Pożegnania i wybór tekstów śp. Pawła Paliwody

Niezwykły publicysta, błyskotliwy filozof, wspaniały człowiek. Obdarzony był ostrym i celnym piórem. Jego teksty zawsze wyróżniały się konsekwentną argumentacją i niezależnością. W ostatnich latach swojego życia był publicystą Gazety Polskiej Codziennie i członkiem redakcji Nowego Państwa. Wcześniej wiceszef działu opinii Dziennika.

strona [2] Wybór tekstów

***

Pracował w Życiu i Ozonie. Wcześniej był członkiem Warszawskiego Klubu Krytyki Politycznej, unikalnego środowiska, które współtworzyli późniejsi założyciele Teologii Politycznej – Dariusz Karłowicz, Dariusz Gawin, Marek Cichocki. W 2007 roku był doradcą ministra edukacji, prof. Ryszarda Legutki. Z wykształcenia był historykiem filozofii.

Zmarł 2 stycznia 2012 roku po długiej chorobie w wieku 49 lat.

Pochowany 11 stycznia w Warszawie na Cmentarzu Bródnowskim

Jego idolem był Kambei Shimada. Fascynował go świat samurajów, ulubionym rekwizytem był japoński miecz. O swoim ukochanym mistrzu pisał:

Kambei  Shimada – to wojownik-filozof. Mędrzec. Nie ma takiej siły – głodu, nędzy, przewagi rządzących łotrów, panów-bogaczy kształtujących opinię publiczną – która zmusiłaby go do oportunistycznej kapitulacji, do służenia tym, których postrzega jako nędznych pachołów i karierowiczów. Nie można przekupić Shimady. Nie można z nim robić interesów. Nie można mu skutecznie pochlebiać. Nie można zaskarbić sobie jego przychylności pieniędzmi, stanowiskiem, karierą. To jest wojownik ubogi , bo w jego świecie – żeby zdobyć kosztowne pancerze – trzeba być oportunistą i tchórzem. Nie zawsze, ale prawie zawsze. I wtedy, gdy cała czereda moralistów i obłudników milczy, do akcji wchodzi  Shimada. Co z tego ma? Poczucie, że kiedyś odejdzie jako człowiek uczciwy, a nie jako karierowicz i knur z tzw. dobrego towarzystwa. Naśladujcie Shimadę, Drodzy Czytelnicy, jeśli umiecie coś więcej niż tylko powtarzanie obiegowych słów.

***

Dariusz Karłowicz do Pawła Paliwody

Przyglądałem się Twojej niezwykłej przemianie duchowej

Pawle, Kochany Przyjacielu,

Patrzę na Twoje zdjęcie i nie potrafię uwierzyć, że już nie zadzwonisz, że nigdy nie będzie kolejnej godzinnej rozmowy przez telefon. Lubiłeś gadać i gadałeś świetnie z pasją, z nerwem, jak nikt. Dużo z tego widać w Twoim pisaniu. Dużo, ale nie wszystko. Przegadaliśmy setki godzin. Najpierw na filozofii, gdzie byłeś jednym z najlepszych. Dociekliwy, świetnie oczytany, precyzyjny w argumentacji, z niezwykłą zdolnością do odróżniania rzeczy ważnych od nieważnych, a przy tym wszystkim żarliwy (jak nazwać tę pasję, która studia filozofii zmienia w  sposób życia?). Potem na studiach doktoranckich w IFiS PAN, gdzie pisałeś doktorat u profesora Juliusza Domańskiego. Pamiętam jak po przeczytaniu kilku rozdziałów Twojej pracy o jedności w Metafizyce Arystotelesa nasz Profesor powiedział „Panie Pawle, te rozdziały są jak ze spiżu”.

Były lata 90. Łaziliśmy po okolicach Pałacu Staszica i gadaliśmy. O metafizyce i Grekach, którzy nas fascynowali i o polityce, która nas irytowała. Spotykaliśmy się co tydzień, by gadać o czytanych po kolei dialogach Platona. Tydzień pedantycznej lektury ze stertami notatek i cały dzień analiz i gadania. Zawsze pasjonowała Cię polityka. Ale polityka rozumiana po grecku. Szeroko. Taka w której idzie o dobro. Potem był Warszawski Klub Krytyki Politycznej – ośmiu młodych filozofów (Cichocki, Gawin, Gniazdowski, Krasowski, Merta, Ostrowski) – gorące głowy. Zostało sześciu – Tomek Cię wyprzedził. W WKKP znowu wspólna lektura klasyków, którzy mieli nam pomóc zrozumieć co się wokół dzieje. I rozmowy. Setki godzin rozmów o  filozofii, religii, o Polsce, o polityce, o IIIRP, o kulturze. Darek mówi, że z tamtych czasów dobrze pamięta Twój śmiech – ciepły, serdeczny śmiech i błysk w oku.

Publikować zacząłeś chyba w Życiu z kropką i szybko stałeś się marką. Niepowtarzalny styl Paliwody. Ilu go naśladowało!  Niepodrabialny styl niepodrabialnego intelektualisty. Kto nie pamięta Twoich „snobek filantropek”, brawurowych rajdów na kulturową lewicę czy cytatów z presokratyków w tekście o piłce nożnej,? Nigdy nie byłeś letni! Nie odpuszczałeś. Raczej ogień niż nudziarz. Dobry uczeń swojego patrona. Nie wiem czy ktoś spośród publicystów wzbudzał kiedyś podobne emocje. Tak było wszędzie gdzie pisałeś. Kiedy pojawił się Internet pod Twoimi tekstami ciągnęły się kilometry komentarzy, zachwytów, bluzgów, dyskusji, potępień, wyrazów poparcia. To było niebywałe. Przecierałem oczy ze zdziwienia.

Żartem pisałeś o sobie jako samuraju. Brałem to poważnie. Cwaniacy robiący sobie publicity na cierpieniu i krzywdzie wywoływali w Tobie wściekłość. W samym centrum Twojego DNA była czułość wobec poniżonych i słabych. Kariera? Kalkulacja? Salon? To nie było w Twoim stylu. Kodeks honorowy, zasady, wierność, odwaga (pamiętam jak kiedyś późno w nocy, na Powiślu przerwałeś w pół zdania i wystartowałeś do bandziora, kątem oka widząc, że zaczepił przechodzącą kobietę). A więc kodeks, zasady, wierność, odwaga i samotność. Samotność – bo pierwsze brane radykalnie (a więc na Twój sposób) nieuchronnie rodzą to ostatnie. Wśród wielu niezwykłych talentów nie miałeś talentu do życia z ludźmi. Czy byłeś zbyt wymagający, zbyt bezkompromisowy, zbyt porywczy – a przy tym zbyt kruchy? A może źle trafiłeś? Czasy, które wolą fajowskość od profesjonalizmu, prawdy i myślenia – to nie był świat dla Ciebie. Ale w przyjaźni byłeś mistrzem. Zawsze wyrozumiały, zawsze wierny, zawsze empatyczny, dowcipny, serdeczny i niezawodny.

Przyglądałem się Twojej niezwykłej przemianie duchowej. Szukałeś żarliwe, z pasją, całym sobą. Kiedyśmy się poznali byłeś zafascynowanym socjobiologią scjentystą. Ludzie mówią, że filozofia nikogo nie nawraca. Może to i prawda, ale u Ciebie chyba przygotowała grunt. Najpierw starożytni i ich metafizyka, potem filozofia polityczna i uznanie dla roli Kościoła, a na końcu Miłosierny Chrystus, który okazał się Logosem, Prawdą,  Dobrem i Miłością. Mam podstawy przypuszczać, że byłeś z Nim bliżej niż większość z nas, że doświadczałeś Go nie tylko poprzez ludzi i Pismo. Ten późno odnaleziony Chrystus stał się towarzyszem Twojego cierpienia. Ktoś napisał, że umarłeś po długiej i ciężkiej chorobie. Tak, to prawda. Bardzo długiej i bardzo ciężkiej. Wycierpiałeś się Bracie.

Odpoczywaj w Pokoju

Będzie Cię brakowało.  Dziękuję i wybacz.

http://www.teologiapolityczna.pl/

***

Bronisław Wildstein

Dokonał świadomego wyboru

Wrażliwość i temperament nie pozwalały mu bez gniewu i uprzedzenia kontemplować spraw wiecznych

Niecałe dwa lata temu spacerowałem nad Morzem Śródziemnym w Tunisie. Zostałem zaproszony na konferencję na temat wychodzenia z dyktatury. Ben Ali został obalony, a Tunezyjczycy szukali wzorców dla budowy sprawiedliwego i demokratycznego państwa. Ponieważ pamięć o Solidarności w wymiarze globalnym funkcjonuje lepiej niż w naszym kraju, zwrócili się także do Polaka, aby opowiedział im o swoich doświadczeniach. To był krótki moment o zmierzchu, kiedy mogłem przyjrzeć się morzu i zyskać dystans do polityki. Tyle, że zadzwoniła komórka. Paweł Paliwoda opowiadał, że jeden z organizatorów namiotu Solidarni 2010 został pobity przez strażników miejskich. Wyjaśniał szczegółowo. Tłumaczyłem, że jestem na innym kontynencie, jego zabije telefoniczny rachunek, a przecież i tak nic nie będę w stanie zrobić przed powrotem do kraju już za dwa dni. Małodusznie chciałem, żeby dał mi spokój i pozwolił uwolnić się choćby na ten moment od problemów kraju. Nie ustąpił zanim nie wyjaśnił wszystkiego i nie wymusił, abym zadeklarował, że o sprawie napiszę.

Paweł Paliwoda umarł za wcześnie. Zdanie takie brzmi banalnie i pusto. Można dodać równie banalnie (i nieprawdziwie): wszyscy umieramy zbyt wcześnie. Tyle, że w wypadku Paliwody to pierwsze zdanie jest prawdziwe nie tylko dlatego, że umarł mając 50 lat. Wszyscy, którzy go znali, mają uczucie niespełnienia, kontrastu między jego możliwościami, a tym, co pozostawił po sobie.

Jeden z najlepiej zapowiadających się absolwentów i doktorantów filozofii UW nie zrobił doktoratu i oddał się publicystyce. Jego wrażliwość i temperament nie pozwalały mu bez gniewu i uprzedzenia kontemplować spraw wiecznych i kazały angażować się w obronie ludzi i wartości. Jego bezkompromisowość powodowała, że coraz mniej mógł odnaleźć miejsca dla swoich tekstów i sytuował się na coraz dalszym marginesie. Jako prezes TVP zaproponowałem mu prowadzenie programu „Ring”. Mój następca program zlikwidował.

Wzorem Paliwody był bohater „Siedmiu samurajów” Kambei Shimada. Na swoim blogu pisał o nim: „Kambei  Shimada – to wojownik-filozof. Mędrzec. Nie ma takiej siły – głodu, nędzy, przewagi rządzących łotrów, panów-bogaczy kształtujących opinię publiczną – która zmusiłaby go do oportunistycznej kapitulacji, do służenia tym, których postrzega jako nędznych pachołów i karierowiczów.”

Łatwo usprawiedliwiamy się, że ci, którzy przegrywają w naszym świecie – sami na to zasłużyli. Doraźny sukces staje się miarą słuszności. Paliwoda dokonał świadomego wyboru. Może był zbyt bezkompromisowy? A może rzeczywistość, w której żyjemy, nie zasłużyła na takich jak on?

http://www.teologiapolityczna.pl/

***

Dawid Wildstein

Jaki byłeś, Pawle?

Kim był Paweł Paliwoda? Historią ostatnich 20 lat polskich inteligentów. Ale nie tych bulwarowych i oklepanych. Paweł Paliwoda był człowiekiem starego stylu – z czasów, gdy solidność i niezależność cenione były bardziej niż potulność. Przyszło mu też za to zapłacić ogromną cenę.

Jaki byłeś, Pawle? - niezalezna.pl

Solidne studia filozoficzne, później niedokończony doktorat w IFiS PAN. Pisał o Arystotelesie i jego logice. Należał do Warszawskiego Klubu Krytyki Politycznej, elitarnego środowiska, które spotykało się regularnie, żeby rozmawiać o polityce w filozoficznym kontekście – Karłowicz, Cichocki, Gawin, Merta, Krasowski, Ostrowski, Gniazdowski. To też ważny rys inteligencki: porządna formacja połączona z zainteresowaniem sferą publiczną. Znakomicie zapowiadający się filozof, który wybrał jednak dziennikarstwo. Tak w pewnym momencie zaczął się przedstawiać. Nie nazywał siebie już filozofem, ale dziennikarzem.

Jego talent szybko dostrzeżono. Bez tekstów Paliwody trudno wyobrazić sobie było pierwsze „Życie”. Walił bezlitośnie w polityczną poprawność, żartował z głupoty, denerwował rozmówców. Paweł Śpiewak z wściekłością rzucił w trakcie rozmowy słuchawką. Poszedł nieautoryzowany wywiad, po którym wybuchła awantura. Teksty o snobkach-filantropkach („W cywilizacji pacyfizmu i ludyczności kobieta staje się – by tak rzec – artykułem pierwszej potrzeby”) i piłce nożnej z cytatami z Parmenidesa („Byt jest. Niebytu nie ma. Polska piłka nożna nie istnieje”). W „Dzienniku” po jednym z antylustracyjnych wystąpień biskupa Życińskiego tekst „Czego się boi Filozof”. Znów awantura.

Zarówno w „Życiu”, jak i w „Dzienniku”, był ważną postacią w dziale publicystycznym. Zamawiał i przyjmował teksty, redagował. Często pisał je od nowa. Wyczulony na rytm i brzmienie frazy, zawsze wierzący, że piękną polszczyznę można i należy godzić z logiką wywodu. Kto dał Paliwodzie do przeczytania swój tekst, mógł być pewny solidnej lektury, szczerej krytyki i propozycji napisania jeszcze raz.

Paweł Paliwoda nie bał się awantury. Kiedy czuł, że ktoś chce zamachnąć się na jego wolność, groził mieczem. Dosłownie. W redakcji nad jego biurkiem wisiał ponoć samurajski miecz. W innym kraju zapewne Paweł Paliwoda byłby człowiekiem bogatym. Pisał teksty, od których wielu zaczynało lekturę gazet. Miałby swoje stałe miejsce na drugiej stronie. Tu miał tyle samo wielbicieli, co wrogów. Wieczny niedostatek i nieustająca niepewność.

Taki był Paweł Paliwoda od zewnątrz. A jaki w środku? Mało kto go znał naprawdę, bo skutecznie ukrywał siebie. Tak naprawdę nieśmiały i bardzo wrażliwy. Perfekcjonista aż do bólu.

Na co dzień najwięcej myślał o miłości. „Jak precyzyjnie zdefiniować kobiecość?” – pytał w jednym z tekstów w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Znany z ostrego pióra Paweł Paliwoda był człowiekiem subtelnym. Gdy przychodziło do spraw życiowych, ważył słowa, dbał o formę i zachowywał dystans. Pełny szyk i galanteria. Nie pisał o sobie i o swoich doświadczeniach – bardziej interesowało go to, co na zewnątrz. Jego najbardziej osobiste wyznanie znalazło się w tekście o Kambei Shimadzie, ukochanym samuraju:

„Kambei Shimada – to wojownik-filozof. Mędrzec. Nie ma takiej siły – głodu, nędzy, przewagi rządzących łotrów, panów-bogaczy kształtujących opinię publiczną – która zmusiłaby go do oportunistycznej kapitulacji, do służenia tym, których postrzega jako nędznych pachołów i karierowiczów. Nie można przekupić Shimady. (…) To jest wojownik ubogi…”.

Taki był Kambei Shimada. Taki też był Paweł Paliwoda, którego poznałem w 2007 r., w upiornym budynku na Szucha, gdzie razem pracowaliśmy w gabinecie politycznym.

Żegnaj, Przyjacielu.

***

Mateusz Matyszkowicz

Pana Pawła poznałem bardzo późno. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie – Dorota Kania poprosiła, bym zamawiał u niego teksty. Do naszej redakcji wkroczył masywny, tęgi facet w czarnych okularach, ze srebrnym łańcuchem na szerokim karku i w czerwonej puchówce. A było lato. Zamówiłem u niego tekst na 700 znaków. Pisał go 7 godzin. Myślałem, że dostałem właśnie najgorszego współpracownika pod słońcem. Dość szybko zrozumiałem, w jakim byłem błędzie. Te 7 godzin na 700 znaków było efektem niesamowitego etosu pisanego słowa. Nie chodziło tylko o słowo, strukturę, brzmienie – choć zawsze bardzo Mu na tym zależało. Najbardziej imponujący był jego „risercz”. Pan Paweł był trochę kosmitą. Żył swoim życiem, myślę, że bliżej spraw obiektywnych niż tej żenującej iluzji III RP. Choć ta doksa bolała go bardzo. Wiem, że potrafił przyjść i nie mieć świadomości o najważniejszym wydarzeniu, o którym trąbiły wszystkie media od tygodnia. Denerwowało mnie to jako jego szefa. Ale też zawsze po tych 7 godzinach wiedział więcej, niż mógłbym sobie wymarzyć. A jeśli dawaliśmy mu dwa, trzy dni – zawsze mogłem mieć pewność, że tekst będzie perfekcyjny. Nie wiem, jak to robił. Mnie zajęłoby to dwa tygodnie. Mówię tu tylko o zebraniu informacji.

Po jakimś czasie Pan Paweł stał się nieodłącznym elementem mojej pracy w „GPC”. Nie tylko dlatego, że lubiłem jego teksty, a im więcej u niego zamawiałem, tym bardziej doceniałem jego styl. W pewnym momencie poznałem go z innej strony. Na naszym redakcyjnym balkonie przegadaliśmy mnóstwo czasu o Platonie. I tak połączyła nas wspólnota dziwaków redakcyjnych. Dziwak młodszy i dziwak starszy, który wiedział dużo więcej. Szczególnie o Stagirycie, okazało się, że pisał o nim doktorat. W jakiś absurdalny sposób to dzięki Panu Pawłowi czułem się czasem w tej redakcji bardziej u siebie, w domu.

Cóż, Panie Pawle, piszę to dużo za późno, ale szczerze. Świadomość, że już nigdy nie wyjdę na balkon w „GPC” i nie posłucham o Polis, Stagirycie i Barczystym, że nie pokłócę się z Panem o kwestie miłości, etyki arystokracji, o samurajach, powoduje, że trochę już nie wiem, jak się tam odnajdę. Dziękuję i przepraszam, że tak mało porozmawialiśmy.

źródło: 

DALEJ

strona [2] Wybór tekstów

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda, Eseje, Historia, III RP, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pożegnania i wybór tekstów śp. Pawła Paliwody

  1. emka pisze:

    Zaproszenie na wieczór wspomnień.
    Teologia Polityczna zaprasza na wieczór wspomnień o PAWLE PALIWODZIE. Spotkanie odbędzie się 22 września o g. 18.30 w Muzeum Powstania Warszawskiego (sala Jana Nowaka Jeziorańskiego).

    Gość specjalny: Bogusława Paliwoda

    Wspominać będą:
    Prof. Seweryn Blanadzi
    Dariusz Karłowicz
    Filip Memches
    Paweł Nowacki
    Jan Pospieszalski
    Tomasz Sakiewicz
    Piotr Semka
    Rober Tekieli
    Bronisław Wildstein
    Dołącz do wydarzenia na FB
    Paweł Paliwoda (1963-2013), historyk filozofii, dziennikarz, publicysta aktywnie uczestniczący w kształtowaniu polskiej debaty publicznej. Współtworzył Warszawski klub Krytyki Politycznej. W Telewizji Polskiej prowadził program „RING”. Publikował m.in. w „Życiu”, „Nowym Państwie”, „Rezczpospolitej”, „Ozonie”, „Gościu Niedzielnym”. W ostatnich latach życia związany z „Gazetą Polską”.
    Nakładem Teologii Politycznej ukazał się niedawno tom pt.: „Kambei Shimada”, w którym zebrane zostały najważniejsze teksty śp. Pawła Paliwody. Był to publicysta nieprzeciętny, którego pisarstwo nie mogło pozostawić czytelnika obojętnym.

  2. emka pisze:

    Relacja z wieczoru wspomnień o Pawle Paliwodzie.
    Preludium do całego spotkania była przemowa mamy zmarłego, odczytana przez ciotkę Pawła Paliwody – Panią Hannę Bodzak. „Non omnis moriar” tym znanym cytatem z Horacego, matka pragnęła przypomnieć, że Paweł Paliwoda pozostaje między nami, czego najlepszym dowodem jest wydanie zbioru jego esejów. Pani Bogusława wspomniała, że jej syn nie mógł pogodzić się z wizją zniszczenia cywilizacji zachodniej. Pragnął zdemaskować wszechobecny relatywizm, pozory i kłamstwo, aby ocalić wartości, które są niezniszczalne. Książka jest ocaleniem jego idei. […]
    DALEJ:
    http://blogpress.pl/node/21626

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.