Zapomniany Kornel Makuszyński

Pisarz niegdyś uwielbiany przez miliony czytelników, po wojnie w czasach Polski Ludowej zostaje całkowicie wymazany z kart polskiej literatury. Jakie były przyczyny tego zniknięcia? To nie bohater z Pacanowa zadecydował o tym, że jego twórcę, Kornela Makuszyńskiego umieściliśmy w panteonie pisarzy zakochanych w Polsce.

 

W 1951 roku dzieła Makuszyńskiego zostały wpisane na nieoficjalną listę książek ideologicznie szkodliwych, a pisarz popadł w literacki niebyt.

Odcinek dokumentalnego cyklu o ludziach kultury próbuje opisać, jakie były przyczyny tego zniknięcia. >„Errata do biografii – Kornel Makuszyński”

Errata do biografii – cykl dokumentalny, wszystkie odcinki na stronie TVP

Film też można obejrzeć >TU

 

Monika Florek-Mostowska

Awantura o Makuszyńskiego

Gdyby w Polsce powstał gabinet figur woskowych, z pewnością stanąłby tam Koziołek Matołek. Jednak to nie bohater z Pacanowa zadecydował o tym, że jego twórcę, Kornela Makuszyńskiego umieściliśmy w panteonie pisarzy zakochanych w Polsce.

Twórca pierwszego, napisanego wspólnie z byłym ułanem Marianem Walentynowiczem, polskiego komiksu „120 przygód Koziołka Matołka”, a potem zabawnej serii o Małpce Fiki-Miki, nie był wyłącznie dowcipnym bajkopisarzem. To tylko jeden z wielu artystycznych wizerunków Kornela Makuszyńskiego. Od wczesnych lat młodości jego twórczą duszę rozpalała troska o losy ojczyzny. Działał w ogniu patriotycznej gorączki, jaka zawładnęła bohemą w początku ubiegłego stulecia. Jako czternastolatek opublikował debiutancki wiersz „Słysz Polsko!” odnaleziony dopiero w pośmiertnym archiwum pisarza. Nastoletni Kornel pisał:

Spowiedzi naszej słuchaj, Polsko!
Oto ważym się wyznać, żeśmy duchami
Bywali w gnuśne pogrążeni błoto…

Obłąkany Polską

Jako uczeń IV Gimnazjum im. Jana Długosza we Lwowie kochał to miasto do szaleństwa, czemu potem dawał wyraz w niejednej powieści. W „Uśmiechu Lwowa” napisał: „Jest to miasto Polską obłąkane”. Pasja literata towarzyszyła mu od dzieciństwa. Legendą stały się jego pierwsze próby literackie: zdegustowany postawą księdza, który zakazał dzieciom chodzić na ślizgawkę, napisał satyrę: „Na próżno jędza w ubraniu księdza z lodu nas spędza. W pierwszej b klasie, w zimowym czasie, nikt mu nie da się”. Za to wydalono go ze szkoły w rodzinnym Stryju, niewielkim mieście nieopodal Lwowa, nad rzeką Stryj. Nazwa jest znamienna – w języku starosłowiańskim oznacza strumień. A Makuszyński był bez wątpienia strumieniem ożywiającym polską literaturę. Największą inspiracją dla Kornela stało się chyba jednak spotkanie z Henrykiem Sienkiewiczem. Jako szesnastolatek obserwował w 1900 roku przyjazd autora Trylogii do Lwowa i zgotował mu iście królewskie powitanie. „Dzień ten pamiętam jako wielką, bajeczną wizję, która mi się na sercu odbija” – napisał w „Bezgrzesznych latach”. Sam miał już wtedy w szufladzie ponad sto sonetów. Na fali uniesienia wybrał dwa z nich i wysłał do redaktora „Słowa”, dodatku literackiego do dziennika „Słowo Polskie”. Tym redaktorem był wówczas sam Jan Kasprowicz. Młodzieniec przeżywał męki, czekając na odzew. Wreszcie jego utwór ukazał się – na pierwszej stronie. Kiedy zgłosił się po honorarium, wynoszące wtedy dwie korony i 80 halerzy, Kasprowicz nie mógł uwierzyć, że autor dzieła to uczniak w wytartym mundurku.

Makuszyński debiutował na łamach „Słowa Polskiego” wierszem „Nam spoczywać dziś nie wolno”. Wkrótce na Uniwersytecie Lwowskim aktywnie działał w studenckim Kole Polonistów i wciąż pisał wiersze o Polsce. Jego krytycy zarzucali mu nadmierny patos. On sam przyznaje w „Bezgrzesznych latach”, że pierwsze sztubackie wiersze pisał wyłącznie czerwonym – czyli pełnym namiętności – atramentem, a ich tematem była ciemiężona ojczyzna. W „Wiadomościach Literackich” krytykowano: „296 razy użył słów Polska, polski, Polak… Ta obfitość narodowej nomenklatury, chorągwi, szabel, robronów, alikantów, to pisane muzeum budzi zdziwienie. Poetę współczesnego obowiązuje pewna wstydliwa wstrzemięźliwość w używaniu słów naprawdę świętych, lub mających pozór świętości”. Inni krytykowali, że towarzyszył mu kompleks Sienkiewicza – chciał „krzepić serca”. W oczekiwaniu wolności dał się poznać jako autor piosenek żołnierskich. Niewielu ma świadomość, że zasłyszane w dzieciństwie wersety: „Ej, dziewczyno, ej niebogo / Jakieś wojsko pędzi drogą / Skryj się za ściany! / A to ułany!” wyszły spod pióra twórcy Koziołka Matołka. Teksty te ukazywały się w przedwojennym „Żołnierzu Polskim” i były śpiewane w okopach podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Makuszyński był także jednym z tych, którzy przyczynili się do utrwalenia patriotycznego mitu związanego z historią Orląt Lwowskich, gimnazjalistów i studentów broniących kresowej strażnicy, skarbca polskiej kultury. „Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi, by się uczyć miłości do Ojczyzny. Powinni tu przychodzić ludzie małej wiary, aby się napełnić wiarą niezłomną, ludzie miałkiego ducha, aby się nadyszeć bohaterstwa…” – pisał.

Uśmiech w herbie

Współcześni Makuszyńskiemu podziwiali patriotyzm pisarza i jego społeczną pasję. Współcześni nam przyznają jednak, że twórczości pisarza bardziej sprzyjało schodzenie z wysokich patetycznych tonów na niższe rejestry prostego, codziennego, czasami żartobliwego języka. Za jego sprawą najskuteczniej uruchamiał społeczny potencjał, nawet w tak drobnych sprawach jak zbiórka pieniędzy na zakup nart dla małych zakopiańczyków. Za ten język i mówiących nim bohaterów kochano go najbardziej.

Postaci stworzone przez Makuszyńskiego zawierały cząstkę jego duszy: kochającego życie optymisty, który pisał w „Bezgrzesznych latach”: miałem nigdy zdolności widzenia rzeczy przyszłych, bo urodziwszy się, zamyśliłem się głęboko, wreszcie machnąwszy ręka, postanowiłem żyć dalej. Teraz dopiero widzę, że był to z mojej strony pomysł dość niefortunny”. Jednocześnie był człowiekiem o gołębim sercu, który za sprawą pióra chciał zmieniać świat na lepsze. Z jego autobiografii między wierszami można wywnioskować, że w rodzinnym domu się nie przelewało. Mundurek był wyświecony na łokciach, a buciki były cerowane kordonkiem, który potem zamalowywano atramentem. Stąd pewnie wrażliwość na biedę innych.

Bohaterki jego powieści, postrzelone, ale odważne dziewczynki, jak pełna szaleństw Ewa, dzielna Basia czy panna z mokrą głową, swoim wdziękiem oswajały bezdusznych starców. Budziły zatwardziałe sumienia, otwierały serca i portfele w słusznej sprawie. W każdej powieści Makuszyński przemycał nie tylko ważne społecznie treści etyczne, ale także prostą życiową mądrość. To on jest autorem zdania: „Stracony jest każdy dzień bez uśmiechu”. Mówi się o nim, że propagował „naiwną, prostą wiarę w serce człowieka”. Jako jeden z najmodniejszych autorów miał wielką siłę przebicia. Słuchano go jako autorytetu. A pisał przecież nie tylko dla młodzieży. Kilka jego powieści dla dorosłych świetnie się sprzedawało. Najbardziej znana, „Słońce w herbie”, miała 7 wydań w ciągu 10 lat.

Skrzydlaty chłopiec

W pierwszych latach niepodległości wspierał piórem budzącą się do nowego życia Rzeczypospolitą. Jego powieści – „Wielka brama”, pełna przygód historia o chłopaku, którzy przyjeżdża budować „polską Gdynię” czy „Skrzydlaty chłopiec” o rodzącej się sile polskiego lotnictwa – miały budzić poczucie wspólnoty, ofiarności na rzecz ojczyzny i świadomość jej siły. Jeśli nawet były pisane na społeczne zamówienie, na pewno spełniły swoją rolę, pokazując bohaterów uczciwych, radosnych i gotowych do poświęceń dla Polski. Pewnie dlatego nie były w PRL wydawane nawet wtedy, kiedy już Makuszyński nie był zakazany.

W Pacanowie fasady domów ozdabiane są podobizną Koziołka Matołka

Makuszyński miał szczęście żyć w okresie niezwykle bujnego rozkwitu polskiej literatury. Nigdy przedtem ani nigdy potem nie zdarzył się w polskiej kulturze podobny fenomen, jak w dwudziestoleciu międzywojennym. Wtedy, po 123 latach służby twórców w narodowej sprawie, literatura mogła wreszcie czarować czytelników beztroską.

Najpierw jednak pierwsza wojna światowa rzuciła Kornela Makuszyńskiego – już z żoną Emilią z Bażeńskich – internowanego jako poddanego austriackiego w głąb Rosji. Za poręką przyjaciół został zwolniony z zesłania i znalazł się w Kijowie, gdzie został prezesem Związku Literatów i Dziennikarzy Polskich. Był też kierownikiem literackim kijowskiego Teatru Polskiego. Gdy warunki na to pozwoliły, przeniósł się wraz z żoną do Warszawy. Nie wyobrażał sobie, by mógł zamieszkać gdzie indziej w czasach, kiedy właśnie w Warszawie tworzyło się niepodległe państwo. W czasie wojny polsko- -bolszewickiej – jak wielu innych pisarzy – pisał patriotyczne reportaże z frontu.

Pokazywał miłość ojczyzny,
uczciwość, szlachetność postaw,
wiarę w dobroć,
współczucie dla słabszych.

Potem jako dobrze sytuowany autor, zamieszkał w Alei Róż. Przesiadywał w kawiarniach, gdzie przez kompanów nazywany był „Wezuwiuszem humoru”. Przy kawiarnianych stolikach, które pełniły wówczas także rolę warsztatów literackich, obok Tuwima i Słonimskiego, brylował w towarzystwie i błyskał dowcipami. Jednak spędzał czas nie tylko na żartach. Wiele czasu warszawska cyganeria poświęcała na dyskusje o polityce i o Polsce. Podobno Antoni Słonimski stolik Makuszyńskiego nazywał endeckim w odróżnieniu od chętniej odwiedzanego własnego stolika, przy którym zajmowali miejsce Żeromski i Lechoń. Na ten okres przypadają najbardziej twórcze lata pisarza.

W 1926 r. Makuszyńskiego uhonorowano państwową nagrodą literacką za poemat „Pieśń o ojczyźnie”, wtedy też z powodu gruźlicy umiera żona Emilia. Makuszyński żeni się wkrótce po raz drugi, z lwowską śpiewaczką operową, Janiną Gluzińską, z którą przetrwał wojenne losy i która po jego śmierci odważnie walczyła o pamięć o mężu.

Polski Dickens

W 1937 roku spełniło się w życiu Makuszyńskiego jedno z największych pragnień każdego pisarza – otrzymał członkostwo w Polskiej Akademii Literatury, najbardziej szacownej wówczas instytucji związanej z literaturą. Autor najpoczytniejszych dzieł dla młodzieży – „Awantury o Basię”, „Panny z mokrą głową”, „Szatana z siódmej klasy”, „O dwóch takich, co ukradli księżyc” – stał się ulubieńcem czytelników. Nazywano go polskim Dickensem. Jako autor przygód Koziołka Matołka stał się idolem dzieci. Makuszyński prowadził światowe życie, ale rozkochany w Tatrach i zakopiańskiej architekturze, kiedy tylko mógł, jechał do Zakopanego. Z żoną spędzali tam niemal każde lato i zimę.

Nigdy nie przestał działać społecznie, a dziećmi przejmował się zawsze. Z jego inicjatywy na stokach Gubałówki powstało sanatorium dla młodzieży. Pisarz inicjował też zbiórki pieniężne na sprzęt narciarski dla najbiedniejszych dzieci. W 1930 roku odbyły się w Zakopanem pierwsze zawody „O Puchar Kornela Makuszyńskiego”. Uczestniczyli w nich późniejsi mistrzowie: Bronisław Czech czy Stanisław Marusarz.

Niemal we wszystkich poczytnych czasopismach pisarz ogłaszał felietony i recenzje, stając się jedną z najbardziej znanych postaci w artystycznym życiu Warszawy. Koziołek Matołek już wtedy był ulubionym bohaterem dzieci, choć jego przygody nie uchroniły się przed krytyką.

Hurtem i na przemiał

Okupację niemiecką niemłodzi już Makuszyńscy przeżyli w stolicy, pisarz udzie-lał się w konspiracyjnej prasie. Makuszyńscy stracili mieszkanie, a dzieła sztuki i antyki, które kolekcjonowali, w tym bezcenna biblioteka i obrazy Matejki, zostały rozkradzione. Część zbiorów spłonęła. Po wojnie musieli się wynieść z Warszawy, w której nie byli mile widziani przez nowe władze. Zamieszkali w Zakopanem, zajmując piętro w willi „Opolanka” należącej do znanego lekarza, Jana Knosały. Honorowym obywatelem Zakopanego pisarz był już od 1929 roku.

W 1951 r. dzieła Makuszyńskiego
zostały wpisane na nieoficjalną listę
książek ideologicznie szkodliwych,
a pisarz popadł w literacki niebyt.

Jego literatura znalazła się na indeksie komunistycznej władzy. Początkowo Makuszyński nie wierzył, że może zostać zapomniany jako pisarz. Miał nadzieję na wznowienie swoich książek. W 1946 r. wydał swoją ostatnią książkę, napisaną podczas wojny – „List z tamtego świata”. W 1946 r. udało mu się wznowić „Szatana z siódmej klasy”, ale była to ostatnia edycja za życia pisarza. I to już ze znacznymi cięciami. Wilno, gdzie toczyła się akcja, zmieniono na Pułtusk oraz spolszczono nazwy litewskich majątków. W 1951 r. dzieła Makuszyńskiego zostały wpisane na nieoficjalną listę książek ideologicznie szkodliwych. Tak pisarz popadł w literacki niebyt.

W ramach akcji „czyszczenia bibliotek” jego książki, ocalałe podczas wojny, szły na przemiał. Hurtem. Pierwsze (z 1937 roku) wydanie „Szatana z siódmej klasy” jest dziś białym krukiem. Nie ma go ani w zakopiańskim Muzeum Makuszyńskiego, ani w Muzeum Książki Dziecięcej. Przyjaciele, którzy grali z nim po wojnie w karty, celowo przegrywali, bo wiedzieli, jak trudna jest jego sytuacja finansowa. Pisarz liczył, że może zaczną wydawać jego książki. Na to konto zaciągnął pożyczkę u swoich wydawców, Gebethnera i Wolffa. Niestety, nic się nie zmieniło. Nie miał jej z czego spłacić. Zmaganie się z codziennością było coraz bardziej uciążliwe. Był zmęczony wojną, powstaniem, tułaczką w obozach dla uchodźców.

Pan od Koziołka Matołka

Dotychczas nadzwyczaj płodny – napisał w sumie 54 powieści, tworząc dwie lub trzy w roku – stracił zapał. Do tego zaczął cierpieć na cukrzycę. Musiał przyjmować insulinę, której zdobycie graniczyło z cudem. Stopniowo tracił ducha. W tym trudnym czasie pomagała mu przetrwać nieznajoma – pochodząca z Nowego Sącza czytelniczka z Ameryki. Dopóki mogła, przysyłała ukochanemu pisarzowi ubrania, kawę, herbatę i insulinę.

Gabinet pisarza

Dobry nastrój przywracali mu mieszkańcy Zakopanego. Na ulicach zawsze otaczał go wianuszek dzieci, które chciały dotknąć chociaż rękawa „pana od Koziołka Matołka”. Gdy szedł przez Krupówki, ręka mu mdlała od uchylania kapelusza w odpowiedzi na ukłony. Żartował, że z tego powodu zaczął nosić beret. Pisarz cenił sobie tę popularność, bo osładzała mu ostatnie lata życia, w których odebrano mu prawo do druku. Ten okres jednak nie trwał długo. Makuszyński był bardzo schorowany. Częściowo sparaliżowany cierpiał na obustronne zapalenie płuc, umarł 31 lipca 1953 roku.

Odchodził w atmosferze socrealistycznego potępienia. W stalinowskim podręczniku „Literatura międzywojenna” (1953) jeden z ówczesnych krytyków określił utwory Makuszyńskiego jako płytkie i powierzchowne, „karmiące czytelnika sentymentalnym humorem, niegardzące tanimi chwytami, schlebiające typowym gustom drobnomieszczańskim”. Jego literaturę zaliczył do kręgu „ideologii burżuazyjnej”! Bo w realiach II Rzeczypospolitej lansowała miłość ojczyzny, uczciwość, szlachetność postaw, wiarę w dobroć, współczucie dla słabszych, bo występowali w niej harcerze pełni ideałów, a każde dziecko umiało się modlić!

Na pogrzeb na Pęksowym Brzyzku przyszły tysiące ludzi. Starzy górale płakali równie rozpaczliwie jak dzieci. Kazimierz Wierzyński napisał później ze swojego emigracyjnego oddalenia: „Są ludzie, którzy nie powinni umierać, którzy nie pasują do śmierci, o których trudno myśleć jak o zmarłych. Do takich należał Kornel Makuszyński”.

Wreszcie pomnik?

Dzisiaj miejsce najsilniej kojarzone z Kornelem Makuszyńskim to willa „Opolanka” w Zakopanem, przy ulicy Tetmajera 15. Od 1966 roku znajduje się tam muzeum pisarza. Powstało ze zbiorów ofiarowanych społeczeństwu przez wdowę po artyście. Pozostała w nim tylko cząstka dorobku pisarza i wielkiego miłośnika sztuki, ale mimo to „Opolanka” należy do najbardziej uczęszczanych przez turystów miejsc w zimowej stolicy Polski. Rzeczywiście, oddycha się tam duchem epok, przez które przetoczyło się życie pisarza. Jednak i spuścizna po pisarzu stała się zarzewiem awantur.

Również po śmierci Makuszyńskiego jego powieści nie wznawiano, wszak stalinizm trwał w najlepsze. Janina Makuszyńska nie godziła się z tym, że twórczość jej męża popada w zapomnienie. Pisała listy, gdzie tylko mogła, prosząc o pomoc. Kiedy kardynał Stefan Wyszyński wyszedł na wolność, zwracała się także do niego. Otrzymała kilka listów wychwalających twórczość autora „Szatana z siódmej klasy”. Pocieszając wdowę, Prymas Tysiąclecia zapewniał, że nigdy nie zapomniał o Kornelu Makuszyńskim i często cytuje jego książki w swoich homiliach. Jeden z listów trafił na ścianę „Opolanki”. Część korespondencji z Prymasem Tysiąclecia znajduje się w archiwum Muzeum Tatrzańskiego.

Nie tylko o literacką spuściznę po pisarzu trzeba było walczyć. Zakopiańskie mieszkanie Makuszyńskich zawsze było dla wielu łakomym kąskiem. Po śmierci Janiny Makuszyńskiej, choć już mieściło się w nim muzeum, chciał je zająć ówczesny dyrektor Muzeum Tatrzańskiego. Przysłał nawet ekipę, która miała malować mieszkanie. W ocaleniu muzeum pomogła Genowefa Wątorek, której umierająca pani Makuszyńska poleciła opiekę nad mieszkaniem. Pomógł bratanek Janiny Makuszyńskiej, Przemysław Gluziński. Interweniował w ministerstwie Kultury i Sztuki. Powoływał się na testament ciotki. Poskutkowało. Dziś muzeum zajmuje całe piętro, na którym dawniej mieszkali Makuszyńscy.

A książki pana Kornela żyją drugim życiem. W Pacanowie, którego dzielnie szukał Koziołek Matołek, powstało Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka. Znajduje się tam biblioteka z czytelnią i księgarnią, sala kinowa i teatralna, sale warsztatowe i amfiteatr. Kompleks otacza ogród z altanami, a także kuźnia, która upamiętnia słynnych kowali z bajki o Koziołku Matołku. W 2003 r. w Pacanowie zorganizowano pierwszy Festiwal Kultury Dziecięcej. Od tamtego czasu ośrodek aspiruje, by stać się dziecięcym ośrodkiem kultury o znaczeniu międzynarodowym.

O Makuszyńskim pamięta też miasto jego urodzenia – Stryj na Ukrainie. Działa tam Kulturalno-Oświatowe Centrum im. Kornela Makuszyńskiego Wspólnoty Polskiej Miasta Stryja. Placówka z wielką ofiarnością organizuje festiwal teatrów dziecięcych polskich organizacji na Ukrainie „Podaruj Dzieciom Uśmiech”, konkursy plastyczne „Trzeba kochać Człowieka, góry, słońce” oraz „Polskie dzieci miejcie serce czyste”.

– Założyliśmy izbę pamięci Kornela Makuszyńskiego – dar od miasta Zakopanego. W 2009 r. z okazji 125-lecia urodzin Kornela Makuszyńskiego otrzymaliśmy zezwolenie na wzniesienie pomnika Kornela Makuszyńskiego – mówi Tatiana Bojko, dyrektor Centrum. – Pomnik stanie przed Polskim Centrum, miejsce zostało już poświęcone. Teraz przygotowujemy dokumentację techniczną oraz poszukujemy sponsorów – podkreśla z nadzieją, że wśród miłośników tej budującej literatury takowych nie braknie. Bo choć w sercach czytelników pomnik Kornela Makuszyńskiego wznosi się od pokoleń, ten granitowy też by się przydał.

„Idziemy” (nr 35/2012)

http://www.idziemy.pl/kultura/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia, Lata PRL i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Zapomniany Kornel Makuszyński

  1. Jerzy pisze:

    Kochać Polskę , to znaczy uczyć polskie dzieci i całe społeczeństwo dobroci i spojrzenia przez pryzmat uśmiechu na naszą historię i dzieje polskich rodzin. Tak pisali o Polsce i Polakach najlepsi patriotyczni pisarz. To zaś przeszkadzało komunie i przeszkadza POlszewii. Polskie dzieci i młodzież nie mogą być patriotycznie wychowywane, bo to nie jest modne i staroświeckie. Jak to mówią jurorzy polsatowego śpiewania,”Bogoojczyżniane”. Dlatego wspaniały Pan Makuszyński jest pod kreską rządzących.

  2. czytelniczka pisze:

    Jak byłam dzieckiem przeczytałam „Koziołka Matołka”, a gdy byłam nastolatką przeczytałam chyba wszystkie jego książki dla młodzieży: „Awantury arabskie, Perły i wieprze, Bezgrzeszne lata, Przyjaciel wesołego diabła, Panna z mokrą głową, Szatan z siódmej klasy, Szaleństwa panny Ewy, Dziewięć kochanek kawalera Dorna, Wanda leży w naszej ziemi. Najbardziej podobały mi się: Bezgrzeszne lata, Przyjaciel wesołego diabła, Panna z mokrą głową, Szatan z siódmej klasy, Szaleństwa panny Ewy. Do tego stopnia podobała mi się książka o diable, że dwa moje kotki nazwałam Kocidło i Piszczałka.

  3. emka pisze:

    W piątek, 31 lipca 1953 r., zmarł w Zakopanem Kornel Makuszyński – znakomity autor książek dla dzieci i młodzieży – ciepłych, mądrych, pouczających, pełnych wiary i radości życia. Taki był sam pisarz, choć życie nie szczędziło mu trosk i zmartwień, a ostatnie lata były najgorsze. Został uznany przez komunistów za autora „reakcyjnego”, niepasującego do „nowej rzeczywistości”. Istotnie, „nie pasował”. Był szczerym patriotą, uznanie sowieckiego dominium w Polsce lub służenie mu nie mieściło się w jego standardach moralnych.
    Za zakazem publikacji książek Makuszyńskiego w okresie Polski stalinowskiej stał „szef resortu kultury” PKWN, czyli uzurpatorskiego „rządu” Stalina dla Polski – Wincenty Rzymowski. Przed wojną Makuszyński zajął jego miejsce w Polskiej Akademii Literatury. Rzymowskiego wyrzucono stamtąd za plagiat. Od 1944 r. robił szybką karierę w służbie moskiewskiej. Był w Polsce ministrem spraw zagranicznych i ambasadorem w Rzymie. Prośba IPN o zniesienie jego ulicy w stolicy Polski została przyjęta przez władze Warszawy z szyderczym lekceważeniem.
    Niewielu jest w Polsce ludzi średniego i starszego pokolenia, którzy choć raz nie dostaliby pod choinkę jednej z książek Makuszyńskiego, takich jak „Bezgrzeszne lata”, „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, „Panna z mokrą głową”, „Awantura o Basię”, „Szatan z siódmej klasy”, „Szaleństwa panny Ewy” czy ilustrowanych przez Mariana Walentynowicza przygód Koziołka Matołka lub pociesznej małpki Fiki-Miki.
    Makuszyński kochał Lwów, gdzie chodził do szkół, oraz Zakopane i Warszawę, gdzie mieszkał. Kochał Polskę, podczas wojny z bolszewikami ułożył „Piosenki żołnierskie”. Został pochowany na zakopiańskim Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzysku. Na jego grobie zapalają znicze dzieci – małe, duże i te przedwojenne. Mamy za co kochać Pana Kornela, jak go serdecznie nazywano.

    Piotr Szubarczyk
    http://www.naszdziennik.pl/wp/49593,pan-kornel.html

  4. Barbara pisze:

    „Uśmiechu Lwowa” piękna książka!!!! Lwów odwiedziłam 6 lat temu, książkę przeczytałam rok temu. Czytając ją córce (9 lat) miałam przed oczyma te piękne miasto/cmentarz/Polaków. Jakbym tam była, choć minęło już parę lat.
    Tak pięknie jest napisana książka przez autora!!!
    Żałuje, że nie przeczytałam jej przed wycieczką do Lwowa. Na koniec nie byłam wstanie czytać płakałam!!! Córka pyta mnie: „Mamo czytaj, dlaczego nie czytasz,? To jest takie ciekawe!” Ja musiałam się uspokoić, ale dwie strony córa musiała sama przeczytać!!! Nie byłam w stanie. To się nazywa PATRIOTYZM!!!!
    Myślę, że Panie w szkołach powinny czytać tę książkę dzieciom w III klasach SP- patriotyzm w z najwyższej półki!!!!

  5. Jerzy pisze:

    Kochajmy Pana Kornela Makuszyńskiego !!! Kupujmy dzieciom i wnukom jego książki !! Uczmy młodych kochac Polskę i życ atmosferą stworzoną w twórczości tego piewcy polskości !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.