Polsko-sowieckie wojny XX wieku


Fragment książki „Od imperium do imperium” prof. Andrzeja Nowaka, w którym historyk obnaża kuriozalność jednej z tendencji rosyjskiej historiografii, potrafiącej wybielić nawet Stalina, a z Polaków zrobić barbarzyńskich najeźdźców walczących z cywilizowanymi sowietami. [Arcana.pl]

 

Andrzej Nowak

Wojna polsko-bolszewicka 1920 r. była wywołana przez polską agresję, bo Piłsudski chciał zmniejszyć bezrobocie, Armia Czerwona prowadziła tylko obronne działania i przegrała nie z wojskami Rzeczypospolitej, ale z samą sobą. Taką wizję „Cudu nad Wisłą” można spotkać w naukowych (?) monografiach rosyjskich publikowanych w wysokim nakładzie w Rosji.

Po długiej, wymuszonej przez cenzurę, przerwie dwie wojny polsko-sowieckie przyciągają znowu uwagę badaczy zarówno ze strony polskiej, jak i rosyjskiej. Pierwszą z owych wojen, którą symbolicznie wyraża „rok 1920”, historycy (i publicyści) rosyjscy przedstawiali ostatnio głównie w kontekście kwestii losu jeńców sowieckich tamtej wojny – losu, który miał „zasługiwać” niejako na odpowiedź w postaci Katynia… Kilka prac wykazało ambicje tworzenia na takiej podstawie nowej syntezy obrazu tamtej wojny – wśród najważniejszych wymienić trzeba książki Iriny Michutiny i Nikołaja Rajskiego; kilka oryginalnych i wartościowych opracowań wyłamało się z owego schematu (m.in. książki A. P. Isajewa i S. Połtoraka)1. Druga z wojen sowiecko-polskich, symbolizowana z kolei datą 17 września 1939 roku, doczekała się wielu opracowań cząstkowych i dwóch co najmniej ujęć syntetycznych po stronie polskiej („K. Liszewskiego” – R. Szawłowskiego oraz Cz. Grzelaka), nie była natomiast jak dotąd przedmiotem szerzej zakrojonych studiów po stronie rosyjskiej.
Nie zawahał się przed ich podjęciem dopiero moskiewski historyk młodszego pokolenia, Michaił Iwanowicz Mieltjuchow. Pracownik Instytutu Badawczego Archiwistyki (Wsierossijskij Naucznyj Issliedowatielskij Institut Dokumientowiedienija i Archiwnogo Dieła) zdążył już opublikować obszerną książkę poświęconą najbardziej dziś bodaj „gorącej” w historiografii XX-wiecznej Rosji i ZSRR kwestii relacji Stalin-Hitler i wzajemnych przygotowań obu dyktatorów do wojny w 1941 roku2, Obszernie udokumentowana i podważająca w swej warstwie interpretacyjnej ustalone „kanony” postsowieckiej historiografii, zgodnie z którymi państwo Stalina prowadzić mogło politykę wyłącznie pokojową i „obronną”, pierwsza książka Mieltjuchowa zdawała się zapowiadać badacza solidnego i gotowego do obrony sądów oryginalnych. Nowa synteza Mieltjuchowa potwierdza tylko drugą z owych cech.

O oryginalności ujęcia proponowanego przez rosyjskiego historyka świadczy już samo połączenie dwóch zbrojnych konfliktów sowiecko-polskich. Dla Mieltjuchowa są to dwa etapy jednego w istocie geopolitycznego konfliktu między Rosją a Polską o panowanie nad Europą Wschodnią, a raczej jest to historia drugiej próby ostatecznego rozstrzygnięcia owego konfliktu rozłożonej na dwa etapy. Pierwsza próba, jak wyjaśnia autor na wstępie, została zamknięta w końcu XVIII wieku, wraz z wymazaniem Rzeczypospolitej z mapy.

Wstęp Mieltjuchowa opisuje nie tylko owe antecedencje, ale wyraża zarazem założenia historiozoficzne całej pracy. Tworzą je modne dziś w kręgach najbardziej antyzachodnio nastawionej części rosyjskiej opinii teorie Lwa Nikołajewicza Gumilowa. Zmarły przed dziesięcioma laty [pisane w 2003 r. – red. Portalu]  geograf i historyk Wielkiego Stepu stał się ideologiem ruchu eurazjanistów, głoszącego zasadniczą odrębność rosyjskiej (eurazjatyckiej) cywilizacji od Zachodu i trwały charakter rywalizacji między nimi. W tej perspektywie konflikt rosyjsko-polski ma charakter nie tylko geopolityczny, ale również cywilizacyjny: jest to po prostu jeden z głównych frontów walki Zachodu ze Wschodem (najpierw Bizancjum, a potem Rosją). Polska występuje w niej – w ujęciu już samego Mieltjuchowa – najpierw jako agresor, aż do wieku XVII zagarniając kolejne „ziemie ruskie” i próbując włączyć je w orbitę wpływów zachodniej cywilizacji. Potem Rosja przechodzi do skutecznej kontrofensywy, upominając się o prawa prześladowanych w Rzeczypospolitej prawosławnych braci (konfederacja barska nie jest np. dla Mieltjuchowa ruchem w obronie niepodległości, ale wyłącznie objawem tradycyjnej polskiej nietolerancji wymierzonej właśnie w prawosławnych; nie ma też w jego skrócie polsko-rosyjskich stosunków w wieku XVIII miejsca na wojnę obronną Polski w 1792 roku; nie ma organizowanej z Petersburga targowicy, Rosja jest natomiast zmuszona do ostatecznego rozbioru Polski przez perfidny szantaż Prus). Ten schemat, bliski w odniesieniu do Polski może nie tyle nawet tezom Gumilowa, ile tradycyjnym ujęciom carskich podręczników szkolnych, prowadzi do wniosku, że historycznym krzywdzicielem w wielowiekowym sporze Rosji i Polski była wyłącznie ta druga. Rosja co najwyżej wyrównywała dziejowe rachunki – aż do momentu, gdy doprowadziła do powrotu granic politycznych mniej więcej do przebiegu „naturalnej” granicy cywilizacyjnej: w 1795 roku. Tego schematu trzyma się Mieltjuchow nie tylko we wstępie, ale w całej swojej książce, w której reprezentantem cywilizacji i państwowości rosyjskiej staje się system sowiecki.

Choć deklaruje w ostatnich słowach swego wstępu, iż jego celem nie jest moralne wartościowanie, że na opisywaną przezeń drugą, już dwudziestowieczną próbę rozstrzygnięcia polsko-rosyjskiego konfliktu będzie patrzył przez pryzmat ogólniejszego problemu funkcjonowania systemu wersalskiego i genezy II wojny światowej i że – wreszcie – obie strony owego konfliktu miały swoje racje, swoje „prawdy”, to jednak w istocie oferuje dalej skrajnie jednostronną apologię „racji” sowieckiego państwa w starciu z odrodzoną państwowością polską.

Trzyczęściowy układ książki pozwala, naturalnie, wydzielić najpierw okres od rewolucji rosyjskiej w 1917 roku do zakończenia wojny sowiecko-polskiej w 1921 roku, następnie – w części drugiej – stosunki w okresie międzywojennym, wreszcie, w trzeciej części, przedstawić „Wrzesień 1939 roku”. Niestety, rzuca się w oczy brak kompetencji badawczych Mieltjuchowa w pierwszych dwóch częściach prezentowanego przezeń zagadnienia. Oczywiście, przy szerzej zakrojonej syntezie, trudno wymagać od jej autora legitymowania się badania źródłowymi w odniesieniu do całości przedmiotu. Sprawdzianem warsztatu i rzetelności staje się jednak w takim wypadku dobór i sposób wykorzystania źródeł drukowanych oraz literatury. W tej dziedzinie Mieltjuchow wykazuje nie tyle chyba niedbałość, ile tendencyjność wręcz kompromitującą. W części pierwszej głównym „przewodnikiem” jego narracji jest monografia Michutiny, wspierana przez takie „osiągnięcia” sowieckiej jeszcze historiografii, jak kilkakrotnie przywoływane dzieło Nikołaja Kuz’mina Kruszenije trietjego pochoda Ententy (Moskwa 1958) czy Pawła Olszanskiego Riiskij dogowor (Moskwa 1969). Z polskich opracowań Mieltjuchow sięga jedynie do przedwojennego jeszcze tłumaczenia pracy Przybylskiego oraz do – nie wiedzieć czemu wybranej z liczącej już kilkaset pozycji literatury przedmiotu po 1989 roku – kroniki wydarzeń na froncie północno-wschodnim Grzegorza Łukomskiego (Walka Rzeczypospolitej o kresy północno-wschodnie 1918-1920, Warszawa 1994). I to wszystko – na 218 przypisów, jakimi opatrzona jest część pierwsza Sowietsko-polskich wojn! Nie ma więc najważniejszych publikacji polskich, nie ma tych publikacji rosyjskich, które nie zgadzają się z przyjętą przez Michutinę (i Mieltjuchowa) linią oskarżenia „polskich zbrodni” w latach 1919-1921, nie ma żadnych opracowań historyków zachodnich (w tym także żadnej wzmianki o klasycznych opracowaniach Piotra Wandycza). Podobnie ubogo przedstawia się wybór źródeł dokumentów, z których korzysta Mieltjuchow: dominują wciąż wartościowe, ale przecież opracowywane z wyraźną polityczną tendencją Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich, a z licznych wzbogacających w ostatnich latach tę podstawę wydawnictw źródłowych pojawia się właściwie jedno tylko (i ono traktowane nader wybiórczo): Polsko-sowietskaja wojna 1919-1920 (Moskwa 1994)3

Te same zarzuty postawić trzeba zresztą doborowi bibliografii pozostałych dwóch części Sowietsko-polskich wojn. Autor na przykład w ogóle nie cytuje (nie zna?) wspomnianego już podstawowego opracowania wojny polsko-sowieckiej 1939 roku pióra R. Szawłowskiego; w odniesieniu do kampanii wrześniowej posiłkuje się jedną jedyną polską pracą – T. Jurgi. Z polskich wydawnictw o charakterze źródłowym powołuje się raz jeden na Władysława Andersa Bez ostatniego rozdziału… Chętnie natomiast powołuje się na takie „klasyki” sowieckiej propagandy historycznej jak przedruki zachodnich fellow-travellerów (np. E. Rotszteina Mjuncheńskij sgowor czy L. Mosleya Kak naczałaś II wojna), prace W. Fomina (Agriesija faszistskoj Giermanii), I. D. Kundiuby (Sowietsko-polskije otnoszenija), D. Klimeckiego (Giermanija i Polsza) czy K. A. Poczsa (Sanitarnyj kordon).

Tak więc w części pierwszej swej syntezy idzie Mieltjuchow za pracą Michutiny, wyostrzając tylko jej polityczną, nie naukową tendencję. Agresorem w wojnie 1919-1920 roku jest więc wyłącznie Polska, znajdująca się pod dyktaturą Piłsudskiego (s. 19). Armia Czerwona „wyzwalała” zatem ziemie litewskie, białoruskie i ukraińskie, na których Polska dokonywała „zachwata” (s. 20). Wojna ze wschodnim sąsiadem była potrzebna Piłsudskiemu, by „zmniejszyć bezrobocie i napięcia społeczne”, „zdobyć materialne zasoby na okupowanych terytoriach i zjednoczyć polskie społeczeństwo pod nacjonalistycznymi hasłami””(s. 24).

Autor, podobnie jak przed nim Michutina, nie szczędzi miejsca, by podkreślić rozliczne zbrodnie, jakie miały być dokonywane przez wojska polskie na ludności cywilnej na wschodzie: pisze o masowych rozstrzeliwaniach sympatyków władzy sowieckiej bez żadnego sądu, w tym także licznych kobiet i dzieci; jako typowy obrazek przytacza wyrwaną z kontekstu relację z diariusza Michała Kossakowskiego, z której wynikać ma, że oddziały generała Antoniego Listowskiego mordowały małych chłopców za to tylko, „że się krzywo uśmiechali”, a nawet posuwały się do tak wymyślnych tortur, jak zaszywanie żywemu człowiekowi w brzuchu żywego kota… (s. 25). Odwołanie do diariusza Kossakowskiego jest jedynym zresztą (pośrednim) potwierdzeniem owych zbrodni, przywołanym w przypisach przez Mieltjuchowa. Bez żadnego przypisu pojawia się natomiast (na s. 39) prawdziwie sensacyjna informacja o rozstrzelaniu przez Polaków w kwietniu-maju 1920 roku „3 tysięcy spokojnych mieszkańców Równego”, spaleniu wielu wsi, a także o dokonanym wówczas (przez Polaków) pogromie w miasteczku Tetijów, gdzie „wyrżnięto 4 tysiące ludzi”. W kolejnych informacjach o rzekomych polskich zbrodniach jako jedyna podstawa źródłowa przytaczane są sowieckie noty propagandowe kierowane do zachodniej opinii publicznej. Heurystyka źródeł nie jest w tym przypadku zajęciem dla autora pociągającym…

Oczywiście zbrodnie popełniano w czasie owej wojny – problem w tym, czy takie, czy w takiej skali, i czy ich autorami byli wyłącznie polscy żołnierze? Autor, pomijając tutaj w ogóle zbrodnie strony sowieckiej, dokumentowane choćby na gorąco w dzienniku towarzyszącego 1. Armii Konnej Izaaka Babla, zmierza po prostu najkrótszą drogą do konkluzji, która przyda mu się w trzeciej części jego książki: w pierwszej (z lat 1919-1920) wojnie polsko-sowieckiej, strona polska przygotowała swoją agresją i zbrodniami zasłużoną odpowiedź w postaci losu, jaki dosięgnął ją w drugiej wojnie polsko-sowieckiej – we wrześniu 1939 roku i w jej konsekwencjach. Podsumowaniem tego wniosku jest typowy dla postsowieckiej historiografii (propagandy) bilans losu jeńców w wojnie 1919-1920 roku: Polacy zamęczyli w obozach jenieckich bądź wręcz zabili bezpośrednio za linią frontu 60 tysięcy jeńców sowieckich, podczas gdy z niewoli sowieckiej wrócili wszyscy polscy jeńcy (s. 105). Naturalnie Miletjuchow nie przedstawił przy tym żadnych nowych danych, które źródłowo podważałyby ustalenia najlepszego znawcy tematu – Zbigniewa Karpusa, wskazujące, że w polskich obozach jenieckich zmarło istotnie około 18 tysięcy jeńców – i podobna ilość (16-20 tysięcy) polskich jeńców nie przeżyła niewoli sowieckiej4.

W wymiarze politycznym echem tej samej tendencji u Mieltjuchowa jest przyjmowanie za dobrą monetę wszelkich sowieckich „ofensyw pokojowych” – z  wiosny 1919, przełomu 1919 i 1920 roku, przy jednoczesnym pokazywaniu polityki polskiej wobec Moskwy wyłącznie i zawsze jako chytrej gry, mającej ukryć przygotowania do kolejnych aktów militarnej agresji. Pod względem rzetelności opisu przygotowań strony sowieckiej do decydującej rozprawy z Polską narracja Mieltjuchowa stanowi poważny krok wstecz w stosunku do prac pierwszych sowieckich historyków wojskowości, z Kakurinem i Mielikowem na czele, a nawet w stosunku do monografii Michutiny. Wedle młodego historyka moskiewskiego plany takie zaczęły się konkretyzować dopiero w końcu marca 1920 roku (s. 33-34) – i naturalnie miały one wyłącznie charakter odpowiedzi na zagrożenie ze strony polskiej5W kategoriach „obrony Republiki Rad” autor interpretuje nawet ofensywę Armii Czerwonej nad Wisłą latem 1920 roku. Na potwierdzenie tej tezy przyjmuje wprost wersję Stalina, z jego oficjalnych Dzieł (według wydania z 1947 roku), zgodnie z którą komisarz idącego na Lwów Frontu Południowo-Zachodniego zainteresowany był wyłącznie „obroną Republiki” (s. 72). Gdyby Mieltjuchow zechciał choćby skorzystać z materiałów publikowanych w ostatnich latach przez jego rosyjskich kolegów-archiwistów, mógłby zwrócić uwagę na zgoła inne w tonie i treści wypowiedzi Stalina (np. jego telegram do Lenina z 24 lipca 1920 r., w którym pisał, iż po rozbiciu Polski trzeba teraz „pobudzić rewolucję we Włoszech […] i w takich nieokrzepłych jeszcze państwach, jak Węgry, Czechy (Rumunię przyjdzie rozbić)”), czy samego Lenina, który jeszcze 12 sierpnia przypominał, iż „z politycznego punktu widzenia jest arcyważne, żeby dobić Polskę”6. Mieltjuchow jednak z takich materiałów nie korzysta…

Nie pisze również nic o staraniach agentów dyplomacji sowieckiej (z Wiktorem Koppem na czele) o nawiązanie efektywnej współpracy z Niemcami przeciwko Polsce. Nie pisze także nic o tym, że w konfrontacji 1920 roku po stronie polskiej walczyły licznie i bitnie oddziały ukraińskie spod znaku Symona Petlury; tym bardziej nie wspomina o formujących się u boku Wojska Polskiego kilkunastotysięcznych formacjach Rosjan (gen. Borisa Permykina, esauła Jakowlewa); pojawia się tylko jedna wzmianka o oddziałach Stanisława Bułak-Bałachowicza (jednak bez żadnej informacji, że działały one pod politycznym patronatem komitetu antybolszewickiej „trzeciej Rosji” Borisa Sawinkowa). To wszystko bowiem nie pasuje do ogólnej tezy, zgodnie z którą wojna lat 1919-1920 była wojną polsko-rosyjską tout court – wojną w której strona polska, jak już wspomnieliśmy, była agresorem, usiłującym zrealizować imperialistyczne plany Piłsudskiego wbrew wszystkim nie-polskim narodowościom Europy Wschodniej. Armia Czerwona występuje w tym schemacie jako narzędzie obrony rosyjskiej racji stanu: narzędzie, którego zadaniem jest nie dopuścić do odbudowy polskiego zagrożenia dla rosyjskiej dominacji nad wschodnią Europą.

Pozostaje pytanie, dlaczego Armii Czerwonej nie udało się owego zagrożenia „wyeliminować” całkowicie już w roku 1920 i musiała z tym zaczekać aż do roku 1939?

W odpowiedzi na to pytanie Mieltjuchow idzie znów za interpretacją Stalina: niepowodzeniu pod Warszawą w sierpniu winne jest Naczelne Dowództwo Armii Czerwonej (Siergiej Kamieniew), które nie przeciwstawiło się błędnym kalkulacjom operacyjnym dowódcy Frontu Zachodniego, Michaiła Tuchaczewskiego (s. 85-87). O planach politycznych bolszewickiego kierownictwa, które były podstawą wszelkiego planowania strategicznego „wojskowych specjalistów” nie dowiadujemy się z książki Mieltjuchowa praktycznie nic. Nie chce on także uznać niemal żadnej roli strony polskiej w klęsce zadanej wojskom sowieckim latem i na progu jesieni 1920 roku. Można powiedzieć, że w jego interpretacji Armia Czerwona przegrała te wojnę sama z sobą, z błędami części własnego dowództwa. Nie dowiadujemy się więc nic o planowaniu strategicznym i operacyjnym polskiego dowództwa ani w sierpniu 1920, ani przed bitwą niemeńską. Po prostu Armia Czerwona wycofywała się…

>przypisy

Tekst prof. Andrzeja Nowaka pochodzi z książki:


Andrzej Nowak, Od imperium do imperium, Kraków 2004.

Recenzowana książka:

Michaił Iwanowicz Mieltjuchow, Sowiełsko-polskije wojny. Wojenno-politiczeskoje protiwostojanije 1918-1939 gg, „Wiecze”, Moskwa 2001, ss. 464.

 

 

http://www.portal.arcana.pl/,3158.html

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Czasy zaborów, Eseje, Historia, II wojna światowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.