Nowa książka Jarosława M. Rymkiewicza

Czy Hrabia z „Pana Tadeusza” nosił kolczyki? Co to jest „świerzop”? Jak zmarł Adam Mickiewicz? – na te pytania szuka odpowiedzi Jarosław M. Rymkiewicz w swojej najnowszej książce „Głowa owinięta koszulą”. Jest to kontynuacja cyklu czterech prac o Adamie Mickiewiczu : „Żmut” „Baket”, „Kilka szczegółów” oraz „Do Snowia i dalej”. Recenzje i fragment książki.

Autor w przedmowie zapowiada, że cykl się na tym nie zakończy i niedługo ukaże się jeszcze jedna jego książka o autorze „Dziadów”.

strona [2] Fragment książki

***

Wojciech Wencel

Rymkiewicz w pokoju wieszcza

Autor „Głowy owiniętej koszulą” odnajduje siebie w ilustrowanym czasopiśmie z 1885 r., na drzeworycie przedstawiającym pokój, w którym powstała „Grażyna”. Stoi zamyślony, w stroju z epoki, ściskając w dłoniach kapelusz. Wierzą mu państwo? Ja mu wierzę.

Każda nowa książka Jarosława Marka Rymkiewicza jest wydarzeniem. Najwybitniejszy żyjący polski poeta z zasady nie publikuje słabych wierszy, a jego proza historiozoficzna niezmiennie wywołuje popłoch na salonach i żywe dyskusje w strefie wolnego słowa. Dość wspomnieć „Wieszanie”, „Kinderszenen” czy „Samuela Zborowskiego”. Najwyższy czas, by na tę listę bestsellerów trafił zapomniany nieco cykl „Jak bajeczne żurawie”, poświęcony życiu Adama Mickiewicza.

„Głowa owinięta koszulą” to piąty już tom wspomnianego cyklu. Wcześniej były „Żmut”, „Baket”, „Kilka szczegółów”, „Do Snowia i dalej”. W podróż śladami wieszcza Rymkiewicz wyrusza zaopatrzony w setki fiszek z cytatami, datami, adresami i nazwiskami. Bardziej niż historyka literatury przypomina jednak detektywa z powieści Agathy Christie czy Borysa Akunina. Jest precyzyjny, dociekliwy i świadomy grozy istnienia. Zwraca uwagę na detale, nie próbuje redukować tajemnicy w imię naukowych zabobonów. Interesują go problemy z pogranicza historii i metafizyki.

Dlaczego romantycy umierali młodo? Czy Mickiewicz był objęty cudowną opieką Najświętszej Panienki? Gdzie się przed nami ukryły nieznane dziś fragmenty „Dziadów”, w tym piękny, leśmianowski z ducha wiersz o chłopcu, który tuła się między mogiłami, a wokół chórem nucą piołuny, dziewanny i… ślimaki? Wreszcie, kto otruł wieszcza i dlaczego zrobiła to poczciwa pani Rudnicka?

Większość z nas traktuje historię jako przestrzeń martwą i zamkniętą. Pracownik muzeum opatruje eksponaty tabliczkami z nudnym opisem. Przeciętny badacz literatury z obowiązku stara się dowiedzieć, jaki był pierwotny kontekst dzieła. Autor powieści historycznej dorysowuje bohaterom wąsy. Reżyser rozwiesza na gwoździach faktów pościel uszytą na miarę współczesnej telenoweli. W książkach Rymkiewicza jest inaczej. Ich czytelnik ma wrażenie, że opisywane sceny, zdarzenia, gesty, nawet budynki i przedmioty dzieją się lub trwają w jakimś wiecznym „teraz”. I są nie mniej aktualne niż nasza empiryczna rzeczywistość.

W tej historii wciąż ktoś (lub coś) się rusza, wchodzi i wychodzi, gada albo świeci oczami. Antoni Edward Odyniec nieustannie zmyśla, na trawniku w Ogrodzie Bernardyńskim przewracają się kręgle, opuszczone mieszkania dosłownie łażą za swoimi lokatorami, a muzykalna panna z drezdeńskiej stancji skrycie kocha się w polskich poetach. Co raz spełniło się w pamięci, już zawsze będzie domagało się prawa do istnienia.

Poeta z Milanówka swobodnie porusza się w tym wiecznym świecie. Nie przenosi się w czasie, nie odpowiada na szkolne pytanie: „Co by było, gdybym urodził się w XIX stuleciu?”. On tam po prostu jest. Odnajduje siebie w ilustrowanym czasopiśmie z 1885 r., na drzeworycie przedstawiającym pokój, w którym powstała „Grażyna”. Stoi zamyślony, w stroju z epoki, ściskając w dłoniach kapelusz. Wierzą mu państwo? Ja mu wierzę. „Zmyślenie oraz prawda mieszczą się przecież w tej samej (chyba?) sferze, której imię Geisterwelt”. Może bohaterowie „Głowy owiniętej koszulą” mają dusze postaci historycznych, a może to tylko zjawy karmione wyobraźnią. Tak czy inaczej, żyją i wpływają na nasze tutejsze wybory. Na tym polega potęga kultury.

„Głowa owinięta koszulą” obnaża śmieszność zarzutów stawianych Rymkiewiczowi przez gazetowych publicystów. Traktują go jak polityka lub historyka, gdy on przemierza Geisterwelt. Oczywiście, warto szukać dróg prowadzących z tego duchowego świata do naszej codzienności. Trzeba jednak pamiętać, że są to ścieżki „wzniosłe i ukryte”. W swojej książce Rymkiewicz opisuje kukłę Mickiewicza rewolucjonisty, którą komuniści z „Nowych Widnokręgów” sporządzili po to, by pozbawić Polaków polskości. Nie żądajmy od Rymkiewicza, żeby sam stał się kukłą. Dajmy się ponieść jego narracji, bo to, co najważniejsze, jest tam ukryte między wierszami. Tajemnicze, niedopowiedziane, arcypolskie

„Gazeta Polska Codziennie” 27-28 października 2012

za: http://wojciechwencel.blogspot.com

 

wPolityce

W swojej najnowszej książce o Mickiewiczu Rymkiewicz przedstawia różne kwestie z dzieł i życia Wieszcza, które pomimo wieloletnich wysiłków badaczy pozostały nierozstrzygnięte, jak na przykład lokalizacja strumienia Tukaj z jednej z ballad, czy też położenie domu, gdzie zatrzymywał się poeta podczas przyjazdów z Kowna do Wilna.

Rymkiewicz dokopuje się do intrygujących szczegółów: większość czytelników „Pana Tadeusza” nie zauważa, że Hrabia nosi kolczyki. Jest to fakt łatwy do przeoczenia, bo taka sugestia pojawia się tylko raz: w księdze V „Kłótnia” Podkomorzy rozglądając się za szablą krzyczy do Hrabiego: „Ja cię tu zaraz po tych zauszniczkach płatnę!”. Z „Opisu obyczajów” Jędrzeja Kitowicza wynika, że pod koniec XVIII wieku zwyczaj noszenia kolczyków przez mężczyzn był w Polsce dość powszechny, więc ważniejsze wydaje się Rymkiewiczowi pytanie, czemu Mickiewicz, znany z pieczołowitości w opisach, tym razem poprzestał na dyskretnej aluzji, pozostawiając pokolenia mickiewiczologów w niepewności, co do wyglądu ozdoby Hrabiego.

Nie do rozstrzygnięcia jest też kwestia odległości pomiędzy dworem Sopliców a Zamkiem. W pierwszej księdze można znaleźć informację, że dzieliło je „dwa tysiące kroków”. Ale jak zauważa Rymkiewicz, byłaby to zbyt duża odległość aby, jak to się dzieje w tej samej księdze, wynieść z dworu stoły z kolacją i ustawić je pośrodku zamku. Poza tym zarówno Jacek Soplica jak i Hrabia drogę pomiędzy dworem a Zamkiem przemierzali konno, co z kolei wskazywałoby na odległość większą niż „dwa tysiące kroków”.

„Zamek więc to zbliża się do dworu, to się od niego oddala” – konkluduje Rymkiewicz.

Pisarz próbuje też wyjaśnić nurtującą czytelników od lat kwestię „bursztynowego świerzopu” z inwokacji. Tropów jest kilka – wedle słowników i encyklopedii nazwa może się odnosić do „rzodkwi łopuchy”, „gorczycy polnej”, „koniczyny dzikiej” lub też „gliki – rośliny z rodziny berberysowatych”. Ta kwestia dzieli mickiewiczologów od lat. Konrad Górski optował za gorczycą, czyli żółtym chwastem, podczas gdy Stanisław Pigoń, argumentując, że pola w Soplicowie były starannie uprawiane i nie rosły tam jakieś chwasty, stawiał na rzepak. Zbigniew Jerzy Nowak uważał natomiast, że świerzop to o prostu ognicha, czyli łopucha, nie wyjaśniając jednak bliżej, co to za roślina. Kwestia świerzopu pozostaje więc nadal otwarta.

W niepewności też pozostawia Mickiewicz czytelników co do tego, czym różni się czamara od taratatki, a ta od zwykłej sukmany. Rymkiewicz przytacza opinie znawców, którzy doszukują się różnic w długości oraz obecności lub też braku frędzli i pętelek, nie dochodząc jednak do żadnych konkretnych wniosków. Podobnie wygląda często podnoszona przez badaczy kwestia obecności ogórków w „Panu Tadeuszu”. Rymkiewicz podkreśla, że pomimo wieloletnich wysiłków interpretacyjnych badacze nie wyszli poza konkluzję, że w kilku miejscach poematu ogórki się pojawiają.

Nierozwikłaną tajemnicą pozostaje śmierć Mickiewicza. Od dekad mickiewiczolodzy zastanawiają się, czy poeta zmarł na cholerę, czy też został otruty, a jeżeli tak, to przez kogo? Boy Żeleński wskazywał, że motyw miało niechętne Mickiewiczowi stronnictwo emigracyjne skupione wokół gen. Władysława Zamoyskiego, któremu nie podobał się lansowany przez poetę pomysł stworzenia żydowskiego legionu. Zygmunt Wasilewski uważał, że za otruciem stali, z tego samego powodu, żydowscy bankierzy. Juliusz Harbut twierdził natomiast, że truciznę podali poecie Rosjanie.

Jesienią 1855 roku Mickiewicz przebywał w tureckim Istambule, gdzie organizował oddział, który miał walczyć w wojnie krymskiej przeciwko Rosji, po stronie Turcji. Niespodziewanie, 26 listopada, zachorował i wieczorem tego samego dnia zmarł.

Rymkiewicz rekonstruuje ostatni dzień życia poety.

26 listopada 1855 roku Mickiewicz obudził się nad ranem, kazał sobie podać herbatę i usnął. Kiedy około godz. 10 przyszedł do niego płk Emil Bednarczyk, zobaczył świeżo startą podłogę, znak, że rano poeta „womitował”. Inni odwiedzający nie zauważyli umytej podłogi, może dlatego, że została zadeptana przez gości. Około południa, według towarzysza Mickiewicza, Henryka Służalskiego, poeta wypił kawę ze śmietanką i zjadł kawałek chleba, potem się zdrzemnął. Około godz. 13 poczuł się źle. Bednarczyk zastał go stojącego w drzwiach w samej koszuli, obiema rękami trzymającego się futryny drzwi. Nie chciał wrócić do łóżka.

Po południu sprowadzono lekarza, który zastosował plastry z gorczycy. Ale stan chorego gwałtownie się pogarszał, pojawiły się konwulsje. Około 19.00 przyszedł ksiądz, ale konający tracił już świadomość. Ostatnie słowa, jakie zapamiętał Bednarczyk, brzmiały:

„Powiedz tylko dzieciom, niech się kochają. Zawsze”.

Świadectwo zgonu wystawione przez miejscowego lekarza Jana Gembickiego, jako przyczynę śmierci podaje wylew krwi do mózgu. Zawsze uważano to za wybieg – gdyby lekarz napisał, że poetę zabiła cholera, niemożliwe byłoby wywiezienie zwłok do Francji. Informacje, że Mickiewicz zmarł na cholerę, rozpowszechniał Henryk Służalski. Ale jesienią 1855 roku w Konstantynopolu nie było cholery.  W dodatku objawy tej choroby, zdaniem lekarzy, mogą być podobne do objawów zatrucia arszenikiem.

Rymkiewicz przeprowadza po latach śledztwo typując 13 osób, które 26 listopada 1855 roku miały okazję, aby podać truciznę, ponieważ kontaktowały się z Mickiewiczem. Analizując dokumenty i wspomnienia zacieśnia krąg podejrzanych do trzech osób – Armanda Levy, Henryka Służalskiego i nieznanej z imienia pani Rudnickiej. Mimo wysiłków Rymkiewicza tajemnica śmierci Mickiewicza pozostaje nierozwikłana.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/38620

DALEJ

strona [2] Fragment książki

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Historia, Recenzje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Nowa książka Jarosława M. Rymkiewicza

  1. yuhma pisze:

    W swoim opracowaniu „Pana Tadeusza” rozstrzygnąłem problem świerzopu:
    bursztynowy świerzop narobił niemało kłopotów komentatorom poematu. Najlepiej podsumował je J. M. Rymkiewicz w przedmowie do „Pana Tadeusza” (Wydawnictwo Literackie Kraków 1997): „A więc co to wreszcie jest ten świerzop…? To rzodkiew, gorczyca, koniczyna, rzepak, głóg, lewkolist czy jakaś łopucha?” Rymkiewicz i większość badaczy przyjmuje współcześnie, że jest to już rzecz nie do wyjaśnienia.
    Dla własnych potrzeb stworzyłem na ten temat pewną teorię: otóż moim zdaniem świerzop nie istnieje i nigdy nie istniał. Mickiewicz, mitologizując swoją Litwę, sięgnął po wyraz zasłyszany w dzieciństwie (słownik starszy o 37 lat od „Pana Tadeusza” podaje słowa: świrzopa – klacz, świrzepa – 3 gatunki dzikich roślin), lekko go przekręcił i kazał mu być rośliną uprawną (tu niewątpliwie rację mają komentatorzy stwierdzający, że nie może to być chwast). Wsłuchajmy się w to słowo i przyznajmy, o ileż lepiej brzmi niż gorczyca czy rzepak!

    Wyjaśniam również tajemnicę wędrującego zamku, ale tu nie wystarczy krótki cytat 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.