Ksiądz Franciszek Blachnicki

 

Kulisy śmierci księdza Blachnickiego

 W jakich okolicznościach zmarł założyciel Ruchu Światło-Życie i czy agenci wywiadu PRL mogli się do tego przyczynić? – mówi portalowi Fronda.pl historyk Andrzej Grajewski w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim.

Czy ks. Blachnicki mógł zostać otruty?

– Okoliczności jego śmierci były dwuznaczne. Wskazujące, że mógł to być nie tylko zator płuc, ale też i inne przyczyny. Niemiecki lekarz, który został wezwany do ks. Blachnickiego stwierdził jego zgon w sposób naturalny i nie było sekcji zwłok. Był przy śmierci pewien objaw, który przy tej chorobie nie powinien występować.

Co to był za objaw?

– Otóż z ust księdza wypływała piana. Tak mówili mi świadkowie, którzy to widzieli. Było jej dość dużo i wydzielała się również po śmierci. To nie jest objaw typowy dla zatoru płuc. Jest też tutaj zbieżność faktów, bo krotko przed śmiercią ks. Blachnicki dowiedział się, że jego dwóch bliskich współpracowników Andrzej Gontarczyk i jego żona, która była tam prezesem stowarzyszenia Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów, są agentami SB. Nie widział jeszcze wtedy, że byli zwerbowani jako agenci wywiadu PRL i specjalnie przerzuceni na Zachód. Ksiądz pojechał do drukarni, którą kierował Gontarczyk i rozmawiał z nim. Wrócił z tego spotkania bardzo wzburzony. Treści rozmowy nie znamy, nie wiemy również czy tam czymś księdza częstowano. On po powrocie do domu położył się i zmarł. Tak ustaliło śledztwo IPN.

Czy współpracownicy księdza podejrzewali jego otrucie? Podejrzewali Gontarczyków?

– Tak, opinia, że ksiądz Blachnicki został otruty funkcjonowała w Carlsbergu od momentu jego śmierci. Zdemaskowanie Gontarczyków nie było jednak natychmiastowe. To, że wiedział o tym ksiądz, nie oznaczało, że wiedzieli o tym inni współpracownicy. Gontarczykowie pracowali tam jeszcze kilka miesięcy i dopiero gdy zainteresował się nimi zachodnioniemiecki kontrwywiad zostali ostrzeżeni. Pod pretekstem wyjazdu na wakacje dotarli przez Jugosławię na Węgry gdzie odebrał ich płk Henryk Bosak wysoki funkcjonariusz PRL-owskiego wywiadu.

Jak działali Gontarczykowie?

– Byli tam prowadzeni w bardzo wyrafinowany sposób, jeździli do oficera prowadzącego do Salzburga w Austrii. To były duże środki ostrożności, co świadczy o randze ich działań. Po powrocie do kraju Gontarczykowie byli wykorzystywani do kampanii przeciwko Ruchowi Światło-Życie i przeciwko ks. Blachnickiemu. Byli prawdopodobnie przesłuchiwani przez prokuratorów IPN i myślę, że zaprzeczali w sprawie swojego udziału w śmierci księdza.

Jak trafiono na ich ślad?

– Dzięki podziemnym strukturom Solidarności Walczącej w Łodzi, które przeniknęły do SB. Poznano numery rejestracyjne Gontarczyków i ich pseudonimy. Blachnicki mógł być pewien, że ma informacje prawdziwe.

Czy uważa pan, że poznamy prawdę w tej sprawie?

– Myślę, że nie. Nie było sekcji zwłok ani po śmierci, ani gdy przenoszono ciało księdza z Carlsbergu do Krościenka. Trwa proces beatyfikacyjny, który jest na zaawansowanym etapie. Tylko Watykan może podjąć decyzję o ekshumacji ciała. Wątpię, jednak czy jakiekolwiek ślady po ewentualnym otruciu pozostały w ciele ks. Blachnickiego. Z braku dowodów śledztwo IPN w tej sprawie, o które wnioskowałem jako przewodniczący Kolegium IPN zostało umorzone. Pozytywnym efektem tych działań było to, że pani Jolanta Gontarczyk przestała pełnić funkcje publiczne, gdzie działała jako ważna aktywistka w środowisku feministycznym przy SLD.

Rozmawiał Jarosław Wróblewski

http://www.fronda.pl/news/

Z komentarzy pod wpisem :

Klara :

W tamtym czasie byłam w Carlsbergu, więc doskonale są mi znane okoliczności śmierci ks.Franciszka. Na pogrzebie Gontarczykowie maszerowali zaraz za trumną i jaki pierwsi wpisali się do Księgi Kondolencyjnej. Okoliczności ich ucieczki były trochę inne, aniżeli w notce powyżej podano. Rodzina ewakuowała się zaledwie na kilka godzin przed przybyciem Policji.

Ja już w pierwszych miesiącach po ich ucieczce wiedziałam, że Jolanta miała stopień majora w wywiadzie, ale stali mieszkańcy ośrodka nie wierzyli moim informacjom. To im się wydawało nieprawdopodobne, ewentualnie dopuszczano, że byli to TW.

Ten babsztyl przyczynił się – co najmniej pośrednio – do śmierci osoby, którą bardzo kochałam, działał w Niemczech przeciw opozycji, ale i nie tylko. Każdy kto w latach 1986-88 przyjechał do ośrodka w Carlsbergu, po powrocie do kraju miał duże kłopoty ze strony SB.

Po transformacji Gontarczyk zajęła pierwsze miejsce wśród polityków SLD, a w końcu wdrapała się na stanowisko wicedyrektora MSWiA. Na marginesie – była prawą ręką Ryszarda Kalisza.

I jeszcze taki „drobiazg”, o którym nie wiem dlaczego nie wspomina sią w żadnych opracowaniach – rodzina Gontarczyków zostawiła długi na terenie Niemiec, walneli na kasę kilka prywatnych osób. Czyli – mało, że agentura komunistyczna, to jeszcze pospolici złodzieje. Chyba ten ostatni aspekt zaważył, że babka została usunięta z zajmowanego stanowiska, bo lewica uczciwa nie jest, ale wyznaje zasadę, że jak kraść to miliony, a nie sięgać po – w sumie – grosze i to jeszcze z kieszeni przeciętnego Kowalskiego.

Nie było tak, iż ksiądz zaraz po powrocie z drukarni położył się i zmarł.

Widziałam go kilka godzin przed zgonem. Byliśmy umówieni tego dnia na godz.16, siedział przy stole, wyglądał na zmartwionego, a ja go zagadywałam. Powiedział mi: spotkamy sią o 16 to porozmawiamy, teraz pójdę odpocząć /po obiedzie miał w zwyczaju kłaść się na chwilę/ i poszedł do siebie.

Gdy przyszłam na umówioną godzinę dowiedziałam sią, że ojciec nie żyje.O materiałach jakie miał otrzymać nazajutrz wiedziałam, bo dzięki mojej dociekliwości zostały odszukane i sprowadzone do Niemiec. Nie wiedziałam natomiast z jakimi „szychami” mamy do czynienia, i że Jolanta jest oficerem komunistycznego wywiadu.

O tym dowiedziałam się dopiero wtedy jak zwiali. Gdy się dowiedziałam (2005 r.) jak wysokie stanowisko piastuje Gontarczyk, po prostu zadzwoniłam do Dyrektor MSWiA i spytałam czy ma świadomość, kim jest jej podwładna? Powiedziałam co i jak i przesłałam faxem odpowiednie zapiski. Na wypadek, aby nie zostało to zamiecione pod dywan poinformowałam wiele mediów i Polonię w Monachium.

Pierwszy artykuł na ten temat zamieścił Andrzej Grajewski, później był reportaż w Misji Specjalnej i we Wprost: „Zabójcza Panna”. A w następnym roku Macierewicz dotarł w IPN do działu „Tajne” i wyciągnął na światło dzienne całe dossier tej rodzinki.

DALEJ

strona [2] Andrzej Grajewski, Kariera Pani Gontarczyk i jej męża

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Antypropaganda, Historia, II wojna światowa, Lata PRL, Po 1980, Wspomnienia, Wywiady i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ksiądz Franciszek Blachnicki

  1. Andrzej pisze:

    To nieprawda, ze „pozytywnym efektem tych działań było to, że pani Jolanta Gontarczyk przestała pełnić funkcje publiczne, gdzie działała jako ważna aktywistka w środowisku feministycznym przy SLD.” Nadal dziala, tyle ze pod innym nazwiskiem – Jolanta Lange. Jest prezesem stowarzyszenia Pro Humanum – szczegoly pod adresem: http://www.prohumanum.org/o-nas/kadry-2/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.