Żywa pochodnia

Na Rynku w Krakowie 21 marca 1980 roku, były żołnierz AK, Walenty Badylak dokonał aktu samospalenia. Zaprotestował „przeciw zmowie milczenia wokół zbrodni w Katyniu, demoralizacji młodzieży i zniszczeniu rzemiosła” Gdy się podpalił, ogień buchnął na 5 metrów w górę. Gdy już stracił przytomność, pozostał w pionowej pozycji. Wyglądał, jakby klęczał.

 

Jednak ofiara złożona przez byłego żołnierza AK i Kedywu nie zyskała takiego rozgłosu jak podobne czyny Ryszarda Siwca w Warszawie czy Jana Palacha w Pradze.

Walenty Badylak urodził się w 1904 roku w Krakowie-Podgórzu. Podczas II wojny światowej walczył w Armii Krajowej, był również żołnierzem Kedywu. Po wyzwoleniu prowadził w Mrowinach koło Świdnicy piekarnię, którą po kilku latach odebrały mu władze. Później pracował w Żarach w Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej RUCH.

Od roku 1955 mieszkał w Krakowie. Najpierw był zatrudniony na Akademii Górniczo-Hutniczej, potem w zakładzie Zieleni Miejskiej. W 1963 roku przeszedł na emeryturę. Bardzo dobrze znali go krakowscy księgarze, gdyż Badylak z zamiłowania gromadził książki i płyty z muzyką poważną. Lubił także spędzać czas w kawiarniach na Rynku Głównym i dyskutować o historii. Jak twierdzili koledzy, nie bał się mówić o polityce i krytykować władz.

Walenty Badylak podpalił się na Rynku Głównym w Krakowie w piątek 21 marca 1980 roku, tuż przed niedzielnymi wyborami do Sejmu PRL protestując przeciw ukrywaniu przez władze PRL prawdy o zbrodni katyńskiej. O godzinie 7.45 przechodzący przez Rynek mieszkańcy zauważyli mężczyznę, który metalowym łańcuchem przywiązał się do pompy z wodą, a tuż po ósmej oblał benzyną i podpalił. Zmarł w drodze do szpitala.

Na jego szyi znaleziono tabliczkę z napisem: „Za Katyń, za demoralizację młodzieży, za zniszczenie rzemiosła”. Jako pożegnanie z bliskimi zostawił kartkę, w której napisał:

„Kochani – jeśli tam nie ma nicości, a są duchy bratnie będę was wspomagał, a w chwilach szczególnych odczujecie moją obecność – ojciec i dziadek”.

Władze PRL aż do popołudnia zastanawiały się, jaki komunikat w tej sprawie przekazać prasie. Ostatecznie przyjęły wersję, że było to samobójstwo spowodowane chorobą psychiczną. Następnego dnia w „Dzienniku Polskim” ukazała się notatka: „W godzinach rannych 21 bm. na Rynku Głównym w Krakowie miał miejsce samobójczy wypadek. Mężczyzna w starszym wieku targnął się na swoje życie przez oblanie się benzyną i podpalenie. W drodze do szpitala zmarł. Samobójcą okazał się 76-letni mieszkaniec Krakowa Walenty Badylak. Ustalono, że zmarły od wielu lat był leczony z powodu chronicznej choroby psychicznej”. Śledztwo w tej sprawie umorzono 20 czerwca 1980 roku.

http://fakty.interia.pl/

 

 

Mieszkańcy Krakowa pamiętają o tragicznym czynie Badylaka stawiając w miejscu zdarzenia znicze i kwiaty oraz śpiewając pieśni religijne. Został on także upamiętniony w 1990 roku tablicą pamiątkową w miejscu samospalenia, którą odsłonił wnuk Walentego, ksiądz Wojciech Badylak.

 

 

 

 

Święty ogień

Film „Święty ogień” – realizacja Jarosław Mańka, Maciej Grabysa

– Chcieliśmy przypomnieć tragiczną postać Walentego Badylaka, który nie wahał się złożyć swojego życia w proteście przeciwko zakłamywaniu prawdy o Zbrodni Katyńskiej – mówią autorzy filmu Maciej Grabysa i Jarosław Mańka.

Autorzy filmu starają się przybliżyć sylwetkę Walentego Badylaka, odkrywając także zawiłe losy jego rodziny, w których przegląda się cały tragizm najnowszych dziejów historii Polski. Istotną częścią filmu są poruszające fotografie Stanisława Markowskiego, który znalazł się na krakowskim Rynku owego ranka i udokumentował pierwsze chwile po samospaleniu Walentego Badylaka, a także reakcje świadków zdarzenia. Jak mówi Stanisław Markowski: „był to moment, który na zawsze mnie ukształtował i głęboko wpłynął na dalsza drogę przede wszystkim życiową, ale i artystyczną”.

Autorzy dedykują film śp. Janowi Rojkowi, który był jednym z pierwszych dziennikarzy telewizyjnych, który zainteresował się historią Walentego Badylaka już na początku lat 90. – To Jasiu Rojek zainspirował nas do zrealizowania tego tematu, pomagając w zbieraniu materiałów i informacji oraz udzielając konsultacji – mówi Maciej Grabysa, współautor filmu. – Trzeba też wspomnieć o krakowskim historyku i pisarzu Stanisławie Jankowskim, którego zasługą było ocalenie całej dokumentacji dotyczącej śmierci Walentego Badylaka – dodaje Jarosław Mańka.

 

Jarosław Mańka

Kulisy realizacji filmu 

[…] Podczas festiwalu „Człowiek w zagrożeniu” widzowie mogli zobaczyć także drugi reportaż „WiŻ IOH” pt. „Święty ogień”* (nr 2/2011), który prezentowany był jako „pokaz specjalny”. Film ten, opowiadający o samospaleniu Walentego Badylaka, cieszył się dużym zainteresowaniem widzów. Ku zaskoczeniu autorów reportażu, wzbudził także skrajne emocje. Pod internetową notką o planach jego emisji w TVP jesienią 2011 r. pojawiły się obraźliwe wpisy sugerujące, iż autorzy reportażu zrealizowali materiał o człowieku… chorym psychicznie.
Przedstawiając kulisy realizacji filmu, chcemy raz na zawsze uciąć wszelkie pomówienia nt. rzekomej choroby psychicznej Walentego Badylaka i zarazem pokazać mechanizm manipulacji, której owoce pokutują w Polsce do dnia dzisiejszego.

Kadr z filmu „Święty ogień”

Nasze śledztwo    

Tym, którzy po raz pierwszy sięgnęli po nasze czasopismo, wyjaśniamy, iż „Święty ogień” to reportaż o samospaleniu żołnierza Armii Krajowej, Walentego Badylaka, w proteście przeciwko zmowie milczenia o Katyniu. Walenty Badylak spalił się na krakowskim rynku w marcu 1980 r., przywiązawszy się uprzednio łańcuchem do zabytkowej studzienki. Zebrany tłum krakowian mógł wtedy przeczytać na metalowej tabliczce, którą emerytowany AK-owiec powiesił sobie na szyi, co było przyczyną tak desperackiego kroku: „Za Katyń”. O tym, że człowiek spalił się za Katyń, jeszcze tego samego dnia mówił cały Kraków; informację tę podało także „Radio Wolna Europa”.
Realizacja filmu o Walentym Badylaku stała się swoistym śledztwem trwającym niemal dwa lata. Nikt z nas nie sądził, że po ponad 30 latach od tamtych wydarzeń będziemy się musieli przebijać przez kolejną zmowę milczenia.

Kadr z filmu „Święty ogień”

 

Podsłuch w roku 1992

Zbierając materiały o Walentym Badylaku, swoje kroki skierowaliśmy do pana Adama Macedońskiego, współzałożyciela Instytutu Katyńskiego, znanej w Krakowie postaci słynącej z walki o ujawnienie prawdy o Katyniu. Po naszym wywiadzie w pracowni plastycznej p. Adam skonstatował pewne wydarzenie: „Wie pan, tę pracownię otrzymałem od władz PRL po to, by SB mogło mnie podsłuchiwać. Byłem znanym opozycjonistą i w tej pracowni odbywały się zebrania. To właśnie podczas takiego wywiadu telewizyjnego jak dzisiaj doszło do sprzężenia i dźwiękowiec usłyszał w słuchawkach, że nas podsłuchują. To było w roku 1992, w teoretycznie wolnej już Polsce, i chyba rozmawialiśmy m.in. właśnie o historii Badylaka, dokładnie nie pamiętam, to było prawie 20 lat temu… Po co jeszcze wtedy mnie podsłuchiwali, nie wiem. Widzi pan, wtedy władza się zmieniła, ale ludzie w wielu instytucjach byli nadal ci sami…”.

Kadr z filmu „Święty ogień”

 

Chory psychicznie człowiek?

Udało nam się zlokalizować kamienicę, w której przed śmiercią mieszkał Walenty Badylak. Cierpliwie pukaliśmy do kolejnych drzwi, pytając o znanego w Krakowie emerytowanego AK-owca i bibliofila. W końcu otworzył nam starszy pan. „Badylak – słyszałem o nim wiele złego. To był po prostu chory psychicznie człowiek”. Okazało się, że Badylak przed śmiercią mieszkał właśnie w tym mieszkaniu. Do rozmowy włączyła się żona naszego respondenta. Nie chciała, abyśmy dalej o cokolwiek pytali. Odeszliśmy więc, chcąc jeszcze porozmawiać z innymi mieszkańcami kamienicy. Będąc już na ulicy, ponownie spotkaliśmy żonę naszego respondenta. Była agresywna, powtarzała, że robimy film o chorym psychicznie człowieku. Namawiała, abyśmy zajęli się innymi, ważniejszymi dzisiaj tematami…
Na szczęście esbecy byli bardzo skrupulatni i wiedzieli, jak działać. W kopiach teczki z postępowania prokuratorskiego w sprawie samobójstwa Walentego Badylaka odnaleźliśmy orzeczenie psychiatry, który stwierdził, iż ten spokojny emeryt nie był leczony psychiatrycznie. Opinię tę potwierdził także pan Adam Macedoński: „Badylak spalił się w piątek, pamiętam to dokładnie. W poniedziałek natomiast zadzwoniłem do swojego dobrego kolegi, profesora Adama Szymusika, który był kierownikiem kliniki psychiatrycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego przy ul. Kopernika w Krakowie. Szymusik powiedział mi: „Wiesz Adam, nie jesteś pierwszą osobą, która do mnie dzwoni w tej sprawie. Dzwonili już ludzie z PZPR i dziennikarze, ale jedyne, co mogłem powiedzieć, to prawdę: Walenty Badylak nie leczył się psychiatrycznie?”.

Kadr z filmu „Święty ogień”

 

Mechanizm manipulacji

„Wkrótce po samospaleniu Walentego Badylaka na krakowskim rynku zaczęły pojawiać się osoby zachowujące się jak chorzy psychicznie ludzie. To była zaplanowana akcja, mająca na celu marginalizację desperackiego czynu Badylaka poprzez sugerowanie, iż także on był osobą chorą psychicznie” – tak o sytuacji na krakowskim rynku w marcu 1980 r. opowiadał świadek samospalenia Walentego Badylaka, krakowski malarz Andrzej Łukasiewcz. Także lakoniczna notka prasowa przygotowana przez członków PZPR – nie przez dziennikarzy, sugerowała, iż człowiek, który dokonał aktu samospalenia podejrzewany był o chorobę psychiczną.
„Wtedy słowo „Katyń” było synonimem wolności, oporu wobec władz PRL, które sankcjonowały kłamstwo katyńskie. Stojąc wtedy pod studzienką, byłem wstrząśnięty, ale poczułem jedność ze znajdującymi się tam ludźmi i szacunek dla ofiary tego człowieka. Dlatego krzyknąłem „Czapki z głów!!!”, i ludzie je zdjęli… To był już nasz opór wobec komunistów.

Tajemniczy pochówek

Żaden z naszych rozmówców nie wiedział, gdzie znajduje się grób Walentego Badylaka. Dla wszystkich było oczywiste, że władze PRL obawiały się pogrzebu, który łatwo mógł się przerodzić w demonstrację. W końcu udało nam się skontaktować z daleką krewną W.B., która wskazała nam miejsce pochówku. „Pochówek odbył się w wielkiej tajemnicy, w asyście funkcjonariuszy SB i najbliższej rodziny. Z tego, co wiem, Walenty pochowany został w mogile, którą podpisano N.M. (nieznany mężczyzna). Napis ten – z tego, co wiem – był tam przez około rok. Dopiero po tym czasie pojawił się inny napis”.
Na jednym z krakowskich cmentarzy odnaleźliśmy skromny grób z napisem:

      Śp. Walenty Badylak     
ur. 24.12. 1904 r.
zm. 21.03.1980 r.

           Pokój jego duszy

Wtedy już wiedzieliśmy, że (nieżyjący już) syn Walentego Badylaka był funkcjonariuszem służb PRL.

„Święty ogień”

Dnia 21 marca 1980 r. do kamienicy przy ulicy Kremerowskiej w Krakowie weszli funkcjonariusze SB. Swoje kroki skierowali do mieszkania zajmowanego przez śp. Walentego Badylaka – byłego żołnierza Armii Krajowej, członka Kedywu AK, który przed kilkoma godzinami dokonał aktu samospalenia na krakowskim rynku. Mężczyźni nie mieli problemu ze zlokalizowaniem miejsca zamieszkania denata. Znali go osobiście od dawna, a jego teczka osobowa pękała w szwach. Mieszkanie było pełne książek, bibelotów i płyt z muzyką poważną. Wzrok jednego z funkcjonariuszy przykuł wiersz znajdujący się wśród papierów na biurku – Święty ogień Zenona „Miriam” Przesmyckiego. Funkcjonariusz czytał wiersz o strażnikach świętego ognia, celtyckich druidach, których zadaniem było podtrzymywanie świętych płomieni. Gdy brakło drew, kapłani sami siebie złożyli w ofierze. Wiersz kończył się strofami:

„Lecz przyszła chwila, kiedy stróż, co stał z kolei u ołtarza,
Krzyk trwogi wydał, że brak drew, a ogień święty się dożarza.
(…)
Zgroza! Więc ogień zgasnąć ma? Ból im szalony zmysły miesza!
Nadzieja złudną była więc? – z rozpaczą szepce cała rzesza.
Lecz arcykapłan woła: Nie! Ta ostateczna klęska wieści,
Że już się zbliża koniec zła i trudów naszych i boleści.
Odwagi, bracia! Blisko świt! Aby nam zorza zajaśniała,
Wytrwania tylko kilka chwil! Paliwa brak? – A nasze ciała?

Jeden po drugim szli na stos, a każdy pośród mąk konania
Pytał czy z dali nie brzmi głos, głos odrodzenia, zmartwychwstania,
Czy już nie szumi dębów gaj, czy obiat się nie wznoszą dymy,
Czy nie odżywa świat ich bóstw? I w ogniu marli tak olbrzymy.
Aż arcykapłan został sam… Widział męczeńską śmierć współbraci,
A nie miał dotąd żadnych wróżb, że ich ofiarę los opłaci,
Że się marzony spełni cud. Jednak nie wahał się ni chwili.
Może tam już się budzi lud? Może śmierć jego – los przesili?
I wstąpił na ofiarny głaz?”

Funkcjonariusze SB w mieszkaniu Walentego Badylaka znaleźli m.in. kilka metalowych tabliczek z wyrytymi napisami. Były one bliźniaczo podobne do tej, którą denat miał na sobie w chwili śmierci. Na każdej z tabliczek pojawiał się motyw Katynia.

 

Epilog

Adam Macedoński:

„Pamiętam, że w 1980 r. pierwszy raz w życiu, wybrałem się na pochód 1-majowy w Krakowie. Poszedłem tylko po to, żeby sprawdzić, czy ofiara Badylaka coś zmieniła w świadomości i w sercach mieszkańców Krakowa. To było zaledwie kilka miesięcy po jego samospaleniu. Miałem nadzieję, że będą pustki, ale pomyliłem się. Było pełno ludzi, dla których stanowiska, talony na samochody i wakacje w Bułgarii były ważniejsze od testamentu Badylaka. Dzisiaj jest podobnie…”.

W 1990 r. na krakowskim rynku, przy studzience, przy której podpalił się Walenty Badylak, odsłonięto skromną tablicę:

W tym miejscu w dniu 21 marca 1980 r. Walenty Badylak, żołnierz Armii Krajowej, dokonał dramatycznego aktu spalenia w proteście przeciwko demoralizacji młodzieży, niszczeniu rzemiosła oraz przeciwko zmowie milczenia wobec zbrodni dokonanej na polskich oficerach w Katyniu przez komunistyczno-bolszewickich ludobójców. Nie mógł żyć w kłamstwie. Wolał umrzeć za prawdę.

http://ioh.pl/artykuly/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Eseje, Historia, III RP, Lata PRL, Recenzje, Teatr TV, film, Wspomnienia i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Żywa pochodnia

  1. niepodległościowiec pisze:

    Niech ten film o Bohaterze ogląda dzisiaj nasza młodzież…niech się uczy patriotyzmu i polskości. Niech wie, że krew Bohaterów nie może iść na marne.

  2. Aleksandra pisze:

    Dziękuję za wspaniały artykuł i przedstawienie Walentego Badylaka albowiem przed była cisza i tylko …”N.M. (nieznany mężczyzna)”… Kłaniam się 🙂

  3. emka pisze:

    34. rocznica samospalenia Walentego Badylaka

  4. Maciek pisze:

    W imie prawdy…to wielka ofiara prawdziwego człowieka….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.