Antoniego Baraniaka powinna stać się antidotum na komusze ataki na Kościół, jeżeli oczywiście film p. Jolanty Hajdasz zostanie wyemitowany.

  2. emka pisze:

    Pokaz filmu Jolanty Hajdasz „Zapomniane męczeństwo”odbędzie się 13 czerwca, o godz.18, w klubie „Hybrydy” ul. Złota 7/9 w Warszawie.
    Wstęp wolny.
    Po projekcji dyskusja z udziałem Jolanty Hajdasz, którą poprowadzi Tomasz Sakiewicz.

    Film otrzymał nagrody:

    II Nagroda Główna Wolności Słowa SDP 2012
    Feniks 2013 – nagroda główna Stowarzyszenia Wydawców Katolickich w kategorii multimedia
    II nagroda XXVIII Międzynarodowego Katolickiego Festiwalu Filmów i Multimediów Niepokalanów 2013 w kategorii film dokumentalny

  3. emka pisze:

    13 sierpnia 36. rocznica śmierci. Torturowany w stalinowskim więzieniu. Jego kaci do dziś żyją i pobierają wysokie resortowe emerytury. Nigdy nie odpowiedzieli za to, co robili.[…]
    WIĘCEJ:
    http://wpolityce.pl/artykuly/60110-36-lat-temu-zmarl-zapomniany-meczennik-abp-antoni-baraniak-jego-kaci-do-dzis-zyja-i-pobieraja-wysokie-resortowe-emerytury

  4. Wika pisze:

    To mój bardzo bliski krewny. Jestem z niego bardzo dumna. Jestem dumna z tego, że wywodzę się z tak wspaniałej rodziny, które jak pokazuje ten artykuł, przekazuje bardzo dobre morały życiowe.
    Mam nadzieję, że kiedyś stanie się o nim naprawdę głośno. Liczę na to!

  5. Tatiana pisze:

    Po przeczytaniu wielu publikacji, obejrzeniu filmów p. dr Hajdasz o arc. Baraniaku, oczywiście ze łzami w oczach, jestem wdzięczna wszystkim za ocalenie od zapomnienia tak zacnego człowieka, z tak wspaniałą postawą wobec kościoła, wobec prawdy i tych właściwych wartości. Faktycznie należy Go uznać Męczennikiem. Jestem szczęśliwa, że od od jego śmierci modlę się za jego duszę, ponieważ udzielał mi sakramentu Bierzmowania w 1959 r. O tych podejmowanych działaniach poinformowała mnie Ania Heb.Wol., która jest powiązana rodzinnie z arc. Baraniakiem i która również jest zaangażowana w przygotowaniach do procesu beatyfikacyjnego. Jestem Jej bardzo wdzięczna, bo dotąd nie wiedziałam o tych działaniach. Gratuluję p. dr Hajdasz. Podziwiam Jej wytrwałość, upór, poświęcenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.