Młyn i krzyż

Film „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego jest współczesnym odczytaniem słynnego obrazu Pietera Bruegla z 1564 roku „Droga na Kalwarię”. Jak stworzyć film oparty na analizie pojedynczego obrazu? O niezwykłym filmie, historii jego powstawania i sylwetce twórcy. Wszechstronny artysta jest laureatem Nagrody im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

NA STRONACH:
strona [2] Lech Majewski laureatem Nagrody im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
strona [3] Film Lecha Majewskiego „Angelus”

***

O filmie „Młyn i krzyż”

Michael Gibson, amerykański profesor od lat mieszkający w Paryżu – krytyk sztuki, znawca Bruegla – obejrzał film „Angelus”, którym się zachwycił. Napisał entuzjastyczną recenzję, którą wysłał Majewskiemu z zaproszeniem na spotkanie w Paryżu. W swym mailu stwierdził: „Wydaje mi się, że masz brueglowski umysł”. Kiedy spotkali się w Paryżu, Gibson dał Majewskiemu swój esej filozoficzny „Młyn i krzyż”, na temat obrazu Pietera Bruegla „Droga krzyżowa”, i zaproponował, aby na jego podstawie zrealizować film dokumentalny. „Robię filmy raczej kreacyjne” – wyznał Majewski. Po przeczytaniu eseju zaproponował jednak krytykowi sztuki zrobienie fabuły. Opowiedział Gibsonowi, który początkowo z dystansem podszedł do pomysłu, jak sobie to wyobraża, na co ten oświadczył: „OK, widzę to”. I panowie rozpoczęli wspólną pracę nad scenariuszem. […]

http://www.lechmajewski.art.pl/

Zwiastun

Obraz Breugela „Droga na Kalwarię” jest jak mapa świata. Przenikają się – pejzaż, przyroda i ludzie. W filmie pokazane jest okrucieństwo z jakim traktowany jest człowiek przez innych ludzi, osamotniony w cierpieniu i bezradny. „Na obrazie jest ponad 500 postaci. W filmie pojawia się ich reprezentacja, tworząca przekrój społeczeństwa. Są postaci z życia codziennego, historyczne, mityczne, religijne. Wszystkie niosą jakieś znaczenia.” /L. Majewski/

„Droga na Kalwarię” („Droga krzyżowa”)
1564, olej na płótnie, 124×170 cm, Kunsthistorisches Museum, Wiedeń

 

Pieter Bruegel (starszy)

Pieter Bruegel starszy (ur. ok. 1525 w Broghel koło Bredy, zm. 9 września 1569 w Brukseli) – malarz niderlandzki. Zwano go „Chłopskim” ze względu na tematykę jego obrazów. Zachowały się zapisy, wskazujące, że urodził się w Broghel koło Bredy, nie jest jednak jasne czy chodzi o miasto Breda w Holandii czy o belgijskie miasto Bree, po łacinie zwane Breda. Od 1559 zaczął pomijać literę ‚h’ w swym nazwisku podpisując obrazy jako Bruegel.
Naukę rozpoczynał w pracowni Pietera Coecka van Aelsta, następnie terminował u Claude’a Doriziego w Mechelen i Hier. Cock’a.

W roku 1551 został z tytułem mistrza przyjęty do cechu malarzy Antwerpii. Podróżował po Włoszech i Francji, po powrocie mieszkał okresowo w Antwerpii, w końcu na stałe osiadł w Brukseli w roku 1563.
W roku 1563 ożenił się z Mayeken, córką swego pierwszego nauczyciela Pietera Coecka. Miał z nią dwóch synów – Pietera Brueghela młodszego (zw. Piekielnym) i Jana Brueghela (zw. Aksamitnym). Obaj synowie zostali malarzami, chociaż nie uczyli się od swego ojca (jeden miał 5 lat, a drugi około roku, gdy Pieter starszy zmarł).
Malował przede wszystkim pejzaże, zapełnione postaciami chłopskimi (stąd przydomek). Czerpał motywy z codziennego życia ludu: wesela, uczty, biesiady, kiermasze, z Biblii, ilustrował przysłowia. Często wskazywany jako pierwszy malarz zachodni malujący pejzaże dla nich samych, a nie tylko jako tło dla alegorii religijnych. Malował stylem prostym, nie poddając się dominującej wówczas modzie włoskiej. Często nawiązywał do stylu Boscha. Najsławniejsze jego obrazy znajdują się w muzeum wiedeńskim.

***

Rozmowa z Lechem Majewskim

 

„Elektroniczny gobelin”/fragmenty wywiadu/

Lech Majewski:

Mój film kontempluje obraz i filozofię Bruegla. Co mówi Bruegel? Że wielkie historyczne wydarzenia, kiedy się działy, były peryferyjne i przechodziły bez echa. Dopiero później zaczynają promieniować, przenikać powszedniość. Powiada, że kiedy to się dzieje, my tego nie widzimy. Na obrazie „Droga krzyżowa” Flamandczycy gapią się w lewo, na incydent z żołnierzami, a Chrystus jest przysłonięty, zakryty i trzeba się wysilić, żeby go dostrzec.

Dlaczego Bruegel i dawna sztuka przyciąga pana bardziej niż współczesność?

XX wiek zbombardował dywanowym nalotem wszystko, nad czym z cierpliwością pracowali artyści i rzemieślnicy w poprzednich stuleciach, czyli zbliżenie nas do piękna utożsamianego z pojęciami prawdy i wiary. I te kanony niszczenia wciąż triumfują. Rozbito formę. Artysta został zdany na bestialstwo współczesnego świata. W dawnej sztuce – poza wpisaną w nią duchowością – interesuje mnie niebywała perfekcja wykonawstwa (przy ograniczonych możliwościach technicznych), zupełnie teraz lekceważona. Rzemiosło i kunszt. Bo dziś kanonem akademickiej sztuki stało się śmietnisko i pseudoszokowanie. Wystarczy rozbić telewizor i wstawić go na postument do galerii. Krytycy będą kombinować, czy przypadkiem nie chodzi o protest przeciwko konsumpcyjnemu stylowi życia, terrorowi mass mediów itd. Dobrze to ujął Baudrillard, żaląc się, że relatywizm został do tego stopnia rozdmuchany, że „ufikcyjnił się” cały świat.

kadr z filmu

W „Młynie i krzyżu” ktoś wypowiada zdanie, że to, co najważniejsze, musi być ukryte. Ale właściwie dlaczego?

Gdyby mnie poproszono o definicję prawdy, odpowiedziałbym, że jest nią tajemnica. Bo tajemnica stanowi istotę naszego bytu, wszystkiego, co nas otacza (dobrze wiedzą o tym naukowcy), zaś człowiek postawiony w obliczu tajemnicy natychmiast ma ochotę ją rozgryźć. Drąży i zadowala się odpryskami, okruchami. Bo tajemnicę można tylko nadgryźć. Natomiast na poziomie kultury popularnej tajemnica zanika. Wszystko zostaje wyjaśnione. Wiadomo, kto zabił, o co chodzi. Opowieść się domyka, szkatułka pasuje do szkatułki. A dla mnie liczy się rozpiętość egzystencji w wielu wymiarach.

kadr z filmu

To znaczy?

Żeby zobaczyć jej diapazon: od lewej do prawej. Jung by to ładnie opisał: wertykal przechodzi od boskości do potępienia; a horyzontal od zła do dobra, od męskiego do żeńskiego itd., itp. Wszystko to pięknie widać na przykład w „Boskiej komedii” Dantego.

Potocznym doświadczeniem współczesnego człowieka jest poczucie pustki, braku sensu, nieobecności Boga. A pan uporczywie wraca do ezoteryki, zwietrzałych symboli, gnostyckich poszukiwań. Nie jest to anachronizm?

Niekoniecznie. W czasach nam bliższych byli artyści, którzy potrafili objąć te obszary. Chociażby Bułhakow w „Mistrzu i Małgorzacie”. Dla mnie to najlepszy opis porewolucyjnej Rosji, zawierający w sobie dantejski rozmach i metafizyczną głębię. […]

kadr z filmu

Jakie nieujawnione w filmie treści da się jeszcze odczytać z „Drogi krzyżowej”?

Na obrazie jest ponad 500 postaci. W filmie pojawia się ich reprezentacja, tworząca przekrój społeczeństwa. Są postaci z życia codziennego, historyczne, mityczne, religijne. Wszystkie niosą jakieś znaczenia. Weźmy kucającą kobietę pod szubienicą. Żeby zrozumieć, kim jest i co przedstawia, trzeba by wyjaśnić, dlaczego szubienica ma taki kształt, naszkicować tło ekonomiczne, kulturowe. Nie wiem, czy mamy na to wystarczająco dużo czasu. Każdy obraz z tamtego okresu, nawet zwykła martwa natura, jest jakimś zaszyfrowanym przekazem. Być może brało się to stąd, że dla ówczesnych twórców codzienność też stanowiła formę szyfru. Pytanie, skąd się owe przekazy dostaje? Oni uznawali, że istnieje siła wyższa, która im ten list przysyła. Inni, że dzieje się to deus ex machina. Dziś byśmy powiedzieli, że to ewolucyjny list, który próbujemy odkodować. Generalnie, rozmawiając o podstawie funkcjonowania życia, definiujemy ją jako przewagę informacji nad energią. W przeciwieństwie do materii nieożywionej, gdzie proporcje są odwrócone, dominuje energia nad informacją. Więc jeśli jest informacja, to żywy organizm ją czyta. Bo jak nie odczyta, to zginie.

kadr z filmu

U Bruegla tematyka pasyjna wtapia się w realia historyczne. Polski romantyzm też uczył, że cierpienie ojczyzny można utożsamić z golgotą Chrystusa. Łatwiej taką wizję przyjąć po znajomej lekcji mesjanizmu?

Ja na to patrzę inaczej. „Młyn i krzyż” jest dla mnie filmem o dwóch wymiarach ofiary: anonimowej i mitycznej. Starałem się tak skomponować przebieg wydarzeń, aby w ciągu jednego dnia, w którym zatrzymuje się czas, ukazać jej dwa oblicza. Zwyczajne i obarczone ogromną ilością mitologicznych narracji.

kadr z filmu

Figura ofiary jest uniwersalna. Obojętnie, jaką religię weźmiemy, zawsze natkniemy się tam na poświęcenie, tortury, mękę, ofiarę. Oczywiście wychowałem się na polskim romantyzmie. Ukształtowała mnie nasza kultura, a nie przykładowo buddyzm czy sintoizm. Nie zamykam się jednak w jednym kręgu cywilizacyjnym. Jako człowiek świadomy, myślący, przyglądam się innym religiom. Interesuje mnie taoizm. Trudno religii nie podziwiać. Dotykając kwestii eschatologicznych, należy zachować jednak ostrożność. Nie lubię upraszczać. A mówienie o niewyobrażalnym, o tym, co wymyka się słowom, skazane jest na niepowodzenie. W tej kwestii milczenie wydaje się lepsze. Doszedłem w swojej percepcji do nieprzekraczalnej granicy: mam wrażenie tajemnicy. […]

http://www.polityka.pl/

źródło zdjęć: http://wizjalokalna.wordpress.com/

 

Recenzja Barbary Hollender

Kino głębokich przeżyć

Lech Majewski dokonuje rzeczy na pozór niemożliwej: ekranizuje… obraz Bruegla. I to jak! Nie jestem historykiem sztuki, lecz właśnie jako laik mam wrażenie, że „Młyn i krzyż” nie tylko uczy patrzeć na dzieło malarstwa. Wyławiać jego detale i sens. Ale też pokazuje magię kina. Nieruchomy obraz ożywa, a postacie zyskują przeszłość i przyszłość.

Imponuje pieczołowitość, z jaką Majewski razem ze swoją ekipą odtwarza XVI-wieczne realia. Uderza niewiarygodne piękno ożywionych kadrów. Wciągające, niepozwalające oderwać od ekranu wzroku. Co ciekawe, absolutnie zniewalający krajobraz reżyser znalazł w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Film rodzi też refleksje na temat dziejów, sztuki, ludzkich losów. Majewski opowiada o XVI-wiecznej Flandrii podbitej przez Hiszpanów. Cierpienie krzyżowanego Chrystusa łączy się tu z cierpieniem chłopaka katowanego przez żołnierzy. Inny wymiar filmu to analiza procesu powstawania dzieła, bo przewodnikiem po obrazie jest sam Bruegel. Czuje się tu myśl bliską filozofii malarza. Ludzie – zajęci własnymi sprawami – nie zwracają uwagi na skazańca upadającego pod ciężarem krzyża, bo wagę wydarzeń historycznych można czasem docenić dopiero z perspektywy lat, a nawet stuleci.

W „Nightwatching” Greenaway ożywił obraz Rembrandta, budując wokół niego intrygę sensacyjną. Lech Majewski nie wykracza poza to, co pokazał Bruegel. Po prostu wydobywa z dzieła malarskiego głębię, która może nam umknąć podczas zwiedzania Kunsthistorische Museum w Wiedniu. A przy okazji, szlachetnie wykorzystując najnowsze technologie, odkrywa wspaniałe możliwości kin.

http://www.rp.pl/

Premiera filmu w Polsce odbyła się 17 marca 2011 roku.

DALEJ

strona [2] Lech Majewski laureatem Nagrody im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego
strona [3] Film Lecha Majewskiego „Angelus”

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Eseje, Recenzje, Sylwetki, Teatr TV, film, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Młyn i krzyż

  1. LechGalicki pisze:

    To wspaniały film. Staram się uciec do banalnych stwierdzeń. Niezwykły to obraz filmowy pokazujący powstawanie obrazu na sztalugach malarskich. Obraz ożywiony. Zadanie wydawałoby się karkołomne. Nie dla Lecha Majewskiego. Świat i zdarzenia, które pokazuje są fascynujące. Ten film trzeba oglądać w wielkim skupieniu. Reszta jest wyobraznią.

  2. emka pisze:

    Rozmowa z Lechem Majewskim

    Czy „Młyn i Krzyż” był przełomem w Pańskiej karierze?

    Lech Majewski : Ależ skąd! Każdy film jest dla mnie jakimś przełomem.

    Z pewnością był nim również zrealizowany w Hollywood „Basquiat” z iście gwiazdorską obsadą, którego był Pan pomysłodawcą. Jak to możliwe, że reżyser z Polski staje się współautorem filmu w którym grają największe gwiazdy światowego kina?

    To całkowicie naturalne. Po prostu robię swoje rzeczy, a świat się temu przygląda. Od dawna czułem, że takie historie mnie fascynują, a ludzie podchwytują temat. Później stają się partnerami w realizacji tego pomysłu.

    A dlaczego akurat Basquiat?

    Bo zaraził mnie swoją dziką energią artystyczną. Jak zapewne Pan zauważył, mam ambiwalentny stosunek do sztuki współczesnej i niewielu twórców z tego gatunku cenię. Jego akurat cenię za brutalną siłę i maksymalizm. To niesamowite, jak znalazł swój styl i zaczął intensywnie działać. Umarł bardzo młodo, więc wpisuje się w mit młodego talentu, który znika równie szybko, jak się pojawia. Jak Jim Morrison, Jimi Hendrix…

    Wojaczek…

    Tak, Wojaczek zawsze mnie fascynował i od lat chciałem zrobić o nim film. To wszystko nałożyło się na postać Basquiata. No i wzbudziło zainteresowanie wielkich gwiazd…
    Nie tylko przy okazji tego filmu miał Pan okazję z nimi współpracować.
    Debiutował u mnie Julian Schnabel, który zrobił bardzo dobry film „Motyl i skafander”. Pierwszą dużą rolę w moim filmie „Ewangelia według Harry’ego” zagrał Viggo Mortensen, jeszcze zanim stał się Aragornem. Muzykę do mojego filmu „Więzień Rio” napisał Hans Zimmer, który dziś jest prawdziwą fabryką muzyki w produkcjach hollywoodzkich.[…]

    „Wojaczek” to jednak nie jedyny Pański film, którego akcja rozgrywa się na terenie Śląska. Mam na myśli „Angelusa”. W tym regionie chyba rzeczywiście jest coś niezwykłego, prawda?

    Tak, z całą pewnością. Urodziłem się w Katowicach i umiem mówić po śląsku. Śląsk mam we krwi. W tym momencie przypomina mi się pewna scena. Otóż byłem zaproszony na urodziny Teatru Witkacego i jego dyrektor – Andrzej Dziuk jako prezent urodzinowy dla swojego teatru pokazał „Angelusa”. Był tam pewien Góral-listonosz, który powiedział: „Zeby ktoś taki film zrobił o Góralach, a nie tylko ta cepelia i cepelia…” (śmiech). I rzeczywiście, Górale i Ślązacy odróżniają się od mieszkańców innych regionów Polski. To zupełnie odrębne zwyczaje, język, architektura, a nawet mentalność… Dla mnie „Angelus” był powrotem do dzieciństwa.[…]
    Większe fragmenty wywiadu na wNas.pl. Cały wywiad z Lechem Majewskim ukaże się niebawem w tygodniku „wSieci”

    Lech Majewski jest jednym z najbardziej wszechstronnych, ale i najbardziej zagadkowych polskich reżyserów. Jako nieliczny z rodzimych twórców zrobił karierę na świecie mimo, że nigdy nie kręcił filmów komercyjnych. Lech Majewski pracuje jako artysta już od lat 70. kręcąc swoje filmy w kraju i za granicą. Reżyseruje filmy i sztuki teatralne, pisze scenariusze, powieści i poezje, produkuje i maluje. Tytuły zebrane w zestawie „Lech Majewski. Kolekcja” to najpełniejszy przegląd filmowej twórczości artysty jaki kiedykolwiek ukazał się w naszym kraju.Pakiet DVD wydany przez Galapagos zawiera 11 filmów: Lot świerkowej gęsi, Szklane usta, Angelus, Wojaczek, Więzień Rio, Rycerz, Ogród rozkoszy ziemskich, Ewangelia wg Harry’ego, Pokój saren, DiVinities oraz Młyn i krzyż.

    PREMIERA kolekcji 11 filmów Lecha Majewskiego na DVD

    Więcej: http://wnas.pl/artykuly/3407-dzis-premiera-kolekcji-filmow-lecha-majewskiego-nasz-wywiad-z-wybitnym-rezyserem

  3. emka pisze:

    Dodałam film na YT.

    […] Malarstwo jest nieodłącznym elementem Pańskich filmów. Stara się Pan je przemycać…

    Lech Majewski: Nie, nie staram się i nie przemycam. Ja po prostu tworzę je na ekranie. Synteza filmowa pomaga mi najlepiej wyrazić to, co we mnie tkwi. Robię filmy, aby w malarstwie wrócić do korzeni, czyli do malarstwa starej szkoły, malarstwa, które dawało możliwość wnikania w obrazy, czytania obrazów, studiowania ich i mieszkania w nich. Musimy pamiętać, że XX-wieczna sztuka wyrzuciła z malarstwa postać ludzką. Współczesne sztuki wizualne porąbały ją na kawałki; zmiażdżyły ją i zabstrakcjonizowały. Myślę, że bezpośrednim wynikiem takiego podejścia był Auschwitz. Po raz kolejny wracamy do rozważania Wilde’a: co było pierwsze – sztuka czy natura? Tymczasem postać ludzka pozostała nietknięta w kinie – dlatego kino traktuję jako arkę, w której człowiek został ocalony. Zrozumiałem to wpatrzony w obrazy takich mistrzów jak Bellini czy Giorgione. Owszem, robi na mnie wrażenie Warhol, ale nie ma w nim głębi, jest tylko konstatacja pewnej uproszczonej, masowej multiplikacji i plakatowości. Natomiast w starym malarstwie mieszka człowiek. Właśnie z tego powodu powstał „Młyn i Krzyż”. […] Cały wywiad pod linkiem:

    http://wnas.pl/artykuly/3487-lech-majewski-dla-wsieci-i-wnaspl-latwiej-zrobic-film-o-kanibalu-niz-matce-teresie

  4. emka pisze:

    Film na dzisiaj.

  5. emka pisze:

    „Onirica. Psie pole” Lecha Majewskiego. Piękny poemat o cierpieniu zatopiony w metafizyce roku 2010.
    Majewski zrobił oniryczny fresk o cierpieniu, traumie i metafizycznym wymiarze 2010 roku. Wszystko zatopił zaś w smoleńskim błocie cierpienia, które przełożył na osobistą traumę swojego bohatera.
    pisze Adamski. […]

    Czytaj również: Arcydzieło ONIRICA. PSIE POLE. Fresk o cierpieniu. RECENZJA

    „Onirica” to trzecia i ostatnia część filmowego tryptyku Lecha Majewskiego, w którym wielki reżyser prowadzi dialog z wielkimi mistrzami przeszłości. W zrealizowanym w 2003 roku „Ogrodzie rozkoszy ziemskich” był to Hieronim Bosch, a w nakręconym w 2010 roku „Młynie i krzyżu” Peter Bruegel. W „Onirice” Lech Majewski nawiązuje do średniowiecznego arcydzieła „Boskiej komedii” Dantego Aligheri.
    Mój film to poemat wizualny. Pozwolił mi połączyć dwie inspiracje – sposoby wyrażania się, którymi posługiwałem się wcześniej. Zaczynałem jako malarz i poeta. Zarówno obraz, jak i wiersz uczą skrótowości, metaforyzacji symbolu. Skropleniem metafory jest symbol, stąd naturalne jest dla mnie taka forma wyrazu. (…) Jako całość ma on dla mnie sens i to bardzo precyzyjny – mówi Lech Majewski.
    Światowa premiera filmu „Onirica” odbyła się 7. kwietnia 2014 roku na festiwalu we włoskim mieście Bari. W październiku amerykańska premiera „Oniriki” odbyła się w Boston Museum of Fine Arts, a w 2015 roku prezentowana była w Luwrze oraz w londyńskiej National Gallery. […]
    WIĘCEJ:
    http://wpolityce.pl/kultura/268671-onirica-piekny-poemat-o-cierpieniu-zatopiony-w-metafizyce-roku-2010-juz-na-dvd-polecamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.