Ryszard Kaczorowski

Ryszard_Kaczorowski_4068185Ostatni Prezydent RP na Uchodźstwie. Po wybuchu II wojny światowej w rodzinnym Białymstoku uczestniczył w działalności Szarych Szeregów. W lipcu 1940 r. został aresztowany przez NKWD, a po kilku miesiącach śledztwa skazany na śmierć. Po stu dniach spędzonych w celi śmierci sąd ZSRR zmienił mu wyrok na 10 lat łagrów. Został zesłany na Kołymę.

W marcu 1942 r. po zwolnieniu z łagru na mocy układu Sikorski – Majski wstąpił do Armii Polskiej w ZSRR. Jako żołnierz 2. Korpusu, w batalionie łączności 3. Dywizji Strzelców Karpackich odbył kampanię włoską, walcząc m.in. pod Monte Casino. To jego placówka oznajmiła całemu światu, że klasztor został zdobyty. Wybrał życie emigranckie w Wielkiej Brytanii. Pełnił także funkcję Naczelnika Harcerzy. W połowie lat 80. został powołany do Rady Narodowej RP oraz do Rządu RP na Uchodźstwie, gdzie był ministrem spraw krajowych. 19 lipca 1989 r. objął urząd Prezydenta RP. Funkcji tej nie pełnił długo. 22 grudnia 1990 r. urząd i symbole władzy prezydenckiej przekazał Lechowi Wałęsie – ówczesnemu prezydentowi RP. Zginął w katastrofie smoleńskiej.

strona [2] Sprawa dwóch ostatnich ekshumacji
strona [3] Chcieli pochować prezydenta w szpitalnej poszwie

***

„Wszystko co nasze” – film dokumentalny fabularyzowany z 2004 roku, przedstawiający sylwetkę Ryszarda Kaczorowskiego za pośrednictwem relacji samego bohatera, materiałów archiwalnych i epizodów fabularyzowanych, rysuje postać człowieka, który od najmłodszych lat (ur. 26 listopada 1919 r.) związany z działalnością harcerską, w niej właśnie znalazł swój cel życia i poprzez nią wyrażał swój patriotyzm.

 

Prawdziwy pogrzeb ostatniego Prezydenta RP na uchodźstwie odbył się w sobotę, 3 listopada 2012 roku w Warszawie w Świątyni Opatrzności Bożej  w Wilanowie.
W piątek Wrocław żegnał Prezydenta. Trumna z ciałem była wystawiona w sali Oratorium Marianum na Uniwersytecie Wrocławskim.

Całym życiem walczył o wolną i niepodległą Polskę

W godzinę Miłosierdzia Bożego serce dzwonu „Zygmunta” z Katedry Wawelskiej oznajmiło Polsce i światu, że oto ostatni prezydent na uchodźstwie – Ryszard Kaczorowski – po dwóch i pół roku od tragicznej śmierci spoczął w Panteonie Wielkich Polaków w Świątyni Bożej Opatrzności w warszawskim Wilanowie. Na uroczystości pogrzebowej zabrakło prezydenta Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda Tuska.

>ZDJĘCIA

W ostatniej drodze wielkiemu Polakowi towarzyszyła ukochana i wierna do końca małżonka – Karolina, córki – Alicja i Jagoda wraz z rodzinami, przyjaciele, znajomi. Uroczysta Eucharystia, której przewodniczył ks. kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski wraz z kilkudziesięcioma innymi kapłanami zgromadziła żołnierzy, harcerzy, Bractwo Kurkowe, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, parlamentarzystów, przedstawicieli świata nauki oraz rzesze Polaków, którzy przyszli by oddać ostatni hołd tragicznie zmarłemu prezydentowi Kaczorowskiemu.

W czasie ostatniego pożegnania zabrakło osób sprawujących najwyższe urzędy w Polsce. Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego reprezentowała jego małżonka Anna Komorowska oraz szef kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski.

Wierny Bogu i Polsce

W Świątyni Opatrzności Bożej trumnę przywitał biskup drohiczyński ks. bp Antoni Pacyfik Dydycz, który poprowadził nabożeństwo Słowa Bożego  – Chcemy przeprosić Ciebie Panie Prezydencie i wszystkich, którzy niewinnie cierpieli. Przepraszamy panią Karolinę, córki i całą rodzinę za wcześniejsze doświadczenia bolesne i ostatnie upokorzenia – powiedział hierarcha. Następnie każdy mógł przybyć do świątyni i pożegnać ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie.

Przemówienie ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza

>AUDIO

Panie Prezydencie wielkości Majestatu Rzeczypospolitej, niezłomny strażniku honoru polskiego, bohaterski wzorze, w imię Chrystusa bądź pozdrowiony w tej Świątyni Opatrzności Bożej.

Wita Cię tutaj Twoja małżonka, pani Karolina, wraz z córkami, ich rodzinami i wnukami. Witają Cię wszyscy krewni, przyjaciele. Pozdrawia również metropolita białostocki, z miasta urodzenia, który przybyć nie mógł. Pozdrawiają tu obecni kapłani, intelektualiści, przedstawiciele administracji państwowej i samorządowej, emigranci z bliska i daleka, kombatanci. Pozdrawia Cię Bractwo Kurkowe. Gdzieś z pewnością na biwaku śpiewają harcerze:

„Gaśnie ognisko i szumią drzewa,
spojrzyj weń ostatni raz,
niech Ci w duszy radośnie zaśpiewa,
że na zawsze łączą nas
wspólne troski i radości życia.
Serc harcerskich zjednoczone bicia
i ta przyjaźń najszczersza na świecie,
którą Bóg połączył nas”.

A na końcu, w imieniu Kresów, jak i wiernego Tobie Podlasia pozdrawiam Ciebie wraz z całą diecezją drohiczyńską.

Panie Prezydencie,

przepraszam Cię za to, że nie zdążyłem odpisać na Twój ostatni list, jaki otrzymałem w drugiej połowie kwietnia 2010 roku. Dotarł on już po smoleńskiej tragedii. Pisałeś w nim, że przybędziesz 10 czerwca do Drohiczyna, aby wziąć udział w odsłonięciu i poświęceniu tablicy upamiętniającej wszystkich wojewodów podlaskich z czasów I Rzeczypospolitej Polskiej.

Tak się nie stało. Przybyła więc wierna bez reszty Tobie pani prezydentowa, aby kontynuować Twoją działalność. Głosu zaś użyczył pan Gniewomir Rokosz-Kuczyński, oddany towarzysz Pańskich podróży, wśród wojewodów zresztą znajdujący swoich przodków.

Dzisiaj dziękuję Ci, Panie Prezydencie, za tę delegację, która przybyła do Twego i naszego Podlasia. Tego samego dnia, w tych samych podziemiach katedry drohiczyńskiej została odsłonięta i poświęcona pierwsza tablica na polskiej ziemi – tablica upamiętniająca Ciebie, urzędującego prezydenta i 94 współuczestników pielgrzymki podążającej do Katynia. Wówczas, podobnie jak teraz, pomyślałem z szacunkiem o Twojej wierności – jak to podkreślił także pan Gniewomir – młodzieńczym ideałom, które najlepiej wyrażają słowa harcerskiego hymnu:

„Wszystko, co nasze, Polsce oddamy
w niej tylko życie, więc idziem żyć
Świty się bielą, otwórzmy bramy
Rozkaz wydany, wstań, w słońce idź!”.
Tak, Panie Prezydencie,

10 kwietnia 2010 roku na obcej dzisiaj ziemi dochowałeś wierności harcerskiej przysiędze, oddałeś wszystko, przelałeś wszystką krew. Chwała Ci, wszystko oddałeś Polsce. Oddałeś siebie do końca, bez reszty. Chociaż pozostało Ci jeszcze wyjątkowo długie pośmiertne pielgrzymowanie. Aż do tego miejsca, gdzie jesteśmy obecnie.

W związku z tym dziwna zbieżność dała o sobie znać. Oto 11 października Benedykt XVI otworzył Rok Wiary. A w swoim wystąpieniu porównał zmagania wiary do trudu pielgrzymowania po pustyniach współczesnego świata. Nawiązując zaś do 50-lecia otwarcia Soboru Watykańskiego II, do 20-lecia wydania nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego, odwołując się do działalności Papieża Pawła VI i bł. Jana Pawła II, Ojciec Święty wyraził przekonanie, że i na współczesnych pustyniach można odkryć na nowo radość życia wiarą i uświadomić sobie jej znaczenie dla wszystkich kobiet i mężczyzn.

To dzięki Tobie i temu czujemy, że to Twoje pielgrzymowanie przez 2,5 roku po naszej Ojczyźnie, w przestrzeni duchowej, nieraz wyjątkowo podobnej do pustyni, miało i ma sens. Ten sens tkwi głęboko w całym Twoim życiu. Ono przecież w rzeczywistości było pielgrzymowaniem.

Przyszedłeś na świat w Białymstoku (…) i zaledwie dwadzieścia lat było Ci dane, by odkrywać radość rodzinnego domu, poznawać Ojczyznę, przemierzać jej pola i lasy. W dwudziestym pierwszym roku od narodzin NKWD wydaje wyrok śmierci, zamieniony na dziesięć lat łagrów. Zostajesz wywieziony na nieludzką kołymę.

Ale za poetą możemy wyznać, że „w carskich siedzieliśmy turmach, sybirskim gnano nas szlakiem, a każdy z nas był szczęśliwy, że się urodził Polakiem”. Niespodziewanie wybuchła wojna niemiecko-sowiecka. Pozwoliła na wstąpienie do II Korpusu Wojska Polskiego, a potem po drodze był Kazachstan, Bliski Wschód i Monte Cassino. Niestety, klęska Niemiec nie dała szans, aby powrócić na Ojczyzny łono.

Ojczyzna bowiem ponownie została zniewolona. Trzeba było ukończyć studia handlowe, myśleć o rodzinie, o harcerstwie również zapomnieć się nie dało. Został Pan naczelnikiem, potem przewodniczącym Związku Harcerstwa Polskiego, zawsze sumiennie wypełniający swoje obowiązki. To samo można powiedzieć o uczestnictwie w Radzie Narodowej, wtedy emigracyjnym, wtedy jedynie prawdziwym Sejmie. Następnie na stanowisku ministra do spraw krajowych, aż po godność prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie.

A kiedy w Polsce po latach wybrano wreszcie prezydenta, z właściwą sobie powagą przekazał Pan insygnia narodowe, m.in. Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski, Lechowi Wałęsie. Przez dwadzieścia następnych lat ostatni prezydent na uchodźstwie mógł cieszyć się częstymi pobytami w Polsce. Nadrabiając zaległości, pełniąc nadal wiele funkcji ważnych dla spraw polskich, swoją obecnością uświetniając wiele wydarzeń krajowych i zagranicznych. A Polska każde spotkanie przeżywała z wdzięcznością i była dumna zarazem.

Kilkadziesiąt miast przyznało honorowe obywatelstwo, wiele innych tytułów i godności otrzymał Pan w Polsce oraz Wielkiej Brytanii, z doktoratami honorowymi włącznie.

Nadszedł straszliwy poranek w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego. Straszliwy ból napełnił wtedy serca ludzkie, nie tylko Polaków. Pytania same cisnęły się na usta. Jak to możliwe? Najpierw jednak nie można było zapomnieć o należytej modlitwie, o godnym pochówku. Wydawało się, że przynajmniej w tym wypadku wszystko będzie przebiegało należycie. Tymczasem stało się inaczej. Czekała Pana dalsza pielgrzymka. Tak po polskiej ziemi, a przede wszystkim przez polskie serca.

Dlaczego do tego doszło? Nie da się łatwo znaleźć odpowiedzi. To prawda. Polacy potrzebowali odnowy, powrotu do najszlachetniejszych ideałów, a rzeczywistość jawiła się poszarpana. Usiłowano usuwać z serc i umysłów patriotyzm. Kpiono z Mickiewiczowskiego modelu. A przecież to mistrz Adam w poetyckim natchnieniu ostrzegał wszystkie pokolenia:

„Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny,

Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny”.

W naszych czasach nie ma znaczenia, skąd powracamy. Przestały istnieć niektóre państwa, ale zawsze liczy się głód Ojczyzny. I to na Pana spadł ten obowiązek, aby przypominać o tym, aby wpłynąć na to, by każdy polski dom – jak dom Pański, by każdy umysł – jak Pańska rodzina, stawał się Soplicowem. Nie tylko z racji na język.

Potrzebna bowiem wydaje się coraz pilniejsza odnowa wiary. Mocnego fundamentu stanowienie. Do czego zachęca inicjatywa Benedykta XVI. Nie możemy przecież ciągle popełniać błędów, przed którymi przestrzegał już wielki Piotr Skarga, którego 400-lecie śmierci obchodzimy, gdy przypominał naszym poprzednikom: „To Królestwo Polskie na religii świętej się osnowało, nigdy jej nie odmieniając”.

A teraz na katolicką wiarę świętą i kapłaństwo jady swoje i nieprzyjaźni ostre podnoszą. Wilcy do baranów, lwy do owiec przystąpiły.

Co więcej. To wreszcie nie kto inny, ale bł. Jan Paweł II nauczał, że bez Chrystusa, bez wiary nikt z nas nie będzie w stanie poznać siebie i nie zdoła zrozumieć dziejów przeszłych, a także teraźniejszości oraz przyszłości Polski. Oto, co dzisiaj współczesna poetka, zdegustowana codzienną rzeczywistością, odwołując się do Norwida, napisała: „gorzki to chleb jest polskość. Palcem przesuwam po słowach i szepczę i raz jeszcze i jeszcze. Wiem jak trudno jest żyć w tym kraju. Ty chciałeś, żeby on istniał. Ja pragnę, żeby dał mi miłość, chleb i wykształcenie. Jękły głuche kamienie. I dar sięgnął bruk”.

Taka jest nasza prawda. Coraz lepiej przygotowujemy się, że gorzkim chlebem bywa polskość. A mimo to Norwid pisze to słowo z dużej litery, z pełnym szacunkiem. Owszem, nie lekceważymy miłości, chleba i wykształcenia. Wierzymy, jesteśmy głęboko przekonani, że ideał, który pod Smoleńskiem sięgnął bruku, powinien się odbić i wznieść się wysoko. „Sursum Corda!” – w górę serca. I dlatego otwieramy się na wiarę, to fundament przecież. To te kamienie, na których mocno winna stanąć Polska.

Nie lękajmy się prawdy. Niech nas nie przerażają najtrudniejsze nawet pytania, szukajmy odpowiedzi, nie zamykajmy ludziom ust. Wiara i prawda zawsze idą razem. To one stanowią duchowe zaplecze. To one są mocnym oparciem. To dzięki nim możemy stawać się coraz bardziej odpowiedzialnymi ludźmi honoru. Zasmuca nas histeryczne zamieszanie, prowokowane w odpowiedzi na wysiłek podejmowany przez wielu szukających prawdy, dążących do prawdy, domagających się prawdy o Polakach. To jesteśmy wreszcie winni tym, którzy oddali życie. Nie powinniśmy ustawać pod żadnym pozorem w dążeniu do prawdy. Do tego bowiem czujemy się zobligowani także w obliczu Twoich cierpień, tych ostatnich, Panie Prezydencie.

Natomiast próby jakiegokolwiek tuszowania, zacierania śladów, zakłamania – to one prowadzą do histerii. (…) Nie zapominajmy, co Pismo Święte mówi: „Tylko Prawda może nas wyzwolić”. Przedzierajcie się z uporem przez zamieszanie medialne.

Chcemy przeprosić Ciebie, Panie Prezydencie, i wszystkich, którzy niewinnie cierpieli. Przepraszamy panią Karolinę, córki i całą rodzinę za wcześniejsze doświadczenia bolesne i ostatnie upokorzenia. W dowód wdzięczności ofiarujemy nasze modlitwy, również dzisiejsze, które zanosimy do Bożego Miłosierdzia za wstawiennictwem Matki Najświętszej, Polski Królowej.

Natomiast te dwa i pół roku niepokoju chcemy jak najgłębiej przemyśleć, aby jak najlepiej odczytać i przekazać nowym pokoleniom jako Twój testament. W tym testamencie odnajdujemy wszystko to, co było i być powinno najszlachetniejszego w naszym Narodzie. Poczynając od Chrztu Polski, od czasów piastowskich, poprzez wszystkie wydarzenia radosne i te bolesne, z najgorszymi datami włącznie.

Ten testament uczy nas jednego: że ci, którzy wiernie służyli Narodowi, zawsze starali się pamiętać o jego tożsamości. Tożsamości zbudowanej na trzech kolumnach, które wyrażają słowa: Bóg, Honor i Ojczyzna. A treści, które w nich się zawierają, odnajdujemy wyjątkowo czytelnie zapisane w Twoim testamencie, w Twoim życiu.

Tobie też pragniemy dedykować, z racji na dzisiejszą uroczystość żałobną, przynajmniej jedną strofę z wiersza „Lwowskie orlątko”. W pełni wdzięczności wciąż postrzegamy Ciebie jako harcerza, żołnierza, przywódcę, męża i ojca. A przede wszystkim jako jednego z najgodniejszych niemal Polaków. To przecież Ty z prawdziwym karabinem u pierwszych stałeś czat”. O, nie płacz nad Twym synem, że za Ojczyznę padł… z krwawą na piersi plamą odchodzisz dumny w dal i bólu wyznajesz: tylko mi was Polacy, tylko mi Polski żal.

A my w obliczu tak wielkiego poświęcenia, korząc się przed Bożą Opatrznością, umocnieni wiarą świętą, świadomi znaczenia honoru, pragniemy Tobie i Ojczyźnie obiecać, że tej krwi przelanej męczeńsko nie zmarnujemy. W pełni zawierzamy słowom psalmisty, że w krainie życia ujrzę dobroć Boga.

Tak nam dopomóż Boże w Trójcy Świętej Jedyny za wstawiennictwem naszej ukochanej Matki i Królowej.

Amen.

 

W czasie Eucharystii, jak i nabożeństwa Słowa Bożego wielokrotnie podkreślano zasługi śp prezydenta Kaczorowskiego dla Ojczyzny i Narodu polskiego. Zaznaczano, iż filarami jego pięknego i często dramatycznego życia było hasło: Bóg, Honor i Ojczyzna. Podkreślano także skromność i odwagę, którymi wyróżniał się tragicznie zmarły prezydent.

W trakcie homilii ks. kard. Nycz przypomniał wydarzenia sprzed dwóch i pół roku, kiedy odbył się pierwszy pogrzeb.

– Odnosimy dzisiejsze Słowo Boże także do rodziny, dla której to co się stało z ciałem ojca i męża jest kolejnym bólem i prawdziwym rozdrapywaniem dopiero co świeżo zabliźnionych ran. Uwierzcie, że wszyscy jesteśmy z Wami – powiedział w homilii ks. kard. Kazimierz Nycz.

Metropolita warszawski przypomniał także pierwszy pogrzeb, który odbył się 19 kwietnia 2010 r. – Byliśmy wtedy pewni, że otaczamy trumnę ze szczątkami doczesnymi śp. Ryszarda. Okazało się, że po ludzku nasza wiedza była błędna, ale Pan Bóg (…) wiedział, za kogo się modlimy i za kogo mu dziękujemy – dodał kardynał.

Zmarłego w imieniu Bractwa Kurkowego powitał były współpracownik Ryszarda Kaczorowskiego, Gniewomir Rokosz-Kuczyński. – Opatrzność Boża dała ci małżonkę, Karolinę z Mariampolskich. Opatrzność Boża obdarzyła cię córkami Alicją i Jagodą i ich dziećmi. Gronem wychowanym w polskiej tradycji młodych, wspaniałych Polaków, którzy choć urodzeni na dalekiej emigracji, sercem zawsze są tu. W miejscu gdzie powinieneś spoczywać już od dwóch i pół roku. Tu przybywali w rocznicę pogrzebu 19 kwietnia zarówno w 2011 jak i 2012 r. – podkreślił Rokosz – Kuczyński. Dodał także, że śp. prezydent był spadkobiercą tradycji rycerskiej, z której wynika przywiązanie do tradycyjnych polskich wartości – Boga, Kościoła i Ojczyny.

Przed złożeniem trumny z ciałem prezydenta Kaczorowskiego jego córka – Jagoda podziękowała w imieniu całej rodziny za wsparcie i modlitwę jaką otoczono najbliższych żegnanego dziś prezydenta. – Bez was dzisiejszy dzień byłby o wiele trudniejszy do zniesienia – dodała.

Ostatni podarunek

– Tatusiu zginąłeś tydzień po imieninach. Dziś chowamy cię trzy tygodnie przed urodzinami i przynieśliśmy skromne podarunki, aby z tobą na wieczność zostawić. Są to pudełeczka, które stały w twoim biurku w Londynie – powiedziała Jagoda Kaczorowska.

Wyjaśniła, iż „w pierwszym pudełeczku jest ziemia z Polski”. – Z tego miejsca w Białymstoku, gdzie składałeś przyrzeczenia harcerskie. Ziemia, którą tak mocno pokochałeś, i z której cię przemocą wyrwano. W drugim pudełeczku skała z Monte Casino – symbol twojej walki o Polskę, o wolność Polski, o wolność Europy. Symbol też kontynuacji tej walki wtedy, kiedy Europa stała się wolna a Polska nie. Całym życiem walczyłeś o to, ażeby Polska mogła nazywać się tymi dwoma słowami, które są najpiękniejsze chyba w każdym języku – wolna i niepodległa – wyjaśniła córka tragicznie zmarłego prezydenta.

Dodała, że „w trzecim pudełeczku znajduje się ziemia z Katynia”. – Na pomniku katyńskim w Londynie są słowa: „sumienie świata woła o sprawiedliwość”. I twoje aktywne zaangażowanie się w sprawę katyńską było twoim sposobem starania się aby obudzić właśnie to sumienie świata, które na sprawę katyńską wolało milczeć. Często mówiłeś, że Katyń to nie tylko punkt na mapie. Jest to coś szerszego i głębszego. W ostatnim pudełeczku, które ma kształt czerwonego serduszka, jest ziemia z domu w Londynie, gdzie wychowałeś swoje córki i swoje wnuki – mówiła Kaczorowska.

Podkreśliła, iż pudełka te zostaną włożone do krypty, aby leżały przy trumnie. – Trumnę oblejemy naszą miłością. Niech cię tuli do czasu aż się znowu spotkamy. Śpij spokojnie tatusiu. Bóg jest tuż – zaznaczyła Jagoda Kaczorowska. […]

3.11.2012, http://www.naszdziennik.pl/

 

2.11.2012 Wrocław żegna Prezydenta śp. Ryszarda Kaczorowskiego

 

Informację o pogrzebie na konferencji w siedzibie stowarzyszenia “Wspólnota Polska” przekazała córka prezydenta Jagoda Kaczorowska. Nawiązała też do propozycji, by ostatni prezydent na uchodźstwie został pochowany na Wawelu. Podziękowała za wyrazy uznania i szacunku. Powiedziała przy tym, że wolą rodziny jest, by Ryszard Kaczorowski spoczął w Świątyni Opatrzności Bożej.

– Rodzina jednak nie odchodzi od decyzji podjętej dwa i pół roku temu, aby nasz tatuś spoczął w Świątyni Opatrzności Bożej. Tam w najbliższą sobotę zakończy się wreszcie tułaczka Polaka – patrioty – powiedziała Jagoda Kaczorowska.

Ostatni Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie to jedna z ofiar katastrofy smoleńskiej. 22 października ekshumowano jego ciało oraz ciało drugiej ofiary katastrofy. Okazało się, że na skutek błędnej identyfikacji osoby zostały pochowane w niewłaściwych grobach.

Alicja Jankowska, córka prezydenta powiedziała, że po katastrofie rodzina była gotowa, by zidentyfikować Ryszarda Kaczorowskiego. Zapewniano ją wówczas, że to ciało zostało łatwo rozpoznane przez Jacka Najdera, byłego wiceszefa MSZ.

– Nie mogę zrozumieć dlaczego pozwolono na to, aby ciężar identyfikacji i odpowiedzialność za tą czynność spadło na tą jedną osobę. Doszła do nas wiadomość przez telewizję, że pan Najder teraz przeprasza rodzinę za ten błąd. Przecież tatuś nie był samotnym człowiekiem. Rodzina i bliscy byli gotowi polecieć do Rosji i pomóc w jakikolwiek sposób w identyfikacji. Nie proszono nas o żadne informacje, nie pytano nas w czym był ubrany czy miał jakiekolwiek znaki rozpoznawcze, nie proszono o próbki DNA – powiedziała Alicja Jankowska.

Odnosząc się do pomyłek przy identyfikacji Ryszarda Kaczorowskiego Alicja Jankowska pytała o to, jak można było na to pozwolić.

– Rozumiemy, że nie było żadnej formalnej identyfikacji, polegali tylko na procesie eliminacji. Pytamy czy to jest właściwa procedura czy polskie władze były świadome tego, że takimi sposobami identyfikowano ciała. Ufaliśmy im całkowicie. Przyniesiono parę dni przed pogrzebem do mieszkania obrączkę i oddano mamusi. Powiedziano nam, że zdjęto z ciała Ryszarda Kaczorowskiego. Od razu poznała, że to niewłaściwa obrączka. Następne pytanie, dlaczego gdy oddano tę obrączkę władze i osoby, które wiedziały z którego ciała ją zdjęto nie zareagowały na tę sytuację i nie zadziałały – dodaje Alicja Jankowska.

Córka prezydenta dodała, że wczoraj wręczono rodzinie właściwą obrączkę.

31.10.2012, http://www.radiomaryja.pl/

***

Nie skorzystali z pomocy rodziny

Z Gniewomirem Rokoszem-Kuczyńskim, wieloletnim współpracownikiem prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, rozmawia Zenon Baranowski

 

 

Prokuratura tłumaczyła urzędnika MSZ tym, że łatwo było o pomyłkę przy identyfikacji…

– Zdaniem dokonujących identyfikacji, ta osoba była podobna do prezydenta Kaczorowskiego – starszy pan, z siwymi włosami, z wąsami. Z tym że problem polega na tym, iż osoby, które identyfikowały pana prezydenta, w ogóle go nie znały. Urzędnicy MSZ sami przyznają, że prezydenta Kaczorowskiego jedynie widzieli z daleka na jakichś uroczystościach oraz w telewizji.

W Sejmie urzędnicy MSZ sugerowali, że doszło do pomyłki ze strony „ludzi, którzy te ciała potem wkładali do worków”…

– Śledziłem te wypowiedzi i widziałem wystraszonych urzędników. To przecież oni rozpoznali i potwierdzili, że to na pewno jest ciało pana prezydenta Kaczorowskiego, a dopiero potem ktoś mógł je podmienić. Nikt nie podmieniał, tylko doszło do pomyłki. To oni go błędnie rozpoznali. Nie skorzystali w żaden sposób z pomocy rodziny.

Poprzestano tylko na tym, nie podejmując żadnych dodatkowych działań?

– Gdyby rodzina przed pogrzebem znała bliższe szczegóły dotyczące identyfikacji osoby uznanej za pana prezydenta, to na pewno by powiedziała, że jest to niemożliwe, aby to był ich mąż czy ojciec. A przecież była sprawa z niewłaściwą obrączką. Szokujące jest to, że nie zareagowano na to.

Były propozycje ze strony urzędników wylotu do Moskwy dla rodziny?

– Była propozycja wylotu do Moskwy. W tym czasie pani prezydentowa była w Londynie, a druga córka, pani Jagoda, przebywała w Warszawie, ponieważ miała polecieć z ojcem, ale wynikły formalne problemy z wizą rosyjską dla obywateli Wielkiej Brytanii. Po katastrofie znajdowała się w silnym szoku, co jest zupełnie zrozumiałe. Zastanawiano się, jak lecieć, czy bezpośrednio z Londynu do Moskwy, czy przez Warszawę. Ale na drugi dzień pojawiła się informacja, że prezydent Kaczorowski został zidentyfikowany i nie ma żadnych wątpliwości. Wobec tego rodzina zdecydowała się nie lecieć do Moskwy, lecz oczekiwać na przylot ciała prezydenta w Warszawie. Zwłaszcza że początkowo mówiono, iż w poniedziałek lub we wtorek ciało prezydenta będzie już w Polsce.

Córki prezydenta zasugerowały, że zawiodły procedury i należy wyjaśnić tę sprawę…

– Pewne pytania zostały postawione na konferencji i mają one charakter otwarty. Córki pana prezydenta chcą teraz spokojnie pochować ojca i zakończyć ten etap. Na co dzień mieszkają w Wielkiej Brytanii i z tego względu mają ograniczone możliwości w dochodzeniu do odpowiedzi na te pytania. Dlatego ważną rolę odgrywają w tym względzie dociekania dziennikarzy i ludzi dobrej woli.

http://www.naszdziennik.pl/wp/13948

 

zobacz:Kolejna wpadka z identyfikacją

DALEJ

strona [2] Sprawa dwóch ostatnich ekshumacji

strona [3] Chcieli pochować prezydenta w szpitalnej poszwie

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda, Eseje, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.