Lech Galicki: „Pieśń strzelista” i inne wiersze

Tam daleko i tak blisko
tam za górami ścian posępnych zwalistymi
za lasami topornymi jak sęków zastępy
za wód wielkich fal załamaniem
śpiew westchnienie roznosi
chwali cuda i niezwykłości


tam kolczyki i obrączki złotych mgiełek sennych
błękit lazurowy
radość buchająca
smutek zadumany
człowieczy, człowieczy, człowieczy
piano, piano, piano
Chopin, Bach i Mozart
a i Tekla Bądarzewska od Modlitwy dziewicy
zasłuchali się w spadających z nieba nutach
ach, to tam geniuszu źródło
życie wychodzi z wodnego łożyska
i otrząsa się niecierpliwie
ciało garnie się do ziarnistego piachu
a duch ogarnia wszystko obłokami białymi
przypływ Światła złocistego
z gwiazdami kosmosu jest w czułej komitywie
błogosławi muzy i talenty
horyzont niknie w mgle astralnej
spójrz – tam to ty
twój początek i twój koniec, który jest początkiem twoim
deszcz sączy się z płaszcza nieba
grzmoty wtórują mu radośnie
grają trzcin wiotkie skrzypce i trąby wieczne huczą
to ty i ja stąpamy po morzu i ziemi
wędrujemy po ciemnej stronie księżyca
ćmy zza chmur kotary snują swoje ballady i romanse
życie, życie, życie
zadumali się uczeni nad wszechmocą Światła co umknęło z ich lunet
i w nas płonie
szemrzą między sobą strumyki wątpliwości
zaś Prawda lśni łukiem tęczy
Pan z Tobą błogosławionaś Ty między niewiastami
odpuść nam Prawdo kłamstwa nasze
odpuść nam Drogo bezdroża nasze
odpuść nam Światło ciemność naszą
odpuść nam Życie naszą śmiertelność nagą, złudną i przerażoną
wędrujemy, wędrujemy, wędrujemy
tam las sążnisty i ścieżek wiele
maj 2012

Liść uniesiony Wiarą w godzinę W i opadły nagle w Walce

Niewidzialne trwanie

PO prostu kroczę

Mój raj we mnie utracony

Dzwony majowe

Maminsynek Majowy

Zawsze Polska wolna będzie

Wypadek.pl

O czym myślisz, tym się stajesz

Wielkie Tchnienie (kumulacja myśli w zmysłów odrodzeniu)

Zmienności

Wyliczanka wiosennego wędrowca

Hymn do cnoty namiętnej

W powietrze uprowadzenie

Pieśń ziemskiego człowieka

Testament ducha

Tchnienie iluminacji

Zachwyty

Być innym wśród swoich

Dom

Ślimak wędrowny 2017

Eksploracja-Iluminacja

Geometria wędrowania

Wśród zdumionej bardzo ciszy

Wsłuchania na wodzie (trzy poezje)

Czy?

Ujrzałem – rekapitulacja forte

Wiersze smoleńskie

Dookoła przestrzeni kwiatostany ogromne

Gdy nagle uderza zdradzieckiej fali moc

A ja kocham ciebie Rodzino

Nie do ogarnięcia Ona

Ja, oddech wyobraźni

Po Klątwie pokoju nie znajduję

Lot nad Gniazdem

Co jest a było

Dno oka

Nie je, nie pije, chodzi i żyje

Anlantyda

oczekiwanie

Smycza ballada

Uniesienie

Do Narodu Polskiego zdrajcy

Koncert do końca świata

Za stalowa kurtyną życia

Para nienasycona

Metafizyczna skra ciszy

Wiesz

Pieśń rozdania

Ostawcie Domy Boga

Ujrzałem

Nie zaprzeczajcie, gdy wieść z natchnienia

O niegodziwościach ludzi wyrodnych na Ojczyzny naszej upodlenie

Miłosierdzie nasze

Wielka we mnie trwoga

Kręty tor sprawiedliwości

Wrota

Illuminatio 2

Domu mego zawłaszczanie przeze mnie i naród odrzucone

KrzykOkrzyk

Romantyczny szał nocy końca roku

Buty na wszelakie okazje

Wigilijny Dar

Zaczarowanie

Dziady

Polska Wolność

Stanisława, moja mama zawsze jest

Plotka nieczuła trzpiotka

Dotyk

Prozaiczny wiersz o przyjaźni i solidarności

Wizyta starszej pani

Kark uginam i powstaję, zaś orkiestra gra (rekapitulacja)

Domu mego licytacja nieco odrzucona

Miłosierdzia Pieśń Strzelista

Pst!

Nastał nam Prezydent

Triady

Potok

Pieczęć

Pokuta 

Mój film 

Promień zielony

Mój niebieski punkt widzenia 

Modlitwa strzelista

Tu zapewne był raj 

Polskie żale 

Rozmowa z Janem Pawłem II w natchnieniu 

Nie wierzcie podszeptom upadłych aniołów

Dlaczego wasz ból przeogromny mnie przenika? 

Gdzie są oni, którzy byli?

Pieśń strzelista 4 stycznia 2014 roku z potrzeby serca uzupełniona

Potop Pan Stan

Kto ty jesteś w drodze bez celu?

Spoko Polsko, Polsko spoko…

 

Tato

Tato zawsze jest,
on to nie pustka po nim ta,
trzymam jego dłoń,
ta ręka, ten na niej numer 123184 z KL Auschwitz,
to wspomnienie, to spojrzenie jego, ten ból,
dzień ten, śmierć ta, to życie prawdziwie prawe,
siedzę na taty kolanach,
w naszym ziemskim domu przy ulicy Moniuszki 4
na Jasnych Błoniach w Szczecinie,
obejmuje mnie swym z cierpienia wyzwoleniem,
mój tato oddech twój czuję,
to tchnienie ostatnie oddane i pierwszy puls życia w wieczności.
Tato zawsze jest.
To we mnie jego polskie drogi

26.09.2006 – 2013

 

Na liść zagubiony

ja
tęsknię za tobą mój liściu
lipowy
dębowy
jaworowy
wszelaki
z korony mojej tyś perła zielona
ja drzewo mocarne korzeniami wrosłymi w ziemię
trzymałem ciebie ze wszystkich sił
a ty opadłeś
mówiłem tobie: mój jesteś
śpiewałem tobie kołysankę soczystą
bo ze mnie wyrosłeś
wrzeciono blaszkowe
płachto wietrzna żaglowa
serce kształtem nadobne
tchnienie płuc moich
radości szeleszcząca
zegar mruknął słów kilka
choć wiedział żeś mój
przeznaczenie zabrało mi ciebie
przeto kołyszę swą koroną
i kamień przy mnie druzgocze łkaniem
boś ty mój jeden
z liści wielu
wiatrem
przedwiecznym
w wieczność
zmieciony
w niej
także
ja

2010 – 2013

 

Duch i Ciało

Siostrom i Braciom – Polakom w drodze historii bytowania

Ja jestem władcą nieposkromionym
Poletka, które Światło mi dało
A to misterne, z komórek tkane
Moje stworzone i glinne ciało,
Gładzone ręką w położnym puchu
I prowadzone w mocarnym chwycie
Wolne, posłuszne w każdym swym ruchu
A w głębi jego Światło i Życie,
I wolna wola, niebo i piekło
W dzbanie co nie zna swego naczynia
I pęka z czasem, bo Jestem rzekło
Wieczność i koniec, zasługa, wina
I jestem władcą nieposkromionym
W zgrzebnym tunelu powiadam: amen
W całunu kokon zwijam embriony
Podążam w wszechświat za moim Panem

11 lipca 1993 – 2013

 

Krzyk kamienia

Ty
Znudzony Zagłady Wołyńskiej wspomnieniami
Krwią z białych ciał czerwonymi strumieniami płynącą
A nigdy ona nie zakrzepnie w bólu narodzin agonii
Kobietami, mężczyznami nieludzko w ich odczłowieczonych postaciach okaleczonych.
Na strzępy w których bez celu wspomnień szukać
Dziećmi jak kukiełki na płoty nabitymi
Dla zbrodniarzy zabawy i uciechy szatańskiej
Kapłanami! Chrześcijanami! Z rozprutymi brzuchami brzemiennymi wciśniętymi w nie zaduszonymi niemowlętami zachłyśniętymi w przerażeniu rodziców.
A to kamyk nienawiści pogromu Polaków wichurą bez krzty usprawiedliwienia.
Bo kto ukraińskich katów bronić się ośmieli?
Cienie z ich rodu w piekła stan upadłe tylko!

Ty Wspomnieniami Wołyńskiej Zagłady Znudzony
Już jesteś agonią w bólu mordowania narodzoną
Wrzucony ze śmiechem do płonącego kościoła
Gdy dookoła rozjuszone ujadanie
Oni bez dusz i sumienia
Wbijają ostrza nienawiści
W pustkę twojego współczucia krzycząc:
Ty!

9 lipca 2013

 

A niech Polsce świeci nadzieja

Nie mogę odejść od myśli moich,
które się wiążą z kaźnią  mych sióstr i braci,
jestem ja, bo żyję, dzięki ich śmierci w oddanie bogatej,
inaczej straciłbym wszystko co można stracić,
Ich krzyk: Niech żyje Polska! – w chwili umierania,
Zawstydza mnie, w mym dbaniu o status człowieka żywego.
I w za wszelką cenę mej  interesowności, aby być jednym z wielu właścicieli ziemskiej majętności.
Strzelcie mi w głowę, w rozumną potylicę,
Zapchajcie mi usta trocinami, odbierzcie mi wszystko,
Dla dobra mego. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Oni wyklęci – święci. Umierający a walczący.
A kto ja? Mówią: bohaterów potomek.
Ojciec o wielkiej Polsce marzył. A ja jej ułomek.
Z genu jego życzę wam i sobie: dobra największego.
A niech Polsce świeci nadzieja,
Ich wszystkich wyklętych i Pana Naszego,
W obcych zdradzie i katuszach sióstr i braci umiłowanych przez miłosiernego w męce ich Dobrodzieja.

marzec 2013

 

Jak tu wybaczyć?

Kto wam to obiecał mordercy i dranie,
że Polska zapomni o swych niebożętach,
a polska moc ludzi już nie powstanie,
chociaż została przez was piłami,
Boże, wbrew człeczej naturze, ludzi moc przecięta.
Jak tu wybaczyć? Sumienie nie da. Polskie sumienie.
Wam Ukraińcy z UPA już tylko kara i piekielna bieda.
Wam tylko wieczne potępienie.
Kto wam pozwolił niech wam wybaczy,
nam smutek nad bólem i ciał strzępami wyrzekać każe,
naszych rodaków krwawą drogę do rąk waszych znaczy,
bólu i łez naszych nad nimi kłamstwo i cisza nie wymaże,
my przeklinamy waszych siepaczy.
Kto wam obiecał mordercy i dranie,
że zapomnimy i że tak zostanie, to zło ludobójstwa ukraińskiego,
nad Polakami, barbarzyńskie. Bezkarnie?
Osąd Pana wieków toczy wasze losy,
a zostaną wam pił zęby. Wasz świat przeokrutny w jęku sczeznie marnie.

kwiecień 2013

 

Wyznanie strzeliste

Proszę
pokaż mi coś piękniejszego
proszę
wyciągnij z futerału skrzypce polne
i nutami wykreuj uczucie zniewalające bardziej
proszę rzuć pędzlem wietrznym plamy barw ponętniejsze
ściskam w rękach kobzę z kryształu
gram hymn o szczęściu na górze najwyższej
miłuję i nie przerywaj mej radości
czyż jest podmuch  wiatru bardziej żwawy od mego w szczęściu szaleństwa
chwalę je ponad łańcuchy szczytów uniesionych
tam w jeziora oku tańczy panna
jak struny harfy drżąca nastrojem
a wpatruję się w jej piruety faliste
i oczy podziwiam błękitne niczym zahipnotyzowany
powiedziała tylko gestem i skinieniem rzęs
ja wiem
zrozumiałem że mnie wybrała
tak też wzrosłem w szczęściu ponad wszelkie horyzonty
stoję
siedzę
unoszę się w głębinach powietrznych
wychwalam pannę z wszystkich panien najpiękniejszą
wychwalam  ją dającą mi swe uczucie
wychwalam tancerkę płochą i zawstydzoną obnażeniem głosu swego serca
śpiewa teraz gdzieś na sosen szczytach
serce moje bije tak szybko jak schwytany w sidła zając
wychwalam jej głosu nuty
kreślę na niebie obrączki z mgły
czuję dotyk jej  palców wysmukłych
już w mojej duszy rzekłem com rzekł
miłuję, tak bardzo miłuję ciebie panno
Ojczyzno moja
i sam jestem kochany
cud to nad cuda
niech mówią że tylko sen wszystko snuje
skoro nim jest życie

19 maja 2013, w Dzień zesłania Ducha Świętego

 

Którzy oszukaliście, zdradziliście

którzy oszukaliście prawych, prostych ludzi,
Polska wam nie wybaczy, naród już się budzi,
którzy zdradziliście Polskę i Polaków,
niczym dla was tradycja, patriotyzm, ojczyzna,
pustka w waszych umysłach dla symboli i znaków,
które upamiętniają sens słowa ojcowizna,
wy sieroty z wyboru, bez państwa i honoru,
czeka was banicja, przegnanie z tej ziemi,
już sami nie wiecie kim judasze jesteście,
wiatr wolności was wszystkich z historii wymiecie.

3 czerwca 2013 

 

Pośród niesnasek – Bóg znak nam daje

Pośród niesnasek – Bóg znak nam daje,
Odwieczny Pan,
Papież na polskie przybył rozstaje,
Wiary i ran,
Tu drogi kręte od gwałtu swarów,
Z nich życia noc,
Ojciec Franciszek świętość rozdaje,
W Nim Światła moc,
On zmierza szlakiem z Polski Papieża,
Nie lęka się,
Ojczyznę wolną Polsce oddaje,
W proroczym śnie,
I Chrystusowi On drzwi otwiera,
A ziemia drży,
Papież Franciszek ją ucałuje,
Radujmy się,
Jan Paweł Drugi zaś przy nim kroczy,
To Jego kraj,
Dobrem zwycięża, zło nicość toczy,
Tak Boże daj!
Pokój przywróćcie w sercach Polacy,
Ten upragniony,
Bóg znak nam daje – Papież przybywa,
Niech biją dzwony!

9 czerwca 2013

 

Polskość jest zaszczytem dla mnie

 

…by odzyskać pamięć

śp. profesorowi Józefowi Szaniawskiemu

Jeszcze Polska nie umarła,
póki my żyjemy,
gdy mordują i w twarz plują,
czy się ostaniemy?
My bez elit i swych mędrców,
za życia grzebani,
nam się zbudzić szybko trzeba,
by odzyskać pamięć.
Jeszcze Polska nie zginęła,
przemoc odrzucimy,
z nami Bóg, Honor, Ojczyzna,
wrogów przegonimy.
Marsz Polsko do przodu w sercach Twego narodu,
Tobą my wzrastamy, sprzedać Cię nie damy.

 

Szok Azraelowy

Cała rodzina

Stara się ukryć przed małym chłopcem
Istnienie śmierci na tym świecie

Ptak na alei tylko zasnął

O

Moja cała rodzino
Dlaczego ja dorosły już wiem?

Ten szok wpisany jest w nas na zawsze

Chcę być małym chłopcem który tylko zasnął

10 lipca 2012

 

Dzwony

Wsłuchałem się tak niezwykle mocno
W duszy mojej tajemne uderzenia
Chwile zamyślenia i pochwały
Danej mi wolnej woli
Wiara ma w zachwycie nad Stwórcy łaską
Kołysze serca dzwonów kwiatów majowych
W porywie wiatru Ducha Prawdy i Sprawiedliwości
W uniżeniu przed Panem Przedwiecznym i Ożywicielem
Jakże być niespokojnym człowiekiem z Tobą
Kiedy dzwony wszechświata uderzają ogniście
Wskazując drogę prostą do Boga
A ścieżek krętych wiele dookoła
Także pułapek czułością i strachem na pokuszenie wiodących

Zastanawiam się nad sobą ja wędrujący rok po roku
Czasem dobry czasem zły
Czyniący według praw i od nich odchodzący
Miej nade mną czuwanie skrzydlaty Aniele motylu
Zaś orkiestra gra na Bożym poletku strząsając pyłki
win naszych powszednich i odpuszczonych
Dzwony wielkie i przeświatłe grzmią na potęgę
Biją biją biją
Oznajmując wszechczas Prawdy przeczystej
Ja zaś kark uginam i powstaję by trwać w wędrowaniu moim

3 maja 2012

 

Gdybym

Gdybym tylko miał
Motykę prawdziwą
I kompas gdybym miał
Na zenitu przestrzał
Bym ruszył przez gwiazdozbiory
Bym ruszył przez strachu zmory
Po Prawdę
A nie stał
Jak pomnik wykuty w skale
Ku wiecznej i martwej chwale
Z wapiennych odprysków
Kłamstwom co rozpanoszone
Głupotom co napuszone
Agresjom co wyzwolone
Zdradom co uprawnione
W mym Kraju
Bym dał po pysku

10 kwietnia 2012

 

Wrota

Wielki Post 2012

Klawisze uderzają jak westchnienie w struny życia
Wejdź w nasz świat natchniony
A jeżeli a jeżeli
Oddamy tobie wszystko
Marzenia spełnione pejzaże nastroje zamglone nutami
Otwierają się wrota
Anioły śpiewają na powitanie
Głośniej i głośniej
Nagle cisza
Tam świetlista Istota czeka
Ballada o życiu
Ballada o śmierci której nie ma
A wy nie wierzyliście mi
Ponad chmurami chwieją się wichrowe doliny
Spokojne i jasne
Kocham życie w wieczności i królestwie co nie z tego świata
Błękitem zniewala
Mnie szarego człowieka
Pieśń ma jak prośba i nadzieja
Podśpiewuję sobie dla radosnej chwili
Boże dziękuję za słuch bo mogę cieszyć się dźwiękami
Jakże odgadnąć tajemnicę Twego królestwa
W nutach z ziemi wydobytych
Tam gdzie me ciało
Przy mnie Istota skrzydlata z ręką na sercu
I nie jestem odrzucony
Nawet gdyby pamięć o mnie zaginęła
Kobzy niebieskie grają
Ku pokrzepieniu serca zaspanego
Jakże nie chwalić niebiańskiej muzyki
Gdy tylko ona budzi i ożywia
Lęk zabiera ode mnie
I wrota otwiera
A mówili żem sam

 

Sza

Wielki Post 2012

Czemu trzymasz mnie tak mocno dźwięku
Lecę ponad ziemią opleciony kluczem wiolinowym
A powoli drży majestat mojej duszy

Czemu trzymasz mnie tak mocno siło wiatru
Azali ja jestem ty azali ja jestem ty
I słyszę ciebie

Dedury i demole podskakują na pięcioliniach
Rozedrganych jak szaleństwo

Płynę na grzbiecie fali niczym pływak wprawny
Kocham ciemne wody i głębie przeczyste
Załamują się grzbiety wzburzenia niewolniczo zgięte
Grzmoty biją to głośniej to ciszej a przenikliwie
Oto uderza piorun ostatni

Oto ja samotny
Oto ja struchlały
Oto ja markotny
I ja obolały
Nie jestem jeszcze gotowy
A już szukają dla mnie alei
Kopią dla mnie grób ziemisty
Ukryłem się
Za goździkami jak krew czerwonymi
I pachnącymi
Ukryłem się za wieńcem
I szarfami białymi
Skrzypki ciszy brzmią jak zaklęte świerszcze

Sza

 

A serce me zasypia

Wielki Post 2012

Czy jestem tylko tchnieniem
Czy jestem też muzyki drganiem
To ja który wędruję drogą prostą przez zielone pola
Czuję zapach soków wiosennych
Lecę ponad oliwnym gajem
Smakuję pyłki kwiatów

Uderzają dzwony wśród błękitnego morza
Prowadzą zagubionego sługę do Pana
Nie boję się mych strachów i szeptów wężowych
Idę po wzburzonej toni i spokojnym bezkresie
Wkładam ufnie me dłonie w chmur kłęby

Miłość mnie prowadzi jak obłok czy ogień
Już wiem że dojdę gdyż jestem
Śniłem o Tobie w modlitwie
I krople krwi czerwonej rosiły moją wolność
A krzyż uginał się pod ciężarem Ofiary
Taki jest znak mego miejsca na ziemi
Która została w oddali

Do widzenia siostry i bracia
Wy tak daleko i tak blisko
Nie zapominajcie o mnie
Bo jakże mnie poznacie
Gdy wejdziecie w świat natchniony
Marzenia spełnione pejzaże zamglone nutami

Kiedy trzymasz mnie za rękę przyjacielu
A serce me zasypia
Nie ma nic droższego na tej ziemi
Nie wiesz nawet że stoisz przed sobą samym
Gdyż czas to ułuda

 

W oczy Twoje patrzę Panie

Składam dłonie na skrzyżowaniu dróg
Uderzam w bębny puste
Piszczałkom przeznaczam tchnienie
Potrząsam skarg grzechotkami
Smyczki za dolinami ciemnymi
Przeciągają jak konwoje serc zaspanych

Nagle jak szept szum skrzydeł
A słowa całkiem nie moje
I śpiew nie mój
Jesteś – drży krągła nuta
Jedna druga trzecia
I spada na ziemię
Jak puch śnieg manna ziarno
Jesteś ? mówią
Żyjesz

Kropla sączy się za kroplą
Nad domem moim
Raczy pastwiska zielone
Co wzrastają i pokornieją
Bo dzwon rozkołysał polną rosę
I wzywa mnie na rozmowę z Panem
I wychwalam Go
Już nie jestem jak pustynne ziarno piachu
Czy samotny plusk w oceanie
Czy wędrowiec zagubiony
Patrzę w oczy Pana nawet gdy niebo chmurne

Zaduma przychodzi do mnie i miłość stęskniona
gdy Go nie widzę kołyszę się jak dziecko porzucone
I szukam a Ty Panie pochylony nad szczytami gór i chleba okruchem
Czuwasz by miłość przenikała nawet groty odstępne i zagubione
I zmurszałe krzyże na skrzyżowaniach dróg

Wielkanoc 2012

 

a słowo stanie się czyste

Jezusie Chrystusie
Synu Boży
Synu Człowieczy
Nauczycielu dobry
I przewodniku Czysty po drogach prostych
Ty prawdziwie umęczony
Na Krzyżu śmierci Twojej i zbawienia naszego
I prawdziwie zmartwychwstały

Taka jest nasza wiara
Pokrzepienie serc naszych
I wskrzeszenie sensu naszego życia

Wybacz zatem tym
Którzy wczoraj dzisiaj i jutro
Szukali szukają i szukać będą
W Twej ofierze sensacji lichej
Zaś pisząc zapalczywie o Twym wstaniu z martwych
Dopatrywali się dopatrują się i dopatrywać się będą
W cudzie najwyższym ludzkich szalbierstw
Ku własnej żądzy posępnej na zdobycie popularności taniej
I rządu dusz oddanych pokrętnej sprawie

Bo zagubienie jest ich miarą
I drogi powikłane
Ty jesteś Miłosierny
I niewątpliwie im wybaczysz
Gdy tylko w ich piórach wyschnie atrament pychy
A słowo stanie się czyste

2012

 

Protokół cudu

Samochód uderzył
w słup latarni
a ona zgięła się
i zgasła
dokładnie o godzinie siedemnastej trzydzieści
zaś nam nie było dane zgasnąć.
Tłum wielki stanął w pobliżu dymiącej sterty złomu
patrząc z ciekawością ogromną.
Tylko mała dziewczynka podbiegła do nas
i na ocalałej szybie
rozpostarła różowy uśmiech.
Pobiegła dalej
przeskakując migocące drobiny szkła na sKrzyżowaniu ulic
zaś tornister kiwał się radośnie na jej plecach.

A ja wiem, że to były puchate skrzydła.

 

…do Anioła Stróża

Aniele Boży, Stróżu mój,
Ty zawsze…
ach, usiądź proszę, boś zmęczony,
tak myślę Duchu niestrudzony
zwykle, po ludzku – ciężka Twa dola
stać, wciąż pilnować, prowadzić, wołać,
a dusza moja, z nią ciało moje,
tak często nie chcą pomocy Twojej,
potem znękany sumienia testem
modlę się: stój przy mnie, Ty mówisz: Jestem
rano, wieczorem, we dnie i w nocy
masz ostry dyżur – ku mej pomocy,
odpocznij, zaśnij, skrzydła swe złóż,
dzisiaj ja jestem, Twój człowiek – stróż,
lecz proszę, w śnie swym przy mnie stój,
Aniele Boży, Stróżu mój

 

Obraz ukryty

Ojcze nasz
Który jesteś w niebie
A my na Ziemi spoglądamy ku Tobie
Stworzeni na podobieństwo Twoje
Frapuje nas owa tajemnica niezmiernie

– Bo jakże tak? – pytamy

Czy boską posturę nam przydałeś?
Czy Twój profil szlachetny?
Przenikliwość oczu błękitnych, które widzą wszystko?
A może potęgę ciała przeogromną?
I mądrość niezmierzoną?

– Boże, jakże tak? – pytamy
Gdy niemoc nas ogarnia
Szukając zafrasowani w nas Twego obrazu
I opuszczamy głowy zawstydzeni
Widząc niedoskonałość pytań naszych
Gdy czujemy w serc opoce
Skrzące się gwiazdy
Wiary, Nadziei i Miłości

A to właśnie Ty Panie
Przeto my, tu na Ziemi spoglądamy ku Tobie

 

Pieśń Miłosierdzia

Miłosierdzie Boże,
Potęga Pana,
z serca Krzyża płynie,
ludziom dawana.

Pragnie dusza ma niezwykłej mocy,
którą Bóg przeznaczył nam ku pomocy.

Miłosierdzie Boże,
w Nim życie moje,
światło mrok rozprasza,
już się nie boję.

Pragnie dusza ma niezwykłej mocy,
którą Bóg przeznaczył nam ku pomocy.

Miłosierdzie moje,
skarb niezmierzony,
Jezu ufam Tobie,
w Ciebie wpatrzony.

Pragnie dusza ma niezwykłej mocy,
którą Bóg przeznaczył nam ku pomocy.

 

Maszeruję, myślę, idę

11.11.11.

Rano, wieczorem, we dnie i w nocy,
gdy jasno, ciemno, słońce świeci i półmrok nastaje,
spaceruję dookoła Polski, maszeruję, myślę, idę,
na alei z wierzbami płaczącymi w Szopena muzyki zasłuchaniu,
spotykam moich rodaków,
od gór do morza, od wschodu do zachodu, od Gdańska po Kraków,
jedni idą w swym wędrowaniu w wybranym przeze mnie kierunku,
inni zmierzają w przeciwną stronę, mijamy się,
co nie świadczy o wzajemnym braku szacunku,
czy też nie sugeruje odmienności naszych poglądów politycznych,
nie jest także przyczyną i obrazem nie istniejącej wojny religijnej,
oto maszerujemy, myślimy, idziemy…,
ci, którzy poruszają się zgodnie z ruchem wskazówek zegara,
nie muszą być dobrzy, obowiązkowi i punktualni,
podobnie maszerujący,
niezgodnie z zasadą ruchu czasomierza, nie muszą być źli, ni idealni,
nie są skundloną watahą i nie są anormalni,
wszyscy jesteśmy w niepodległym nikomu i niczemu marszu tacy sami,
i rozum namawia i wszystko nam mówi, że warto rozmawiać. Trzeba!
Czas ucieka a my wszyscy zmierzamy w marszu tam gdzie wieczność czeka,
szczególnie, gdy zmrok zniewolenia na ziemi polskiej zapada i szczekają bojowe psy.

 

Terapia w czasach chaosu

Jeżeli tracisz wiarę
to zły sen,
wielu ludzi obudziło się,
lub nigdy się nie podniosło,
a ty,
jeżeli tracisz wiarę,
nie czekaj,
otwórz szeroko oczy,
okna domu ducha twego,
słuchaj także głosu z namiotu Słowa,
nadto,
wbiegnij w las,
szybko,
spójrz na mech wilgotny,
przeniknij sieć pajęczyn,
tam liście-rosy święconej konchy,
tam ptactwo skrzydlate,
to Osoba Pierwsza.
Wtul głowę w korę sosny najwyższej,
pojękującej na wietrze,
pomyśl: stoję pod Krzyżem Pańskim,
to Osoba Druga.
Wyznaj zagubienie,
powiedz: wybacz,
szepnij: żałuję.
Zawieje wiatr nad koronami drzew,
i przeniknie sieć myśli twoich,
wyprostuje ścieżki,
zrzuci szyszkę nasienną,
to Osoba Trzecia,
a wszędzie Bóg i pola wiary.
Nie czekaj

2011

 

Wyznanie niezłomne

Jeżeli usłyszysz że umarłem
nie uwierz
ja żyję
Jeżeli usłyszysz że leżę nieruchomy i niemy
nie uwierz
ja biegnę co tchu i krzyczę
Jeżeli usłyszysz że nic nie czuję
nie uwierz
jestem wniebowzięty lub zmartwiony
Jeżeli usłyszysz że zasypali mnie piachem
nie uwierz
ja stoję przy tobie
Jeżeli usłyszysz że człowiekiem byłem
nie uwierz
ja Jestem

 

Wiem

mój promyku nadziei
oparty o skraj niepewności
słuchaj w mglistym śnie latałem
jeżeli pragniesz dać mi dowód na duszy istnienie
to powiem tylko że nie potrzebuję znaków
w śnie mglistym
gdy Światło płonie

 

Oś świata

Wszystko płynie i przemija
Ja – Ty – On
My – Wy – Oni
To co żyje czas zabija
Pozostała wiara prosta
Że w wieczności Bóg się ostał
On nam odda Prawdę całą
Iż to życie sens swój miało

 

Pieśń oddania

 

motyle 10 kwietnia 2010

oni 96 ich istot ze skrzydłami jak motyle
mgła tak gęsta że aż ją ogarniał strach
z nimi wieki a minęła chwila
zrzucono zabito odleciały dusze polskie ponad piach
tam na ziemi obcej strzępy wspomnień rozsypane gęsto
tutaj Polska, mocna wiara, różaniec, tam matka i brat
gwiazdy z nieba spadają tak często
w nas pozostał ból a w nich już drugi świat
nikt nie odda tego co z ziemi zabrane
wróg pokrętny nie Bóg i niemiłosierny jest
a zobaczą nasze oczy zapłakane
jak powrócą na ostateczności kres
a to tylko jeszcze kwietnych pyłków chwile
które pod krzyżami męki trwają
szumi wiatr na polskich kwiatach osiadają motyle
nieśmiertelne do domu nadziei powracają.

 

Nic to

Ot, wdeptali w ziemię trawy źdźbło,
trzask okrutny bólu jak gałązki suchej szczęk złamania jeszcze słyszę,
wgnietli w nicość to co żyło i co w trwaniu szło,
życia puls zmienili w pustą śmierci ciszę,
dla nich Boga nie ma i nie widzą oni ziarna życia,
a dla Niego, który Jest, to co stworzył proste,
sieje, wieje w Duchu Świętym, obserwuje każdy kłos,
i mej duszy łzy, co padają jak jesienny deszcz na wiosnę…
…głos mój życia i nadziei zamienili w pustą ciszę,
dla nich Boga nie ma, który Jest,
wolność pychy w nich doprawdy szaleje bez granic.
– Nic to, dziecko moje – słyszę w duszy mojej głos,
życie twoje trwa, a w Ojca świata tchnieniu nic nie ginie na nic.

2010

 

Godzina opadłego liścia

 

Nie napiszę…

Nie napiszę teraz wiersza,
ani jednego słowa,
nie wypowiem,
mój dom jest zbyt szary,
łzy skrzywdzonych skrzą się jak piki,
w blasku księżyca,
głupota i pycha i kłamstwo i żądza władzy nieposkromionej skryły się nad koronami drzew,
skutych mrozem we mgle,
z ołowianego nieba spłynęła ławica ostrych jak igły jeża drobinek lodu,
i przebiła moje serce w locie.

Nie napiszę wiersza
o
Polsce.

Jeszcze nie teraz.

 

pogarda

Draniu ty, ja gardzę tobą,
dobrze wiem, że nikim jesteś,
pustka grobu twoją drogą,
i narodu twego bezcel,
zgrzyt zwiastuje, że nadchodzisz,
tworzysz waśnie i pogromy,
w nieskończoność nic ty płodzisz,
choć w miłości bijesz tony,
spokój niknie gdzie przychodzisz,
ty pasożyt wygłodzony,
choć nie jesteś ty osobą…,
draniu ty ja gardzę tobą,
jadu twego koszmarnego,
zła fermentu słyszę plusk,
a nie jesteś ty człowiekiem,
tyś po prostu…
i nie pierwszym ty, ostatnim?
pogubienia wodzirejem,
koniec ja dziś wieszczę twój,
draniu ty ja gardzę tobą,
choć nie jesteś ty osobą…

Ty bestyji sługus jesteś…

 

Ziarnko gorczycy

Nie wierzę, że Jezus Chrystus przybywszy na Ziemię w wieku dwudziestym pierwszym jako Droga, Prawda i Życie, nauczałby ludzi zagubionych i postępujących zgodnie z Pismem, w systemie nagłośnienia kwadrofonicznego, zza szyb mercedesa w kolorze grafitowym, z klimatyzacją, automatyczną skrzynią biegów, GPS- em i ochronnymi poduszkami. Nie wierzę, że nad Jeziorem Galilejskim odmówiwszy dziękczynienie, nie chleb, ale dolary, funty i euro rozmnożyłby dla licznych tłumów zdumienia i wielkiej pazerności. Nie wierzę, że Nauczyciel na pytanie bankiera: co ma robić aby osiągnąć życie wieczne, odpowiedziałby: pilnuj swego, nasyłaj bezwzględnych komorników na dłużników swych i nie dawaj jałmużny ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Nie wierzę, że Syn Człowieczy podałby spragnionemu pustą puszkę po coca – coli . Nie wierzę, że Syn Boży podałby głodnemu pusty karton po hamburgerze. Nie wierzę, iż Pan nasz przybywszy na Ziemię w dwudziestym pierwszym stuleciu poddałby ciało swoje z ran śladami po biczowaniu i mękach odkupienia rodzaju ludzkiego zabiegom chirurga plastycznego. Nie wierzę, że Jezus Chrystus wymieniłby Krzyż swego cierpienia na ekskluzywne łóżko wodne. Bo Królestwo Jego nie jest z tego świata. A ci co na naszym świecie tak czynią i nawołują fałszywie w Jego imieniu lub łżą żarliwie nie są od Niego.

 

Wyznanie człowieka, który biega leśnymi traktami

Zdarzyło się to w jednej z krain snu i wyobraźni, danych człowiekowi przez Stwórcę jego, aby mógł bez wielkiego trudu przenieść się w odległe rejony marzeń i trudnych do wykonania w szarej rzeczywistości lotów w świat kontemplacji.
Na początku wyzwolenia ciała było słowo wydobyte z książki Miquela de Cervantesa Saevedra-„Don Kichot”. A napisał autor tak: ” Błogosławiony, który sen wynalazł, ten płaszcz, który okrywa wszystkie myśli ludzkie, pożywienie, które uśmierza głód, wodę, która gasi pragnienie, ogień, który w zimnie zagrzewa, chłód, który łagodzi upał i na dostatek pieniądz obiegowy, za który wszystko kupić można, wagę i ciężarki, które równoważą pasterza i króla, prostaka i mędrca”.
I zasnął człowiek snem głębokim. Zapadł się w przestrzeń płaszcza, który Błogosławiony wynalazł dla dobra każdej istoty ludzkiej. I kobiety. I mężczyzny. I dziecka.
I okrył wszystkie myśli człowieka strapionego znojem dnia każdego naszego powszedniego…
Następnego dnia, rankiem, człowiek zrobił to do czego przywykł. Wbiegł na szlaki prowadzące dróżkami pobliskiego, starego lasu. A wszystko to co się w nim działo, prowadziło go do wyzwolenia ze zniewolenia jego duszy, czy jak wolisz – wnętrza astralnego jego, aby uzyskał stan najgłębszej autorefleksji i aby ujrzał swą spójność wielką ze wszystkim co go otacza.
Człowiek wiedział, że jeżeli utraci wiarę, to zły sen go pochłonie, a wielu ludzi nigdy nie podniosło się po takim ciosie. A on, jeżeli tracił wiarę, także w ludzi i w siebie samego, otwierał oczy szeroko i okna rozwierał na oścież albo wbiegał w las. Szybko. Najszybciej jak mógł.
Spoglądał człowiek na mech wilgotny, przenikał człowiek sieć pajęczyn, tam gdzie liście jeszcze – święconej rosy konchy i tam ptactwo skrzydlate. To Osoba Pierwsza.
Wtulał człowiek głowę w pachnącą wiecznością korę sosny najwyższej, pojękującej na wietrze i myślał natchniony: stoję pod Krzyżem Pańskim. To osoba Druga.
Mówił człowiek z wnętrza swojego całego: wybacz. Mówił człowiek zatroskany uczynkami swoimi przerażony, który je odrzucił: żałuję.
Gdy zawiał wiatr nad drzew koronami, naonczas przeniknął myśli człowieka, wyprostował jego ścieżki, a i zrzucił szyszkę nasienną. To Osoba Trzecia.
A między tymi Osobami w Jednej Personie – przeogromne pola wiary. Także we wszystkich ludzi, a w tym i jego samego.
Takie to moje wyznanie, człowieka, który biega leśnymi traktami.
Ja jestem jak każdy z was: pasterz i król. Prostak i mędrzec. Zawsze w drodze jestem ja. I wy.

Niech nadejdzie wiosna nasza

Chrząszcz brzmi w trzcinie w tej krainie. Z powyłamywanymi nogami stół. Czas, jak zaszczuta rzeka płynie. Zębów szkliwie szczerzy wół. Szczeniak i szczerbaty starzec złorzeczy. Szczerze mówiąc – rzeczywistość skrzeczy. Teraz. Ponownie. Od kilku lat.
Padał bardzo gęsty śnieg. Wiał wiatr i biały dywan okrywał grubą warstwą ślady wydeptane przez wędrowców zmierzających z róznych stron kraju. To idących w ciszy i skupieniu. To znowu rozkrzyczanych, wygrażających pięściami i unoszących ponad głowami transparenty i słomiane, płonące kukły uosabiające ich dręczycieli i katów. Judaszów. Oto obraz pragnienia Wolności i odrzucanego przez nie zniewolenia.
W głębi zimowego lasu gasły w mrozie nienawistne słowa, pobrzękiwania judaszowych srebrników, obietnice bez pokrycia i skargi oszukanych.
Puszysty całun z szeptem do szpiku szeleszczącym okrywał wirujące w zależności od pogody poprawne drogowskazy i tylko wiedziona instynktem zwierzyna co rusz przebiegała sobie tylko znanymi, prostymi, choć zakrytymi dla oczu ścieżkami wiodącymi do celu.
Brudy i odpady pozostawione na polanach przez niefrasobliwych letnich ludzi, powtarzających z uporem, że jakoś to będzie, znikały ukryte w białych zaspach.
Łzy skrzywdzonych skrzyły się jak piki w blasku księżyca, a pot z wysiłku ponad miarę zastygł w chropowatych, lodowych kałużach.
Już przeleciały, furkocząc na mroźnym podmuchu, strzępy plakatów i haseł, o których zapomniał nawet ich autor. Ten spoglądający dookoła ze szczytu upragnionej góry i ten drepczący w miejscu, bo zabrakło dla niego nawet niewielkiego pagórka.
Głupota i pycha skryły się nad koronami drzew skutych mrozem, lecz i na nie przyszła pora, gdy spływająca z ołowianego nieba, z szeptem do szpiku szeleszczącym, ławica ostrych jak igły jeża drobinek lodu przebiła je na wskroś i opadły jak powłoki olbrzymich pęcherzy na samo dno wąwozu. Po chwili nie było po nich śladu. Tylko jeszcze przez chwilę, co jak wieczność trwała, kulki lodu szeptem do szpiku szeleszczącym drwiąco szczebiotały jak biesów pełne kiesy, ale zniknęły, gdyż zwątpiły w wszechmoc Mamony.
Powiew ciepłego wiatru przyniósł radość nieokiełznanej nadziei na wielkie zmiany. Wolność ! Normalność! Solidarność!
Niech nadejdzie wiosna nasza.

Lech Galicki, ur. 29 I 1955 w Szczecinie. Dziennikarz, prozaik, poeta. Pseud.: (gal), Krzysztof Berg, Marcin Wodnicki.
Syn Władysława i Stanisławy z domu Przybeckiej. Ukończył studia ekonomiczne na Politechnice Szczecińskiej; studiował również język niemiecki w Goethe Institut w Berlinie. Odbył roczną aplikację dziennikarską w tygodniku „Morze i Ziemia”. Pracował jako dziennikarz w rozmaitych periodykach. Był zastępcą redaktora naczelnego dwutygodnika „Kościół nad Odrą i Bałtykiem”. Od 1995 współpracuje z PR Szczecin, dla którego przygotowuje reportaże, audycje autorskie, słuchowisko („Grona Grudnia” w ramach „Szczecińskiej Trylogii Grudnia.”) oraz cykliczne felietony. Podróżował do Anglii, Dani, RFN, Belgii; w latach 1988 – 1993 przebywał w Berlinie Zachodnim. Od 1996 prowadzi warsztaty dziennikarskie dla młodzieży polskiej, białoruskiej i ukraińskiej w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Związku Zawodowego Dziennikarzy. W 1994 otrzymał nagrodę specjalną SDP za różnorodną twórczość dziennikarską i literacką. Wyróżniany wielokrotnie przez polskie bractwa i grupy poetyckie.
Jako dziennikarz debiutował w 1971 roku w tygodniku „ Na przełaj”. Debiut literacki: Drzewo – Stan ( 1993).
Opublikował następujące książki poetyckie: Drzewo-Stan .Szczecin: Szczecińskie Wydawnictwo Archidiecezjalne „ Ottonianum”, 1993; Ktoś Inny.Tamże,1995; Efekt motyla. Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 1999. Cisza .Szczecin: Wyd. Promocyjne”Albatros”, 2003, KrzykOkrzyk, Szczecin: Wyd.”PoNaD”, 2004. Lamentacje za jeden uśmiech. Szczecin: Wyd. „PoNaD”, 2005. Tentato. Zapamiętnik znaleziony w chaosie. Szczecin: Wyd.”Ponad”, 2007. Lawa rozmowy o Polsce.Współautor. Kraków: Solidarni 2010, Arcana, 2012. Proza, reportaże, felietony: Trzask czasu, Czarnków: Interak, 1994; Na oka dnie.(wspólnie z Agatą Foltyn) Szczecin: Wydawnictwo Promocyjne”Albatros”), 1997, Jozajtis, Szczecin, Wyd. „ PoNaD”, 1999, Sennik Lunatyka, Szczecin: Wyd.Promocyjne „ Albatros”,2000, Dum – Dum. Szczecin: Wyd.”Ponad”, 2000, Dum –Dum 2. Tamże,2001, Punkt G., Tamże, 2002, Dziękuję za rozmowę. Zszywka czasu. Tamże, 2003.

Charakterystyczne dla ”metafizycznych” tomów poezji Galickiego jest połaczenie wierszy oraz fotografii Marka Pozniaka (w najważniejszym tomie Ktoś Inny są to zdjęcia kostiumów teatralnych Piera Georgia Furlana), stanowiących tyleż dopełniającą się całość, co dwa zupełnie autonomiczne zjawiska artystyczne, jednocześnie próbujące być świadectwem poszukiwania i zatrzymywania przez sztukę prześwitów Wieczności. Marzenia mają moc przełamania własnego zranienia, ocalenia świadomości boleśnie naznaczonej czasem, przemijaniem, śmiercią. Prowadzą do odnajdywania w sobie śladów nieistniejącego już raju i harmonii. Charakterystyczna jest przekładalność zapisu słownego na muzyczny i plastyczny. Reportaże i felietony Galickiego dotyczą zawsze najbliższej rzeczywistości: ułamki rozmów i spotkań w tramwaju, migawki spostrzeżeń, codzienność w jej często przytłaczającym wymiarze. Zapiski zaskakują trafną, skrótową diagnozą sytuacji życiowej bohaterów. Galicki balansuje pomiędzy oczywistością a niezwykłością zjawiska, powszedniością sytuacji, a często poetyckim językiem jej przedstawienia. Oderwanie opisywanych zdarzeń od pierwotnego kontekstu publikacji („Kościół nad Odrą i Bałtykiem”, PR Szczecin) czyni z minireportaży swoistą metaforę, usiłującą odnaleźć w ułamkach codzienności porządkujący je sens. Podobnie dzieje się w felietonach z założenia interwencyjnych (Dum – Dum, Dum – Dum 2): autor poszukuje uogólnienia, czy też analogii pomiędzy tym co jednostkowe a tym, co ogólne, wywiedzione z wiersza, anegdoty, symbolu, przeszłości. Galicki buduje świat swoich mikroopowiadań również z ułamków przeszłości (np. historia Sydonii von Borck w Jozajtisie), a także z doświadczeń autobiograficznych (pamięta dzień swoich urodzin, przeżył doświadczenie wyjścia poza ciało, oraz grożną katastrofę).

Piotr Urbański

Powyższy artykuł biograficzny pochodzi z Literatury na Pomorzu Zachodnim do końca XX wieku, Przewodnik encyklopedyczny.Szczecin: Wydawnictwo ”Kurier – Press”, 2003. Autor noty biograficznej: Piotr Lech Urbański dr hab. Od 1.10.2012 prof. nadzw. w Instytucie Filologii Klasycznej UAM. Poprzednio prof. nadzw. Uniwersytetu Szczecińskiego, dyrektor Instytutu Polonistyki i Kulturoznawstwa (2002-2008), Dokonano aktualizacji w spisie książek napisanych po opublikowaniu notatki biograficznej Lecha Galickiego i wydanych.
Recenzja książki Lecha Galickiego Dziękuję za rozmowę. Zszywka czasu. Wydawnictwo „PoNaD”. Szczecin 2003 autorstwa (E.S) opublikowana w dwumiesięczniku literackim TOPOS (1-2 (74 75) 2004 Rok XII)
„Dziękuję za rozmowę to zbiór wywiadów, artykułów prasowych, które szczeciński dziennikarz, ale także poeta i prozaik, drukował w prasie w ostatniej dekadzie. Mimo swej różnorodności, bo obok rozmowy z modelkami znajdziemy np. wywiad z Lechem Wałęsą, z chaotycznego doświadczenia przełomu wieków wyłania się obraz współczesności targanej przez sprzeczne dążenia, poszukującej jednak własnych form osobowości. Legendarne UFO, radiestezja, bioenergoterapia, spirytualizm – zjawiska, które Galicki nie obawia się opisywać, niekiedy wbrew opinii publicznej i środowisk naukowych. Prawie każdy czytelnik znajdzie w tej książce coś dla siebie – wywiady z wybitnymi artystami sąsiadują z wypowiedziami osób duchowych, opinie polityków obok opowieści o zwykłych ludzkich losach. Galicki, mimo iż w znacznej mierze osadzony jest w lokalnym środowisku Pomorza Zachodniego, dąży do ujmowania w swoich tekstach problematyki uniwersalnej i reprezentuje zupełnie inny, niż obecnie rozpowszechniony, typ dziennikarstwa. Liczy się u niego nie pogoń za sensacją, a unieruchomienie strumienia czasu przy pomocy druku. Pisze na zasadzie stop – klatek tworząc skomplikowany, niekiedy wręcz wymykający się spod kontroli obraz naszych czasów”. (E.S.)

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Lech Galicki: „Pieśń strzelista” i inne wiersze

  1. Izabella Stumpf pisze:

    Niezwykłość poezji Lecha Galickiego polega na PRAWDZIE…..ukazanej w strofach…nie wymuszonej…a tak ..docierającej ….do najbardziej ukrytych komórek..poprostu czyję go…ta poezja otacza mnie całą…jest we mnie..jest PRAWDĄ..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.