Młyn i krzyż

 

ANGELUS

Produkcja: 2000

Reżyseria: Lech Majewski. Scenariusz: Lech Majewski, Bronisław Maj, Ireneusz Siwiński

Muzyka : Józef Skrzek, Lech Majewski
Scenografia : Lech Majewski, Katarzyna Sobańska
Opracowanie muzyczne: Lech Majewski
Reżyser II: Marek T. Nowakowski, Dorota Lis, Gerwazy Reguła, Katarzyna Romanis, Marta Plucińska
Zdjęcia: Adam Sikora
Operator kamery: Rafał Paradowski

 

 

 

Wprowadzenie do filmu

Punktem wyjścia dla fikcyjnej historii, opowiadanej przez film, jest historia prawdziwa: dzieje zdumiewającego i niezwykłego, w skali światowej, fenomenu, jakim była janowska gmina okultystyczna, działająca na Śląsku w latach 30. i w dwóch pierwszych dekadach powojennych.

Fenomen ten – świadomie w PRL fałszowany – zaistniał w powszechnej świadomości jedynie dzięki jednemu swemu aspektowi: dzięki malarstwu członków gminy, które w kilku przypadkach (Teofil Ociepka, Erwin Sówka) osiągnęło – w kategorii malarstwa naiwnego – światowy sukces. Twórczość owa przesłoniła to, co było jej przyczyną i źródłem: hermetyczne nauki i praktyki alchemiczne oraz teozofię janowskich okultystów. Historia, którą opowiada film wydaje się tak fantastyczna i nieprawdopodobna, że niezbędne jest tu przypomnienie faktów, które ją zainspirowały.

W latach 20. okręg janowski, jak niemal cały Śląsk był szczególną enklawą kulturową. Rodzimi mieszkańcy, odcięci zarówno od polskiego pnia, jak i od niemieckiej elity, tworzyli odrębną, zamkniętą formację kulturową, w której przechowały się tradycje, obyczaje i rytuały; wszechobecna była magia, powszechna – wiara w realne istnienie najrozmaitszych „stworków”. To, a także – niezwykle intensywne w Polsce międzywojennej – zainteresowanie parapsychologią i naukami hermetycznymi spowodowało, iż Janów stał się ważnym ośrodkiem okultystycznym. A to za sprawą elektryka z kopalni „Keiser” – Teofila Ociepki. Jako żołnierz niemiecki, w czasie I wojny światowej zetknął się on z popularną wiedzą ezoteryczną. Lektura traktatów okultystycznych pociągnęła za sobą kontakty górnika z Janowa z niemiecką Lożą Różokrzyżowców, której Mistrz, Filip Hohman z Wirtembergii dokonał okultystycznego „wtajemniczenia” Ociepki. Ociepka uzyskał status mistrza tajemnych nauk: mógł samodzielnie nauczać i „głosić Prawdę”. Powstaje wokół niego silna gmina okultystyczna w Janowie.

Ociepka i jego uczniowie – prości, niewykształceni górnicy – poszukują „kamienia filozoficznego”, dążą do duchowej doskonałości, która pozwoli im przeniknąć Zasadę i Sens świata i Boga, dotrzeć do tajemnicy Bytu. W ich działaniach nakładają się na siebie elementy okultyzmu, alchemii i teozofii z archaicznymi, magicznymi wierzeniami śląskimi, co daje fantastyczną, urzekającą bogactwem wyobraźni całość.

Na znak Hohmana, Ociepka – dotąd nie mający żadnych związków ze sztuką – zaczyna malować. W ten sposób „naucza”: tworzy moralizatorskie wizje, których tematyka i kształt plastyczny wypływają wprost z ezoterycznych traktatów i śląskiego świata magicznego.

Po wojnie rozpoczyna się nowy i niemal nieprawdopodobny etap działania janowskiej gminy. W czasach stalinowskich grupa na nowo skupia się wokół Ociepki, a on sam reaktywuje się jako członek Loży Różokrzyżowców, przeniesionej do Kalifornii, skąd nadal napływa do Janowa okultystyczna literatura. W państwie stalinowskim niemożliwe jest otwarte uprawianie teozofii czy nauk hermetycznych, w dodatku – przez górników, „awangardę klasy robotniczej”. Swoistym „kamuflażem”, a jednocześnie jedyną drogą szerzenia okultystycznych prawd – staje się malarstwo. Prości górnicy, a jednocześnie: alchemicy i okultyści, usiłując jakoś pomieścić się w rygorach totalitarnego państwa – zakładają w Kopalnianym Domu Kultury… Koło Malarzy Nieprofesjonalnych, co spotyka się z poparciem, niczego nie podejrzewających, władz, właśnie lansujących „robotniczy folklor i sztukę proletariacką”. „Proletariaccy artyści” z kopalni „Wieczorek” byli wyznawcami światopoglądu Różokrzyżowców. Wierzyli w istnienie świata astralnego i szczególne znaczenie Saturna, mającego bezpośredni wpływ na życie na Ziemi: bowiem to na Saturnie – jak mówią ezoteryczne traktaty – przebywają astralne ciała, dusze i istoty, a także – demony, uosabiające ludzkie dążenia i żądze. Właśnie swoiste saturnalne bestiarium staje się tematem obrazów Ociepki i jego uczniów. Przedstawiając kosmiczne bestie – malarze z Janowa nauczali, ostrzegali ludzi zagubionych w materialistycznej cywilizacji, przekazywali znaki „prawdziwej wiedzy” o tajemnicach Bytu i Boga. Ich obrazy miały wyraźny cel poznawczy i moralizatorski, a także – religijny (poza wszelkimi istniejącymi systemami).

Gdy wreszcie istota i sens „proletariackiej sztuki” malarzy z Janowa zaczęły docierać do świadomości władz – usilnie próbowały one neutralizować to „ideologiczne zagrożenie” dla materializmu i marksizmu. Przedstawiano twórczość Ociepki i innych jako czysty folklor, naiwną fantastykę, a samych twórców jako prymitywnych prostaczków lub „fantazjujących” prawomyślnych robotników. Paradoksalnie na ten czas przypada światowa sława Ociepki jako malarza (głośne wystawy w Europie i na świecie, portrety Gandhiego i de Gaulle’a itd.), a potem – podobny los Sówki. Wspólne działanie gminy janowskiej ustaje w momencie ożenku Ociepki (Różokrzyżowcy wierzyli, iż ostateczne wtajemniczenie może osiągnąć jedynie mężczyzna niewinny seksualnie – powodowało to wiele dramatycznych, a niekiedy komicznych powikłań w ich życiu…) Uczniowie jednak malowali i nauczali nadal – niektórzy aż do dziś! Zaś sam Ociepka jest przez polskich okultystów nadal uważany za Mistrza (znamienne są dzieje jego obrazów, w tajemniczych okolicznościach „ginących” z muzeum i galerii oraz albumów, „na pniu” wykupywanych przez adeptów alchemii i okultyzmu).

Zdumiewający „fenomen janowski” pozwala się wyrazić jedynie poprzez cały szereg paradoksów i – niezwykle płodnych obrazowo, filmowo – kontrastów. Niezwykły jest kontrast między społecznym i kulturowym statusem i zwykłym życiem prostych górników, a ich głębokim wtajemniczeniem w nauki hermetyczne, upartym poszukiwaniem metafizycznego Sensu życia, dążeniem – poprzez magiczne praktyki i ćwiczenia – do duchowej doskonałości. Fascynujący jest kontrast obrazowy między realnym światem Śląska, kopalni a olśniewającymi, fantastycznie kolorowymi wizjami janowskich malarzy-teozofów. W planie historycznym jawi się to jako skrajna opozycja jednowymiarowego, jednobarwnego i nudnego świata realnego socjalizmu i fantastycznego świata wyobraźni i ducha. I wreszcie – metafizyka, duchowość, wyzwolenie, były świadomym protestem przeciw unifikacji, technicyzacji i materializmowi, jako jedynej prawdzie o świecie, a także przeciwko pracy, przekształcającej człowieka w bezduszny automat i przeciw warunkom życia.

Krąg janowski to olśniewająca kolorami metafizyczna oaza na czarnej stalinowskiej pustyni, to urzekająca duchowa przygoda. Z tej historii, z jej paradoksów i kontrastów czerpie nasz film. Film opowiada historię całkowicie fikcyjną, ale mocno zakorzenioną w faktach. Wszystkie postacie – ich losy, charaktery, poglądy i dążenia; wszystkie zdarzenia i sytuacje, a także aura duchowa i emocjonalna filmu – są konsekwentnie wywiedzione z autentycznej rzeczywistości. Są jakby dopowiedzeniem, domyśleniem do końca istniejących realnie możliwości, poprowadzeniem ich dalej.

Czas i miejsce akcji filmu są konkretne i wyraźnie określone: Śląsk (Katowice, Janów, Nikiszowiec); wczesne lata 50. (i dwie sceny retrospektywne: rok 1939) zachowany zostaje pełny realizm: krajobrazów, wnętrz, całego świata przedstawionego, a także: sytuacji i postaci (język, stroje itd.)

Film ma mocno zarysowaną oś konstrukcyjną: jest nią przygotowanie do ofiary i droga na miejsce jej spełnienia (dziejące się w czasie współczesnym filmu). Od tej osi narracyjnej wychodzą sekwencje retrospektywne.

Poetyka „Angelusa” – filmowy „realizm magiczny” – wyprodukowany jest wprost z istoty janowskiego fenomenu. Jej podstawową zasadą jest stopienie w organiczną, integralną całość – dwóch rzeczywistości: realnej (konkretnej i historycznej: Śląsk roku 1953, codzienne życie górników) i poetyckiej (fantastycznej, magicznej, wizyjnej). Te poetyckie wizje, postrzegane tylko przez Wtajemniczonych, istnieją realnie, bez żadnej umowności, w konkretnych miejscach i czasie, na takich samych prawach jak np. kopalnia, hałdy czy wózki z węglem. I tak np.: Anioł daje znak z hałdy, Zwiastun wchodzi do piwiarni, a Głos rozlega się z dworcowych megafonów; Anioł, Zwiastun i Głos – realne, ale widziane i słyszane tylko przez wybranych.

W warstwie obrazowej zasadą jest jednocześnie: maksymalne skontrastowanie elementów realnej i poetyckiej rzeczywistości, i zarazem ich organiczne połączenie w jednorodny związek. Wewnątrz tej poetyki w „Angelusie” mieści się całe bogactwo tonacji emocjonalnych i stylistycznych, gwarantuje je opowiadana historia. Od realizmu po magiczny surrealizm; od komizmu (pilnowanie Rudolfa przed utratą dziewictwa, podchody pod komitet) po tragizm i patos (sceny ostatnie); od suspensu („fałszywy trop”) po sceny symboliczne.

Przesłanie i sens filmu są oczywiste: to obrona poetyckiej, metafizycznej wrażliwości i wyobraźni, postawy poszukiwania Tajemnicy i Sensu; a historycznie: to realna obrona człowieka przed niszczącym jego duchowość materializmem, technicyzmem, totalitaryzmem. Historia bohaterów „Angelusa” zwraca uwagę na inną głębszą rzeczywistość, wyzwala myśl i wyobraźnię widza z kolein i rutyny codzienności.

Ofiara, którą dla ocalenia Ziemi chcą złożyć Teofil i jego uczniowie, jest przestrogą: przyniesie ocalenie od zagłady kosmicznej, z Saturna, ale w gruncie rzeczy – od zagłady ziemskiej, sprowokowanej przez ludzi, sprzeniewierzających się boskim i naturalnym prawom, sprowokowanej przez bezduszną cywilizację.

http://www.lechmajewski.art.pl/filmy.php?id=12

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Recenzje, Sylwetki, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Młyn i krzyż

  1. LechGalicki pisze:

    To wspaniały film. Staram się uciec do banalnych stwierdzeń. Niezwykły to obraz filmowy pokazujący powstawanie obrazu na sztalugach malarskich. Obraz ożywiony. Zadanie wydawałoby się karkołomne. Nie dla Lecha Majewskiego. Świat i zdarzenia, które pokazuje są fascynujące. Ten film trzeba oglądać w wielkim skupieniu. Reszta jest wyobraznią.

  2. emka pisze:

    Rozmowa z Lechem Majewskim

    Czy „Młyn i Krzyż” był przełomem w Pańskiej karierze?

    Lech Majewski : Ależ skąd! Każdy film jest dla mnie jakimś przełomem.

    Z pewnością był nim również zrealizowany w Hollywood „Basquiat” z iście gwiazdorską obsadą, którego był Pan pomysłodawcą. Jak to możliwe, że reżyser z Polski staje się współautorem filmu w którym grają największe gwiazdy światowego kina?

    To całkowicie naturalne. Po prostu robię swoje rzeczy, a świat się temu przygląda. Od dawna czułem, że takie historie mnie fascynują, a ludzie podchwytują temat. Później stają się partnerami w realizacji tego pomysłu.

    A dlaczego akurat Basquiat?

    Bo zaraził mnie swoją dziką energią artystyczną. Jak zapewne Pan zauważył, mam ambiwalentny stosunek do sztuki współczesnej i niewielu twórców z tego gatunku cenię. Jego akurat cenię za brutalną siłę i maksymalizm. To niesamowite, jak znalazł swój styl i zaczął intensywnie działać. Umarł bardzo młodo, więc wpisuje się w mit młodego talentu, który znika równie szybko, jak się pojawia. Jak Jim Morrison, Jimi Hendrix…

    Wojaczek…

    Tak, Wojaczek zawsze mnie fascynował i od lat chciałem zrobić o nim film. To wszystko nałożyło się na postać Basquiata. No i wzbudziło zainteresowanie wielkich gwiazd…
    Nie tylko przy okazji tego filmu miał Pan okazję z nimi współpracować.
    Debiutował u mnie Julian Schnabel, który zrobił bardzo dobry film „Motyl i skafander”. Pierwszą dużą rolę w moim filmie „Ewangelia według Harry’ego” zagrał Viggo Mortensen, jeszcze zanim stał się Aragornem. Muzykę do mojego filmu „Więzień Rio” napisał Hans Zimmer, który dziś jest prawdziwą fabryką muzyki w produkcjach hollywoodzkich.[…]

    „Wojaczek” to jednak nie jedyny Pański film, którego akcja rozgrywa się na terenie Śląska. Mam na myśli „Angelusa”. W tym regionie chyba rzeczywiście jest coś niezwykłego, prawda?

    Tak, z całą pewnością. Urodziłem się w Katowicach i umiem mówić po śląsku. Śląsk mam we krwi. W tym momencie przypomina mi się pewna scena. Otóż byłem zaproszony na urodziny Teatru Witkacego i jego dyrektor – Andrzej Dziuk jako prezent urodzinowy dla swojego teatru pokazał „Angelusa”. Był tam pewien Góral-listonosz, który powiedział: „Zeby ktoś taki film zrobił o Góralach, a nie tylko ta cepelia i cepelia…” (śmiech). I rzeczywiście, Górale i Ślązacy odróżniają się od mieszkańców innych regionów Polski. To zupełnie odrębne zwyczaje, język, architektura, a nawet mentalność… Dla mnie „Angelus” był powrotem do dzieciństwa.[…]
    Większe fragmenty wywiadu na wNas.pl. Cały wywiad z Lechem Majewskim ukaże się niebawem w tygodniku „wSieci”

    Lech Majewski jest jednym z najbardziej wszechstronnych, ale i najbardziej zagadkowych polskich reżyserów. Jako nieliczny z rodzimych twórców zrobił karierę na świecie mimo, że nigdy nie kręcił filmów komercyjnych. Lech Majewski pracuje jako artysta już od lat 70. kręcąc swoje filmy w kraju i za granicą. Reżyseruje filmy i sztuki teatralne, pisze scenariusze, powieści i poezje, produkuje i maluje. Tytuły zebrane w zestawie „Lech Majewski. Kolekcja” to najpełniejszy przegląd filmowej twórczości artysty jaki kiedykolwiek ukazał się w naszym kraju.Pakiet DVD wydany przez Galapagos zawiera 11 filmów: Lot świerkowej gęsi, Szklane usta, Angelus, Wojaczek, Więzień Rio, Rycerz, Ogród rozkoszy ziemskich, Ewangelia wg Harry’ego, Pokój saren, DiVinities oraz Młyn i krzyż.

    PREMIERA kolekcji 11 filmów Lecha Majewskiego na DVD

    Więcej: http://wnas.pl/artykuly/3407-dzis-premiera-kolekcji-filmow-lecha-majewskiego-nasz-wywiad-z-wybitnym-rezyserem

  3. emka pisze:

    Dodałam film na YT.

    […] Malarstwo jest nieodłącznym elementem Pańskich filmów. Stara się Pan je przemycać…

    Lech Majewski: Nie, nie staram się i nie przemycam. Ja po prostu tworzę je na ekranie. Synteza filmowa pomaga mi najlepiej wyrazić to, co we mnie tkwi. Robię filmy, aby w malarstwie wrócić do korzeni, czyli do malarstwa starej szkoły, malarstwa, które dawało możliwość wnikania w obrazy, czytania obrazów, studiowania ich i mieszkania w nich. Musimy pamiętać, że XX-wieczna sztuka wyrzuciła z malarstwa postać ludzką. Współczesne sztuki wizualne porąbały ją na kawałki; zmiażdżyły ją i zabstrakcjonizowały. Myślę, że bezpośrednim wynikiem takiego podejścia był Auschwitz. Po raz kolejny wracamy do rozważania Wilde’a: co było pierwsze – sztuka czy natura? Tymczasem postać ludzka pozostała nietknięta w kinie – dlatego kino traktuję jako arkę, w której człowiek został ocalony. Zrozumiałem to wpatrzony w obrazy takich mistrzów jak Bellini czy Giorgione. Owszem, robi na mnie wrażenie Warhol, ale nie ma w nim głębi, jest tylko konstatacja pewnej uproszczonej, masowej multiplikacji i plakatowości. Natomiast w starym malarstwie mieszka człowiek. Właśnie z tego powodu powstał „Młyn i Krzyż”. […] Cały wywiad pod linkiem:

    http://wnas.pl/artykuly/3487-lech-majewski-dla-wsieci-i-wnaspl-latwiej-zrobic-film-o-kanibalu-niz-matce-teresie

  4. emka pisze:

    Film na dzisiaj.

  5. emka pisze:

    „Onirica. Psie pole” Lecha Majewskiego. Piękny poemat o cierpieniu zatopiony w metafizyce roku 2010.
    Majewski zrobił oniryczny fresk o cierpieniu, traumie i metafizycznym wymiarze 2010 roku. Wszystko zatopił zaś w smoleńskim błocie cierpienia, które przełożył na osobistą traumę swojego bohatera.
    pisze Adamski. […]

    Czytaj również: Arcydzieło ONIRICA. PSIE POLE. Fresk o cierpieniu. RECENZJA

    „Onirica” to trzecia i ostatnia część filmowego tryptyku Lecha Majewskiego, w którym wielki reżyser prowadzi dialog z wielkimi mistrzami przeszłości. W zrealizowanym w 2003 roku „Ogrodzie rozkoszy ziemskich” był to Hieronim Bosch, a w nakręconym w 2010 roku „Młynie i krzyżu” Peter Bruegel. W „Onirice” Lech Majewski nawiązuje do średniowiecznego arcydzieła „Boskiej komedii” Dantego Aligheri.
    Mój film to poemat wizualny. Pozwolił mi połączyć dwie inspiracje – sposoby wyrażania się, którymi posługiwałem się wcześniej. Zaczynałem jako malarz i poeta. Zarówno obraz, jak i wiersz uczą skrótowości, metaforyzacji symbolu. Skropleniem metafory jest symbol, stąd naturalne jest dla mnie taka forma wyrazu. (…) Jako całość ma on dla mnie sens i to bardzo precyzyjny – mówi Lech Majewski.
    Światowa premiera filmu „Onirica” odbyła się 7. kwietnia 2014 roku na festiwalu we włoskim mieście Bari. W październiku amerykańska premiera „Oniriki” odbyła się w Boston Museum of Fine Arts, a w 2015 roku prezentowana była w Luwrze oraz w londyńskiej National Gallery. […]
    WIĘCEJ:
    http://wpolityce.pl/kultura/268671-onirica-piekny-poemat-o-cierpieniu-zatopiony-w-metafizyce-roku-2010-juz-na-dvd-polecamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.