Ptak w chmurach

Jeden z najwybitniejszych uczonych II RP Marian Zdziechowski, którego kandydaturę na prezydenta wysuwał Józef Piłsudski, jak nikt przewidział przyszłe losy świata. Publicystyka na temat Rosji i Sowietów pozostaje w Polsce posmoleńskiej, obok tematyki węgierskiej, najbardziej aktualną częścią dorobku Zdziechowskiego.

strona [2] Kochałem Węgry
strona [3] Jak bolszewizm rozbił się o twardy mur katolicyzmu

***

Piotr Lisiewicz

Ptak w chmurach

„Czerwonym władcom nieszczęśliwej Rosji to przyznać należy, że z niesłychaną dotychczas umiejętnością uprawiają sztukę zasypywania ludziom oczu piaskiem” – pisał Marian Zdziechowski. Jeden z najwybitniejszych uczonych II RP, którego kandydaturę na prezydenta wysuwał Józef Piłsudski, jak nikt przewidział przyszłe losy świata.

„Ot, chciałoby się, tak jak za panieńskich czasów iść na śliczny, kochany wykład Pana – a potem z Panem gdzieś daleko za miasto – w zieloność i świeżość” – pisała do Mariana Zdziechowskiego jego była studentka Zofia Giżycka. W Wileńskiej Szopce Akademickiej kukiełka profesora Zdziechowskiego przemawiała:

Smutno przecie nam na świecie.
Gwiazdy, słońce w przepaść lecą –
Ból mój, Panie, pojąć chciej! –
Królów szukaj dziś ze świecą,
Hrabiów także coraz mniej!
O hrabiowie i książęta!
O księżniczki i hrabianki!
Węgry – ziemia nasza święta,
Węgier – Polak – dwa bratanki.

Strofa ta żartobliwie opowiadała o trzech pasjach profesora: miłości do Węgier, sympatii do monarchii, wreszcie o jego katastrofizmie. Była jeszcze jedna, chyba najważniejsza – antykomunizm. Jako profesor, dziekan i rektor wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego Zdziechowski za swoje główne zadanie uznawał walkę z „małoduszną i tchórzliwą” psychologią, pozbawiającą młodzież zdolności do oporu przeciw „czerwonej dżumie i czerwonej śmierci”.
Jak pisał jeden ze studentów Zdziechowskiego, noblista Czesław Miłosz, ówczesnym zdaniem jego i wielu kolegów „staruszek nie miał pojęcia o tak zwanych problemach dnia, a jego nawoływania o niebezpieczeństwie grożącym światu ze strony komunizmu i nacjonalizmu odznaczały się zabarwieniem żałośliwie maniakalnym”.

Katastrofizm, owszem, pasował do atmosfery tych lat, ale oni „właśnie w prądach uznawanych przez profesora za dzieło szatana dopatrywali się zbawienia i to, co było dla niego nocą, brali za » promienne oblicze wschodzącego dnia«”. Jak bardzo się mylili, nauczyć się mieli w dojrzałym życiu…

Profesor Zbigniew Opacki, autor najważniejszej pracy poświęconej Zdziechowskiemu „Między uniwersalizmem i partykularyzmem”, przytacza relacje pokazujące, że mimo tego popularność profesora mogła budzić zazdrość. Jeden z ówczesnych studentów, Władysław Arcimowicz, wspominał: „Gdy inni starali się wymyślić coraz to lepsze sposoby, aby zmusić słuchaczy do uczęszczania na wykłady, prof. Zdziechowski musiał wzywać snobów,  aby nie przychodzili i nie zajmowali miejsca tym, którzy chcą naprawdę z wykładów korzystać”.

„Szedł całkowicie indywidualną drogą, nie mieścił się w żadnym okresie swego życia w żadnym z panujących prądów filozoficznych, nie ulegał modom”- tak
o jego fenomenie pisze Ewa Wesołowska, autorka książki „Działać przed katastrofą”.

Przeszłości powinniśmy się wstydzić

Marian Zdziechowski herbu Rawicz urodził się 30 kwietnia 1861 r. w Nowosiółkach koło Rakowa w powiecie mińskim. Był synem Edmunda Zdziechowskiego i Heleny Pułjanowskiej. Miał trzech braci, z których najbardziej znany to pisarz i publicysta Kazimierz Zdziechowski. W Mińsku uczył się w rosyjskim gimnazjum.
„Wspomnienia z roku 1863 były jeszcze świeże. Z obawy przed rewizjami niszczono u nas w czasie powstania książki polskie za granicą drukowane – i z tego powodu rzadkie były wówczas, a może wcale nie było domów, w których by się znajdowały dzieła poetów naszych” – wspominał dzieciństwo w książce „Wizyta Krasińskiego”.

Mimo to systematycznie sączona antypolska propaganda nie pozostawała bez śladu: „W szkołach nie żywiliśmy zaufania do nauczycieli Rosjan, ale, choć z niedowierzaniem, słuchaliśmy wszystkiego, co nam o przeszłości naszej lub o Kościele katolickim gadali, jednak systematyczne oczernianie tak Polski, jak katolicyzmu, pozostawiało swój osad w umysłach naszych”. Przyznawał, że wersja historii, zgodnie z którą Polska upadła głównie przez wady Polaków, stawiające ich niżej od sąsiadów, wtłaczana była młodzieży do głów sugestywnie: „Wyrabiało się przekonanie, że kastowy egoizm szlachty i jezuicki klerykalizm doprowadziły Polskę do upadku, że dzieje jej, to szereg błędów i zbrodni. Już dorastającym byłem chłopcem, gdy zapisywałem w dzienniku swoim, że przeszłości powinni byśmy się wstydzić, lecz na szczęście to, co w niej złem było, zmazali wieszczowie nasi i wielkie przez nich głoszone ideały” – wspominał.

Ziemiańskie pochodzenie bywało dla niego powodem moralnych dylematów. „Od młodości obciążał mnie dobrobyt polegający na tym, że rodzice moi byli
w stanie wydawać na moje wychowanie 600–800 rubli rocznie” – napisze w liście do Lwa Tołstoja. „Otaczali mnie zazwyczaj koledzy znacznie biedniejsi ode mnie, nie mający często nawet najbardziej potrzebnych rzeczy” – wspominał dalej.

Do Zdziechowskiego nie przemówiły jednak lewicowe ideologie, a religia: „najmocniej przejmowałem się radą Chrystusa, ażeby rozdać mienie ubogim, i Jego słowami o bogaczu, któremu trudniej wejść do Królestwa Niebieskiego, aniżeli wielbłądowi przejść przez… W porównaniu z nauką Chrystusa świeckie doktryny wydawały mi się haniebnym faryzeuszostwem” – stwierdzał.

Jak wspominał cytowany przez Opackiego Stanisław Stomma, „urok osobisty Mariana Zdziechowskiego na tym polegał, że był on niezwykle kurtuazyjny wobec ludzi szarych, zwykłych, nieznaczących”.

Mesjaniści i słowianofile

Zdziechowski studiował na wydziale historyczno-filologicznym Uniwersytetu Petersburskiego, a potem  na Uniwersytecie Dorpackim (dziś estońskie miasto Tartu), gdzie Polaków tolerowano bardziej niż na innych uczelniach. Był tam członkiem korporacji akademickiej Konwent Polonia. Kształcił się też w Zagrzebiu, Genewie i Grazu.
Współpracował z petersburskimi pismami, w tym „Siewiernym Wiestnikiem” i „Krajem”, wydawanymi przez Włodzimierza Spasowicza – prawnika, uznawa-
nego za zwolennika polityki ugodowej i  budowy kulturalnej autonomii Polaków w Rosji.

Pierwsze prace naukowe zaczął wydawać drukiem w 1882 r,, rozpoczynając półwiecze swojej działalności naukowej. Niektóre prace musiały ukazywać się, z racji na cenzurę, pod pseudonimami.

W 1887 r. poślubił swoją żonę – Marię z Kotwiczów. Rok później przeniósł się do Krakowa, gdzie obronił na Uniwersytecie Jagiellońskim doktorat. Jego praca, napisana pod kierunkiem prof. Stanisława Tarnowskiego, zatytułowana była „Mesjaniści i słowianofile”. Z UJ związany był przez ponad 30 lat, do roku 1919.

Był współzałożycielem krakowskiego Klubu Słowiańskiego i czasopisma „Świat Słowiański”. W ramach słowiańskiego ruchu był zwolennikiem jednoczenia się Słowian wbrew przywództwu Rosji. Selim Chabijewicz pisze o tej roli w olsztyńskim piśmie „Debata”: „Polscy mesjaniści też głosili konieczność skupienia w jedność słowiańskich narodów, jednakże nie pod przewodnictwem Rosji, której i Lelewel, i Mickiewicz odmawiali wręcz korzeni słowiańskich, lecz pod przewodem Polski, której rozbiory porównywali (vide: Mickiewicz) do ofiary Chrystusa. To była polsko-rosyjska wojna ideologiczna prowadzona w połowie XIX wieku, w czasach Zdziechowskiego jeszcze żywa”.

Zdziechowski i Tołstoj

Publicystyka Zdziechowskiego na temat Rosji ma szczególny ciężar gatunkowy, bo znał ten kraj bardzo dobrze i utrzymywał kontakty z rosyjską inteligencją,
w tym Dmitrijem Mereżkowskim, Nikołajem Bierdiajewem, Siergiejem Bułgakowem, Piotrem Struwe i Nikołajem Trubieckim.

Korespondencja Lwa Tołstoja i Mariana Zdziechowskiego pokazuje wysiłki Polaka, by zainteresować pisarza losem naszej ojczyzny. Zdziechowski odwiedził Tołstoja w Jasnej Polanie. Z czasem stał się dla niego głównym autorytetem w polskich sprawach. „Pański artykuł i rozmowy z Panem pomogły mi z całą świadomością zbliżyć się duchowo do Polaków – do czego świadomie dążyłem” – pisał Tołstoj do Zdziechowskiego.

Polemiki między nimi dotyczyły idei patriotyzmu. Bliski chrześcijańskiego anarchizmu rosyjski pisarz był krytykiem patriotyzmu, nie tylko w szowinistycznym wydaniu państw zaborczych, ale i jako samej idei.

„Niechże Pan zstąpi z wysokości swych rozmyślań nad urzeczywistnieniem nauki chrześcijańskiej na ziemi do odmętu cierpień całego narodu” – apelował do niego Zdziechowski. W liście z 1895 r. argumentował: „oprócz patriotyzmu zaborczego i nieludzkiego narodów potężnych istnieje jeszcze zupełnie przeciwstawny mu patriotyzm narodów ujarzmionych, dążących jedynie do obrony przed wrogami wiary ojczystej i ojczystego języka. Najbardziej typowym wyrazem takiego patriotyzmu w obecnym czasie jest patriotyzm polski”.

Stwierdzał też: „My »panowie« cierpimy przez to, że język nasz wypędzono ze szkoły, z sądownictwa, z życia społecznego, że pozbawieni jesteśmy prawa dysponowania swym mieniem, że zamknięto przed nami służbę państwową w naszym kraju, a przede wszystkim przez to, że deprawują w szkole nasze dzieci, wyszydzając ich historię i język ojczysty, a także przymuszając je do udawania patriotów rosyjskich”.

Tołstoj odpisywał, krytykując wszelki patriotyzm: „Ogień będzie wciąż tak samo piekący i niebezpieczny, bez względu na to, czy jest płonącym ogniskiem, czy jarzącą zapałką”. O represjach wobec Polaków stwierdzał jednak, że „gotów jest iść w zawody z każdym Polakiem, co do stopnia wstrętu i oburzenia wobec tych dzikich
i głupich środków”. „Aby być zgorszonym tymi aktami ucisku i całą mocą się im przeciwstawiać, nie trzeba być ani Polakiem, ani patriotą, wystarczy w zupełności być tylko chrześcijaninem” – dodawał.

W kolejnym liście Zdziechowski tłumaczył, że patriotyzm traktuje jako „wrodzone każdemu człowiekowi uczucie szczególnego przywiązania do swej ziemi
i swych rodaków, a nie – jako doktrynę”. Tłumaczył Tołstojowi, że „Polacy zajmują zupełnie odrębne miejsce wśród narodów uciskanych”. I w naszym wydaniu patriotyzm stanowi „filozofię wzniosłą, chrześcijańską, jak to Pan uznał, i pozbawioną tych utylitarnych właściwości  cechujących patriotyzm innych narodów”. Przekonywał, że „nigdzie i nigdy patriotyzm nie posiadał takich właściwości”.

Bujna fantazja i natura nieharmonijna

Listy, jakie Zdziechowski otrzymywał od studentek, burzą jego wizerunek w oczach tych, którzy chcieliby go widzieć jako postać wzorową pod każdym względem. Brat Kazimierz Zdziechowski w liście z 1912 r. pisał o swoim karnawałowym pobycie w Wilnie, że „moc była ślicznych panien, przekonałem się, że lubię młode panny tak jak ty”.

„Mówi przez Pana poeta o bujnej fantazji, więc czwartą część tylko tych słodkich rzeczy stosuję do siebie, resztę oddając istocie stworzonej przez wyobraźnię poetyczną Pana. Cieszę się – bo niedługo już się zobaczymy” – pisała do Mariana Zdziechowskiego studentka Zofia Giżycka.

Przyjaźń pomiędzy nimi trwała długo. Gdy 17 lat później Zdziechowski został rektorem, ta sama była studentka stwierdzała w liście do niego: „Te wszystkie głupstwa piszę z całą świadomością, że piszę do Jego Magnificencji – poważnej, mądrej, ach, jak mądrej. Takie mi się czasem figle trzymają. Może w zamian dostane list mądry, poważny, głęboki – ale, ach, nie gorzki. Proszę. Życie czasem jest piękne przecież – nawet o zachodzie. Pan jest piękny, wytworny – i to mię cieszy, że właśnie taki człowiek był w życiu moim sylwetką, którą się długo, długo wspomina”.

Opacki w swej pracy korespondencję kwalifikuje fachowo jako „odważną i bezpośrednią”, jednak nie będącą „naruszeniem konwencji kulturowej”: „na sali wykładowej od schyłku XIX w. pojawiały się młode kobiety, a z racji pewnej popularności wykładów, również dość liczne grono dam z towarzystwa. Wszystko to tworzyło aurę zainteresowania osobą profesora, robiącego wrażenie zagubionego gdzieś we wszechświecie i czyniącego go tym bardziej interesującym. Wydaje się jednak,
że profesor nie był tak zagubiony”.

Podkreśla, że w listach od studentek widać „duży stopień uczuciowości”: „nawet poważne listy o literaturze, studiach czy poezji podszyte były taką nutą”. Sam Zdziechowski na temat swych kontaktów z młodymi pannami konstatował filozoficznie: „natura moja jest »nieharmonijna«, jak to określiła grafologia, tj. silnie odczuwająca przepaść pomiędzy ideałem a swoim życiem, więc tym goręcej tęskni do harmonii, do spokoju”.

Węgry – jedyny sprzymierzeniec z ducha

W 1919 r .Zdziechowski wrócił na reaktywowany Uniwersytet Stefana Batrorego w Wilnie.  Wspominana przez autorów wileńskiej akademickiej szopki prowęgierskość Zdziechowskiego owocowała bardzo konkretnymi i wprowadzanymi konsekwentnie w życie projektami. „Zdziechowski uczynił z Wilna swego rodzaju ośrodek propagandy madziarofilskiej. Tutaj przybywały delegacje uczonych i studentów węgierskich, tutaj miały miejsce akcje odczytowe zatrudnionego na Uniwersytecie Warszawskim węgierskiego uczonego, docenta Adoriana Diveky” – pisze prof. Opacki. Był prezesem Towarzystwa Przyjaciół Węgier, odznaczonym przez Węgrów krzyżem zasługi drugiego stopnia z gwiazdą.

Opisywał polsko-węgierską historię: „Węzłem ścisłym spoiła historia Polskę i Węgry; byliśmy – i oni, i my – przedmurzem Chrześcijaństwa przeciw muzułmańskiemu Wschodowi; w obronie Chrześcijaństwa na czele hufców polskich i węgierskich poległ król Polski i Węgierski Władysław Warneńczyk; Węgry dały nam królową Jadwigę, którą czcimy jak świętą; dały Stefana Batorego, największego z królów naszych; Jagiellonowie – w osobach Władysława II i Ludwika II – zajmowali tron węgierski od r. 1490 do 1536, tj. do strasznej klęski pod Mohaczem”.

W dziale „Retrospekcje” publikujemy dziś fragmenty książek Zdziechowskiego o Węgrzech. Jedną z przyczyn jego sympatii do tego kraju było to, że w 1919 r. potrafił obronić się przed bolszewizmem. „Ten plan rozbiły bohaterskie wysiłki narodu węgierskiego; naród ten uratował Europę – przynajmniej w owej chwili – przed najstraszniejszą od czasów tatarskich inwazją” – pisał. Zestawiając to z wojną polsko-bolszewicką, stwierdzał: „świat miał nas w nienawiści. W oczach świata, tj. w oczach kół kierujących opinią publiczną i polityką, Polska i Węgry przedstawiały czynnik zachowawczy”.

Uznawał, że nasza przyjaźń  ma ważniejsze podstawy niż bieżąca polityka: „Węgry są jedynym sprzymierzeńcem naszym z ducha. Polityczna zaś i ekonomiczna konieczność ugruntowania przymierza tego, nadania mu konkretnej i wyraźnej formy jest rzeczą tak jasną i tak wymownie uzasadnioną w rozmaitych organach prasy węgierskiej i naszej, że nie mamy potrzeby rozwodzić się nad tym. Dość przypomnieć, że jesteśmy wyspą wśród wrogich nam potęg”.

W książce „Węgry i dookoła Węgier” przedstawiał sylwetki najwybitniejszych węgierskich postaci. „[…] pamięci hr. Juliusza Andrassy, który w latach II wojny światowej, gdy obie wojujące strony sprawę Polski pogrzebać usiłowały, sprawę tę pierwszy podniósł i odtąd niezmordowanie konieczność odbudowy niepodległej Polski głosił pracę tę poświęcam jako wyraz wdzięczności dla narodu, który o Polsce pamiętał, gdy wszyscy
o niej zapomnieli”.

Ptak i płaz

Antykomunizm Zdziechowskiego, mimo iż II RP ocalała dzięki wygranej wojnie polsko-bolszewickiej, nie był przesadnie modny. Bardzo źle reagował na wszelkie przypadki bratania się ze zbrodniczym sowieckim barbarzyńcą. „Przyjaźniąc się z katami i oprawcami, stwarzamy atmosferę psychiczną, w której walka z propagandą ich staje bardzo trudna”  – tak w książce „Od Petersburga do Leningrada” z 1934 r. pisał o „ocieplaniu” stosunków z Moskwą. Publicystyka na temat Rosji i Sowietów pozostaje w Polsce posmoleńskiej, obok tematyki węgierskiej, najbardziej aktualną częścią dorobku Zdziechowskiego.

O tych, którzy milczeli sparaliżowani po kolejnych bezczelnych posunięciach Sowietów, pisał: „Słyszę triumfujący śmiech Moskwy, która wie, że im mniej
u przeciwnika godności osobistej, godności narodowej, mocy przekonań, szczerości, wiary w słuszność sprawy, słowem, tego wszystkiego, co siłę moralną stanowi, tym pewniejsze i bliższe jest zwycięstwo”.

Nie miał wątpliwości co do tego, co znaczy dane przez Moskwę słowo: „Sowiety są wielką organizacją bandycką, która sama postawiła siebie poza obrębem prawa moralnego, ogłaszając moralność za przesąd burżuazyjny. Nie wolno przeto w rozmowach czy układach z Sowietami stosować do nich tę samą miarę, jaką stosujemy do innych państw. Mam prawo tych panów – powiedział Arcybaszew – uważać za dzikie zwierzęta, które należy wytępiać, ale czynów ich sądzić ze stanowiska prawa moralnego nie mogę, jak nie mogę ze stanowiska tego sądzić tygrysa lub żmiję. Wszystko na świecie – słowa tegoż pisarza – ma granice swoje: jedno granic nie ma
– podłość człowieka. Podłość ta jest podstawą potęgi Sowietów”.

Komunizm to dla Zdziechowskiego wróg wolności, który potrafi użyć do swoich celów tych, którzy stroją się w wolnościowe piórka: „Patrzymy z rozkoszą na ptaka, szybującego po błękitach, to symbol dalekiej a nieskończonej szczęśliwości, za którą tęsknimy, obrzydzeniem zaś przejmuje nas płaz, czołgający się po ziemi. Ten pęd do góry jest wrodzony człowiekowi, kaleką jest, kto go w sobie nie czuje; bolszewizm postanowił okaleczyć człowieka. Zdawałoby się, że bolszewicka koncepcja zmechanizowanego świata, w którym żywi ludzie staliby się bezdusznymi maszynami, powinna budzić uczucie wstrętu. Niestety nie. Z bólem stwierdzamy, że ma ona w sobie jakiś urok, który pociąga człowieka współczesnego”.

Emanacje, od których krew ścina się w żyłach

W książce „Wpływy rosyjskie na duszę polską” pisał, iż kult Rosji „jest zasadniczo sprzeczny z tym wszystkim, co zbudowało naszą kulturę i przeciwdziała wszystkiemu, co jeszcze w nas leży, jako potencjalna potęga i powołanie”.

Znajdujemy tu opis kolonizacji krnąbrnych krajów, znany z PRL i III RP: „Na równi z innymi państwami typu mongolskiego Rosja, od początku epoki moskiewskiej aż do dziś dnia, występowała jako państwo wyłącznie zaborcze. Zagarniane przez się olbrzymie przestrzenie oddawała na pastwę i łup głodnym hordom urzędniczym, które zawzięcie w zdobywanych krajach niszczyły tubylczą kulturę, krępując i unieruchamiając tam wszystkie czynniki, stanowiące podwaliny zdrowia społecznego i rękojmię ładu”.

Zdaniem Zdziechowskiego, dobrze znającego rosyjskie elity, zastosować można do Rosjan słowa Arystotelesa o barbarzyńcach, że natura ich jest taką, iż nie mogą i nie powinni żyć inaczej, jak w niewoli. „Gdy pierwiastek woli u innych narodów objawia się jako chęć wznoszenia się coraz wyżej i dalej, wola Rosji jest w istocie swojej wolą i chęcią spadania. Najwięksi pisarze rosyjscy niezmordowanie zalecali pokorę, jako najwyższą cnotę; wytworzyła się nawet mistyka pokory
i niewoli” – pisał.

Miał bardzo niemodne przekonanie, że zło komunizmu ma swoje źródła w rzeczywistości nadprzyro-
dzonej. W 1931 r. pisał: „Niedawno spotkałem podeszłą wiekiem Rosjankę; trzy razy skazywana była na śmierć. Groza rzeczy, które widziała, tragiczne nieszczęścia, co na nią padały, uduchowiły jej oblicze wdziękiem niezmiernej dobroci; nigdy równie pięknego nie oglądałem. »Opowiedz światu – mówiła
– że diabeł jest… «”.

Prawdę o ideologii, w imię której zamordowano dziesiątki milionów ludzi, ustawiał we właściwych proporcjach, nie oglądając się na obowiązującą poprawność: „A od owej mocy, która nie z tego jest świata, idą emanacje, od których krew ścina się w żyłach, jak gdybyśmy poczuli dotyk czegoś obcego, obrzydliwego, mrożącego; jedni tej ciemnej mocy pokłonili się i wprawia ich to w szał opętania, inni stoją unieruchomieni, w hipnotycznym bezwładzie, czekając, aż znajdą się w paszczy potwora. Niejednemu może śmiesznym się wyda to, co tu mówię, ale co mam począć, skoro obecnego stanu rzeczy nie umiem wytłumaczyć inaczej, jak czynnym, bezpośrednim wtrąceniem się ciemnych potęg z państwa ciemności”.

Zmarł 5 października 1938 r. w Wilnie. Został pochowany na Antokolskim cmentarzu. Przed śmiercią przyjął sakramenty święte, odwiedził go arcybiskup Romuald Jałbrzykowski. Wielńskie „Słowo” odnotowało: „W podwórku domu Zdziechowskich na ceglanej podłodze sutereny klęczał mężczyzna. Zdaje się, że się modlił, a z szeroko otwartych oczu płynęły łzy. Stary stangret, który 25 lat służył u profesora, opłakiwał zgon pana”.

Nowe Państwo, Numer 4 (74)/2012, http://nowepanstwo.pl

DALEJ

strona [2] Kochałem Węgry
strona [3] Jak bolszewizm rozbił się o twardy mur katolicyzmu

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii 20-lecie międzywojenne, Eseje, Historia i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ptak w chmurach

  1. Ola pisze:

    Bardzo dziekuje za ten artykul i przypomnienie sylwetki tego uczonego.
    Czytajac przypomniam sobie, ze mnie tez uczono takiej wypaczonej historii Polski. I to sie probuje powielac i dzis. Az 20 lat musialam czekac na filmy Brauna i Kaczmarskiego. I do dzis za malo sie mowi o Zolnierzach Wykletych i ofiarach komunizmu. A kaci zyja wsrod nas…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.