Rycerz Niepodległej

images (17)Ucałuję szczątki ojca, wywiad prasowy i video z Zofią Pilecką-Optułowicz, córką rotmistrza >strona [2]
„Kup koniecznie książkę Tomasza á Kempis „O naśladowaniu Chrystusa” i czytaj dzieciom fragmenty. To ci da siłę”
– powiedział żonie skazany w 1948 roku na śmierć rotmistrz Witold Pilecki. – pisze Anna Zechenter

strona [3] Bohdan Urbankowski, Rotmistrz Pilecki

zobacz:

 

Rycerz Niepodległej

Szkoda, że z rzadka tylko przypomina się jego formację duchową. A może właśnie jego religijność i szlachetność, przywodzące na myśl kryształ najwyższej próby i ton najczystszy z czystych, to jedne z przyczyn zohydzania pamięci o nim? Może nie tylko niechęć środowisk lewicowych do przywracania narodowi bohaterów, lecz i przekonania rotmistrza sprawiły, że stał się ostatnio – tuż przed odsłonięciem jego szczątków na powązkowskiej Łączce – ofiarą haniebnych pomówień tygodnika „Polityka”, jakże zasłużonego dla deprawowania inteligencji peerelowskiego chowu.

Gospodarz na Sukurczach

Człowiek, który podjął się misji w Auschwitz, wiódł przed kataklizmem 1939 r. w Sukurczach żywot obywatela ziemskiego – z naciskiem na słowo „obywatel”. Zanim tam osiadł, mieszkał w rodzinnym Ołońcu pod fińską granicą, na krańcach imperium carów, gdzie jego ojcu pozwolono pracować. Chłonął opowieści dziadka o Powstaniu Styczniowym, podczas gdy matka czytała Sienkiewicza, a ze ścian spoglądały Grottgerowskie postaci. Nic więc dziwnego, że wysłany jako 12-latek na naukę do Wilna, wstąpił do tajnych kół samokształceniowych oraz konspiracyjnego polskiego skautingu.

Po bolszewickim przewrocie Pileccy ściągnęli do rodzinnego gniazda na Wileńszczyźnie. Cóż to jednak było za gniazdo… Niemcy doprowadzili majątek w czasie wojny do ruiny. Gdy zaczęli wycofywać się z Wilna w grudniu 1919 r., Witold od roku już działał w samoobronie, a w sylwestra dowodził harcerską placówką w Ostrej Bramie, strzegąc obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej. Wojna polsko-bolszewicka znów wyrwała go ze szkolnej ławki: jako ochotnik I Wileńskiej Kompanii Harcerskiej bronił okolic Grodna, potem gonił bolszewików uciekających spod Warszawy. Frontowe życie zakończył udziałem w wyprawie gen. Szeligowskiego, która odzyskała Wilno dla Polski.

Po maturze zapisał się na Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego, musiał jednak przerwać studia: brakowało pieniędzy. Zamiast popaść w zgorzknienie z powodu niezrealizowanych marzeń, poszedł służyć w Związku Bezpieczeństwa Kraju. Znów miał cel: „Chodziło o to, by wśród społeczeństwa wskrzesić tradycje żołnierskie” – wspominał.

Awansowany w 1926 r. do stopnia ppor. rezerwy, wrócił na stałe do Sukurcz, gdzie bieda zmusiła jego rodziców do wydzierżawienia majątku na fatalnych warunkach. Witold wygrał w sądzie i odzyskał Sukurcze. Jego siostra Maria wspominała: „W 1926 r. przybył Witek i zaczął gospodarzyć, znalazł się wówczas i żywy inwentarz, kilka krów i koni”. Żyłka społecznikowska nie opuściła go po założeniu rodziny w 1931 roku: założył Kółko Rolnicze, żeby unowocześnić uprawę ziemi, oraz ochotniczą straż pożarną, otworzył mleczarnię; rozumiejąc potrzebę unowocześnienia rolnictwa, wyspecjalizował się w hodowli nasion koniczyny. Jakby tego było mało, zbierał chłopaków z okolicznych wsi, szkolił i utworzył z nich ułański szwadron krakusów, z którym brał udział w sportowych konkursach. I cieszył się, że Ojczyzna zyskała nowych obrońców.

Urodzonym w 1932 i rok później dzieciom, Andrzejowi i Zosi, poświęcał wiele czasu, wychowując je na ludzi o silnych charakterach. „Ojciec pracował na roli na równi z chłopami – wspomina jego córka Zofia Pilecka-Optułowicz. – Wiele wymagał od siebie, ode mnie i mojego starszego o rok brata Jędrka. Byłam córką kawalerzysty, generałką, dziedziczką świeżego powietrza – tak mnie nazywał. Wpajał szacunek do człowieka, przyrody. Uczył, że jeżeli znajdę biedronkę – mam ją podnieść i pomóc odlecieć”.

W najpogodniejszej chwili jego życia uderzył grom – wybuchła wojna.

„Przede wszystkim wolność Polski”

We wrześniu dowodził plutonem kawalerii dywizyjnej w składzie 19. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”. Należał do ostatnich żołnierzy, którzy złożyli broń – walczył aż do 17 października 1939 roku. Zaraz potem przedostał się z mjr. Janem Włodarkiewiczem do Warszawy, gdzie założył organizację pod nazwą Tajna Armia Polska.

„Naród, o ile nie chce skarleć i zginąć, musi mieć ideał – głosi spisana w czerwcu 1940 roku deklaracja TAP. – Polska musi być chrześcijańska, bo wychodzimy z założenia, że tylko ideologia chrześcijańska, zespolona najściślej z naszymi dziejami i psychiką naszego Narodu, pozwoli nam, krocząc drogą sprawiedliwości społecznej, spełnić misję, jaką każdy naród w historii ludzkości ma do spełnienia”. W takim właśnie środowisku, deklarującym: „Jesteśmy krew z krwi, kość z kości dziedzicami pierwszego Krzyża Mieszka, zawołań Zawiszów Czarnych i Zyndramów, albowiem […] cierpimy za tę samą świętą sprawę, za którą ginęli nasi praojcowie w latach 1830 i 1863”, działał późniejszy dobrowolny więzień Auschwitz.

Przypomnieć jednak wypada, że Pilecki – w odróżnieniu od komendanta TAP Włodarkiewicza – był przeciwny ogłaszaniu tej deklaracji, sądził bowiem, że spowoduje ona rozłam w organizacji. „Chcąc związać możliwie większą ilość dobrych Polaków, podchodziłem do ludzi apartyjnie i wiązałem na płaszczyźnie tylko żołnierskiej. Takie podejście umożliwiło związanie wielu ludzi, którzy mieli na myśli przede wszystkim wolność Polski” – wspominał.

„Podobni do dzikich Zwierząt”

Wieści o budowie obozu koncentracyjnego Auschwitz skłoniły podziemie do wysłania tam ochotnika, który zebrałby informacje o położeniu więźniów i opracowałby raport dla władz RP w kraju i na emigracji. Misji tej podjął się Pilecki. 19 września 1940 r. pozwolił się aresztować Niemcom podczas łapanki na Żoliborzu. Tamtego dnia miał przy sobie dokumenty Tomasza Serafińskiego, znalezione w warszawskim mieszkaniu, gdzie pozostawił je ich właściciel. W nocy z 21 na 22 września 1940 r. trafił do piekła: „W nieco fantastycznym, pełzającym po nas ze wszystkich stron świetle reflektorów, widoczni byli jacyś niby-ludzie. Z zachowania podobni raczej do dzikich zwierząt […] z drągami w ręku, rzucili się z dzikim śmiechem na pojedynczych naszych kolegów. Bijąc ich po głowach, kopiąc leżących już na ziemi w nerki i w inne czułe miejsca, wskakując butami na piersi, brzuch – zadawali śmierć z niesamowitym jakimś entuzjazmem”.

W Auschwitz spędził ponad dwa i pół roku, budując liczący kilkaset osób Związek Organizacji Wojskowej, który stworzył sieć „samopomocową”: pomógł wielu więźniom przeżyć, ratując chorych, dokarmiając najsłabszych, dostarczając odzież potrzebującym. Organizacja dawała więźniom poczucie, że nie są tylko numerami, lecz żołnierzami. Pilecki potajemnie przygotowywał oddziały ZOW, które miały opanować Auschwitz w przypadku próby jego odbicia przez polskie podziemie. Swoje sprawozdania – jedne z pierwszych, jakie dotarły do władz polskich w Londynie oraz zachodnich aliantów – wysyłał przez kolegów zatrudnionych w lagrowej pralni. Szczegóły jego przeżyć zawiera stustronicowy raport spisany w 1945 roku. Dwa wcześniejsze, powstałe jeszcze w 1943 r., dotyczą działalności ZOW oraz warunków w obozie. W tym naj-obszerniejszym pisał dużo o własnym losie.

„Przekuwaliśmy się wewnętrznie”

W pierwszym okresie musiał opanować sztukę przeżycia. „Zauważyłem, że niektórzy z siedzących tu od paru miesięcy mają obrzęknięte twarze i nogi. Pytani przeze mnie medycy oświadczyli, że powodem tego jest nadmiar płynów. […] Postanowiłem wyrzec się płynów nie przynoszących korzyści” – pisał, kończąc uwagą niepojętą w ustach więźnia: „Należało panować nad zachciankami”.

Z końcem 1940 r. zaczynają się dla niego długie miesiące wykrzesywania z siebie siły większej niż potrzeba do uniknięcia śmierci. „W tym czasie zasadniczym zadaniem było założenie organizacji wojskowej – pisał. – Zorganizowałem tu pierwszą ’piątkę’ […]. W listopadzie posłałem pierwszy meldunek do Komendy Głównej w Warszawie”. Od jego przybycia do obozu minęły zaledwie dwa miesiące.

Nawet tam, na samym dnie ludzkiego upodlenia, jego duch wzrastał, oczyszczał się, wznosił ku sprawom najwznioślejszym. „A jednak człowiek odżywał, odradzał się, przeradzał – pisał. – Tak przekuwaliśmy się wewnętrznie. Obóz był probierzem, gdzie się sprawdzały charaktery. Jedni staczali się w moralne bagno. Inni szlifowali swe charaktery jak kryształ. Rżnięto nas ostrymi narzędziami. Ciosy boleśnie wrzynały się w ciała, lecz w duszy znajdywały pole do przeorania… To przeradzanie się przechodzili wszyscy. […] Następowało niejako rozdwojenie. Wtedy, gdy ciało było stale udręczone, duchowo człowiek czuł się czasami – nie przesadzając – wspaniale. Zadowolenie zaczęło się gnieździć gdzieś w mózgu, z powodu przeżyć duchowych”.

Dostrzegał, jak śmiertelne zmęczenie pozbawia ludzi – jego również – wrażliwości: „Wszyscy, którzy się do pracy nie nadawali lub nie mieli już sił biegać z taczką, byli bici, a przy upadku – zabijani. W takich właśnie chwilach zabijania innego więźnia człowiek jak prawdziwe zwierzę, stał parę minut, łapał oddech w szybko pracujące płuca, wyrównywał nieco tempo łopoczącego serca…”.

Postawione przed sobą zadania wypełnił – do ucieczki w kwietniu 1943 r. zmusiła go groźba zdemaskowania.

Serafińscy dwaj

Dla nabrania sił został wysłany przez dowódców do Bochni. „Na werandzie domku położonego wśród ogrodu siedział jakiś pan z małżonką i córeczkami – wspominał Pilecki swoje przybycie do miasta. – Podeszliśmy do nich. Ja się przedstawiłem nazwiskiem, które nosiłem w Oświęcimiu. On odpowiedział: ’Ja też jestem Serafiński’. ’Ale ja jestem Tomasz’ – dodałem. ’Ja też jestem Tomasz’ – odrzekł zdziwiony. Pan omalże zerwał się z miejsca: ’Jak to, panie?! To są moje dane!’ ’Tak, to są pana dane’ – i opowiedziałem mu, że siedziałem w Oświęcimiu przez dwa lata i siedem miesięcy, a teraz stamtąd uciekłem”. W dworku Serafińskich spędził czas jakiś, odpoczywając.

Służąc w latach 1943-1944 w wywiadzie i kontrwywiadzie Kierownictwa Dywersji Komendy Głównej AK, pamiętał o swoich dzieciach. Wysyłał do syna listy ze szczegółowymi wskazówkami, jak z drewna zrobić ramkę do obrazka, radował się ogrodniczymi upodobaniami córki: „Bardzo się cieszę, że […] lubisz różne zwierzątka hodować, jak również plantować wszelkie roślinki w ogródku. Ja również lubię każdego robaczka, żuczka, groszek i fasolkę i wszystko, co żyje”.

Po Powstaniu Warszawskim trafił do niemieckiego oflagu w Murnau. Wyzwolony przez Amerykanów, dołączył do 2. Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa we Włoszech. Tam właśnie w 1945 r. spisał relację z Auschwitz, tam też po rozmowach z gen. Andersem zgodził się wrócić do rządzonej sowieckim terrorem Polski, by prowadzić tu działalność wywiadowczą. Nie musiał podejmować się tej misji – przeważyło poczucie obowiązku.

„By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano”

W Warszawie znalazł się w grudniu 1945 roku. Gromadził i przesyłał do sztabu 2. Korpusu Polskiego informacje o działaniach NKWD i UB, a także podziemia niepodległościowego. Nie opuścił kraju wbrew rozkazowi generała Andersa, gdy zaciskać zaczęła się wokół niego pętla UB. Sześć dni po aresztowaniu w 1947 r. napisał wierszem list do Józefa Różańskiego, dyrektora departamentu śledczego MBP, zakończony słowami: „Dlatego więc piszę niniejszą petycję,/ By sumą kar wszystkich – mnie tylko karano”. Kilka miesięcy później nie mógł już utrzymać pióra w ręku z wyrwanymi paznokciami.

25.05.2013 http://www.naszdziennik.pl/wp/33714

Studio Republika, odcinek o Witoldzie Pileckim

zobacz:

DALEJ

strona [2] Ucałuję szczątki ojca, wywiad z Zofią Pilecką-Optułowicz, córką rotmistrza
strona [3] Bohdan Urbankowski, Rotmistrz Pilecki

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, II wojna światowa, III RP, Lata PRL, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Rycerz Niepodległej

  1. emka pisze:

    Prof. Szwagrzyk: „Rotmistrza cechowały patriotyzm, umiłowanie kraju, w którym żył, bohaterstwo i poświęcenie dla Ojczyzny, kiedy była taka potrzeba. Tych cech nam dzisiaj zdecydowanie brakuje, takich przykładów nam brakuje”. „Deprecjonowanie rotmistrza Pileckiego odbieram jako atak na nasze narodowe wartości”. > WYWIAD

  2. emka pisze:

    Fragment powieści :„Znamię na potylicy. Opowieść o rotmistrzu Pileckim”:
    Obok Witolda na ławie oskarżonych siedzieli Maria Szelągowska, Tadeusz Płużański, Ryszard Krzywicki, Maksymilian Kaucki, Jerzy Nowakowski, Makary Sieradzki i Witold Różycki. Pilecki, spokojny i jakby pogodzony z losem, mówił w końcowych wyjaśnieniach poprzedzających ogłoszenie wyroku:
    — Wysoki sądzie, nie przyznaję się do zarzutu aktu oskarżenia, jakobym szpiegował na rzecz obcego mocarstwa. Nie przyznaję się też do tego, jakobym przygotowywał zbrojny zamach na funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, nie przyznaję się też do przyjmowania korzyści majątkowych od generała Andersa.
    Pilecki zrobił przerwę, spojrzał na prokuratorów, wziął oddech i mówił dalej:
    — Przyznaję się natomiast do zorganizowania na terenie Warszawy siatki wywiadowczej i do założenia trzech magazynów broni, broni, która nigdy od czasów powstania nie była użyta, co pewnie potwierdzą stosowne badania. Przyznaję się do używania fałszywych dokumentów i do tego, że jako oficer nie stawiłem się do Rejonowej Komendy Uzupełnień w celu demobilizacji. Na koniec dodam jedynie, że pracowałem dla legalnego rządu polskiego na emigracji, więc nie kwalifikuję się jako szpieg obcego mocarstwa. Działałem sam, dlatego proszę, by karać jedynie mnie. Reszta tu siedzących miała szczątkowe informacje o całości misji, traktowali to raczej jako pomoc koleżeńską, nie wiedząc do końca, w czym uczestniczą.
    Pilecki wiedział, że nie jest istotne, co powie, gdyż rozstrzygnięcia zapadły już poza salą sądową. Piętnastego marca w samo południe na salę weszli prokuratorzy i ławnicy. Witold siedział ze zwieszoną głową, wiedząc, że dziś zapadnie wyrok. Jak zawsze do tej pory, przeczucia nie myliły go. > CZYTAJ DALEJ

  3. Marcin pisze:

    Posiadam książkę p. Anny Zechenter pt.: „KGB gra w szachy”. Znakomita lektura budująca jeden ciąg logiczny z różnych wydarzeń związanych z komunizmem na przestrzeni dziejów. Częsot sa to mniej znane fakty, ale oddające istotę problemu, przy tym wskazujące ideologiczne pozostałości tamtej epoki i ich przykre konsekwencje. Gorąco polecam !
    Jeżeli zas chodzi o historię rotmistrza Pileckiego, to jej popularyzacja stanowi znakomity przyczynek do przywracania miejsca prawdziwym bohaterom, ludziom, którzy poświęcili się całkowicie, a na koniec ich zdradzono i splugawiono pamięć o ich dokonaniach.
    Ciekawy ejst tu mało znany wątek radiostacji zbudowanej przez więźniów na terenie KL Auschwitz, która istniałą ok. 6 miesięcy, aż służby pelengacyjne Niemców zaczęły podążać jej śladem i została zlikwidowana przez samych konspiratorów.

  4. Jastrzębiec pisze:

    Przez sekundę pomyślałem o napisaniu czegoś wzniosłego, budującego i być może pięknego o Rotmistrzu Pileckim. Ale zdałem sobie sprawę dość szybko, że każda litera wykrzywiłaby się i każde słowo zwiędło przy tej Postaci.
    Zdałem sobie sprawę z tego, że nie będę potrafił nic szczególnego napisać o Osobie, która nie pojedynczym czynem, ale całym swoim życiem, była nie tylko bohaterem i patriotą, ale wręcz „Chrystusem” naszego Narodu.

  5. Majka S. pisze:

    @ Jastrzębiec
    Są takie osoby i wydarzenia, wobec których nasze nawet najpiękniejsze słowa wydają się małe i bezradne. Pozdrawiam serdecznie.

  6. Jerzy pisze:

    Dzisiejsi opluwacze z tytułami profesorów chcą zabic pośmiertnie bohaterskiego rotmistrza. Zabranie dobrego imienia ofiar, to zasada sowieckiej i POlszewickiej doktryny propagandowej. Oplucie ofiary to jedna z metod jej unicestwienia w pamięci pokoleń. Gdy zabrano im groby i mundury aby zniszczyc po nich pamięc- myśmy jednak pamiętali !. Chcą teraz zabic powtórnie niszcząc dobre imię. Zabijanie pamięci trwające już dziesięciolecia, odnawiają nowi blużniercy ojczystej pamięci bohaterów. Widocznie nawet teraz postac bohaterskiego rotmistrza jest grożna dla bandy kłamców i sprzedawczyków Polski.

  7. Jerzy pisze:

    Jest taka końcówka żurawiejek : „Lance do boje szable w dłoń. Bolszewika goń, goń,goń.” Co do tego można dodac lub ując. Bolszewia rządzi Polską i trzeba ją pogonic.

  8. emka pisze:

    Ucieczka Rotmistrza
    Po 3 letniej katordze w niemieckim obozie koncentracyjnym, obawiając się dekonspiracji bądź wywiezienia do obozu zagłady w III Rzeszy, Witold Pilecki zdecydował się na ucieczkę z Auschwitz-Birkenau. Aby tego skutecznie dokonać, konieczny był dobry plan, obmyślony w drobiazgowych szczegółach. Zachęcamy do zapoznania się z fragmentami artykułu Adama Cyry, w którym opisuje on zuchwałe opuszczenie niemieckiej fabryki śmierci przez Pileckiego i jego kompanów. […]
    DALEJ: http://www.portal.arcana.pl/Arcana-111-ucieczka-rotmistrza,4360.html

  9. emka pisze:

    PAMIĘTAMY! BARTOSZEWSKI, GEREMEK I MAZOWIECKI BYLI PRZECIWNI ODZNACZENIU ORDEREM ORŁA BIAŁEGO WITOLDA PILECKIEGO

    Rotmistrz Witold Pilecki to bezapelacyjnie jeden z największych bohaterów w historii Polski. Jednak byli ludzie, którzy chcieli zniszczyć jego legendę, a wśród nich Władysław Bartoszewski, prof. Bronisław Geremek i były premier Tadeusz Mazowiecki, którzy blokowali odznaczenie Pileckiego pośmiertnie Orderem Orła Białego.
    Witold Pilecki został nazwany przez brytyjskiego historyka „jednym z sześciu najodważniejszych ludzi w czasie II wojny światowej”. Dokonania polskiego bohatera są doprawdy niezwykłe, ale nie każdy był w stanie je docenić. W 2006 r. doszło do skandalicznej próby zablokowania przyznania mu pośmiertnie najwyższego polskiego odznaczenia, czyli Orderu Orła Białego.
    W tym czasie sekretarzem kapituły tego odznaczenia był Władysław Bartoszewski o którym jego wielki promotor Donald Tusk powiedział, że ma „najlepszy polski życiorys”. To właśnie głównie rzekomy profesor nie chciał dopuścić do tego, aby to odznaczenie otrzymał Witold Pilecki. Ale nie tylko on, bo także prof. Bronisław Geremek i były premier Tadeusz Mazowiecki. Jednak na szczęście śp. Prezydent Lech Kaczyński nie skorzystał z opinii kapituły i uhonorował Pileckiego tym odznaczeniem.
    Bartoszewski blokował również pośmiertne odznaczenie Orderem Orła Białego generała Emila Fieldorfa „Nila” – jednego z dowódców Armii Krajowej.
    http://warszawskagazeta.pl/kraj/item/3408-pamietamy-bartoszewski-geremek-i-mazowiecki-byli-przeciwni-odznaczeniu-orderem-orla-bialego-witolda-pileckiego

  10. emka pisze:

    25.05.1948 roku wykonano wyrok śmierci na rtm. Witoldzie Pileckim. Cześć i chwała Bohaterowi! Wieczna hańba jego oprawcom!

  11. emka pisze:

    Pod egidą Polskiej Fundacji Narodowej powstanie film o rotmistrzu Pileckim. To będzie wielkie dzieło

    Należy połączyć atrakcyjność, szczególnie dla młodego zagranicznego widza z naszym przekazem. Nie może to być film o jednym z wielu żołnierzy, którzy gdzieś zostali wrzuceni w czasoprzestrzeń i mogli właściwie w każdych warunkach funkcjonować. To ma być film o polskich wartościach, takich jak Bóg, Honor, Ojczyzna, przywiązaniu do polskiej ziemi i do Kościoła katolickiego — powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Tadeusz Płużański, historyk i dziennikarz, szef publicystyki w TVP Info.
    wPolityce.pl: Powiedział pan w Polskim Radiu, że pod egidą Polskiej Fundacji Narodowej powstanie film o rotmistrzu Witoldzie Pileckim. Może pan coś szerzej powiedzieć na temat tego dzieła?
    Tadeusz Płużański: Niedawno powstał scenariusz filmu. Napisał go Leszek Wosiewicz, reżyser i scenarzysta filmu „Kornblumenblau”. Bez scenariusza trudno znaleźć pieniądze na produkcję. To nie będzie jedna z wielu produkcji, czy kolejny filmik o Witoldzie Pileckim, ale wielki film fabularny. Nie wiem czy porównywanie z Hollywoodem jest dobre, bo tam teraz różnie się dzieje, jednak w sensie zawartości i atrakcyjności ma to być wysokobudżetowy film, w stosunku do którego można będzie użyć określenia superprodukcja. […]
    DALEJ:
    https://wpolityce.pl/polityka/380405-nasz-wywiad-pluzanski-pod-egida-polskiej-fundacji-narodowej-powstanie-film-o-rotmistrzu-pileckim-to-bedzie-wielkie-dzielo

  12. emka pisze:

    75 lat temu, nocą z 26 na 27 kwietnia 1943 r. z Auschwitz uciekł rtm. Witold Pilecki. Wraz z nim zbiegli: Tadeusz Redzej i Edward Ciesielski. Rotmistrz do obozu trafił dobrowolnie, by dowiedzieć się o nim jak najwięcej i zorganizować konspirację.

    Wydarzenia sprzed 75 lat w sobotę upamiętni Muzeum Auschwitz, które organizuje dyskusję panelową poświęconą znaczeniu pamięci o ofiarach Auschwitz w polskich rodzinach. Udział wezmą krewni więźniów, m.in. o. Maksymiliana Kolbe, Witolda Pileckiego, Kazimierza Piechowskiego oraz Seweryny Szmaglewskiej. […]
    DALEJ:
    http://dzieje.pl/aktualnosci/75-lat-temu-z-obozu-auschwitz-uciekl-rtm-witold-pilecki

  13. emka pisze:

    70. rocznica śmierci.

  14. emka pisze:

    Do rozpowszechniania zagranicą – angielska wersja Raportu Witolda (z przypisami) do pobrania za darmo. Przygotowana przez Fundację Gdzie i wydawnictwo Apostolicum.

    http://m.niezalezna.pl/226150-70-rocznica-smierci-rotmistrza-pileckiego-do-pobrania-darmowa-angielska-wersja-raportu-witolda

  15. smyk pisze:

    Pułkownik Witold Pilecki

    Nie przyćmią Gwiazdy Rotmistrza żadne mdłe obrazy
    Jego blask Polaka Patrioty przeniknie każdą wrzawę
    Czynami i postawą swoją nam oświetla drogowskazy
    Jak w Bogu i z Honorem o Ojczyzny walczyć Sławę !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.