Ernest Bryll. Wiersze o nas

Małe dzisiaj mieszkania. Bez strychów/ Za nic nie upchniesz po cichu/ Niepotrzebne, co z nas zostało// A więc jedni idą w życie na całość/ I nocami pod śmietniki stawiają/ Graty, bo się teraz nie zgadzają/ Z nimi// Nowymi/ Takimi, że dreszcze/ Od stóp do głowy// Inni słabi jeszcze/ Wstydliwie upychają pod groby tapczanów/ Świat kiedyś ukochany.

 

Lekcja polskiego – Słowacki

Zbyt wielu szło pod wodę. Tych z pierwszych okrętów.
co skrzydłem zagarniały każdy wiatr, i z łódek
walących rytmy wiosłem, posklejanym w domu,
jak wiejski cieśla zdarzył – aby tylko tonąć.
umiały i z bulgotem zejść w pobojowisko
między padlinę wraków. Tam co dzień nurkują
nauczyciele – skrobać szkielety – by wszystko,
jak wierzą, o ojczyźnie dobyć za perłę.
A ona
– ojczyzna nasza – także przez cieślę sklecona,
niezdarna w swych granicach jak niezwrotny korab,
kołysząca się nazbyt i jak zawsze chora
czeka tych, co potrafią płynąć, zabić – nie mdlejących
u progu sypialni carskiej.
– Choćby jak Anglicy,
co zabijali, a my zawsze dzicy
naprzeciw nich, bo zwierząt nie kochamy.
Cieśla,
co się jak nasz kołodziej okrutnie napocił,
nim wyrzezał ten korab i do kupy sknocił,
nie ma serca dla zwierząt. To źle. Psa szczekanie
do obcych uszu bystrzej goni niźli bulgotanie
tonących…

 

Mtacminda

Tam właśnie – pijąc wino – zobaczyłem
śmierć mej ojczyzny:
Wszystko, co najlepsze
skwaśnieje z nagła w tak bardzo banalne
takie skarlałe i prowincjonalne
że nie utrzyma się na wielkim wietrze
jaki przez ziemię chlusta…
Gdzieś tam w etnografii
pozostaniemy, gdzieś tam po słownikach
zasuszą listek naszego języka.
– Jakiś tam znawca na pewno potrafi
wygrzebać potem spośród kłębowiska
– krew oskrobując uczonym pazurem –
na wpół umarłe tętno.
Może wesz naiska
– jedną z tych, co oblazły naszą Świętą Górę.
I to już będzie wszystko…

*Mtacminda – święta góra w Gruzji.

 

Co o bigosie pisać

Co o bigosie pisać narodowym?

Że ciężkie sny przynosi…
Stare zmory,
które Piast palcem swym kołodziejowym
z gardła wyrzucał, które naród chory
przez tysiąc lat wyrzygać nie umiał, znów cisną,
– Bo odpaśliśmy boki. Bo nad Wisłą
prawie nie cuchnie trupem.
Ergo – żywot
musi się odąć. Jakby w nim na gromy
walczyły bogi olimpijskie. Ckliwo
musi być w gardłach. Z tego jęzor chromy
bełkocąc tworzy wolność tak prawdziwą:
– że jeśli ktoś nie pojmie – godzien inkwizycji
i do swobody przez szarże policji
jest zagoniony…
Co więc o bigosie
o długich nocnych zmorach rodaków?
Że jawa
może być u nas tylko, kiedy krwawa
smuga przez rzekę spłynie. Że tylko w pogoni
jak zwierzę, które życia swego broni
idziemy zrzucić trucizny defilad,
przemówień tępych, mysich spisków, przypraw,
od których trzysta lat temu odwykła
europejska chytrość kuchenna.

 

Dziewięć wierszy na 10 kwietnia

10 kwietnia 2011. Pisałem dawno… chyba są także na dziś. EB

Przy kominku ojczystym

Przy kominku ojczystym, no może przy kuchni
Palimy sobie niepotrzebne na nic
Stare wspomnienia. Niestety cuchnie
Bo nie palimy, tylko upychamy
Sprawa za sprawą. Palimy jak śmieci
Wszystko co nasze. Niech nic nie wyleci
Z domowej kuchni – bajki. Nie wiadomo gdzie

Ach bajka, przy kominku lepsza jest niż te
Darcie papierów – jakbyś swoje, życie
Oskubywał jak skrzydła ptaka znajomego
Ale już nieważnego, dawno ubitego
Cuchnie to stare pierze. Chyba je spalicie?

Tylko kominem pójdzie straszny smród
Wiec może lepiej te piórka tęczowe
Upchnąć do poszewki
Niechaj młode głowy
Mają niepewne poduszki dla snów

Chrabąszcze, Gaudium, Lublin 2009

 

Czy jesteśmy prawdziwi…

Czy jesteśmy prawdziwi, czy też gramy?
Taką ojczyznę, że i zgłupieć można
Wciąż pewni swego jakby niebios bramy
Broniły nas…

A tu na ostrze noża
Na szerokość złego słowa są
Sąsiedzi nasi

Co myślą o kraju
Który przedstawiamy. Jaki będzie sąd
Czy nasz teatr poznają czy też nie poznają

Jak żelazne ich twarze kiedy nawet klaszczą
Kiedy nas nienawidzą a kiedy z nas szydzą?
Cedząc:- Tak z nimi zawsze…

z 2007 roku

 

Sami zdeptaliśmy tłumnie…

Sami zadeptaliśmy tłumnie
Delikatny ślad na pierwszym śniegu
Jak inaczej? Każdy już w biegu
I nikogo nikt nie zrozumie

Wcześnie. Prawie wśród nocnej ciszy
Zanim ziemia z niebem się uleży
Niszczymy te znaki świeże
Pewne – chociaż niewidoczne prawie
Właśnie wtedy gdy w zbielałej trawie
Na ukos, po szronie kruchym
Przemykają wracające duchy

A skąd? Nie wiadomo lecz warto
Wierzyć: Do nas wracają. W otwarte
Usta, półoddech o świcie
Jak powraca dobre serca bicie

Tylko ślad – jak zwykle – zatarty
Zadeptany. Nigdzie nie prowadzi

Może jutro będzie bardziej świeży
Wreszcie ziemia z niebem się uleży
I uładzi…

Z 2007 roku

 

Z każdego kąta domu…

Z każdego kąta domu
Wyłazi co było wiadomym
Ale tak okryte kurzem
Że zrobiło się nieduże
A przydeptane siłą
Niby w ogóle nie było

Czy znaliśmy tę gębusię gdy tłusta
Mrugała do nas z lustra
Nie tak jak dziś spodlona
Ale zadowolona
Nie z pyłem pajęczyny
A zawadiacką miną?

Z rany lustra ze szpary ściany
Wyłazi niepamiętane
I mocno jest niekochane

Po co ten zamęt?

Chrabąszcze, Gaudium, Lublin 2009

 

Przybyli

Przybyli ułani długo przeganiani
Z naszej półpamięci. Za nimi piechury
W kompanii zwiadu mój ojciec. Ponury
Jak nigdy na tej ziemi.

Żyli, byli z nami – Nie sobą a obok
I nie mogą dojść drogi do domu
My w nim mieszkamy. Im nie wiadomo
Czy nasz dom powrócono?

My prawie pewni, że nasz – a dla nich
Czegoś zabrakło. Chodzą bezdrożami
Skrobią w okienko – nazbyt z ostrożna
Zaprosić ich do dziś nie można

Czy oni nie słyszą czy nie mówimy
Najważniejszego słowa?
Oni pytają: Hasło! Odzew! Cóż, stroimy miny
Bo nie gotowe

Obraca się nasz jęzor pokutny
Jak bułanek obcą ostrogą pokłuty

Chrabąszcze, Gaudium, Lublin 2009

 

Trzeba być przy sobie…

Trzeba być przy sobie choć nam kraj pocięli
Jak życie

Przecież domy z naszej świata strony
Stykają się ścianami z domami w ich kraju
Nawet słyszymy kiedy dotykają
Naszego. Znaki nam czynią wiadome

My się przemycamy, oni przemycają
Na obie strony

2009

 

Portret kynologiczny

…. Gończy polski. Stara rasa ponoć
Na pół żył gdy go odnowiono
Wedle wzorców szczytnych, starożytnych

Na łańcuchu w obcych stronach głodzony
Kiedyś było tam szlachectwo polowań
On nie wiedział. W budzie się chował

Więc choć wrócił do polszczyzny od nowa
I ogona pod siebie nie chowa
Choć się zbiera do pogoni – nie wie gdzie
Można teraz rozpędzić się?

Znów wpisany jako rasa stara
W księgi świata. Nieźle się stara
Na wystawach wygrywa. Jest w cenie
Ale z kraju co jest przypomnieniem
I dawnego i niepewnego

Stąd jak kundel nagle szczerzy kły
Bo pamięta swój łańcuch jak ty
Do upadłego

z 2007 roku

 

Jak ranni wielkie słowa wracają…

Jak ranni wielkie słowa wracają do domów
Ośmieszone, kalekie
I jak pomóc niepotrzebnym nikomu
Jak zapewnić opiekę

Jeszcze serce jest w nas. Budujemy
Szpitale dla inwalidów
Niech idą
Zapadną w ciemność
My wreszcie odpoczniemy

Mamy serce. Trzeba ich oszukać
Więc kłamiemy. Gadamy, gadamy
Przez tę chwilę gdy ich odwiedzamy
Że jesteśmy – chociaż nas nie ma
Niech w to wierzą nim pójdą do ziemi
Niech przed Bogiem opowiadają
Jak piękną Polskę mają
Jaki dom
Jakie dzieci
Jakie wnuki
Mamy serce. Trzeba ich oszukać

z 2008 roku

 

Z lektury…

– Spisane będą czyny i rozmowy –
Ale kto spisze? I zapisze co?
I jakie potem uczone głowy
Będą rozjaśniać pamięci noc

Za wielu dumnie stoi nad nami z lampami
Czasem coś i rozjaśnia, czasem prosto w oczy
Świeci. Oślepłeś. Może wtedy w nocy
Przemykają się cichcem ci co jeszcze krwawe
Znaki noszą na sobie? I może łaskawe
Są dla nich blaski oślepiające
I te szeptania, spojrzenia znaczące?

Spisane będą czyny. Lecz komu przypiszą
Te czyny i rozmowy…
I jakimi słowy
Dla jakich władców, je piszą?

z 2007 roku

 

Trzy wiersze na 11 listopada (2010)

Gdzie jest twój kraj

Gdzie jest twój kraj? W pamięci. Inni mówią – w duszy
A inni – w sercu
Miejsca bardzo mało
Zostało
Trudno się ruszyć

Pamięć już niejasna, a dusza przyciasna
Dla procesyji pytań- wciąż bez odpowiedzi
Dla serca – lepiej za granicą siedzieć
Ale i w kraju boli raczej średnio
Mali się zrobiliśmy – tak na dzień powszedni

Przeżyło się niejedno, a więc lepiej dmuchać
Na zimne
Więc dmuchamy. Na razie na sucho
Dla przyzwyczajenia. Bo kiedy się zmienia
Pogoda groźna – z wiatrem dmuchać trzeba
Jak się pomylisz, ślina cię oblewa
Samoswoja. Niektórzy już zgrabnie ścierają
Co opryskało twarze. Twierdząc: -To łzy kraju
Ze szczęścia zapomnienia, duszy przygaszenia
I serca, co się rusza- aby dla istnienia.

Gdzie się twój kraj zaczyna, a gdzie już gotowy?
Cóż, kraina urwana w pół słowa

 

Małe

Małe dzisiaj mieszkania. Bez strychów
Za nic nie upchniesz po cichu
Niepotrzebne, co z nas zostało

A więc jedni idą w życie na całość
I nocami pod śmietniki stawiają
Graty, bo się teraz nie zgadzają
Z nimi
Nowymi
Takimi, że dreszcze
Od stóp do głowy

Inni słabi jeszcze
Wstydliwie upychają pod groby tapczanów
Świat kiedyś ukochany. Niestety, tam płasko
Za dużo kurzu i nie bardzo jasno
I niebezpiecznie. Pleśnie dawnych myśli
Sny oplątują mgliście

Na szczęście w balkony
Wyposażono jeszcze kiedyś domy
Tam gęsto zawieszone- nie bardzo do pary
Nasze dawne skóry- ponure sztandary

Popatrzysz w górę: Dom aż obrzydliwy
Ale kto się patrzy? Ale kto się dziwi?

 

Z przyśnienia

Miała być uczta na zgodę. Niestety
Ciągle czekaliśmy. Przywiędły kotlety
Przypaliło się w kuchni, ze śmietniska cuchnie
Sałatka już rzadka. Za długo czekała
Na tych, co mieli zmęczeni przygodą
Z narodową zgodą godzić się nietrwało

Nagle krzyczą: Ręce byle jak podali
Jest półzgoda! Zapłonął żyrandol. Na sali
Zdążono skisłe sprzątnąć, nowe podać

Weszli, ucztowali trochę krzywym pyskiem
Ale byli wszyscy. Podano dziczyznę
Podniesiono kielichy za wspólną ojczyznę
W kuchni mielono mięsa w drugą stronę
Nieprzypaloną. Co się rozpadało
Uklepano. Sałatka jak reduta trwała

Uczta bolała. Bo dusze i ciała
Nie były pogodzone, jak głoszono z gęby
Ale chociaż toasty przez ściśnięte zęby
Cedzili, to wypili
I to im policzy
Bóg miłościwy i naród cierpliwy
My- cośmy tupali za oknami sali
I szeptali: Na szczęście ryby nie podali
Ość może stanąć w gardle bo tak się otwarli
Wreszcie na siebie. W ostatniej potrzebie

Czy to mara, sen wiara. A, tego nikt nie wie.

11 listopada 2010

http://bryll.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.