Nowy zniewolony umysł

Agnieszka Kołakowska,  filozof, filolog, tłumaczka i publicystka, laureatką Nagrody im. Andrzeja Kijowskiego za książkę „Wojny Kultur i inne wojny”. Bronisław Wildstein: Agnieszka Kołakowska jest niezwykle rzadkim autorem, na którego można trafić w polskim życiu intelektualnym.
strona [2] Laudacja Antoniego Libery

 

 

Nowy zniewolony umysł

Jaki jest związek tej utopii ze zjawiskiem politycznej poprawności, którą Pani krytykuje?

– Chodzi mi o ideologię, która za niewinnymi na pozór hasłami poprawności politycznej się kryje. O poprawności politycznej z Agnieszką Kołakowską rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Dlaczego nie podoba się Pani pokojowa piosenka „Imagine” Johna Lennona?

Agnieszka Kołakowska: – Wystarczy wsłuchać się w te słowa: „Wyobraź sobie, że nie ma nieba, nie ma piekła, nad nami tylko niebo. Wyobraź sobie, że wszyscy ludzie żyją dniem dzisiejszym, że nie ma państw, ani niczego, za co warto zabijać lub umierać, ani religii, ani własności, nie ma chciwości ani głodu, panuje braterstwo, ludzie dzielą się światem”. To marzenie o utopii – najgroźniejszej utopii naszych czasów. Utopii, która leżała u podstaw totalitaryzmu: utopii o nowym człowieku, o przetworzeniu natury ludzkiej.

Czy ta naiwna hipisowska utopia jest rzeczywiście tak groźna?

– Prowadzi ona przez społeczną inżynierię do inżynierii dusz – a właściwie taką inżynierię zakłada. Jej wprowadzenie kończy się totalitarnym ustrojem (do którego znów zmierzamy, choć w trochę innym wydaniu niż komunistyczne). W praktyce okazuje się zaprzeczeniem wszystkich swoich haseł: wprowadza narzucony konformizm zamiast wolności, cenzurę zamiast wolności słowa, nietolerancję i mowę nienawiści zamiast tolerancji, jedynie słuszne poglądy zamiast swobody ekspresji, zanik kultury zamiast multikulturalizmu, homogenizację zamiast różnorodności. I utopia ta, wewnętrznie sprzeczna, złowroga i coraz bardziej ograniczająca naszą wolność i swobody, jest dziś aspiracją europejskich państw i Unii Europejskiej.

Jaki jest związek tej utopii ze zjawiskiem politycznej poprawności, którą Pani krytykuje?

– Zachowania, które nazywamy objawami poprawności politycznej są częścią ideologii, która w obecnym wydaniu wyrosła na tym gruncie – utopii dzieci kwiatów lat 60. Nie chodzi mi o poprawność polityczną w sensie błahym – w sensie „grzecznego mówienia”. Chodzi mi o ideologię, która za niewinnymi na pozór hasłami poprawności politycznej się kryje.

Nazywa Pani poprawność polityczną „groźną chorobą”. Na czym polega ta choroba?

– Na powtarzaniu pustych i ładnie brzmiących haseł o wolności, równości i tolerancji, o potępianiu rasizmu, homofobii, klerykalizmu, dyskryminacji itd. I na próbie narzucania pewnych zachowań i zakazywania innych w imię tych haseł. W przypadku większości osób takie powtarzanie haseł bywa bezmyślne. Ale samo bezmyślnie powtarzanie i dostosowywanie się do narzucanego nam języka – nowomowy politycznej poprawności – jest groźne, bo przestajemy myśleć niezależnie. A w przypadku eurokratów i europejskich „elit” – tych, co lubią narzucać i zakazywać – celem jest wdrażanie swoich programów i przejmowanie coraz większej kontroli nad coraz to szerszymi obszarami naszego życia – kontrolowania nie tylko tego, co robimy i mówimy, lecz także tego, co myślimy. To kolejna, po ideologii komunizmu, świecka religia ze swoimi dogmatami i świętościami. Celem jest też walka z dziedzictwem judeochrześcijańskim. Bo ta niby tolerancyjna świecka religia jest zaciekle antyzachodnia i antychrześcijańska.

Poprawność polityczna jest definiowana jako zespół pewnych standardów językowych nakazujących szanowanie odmienności i mniejszości. Wydaje się to czymś pozytywnym.

– Poprawność polityczna chce uchodzić tylko za zjawisko językowe, jako grzeczna mowa, której celem jest nieobrażanie nikogo. Ale przez manipulację językową można manipulować ludźmi. Na przykład tolerancję definiujemy jako rodzaj szacunku dla mniejszości religijnych, jednocześnie szerząc nietolerancję dla kultury zachodniej. Albo w imię tolerancji popieramy gejowskie małżeństwa, jednocześnie atakując rodzinę i tradycyjne wartości. Wzywamy do tolerancji; ale jednocześnie z agresją opluwamy tych, których uważamy za swoich przeciwników. To w imię tolerancji wypycha się chrześcijaństwo ze sfery publicznej. Jednocześnie ideologia poprawności politycznej najbardziej szkodzi tym grupom, które rzekomo chroni.

Można prosić o jakiś przykład…

– Na przykład muzułmanie w Anglii (gdzie ideologia wielokulturowości jest bardzo silna i niestety zinstytucjonalizowana) domagają się mnóstwa praw i przywilejów i otrzymują je. Są traktowani ulgowo po części wskutek tej ideologii, po części ze strachu. Jednocześnie dyskryminowane jest chrześcijaństwo. Ta nierównowaga jest ogromna. Imamom wolno w meczetach nawoływać do zbrojnej walki z niewiernymi, ale stewardesa nie może w samolocie nosić krzyżyka na szyi. Inny przykład: uważa się, że nauka języka angielskiego jest formą przemocy i braku szacunku dla „kultury” dzieci z mniejszości etnicznych czy religijnych; trzeba więc uczyć dzieci w szkole w ich rodzimym języku. Ale to powoduje, że młode pokolenia imigrantów nie potrafią normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Wpycha się je do getta i niszczy integralność kraju. Celem polityki multikulturowej miała być integracja, ale skutek jest odwrotny.

Szacunek dla innych kultur łączy się w Europie z dziwną niechęcią do własnej kultury. Wydaje się, że Europa popełnia duchowe samobójstwo. Dlaczego Zachód odwraca się od własnych korzeni?

– Zachód zawsze miał ambiwalentny stosunek do własnej kultury. Ten sceptyczny, samopodważający się nurt jest jednym z jej elementów – to, czym między innymi odróżnia się od innych kultur. To, co daje jej siłę i stanowi jej wielkość, ale zarazem jest jej słabością. I ideologia multikulturalizmu doprowadziła do niebezpiecznej skrajności.

Poprawność polityczna panuje także na uniwersytetach, a przecież one z definicji powinny być miejscem rozmowy, ścierania się poglądów, szacunku dla rozumu.

– Poprawność polityczna miała swój początek właśnie tam. Tzw. wojna kultur zaczęła się na amerykańskich uniwersytetach w latach 60. Kontrkulturą byli wtedy studenci, a poglądy konserwatywne reprezentowali profesorowie. Teraz to się odwróciło. To profesorowie są strażnikami politycznej poprawności; to oni są odpowiedzialni za sprzeniewierzenie się uniwersytetu swoim podstawowym zasadom: wolności słowa, obiektywności, poszukiwaniu prawdy.

Wydaje się, że poprawność polityczna dąży do tego, by osadzić pewne zasady w prawie. Czyli przestaje być zbiorem niepisanych reguł…

– Tak, oczywiście celem jest prawne wdrożenie tej ideologii. Pojawia się coraz więcej zakazów dotyczących tego, co wolno mówić. Są to prawa poszczególnych państw i Unii Europejskiej. Na przykład w Anglii sąd niedawno zakazał modlitwy przed zebraniami rad miejskich, bo jakiś ateista zaprotestował, że to „nietolerancyjne”. Ale muzułmanom wolno organizować masowe publiczne modlitwy na ulicy i nawoływać do wprowadzenia prawa szariatu. W wielu europejskich krajach regularnie odbywają się procesy za „mowę nienawiści” albo „obrazę”. Dotyczy to, oczywiście, tylko obrażania muzułmanów. Nikomu nie wytacza się procesów za obrażanie chrześcijaństwa ani judaizmu.

Czym grozi poprawność polityczna w dłuższej perspektywie, dlaczego ona jest tak niebezpieczna?

– Grozi, mówiąc najprościej, totalitarnym państwem, w którym sfera wolności i swobody wypowiedzi jest ciągle uszczuplana. Grozi utratą kultury zachodniej. Grozi niewolnictwem – w sensie zniewolonego umysłu, po skutecznym praniu mózgu.

http://gosc.pl/doc/, 18.06.2012 

 

Agnieszka Kołakowska, Wojny kultur i inne wojny

Zbiór esejów znanej komentatorki życia społecznego Europy i świata.

ss: 312, rok wydania: 2010

Wydawca: Fundacja Świętego Mikołaja

Dystrybucja: Grupa A5

 

Starałam się wybrać teksty o kwestiach, o których stosunkowo rzadko się w Polsce pisze, a jednocześnie o takich, które najbardziej mnie w społeczeństwie, w polityce, w kulturze – w Polsce i w innych krajach Europy – przygnębiają i niepokoją. Najczęściej są to różne modne dziś ortodoksje i ich skutki – skutki, wśród których jednym z głównych, i najbardziej niepokojących, jest szybko postępujące kurczenie się przestrzeni między tym, co trzeba, a tym, czego nie wolno.. (…)

A. Kołakowska, Słowo wstępne. >Przeczytaj fragment książki

Agnieszka Kołakowska: Zmierzch Europy a rynek

Wojujący islam i poprawność polityczna pięknie się zbiegają

Minął niedawno tradycyjny zimowy Festiwal Wielowyznaniowej Różnorodności. W Wielkiej Brytanii władze lokalne w wielu miejscach zakazały wystawiania szopek, publicznego śpiewania kolęd i wszelkich chrześcijańskich aluzji. Słowo Christmas stało się tabu; nawet prezydent Bush uległ poprawności politycznej i unikał go w swoich kartkach świątecznych. Mamy „uczcić różnorodność”, życząc sobie dobrych „świąt zimowej pory”, a w szkołach na koniec roku wystawiać przedstawienia „wielowyznaniowe” i „wielokulturowe”.

Biskupi Kościoła anglikańskiego ochoczo przytakują. Było to jednak do przewidzenia, skoro przeciętny biskup anglikański nie wierzy w Boga, lecz w wielowyznaniowy multikulturalizm i walkę z amerykańskim imperializmem. Książę Walii, który kiedyś będzie głową państwa i Kościoła anglikańskiego, już parę lat temu ogłosił, przypuszczalnie w imię „tolerancji” i multikulturalizmu, że chciałby być oficjalnie obrońcą „wiar”, nie zaś – jak obecnie można przeczytać na monetach królestwa – wiary. Parę miesięcy temu jakaś szkoła wyrzuciła ucznia za noszenie krzyżyka, a sztuka Marlowe’a o Tamerlanie, wystawiana w Londynie, została „oczyszczona” z antyislamskich treści. Tak, brzmi to niewiarygodnie, ale teatruległ presji „wspólnoty muzułmańskiej” i zgodził się na ocenzurowanie 400-letniej sztuki, ponieważ Tamerlan nieładnie się w niej wyraża o Mahomecie, a w jednej scenie pali Koran. Można też wspomnieć – trudno się oprzeć pokusie skorzystania z okazji – o zakazie przywrócenia do angielskiego parku narodowego odrestaurowanej przedwojennej rzeźby dzika, ponieważ wieprz w parku mógłby urazić korzystających z niego(parku, nie wieprza) muzułmanów; byłby to zatem wieprz rasistowski,do czego przecież dopuścić nie można. (Niewykluczone, że niedługow ogóle nie będzie można dopuścić do wieprza, w jakiejkolwiek formie,publicznie ani prywatnie). Z kolei w Danii karykaturzyści ukrywają się ze strachu przed odwetem islamistów, a gazeta, w której opublikowali rysunki Mahometa, ulegle i wylewnie przeprosiła wszystkich, którzy mogli się poczuć urażeni.

Z drugiej (ale równie surrealistycznej) strony, południowy niemiecki land Badenia-Wirtembergia postanowił wprowadzić egzamin lojalności dla muzułmanów ubiegających się o obywatelstwo niemieckie. Jedno z pytań brzmi: „Jak byś zareagował, gdyby twój syn ci powiedział, że jest homoseksualistą?”. Wolno przypuszczać, że odpowiedź: „Natychmiast bym go zabił” byłaby uznana za odpowiedź niesłuszną, i to oczywiście cieszy; ale wolno też podejrzewać, że odpowiedź: „Ach, byłbym zachwycony” byłaby uznana za odpowiedź idealną, co może cieszyć trochę mniej. Są też pytania na temat równości kobiet (m. in. czy kobieta powinna być posłuszna mężowi i czy w przeciwnym wypadku mąż ma prawo ją bić) – pytania jak najsłuszniejsze, ale w tym kontekście uwikłane w wielopiętrowe kłębowisko sprzeczności. Holandia podobno rozważa podobny egzamin. Żeby było zabawniej, niemiecki egzamin został natychmiast potępiony przez przedstawicieli muzułmańskich wspólnot jako „islamofobia” i „antymuzułmański rasizm”. „Islamofobia” jest definiowana przez islamskie ugrupowania jako (cytuję m. in. z internetowego islamophobia-watch, ale tę i podobne definicje można znaleźć w tuzinach internetowych „raportów” i antyrasistowskich „komisji”, oficjalnych i półoficjalnych, brytyjskich, amerykańskich i innych) „ideologia, za pomocą której się chce usprawiedliwić »wojnę z terroryzmem«, kapitalizm, globalizację i imperializm Stanów Zjednoczonych”. Wojujący islam i poprawność polityczna pięknie się tu zbiegają. Ideologia „antyrasizmu” i „multikulturalizmu”, z natury rzeczy antychrześcijańska i antyzachodnia, i uległość wobec żądań „praw” dla muzułmanów, kotłują się w tym samym worku poprawności politycznej. Towarzyszy im tam jeszcze jednego rodzaju poprawność polityczna: antyglobalistyczna, antywolnorynkowa, antyamerykańska. Dalej jednak pojawiają się problemy: feminizm, homoseksualizm, równość kobiet i aborcja nie bardzo już pasują. Aż się żal robi ideologów poprawności politycznej, walczących jednocześnie na frontach multikulturalizmu, praw mniejszości, feminizmu i praw homoseksualistów. Będzie to dla nich twardy orzech do zgryzienia.

Wewnętrzne sprzeczności ich programów – tolerancja dla nietolerancyjnych, ale niezachodnich; potępienie tradycji, religii i absolutnych wartości, ale tylko chrześcijańskich – zawsze były jaskrawe, jak zresztą sprzeczność wszystkich relatywizmów, ale w miarę rosnącej presji żądań islamistów staną się coraz bardziej widoczne w praktyce i trudno już będzie je ignorować. Trudna do ignorowania powinna też rychło się stać oczywistość, że jeśli muzułmanom uda się zrobić z Europy obszar prawa islamskiego, o żadnym multikulturalizmie ani antyrasizmie nie będzie już mowy. Kolejną piękną ironią jest fakt, że z jednej strony poprawność polityczna nakazuje potępienie i cenzurowanie wszystkiego, co w oczach muzułmanów „obraża” ich religię, lecz z drugiej strony wolno chyba twierdzić, że zmuszaniemuzułmanina do uznania praw homoseksualistów stanowi dość poważną obrazę jego religii.

We Francji zaś – wiemy, co się ostatnio działo, i prognozy są jak najgorsze. Wprawdzie Alain Finkielkraut trochę przesadzał, twierdząc, że zamieszki miały głównie podłoże muzułmańskie: były, owszem, islamskietreści, lecz pojawiły się dość późno, narzucone przez islamistyczne kręgi, które chciały te zamieszki wykorzystać dla swoich celów. We Francji, paradoksalnie, konsekwentne przestrzeganie zasady separacji Kościoła od państwa pozwoliło, jak dotąd, uniknąć lawiny muzułmańskich rewindykacji. Zakaz noszenia chust w szkołach był pod tym względem dobrym posunięciem, chroniącym młode muzułmanki przed presją rodziny. Taki przynajmniej był cel. Ale na dłuższą metę nie będzie to wystarczające; jest to próba zatrzymania powodzi chusteczką do nosa. Integryzm muzułmański może nie zawładnął jeszcze przedmieściami, ale postępuje miarowo, krzewiony przez rozmaite organizacje islamistyczne, i następne rozruchy rzeczywiście staną się intifadą francuskich muzułmanów. Będzie to cena za politykę pobłażliwości, jaką Francja od lat prowadzi wobec przedmieść: politycznie poprawna ideologia, która nie dopuszcza do potępienia barbarzyństwa i bezprawia, powtarzając zamiast tego pobożne frazesy o „ofiarach wykluczenia”, rasizmie i dyskryminacji, prędzej czy później przeobrazi się – proces ten już się zaczął i przy okazji zamieszek stał się bardziej widoczny – w ideologię multikulturalizmu. Będzie to również cena za odmowę przeprowadzenia reform gospodarczych, które mogłyby zmniejszyć stopień bezrobocia.

Czytaj więcej

http://www.teologiapolityczna.pl/

Recenzja

Antoni Libera o książce napisał:

Szkice Agnieszki Kołakowskiej, składające się na projektowany tom, poświęcone są kilku istotnym i wielce niebezpiecznym bolączkom współczesnej cywilizacji Zachodu. Chodzi o wynaturzenia rozmaitych idei lub manipulowanie nimi, o zjawisko groźnych zakłamań, zarówno ideologicznych, jak i pseudo-naukowych, o irracjonalizm i przemoc w przebraniu racjonalizmu i tolerancji, o fetyszyzację języka w ramach walki o władzę lub jej utrzymanie.

Autorka z pasją, nadzwyczaj jasno i przekonująco pokazuje, co się dzieje w epoce okrzykniętej jako scjentystyczna, post-ideologiczna czy wręcz post-historyczna (w ślad za osławioną diagnozą Fukuyamy). Oto nauka, miast rozpraszać takie czy inne mity i zabobony, tworzy nowe, tyle że ubrane w kostium teorii. Oto myśl radykalna i totalistyczna, dopiero co, wydawałoby się, skompromitowana i przezwyciężona, odradza się i krzewi w postaci najrozmaitszych prądów i ruchów, którym patronuje polityczna poprawność. Oto postępująca do granic absurdu sekularyzacja i krytyka kościoła toruje drogę prężnemu (bo o 700 lat młodszemu), wojowniczemu islamowi, szykującemu wielki skok na europejską cywilizację. […]

Książka Kołakowskiej, żywa i instruktywna na Zachodzie, w Polsce jest potrzeba w sposób szczególny, ponieważ debata wokół poruszanych przez nią tematów zdominowana jest u nas przez konflikt lokalno-polityczny między pro- a eurosceptykami, między „modernistami” a „klerykałami”, który zamazuje istotę problemu. Kołakowska jak mało kto (może nikt?) w polskiej publicystyce klaruje, o co naprawdę chodzi w rozmaitych zjawiskach społecznych i intelektualnych dziejących się obecnie na świecie. Otwiera na nie oczy, dostarcza argumentów, a nade wszystko JĘZYKA, którego należy używać w sporze z czołowymi szalbierzami epoki.

http://www.teologiapolityczna.pl/

DALEJ

strona [2] Laudacja Antoniego Libery

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Recenzje, Sylwetki, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.