Marek Baterowicz. Wiersze smoleńskie

W waszej śmierci umieram powoli
dzień po dniu, od tamtego kwietnia,
od środka rozdarty – tak jak wasze ciała –
z duszą bolesną w cierniach,
nic jej nie ukoi,
zastygła jak martwa.

 

De profundis clamavi

Brodzą po szyje w mule kłamstw
ich brudna piana z ust wycieka
i nie chcą prawdy o Zmarłych Cieniach,
za mgłą wirują szczątki gwiazd

strąconych w matnię sierpa w kwiatach,
złamana brzoza modli się z wiatrem
w tej ziemi drzewa stoją na warcie,
gdy śmierć odlicza sekundy światła,

a życie w zniczach się jarzy,
płonie w katyńskich świecach
krew co w ich żyłach zakrzepła
jak kruszec cenny waży

i w serca nasze wsiąka głęboko,
przepełnia jar cierpienia
jak źródło co nie umiera,
a ptak biały bliski obłokom

unosi nadzieje odwieczne
o niepodległej, przebitej wolnością złotą.
Nie ustrzegliśmy jej kiedyś mieczem,
dziś oddajemy ją biernością,

gdy tamci brodzą w mule kłamstw
ich jad zatruwa i zniewala,
czy Duch opuścił nasze ciała?
Bracia, obudźcie się, już czas!

 

Tren smoleński

W waszej śmierci umieram powoli
dzień po dniu, od tamtego kwietnia,
od środka rozdarty – tak jak wasze ciała –
z duszą bolesną w cierniach,
nic jej nie ukoi,
zastygła jak martwa.

W waszej śmierci słychać znowu strzały
znad katyńskich mogił,
od lat próbują wymazać
pamięć o Umarłych,
w leśnej ciszy modlą się ich głosy
w rozpaczy wzlatują pod gwiazdy

W waszej śmierci szeleszczą zdjęcia bliskich
czekających waszego powrotu,
twarze wśród drzew nikną, za obłokiem losu,
a do wystrzałów i do chóru liści
wiatr śmiertelny niósł mgłę i płomienie
spadając z jękiem motorów

W waszej śmierci listy szepczą słowa,
których nie usłyszycie, uśpieni.
Światło dnia ukryło się w Bogu
– mieli zapalić znicze, nie dotarli do was
otoczeni mgłą-nienawiścią, strąceni
w jar i ogień, odłamki i popiół.

W waszej śmierci umieram powoli
i słychać w niej jeszcze strzały
– dzień pod dniu, od tamtego kwietnia –
a w trumnach zaplombowanych
woła do nas prawda o poległych Cieniach,
grzebanych w pośpiechu przez wspólników zbrodni.

 

Status quo

Krzyk błaznów zagłusza chóry ptaków
i głosy niezłomnych,
gdyż ciemność uznano za światło
i kaci szydzą ze swych ofiar
– a jutrzenka umarła w połogu,
w toastach fałszerzy,
w półmiskach okrągłego stołu,
w bruderszaftach z Herodem.
Ogrody zarastają perzem i chwastami
jak dzikie pola,
mgłą okryto nowe zbrodnie
– a mumie w epoletach,
starcy w tych samych
splamionych mundurach
– nietykalni jak święci –
pilnują klatki z orłem.

 

Dla Anny Walentynowicz i tych, którzy z Nią zginęli

Matko Solidarności pod chmury wzleciałaś

unosząc raz jeszcze serc miliony,
złączone pamięcią o tych wszystkich ciałach
z lasów Katynia i tych z polskiej strony

– po wojnie zabitych za marzenia o Polsce,
wywiezionych do łagrów za Bugiem,
rosną jeszcze wierzby i szumią topole,
lecz wbito na pal nasze dusze –

– i krwawią od lat w tej powolnej śmierci,
co nie jest ni śmiercią, ni istnieniem,
zbudziłaś ich do życia, Matko nieugiętych.
Krótko trwał nasz sen! Czołgi starły ziemię,

gdzie zstąpił Duch Święty odnowić jej oblicze…
Znowu lufa z bagnetem były drogowskazem,
wolność i prawa obrócono w zgliszcze
– ale serca nasze stały nadal razem.

I biły mocniej od warkotu werbli
grających zomowcom do boju.
Szli, plamiąc śnieg z czerwieni i bieli,
a ludzie bezbronni skamienieli w szlochu.

Po latach los wyroki odmienił
i synów Lecha podźwignął z niewoli,
lecz ciężar przeszłości – zwietrzałych kamieni –
uciska dalej skronie udręczonych

Ulatując w chmury nie wiedziałaś Matko,
że demon raz jeszcze sierpem nas oskrzydli,
spadając na drzewa z śmiertelną pułapką
– co pomyślałaś, Matko, w tej ostatniej chwili ?

Marek Baterowicz (ur. w 1944 w Krakowie), poeta, prozaik, publicysta, czasem tłumacz poezji krajów romańskich i latynoskich. Romanista – doktorat o wpływach hiszpańskich na poetów francuskich XVI/XVII wieku (1998 r.), fragmenty tej tezy ukazały się we Francji. Wydał też tomik wierszy w języku francuskim. Jako poeta debiutował na łamach „Tygodnika Powszechnego” i „Studenta” (w 1971). Debiut książkowy: „Wersety do świtu” (W-wa, 1976) – tytuł był aluzją do nocy PRL-u. W r. 1981 wydał zbiór wierszy pozacenzurą: „Łamiąc gałęzie ciszy”. Od 1985 roku na emigracji (po czterech latach czekania na paszport), najpierw w Hiszpanii, a od1987 r. w Australii. W roku 1992 odwiedził Polskę, w tym samym roku listem w „Arce” zrywał ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, które poparło grubą kreskę. Autor wielu zbiorów wierszy, jak np. „Serce i pięść” (Sydney 1987), „Z tamtej stronydrzewa” (Melbourne 1992 – wiersze zebrane), „Miejsce w atlasie” (Sydney 1996), „Cierń i cień” (Sydney 2003) czy „Na smyczysłońca” (Sydney 2008) oraz kilku tytułów prozy, w tym powieści ze stanu wojennego pt. „Ziarno wschodzi w ranie” (Sydney 1992). Mieszka w Sydney.

http://www.polis2008.pl/

  • Facebook
  • email
  • PDF
  • Twitter
  • Wykop
  • Blogger.com
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Bookmarks
  • Grono.net
  • Ulubione
  • Śledzik
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wiersze i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Marek Baterowicz. Wiersze smoleńskie

  1. anna pisze:

    Piękne, ale najbardziej zapady mi w sercu wiersze o smoleńsku Kazimierza Węgrzyna, Marka Gajowniczka lub Marcina Wolskiego , i tych najbardziej nam brakuje,,,pozdrawiam anna

  2. emka pisze:

    Wiersze wymienionych autorów są w naszej antologii.
    Proszę zajrzeć >http://hej-kto-polak.pl/wp/?page_id=21
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. Janusz Krowodrzański pisze:

    Autor jak zwykle trzyma poziom literacki swoich wierszy, a jest on wysoki, choć dzisiaj trącący już myszką. Szkoda tylko,że treść tych wierszy budzi sprzeciw,a chwilami nawet politowanie dla naiwności, ale także i zacietrzewienia Autora. W tych elegijnych i patetycznych strofach (dzisiaj brzmiących raczej archaicznie) zawarte zostało zakłamanie faktów i nienawiść do przeciwników innej politycznej opcji, u których Autor widzi krew na rękach i zdradę najświętszych ideałów, zdradę Ojczyzny, a zapewne i honoru oraz Boga. To także pokłosie działalności propagandowej Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów, który tak konsekwentnie dzieli Polaków, a który – być może – sam się przyczynił do śmierci brata i 95 innych osób, nalegając w rozmowie telefonicznej z prezydentem na wylądowanie samolotu, pomimo fatalnych warunków atmosferycznych.

    • Janusz Krowodrzański pisze:

      Jarosław Kaczyński już 6-ty rok próbuje zagłuszyć wyrzuty sumienia ostentacyjnym ubiorem żałobnym i comiesięcznymi wiecami pod Pałacem Prezydenckim, zresztą poświęconymi nie tyle zmarłym ofiarom katastrofy, ile agitacjom politycznym. Teraz zaś, gdy doszedł formalnie do władzy absolutnej, zapowiada uczczenie pamięci brata wznoszeniem mu pomników, a jego najwierniejszy sługa,opętany obsesją zamachu minister wojny zapowiada ustalenie w nowym tzw. śledztwie, że to nie była katastrofa samolotu lecz zamach. A skoro zostanie stwierdzone, że spowodowany przez naszego odwiecznego sąsiada wschodniego, to chyba trzeba będzie wyruszyć na niego zbrojnie? A póki co, już się on cieszy na Kremlu z ustawicznie pogłębianego podziału Poliaczków, skłócania ich i wzajemnego napuszczania na siebie – teraz łatwo mu będzie wpływać na ich los. I zaciera łapy słuchając tych buńczucznych pogróżek i czytając takie farmazony zamieszczane przez zaczadzonych PiS-em pismaków. Może kiedyś się im odwdzięczy …

  4. francopilot pisze:

    ‚prawda została już ustalona i żadne fakty jej nie zmienią’-to zdanie „medialnej gwiazdy’-przejdzie do historii tej katastrofy…..”rzetelne” śledztwo rosyjskiego MAK-u i nasz „raport” Millera POkazały wszystko…nawet prezydent Miedwiediew-w grudniu 2010- „zadeklarował”,że ustalenia rosyjskich i polskich śledczych nie będą się różnić…..

    i zawarli POrozumienie z Rosjanami…. i stali się zakładnikami,a trumny miały być zalutowane na wieki…. i POwiedzieli,że państwo zdało egzamin….a teraz mówią,że wszyscy wiedzieli o nieprawidłowościach,że winne są rodziny ofiar i sam Jarosław Kaczyński…..
    Deklaruję niewiarę w zwykły wypadek,Rosjanom,którym oddano’sprawę”- pod przywództwem ex-pułkownika KGB- też nie wierzę.
    A tym którzy wierzą ,że jedna brzoza urwała skrzydło i samolot roztrzaskał sie o ziemie-gratuluję.Gratuluję im tej”wiary”!

  5. francopilot pisze:

    Szczęsliwy naród,który ma poetów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.