Alicja i Kazimierz Graff

Aldona Zaorska

Sta­li­now­skie zbrod­niar­ki, któ­re ska­zy­wa­ły na śmierć i tor­tu­ro­wa­ły, w wol­nej Pol­sce swo­im ofia­rom i ich ro­dzi­nom śmia­ły się w twarz. Tak jak Ali­cja Graff – sta­li­now­ska zbrod­niar­ka, żo­na sta­li­now­skie­go zbrod­nia­rza.

 

Alicja i Kazimierz Graff

I o ile straż­nicz­ki z obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych po­sta­wio­no przed są­dem o ty­le sta­li­now­skie zbrod­niar­ki, któ­re ska­zy­wa­ły na śmierć i tor­tu­ro­wa­ły, w wol­nej Pol­sce swo­im ofia­rom i ich ro­dzi­nom śmia­ły się w twarz. Tak jak Ali­cja Graff – sta­li­now­ska zbrod­niar­ka, żo­na sta­li­now­skie­go zbrod­nia­rza

W przy­pad­ku Ali­cji Graff, po­dob­nie jak w przy­pad­ku wie­lu in­nych sta­li­now­skich zbrod­nia­rzy, próż­no szu­kać ja­kich­kol­wiek szcze­gó­łów z jej ży­cia, nie wspo­mi­na­jąc o zdję­ciu. Nie wia­do­mo na­wet, jak na­praw­dę się na­zy­wa­ła ani z ja­kiej po­cho­dzi­ła ro­dzi­ny. Po pro­stu nie ma o tym choć­by wzmian­ki. Cho­ciaż do nie­daw­na zbrod­niar­ka miesz­ka­ła w War­sza­wie (ży­ła jesz­cze w 2008 ro­ku), in­for­ma­cje o niej moż­na zdo­być tyl­ko na pod­sta­wie po­je­dyn­czych wzmia­nek. Co więc o niej wia­do­mo? Po­dob­no na zdję­ciach z cza­sów pra­cy w pro­ku­ra­tu­rze pre­zen­to­wa­ła „uro­dę świę­tej”. Jed­nak za du­ży­mi ocza­mi, ła­god­ny­mi ry­sa­mi i de­li­kat­nym uśmie­chem kry­ła się zbrod­niar­ka, ta­ka sa­ma jak „pięk­ne be­stie” – straż­nicz­ki w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych.

Ali­cja Graff uro­dzi­ła się praw­do­po­dob­nie oko­ło 1917 ro­ku. Praw­do­po­dob­nie, bo oczy­wi­ście ni­g­dzie nie ma na ten te­mat in­for­ma­cji. Ale… wia­do­mo, że przed woj­ną na Wy­dzia­le Pra­wa Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go by­ła wy­róż­nia­ją­cą się stu­dent­ką. „To jest stu­dent­ka, któ­ra nie tyl­ko ma­ni­cu­re i pe­di­cu­re po­tra­fi ro­bić, ale na­da­je się na pra­wo” – po­dob­no ma­wiał o niej pro­fe­sor pra­wa rzym­skie­go, któ­ry ge­ne­ral­nie ko­biet nie ce­nił i nie wi­dział w ro­li praw­ni­ków. Ta­kie sło­wa świad­czą o tym, że mło­da Ali­cja by­ła zdol­na i in­te­li­gent­na. Wia­do­mo też, że wła­śnie na tych stu­diach po­zna­ła swe­go przy­szłe­go mę­ża, rów­nież sta­li­now­skie­go zbrod­nia­rza – Ka­zi­mie­rza Graf­fa (uro­dzo­ne­go w 1917 ro­ku – stąd przy­pusz­cze­nie, że mu­sia­ła przyjść na świat mniej wię­cej w tym sa­mym cza­sie). Pa­ra ta prze­trwa­ła woj­nę i za­raz po niej za­bra­ła się do gor­li­we­go mor­do­wa­nia Po­la­ków. Ali­cja mor­do­wa­ła na ty­le gor­li­wie i sku­tecz­nie, że, po­dob­nie jak jej krwa­wy mąż, szyb­ko awan­so­wa­ła i już w 1953 ro­ku by­ła wi­ce­dy­rek­tor­ką De­par­ta­men­tu III Ge­ne­ral­nej Pro­ku­ra­tu­ry. Wła­śnie wte­dy do­ko­na­ła jed­ne­go z swych „więk­szych” a na pew­no naj­bar­dziej zna­ne­go „osią­gnię­cia”.

Wzgar­dli­we mil­cze­nie w spra­wie „Ni­la”

Ge­ne­rał Ed­mund Fiel­dorf „Nil” bo­ha­ter pod­zie­mia, w cza­sie woj­ny dzia­łał w Związ­ku Wal­ki Zbroj­nej. To on wy­dał roz­kaz li­kwi­da­cji „ka­ta War­sza­wy” ge­ne­ra­ła Fran­za Kut­sche­ry. Roz­kaz wy­ko­na­no w nie­zwy­kle śmia­łej a za­ra­zem tra­gicz­nej ak­cji 1 lu­te­go 1944 ro­ku. W kwiet­niu 1944 po­wie­rzo­no Fiel­dor­fo­wi za­da­nie stwo­rze­nia i kie­ro­wa­nia głę­bo­ko za­kon­spi­ro­wa­ną or­ga­ni­za­cją „Nie­pod­le­głość” o kryp­to­ni­mie NIE, ka­dro­we­go odła­mu Ar­mii Kra­jo­wej przy­go­to­wa­ne­go do dzia­łań w wa­run­kach so­wiec­kiej oku­pa­cji. Bez­po­śred­nie dzia­ła­nia or­ga­ni­za­cja „NIE” mia­ła pod­jąć po roz­wią­za­niu Ar­mii Kra­jo­wej 19 stycz­nia 1945.​Na krót­ko przed upad­kiem po­wsta­nia war­szaw­skie­go, roz­ka­zem Na­czel­ne­go Wo­dza Ka­zi­mie­rza Sosn­kow­skie­go z 28 wrze­śnia 1944 „Nil” zo­stał awan­so­wa­ny na sto­pień ge­ne­ra­ła bry­ga­dy. W paź­dzier­ni­ku 1944 zo­stał za­stęp­cą do­wód­cy Ar­mii Kra­jo­wej, gen. Le­opol­da Oku­lic­kie­go. Po raz pierw­szy aresz­to­wa­ny pod fał­szy­wym na­zwi­skiem przez NKWD w mar­cu 1945 ro­ku dwa la­ta spę­dził na Ura­lu, wró­cił do Pol­ski i w 1948 ro­ku „ujaw­nił się”. Po­now­nie aresz­to­wa­ny w 1950 ro­ku, był tor­tu­ro­wa­ny pod­czas nie­zwy­kle bru­tal­ne­go śledz­twa a po­tem ska­za­ny na śmierć przez po­wie­sze­nie. To wła­śnie Ali­cja Graff – w 1953 ro­ku wi­ce­dy­rek­tor De­par­ta­men­tu III Pro­ku­ra­tu­ry Ge­ne­ral­nej, pod­pi­sa­ła się pod pi­smem do na­czel­ni­ka wię­zie­nia na Ra­ko­wiec­kiej, in­for­mu­ją­cym o ter­mi­nie wy­ko­na­nia wy­ro­ku śmier­ci na ge­ne­ra­le „Ni­lu”.

Pro­si­ła w nim tak­że o „wy­da­nie nie­zbęd­nych za­rzą­dzeń do wy­ko­na­nia eg­ze­ku­cji”. Jej „proś­ba” zo­sta­ła speł­nio­na. Dy­rek­tor wię­zie­nia sto­sow­ne po­le­ce­nia wy­dał. Pol­skie­mu ge­ne­ra­ło­wi, bo­ha­te­ro­wi wal­ki o nie­pod­le­głość, ko­mu­ni­stycz­ni ban­dy­ci od­mó­wi­li na­wet ho­no­ro­wej żoł­nier­skiej śmier­ci od ku­li. Po­wie­si­li go jak po­spo­li­te­go ban­dy­tę 24 lu­te­go 1953 ro­ku o go­dzi­nie 15.00. Przez pół wie­ku nie by­ło wia­do­mo, gdzie jest po­cho­wa­ny.

W 2009 ro­ku po­ja­wi­ła się in­for­ma­cja, że praw­do­po­dob­nie spo­czy­wa na Po­wąz­kach.

Kie­dy po la­tach od tej zbrod­ni ro­dzi­na bo­ha­te­ra Pol­ski Pod­ziem­nej na­pi­sa­ła do niej list z proś­bą o wy­ja­śnie­nie oko­licz­no­ści śmier­ci gen. Fiel­dor­fa, Graff nie od­pi­sa­ła. Do koń­ca ży­cia ta mor­der­czy­ni nie zdo­by­ła się na od­po­wiedź na py­ta­nie: jak zgi­nął le­gen­dar­ny szef Ke­dy­wu Ko­men­dy Głów­nej Ar­mii Kra­jo­wej, ani na żad­ne in­ne py­ta­nie o swo­ją prze­szłość i ro­lę w sta­li­now­skim sys­te­mie bez­pra­wia. Uzna­ła, że ni­cze­go wy­ja­śniać nie mu­si i nie bę­dzie. Oczy­wi­ście Ali­cja Graff ni­g­dy za swój udział w tym mor­dzie nie prze­pro­si­ła Jed­no­cze­śnie ko­muś bar­dzo za­le­ży na ukry­wa­niu praw­dy o niej, bo­wiem wzmian­ki są mniej niż enig­ma­tycz­ne. Być mo­że za­le­ży na tym jej po­tom­kom..

Wię­zień Bier­nac­ki – „opi­nia Na­czel­ni­ka Wię­zie­nia (…) ne­ga­tyw­na” 

Oczy­wi­ście za­an­ga­żo­wa­nie Ali­cji Graff w mord na gen. Fiel­dor­fie to nie wszyst­ko. Nad­zo­ro­wa­ła ona tak­że in­ne spra­wy, w tym płk. Wa­cła­wa Kost­ka – Bier­nac­kie­go, za­ufa­ne­go Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go jesz­cze z cza­sów le­gio­no­wych, aresz­to­wa­ne­go przez bez­pie­kę w paź­dzier­ni­ku 1945 ro­ku. Wa­cław Ko­stek-Bier­nac­ki od­po­wia­dał m.​in. za nad­zór i or­ga­ni­za­cję obo­zu od­osob­nie­nia w Be­re­zie Kar­tu­skiej, był więc szcze­gól­nie przez ko­mu­ni­stów znie­na­wi­dzo­ny. Aresz­to­wa­ny w paź­dzier­ni­ku 1945 ro­ku osiem lat spę­dził w wię­zie­niu za­nim wy­to­czo­no mu „pro­ces”, oczy­wi­ście od po­cząt­ku do koń­ca sfin­go­wa­ny. W kwiet­niu 1953 ro­ku zo­stał w nim ska­za­ny na ka­rę śmier­ci. Ali­cja Graff bra­ła ak­tyw­ny udział w tym pro­ce­sie. To wła­śnie ona w pi­śmie z 19 li­sto­pa­da 1953 ro­ku wy­mie­nia­ła za­rzu­ty wo­bec Bier­nac­kie­go: „Od 1931 r. do 31 sierp­nia 1939 r. w związ­ku z wy­ko­ny­wa­niem urzę­du wo­je­wo­dy no­wo­gródz­kie­go i po­le­skie­go na te­re­nie tych wo­je­wództw re­ali­zo­wał po­li­ty­kę sa­na­cyj­ne­go rzą­du fa­szy­stow­skie­go dła­wie­nia re­wo­lu­cyj­ne­go ru­chu mas pra­cu­ją­cych miast i wsi oraz wy­na­ra­da­wia­nia lud­no­ści ukra­iń­skiej i bia­ło­ru­skiej. (…) Nad­zo­ro­wał znaj­du­ją­cy się na pod­le­głym mu te­re­nie obóz w Be­re­zie Kar­tu­skiej, bę­dą­cy zor­ga­ni­zo­wa­nym ośrod­kiem wy­nisz­cza­nia dzia­ła­czy ru­chu ro­bot­ni­cze­go”. Stresz­cza­ła też prze­bieg ka­ry od­by­wa­nej przez Bier­nac­kie­go. Za­no­to­wa­ła wów­czas – „Po­czą­tek ka­ry dnia 9.​XI.1945 r., ko­niec ka­ry 9.​XI.1955 r. (…) po­zo­sta­ło do od­by­cia 2 la­ta „ (Po ape­la­cji na po­czet dzie­się­cio­let­niej ka­ry wię­zie­nia za­li­czo­no Bier­nac­kie­mu tak­że czas aresz­to­wa­nia przed wy­to­cze­niem mu pro­ce­su. Nie­ste­ty – w sta­li­now­skim wię­zie­niu aresz­to­wa­ni nie mo­gli pi­sać wspo­mnień, jak czy­nił to Adam Mich­nik w cza­sie swo­je­go aresz­to­wa­nia w la­tach osiem­dzie­sią­tych. Nie mie­li żad­nych praw, a im bar­dziej by­li przez ko­mu­ni­stów znie­na­wi­dze­ni, tym gor­szy był ich los za kra­ta­mi. Ko­stek-Bier­nac­ki był drę­czo­ny w spo­sób szcze­gól­ny, cze­go śla­dy mo­że­my zna­leźć w skru­pu­lat­nym pi­śmie Ali­cji Graff. Roz­wa­ża­jąc kwe­stię je­go przed­ter­mi­no­we­go zwol­nie­nia we wspo­mnia­nym wy­żej pi­śmie sta­li­now­ska zbrod­niar­ka na­pi­sa­ła o „więź­niu Bier­nac­kim” – „Opi­nia Na­czel­ni­ka Wię­zie­nia z wrze­śnia 1953 r. – ne­ga­tyw­na. Z orze­cze­nia Ko­mi­sji Le­kar­skiej z dnia 1.​IX.1953 r. wy­ni­ka, że ska­za­ny cier­pi na prze­wle­kły znie­kształ­ca­ją­cy go­ściec sta­wo­wy, miaż­dży­cę uogól­nio­ną, zwy­rod­nie­nie miaż­dży­co­we mię­śnia ser­co­we­go, ro­ze­dmę płuc, pa­dacz­kę oraz że wska­za­na jest (prze­kre­ślo­ne dłu­go­pi­sem sło­wa: przed­ter­mi­no­we zwol­nie­nie) prze­rwa na okres 1 ro­ku z uwa­gi na cho­ro­bę prze­wle­kłą, sta­le po­gar­sza­ją­cą się”. Płk Wa­cław Ko­stek-Bier­nac­ki nie zo­stał przed­ter­mi­no­wo zwol­nio­ny, nie do­stał prze­rwy w od­by­wa­niu wy­ro­ku. Od­sie­dział ca­łe dzie­sięć lat. Scho­ro­wa­ny, ska­to­wa­ny, wy­szedł na wol­ność. Zmarł pół­to­ra ro­ku po opusz­cze­niu wię­zie­nia we Wron­kach – w li­sto­pa­dzie 1957 ro­ku. I za swój udział w tej zbrod­ni Ali­cja Graff ni­g­dy nie prze­pro­si­ła.

Wiel­ka nie­wia­do­ma, wiel­ka eme­ry­tu­ra i… men­tal­na „na­stęp­czy­ni”?

O tym, co się dzia­ło póź­niej z Ali­cją Graff nic nie wia­do­mo. Jej lo­sy moż­na roz­pa­try­wać tyl­ko w kon­tek­ście lo­sów jej mę­ża. Praw­do­po­dob­nie tak jak on prze­szła „do cy­wi­la” oko­ło 1968 ro­ku. Miesz­ka­ła do śmier­ci w wy­god­nym miesz­ka­niu w cen­trum War­sza­wy po­dob­nie jak jej mąż – tak­że ban­dzior Sta­li­na, po­bie­ra­ła wy­so­ką, re­sor­to­wą eme­ry­tu­rę. Na­wet po od­zy­ska­niu przez Pol­skę wol­no­ści nie sta­nę­ła przed są­dem. Ali­cja i Ka­zi­mierz Graff nie by­li bez­dziet­ni. Cho­ciaż próż­no szu­kać in­for­ma­cji na te­mat ich po­tom­stwa, wie­le wska­zu­je, że Ali­cja Graff „wy­cho­wa­ła so­bie” wnucz­kę. W In­ter­ne­cie wciąż po­ja­wia­ją się in­for­ma­cje o związ­kach z nią zna­nej fe­mi­ni­stycz­nej dzia­łacz­ki Agniesz­ki Graff (ur. w 1970 ro­ku), pod­kre­śla­ją­cej swo­je ży­dow­skie po­cho­dze­nie (po oj­cu), mar­twią­cej się be­aty­fi­ka­cją pa­pie­ża Ja­na Paw­ła II, stwier­dza­ją­cej, że na­ród „to fik­cja” i za­pew­nia­ją­cej, że Po­la­cy ma­ją „w no­sie” Smo­leńsk. „Czu­ję się bar­dzo ob­co wo­bec tej hi­ste­rii. (…) W mo­jej ro­dzi­nie na­zy­wa­my to pa­ra­li­żem smo­leń­skim, to, co za­wład­nę­ło me­dia­mi, któ­re wła­ści­wie nie mó­wią na ża­den in­ny te­mat. Tak by­ło po śmier­ci pa­pie­ża. (…) Na­to­miast – mo­im zda­niem – więk­szość lu­dzi ma to w no­sie” – wy­zna­ła Agniesz­ka Graff na ła­mach „Wprost”. Sa­ma za­in­te­re­so­wa­na za­pew­nia, że ko­men­ta­rzy na swój te­mat nie czy­tu­je. Szko­da. Mo­że za­chcia­ła­by wów­czas wy­ja­śnić, ile jest praw­dy w za­rzu­tach in­ter­nau­tów, że jest wnucz­ką ko­mu­ni­stycz­nych zbrod­nia­rzy. Mo­że te za­rzu­ty są nie­praw­dzi­we i ma­my do czy­nie­nia z przy­pad­ko­wą zbież­no­ścią na­zwisk, ale przy­znać trze­ba, że ewi­dent­na nie­chęć Agniesz­ki Graff do cho­ciaż­by ka­to­li­cy­zmu jest bar­dzo zbli­żo­na do sta­no­wi­ska wo­bec Ko­ścio­ła twór­ców sta­li­ni­zmu w Pol­sce, do któ­rych nie­wąt­pli­wie na­le­że­li Graf­fo­wie. Cie­ka­we, czy by­li jej dziad­ka­mi?

Źró­dła: 

Ta­de­usz M. Płu­żań­ski „Be­stie”, Bi­blio­te­ka Wol­no­ści 2011, 

„Fik­cja zwa­na na­ro­dem” – mó­wi Graff, dzia­łacz­ka fe­mi­ni­stycz­na. A Smo­leńsk? Za­po­mnieć. Kurs fran­ka jest waż­niej­szy”, www.​wpolityce.​pl; 

Agniesz­ka Ry­bak „Za póź­no na spra­wie­dli­wość”, www.​rp.​pl 

Krzysz­tof Szwa­grzyk „Praw­ni­cy cza­su bez­pra­wia. Sę­dzio­wie i pro­ku­ra­to­rzy woj­sko­wi w Pol­sce 1944 – 1956”,

http://www.warszawskagazeta.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, III RP, Lata PRL i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Alicja i Kazimierz Graff

  1. aaa pisze:

    byli, ale stryjecznymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.