Sztuka smoleńska – „Bezkrólewie”

Nie oszukujmy się – udział w takiej sztuce to forma artystycznego samobójstwa. Tekst miażdży władzę, pokazuje posmoleński zatrważający obraz kraju. Ten projekt to odważny ruch.
Rozmowy z Wojciechem Tomczykiem, wybitnym dramaturgiem i scenarzystą oraz aktorem i reżyserem Redbadem Klijnstrą.

 

19.01.2013 Rozmowa z Wojciechem Tomczykiem

 

Z aktorem i reżyserem Redbadem Klijnstrą rozmawia Sylwia Krasnodębska

Wojciech Tomczyk przyznał, że tak pisał sztukę „Bezkrólewie”, żeby żaden teatr nie chciał jej wystawić. Są w niej wyraźne odniesienia do katastrofy smoleńskiej. Panu to nie przeszkodziło, by podjąć się jej adaptacji.

– W obecnej sytuacji trudno znaleźć teatr, który chciałby wystawić taką sztukę. Teatry publiczne są w jakiś sposób powiązane i kontrolowane przez władzę, więc siłą rzeczy odbywa się tu jakaś nieformalna cenzura lub autocenzura. Pozostaje więc nadzieja w teatrach prywatnych i produkcjach niezależnych. Na publiczne czytanie w Teatrze Palladium zaprosimy dyrektorów teatrów. Przekonamy się też, jaki jest oddźwięk publiczności.

Co zdecydowało o tym, że zainteresował się Pan „Bezkrólewiem”?

– Ta sztuka powinna ujrzeć światło dzienne. Denerwuję się, gdy widzę, że w obiegu jest tylko jedna wersja patrzenia na świat. Uważam, że trzeba pokazywać drugą stronę. „Bezkrólewie” jest wartościowe, a Tomczyk to taki współczesny Gombrowicz, który trafnie potrafi opisać to, co nas otacza. Nie widziałem takiej współczesnej polskiej sztuki ani autora, który potrafiłby tak celnie prześwietlić mechanizmy obecnej władzy.

Nie oszukujmy się – udział w takiej sztuce to forma artystycznego samobójstwa. Tekst miażdży władzę, pokazuje posmoleński zatrważający obraz kraju. Mimo to wchodzi Pan w ten projekt. To odważny ruch.

– Seryjnego samobójstwa dokonuje się i tak co chwilę na wolności słowa i swobodzie wypowiedzi. Mnie tylko zależy na prawdzie. Cały czas nie mam pojęcia, co tak naprawdę stało się w Smoleńsku, a ja chcę to po prostu wiedzieć. Jeśli spotkałby mnie z tego powodu jeszcze większy ostracyzm niż ten, który jest teraz, to zawsze mogę pracować w Holandii. Liczę się z tym, ale wtedy tym bardziej potwierdzałoby się, że jest tak, jak podejrzewam. Mam wielu kolegów, którzy myślą podobnie, ale mają kredyty, rodziny i twierdzą, że nie mogą publicznie wypowiadać tego, co myślą. Wolą milczeć, bo po prostu się boją. Rozumiem to, bo moje środowisko jest bardzo zależne od obecnej władzy. Nie mówię, że się nie boję. Ale skoro żyjemy w czasach, w których zagrożone jest wyrażanie poglądów, to trzeba się najpierw tym zająć, żeby młodsi mieli prawdziwą wolność słowa, a nie iluzoryczną. Mam komfort swobody. Od wielu lat świadomie nie jestem na etacie, więc nie jestem zależny od żadnego dyrektora. Mogę podejrzewać, że pewne propozycje się urywają ze względu na moje poglądy, ale trudno. Nie wyobrażam sobie, żebym nie mógł mówić tego, co myślę. Jako człowiek chcę być wolny, jako artysta – muszę być wolny.

Wojciech Tomczyk pisząc o elicie politycznej, przedstawia nam przerażający obraz. Można to zamknąć w trzech słowach: mafia, cygara i krew. Jaki jest Pana odbiór tej sztuki? Na ile jest to fikcja, na ile prawda?

– Najlepiej by było, gdyby ten obraz był przerysowany. Z mojego doświadczenia z ostatnich lat wynika niestety, że nie jest. Patrzę oczywiście na moje warszawskie podwórko. Obłuda jest zatrważająca. Pani prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz kompletnie nie interesuje się teatrem, a w czasie kampanii wykorzystuje moich sławnych kolegów z Teatru Nowego, fotografując się z nimi tylko po to, żeby wygrać drugą kadencję, A prawdopodobnie nie wie, kim jest i jaki dorobek ma ten Warlikowski, obok którego stoi na zdjęciu. Kolegów z Teatru Nowego rozumiem, od wielu lat walczą o siedzibę swojego teatru, i co? Nic. Teraz jeden z najlepszych teatrów w Polsce i w Europie będzie grał w odpucowanym warsztacie, gdzie niedawno naprawiano śmieciarki MPO. Politycy mają kontrolę nad kulturą, a z drugiej strony kompletnie nie są nią zainteresowani. Kultura i sztuka dla obecnych władz nie istnieją.

Ale w sztuce padają większe oskarżenia. Jest tu cięższy kaliber. Szydzenie ze śmierci króla, a nawet zabójstwo.

– Tak, odwracanie kota ogonem odbywa się w oparach absurdu. Ci Niezwykli, którzy mówią o miłości, gardzą ludźmi zwykłymi oraz życiem ludzkim. A medialne Błazny błaznują, aż im żyłki nie pękną, ale nie po to, by królom życia coś uświadomić. Błaznują, zaklinając prawdę. W sztuce Tomczyka jest to nad wyraz pięknie pokazane.

Mam jednak wrażenie, że przestrzeń dla niezależnych twórców się rozszczelnia. Niedawno Antoni Krauze zarejestrował fundację „Smoleńsk 2010” i będzie zbierał pieniądze na film fabularny o katastrofie smoleńskiej. To iskierka nadziei. Jesteśmy na dobrej drodze ku wolności słowa.

– Tak. Zadeklarowałem ze swojej strony wsparcie dla fundacji i dla tego filmu. Będziemy zbierać pieniądze. Cieszę się, że Pan Antoni znalazł siłę, by w ten sposób produkować film. Z drugiej strony jednak, ktoś takiego formatu jak Krauze powinien mieć pełne wsparcie instytucji państwowych. Założenie tej fundacji pokazuje patologię, w której żyjemy! Przecież mówimy o filmie, który dotyczy zdarzenia określonego przez cały Sejm jako największa tragedia po II wojnie światowej. W oczywisty sposób powinna pojawić się inicjatywa chociażby Ministerstwa Kultury, ale jej nie ma. Za to widzimy oddolne działania. To świadczy o tym, że ludziom się nadal chce, że wiele osób nie odpuszcza, nie daje się zniechęcić. Ale nie wiem, czy idziemy do przodu, jeśli chodzi o klimat, w którym żyjemy i tworzymy.

Ten klimat jest jeszcze gorszy, niż Pan mówi. W rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” Antoni Krauze przyznał, że nie chciałby tego wsparcia, bo bałby się cenzury. Ten, kto daje pieniądze, ma wgląd do scenariusza i często prawo do ingerencji.

– Tak, racja, to byłyby niepotrzebne obstrukcje na każdym kroku. Widzimy przecież, jakie środki władza wykorzystuje, by zamieść pod dywan katastrofę smoleńską.

Pan nie tylko reżyseruje czytanie sztuki, ale też w niej występuje. Czyta Pan rolę postaci z układu, która zaczyna mieć wątpliwości i zaczyna zadawać pytania. Spotyka go za to surowa kara ze strony kolegów, a przecież nie ma zbyt wiele na sumieniu.

– Nie wiem, czy nie ma nic na sumieniu. Każdy z nich jest tak samo winien, bo jest w tym samym układzie. Może sąd to inaczej rozstrzyga, bo ktoś może dostać większą, a ktoś mniejszą karę. Ale myślę, że nie ma czegoś takiego jak większa i mniejsza wina, jeśli chodzi o współudział w utrzymywaniu jakiegoś szemranego układu…

Zmierzam do tego, że ta postać w oczach swoich oprawców nie zrobiła nic złego, a jednak zginęła z ich rąk.

– Tak. To są znane nam wszystkim mechanizmy mafijne. Jak nie jesteś nam w stu procentach oddany, to giniesz. Jeśli potrzebujemy ofiary, to tę ofiarę znajdujemy. Można tu znaleźć odniesienie do samobójstw, które przetoczyły się przez nasz kraj.

Tekst Tomczyka ma bardzo duży potencjał. A może być jeszcze głośniejszy, bo tu podejmowany jest temat absolutnie bieżący. Jestem ciekawa, jak sytuacja będzie się rozwijała. Liczę na to, że narobią panowie dużo szumu.

– Sztuka jest aktualna, ale nie jest, jak to się mówi, publicystyczna. Mechanizmy, które pokazuje, można by odnaleźć również np. w Holandii. Ale, po pierwsze, nie byłoby probelmu z jej wystawieniem, a po drugie, byłaby to metafora. Należy się cieszyć, że Klub Ronina postanowił umożliwić jej publiczne przeczytanie, a ja cieszę się, że tak znakomici aktorzy zdecydowali się czytać „Bezkrólewie” razem z nami. Ewa Dałkowska, Elżbieta Kwinta, Krzysztof Bień, Konrad Bugaj i Darek Chojnacki.

Gazeta Polska: Nr 37 z 12 września 2012

 

13 września 2012 roku odbyło się czytanie sztuki Wojciecha Tomczyka  „Bezkrólewie” 

Pięcioro aktorów: Ewa Dałkowska, Elżbieta Kwinta, Krzysztof Bień, Konrad Bugaj, Darek Chojnacki oraz Redbad Klijnstra (jednocześnie reżyser) czytało swoje role, zaś didaskalia odczytywał autor tekstu. Zrobiono to perfekcyjnie! Dzięki wspaniałej interpretacji aktorskiej, widz bez problemu wszedł w akcję i atmosferę dramatu. Czytanie zorganizował Józef Orzeł (Klub Ronina).

„Bezkrólewie” jest dziełem niezwykłym, można rzec – majstersztyk dramaturgii. Temat zdecydowanie aktualny, mówi bowiem o mechanizmach funkcjonujących w życiu politycznym, żywcem wziętych z polskiej rzeczywistości. Cwaniactwo, brak jakichkolwiek zasad etycznych oraz poczucia odpowiedzialności za swój kraj, karierowiczostwo, odżegnywanie się od historii i tradycji, kłamstwa i fałsz – to tylko niektóre z przedstawionych aspektów władzy. Zastraszony i ogłupiony naród… Skąd my to znamy?

Na czytanie dramatu zostali zaproszeni wszyscy dyrektorzy scen warszawskich. Czy któryś przyszedł? Nie wiadomo, żaden się nie „ujawnił”.

Jeszcze niedawno się słyszało, że „brakuje nam dobrych tekstów, brak współczesnych sztuk, nie ma osób, które chciałyby pisać dramaty…”.

„Bezkrólewie” czeka na swój teatr już ponad rok. Kto po nie sięgnie? Jest już reżyser, są aktorzy… Czyżby aż tak zniewoleni byli dyrektorzy polskich teatrów? Czyżby aż tak mocno bali się o swoje posady? Czyżby już wszyscy zaprzedali się władzy? Czyżby nie było żadnego, który zdecydowałby się pokazać w swoim teatrze coś więcej niż tę chałę, którą jesteśmy karmieni od lat? Trudno uwierzyć, że nie dostrzegają klasy tego dramatu. Po prostu trudno uwierzyć…

Grzegorz Kutermankiewicz

http://wpolityce.pl/artykuly/36348

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Antypropaganda, Teatr TV, film i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.