Drogi śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej

Dzisiaj w Warszawie, 2 października, po mszy żałobnej w kościele św. K. Boromeusza, Teresa Walewska-Przyjałkowska spoczęła w rodzinnym grobie na Starych Powązkach. Wcześniej przez ok. 2,5 roku spoczywała w grobie śp. Anny Walentynowicz w Gdańsku.   – Czy po czymś takim rzeczywiście można powiedzieć, że państwo zdało egzamin?

– takie pytanie zadane zostało w homilii podczas mszy.

>Poprzednia ceremonia żałobna

Dzisiaj w ostatniej drodze towarzyszyła rodzina, przyjaciele i rodziny osób, które też zginęły w katastrofie nad Smoleńskiem m. in. Magdalena Merta, i Andrzej Melak i Janusz Walentynowicz.

 

NA STRONACH:
strona [2] Oświadczenia rodziny ws identyfikacji w Moskwie
strona [3] Ten wylot był jej marzeniem

 

Teresa Walewska-Przyjałkowska była kustoszem obrazu Matki Bożej Katyńskiej. Płaskorzeźba używana w ważnych uroczystościach upamiętniających śmierć polskich oficerów wg. pierwszych informacji miała się znajdować na pokładzie samolotu 10 kwietnia. Później okazało się, że z niewiadomych przyczyn opiekująca się obrazem Pani Teresa nie zabrała go ze sobą w podróż do Smoleńska i obraz ocalał.

Z jej inicjatywy w 2002 roku w sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie dokonano intronizacji obrazu, namalowanego na podstawie obrazka wykonanego na desce w obozie w Kozielsku. W 2003 roku obraz został poświęcony przez Jana Pawła II.

Matka Boża Katyńska (Ikona Kozielska, Matka Boża Kozielska) – wycięty na sosnowej desce przez por. Henryka Gorzechowskiego w obozie jenieckim w Kozielsku, gdzie przebywali polscy oficerowie zamordowani potem w Katyniu. Od 2002 roku obraz, jako relikwia, znajduje się w Kaplicy Katyńskiej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie.

Tą samą nazwą określany jest też drugi obraz, polichromowana płaskorzeźba, przedstawiająca Matkę Bożą tulącą nagie zwłoki żołnierza zamordowanego strzałem w tył głowy. I ten miał być zabrany 10 kwietnia do Katynia.

 

Teresa Maria Barbara Walewska-Przyjałkowska, urodzona 10 września 1937 roku – naukowiec i  społecznik, wiceprezes fundacji „Golgota Wschodu” i prezes Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli. Wieloletni pracownik Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej, posiadała stopień naukowy doktora inżyniera i specjalizowała się w automatyce i robotyce przemysłowej.

Zginęła 10 kwietnia 2010 z delegacją na uroczystości rocznicowe do Katynia jako przedstawicielka Rodzin Katyńskich. 16 kwietnia 2010 roku została pośmiertnie odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 22 kwietnia 2010 roku pochowano ją w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

18 września 2012 na polecenie Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie dokonano ekshumacji zwłok pochowanych w grobie Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. zobacz >Ekshumacja w Warszawie

25.09.2012 prokuratura podała komunikat, że ciała Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej zostały wzajemnie zamienione.

 

 

 

Komunikat Naczelnej Prokuratury Wojskowej:

„W dniach 17-18 września 2012 r., w Gdańsku oraz w Warszawie, Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie dokonała ekshumacji zwłok dwóch ofiar katastrofy smoleńskiej.

W trakcie sekcji zwłok, w dniach 19-20 września 2012 r., pobrano do badań genetycznych z obu ciał po dwa rodzaje próbek biologicznych, które następnie zabezpieczono i przekazano po jednym rodzaju – Zakładowi Genetyki Molekularnej i Sądowej Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Bydgoszczy oraz Zakładowi Technik Molekularnych Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Sprawozdania z badań genetycznych z obu wskazanych powyżej ośrodków akademickich wpłynęły do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie w dniu 25 września 2012 r. Wynika z nich jednoznacznie, że ciała te zostały ze sobą wzajemnie zamienione.

Oczekujemy, że wyniki pozostałych badań posekcyjnych dotyczących obu ciał ofiar katastrofy, które Prokuratura zleciła biegłym, otrzymamy w terminie 3-4 miesięcy.”

Płk Zbigniew Rzepa z NPW podkreślił, że nie ma co do tego żadnych wątpliwości. badania zostały przeprowadzone przez dwa niezależne ośrodki.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/37011

DALEJ

strona [2] Oświadczenia rodziny ws identyfikacji w Moskwie
strona [3] Ten wylot był jej marzeniem

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Historia, III RP i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Drogi śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej

  1. Anna pisze:

    Czy to jakaś zemsta ?

  2. Egon pisze:

    Pani Teresa Walewska- Przyjałkowska miała przy sobie relikwiarz św. Andrzeja Boboli, który ocalal prawie nie uszkodzony. Sama uważała, że ten święty ocalił ją i jej rodzinę na początku Powstania Warszawskiego. Wydaje się, że miała tylko dalszą rodzinę, która niezbyt chyba dobrze znała jej historię. Była związana z działalnością ks. Prałata Zdzisława Peszkowskiego w fundacji „Golgota Wschodu”. Kto zna losy ciała św. Andrzeja Boboli, wędrówek, w tym do Moskwy 1922-23(4), Watykan, Kraków, Poznań Warszawa 1938, 26 września 1939 do kościoła Matki Boskiej Łaskawej pod bombami, do kościola św. Jacka – kanałami , zadziwiające ocalenie całego relikwiarza pod gruzami kościoła, ocalenie małego relikwiarza w Smoleńsku, tego zapewne zastanawia czy jednak nie są to działania tego PatronaPolski. Zabezpieczono dowód – „nit”. Panią Teresę można przez sekundę zobaczyc przy otwarciu trumny – relikwiarza św. Andrzeja Boboli w filmie o nim „Terrorysta od Pana Boga” z 2000 r.

    A to artykuł z 2005 r. z „Cudów i Łask Bożych”
    Błogosławione strzały

    – Był 1 sierpnia 1944 roku – pierwszy dzień Powstania Warszawskiego. Mój wózeczek spacerowy stał przed domem w ogrodzie. Mieszkaliśmy niedaleko Domu Pisarzy oo. Jezuitów. Ich kaplica przy ul. Rakowieckiej była naszym najbliższym kościołem – opowiada Teresa Walewska-Przyjałkowska.
    – Po modlitwie „Pod Twoją obronę” razem z mamą i tatą wyszliśmy z domu. Chcieliśmy się przedrzeć do babci do Śródmieścia. Jeśli by się to nie udało mieliśmy zatrzymać się u Jezuitów. Wszyscy troje mieliśmy medaliki św. Andrzeja Boboli i zaszyte w ubraniach obrazki Jezusa Miłosiernego. Trzymałam pod pachą ukochane zabawki. Pamiętam dokładnie zgrzyt klucza w zamku i strzały. W tym samym momencie przybiegli tatusia koledzy z AK i powiedzieli, że nie możemy już wyjść, bo Niemcy podjęli ogień i nie przejdziemy. Między ulicą Głogową, gdzie mieszkaliśmy a domem Ojców Jezuitów była tylko szkoła Wawelberga i szczere pole: zboże, maki i kąkole – teren bardzo przepiękny, ale trudny do przejścia. Strzały nas zatrzymały. Mogę powiedzieć, że były dla nas błogosławione. Nie mogliśmy wyjść i dojść do Jezuitów. Tymczasem na drugi dzień, 2 sierpnia w kotłowni domu Ojców Jezuitów dokonała się straszna masakra. Gestapowcy sprowadzili tam wszystkich, którzy tego dnia przebywali u Jezuitów – kapłanów, braci i osoby świeckie. Zginęło ponad 50 osób. Gdybyśmy dotarli wówczas do domu księży Jezuitów z pewnością podzielilibyśmy ich los. Rodzice zawsze łączyli to uratowanie ze wstawiennictwem św. Andrzeja Boboli, a także św. Teresy z Lisieux. Byli wielkimi czcicielami tych świętych – opowiada Teresa Walewska-Przyjałkowska.

    – Pamiętam powrót do Warszawy po zakończeniu wojny, wizytę w kaplicy i wrażenie jakie wywarł na mnie widok okna od kotłowni, którego kraty były mocno poskręcane z olbrzymimi śladami ognia. Ile razy tam jestem czuję się, jakbym przychodziła na swój własny grób, dziękując Bogu, że żyję – dodaje.

    Po wielu latach Teresa Walewska-Przyjałkowska wstąpiła do Stowarzyszenia Krzewienia Kultu św. Andrzeja Boboli. Dziś pełni funkcję prezesa tej organizacji.

    – Staram się służyć Bogu za pośrednictwem świętego Andrzeja Boboli, dziękując Mu za łaskę życia i przeżycia. Wszystkie dziecinne egzaminy, matura, studia politechniczne, doktorat i wszystkie dalsze prace naukowe zawsze były rozpoczynane i kończone przy Jego trumnie, przy Jego relikwiach z prośbą o dalszą pomoc i łaskę, za które Mu bardzo serdecznie dziękuję – podkreśla prezes SKKAB-u.

    hb

  3. moherowy beret pisze:

    chyba nic nie napiszę,bo ściska mi się serce.Takie osoby muszą zginąć,a męty wspinają się bez przeszkód.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.