Przesłanie śp. Edwarda Duchnowskiego

Edward Duchnowski, sekretarz generalny Związku Sybiraków jest jedną z Ofiar Tragedii smoleńskiej. Swoją obecność w Katyniu pamiętnego 10 kwietnia 2010 roku uważał za obowiązek, bo tragedia sybirska splotła się ze zbrodnią katyńską w nierozerwalny węzeł. Ten węzeł jest zadzierzgnięty w dwojaki sposób.

 

Piotr Szubarczyk

Przed 82 laty 16 stycznia 1930 roku urodził się Edward Duchnowski – sekretarz generalny Związku Sybiraków. Był jedną z ofiar tragedii smoleńskiej 2010. Wielokrotnie wypowiadał się w kraju i za granicą w sprawach polsko-rosyjskich i polsko-sowieckich relacji, w kontekście zbrodni zesłań i deportacji Polaków. Miał wyraziste przesłanie sybirskie, które trzeba nieustannie przypominać:

„To właśnie my, polscy sybiracy, jesteśmy pierwszymi ofiarami przymusowych przesiedleń i deportacji, i to nam należy się miano ofiar <zbrodni przeciw ludzkości> w okresie II wojny światowej.”

Swoją obecność w Katyniu pamiętnego 10 kwietnia 2010 Edward Duchnowski uważał za obowiązek, bo tragedia sybirska splotła się ze zbrodnią katyńską w nierozerwalny węzeł.

Ten węzeł jest zadzierzgnięty w dwojaki sposób.

Po pierwsze, żony i dzieci zamordowanych polskich oficerów zostały potraktowane – podobnie jak ich mężowie i ojcowie – jako „wrogowie władzy sowieckiej”. W kwietniu 1940 wywieziono ich do Kazachstanu, ograbiwszy przedtem z domów i z dorobku życia. Wielu już nigdy z tego zesłania do ojczyzny nie wróciło.

Po drugie, ta deportacja nastąpiła dokładnie w dniu 13 kwietnia, w symboliczny dziś dla zbrodni katyńskiej dzień pamięci. Wielu członków Związku Sybiraków – utworzonego w roku 1928, zakazanego w czasach Polski sowieckiej, odnowionego w roku 1988 – to jednocześnie członkowie Rodzin Katyńskich. Edward Duchnowski doskonale zdawał sobie sprawę z tej łączności, mimo że jego ojciec nie zginął w Katyniu, lecz został zamęczony ciężką pracą na zesłaniu.

Edward urodził się w Podbielu, na ziemi łomżyńskiej, do dziś znanej ze szczerego polskiego patriotyzmu. Miał niespełna 10 lat, kiedy z mamą, tatą i siostrą został wywieziony do Ałtajskiego Kraju.

Syberia to dla większości deportowanych miejsce niewolniczej lub niemal niewolniczej pracy – wspominał po latach. Ta uciążliwa praca, wykonywana o głodzie i chłodzie, pod przymusem surowych nadzorców, była przede wszystkim elementem zniewolenia, a zapędzający do niej komendant obozu, strażnik czy przewodniczący kołchozu stawał się symbolem sowieckiego systemu zła i braku poszanowania dla człowieka […]. Główną treść syberyjskiej codzienności stanowiła nieustanna troska o kawałek chleba oraz ciężka, często ponad siły praca przymusowa. Głód, pojęty najdosłowniej, fizycznie doświadczany, prowadzący do skrajnego wyczerpania, a nawet śmierci, i głód jako widmo ciążące niemal dotykalną perspektywą nad większością zesłańców – to utrwalony w pamięci polskich zesłańców atrybut syberyjskiej niewoli.”

Tych słów nie wziął z literatury sybirskiej. Były esencją jego sześcioletnich doświadczeń na sowieckim zesłaniu.

Po szczęśliwym powrocie do kraju, w roku 1946, zamieszkał z mamą i siostrą w Warszawie. Był bardzo zdolny, po maturze odbył studia chemiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Od listopada 1993 był sekretarzem generalnym Związku Sybiraków. Jego prace w Związku charakteryzowała troska o to, by o sybirakach pamiętano nie tylko podczas rocznicowych uroczystości. Starał się o ulgi socjalne i o odszkodowania dla ludzi, których kiedyś obrabowano i którym zabrano najpiękniejsze lata życia. Doprowadził też do ustanowienia Krzyża Zesłańców Sybiru.

Znamienne są słowa zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta Jacka Sasina, który na koniec Mszy św. żałobnej powiedział:

Miałem zaszczyt z Tobą współpracować, Edwardzie, przez wiele lat. Przez całe życie ciężko pracowałeś, zawsze byłeś tam, gdzie cię potrzebowano, walcząc by prawda o syberyjskich zesłaniach nigdy nie została zapomniana. W dorosłe życie wchodziłeś na wschodzie i tam także je zakończyłeś…”.

Spośród licznych wystąpień Edwarda Duchnowskiego na uwagę zasługuje to, które wydaje się najpełniejsze, które było summą doświadczeń sybirskich i przemyśleń sekretarza sybiraków. Skierowane było do obcokrajowców, więc trzeba im było cierpliwie wyłożyć materię i polskie problemy od początku – przy założeniu, że oni nic lub prawie nic o tej naszej sybirskiej tragedii nie wiedzą. W marcu 2008, na międzynarodowym seminarium w Niemczech Zbrodnia przeciwko ludzkości – świadkowie czasów opowiadają o deportacjach, Edward Duchnowski powiedział:

„Przezwyciężone zostały podziały wywołane II wojną światową i podzieleniem kontynentu na dwa przeciwstawne obozy. Dzisiaj budujemy wspólną przyszłość. Jednakże nie zapominamy o przeszłości! Związek Sybiraków od początku swego powstania wyznawał dewizę <Pamięć Zmarłym – Żyjącym Pojednanie>. To właśnie my, polscy sybiracy, jesteśmy pierwszymi ofiarami przymusowych przesiedleń i deportacji, i to do nas należy miano ofiar <zbrodni przeciw ludzkości> w okresie II wojny światowej […]. Po zajęciu 17 września 1939 ponad połowy Rzeczypospolitej […],terror policyjny wzmocniono deportacjami i przesiedleniami, a także narzucaniem Polakom sowieckich wzorów administracyjno-gospodarczych, obcych polskiej kulturze i polskiemu duchowi narodowemu. Na Syberię trafiła przede wszystkim ludność przymusowo przesiedlona z ziem polskich w toku operacji deportacyjnych przeprowadzonych w lutym, kwietniu i czerwcu 1940 oraz w maju i w czerwcu 1941 […]. Po latach Związek Sybiraków z tej <nieludzkiej ziemi> – przeniósł prochy nieznanego sybiraka do sanktuarium – <Grobu Nieznanego Sybiraka> w Białymstoku.”

„Wedle dyrektyw NKWD wszyscy deportowani zostali wraz z rodzinami uznani za <element wrogi> lub <niepewny i niepożądany> na terenach zajętych przez Armię Czerwoną – przypomniał Edward Duchnowski. <Elementy wrogie> umieszczano w łagrach a pozostałych deportowano w celu <reedukacji> na <nieludzką ziemię>. Uznani za <element wrogi> oficerowie Wojska Polskiego, policjanci, księża – zostali wymordowani w Katyniu, Twerze, Charkowie i w innych, nieznanych dotąd miejscach kaźni. Strona polska zbrodnię ZSRS zaliczyła do grupy <zbrodni przeciwko ludzkości>, nie ulegającej przedawnieniu. Władze Polski domagają się od władz dzisiejszej Rosji uczynienia podobnego kroku.”

Jak widać, postulat międzynarodowego uznania zbrodni katyńskiej jako zbrodni przeciw ludzkości – podawany dziś jako ideowy testament śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz śp. prezesa IPN Janusza Kurtyki – był także stawiany przez Związek Sybiraków – kierowany przez takich ludzi jak Edward Duchnowski. Mamy nadzieję, że Związek pozostanie konsekwentny w tych usiłowaniach i będzie wspierał działania Rodzin Katyńskich (tym bardziej, że sowieckie deportacje nosiły także znamiona zbrodni przeciwko ludzkości). Co do działań władz państwowych – zafascynowanych polsko – rosyjskimi uściskami i pojednaniem, jakże powierzchownym! – takiej pewności już nie mamy.

Deportowani na Syberię Polacy poddani zostali różnym szykanom. Pierwsza z nich, to obca przyroda i bardzo surowy klimat. Deportowani postrzegali ją jako wrogą i groźną dla swojego życia. To powszechne odczucie potęgowane było doznaniem nowego statusu – statusu człowieka zniewolonego, dla którego owa przestrzeń była <domem niewoli> – mówił Edward Duchnowski. Poczucie bezkresności syberyjskiej ziemi splatało się z poczuciem bezradności w obliczu zniewalającego systemu komunistycznego. Owa bezkresność odczuwana była jako czynnik destrukcji, jako żywioł niosący rzuconemu tam człowiekowi – nieszczęście i zgubę […]. Dramat ludności polskiej polegał także na braku odpowiedniego odzienia, obuwia, które pozwalałyby na w miarę bezpieczne przetrwanie mrozów i śniegu oraz wykonywanie czynności związanych z przymusowym zatrudnieniem […]. Nasza zbiorowa wiedza o życiu deportowanych i zesłanych wynika z własnych przeżyć, jak i ze wspomnień. Są to dokumenty wstrząsające. Poznajemy w nich osobiste przeżycia wielkiej deportowanej zbiorowości w czasie transportu, wyrzucenia z bydlęcych wagonów w tajdze lub w stepie, tworzenie miejsca zamieszkania i surowej pracy pod nadzorem.

Edward Duchnowski miał silne poczucie ciążącego nad Polakami fatum, wynikającego z wrogiego od pokoleń sąsiedztwa. Podkreślał, że Sybir był miejscem doświadczeń zbiorowych, gdzie osobiście doznane cierpienie splatało się z cierpieniem narodowym, wpisywało się w narodową martyrologię, która występowała w dwóch perspektywach czasowych. Pierwsza obejmuje czas od momentu wywózki, a jej bezpośrednim świadkiem jest sam deportowany, jego bliscy, znajomi – Polacy i obywatele polscy represjonowani w ZSRS. Druga perspektywa, historyczna, łączy deportacje sowieckie z zesłaniami rosyjskiego caratu – od konfederatów barskich, poprzez zesłania lat 1830, 1863, 1905-1907. Deportowani z lat 1940-1941 trafiali na ślad swych poprzedników. W ten sposób funkcjonujący w ich świadomości obraz Sybiru i mit sybiraka decydowały o spajaniu się w jedno pasmo losu własnego i losu minionych pokoleń, podążających tymi samymi szlakami. W tym sensie Syberia, dla Polaków represjonowanych podczas II wojny światowej, nie była ziemią nieznaną. Historyczny Sybir, na trwale zapisany w narodowej tradycji, przekazywany był z pokolenia na pokolenie, utrwalany w szkolnej edukacji, literaturze i malarstwie. Wraz z tym rosła legenda sybiraków. Taki obraz Syberii, w obu jego czasowych wymiarach, miał wyraźne odniesienia do problematyki stosunków polsko – rosyjskich, nadając im przede wszystkim wymiar relacji ofiara – prześladowca.

Edward Duchnowski na zakończenie swojego wystąpienia odniósł się raz jeszcze do dwóch zasadniczych spraw: uznania zbrodniczych deportacji lat 1940-1941 za zbrodnię przeciw ludzkości – popełnioną przez państwo sowieckie – oraz uznania prawa do odszkodowań dla ofiar tej zbrodni oraz ich bliskich, dotkniętych nieludzkimi praktykami sowieckimi.

Władze Rosji z uporem nie chcą rozpatrzyć naszego wniosku w tej sprawie. Złożyliśmy nasze dokumenty na ręce Prezydenta Jelcyna. Są one dzisiaj w rękach prezydenta Putina, a wkrótce przejdą do kancelarii prezydenta Miedwiediewa. Jak przerwać tę farsę? Może władze Unii Europejskiej wspomogłyby nasze starania?” – pytał Edward Duchnowski.

Krótko po zakończeniu Mszy św. żałobnej w krakowskim Kościele Mariackim, prezydent Dmitrij Miedwiediew znalazł się na lotnisku w Balicach. Jeszcze słychać było z oddali dzwon Zygmunta, towarzyszący żałobnikom wspinającym się na Wzgórze Wawelskie z trumnami Pary Prezydenckiej, kiedy Miedwiediew mówił do kamery polskiej telewizji, że w sprawie katyńskiej wszystko już zrobiono i że stanowisko Rosji pozostanie niezmienne. Dziennikarz nie pytał już o sprawę sybiraków, bo i po co…

Media popierające rząd otrąbiły tryumfalnie „przełom w stosunkach polsko – rosyjskich”. Dowodem na to miały być białe i czerwone goździki, znoszone przez mieszkańców Smoleńska na miejsce polskiej tragedii. To nie jest żaden „przełom”. Zwykli Polacy i zwykli Rosjanie zawsze się dobrze rozumieli i odnajdywali nawzajem podobne cechy, zwłaszcza wrażliwość na zło i cierpienie. My też przynieślibyśmy te goździki, gdyby u nas coś podobnego zdarzyło się z samolotem rosyjskim. Właściwym problemem nie są relacje między ludźmi, lecz polityka władz rosyjskich, które bez żenady wykorzystują te wzruszenia do dekretowania „pojednania”, niczego jednocześnie w tym kierunku nie robiąc, poza pustymi gestami. Na wschodzie bez zmian…

http://wolnapolska.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, II wojna światowa, III RP i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.